Obserwatorka [19.04.08/20:43]
Nie jestem na nie...
Tylko co robić?Jak nie ma się pod ręką ubranek tudzież samochodu do zmasakrowania.Nawet jakby się miało to ma sie za duzy szacunek do kochanej osoby żeby jej krzywdę jakąkolwiek robić.Nie ma się z kim wyjść a jedynym towarzyswem w sobotni wieczór jest komputer?Nie ma się kasy na kursy i pola do popisu w pracy?Nie ma się gdzie wyryczeć bo zwykle ryczało się jednemu człowiekowi.No co robić?Jedyne wyjscie zabrac się stad w cholerę i zaczac nowe życie wreszcie własne.A jak nie ma odwagi to pytam grzecznie-co robić?
larwa [17.04.08/23:32]
:)
ja wcale sie nie chcialam mscic na moim facecie "bylym" ktory blagal mnie abym czekala na niego pol roku kiedy on wyplynal w rejs. a ja czekalam jak glupia zeby w koncu po jego przyplynieciu uslyszec "nie mozemy byc razem bo ja jeszcze nie dojrzalem do zwiazku" :)
i w sumie nie musialam sie mscic zycie sie zemscilo za mnie stawiajac na mej drodze niezwyklego mezczyzne z ktorym spodziewam sie dziecka...zaledwie 3 miesiace po tamtym rozstaniu:)
doprowadzajc do rozpaczy bylego chociaz mnie on juz malo obchodzi:)
dlatego sadze ze nie ma sie co mscic zycie i tak ukaze winnego predzej czy pozniej:)
saganka [13.04.08/19:00]
"wzgardzona kobieta":)
no tak, ale za to z poczuciem humoru:)
yamot [13.04.08/10:41]
Malwina
moralna slabosc> ;) prosze cie :)))))
raczej emocje, nad ktorymi ciezkow w wielu przypadkach panowac :)
Tru podsumowala genialnie. ja jeszcze dodam tylko - 'nawet diabel boi sie zemsty wzgardzonej kobiety'
relatywizm. dokladnie :))))
Truskawka [10.04.08/23:33]
yamot
Shakespeare powiedzial: Nawet w piekle nie legnie sie furia rowna zlosci wzgardzonej kobiety :)) Madry facet ten Shakespeare byl :)
Ja po moim ex zwiazku zlapalam dola a potem sie z niego wydostalam i tyle :)))chociaz w wyobrazni widzialam go na stosie i takie tam to jednak w reality nie zrobilam nic:)))
MalwinaOdTak [10.04.08/19:36]
Nie dla mnie
,,takowe sposoby. Jakoś nigdy nie pozwoliłabym sobie na taką nisko moralną słabość jak zniszczenie byłemu ubrań, Rozsiewanie plotek to już przesadny dół. A lotki i drukowane zdjęcia wydają mi sie dziwnie"przereklamowane" Wypłakać owszem, chociaż to oznaka bezradności. W takich sytuacjach sprawdza sie silna wola. Jak przy diecie. Z obecnym"potencjalnym" mam separacje i postanowiłam zainwestować w siebie i dla siebie.
Każdy ma tam jakieś swoje sposoby..
zblaz [10.04.08/11:54]
plzm
no więc trafiłaś w sedno - zalezy co by mi ktos zrobił. ale jak tak sobie robię rachunek sumienia, to tez święta nie jestem, acz zemsta w mym wykonaniu nie miewa charakteru fizycznej przemocy - nawet wobec przedmiotów, raczej czekam na odpowiedni moment na rewanż z nawiązką. taki podstępny do tego.
ale z drugiej strony - to sprawy służbowe raczej są, do finezyjnej zemsty na biurwach jakby więcej okazji jest. a na facecie to w zasadzie nie mam koncepcji, może dlatego, że nigdy nie musiałam/nie czułam takiej potrzeby.
plazma [10.04.08/11:40]
no ja właśnie nie wiem
myślę, że miałam złamane serce, ale nie chciało mi się mścić.. jak sobie pomyśle, że facet miałby mnie chęć zniszczyć.. nie wiem. dużo zależy też pewnie od tego, co Ci ten ktoś zrobił, jak, no relatywizm i tyle :)
sykstus [10.04.08/09:47]
'tyle o sobie wiesz,
ile cie sprawdzono' - stad zastrzezenie..
ale wlsc niepotrzebne raczej..
bo doswiadczylem w swoim dlugim zyciu czegos podobnego i dzialalnosc niszczycielska mnie 'nie siegla'
wiec
yamot [09.04.08/22:02]
Syks
chyba? ;)
Zblazik, Plazma, Marti - ja wiem, ze to niskie i w ogole jest. ale kurde - poczebowalam :) pierwszy raz w zyciu cuś takiego zrobiłam i raczej wyczynu nie powtorze, ale coooozzzzz - wredna bylam wtedy :D a poza tym - kazda chyba (nie mowie ze na 100%) gdzies tam w glebi duszy po zlamaniu serca marzyla o czyms takim? ;)
Ax - eeee lajcik w prownaniu z mymi wyczynami ;) nie no zartuje, ale chec na odwalenie czegos takiego zawsze jest, co nie? :)
ax [09.04.08/21:01]
hm...
a wiecie...chyba nie jest ważne czy zniszczyć, czy nie zniszczyć...( mnie się fajnie to czytało, i bez tych niszczeń do czytania byłoby nudne)...najważniejsze, żeby dać sobie radę i nie czuć się nieszczęśliwą ofiarą do żałosnego kresu swych dni :)) A jakby co, hm...nie wiem, co bym zrobiła...ale kiedyś tak sie straszliwie wkurzyłam, że walnęłam słuchawką i jeszcze na dodatek kopnęłam telefon...a myślałam, że jestem spokojna...hehe ;))
martolina [09.04.08/17:13]
tez bym chyba nie zniszczyla,
a wyplakanie sie raz, a dobrze, pomaga. Dwa tygodnie to za dlugo :) ale tekscik fajny, z humorem.
plazma [09.04.08/17:01]
to ja
ja mam tak samo jak zblaz niejaka - nie wyobrażam se, żeby coś zniszczyć komuś, czy wydzwaniać...
wypłakanie się za to, może i owszem, a najbardziej - wypisanie - wypisanie się zdecydowanie pomaga :)
zblaz [09.04.08/13:00]
hm
no więc tak. może nigdy nie byłam tak zniszczona żadnym związkiem (gdyż przebywam w pierwszym dłuższym niż miesiąc :D), a może jestem ciepłe kluchy, ale..
no nie mogłabym tak. nie wyobrażam sobie zejść do poziomu niszczenia komus czegokolwiek, wyżywania się na nim telefonicznie itd. szkoda czasu i poczucia, że jestem ponad to.
to mnie bardzo bawi w komediach romantycznych, ale na żywo jakos tak.. fuj. nic nie poradze :) ale liczę się z ewentualnością, że w pewnych układach to dla kogos może być jedyne wyjście.
bardziej mi się podobaja jakże zyciowe i sprawdzone metody typu rzucenie się w wir pracy/nauki/hobby. Same plusy to ma.
za to płakanie w podusię ostatnio sobie odpuściłam definitywnie i nie uroniłam ani jednej łezki, bo jak zerwałam z kretynem na imprezie i powiedziałam, że nie zostaję tam na noc tylko jadę do domu, to powiedział "ależ zostań, możesz sobie spać w drugim pokoju i nawet zmoczyc całą poduszkę". protekcjonalny dupek :>
przeszło jak ręką odjął. i nie trzeba było ciąć mu spodni :P
gali [09.04.08/12:22]
yamot
Ty jak Beatrix Kiddo mormalnie, ale nie taka hardkorowa ;)))
sykstus [09.04.08/11:59]
niektore
guidelines cenne..
choc nigdy w zyciu niczego bym nikomu nie zniszczyl, ani nie rozglaszalbym, jaki sk--syn.. (chyba;)) - z takich kawalkow bior sie nastepnie owe koszmarne rozwody. nierzadko na oczach potomstwa..
mixa [09.04.08/11:13]
Yamot
wiem, wiem.... tak tylko napisałam...
yamot [09.04.08/10:30]
Daaaagus
wisz - po x tam razie to juz sie uczysz, ze albo szybko sie zbierasz, albo sama zostawiasz ;)
Daguniek [09.04.08/10:16]
Wy to siłaczki
jesteście - albo same rzucają albo raz dwa się zbierają!
yamot [09.04.08/10:12]
Mixa
rok temu to ja nie mialam po co pisac takowego wywodu ;P
i dzieki :)
Ax - nosz urde po jakims czsie trzeba, bo bym oszalala :))
Maura - ja tez skrywalam ciagotki takowe. az w koncu basta i juz!! ty wisz ile lepieeeejjjj sie czlowiek czuje?! :D
Met - farciaro ;) ale wiesz ta energia co poszla to lepsze niz areobic przez miesiac ;)
Wydra - dzieki :))
Goya - pociecie gaci kusi ojjjjjj kusi ;) a z ta kasacja to nie zawsze to takie proste jak sie wydaje :))
goya [09.04.08/09:08]
cóż,raz
w życiu chłopak mnie zostawił...jak miałam 19 lat. i raczej to ja byłam łamaczką serc;)dlatego nie znam tych metod...ale są bardzo przemawiające do psyche;P
ale powiem tak:nie pociełabym gaci faceta- powiedziałabym spadaj szczylu i wykasowala go z pamięci(tak myślę...)
ale arć czytałąm z 2 tyg temi i czekałam,kiedy bedzie;P
no i yamot...jak zwykle rewelka!!
wydra [09.04.08/09:02]
tekst jest bardzo dowcipny i brawurowy
i nawet zabawny, mimo, że dotyczy niewesołej sytuacji. Ale przeszkadzały mi blogowe wstawki typu : hehehe, hyhyhyh, miuość.
met [09.04.08/08:42]
nie miałam nigdy takiej sytuacji
że mnie ktoś rzucił niecnie, bo nie jestem i nie byłam kochliwa, ani energiczna specjalnie a takie związki to wymagaja energii, jak przeczytałam ile energii kosztuje uporanie sie z zerwaniem, to tym bardziej cieszę sie, że mam temperament jaki mam:)
maurycja [09.04.08/08:22]
no stara
a ja na dnie swojej duszy skrywałam takie ciągotki jak porysowanie samochodu, czy przebicie mu opon;) niezła jesteś, heh....
ax [09.04.08/08:18]
jesteś wielka :))
Yamot. Normalnie wielka i podziwiam za arć i zdrowy i pełen humoru dystans do samej siebie.
"Wszystko przemija, nawet najdłuższa żmija" I tyle...hehe. :))
mixa [09.04.08/01:54]
Yamot
hehe dobreeeeeeee :))))
Szkoda, że nie pisałaś tego jakiś rok temu... bardziej by mi się przydało...
... a tak utrzymuje nadal kontakt z tą gnidą i choć pisze w smsach, że mu się ze mną prysznic marzy to po tak długim czasie może sobie tylko pomarzyć :)
...pisać mogę, cham nie jestem, ale nic ode mnie już nie dostanie i gdzieś mam to, że zamienił mnie na lasie, której się bardziej chce być dziewicą niż mi... jego strata, niech cierpi :)
Ale art świetny :) uśmiałam się nieziemsko :)))
yamot [27.03.08/23:27]
Daga
uprzedzalam ;P
jasne, ze ciezko to zrobic. cholernie ciezko. no ale jak sie juz zepniesz i zeby zacisniesz - leci z gorki :)
Marianna - tez w takich sytuacjach unosze sie duma i honorem. jakos latwiej jest. ale plakac plakalam nocami do podusi :D
Daguniek [27.03.08/13:07]
Marianno
no i dobrze. Bo kochać się powinno na zabój, a jak się rozstaje to niech to bezboleśnie się odbywa. Moze to nie ten, a moze po prostu wiesz, ze z zycia trzeba brac co najlepsze, a nie płakać.
Podziwiam, bo tak nie umiem, a chcialabym :*
Marianna [27.03.08/12:57]
Kurczę,
a ja dochodzę do wniosku, że chyba naprawdę pozbawionam jakichś wyższych uczuć, bo za żadnym z byłych nie płakałam. Zakochiwałam się na amen, a potem mi przechodziło i nawet jak nie ja rzucałam, tylko on, to unosiłam się dumą i honorem i miałam w nosie.
Aż się boję, że jakiś amorek gdzieś się tam zaczaił i jak mi za karę wystrzeli kilka strzał, to dopiero będę miała. Wtedy Twój poradnik będzie jak znalazł :-)))
Trzymaj się, yamotko :-)
Daguniek [27.03.08/12:38]
No fakt, jak z Bravo Girl ;p
i takie sposoby zastosować to trzeba mieć siłę przede wszystkim. Ale fajnie, że chciało Ci się ruszyć tyłek i zawalczyć o siebie. Najlepiej własnie wyjść do ludzi, zorganizować sobie masę zajęć i zastosować "drastyczne" metody lotkarskie. By nie mieć czasu na rozpamiętywanie i ryczenie. Raz ok - i nigdy więcej. Tylko bardzo ciężko to zrobić... Bo nie chcemy przeważnie, by ten kontakt, związek, uczucia... by to się skończyło - ot i cały kłopot...
Komentarze
Nie jestem na nie...
Tylko co robić?Jak nie ma się pod ręką ubranek tudzież samochodu do zmasakrowania.Nawet jakby się miało to ma sie za duzy szacunek do kochanej osoby żeby jej krzywdę jakąkolwiek robić.Nie ma się z kim wyjść a jedynym towarzyswem w sobotni wieczór jest komputer?Nie ma się kasy na kursy i pola do popisu w pracy?Nie ma się gdzie wyryczeć bo zwykle ryczało się jednemu człowiekowi.No co robić?Jedyne wyjscie zabrac się stad w cholerę i zaczac nowe życie wreszcie własne.A jak nie ma odwagi to pytam grzecznie-co robić?:)
ja wcale sie nie chcialam mscic na moim facecie "bylym" ktory blagal mnie abym czekala na niego pol roku kiedy on wyplynal w rejs. a ja czekalam jak glupia zeby w koncu po jego przyplynieciu uslyszec "nie mozemy byc razem bo ja jeszcze nie dojrzalem do zwiazku" :)i w sumie nie musialam sie mscic zycie sie zemscilo za mnie stawiajac na mej drodze niezwyklego mezczyzne z ktorym spodziewam sie dziecka...zaledwie 3 miesiace po tamtym rozstaniu:)
doprowadzajc do rozpaczy bylego chociaz mnie on juz malo obchodzi:)
dlatego sadze ze nie ma sie co mscic zycie i tak ukaze winnego predzej czy pozniej:)
"wzgardzona kobieta":)
no tak, ale za to z poczuciem humoru:)Malwina
moralna slabosc> ;) prosze cie :)))))raczej emocje, nad ktorymi ciezkow w wielu przypadkach panowac :)
Tru podsumowala genialnie. ja jeszcze dodam tylko - 'nawet diabel boi sie zemsty wzgardzonej kobiety'
relatywizm. dokladnie :))))
yamot
Shakespeare powiedzial: Nawet w piekle nie legnie sie furia rowna zlosci wzgardzonej kobiety :)) Madry facet ten Shakespeare byl :)Ja po moim ex zwiazku zlapalam dola a potem sie z niego wydostalam i tyle :)))chociaz w wyobrazni widzialam go na stosie i takie tam to jednak w reality nie zrobilam nic:)))
Nie dla mnie
,,takowe sposoby. Jakoś nigdy nie pozwoliłabym sobie na taką nisko moralną słabość jak zniszczenie byłemu ubrań, Rozsiewanie plotek to już przesadny dół. A lotki i drukowane zdjęcia wydają mi sie dziwnie"przereklamowane" Wypłakać owszem, chociaż to oznaka bezradności. W takich sytuacjach sprawdza sie silna wola. Jak przy diecie. Z obecnym"potencjalnym" mam separacje i postanowiłam zainwestować w siebie i dla siebie.Każdy ma tam jakieś swoje sposoby..
plzm
no więc trafiłaś w sedno - zalezy co by mi ktos zrobił. ale jak tak sobie robię rachunek sumienia, to tez święta nie jestem, acz zemsta w mym wykonaniu nie miewa charakteru fizycznej przemocy - nawet wobec przedmiotów, raczej czekam na odpowiedni moment na rewanż z nawiązką. taki podstępny do tego.ale z drugiej strony - to sprawy służbowe raczej są, do finezyjnej zemsty na biurwach jakby więcej okazji jest. a na facecie to w zasadzie nie mam koncepcji, może dlatego, że nigdy nie musiałam/nie czułam takiej potrzeby.
no ja właśnie nie wiem
myślę, że miałam złamane serce, ale nie chciało mi się mścić.. jak sobie pomyśle, że facet miałby mnie chęć zniszczyć.. nie wiem. dużo zależy też pewnie od tego, co Ci ten ktoś zrobił, jak, no relatywizm i tyle :)'tyle o sobie wiesz,
ile cie sprawdzono' - stad zastrzezenie..ale wlsc niepotrzebne raczej..
bo doswiadczylem w swoim dlugim zyciu czegos podobnego i dzialalnosc niszczycielska mnie 'nie siegla'
wiec
Syks
chyba? ;)Zblazik, Plazma, Marti - ja wiem, ze to niskie i w ogole jest. ale kurde - poczebowalam :) pierwszy raz w zyciu cuś takiego zrobiłam i raczej wyczynu nie powtorze, ale coooozzzzz - wredna bylam wtedy :D a poza tym - kazda chyba (nie mowie ze na 100%) gdzies tam w glebi duszy po zlamaniu serca marzyla o czyms takim? ;)
Ax - eeee lajcik w prownaniu z mymi wyczynami ;) nie no zartuje, ale chec na odwalenie czegos takiego zawsze jest, co nie? :)
hm...
a wiecie...chyba nie jest ważne czy zniszczyć, czy nie zniszczyć...( mnie się fajnie to czytało, i bez tych niszczeń do czytania byłoby nudne)...najważniejsze, żeby dać sobie radę i nie czuć się nieszczęśliwą ofiarą do żałosnego kresu swych dni :)) A jakby co, hm...nie wiem, co bym zrobiła...ale kiedyś tak sie straszliwie wkurzyłam, że walnęłam słuchawką i jeszcze na dodatek kopnęłam telefon...a myślałam, że jestem spokojna...hehe ;))tez bym chyba nie zniszczyla,
a wyplakanie sie raz, a dobrze, pomaga. Dwa tygodnie to za dlugo :) ale tekscik fajny, z humorem.to ja
ja mam tak samo jak zblaz niejaka - nie wyobrażam se, żeby coś zniszczyć komuś, czy wydzwaniać...wypłakanie się za to, może i owszem, a najbardziej - wypisanie - wypisanie się zdecydowanie pomaga :)
hm
no więc tak. może nigdy nie byłam tak zniszczona żadnym związkiem (gdyż przebywam w pierwszym dłuższym niż miesiąc :D), a może jestem ciepłe kluchy, ale..no nie mogłabym tak. nie wyobrażam sobie zejść do poziomu niszczenia komus czegokolwiek, wyżywania się na nim telefonicznie itd. szkoda czasu i poczucia, że jestem ponad to.
to mnie bardzo bawi w komediach romantycznych, ale na żywo jakos tak.. fuj. nic nie poradze :) ale liczę się z ewentualnością, że w pewnych układach to dla kogos może być jedyne wyjście.
bardziej mi się podobaja jakże zyciowe i sprawdzone metody typu rzucenie się w wir pracy/nauki/hobby. Same plusy to ma.
za to płakanie w podusię ostatnio sobie odpuściłam definitywnie i nie uroniłam ani jednej łezki, bo jak zerwałam z kretynem na imprezie i powiedziałam, że nie zostaję tam na noc tylko jadę do domu, to powiedział "ależ zostań, możesz sobie spać w drugim pokoju i nawet zmoczyc całą poduszkę". protekcjonalny dupek :>
przeszło jak ręką odjął. i nie trzeba było ciąć mu spodni :P
yamot
Ty jak Beatrix Kiddo mormalnie, ale nie taka hardkorowa ;)))niektore
guidelines cenne..choc nigdy w zyciu niczego bym nikomu nie zniszczyl, ani nie rozglaszalbym, jaki sk--syn.. (chyba;)) - z takich kawalkow bior sie nastepnie owe koszmarne rozwody. nierzadko na oczach potomstwa..
Yamot
wiem, wiem.... tak tylko napisałam...Daaaagus
wisz - po x tam razie to juz sie uczysz, ze albo szybko sie zbierasz, albo sama zostawiasz ;)Wy to siłaczki
jesteście - albo same rzucają albo raz dwa się zbierają!Mixa
rok temu to ja nie mialam po co pisac takowego wywodu ;Pi dzieki :)
Ax - nosz urde po jakims czsie trzeba, bo bym oszalala :))
Maura - ja tez skrywalam ciagotki takowe. az w koncu basta i juz!! ty wisz ile lepieeeejjjj sie czlowiek czuje?! :D
Met - farciaro ;) ale wiesz ta energia co poszla to lepsze niz areobic przez miesiac ;)
Wydra - dzieki :))
Goya - pociecie gaci kusi ojjjjjj kusi ;) a z ta kasacja to nie zawsze to takie proste jak sie wydaje :))
cóż,raz
w życiu chłopak mnie zostawił...jak miałam 19 lat. i raczej to ja byłam łamaczką serc;)dlatego nie znam tych metod...ale są bardzo przemawiające do psyche;Pale powiem tak:nie pociełabym gaci faceta- powiedziałabym spadaj szczylu i wykasowala go z pamięci(tak myślę...)
ale arć czytałąm z 2 tyg temi i czekałam,kiedy bedzie;P
no i yamot...jak zwykle rewelka!!
tekst jest bardzo dowcipny i brawurowy
i nawet zabawny, mimo, że dotyczy niewesołej sytuacji. Ale przeszkadzały mi blogowe wstawki typu : hehehe, hyhyhyh, miuość.nie miałam nigdy takiej sytuacji
że mnie ktoś rzucił niecnie, bo nie jestem i nie byłam kochliwa, ani energiczna specjalnie a takie związki to wymagaja energii, jak przeczytałam ile energii kosztuje uporanie sie z zerwaniem, to tym bardziej cieszę sie, że mam temperament jaki mam:)no stara
a ja na dnie swojej duszy skrywałam takie ciągotki jak porysowanie samochodu, czy przebicie mu opon;) niezła jesteś, heh....jesteś wielka :))
Yamot. Normalnie wielka i podziwiam za arć i zdrowy i pełen humoru dystans do samej siebie."Wszystko przemija, nawet najdłuższa żmija" I tyle...hehe. :))
Yamot
hehe dobreeeeeeee :))))Szkoda, że nie pisałaś tego jakiś rok temu... bardziej by mi się przydało...
... a tak utrzymuje nadal kontakt z tą gnidą i choć pisze w smsach, że mu się ze mną prysznic marzy to po tak długim czasie może sobie tylko pomarzyć :)
...pisać mogę, cham nie jestem, ale nic ode mnie już nie dostanie i gdzieś mam to, że zamienił mnie na lasie, której się bardziej chce być dziewicą niż mi... jego strata, niech cierpi :)
Ale art świetny :) uśmiałam się nieziemsko :)))
Daga
uprzedzalam ;Pjasne, ze ciezko to zrobic. cholernie ciezko. no ale jak sie juz zepniesz i zeby zacisniesz - leci z gorki :)
Marianna - tez w takich sytuacjach unosze sie duma i honorem. jakos latwiej jest. ale plakac plakalam nocami do podusi :D
Marianno
no i dobrze. Bo kochać się powinno na zabój, a jak się rozstaje to niech to bezboleśnie się odbywa. Moze to nie ten, a moze po prostu wiesz, ze z zycia trzeba brac co najlepsze, a nie płakać.Podziwiam, bo tak nie umiem, a chcialabym :*
Kurczę,
a ja dochodzę do wniosku, że chyba naprawdę pozbawionam jakichś wyższych uczuć, bo za żadnym z byłych nie płakałam. Zakochiwałam się na amen, a potem mi przechodziło i nawet jak nie ja rzucałam, tylko on, to unosiłam się dumą i honorem i miałam w nosie.Aż się boję, że jakiś amorek gdzieś się tam zaczaił i jak mi za karę wystrzeli kilka strzał, to dopiero będę miała. Wtedy Twój poradnik będzie jak znalazł :-)))
Trzymaj się, yamotko :-)
No fakt, jak z Bravo Girl ;p
i takie sposoby zastosować to trzeba mieć siłę przede wszystkim. Ale fajnie, że chciało Ci się ruszyć tyłek i zawalczyć o siebie. Najlepiej własnie wyjść do ludzi, zorganizować sobie masę zajęć i zastosować "drastyczne" metody lotkarskie. By nie mieć czasu na rozpamiętywanie i ryczenie. Raz ok - i nigdy więcej. Tylko bardzo ciężko to zrobić... Bo nie chcemy przeważnie, by ten kontakt, związek, uczucia... by to się skończyło - ot i cały kłopot...