[sekundę...] 


REKLAMA
Zalecz Swe Złamane Serduszko - z przymrużonym okiem poradnik
yamot [2008-04-09]
Stali czytacze mego bloga znają temat jak to parę miesięcy temu rypło mi się życie osobiste na pysk. Bardziej stali i zaufani znają z innego miejsca trochę więcej szczegółów.

Co bardziej domyślni z mej pisaniny w pamiętniczku wyłapali, żem przechodziła to w sumie ciężko, alem się nie dała i chwała mnie za to.

Obecnie osiągnęłam stan zen na tyle wysoki, że już mi się nie tłucze to co chwila po łbie i w duszy nie uwiera. Jasne – zadra jest i jeszcze zostanie nie czarujmy się, ale niech sobie będzie, taka kolej rzeczy. Nie wzrusza mnie ona na tyle bardzo, żeby utrudniać codzienną egzystencję. No.

Tak się złożyło, że mniej więcej kiedy mnie się posypało, posypało się również kumplowi. Zakochany biedaczyna był nieziemsko i tak razem sobie popłakiwaliśmy w podusie i wzajemnie do szklaneczki dolewaliśmy. Co prawda skubaniec się szybciej wygrzebał z tego niż ja, ale wiadomo facet, bardziej gruboskórny hehehehe;)
 
I tak sobie przy jajeczku wielkanocnym dumaliśmy, że kroki, które podjęliśmy na odgonienie i zapomnienie o nieszczęśliwych miuościach, to w sumie nienajgorsze były i warto by było tę krynice wiedzy dalej przekazać. I tym samym uderzyła mi w łepek piłeczka jak u pomysłowego Dobromira, że może to spisać ku potomności i opublikować na Bro ;) A nóż ktoś swe złamane serce uleczy szybciej :D

Tylko błagam o potraktowanie tego wszystkiego i dystansem i humorem na litość boską, bo przecież psycholog ze mnie żaden i opieram się na własnych przeżyciach w tem temacie. No i kumpla.

Tak więc uwaga – Yamka tworzy krótki poradnik – Zalecz Swe Złamane Serduszko.
Trochę bravo girl, ale co mnie tam, najwyżej mnie ukamieniujecie ;)

A więc:

W ramach poprawienia sobie humoru można dokonać, w miarę możliwości oczywiście (ja taką miałam hyhyhyhy) drobnych przeróbek w garderobie byłego.
Przy użyciu nożyczek. A i jeszcze można ace zastosować czy inny chlorek, mnie niestety na podorędziu brakło, nad czym ubolewam niezmiennie do dziś;) Po drodze można mu jeszcze parę niespodzianek zostawić chociażby w postaci, przypadkowego oczywiście, zrzucenia ulubionych perfum z półki, za które zapłacił horrendalną cenę. Generalnie pole do popisu jest;)

Również zmiana wizerunku samochodu owego łamacza serc niewieścich przy użyciu klucza też mnię niezmiernie podbudowała wtedy. A konkretniej to twarzowy szlaczek mi wyszedł. Żem nie wiedziała, że taka zdolniacha artystyczna jest. Tak, tak wredna jestem, ale co zrobię. Takie geny ;]

Jak kto ma siłę, ochotę i zaparcie, może pomęczyć telefonami głupimi, jak to kumpel robił przez chwilę, ale to już moim zdaniem szkoda czasu i atłasu jak to zacna mądrość ludowa powiada. Co prawda uzyskał przyzwolenie ode mnie, żeby i tę moją przyczynę cierpienia pomęczył, ale o tym cicho szaaaaaaaa ;)

Ciekawą koncepcją dla podbudowania mojego samopoczucia wówczas było również rozpuszczanie wrednych i złośliwych plotek wśród wspólnych znajomych. Efekt nieziemsko pozytywny dla mej osoby i poczucia własnej wartości, którą to ta świnia wówczas zburzyła do imentu. Może to i niskie, ale nie od dziś wiadomo, ze kobieta zraniona istotą wredną i mściwą jest. I tak o.

Jak już płaczesz i cierpisz – niech on o tym nie wie i tego nie widzi kurczę! Wykasuj jego numer telefonu, zablokuj na gadu, wywal adresy mailowe. Nie pisz co chwila jak tęsknisz, tylko po to żeby w ferworze wściekłości za chwile napisać jakim to jest ……. ekhem (tu można sobie wpisać co komu pasuje).

Jeżeli jednak masz już tego pecha, że numer telefonu, gadu, adresy masz wyryte na płytkach mózgowych, jak to zwykle bywa niestety, jak idziesz pić ku pokrzepieniu serca i duszy, nie bierz telefonu ze sobą. Po pijaku w takim stanie emocjonalnym to głupie myśli człowiekowi po łbie biegają.
 
Nie włączaj komputera, nie odpalaj gmaila czy o2 czy gdzie tam masz swoją skrzynkę. Bo rano oprócz kaca poalkoholowego będzie jeszcze kac moralny, oraz podejrzenie miuości owej byłej, ześ niezrównoważona psychicznie.

Zakop się robotą na maksa, czy to szkoła czy praca na cały etat już. Zacznij chodzić na wykłady wszystkie, rób notatki, wykonuj wszystkie polecenia szefa, odgrzeb wszystkie sprawy odkładane na wiecznepotem. Ma to swoje plusy, albowiem otrzymasz premię za pracowitość, dorobisz się stypendium naukowego i jeszcze być może dostaniesz pochwałę na forum ogólnym ;)

Skoro kaska dodatkowa wpadła – zapełnij szczelnie dnie. Dodatkowe zajęcia, spotkania z przyjaciółmi, kursy doszkalające i hobbystyczne. Ja kurde na drzewka bonsai poszłam, a kolega na orgiami :D ( no co, szaleli z jakimiś chińskimi czy japońskimi miesiącami na uczelni uniwersyteckiej ;)) Nic już tego nie pamiętam, ale fajnie było i mile wspominam cały kurs. Jeszcze do tego hiszpański, skałki, basen i gdzie ja tam wcisnęłam wtedy jeszcze jogę to już nie wiem;) Joga się mnie znudziła po 4 razach, ale co, ważne, że spróbowałam. Kolega zastosował lekcje boksu, gdzie to na worku nakleił sobie zdjęcie byłej, no i ten, trenował, tak?

Oboje jeszcze zakupiliśmy sobie tarczę do rzutek i wydrukowałam po parę sztuk zdjęć w odpowiednio dużym formacie. I w domowych pieleszczach trenowaliśmy rzutki. Oko było najwyżej punktowane. Jak będą jakie mistrzostwa, idziemy na bank, bo wygraną mamy w kieszeni po tylu treningach. Banał, ale jak humor poprawił, to nawet nie wiecie.

Zacznij wychodzić do ludzi, do znajomych i przyjaciół, którzy się na ciebie poobrażali, bo nie miałaś wcześniej czasu, albo tamten był zazdrosny o spotkania i nie mogłaś. Szalej w lokalach, imprezuj co piątek, poznawaj ludzi nowych. Bo naprawdę zamknięcie się w domu i nieustanne łkanie w poduszkę przynosi o wiele gorsze efekty niż szaleństwo nocą, nawet z kimś kogo poznałaś pół godziny temu i zapomnisz z samego rana dnia następnego.

Dla mnie też rewelacyjnym na wygrzebanie się z mego emocjonalnego bagienka było odgrzanie znajomości z moim FF, nie ukrywam, więc jak kto ma odwagę i chęć – może spróbować.
I przede wszystkim najważniejsze – wypłacz się. Najlepiej na ramieniu kogoś najbliższego. Porządne wyryczenie się i przerobienie całej dużej paki chusteczek higienicznych daje efekt niezmiernego oczyszczenia. Oczywiście nie całe miesiące najbliższe, bo się odwodnisz. Dajmy na to jakieś dwa tygodnie można se pochlipać i poużalać nad sobą ;]

Efekt powyższego wszystkiego? Zen i nirwana zarówno u mnie jak i u kumpla i poradzenie sobie z tą parszywą sytuacją nie w rok czy półtora, a zaledwie jakieś pół roku;) No. I jest dobrze.

strona: 1 2 3 4
    dodaj do dodajdo

Komentarze

dodaj komentarz
Obserwatorka [19.04.08/20:43]

Nie jestem na nie...

Tylko co robić?Jak nie ma się pod ręką ubranek tudzież samochodu do zmasakrowania.Nawet jakby się miało to ma sie za duzy szacunek do kochanej osoby żeby jej krzywdę jakąkolwiek robić.Nie ma się z kim wyjść a jedynym towarzyswem w sobotni wieczór jest komputer?Nie ma się kasy na kursy i pola do popisu w pracy?Nie ma się gdzie wyryczeć bo zwykle ryczało się jednemu człowiekowi.No co robić?Jedyne wyjscie zabrac się stad w cholerę i zaczac nowe życie wreszcie własne.A jak nie ma odwagi to pytam grzecznie-co robić?
larwa [17.04.08/23:32]

:)

ja wcale sie nie chcialam mscic na moim facecie "bylym" ktory blagal mnie abym czekala na niego pol roku kiedy on wyplynal w rejs. a ja czekalam jak glupia zeby w koncu po jego przyplynieciu uslyszec "nie mozemy byc razem bo ja jeszcze nie dojrzalem do zwiazku" :)

i w sumie nie musialam sie mscic zycie sie zemscilo za mnie stawiajac na mej drodze niezwyklego mezczyzne z ktorym spodziewam sie dziecka...zaledwie 3 miesiace po tamtym rozstaniu:)
doprowadzajc do rozpaczy bylego chociaz mnie on juz malo obchodzi:)
dlatego sadze ze nie ma sie co mscic zycie i tak ukaze winnego predzej czy pozniej:)
saganka [13.04.08/19:00]

"wzgardzona kobieta":)

no tak, ale za to z poczuciem humoru:)
yamot [13.04.08/10:41]

Malwina

moralna slabosc> ;) prosze cie :)))))
raczej emocje, nad ktorymi ciezkow w wielu przypadkach panowac :)

Tru podsumowala genialnie. ja jeszcze dodam tylko - 'nawet diabel boi sie zemsty wzgardzonej kobiety'
relatywizm. dokladnie :))))
Truskawka [10.04.08/23:33]

yamot

Shakespeare powiedzial: Nawet w piekle nie legnie sie furia rowna zlosci wzgardzonej kobiety :)) Madry facet ten Shakespeare byl :)
Ja po moim ex zwiazku zlapalam dola a potem sie z niego wydostalam i tyle :)))chociaz w wyobrazni widzialam go na stosie i takie tam to jednak w reality nie zrobilam nic:)))
MalwinaOdTak [10.04.08/19:36]

Nie dla mnie

,,takowe sposoby. Jakoś nigdy nie pozwoliłabym sobie na taką nisko moralną słabość jak zniszczenie byłemu ubrań, Rozsiewanie plotek to już przesadny dół. A lotki i drukowane zdjęcia wydają mi sie dziwnie"przereklamowane" Wypłakać owszem, chociaż to oznaka bezradności. W takich sytuacjach sprawdza sie silna wola. Jak przy diecie. Z obecnym"potencjalnym" mam separacje i postanowiłam zainwestować w siebie i dla siebie.

Każdy ma tam jakieś swoje sposoby..
zblaz [10.04.08/11:54]

plzm

no więc trafiłaś w sedno - zalezy co by mi ktos zrobił. ale jak tak sobie robię rachunek sumienia, to tez święta nie jestem, acz zemsta w mym wykonaniu nie miewa charakteru fizycznej przemocy - nawet wobec przedmiotów, raczej czekam na odpowiedni moment na rewanż z nawiązką. taki podstępny do tego.

ale z drugiej strony - to sprawy służbowe raczej są, do finezyjnej zemsty na biurwach jakby więcej okazji jest. a na facecie to w zasadzie nie mam koncepcji, może dlatego, że nigdy nie musiałam/nie czułam takiej potrzeby.
plazma [10.04.08/11:40]

no ja właśnie nie wiem

myślę, że miałam złamane serce, ale nie chciało mi się mścić.. jak sobie pomyśle, że facet miałby mnie chęć zniszczyć.. nie wiem. dużo zależy też pewnie od tego, co Ci ten ktoś zrobił, jak, no relatywizm i tyle :)
sykstus [10.04.08/09:47]

'tyle o sobie wiesz,

ile cie sprawdzono' - stad zastrzezenie..
ale wlsc niepotrzebne raczej..
bo doswiadczylem w swoim dlugim zyciu czegos podobnego i dzialalnosc niszczycielska mnie 'nie siegla'
wiec
yamot [09.04.08/22:02]

Syks

chyba? ;)

Zblazik, Plazma, Marti - ja wiem, ze to niskie i w ogole jest. ale kurde - poczebowalam :) pierwszy raz w zyciu cuś takiego zrobiłam i raczej wyczynu nie powtorze, ale coooozzzzz - wredna bylam wtedy :D a poza tym - kazda chyba (nie mowie ze na 100%) gdzies tam w glebi duszy po zlamaniu serca marzyla o czyms takim? ;)

Ax - eeee lajcik w prownaniu z mymi wyczynami ;) nie no zartuje, ale chec na odwalenie czegos takiego zawsze jest, co nie? :)
ax [09.04.08/21:01]

hm...

a wiecie...chyba nie jest ważne czy zniszczyć, czy nie zniszczyć...( mnie się fajnie to czytało, i bez tych niszczeń do czytania byłoby nudne)...najważniejsze, żeby dać sobie radę i nie czuć się nieszczęśliwą ofiarą do żałosnego kresu swych dni :)) A jakby co, hm...nie wiem, co bym zrobiła...ale kiedyś tak sie straszliwie wkurzyłam, że walnęłam słuchawką i jeszcze na dodatek kopnęłam telefon...a myślałam, że jestem spokojna...hehe ;))
martolina [09.04.08/17:13]

tez bym chyba nie zniszczyla,

a wyplakanie sie raz, a dobrze, pomaga. Dwa tygodnie to za dlugo :) ale tekscik fajny, z humorem.
plazma [09.04.08/17:01]

to ja

ja mam tak samo jak zblaz niejaka - nie wyobrażam se, żeby coś zniszczyć komuś, czy wydzwaniać...

wypłakanie się za to, może i owszem, a najbardziej - wypisanie - wypisanie się zdecydowanie pomaga :)
zblaz [09.04.08/13:00]

hm

no więc tak. może nigdy nie byłam tak zniszczona żadnym związkiem (gdyż przebywam w pierwszym dłuższym niż miesiąc :D), a może jestem ciepłe kluchy, ale..

no nie mogłabym tak. nie wyobrażam sobie zejść do poziomu niszczenia komus czegokolwiek, wyżywania się na nim telefonicznie itd. szkoda czasu i poczucia, że jestem ponad to.

to mnie bardzo bawi w komediach romantycznych, ale na żywo jakos tak.. fuj. nic nie poradze :) ale liczę się z ewentualnością, że w pewnych układach to dla kogos może być jedyne wyjście.

bardziej mi się podobaja jakże zyciowe i sprawdzone metody typu rzucenie się w wir pracy/nauki/hobby. Same plusy to ma.

za to płakanie w podusię ostatnio sobie odpuściłam definitywnie i nie uroniłam ani jednej łezki, bo jak zerwałam z kretynem na imprezie i powiedziałam, że nie zostaję tam na noc tylko jadę do domu, to powiedział "ależ zostań, możesz sobie spać w drugim pokoju i nawet zmoczyc całą poduszkę". protekcjonalny dupek :>

przeszło jak ręką odjął. i nie trzeba było ciąć mu spodni :P
gali [09.04.08/12:22]

yamot

Ty jak Beatrix Kiddo mormalnie, ale nie taka hardkorowa ;)))
sykstus [09.04.08/11:59]

niektore

guidelines cenne..

choc nigdy w zyciu niczego bym nikomu nie zniszczyl, ani nie rozglaszalbym, jaki sk--syn.. (chyba;)) - z takich kawalkow bior sie nastepnie owe koszmarne rozwody. nierzadko na oczach potomstwa..
mixa [09.04.08/11:13]

Yamot

wiem, wiem.... tak tylko napisałam...
yamot [09.04.08/10:30]

Daaaagus

wisz - po x tam razie to juz sie uczysz, ze albo szybko sie zbierasz, albo sama zostawiasz ;)
Daguniek [09.04.08/10:16]

Wy to siłaczki

jesteście - albo same rzucają albo raz dwa się zbierają!
yamot [09.04.08/10:12]

Mixa

rok temu to ja nie mialam po co pisac takowego wywodu ;P
i dzieki :)

Ax - nosz urde po jakims czsie trzeba, bo bym oszalala :))

Maura - ja tez skrywalam ciagotki takowe. az w koncu basta i juz!! ty wisz ile lepieeeejjjj sie czlowiek czuje?! :D

Met - farciaro ;) ale wiesz ta energia co poszla to lepsze niz areobic przez miesiac ;)

Wydra - dzieki :))

Goya - pociecie gaci kusi ojjjjjj kusi ;) a z ta kasacja to nie zawsze to takie proste jak sie wydaje :))
goya [09.04.08/09:08]

cóż,raz

w życiu chłopak mnie zostawił...jak miałam 19 lat. i raczej to ja byłam łamaczką serc;)dlatego nie znam tych metod...ale są bardzo przemawiające do psyche;P
ale powiem tak:nie pociełabym gaci faceta- powiedziałabym spadaj szczylu i wykasowala go z pamięci(tak myślę...)

ale arć czytałąm z 2 tyg temi i czekałam,kiedy bedzie;P

no i yamot...jak zwykle rewelka!!
wydra [09.04.08/09:02]

tekst jest bardzo dowcipny i brawurowy

i nawet zabawny, mimo, że dotyczy niewesołej sytuacji. Ale przeszkadzały mi blogowe wstawki typu : hehehe, hyhyhyh, miuość.
met [09.04.08/08:42]

nie miałam nigdy takiej sytuacji

że mnie ktoś rzucił niecnie, bo nie jestem i nie byłam kochliwa, ani energiczna specjalnie a takie związki to wymagaja energii, jak przeczytałam ile energii kosztuje uporanie sie z zerwaniem, to tym bardziej cieszę sie, że mam temperament jaki mam:)
maurycja [09.04.08/08:22]

no stara

a ja na dnie swojej duszy skrywałam takie ciągotki jak porysowanie samochodu, czy przebicie mu opon;) niezła jesteś, heh....
ax [09.04.08/08:18]

jesteś wielka :))

Yamot. Normalnie wielka i podziwiam za arć i zdrowy i pełen humoru dystans do samej siebie.
"Wszystko przemija, nawet najdłuższa żmija" I tyle...hehe. :))
mixa [09.04.08/01:54]

Yamot

hehe dobreeeeeeee :))))
Szkoda, że nie pisałaś tego jakiś rok temu... bardziej by mi się przydało...
... a tak utrzymuje nadal kontakt z tą gnidą i choć pisze w smsach, że mu się ze mną prysznic marzy to po tak długim czasie może sobie tylko pomarzyć :)
...pisać mogę, cham nie jestem, ale nic ode mnie już nie dostanie i gdzieś mam to, że zamienił mnie na lasie, której się bardziej chce być dziewicą niż mi... jego strata, niech cierpi :)

Ale art świetny :) uśmiałam się nieziemsko :)))
yamot [27.03.08/23:27]

Daga

uprzedzalam ;P
jasne, ze ciezko to zrobic. cholernie ciezko. no ale jak sie juz zepniesz i zeby zacisniesz - leci z gorki :)

Marianna - tez w takich sytuacjach unosze sie duma i honorem. jakos latwiej jest. ale plakac plakalam nocami do podusi :D
Daguniek [27.03.08/13:07]

Marianno

no i dobrze. Bo kochać się powinno na zabój, a jak się rozstaje to niech to bezboleśnie się odbywa. Moze to nie ten, a moze po prostu wiesz, ze z zycia trzeba brac co najlepsze, a nie płakać.
Podziwiam, bo tak nie umiem, a chcialabym :*
Marianna [27.03.08/12:57]

Kurczę,

a ja dochodzę do wniosku, że chyba naprawdę pozbawionam jakichś wyższych uczuć, bo za żadnym z byłych nie płakałam. Zakochiwałam się na amen, a potem mi przechodziło i nawet jak nie ja rzucałam, tylko on, to unosiłam się dumą i honorem i miałam w nosie.
Aż się boję, że jakiś amorek gdzieś się tam zaczaił i jak mi za karę wystrzeli kilka strzał, to dopiero będę miała. Wtedy Twój poradnik będzie jak znalazł :-)))
Trzymaj się, yamotko :-)
Daguniek [27.03.08/12:38]

No fakt, jak z Bravo Girl ;p

i takie sposoby zastosować to trzeba mieć siłę przede wszystkim. Ale fajnie, że chciało Ci się ruszyć tyłek i zawalczyć o siebie. Najlepiej własnie wyjść do ludzi, zorganizować sobie masę zajęć i zastosować "drastyczne" metody lotkarskie. By nie mieć czasu na rozpamiętywanie i ryczenie. Raz ok - i nigdy więcej. Tylko bardzo ciężko to zrobić... Bo nie chcemy przeważnie, by ten kontakt, związek, uczucia... by to się skończyło - ot i cały kłopot...

Pisz i twórz jedyny autorski serwis
dla ludzi, którym się chce!





Cafenews