[sekundę...] 
K_wywiady.jpg


Czytali ten artykuł:
maurycja


REKLAMA
Zagubiony w Tokio?
maurycja [2007-05-07]
autor.jpgWywiad z Marcinem Bruczkowskim miał przebieg nietypowy, dosyć spontaniczny nawet. Któregoś niedzielnego popołudnia snułam się po księgarni z myślą o tym, że nie mam żadnej ciekawej książki do przeczytania (o zgrozo!). Już miałam wychodzić, gdy w moje ręce wpadł „Singapur, czwarta rano” – druga powieść Marcina. Pierwszą - „Bezsenność w Tokio” – pochłonęłam w ciągu jednego dnia. Rzuciłam się zatem na „Singapur” z radością osoby, która natrafiła w menu nieznanej kafejki na swój ulubiony deser.

Na końcu książki znalazłam notatkę od autora, że osobiście odpowiada na maile od swoich czytelników. Postanowiłam spróbować i wysłać list z prośbą o wywiad. I… wydarzenia potoczyły się już błyskawicznie. Wymieniliśmy kilkanaście maili, aż w końcu spotkaliśmy się osobiście… Gdyby nie obowiązki domowo-zawodowe pewnie rozmawialibyśmy do rana. O stereotypach, książkach, o relacjach damsko-męskich rządzących się tymi samymi prawami niezależnie od szerokości geograficznej, o podróżach… W rezultacie powstały 2 wywiady – jeden dla Broszki, drugi dla Empiku – z okazji premiery trzeciej książki Marcina „Zagubieni w Tokio”.


Z powodu mojego zafiksowania na Japonii – wywiad dla Broszki kręci się wokół tego tematu;) W wywiadzie dla Empiku dowiecie się więcej na temat literatury.

Maurycja: Co Cię skłoniło do wyjazdu do Japonii...?

Marcin Bruczkowski: Po prostu miałem w kieszeni bilet na samolot linii Areoflot odlatujący następnego poranka do Tokio via Moskwa i byłoby dość nierozsądnie do tego samolotu nie wsiąść, szczególnie biorąc pod uwagę, że na bilet ten ciężko pracowałem przez cały rok (a i tak połowę dołożył mi hojną ręką ojciec).



M: ... i co sprawiło, że zostałeś tam aż 10 lat?

MB: Prowadzałem badania naukowe nad produktami przemysłu gorzelniczego i browarskiego, które wymagały m.in. analizy organoleptycznej produktów wszystkich małych, miejscowych gorzelni w Japonii. Przystępując do tych badań chyba nie zdawałem sobie sprawy, jak to duży kraj i ile ma gorzelni. Odwiedzenie ich wszystkich zajęło po prostu o 9 lat dłużej, niż początkowo założyłem.

M: Jakie elementy tamtej kultury najbardziej Cię fascynują, a jakie są nie do przyjęcia?

MB: Najbardziej fascynują mnie:

  • blacha falista (zwykle zardzewiała), jako uniwersalny element konstrukcyjny;
  • gorące źródła, szczególnie te tradycyjne, na wsi;
  • butelki z wodą wystawiane przez gospodynie domowe na brzegu ulicy;
  • matsuri, czyli festiwale lokalne;
  • sporty tradycyjne, szczególnie kendo;
  • ceramika japońska;
  • Japonki;
  • piwo (z preferencją Asahi, chociaż Sapporo, Kirin i Yebisu są nie do pogardzenia);
  • Tokio (najbardziej zakręcone miasto świata);
  • niezwykła, japońska umiejętność omijania prawa (są na tym polu bliscy talentowi naszego narodu).
Natomiast drugiej części pytania nie rozumiem, bo nie bardzo umiem sobie wyobrazić, jak element kultury może być „nie do przyjęcia”. Kultura, tak jak przyroda, po prostu JEST, i najrozsądniejsze, co możemy zrobić, to ją... obserwować. Ewentualnie spróbować opisać :-)



Mogę jednak powiedzieć, co mnie w tej kulturze najbardziej wkurza. Z zastrzeżeniem, że wkurza mnie to personalnie i osobiście – dla Japończyków jest to ewidentnie całkowicie akceptowalne, bo gdyby nie było, to by coś z tym zrobili. Chodzi mi o brak koncepcji ustępowania miejsca w metrze czy autobusie osobom starszym czy niepełnosprawnym. Sam przez kilka miesięcy jeździłem do pracy o kulach i zapewniam, że nie jest łatwo ustać w zatłoczonym i kołyszącym się wagonie, mając do dyspozycji tylko jedną nogę.

okladki_07_1.gifM: Miałeś jakiś szok kulturowy po przybyciu tam? Co Cię dziwiło tudzież przestraszało? Do czego trudno Ci było się przyzwyczaić?

MB: Tak, miałem. Moim pierwszym szokiem kulturowym był szok termiczny. Wyszedłem z lotniska, a na zewnątrz była łaźnia fińska. Fala mokrego, dusznego gorąca po prostu wepchnęła mnie z powrotem do hali przylotów jak niewidzialna pięść. To było w roku 1986 i nigdy wcześniej nie byłem w klimatyzowanym budynku, nie umiałem, więc zrozumieć, jak na dworze może być potwornie gorąco i parno, a w środku – chłodno i przyjemnie.

Potem musiałem zaakceptować fakt, że moje mieszkanie ma 6,5 metra kwadratowego, a panująca w nim temperatura jest niestety reprezentatywna dla tej na ulicy, a nie dla tej na lotnisku... Na klimatyzator jeszcze długo nie było mnie stać.

Najbardziej przestraszały mnie produkty spożywcze, których etykiety nie umiałem jeszcze przeczytać. Kiedy były w przeźroczystych torebkach, to pół biedy, ale ileż razy zdarzyło się, że kupiłem jakieś niewinnie wyglądające opakowanie, którego zawartość po otwarciu w domu patrzała na mnie z niemym wyrzutem? Podczas gdy ja nie miałem już pieniędzy na zakup czegoś innego na kolację...?



M: Czego Ci najbardziej brakowało jak byłeś w Japonii?

MB: Najbardziej brakowało mi:

  • rodziny i przyjaciół;
  • książek;
  • chleba (zwykłego, polskiego chleba), kiełbasy, śledzia i kiszonej kapusty;
  • języka polskiego;
  • kontrabasu (zostawiłem go w domu, bo był za duży, żeby go wziąć do Japonii, w efekcie przestałem grać i już nigdy nie wróciłem do tego instrumentu);
  • szczoteczki do paznokci (w Japonii to towar, nie wiadomo dlaczego, deficytowy).
M: A za czym tęsknisz jak już jesteś tutaj?

MB: Tęsknię za:

  • rodziną i przyjaciółmi;
  • kuchnią japońską (prawdziwą, a nie tym nieszczęsnym sushi, które serwują u nas na lewo i prawo, a które jest tak reprezentatywne dla kuchni japońskiej, jak flaki dla polskiej);
  • kulturą gorących kąpieli i gorących źródeł;
  • maszynami z napojami na każdym rogu (szczególnie mrożoną kawą z mlekiem w lecie oraz gorącą w zimie);
  • Akihabara (to jest tokijska dzielnica sklepów z elektroniką, są ich tam setki);
  • japońskimi autostradami (nie są najlepsze na świecie, ale i tak daleko lepsze od naszych, krajowych, które wyróżniają się tym, że ich nie ma);
  • Przyjacielem Kalorii (odsyłam do „Bezsenności w Tokio”);
  • ... i długo jeszcze mógłbym tę listę ciągnąć :-)


M: Czy nasze stereotypy nt. Japończyków (np. że harują, że kobiety mają tam mało do gadania, że dzieci są zawalone nauką i mają słabe więzy z rodzicami), to prawda?

MB: Nie, bo WSZYSTKIE stereotypy to nieprawda. Niezależnie od tego, kogo dotyczą. To właśnie powinna być definicja stereotypu: „coś, co jest nieprawdą, chociaż wszyscy to powtarzają”.

M: A czy to prawda, że Japończycy są uprzejmi i pomocni? MB: W wielu dziedzinach Polacy są nawet uprzejmiejsi od Japończyków. Np. kiedy dostałem moją pierwszą w życiu pracę w Polsce, 5 lat temu, zaszokował mnie zwyczaj mówienia sobie „dziękuję” za wspólną przejażdżkę... windą. Co dzień rano jechałem windą na trzynaste piętro, winda zatrzymywała się na każdym piętrze, ktoś wysiadał i WSZYSCY mówili mu „dziękuję”. To musiało być ok. 100 indywidualnych podziękowań w czasie jednego kursu parter – trzynaste. Tak uprzejmy nie jest żaden inny naród na świecie. Japończycy w windzie stoją i wpatrują się z wyrazem skupionej fascynacji w zmieniające się cyferki, oznaczające mijane piętra.

M: Czego unikać albo przy jakich zachowaniach z naszej strony, które nam się wydają normalne oni przestaną być uprzejmi... albo w każdym razie popełnimy duże faux pas?

MB: Myślę, że kluczem do uniknięcia poważnych faux pas jest:

Słuchać uważnie – bo Japończycy nie są głupi i WIEDZĄ, że my mamy inne zwyczaje, a więc z reguły bardzo dokładnie nam wytłumaczą, jak np. trzeba używać łazienki, albo które kapcie zakładać w którym pomieszczeniu;

BYĆ SOBĄ. Jeśli naszym wyrazem uprzejmości i szacunku jest uścisnąć komuś rękę – to dokładnie tak zróbmy. Japończyk bardziej to doceni, niż kiedy będziemy usiłowali się ukłonić, nie do końca wiedząc, komu się kłaniamy i dlaczego...

M: Czy z Japończykami można się dogadać?
MB: Fakt, nie zawsze łatwo jest znaleźć Japończyka mówiącego po angielsku, a trudno wymagać np. od turysty, żeby był w stanie się dogadać po japońsku. Na pewno w Japonii nie jest trudniej się dogadać, niż we Francji. Chyba, że ktoś mówi po francusku. Ja się właśnie uczę i jestem przerażony tymi wszystkimi czasownikami i ich odmianą... Po japońsku nic się nie odmienia. Nie ma deklinacji, koniugacji, liczby mnogiej, ani rodzajów. Język jest prosty jak życiorys Zenka. Jego nauka to czysta przyjemność.

M: Co można zrobić, żeby pomieszkać tam kilka miesięcy, nie mając góry forsy na hotele i życie?

MB: Zarobić najpierw te pieniądze. Włóczęgostwo jest w Japonii karalne, a nikomu nie życzę spędzenia paru nocy w japońskim areszcie. Warto pamiętać, że aresztowany nie ma tam ŻADNYCH praw – a w szczególności prawa do skontaktowania się z prawnikiem czy ambasadą. Moje szalone wyczyny lat młodzieńczych, włącznie z rozbijaniem namiotu na środku peronu wiejskiej stacji kolejowej, uchodziły mi pod koniec lat 80-tych – na pewno nie skończyłyby się przyjemnie teraz, czyli 20 lat później. Warto też pamiętać, że przestępczość w Japonii drastycznie wzrosła od czasów „Bezsenności”.

Natomiast, jeśli już odłożymy na życie (czyli jedzenie i podróżowanie) oraz na przypadki losowe (np. konieczność schronienia się w hotelu w przypadku tajfunu), to w sezonie ciepłym można spróbować zwiedzić Japonię budżetowo, z własnym namiotem.

Polecam strony internetowe poświęcone takim przedsięwzięciom. Nawet japońskie kampingi i biwaki mają już dzisiaj zwykle swoje strony internetowe, czasem nawet dwujęzyczne.



M: Czy jadąc tam na krótko jest szansa na złapanie "feelingu" Japonii czy lepiej dać sobie spokój, bo zobaczy się tylko migające neony i małych ludzików dreptających w różnych kierunkach?

MB: To dobre pytanie. W pierwszej chwili chciałem odpowiedzieć, że lepiej dać sobie spokój, jeśli nie możemy tam pomieszkać przynajmniej kilka miesięcy. Ale potem stuknąłem się w głowę – chyba zapomniałem, czego mnie nauczyli sami Japończycy. Pytałem tam kiedyś grupy młodych pianistek, po co jadą do Europy na tygodniowe wakacje, w czasie których mają zamiar zwiedzić... osiem krajów. Toż to przecież mniej niż 1 dzień na 1 kraj! Jak można zrozumieć Francję, biegając przez 3 godziny po Paryżu?

- Oczywiście, nie zrozumiem Francji – odpowiedziała znajoma Japonka. - Ale poczuję „COŚ”. Będę patrzyła na wszystko, chłonęła wszystko, słuchała... sercem. I poczuję „coś”. Coś, co ze mną później zostanie.

Jeśli się umie słuchać sercem, to nie potrzeba 10 lat, żeby poczuć to „coś”. Ten... „feeling”, o który pytasz. Dlatego zachęcam wszystkich do zwiedzania świata, nawet, jeśli pęd teraźniejszości nie pozwoli nam na zapuszczanie korzeni w odległych stronach. Nawet kilka godzin w obcym porcie może nam pozwolić uchwycić odrobinę inności. A każda taka odrobina nas wzbogaca.

M: Przez 5 lat mieszkałeś w Singapurze... tu poznałeś swoją żonę? Trudno było zdobyć jej względy? W końcu byłeś tam... obcy;)

MB: Nie, moją żonę poznałem w Tokio. Jak trudno było zdobyć jej względy nie powiem, bo chcę to zachować na jedną z kolejnych książek (pod warunkiem, że Kit się zgodzi – pracuję nad tym od 10 lat:-)



M: Czy w mieszanych małżeństwach – takich jak Twoje dochodzi do jakichś konfliktów, problemów związanych z różnicami kulturowymi?

W KAŻDYCH małżeństwach dochodzi do konfliktów. Wyzywam natomiast każdego, żeby mi powiedział, czy dany konflikt wynika z różnic kulturowych, płciowych, wieku, wychowania, edukacji czy genotypu! Człowiek to potwornie skomplikowany, unikalny zlepek cech, przyzwyczajeń, preferencji, lęków, ambicji, pragnień, dążeń... I czy ktoś jest w stanie wskazać, skąd one się wzięły?

Moja żona jest ode mnie bardzo inna – bo każdy człowiek jest inny od drugiego. Ale które z tych różnic pochodzą z jej pochodzenia kulturowego, a które z faktu, że jest o 5 lat młodsza? Albo, że wychowała się z trzema siostrami, a ja – z jedną? Jeżeli już musiałbym podejść do tego analitycznie, to musiałbym stwierdzić, że jej „odmienność pochodzi:

- po pierwsze z tego, że jest CZŁOWIEKIEM (unikalnym, jak każdy);
- po drugie z tego, że jest KOBIETĄ;
- po trzecie z tego, że jest DZIENNIKARKĄ (tak, zawód wpływa na osobowość);
- po czwarte z tego, że jest MALEZYJKĄ;
- po piąte z tego, że jest CHINKĄ.
Czyli różnice kulturowe znalazły się na szarym końcu. Zapewniam, że różnica między kobietą a mężczyzną (viva la différence!) zawsze będzie dziesięć razy większa niż różnica między Europejką a Azjatką.

Z tego płynie rada dla wszystkich par multikulturowych: zamiast się przejmować swoimi RÓŻNICAMI, skupcie się na swoich PODOBIEŃSTWACH. Gdyby ich nie było, to nigdy byście się sobą nie zainteresowali! A na bazie podobieństw można wznieść potężną bazę, nienaruszalny fundament, na którym z kolei zbudujecie swoje wspólne życie.



M: Jak Twoja żona odnajduje się w Polsce?

MB: Zaraz ją zapytam. - Kit, jak się odnajdujesz w Polsce? - Mam mapę...:-)

M: Jakie miała obawy przed przybyciem do naszego pięknego kraju?;)

MB: Że nie będzie mogła kupić dobrej jakości ryżu i innych składników kuchni azjatyckiej. Ryż jest dla Azjatów bardzo ważny. Tak jak dla nas – chleb. Ja bardzo cierpiałem, nie mając przez 15 lat dostępu do prawdziwego chleba. W większości krajów świata chlebem określa się towar o wyglądzie gąbki i konsystencji waty, który do naszego CHLEBA nie ma się nijak :-)

Obawy Kit okazały się na szczęście nieuzasadnione – w ostatnich latach rozkwitła sieć sklepów z żywnością azjatycką. Teraz może tu kupić już prawie wszystkie składniki, chociaż niektóre przyprawy nadal przywozi z Malezji.

M: Jak to wygląda w Waszej relacji - jakie polskie elementy przemycasz do Waszego domu?

MB: Nie muszę przemycać – to jest w końcu Polska i polski dom (chociaż z bardzo międzynarodową załogą). Przemycać muszę raczej elementy azjatyckie. Na przykład obowiązek zdejmowania butów dla wszystkich, z gośćmi i listonoszem włącznie... Budziło to zrozumiałe opory ze strony paru gości. Niestety po 15 latach spędzonych w Azji wizja chodzenia po domu w butach z ulicy jest dla mnie po prostu przerażająca... :-)

M: Czy młodzi Japończycy są w ogóle zainteresowani nawiązywaniem romansów albo małżeństwami z kobietami z Europy?
MB: Młodzi Japończycy nie mają specjalnych uprzedzeń, jeśli chodzi o małżeństwa mieszane, chociaż trudniej bywa z przyszłymi teściami...




Tutaj radzę ostrożność, grzeczność, potulność, ogromną cierpliwość i jeszcze większą wytrwałość. Pamiętajmy, że „nie” przyszłego teścia dzisiaj ma duże szanse przerodzić się w „no, jeśli naprawdę musicie...” jutro. Nawet, jeśli na to jutro trzeba poczekać rok czy dwa :-)

M: Co może podobać się Japończykowi w Europejce?

MB: Szczupła, dwumetrowa blondynka z ogromnym nosem i nogami aż do samej ziemi.

M: A co może się nie podobać?
MB: Pewna doza otwartości, ekstrawertyzmu, gwałtownego uzewnętrzniania swoich uczuć czy reakcji. Nawet przesadna mimika czy gestykulacja. To nie znaczy, że Japonki są introwertyczkami. Znam całkiem ekstrawertyczne, emocjonalne, wybuchowe, a nawet histeryczne Japonki. Ale one to robią w trochę inny sposób. To są po prostu różnice w wyrażaniu emocji – pierwsze źródło wszelkich nieporozumień na styku kultur.

M: Jaki jest tradycyjny model Japończyka?

MB: Facet, którego do osiemnastego roku życia prowadzi za rączkę mama, potem ma chwilkę swobody na studiach, ale potem rolę mamy przejmuje firma i znowu jest prowadzony za rączkę, aż znajdzie żonę, która... dalej go prowadzi za rączkę.

Ale to jest model tradycyjny – o który pytasz. Gdybym miał opisać tradycyjny model Polaka to też mógłby z tego wyjść stwór, z którym niekoniecznie chciałabyś iść na piwo. Japonia się zmienia (jak cały świat zresztą) i mam całą grupę przyjaciół – Japończyków, którzy nijak nie wpasowują się w wyżej wymieniony model tradycyjny.

M: A jaka jest tradycyjna Japonka?
MB: Silna, odważna, niezależna – bo wychowywana od dziecka w świadomości, że to ona będzie musiała prowadzić męża za rączkę (patrz wyżej), a kiedy firma nagle wyśle go na drugi koniec kraju, to bez szemrania spakuje domostwo i ruszy za nim, zostawiając całe swoje życie, rodzinę i przyjaciół. Dlatego bardzo podziwiam i szanuję japońskie kobiety. Jest w nich wielka otwartość na świat – to dla mnie wielka wartość u ludzi.

M: Jak to się przekłada na relacje między nimi?

MB: W tym miejscu odejdę od początkowego tematu TRADYCYJNEJ rodziny, czy pary japońskiej, bo tak naprawdę niewielu znam tradycyjnych Japończyków. Podobnie, jak nie przyjaźnie się z wieloma „tradycyjnymi” Polakami – ludzie tradycyjni są nudni :-) Wśród par japońskich, które znam, są wszystkie możliwe odmiany relacji międzyludzkich. To, co jednak widzę wspólnego, to duży szacunek, jakim ludzie się nawzajem otaczają – nawet, jeśli dla cudzoziemca nie jest to do końca jest oczywiste.

M: Jak wyglądają rytuały flirtu po japońsku?;)

MB: Samiec rozczapierza swój ogon na kształt ogromnego pióropusza i przechadza się wolnym krokiem przed samicą, wydobywając z gardła ciche gulgotanie.

M: Kiedy kobieta może uznać, że jest podrywana przez Japończyka? 

MB: Kiedy czuje się podrywana przez Japończyka. Kobiety mają zazwyczaj daleko lepiej rozwiniętą umiejętność wykorzystywania własnej inteligencji od mężczyzn. Umiejętność tę mężczyźni nazywają „kobiecym instynktem” – po prostu nie chcą się przyznać, że sami zbyt często w ogóle zapominają o używaniu swojej inteligencji. Dlatego kobiety po prostu WIEDZĄ, kiedy ktoś je podrywa. Gorzej z mężczyznami.



Stąd prośba do kobiet: kiedy już nas podrywacie, róbcie to proszę w sposób trochę bardziej bezpośredni i oczywisty. Nam naprawdę brak subtelności.

M: W Japonii są bardzo popularne komiksy pornograficzne. Co sprawia, że Japończycy tak lubią je czytać?

Powód jest prosty: komiks to w Japonii bardzo popularna forma przekazu. Nawet, kiedy pracowałem w McKinsey i robiliśmy prezentacje dla klientów, często występowała w nich właśnie manga.

Są więc komiksy na każdy temat i na każdą okazję. Wielbiciele sprzętu hi-fi mają swoje komiksy audiofilskie o perypetiach jakiegoś młodzieńca, który zmienił kable do odtwarzacza hi-fi i poprawił mu się bas, ale, o zgrozo, „średnica” straciła na definicji i klarowności... Są komiksy dla hodowców karaluchów (tak, jest takie hobby), dla fanów tuningu samochodów, dla wielbicieli królików i dla kolekcjonerów puszek po piwie. Nic więc dziwnego, że są i pornograficzne. To przecież istotny obiekt ludzkich zainteresowań i rynek na pewno większy, niż miłośnicy karaluchów.

Zjawiskiem naprawdę ciekawym jest nie tyle to, że komiksy pornograficzne są popularne, tylko brak skrępowania ich czytelników przed lekturą (o ile czytanie dźwięków onomatopeicznych można nazwać lekturą) w miejscach publicznych – na przykład w wagonie metro. Wg mnie wynika to ze swoistego rodzaju „bąbla” psychicznego, w którym każdy się zamyka, kiedy jest otoczony tłumem. Taki bąbel to forma przeżycia wśród milionowych rzesz na ulicy czy w metrze. Bez tego można by zwariować.

Jeśli więc młody salaryman czyta komiks pornograficzny w wagonie i nie przejmuje się obecnością babci w kimonie po lewej, a uczennicy gimnazjum po prawej, to tylko dlatego, że w JEGO „bąblu” nie ma ani babci, ani uczennicy. Nie ma nikogo poza nim.



I z tej samej przyczyny ani babcia, ani uczennica nie przejmują się lekturą sąsiada – one też tkwią w swoich „bąblach”.

M: Jaki twórca japoński (reżyser, pisarz, etc) jest wg Ciebie postacią absolutnie wybitną?:)

MB: Miyamoto Musashi, bo to taki japoński Leonardo da Vinci - człowiek renesansu, mistrz wielu dziedzin – legendarny szermierz, strateg, filozof i artysta. „Księga pięciu kręgów” jego autorstwa jest niekończącym się źródłem inspiracji. Przytoczę jeden cytat (w moim nieudolnym przekładzie): „studiuj sztukę stolarza, farmera, rzemieślnika...” Tak brzmiała rada dla szermierzy, którzy chcieli zostać mistrzami strategii – sztuki wojny. Czyli: chcąc zostać mistrzami swojej sztuki, uczcie się od mistrzów wszystkich innych sztuk. A w każdej ludzkiej profesji jest sztuka, są ludzie wkładający w nią nie tylko ręce, ale i serce. To dla mnie wytyczna we wszystkim, co robię.

okladki_08.gifM: Jakie masz pasje? Co Cię w życiu najbardziej nakręca?

MB: Odpowiedzią jest moja druga książka: „Singapur, czwarta rano”. To oczywiście perkusja i granie w zespole. Tak naprawdę jestem sobą tylko, kiedy siedzę za zestawem i biorę pałki do rąk. Cała reszta mojego życia to tylko czekanie na te chwile :-)

Poza tym fascynuje mnie motoryzacja, astronomia, radioamatorstwo i realizacja nagrań.



M: Jakie plany podróżniczo-pisarsko-zawodowe?

MB: Podróżnicze – żadnych, nigdy w życiu nie byłem podróżnikiem, jestem na to o wiele zbyt leniwy :-) Co do pisarskich – mam wstępne plany na kolejne cztery książki, chcę je pisać z dotychczasową częstotliwością, czyli jedna na półtora roku. Mogę uchylić rąbka tajemnicy – piąta książka będzie kolaboracją autorską z moją żoną, która jest dziennikarką. Czwartą właśnie zaczynam planować. Na razie jest ona w stadium luźnego zbioru pomysłów w Excel’owej bazie danych. Zobaczymy, co z tego wyjdzie.

M: Zdradzisz, o czym będzie Twoja książka "Zagubieni w Tokio"? Kontynuacja "Bezsenności"?

Nie do końca kontynuacja, bo to powieść w zupełnie innym stylu i o innym charakterze, niż „Bezsenność”. Ale dzieje się ona w tej samej przestrzeni, co ta pierwsza i stanowi swoistą kontynuację czasową (zaczyna się dwa lata po końcu „Bezsenności”). Narratorem nie jest już Gajdzin, tylko niejaki Michał Jachimczyk, artysta-grafik mieszkający w Tokio i pracujący dla malutkiej wytwórni płytowej - dawny kolega Gajdzina z pracy. Historia dotyczy poszukiwań jego przyjaciela, niejakiego Jamesa, który po prostu pewnego dnia przestał się pojawiać w biurze i wszelki ślad po nim zaginął. W poszukiwaniach pomaga Michałowi właśnie Gajdzin, który wraca na pół roku z Singapuru. Pomaga też jego irlandzki przyjaciel Sean i parę innych osób. Ci ludzie w procesie poszukiwań dowiadują się wielu ciekawych rzeczy o Jamesie, a także o... sobie samych. Okazuje się na przykład, że James nie jest jedynym „Zagubionym w Tokio”... Ale więcej nie powiem :-)

M: Oprócz siebie, kogo byś jeszcze polecił do poczytania, żeby wczuć się w ducha Japonii, odwiedzić ten kraj siedząc w domu na fotelu z książką w ręku?



Żeby wczuć się w ducha Japonii nie polecałbym nikogo do poczytania, z sobą włącznie. Nie jestem japonistą, badaczem kultury, ani autorem przewodników turystycznych, tylko powieściopisarzem.

Zasiadanie w fotelu z moją książką w rękach ma sens, jeśli chcemy spędzić kilka godzin czytając książkę. Dobrze się bawiąc. Czasem zamyślając. Budując swój własny świat wyobraźni, zaglądając do głów innych ludzi i do swojej własnej. Po to są książki.

Jeżeli natomiast chcemy wczuć się w ducha Japonii, jedyną na to metodą jest spakowanie manatków i ruszenie w drogę... Czego wszystkim czytającym te słowa serdecznie życzę, bo kraj jest naprawdę piękny i niezwykły, chociaż w zupełnie inny i daleko subtelniejszy sposób, niż w przekonaniu powszechnym.

id_10119_3.jpgNowa powieść ukaże się 9 maja, a 19 maja 2007 (sobota) Marcin Bruczkowski będzie podpisywał egzemplarze "Zagubionych w Tokio", na Miedzynarodowych Targach Książki w Pałacu Kultury.



Więcej o Autorze w wywiadzie dla empik.com

Strona Marcina Bruczkowskiego (zdjęcia ze strony Autora): www.marcin.bruczkowski.pl
strona: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15
    dodaj do dodajdo

Komentarze

dodaj komentarz
maurycja [11.05.07/18:24]

ml76

"Bezsenność w Tokio" jest najbardziej japońska:) "Singapur czwarta rano" to już zupełnie inna bajka i inny kraj. A "Zagubieni w Tokio"... zobaczymy na ile powieść będzie zahaczac o ducha Japonii;) ale to już za chwilę.
ml76 [11.05.07/11:44]

maurycjo,

świetny wywiad. podzielam fascynację japonią więc dla mnie strzał w 10. i teraz pewnie dodatkowo sięgnę po książki. eh :)
maurycja [11.05.07/09:07]

la.donno

to tez moje marzenie... nawet taki malutki kawałek zdjecia z Tokio znalazł się na mojej Mapie Marzeń, przy większej Brazylii, która już została zrealizowana dwukrotnie;) no i wierzę, że tam kiedyś jednak zawitam na dłużej.
la.donna [11.05.07/08:51]

interesujące

podróż do Japonii to moje marzenie!
yamotka [09.05.07/13:49]

wywiad

rewelacyjny. tak samo jak kraj - zawsze mnie pociagala jego odmiennosc. i te bable wlasnie (swietne okreslenie nawiasem!) :)
maurycja [09.05.07/12:36]

chloe

no nie jestem w stanie stwierdzić tego;)

rozmawialiśmy też o komiksach (trochę jest o nich w wywiadzie dla Empiku) i spodobała mi się jedna rzecz - komiksów japońskich się nie czyta (oczywiście są tam dialogi itp.)... no nie wiem nawet jak to nazwać - chłoniesz całą historie, jakby w nią wnikasz... stąd może te ich bąble mentalne, w których się zamykają i łatwiej mogą wkraczac w świat wyobraźni, oddalony od tłocznego miasta. fajna sprawa.
chloe [09.05.07/12:26]

Oj,

cos mi sie zdaje, ze Agata trafila ze swoim komciem ponizej ;-).
Z tym pisaniem, to pewnie jest tak, ze w przyrodzie musi sie wszystko wyrownac. Skoro jezyk latwy, to trudnosci skumulowaly sie w pismie;-). Kiedys dostalam japonska ksiazke. Co prawda to byla historyjka obrazkowa, taki komiks bez dialogow ale i tak zakrecona:). Oglada sie ja od konca. Czwarta strona okladki jest pierwsza strona, historyjke sledzi sie od prawej do lewej, najpierw prawa strona, potem lewa. Troche to upierdliwe, bo jak sie czlowiek skupi za bardzo na akcji, to potem odruchowo gubi kierunek ogladania ;-).
a74 [09.05.07/11:36]

maury

pewnikiem nie miał śmiałości napisac tego po polsku ;)
maurycja [09.05.07/10:45]

chloe

podobno jeśli chodzi o mówienie po japońsku - jest ono bardzo łatwe... a pisanie to już kompletnie inna sprawa.

Autor wpisał mi dedykację do książki częściowo po polsku, częściowo po japońsku - nie chcąc zdradzić co napisał w tym zadziwiającym języku... może to mnie zmobilizuje do nauki?;)
chloe [09.05.07/07:16]

Mnie zadziwila opinia,

ze japonski jest taki latwy, zadnych dziwactw i odmian... Ciekawe, bo zdawaloby sie, ze jest wprost przeciwnie ;-).
Plazma [08.05.07/15:18]

O,

ja też idę, ale nie z Wami :P
met [08.05.07/14:46]

archea

pewnie nie przyjdzie, bo mje unika
hehehehehe

żartowałam:>
maurycja [08.05.07/14:36]

to już jest nas 3

jeszcze Archea by chciała, ale ma jakieś opory;)
met [08.05.07/14:35]

na targi

widzę zbierze się spora ekipa:D
bo idę także ja:DD
Cran [08.05.07/14:34]

maurycjo

ja bym chciała pójśc z Toba na Targi Książki!! Zabierzesz mnie?;-)
maurycja [08.05.07/14:12]

met

dzięki, ale to nie moja zasługa, że wywiad jest tak ciekawy. dostałam kilka mądrych wskazówek od MB i stąd taki efekt... a sama wiesz, że ja mogłabym słuchac o Japonii długo, długo:)
maurycja [08.05.07/14:07]

Archeo droga...

a może Autor da się namówić na jakieś specjalne spotkanie autorskie? Zresztą możesz się ze mną wybrać na Targi Książki:))) jeśli chodzi o charakter narodowy Japończyków polecam Ci Ruth Benedict "Chryzantema i miecz". Jedna z lepszych pozycji na ten temat. Plazmo - mi też bardzo podoba się koncepcja bąbla... tylko nie wiem czy długo bym w nim wytrzymała;) a co do nóg i nosa... to wiesz, sprawa względna;)
met [08.05.07/14:06]

ja juz czytałam wywiad ten

w mailu, kiedy mi nadesłałaś.
ale poczytam potem jeszcze raz.
bo uważam, ze jest jednym z twoich ciekawszych wywiadów. ale tak to jest, jak osoby współwywiadujące interesuja podobne sprawy.
a pan autor, bardzo, bardzo:DD
archea [08.05.07/13:54]

super

temat. Jak dla mnie to możesz spokojnie opublikować jeszcze wiele wywiadów z panem B.

Wiem, że stereotypy są nieprawdziwe, ale jednak istnieje coś takiego jak "charakter narodowy" czy cechy narodowe czyli pewne wzorce kulturowe, standardy obyczajowe, systemy wartości, typowe sposoby ekspresji itp. I bardzo mnie "charakter narodowy" Japończyków interesuje.

Więc ja poproszę część drugą, właśnie o tych stereotypach, relacjach damsko - męskich itp., o których przegadaliście pół nocy ;) Chyba, że to tajemnica?
Plazma [08.05.07/13:50]

Kurcze,

mnie właśnie strasznie pociaga ta odmienność Japonii, te ich bąble, jak to pan MB ładnie nazwał.

Czasem brak mi tego zdystansowania i chłodu u rodaków, którzy ciągle zaglądają sobie przez ramię;) - do gazet, wózków z dziećmi czy sypialni..

Jaka szkoda tylko, że nie mam długiego nosa i nóg do ziemi. Ech.

Pisz i twórz jedyny autorski serwis
dla ludzi, którym się chce!





Cafenews