[sekundę...] 
kultura.jpg


Czytali ten artykuł:
maurycja, ax, xriz


REKLAMA
Zagubieni w Tokio
maurycja [2007-05-18]
id_10119_3.jpgPewnych rzeczy, kiedy nie są prawdziwe lepiej żeby nie było.


Nie lubię czytać zachęcających zapowiedzi ma okładce książek. Nie lubię, bo nijak nie oddają tego, co jest w środku. Garść zdań mających przyciągnąć, zwabić i zatrzymać. Wystarczy mi lekki zarys fabuły… resztę wolę odnaleźć sama. Kiedy przeczytałam „Zagubionych w Tokio” i wróciłam do krótkiego opisu na okładce – zaśmiałam się tylko w duchu do siebie, bo książka jest daleko głębsza, niż mógłby wskazywać na to okładkowy wabik.


Jednym zdaniem można by było powiedzieć, że „Zagubieni w Tokio” to historia Michała Jachimczyka poszukującego swojego zaginionego przyjaciela Jamesa, który pewnego dnia przestał pojawiać się w pracy. Co w tym ekscytującego? Tymczasem jest to najlepsza powieść Marcina Bruczkowskiego – po bardzo japońskiej „Bezsenności w Tokio” i muzycznej „Singapur, czwarta rano”. Najbardziej dopracowana, przemyślana, dobrze skonstruowana. Książka podobno najdłużej „się pisała”, ale wyszło jej to tylko na dobre. „Zagubieni w Tokio” wciągnęli mnie w swój klimat po uszy, a naprawdę rzadko się to zdarza.


Po pierwsze – przygoda. Nie jestem zwolenniczką książek z wątkiem sensacyjnym. Tutaj intryga snuła się w taki sposób, że z niecierpliwością przerzucałam kolejne stronice. Gęsta atmosfera tajemnicy, zagęszczająca się z każdym kolejnym zdaniem. Tak jakby James obserwował bohaterów z boku i czekał czy uda im się rozszyfrować zagadkę.
Mało tego – on obserwował nie tylko bohaterów, ale i czytelnika… jakby śmiejąc się zza kulisów z tego, że jesteśmy tak blisko, a nie widzimy wyraźnych wskazówek. Trochę mi to przypominało w komputerową grę przygodową, w której trzeba znaleźć kolejne drzwiczki, rozszyfrować jeszcze jedno hasło i wreszcie otworzyć zamek z rozwiązaniem. Tylko znikąd nie ma jasnej podpowiedzi – i to jest najfajniejsze w całej zabawie. Do ostatniej strony jej szukamy.



Po drugie – element „obcości” i zagubienia. Nie chodzi tylko o obcość w zupełnie egzotycznym dla głównego bohatera mieście. Nie chodzi nawet o tkwienie w „pierwszej fazie” przystosowania do Japonii. Chodzi o obcość taką ludzką, brak zrozumienia i powierzchowność relacji. O ucieczkę na koniec świata od problemów, niwypowiedzianej samotności, żeby w momencie przełomowym odnaleźć siebie.

Kiedy przeczytałam:


Sufit był bezlitosny. Nie pozwalał nie myśleć. Stał się ekranem, na którym oglądałem cztery lata swojego życia. Pełne… pełne czego? Ludzi, których znałem? Ale czy znałem? Miałem wrażenie, że razem z kręgosłupem zastrzału doznała cała moja misternie skonstruowana struktura istnienia. Że wszystko rozsypało się na drobne kostki. Że niczego nie można być pewnym, nic nie jest takie, na jakie wygląda. Ot stosik kości rozsypanych w artystycznym nieładzie na podłogowej macie. Pytanie, czy da się z nich na powrót coś zbudować.


…pierwszy raz od bardzo dawna poczułam zrozumienie emocji głównego bohatera i wieloznaczność tytułu powieści. Smakowite. Lubię takie wyjście poza powierzchowność uczuć. Takie podejście zawsze porusza we mnie jakąś strunę w sercu.
Obcość w innym kraju jest kolejnym aspektem, który mną poruszył – z takiego etnograficznego punktu widzenia. Ta głęboka potrzeba przezwyciężenia samotności w obcym miejscu sprawia, że główny bohater gubi gdzieś swoją tożsamość. Wtopienie się w inną kulturę, nawet, jeśli nie jest ona tak totalnie różna od naszej jak japońska, jest z założenia niemożliwe, frustrujące, trudne… do momentu, gdy nie uświadomimy sobie prostej prawdy - Be yourself, no matter what they say. Przydatna bywa także we własnym, oswojonym miejscu...


Pozostaje tylko mieć nadzieję, że Autor wykorzysta swój talent obserwacyjny i jego kolejne powieści oprócz niewątpliwie smakowitych kąsków japońskich, będą  podążały w kierunku rozbudowanej fabuły, intrygi i życiowych przemysleń... co zostało zapoczątkowane w "Zagubionych w Tokio".

Ta książka jest prawdziwa, dlatego dobrze, że zaistniała... Chcę czytać o emocjach z męskiego punktu widzenia, zwłaszcza kiedy nie są one potraktowane w powierzchowny sposób.

PS. Do tej pory nie wiem jednak co się podaje japońskiej dziewczynie na pierwszej randce - jak wskazuje na to opis na okładce;)
strona: 1 2 3
    dodaj do dodajdo

Komentarze

dodaj komentarz
Ola [05.05.08/23:21]

przypadek

nie czytałam książki, ale ta recenzja bardzo do mnie przemawia. Podoba mi się przywołanie tego fragmentu - to tak jakbym mogła ugryźc kawałek nowej potrawy. No i przyznam, że mam ochotę na całą ;-)
Aha - dopiszę to, bo wydaje mi się dziwne - trafiłam na tę stronę przez przypadek.
maurycja [07.06.07/10:33]

darte

recenzja nie musi Ci się podobać, ważne, że książka do Ciebie przemawia. życie jest subiektywne... każdy z nas widocznie wyniósł z tej książki co innego. ja wyniosłam nie tylko opowieści o Japonii, ale coś więcej. zresztą sam(a) przeczytaj.
darte [06.06.07/20:19]

Zagubieni..

Nie podoba mi się ta recenzja. Napisana pod linijkę, zbyt poprawna, jakby jej autor(ka) bardziej przywiązywał wagę do właściwej stylistyki zdania a nie do fabuły i treści, którą recenzuje.
Za to książka - kawał dobrej literatury.
maurycja [21.05.07/10:03]

broszka

rulez chciałoby sie rzec, prawda?;) plazmo... bo randki powinny byc spontaniczne i niewymuszone, a nie zapraszanie na kawkę i obserwacja obiektu... no ale to juz o tym pisałaś:)
cran [21.05.07/09:52]

Maurycjo

tak, podoba mi się, zdecydowanie mi się podoba. uwielbiam takie nowe smaczki kulturowe!!!
plzm [21.05.07/09:33]

Hm.

Podanie ręki na dzień dobry..? :D
Kurcze, może dlatego nie lubię randek. Ech.
maurycja [21.05.07/07:41]

szpulko

mam nadzieję, że się nie rozczarujesz;)

Cran - i jak podoba Ci się Bezsenność?

Plazmo... no na pierwszej randce to chyba nie bardzo;)

Met - odnajdziesz tam wiekopomną treść, tylko nastaw się na męskie jej wydanie;) ja to czekam na kolejną powieść, kiedy autor rozwinie skrzydła swoich obserwacji ludzkich zachowań;)
szpulka [20.05.07/20:23]

napisałaś dobrą recenzje

- oby była zapowiedzią książki, której nie zapomnę :)
Cran [20.05.07/18:55]

wczoraj zaczęłam

Bezsenność, Zagubieni czekają w kolejce...
a i jeszcze miałam takie przemyślenie wczoraj po spotkaniu tej miłej Japonki mówiącej po polsku, że obaliła mit surowych i zdystansowanych Japończyków:-)
Plazma [20.05.07/14:17]

Hmm,,

ja w kwestii PS - może rękę ;) ?
met [20.05.07/09:28]

a, przyszło mi tak do głowy

wiesz dlaczego mauro nie lubię zagadek?

bo nigdy we życiu żadnej nie rozwiązałam;] nawet z rebusami miałam problem;]
met [20.05.07/09:27]

no ja też

nie fascynuje sie wątkami sensacyjnymi w powieściach. wolę zwykłe zycie:) takie mnie interesuje najbardziej. ale jesli za pomocą jakiejś zagadki, przekazuje się jakąś ogólniejszą a wiekopomną treść, to czemu nie. Zobaczymy:D
endo [19.05.07/22:20]

"Bezsenność..."

wciągnęła mnie w klimat Japonii niesamowicie! Singapur i Zagubieni czekają w kolejce:) Ale przyspieszę chyba konsumpcję obu pozycji.

Pisz i twórz jedyny autorski serwis
dla ludzi, którym się chce!





Cafenews