Pewnych rzeczy, kiedy nie są prawdziwe lepiej żeby nie było.Nie lubię czytać zachęcających zapowiedzi ma okładce książek. Nie lubię, bo nijak nie oddają tego, co jest w środku. Garść zdań mających przyciągnąć, zwabić i zatrzymać. Wystarczy mi lekki zarys fabuły… resztę wolę odnaleźć sama. Kiedy przeczytałam
„Zagubionych w Tokio” i wróciłam do krótkiego opisu na okładce – zaśmiałam się tylko w duchu do siebie, bo
książka jest daleko głębsza, niż mógłby wskazywać na to okładkowy wabik.
Jednym zdaniem można by było powiedzieć, że „Zagubieni w Tokio” to historia Michała Jachimczyka poszukującego swojego zaginionego przyjaciela Jamesa, który pewnego dnia przestał pojawiać się w pracy. Co w tym ekscytującego? Tymczasem jest to
najlepsza powieść Marcina Bruczkowskiego – po bardzo japońskiej „Bezsenności w Tokio” i muzycznej „Singapur, czwarta rano”. Najbardziej dopracowana, przemyślana, dobrze skonstruowana. Książka podobno najdłużej „się pisała”, ale wyszło jej to tylko na dobre. „Zagubieni w Tokio” wciągnęli mnie w swój klimat po uszy, a naprawdę rzadko się to zdarza.
Po pierwsze – przygoda. Nie jestem zwolenniczką książek z wątkiem sensacyjnym. Tutaj intryga snuła się w taki sposób, że z niecierpliwością przerzucałam kolejne stronice. Gęsta atmosfera tajemnicy, zagęszczająca się z każdym kolejnym zdaniem. Tak jakby James obserwował bohaterów z boku i czekał czy uda im się rozszyfrować zagadkę.
Obcość w innym kraju jest kolejnym aspektem, który mną poruszył – z takiego etnograficznego punktu widzenia. Ta głęboka potrzeba przezwyciężenia samotności w obcym miejscu sprawia, że główny bohater gubi gdzieś swoją tożsamość. Wtopienie się w inną kulturę, nawet, jeśli nie jest ona tak totalnie różna od naszej jak japońska, jest z założenia niemożliwe, frustrujące, trudne… do momentu, gdy nie uświadomimy sobie prostej prawdy - Be yourself, no matter what they say. Przydatna bywa także we własnym, oswojonym miejscu...
Pozostaje tylko mieć nadzieję, że Autor wykorzysta swój talent obserwacyjny i jego kolejne powieści oprócz niewątpliwie smakowitych kąsków japońskich, będą podążały w kierunku rozbudowanej fabuły, intrygi i życiowych przemysleń... co zostało zapoczątkowane w "Zagubionych w Tokio".
Ta książka jest prawdziwa, dlatego dobrze, że zaistniała... Chcę czytać o emocjach z męskiego punktu widzenia, zwłaszcza kiedy nie są one potraktowane w powierzchowny sposób.
PS. Do tej pory nie wiem jednak co się podaje japońskiej dziewczynie na pierwszej randce - jak wskazuje na to opis na okładce;)
Komentarze
przypadek
nie czytałam książki, ale ta recenzja bardzo do mnie przemawia. Podoba mi się przywołanie tego fragmentu - to tak jakbym mogła ugryźc kawałek nowej potrawy. No i przyznam, że mam ochotę na całą ;-)Aha - dopiszę to, bo wydaje mi się dziwne - trafiłam na tę stronę przez przypadek.
darte
recenzja nie musi Ci się podobać, ważne, że książka do Ciebie przemawia. życie jest subiektywne... każdy z nas widocznie wyniósł z tej książki co innego. ja wyniosłam nie tylko opowieści o Japonii, ale coś więcej. zresztą sam(a) przeczytaj.Zagubieni..
Nie podoba mi się ta recenzja. Napisana pod linijkę, zbyt poprawna, jakby jej autor(ka) bardziej przywiązywał wagę do właściwej stylistyki zdania a nie do fabuły i treści, którą recenzuje.Za to książka - kawał dobrej literatury.
broszka
rulez chciałoby sie rzec, prawda?;) plazmo... bo randki powinny byc spontaniczne i niewymuszone, a nie zapraszanie na kawkę i obserwacja obiektu... no ale to juz o tym pisałaś:)Maurycjo
tak, podoba mi się, zdecydowanie mi się podoba. uwielbiam takie nowe smaczki kulturowe!!!Hm.
Podanie ręki na dzień dobry..? :DKurcze, może dlatego nie lubię randek. Ech.
szpulko
mam nadzieję, że się nie rozczarujesz;)Cran - i jak podoba Ci się Bezsenność?
Plazmo... no na pierwszej randce to chyba nie bardzo;)
Met - odnajdziesz tam wiekopomną treść, tylko nastaw się na męskie jej wydanie;) ja to czekam na kolejną powieść, kiedy autor rozwinie skrzydła swoich obserwacji ludzkich zachowań;)
napisałaś dobrą recenzje
- oby była zapowiedzią książki, której nie zapomnę :)wczoraj zaczęłam
Bezsenność, Zagubieni czekają w kolejce...a i jeszcze miałam takie przemyślenie wczoraj po spotkaniu tej miłej Japonki mówiącej po polsku, że obaliła mit surowych i zdystansowanych Japończyków:-)
Hmm,,
ja w kwestii PS - może rękę ;) ?a, przyszło mi tak do głowy
wiesz dlaczego mauro nie lubię zagadek?bo nigdy we życiu żadnej nie rozwiązałam;] nawet z rebusami miałam problem;]
no ja też
nie fascynuje sie wątkami sensacyjnymi w powieściach. wolę zwykłe zycie:) takie mnie interesuje najbardziej. ale jesli za pomocą jakiejś zagadki, przekazuje się jakąś ogólniejszą a wiekopomną treść, to czemu nie. Zobaczymy:D"Bezsenność..."
wciągnęła mnie w klimat Japonii niesamowicie! Singapur i Zagubieni czekają w kolejce:) Ale przyspieszę chyba konsumpcję obu pozycji.