[sekundę...] 


REKLAMA
Wejść w wiosnę
martuuha [2008-03-23]
Rokrocznie wyczekuję jej jak dawno niewidzianej przyjaciółki. Czekam na wiosnę jak na zbawienie. Za każdym razem puchnę nadzieją, że przyjdzie przepędzając śniegowe błoto, zimne wiatry, ciemne myśli i ‘nie_chce_mi_sie’. Że przyniesie wiatry ciepłe i ożywcze deszcze, które oczyszczą brudne ulice i zapaprane myśli.

Każdego roku wyglądam jej licząc, że przyniesie mi coś nowego, coś dobrego. Niekoniecznie podane na tacy, przystrojone wymyślnym garnirunkiem, gotowe do spożycia. Częściej przynosi siły, by zawalczyć o siebie i nadzieję, że to się może udać. Przychodzi i przynosi bezczelne przekonanie, że tym razem to już na pewno się uda.

Jak każdego, czasem dopada mnie potrzeba rozłożenia życia na czynniki pierwsze. Zabieram się do pracy metodycznie niczym majsterkowicz rozkręcający zegarek, do ostatniej śrubki. Nie mam niestety tej zdolności, by wszystkie części złożyć w całość jak on. Zawsze w ręce zostaje mi jakaś śrubka, jakaś zębatka, która do niczego nie pasuje, ale podobno była niezbędna.

Kiedy dopada mnie takie rozkminianie wszystkiego, z sensem życia na czele; kiedy zaczynam gonić własny ogon; kiedy nie widzę pomysłu na siebie… Zawsze wtedy przychodzi wiosna. I zawsze wtedy wracają do mnie słowa, które lata temu usłyszałam od kogoś mądrego, kogoś dla mnie bardzo ważnego, kogoś, komu na mnie bezinteresownie zależy. Ktoś ów powiedział mi wtedy „bądź szczęśliwa”. Najkrótsze rekolekcje świata. Nie były to życzenia, ale zadanie, które przede mną postawił, i któremu do dziś z różnym skutkiem staram się sprostać.

Co stoi na przeszkodzie?

Od jesieni na Broszce hulał Program na rzecz Wysokiego Poczucia Własnej Wartości. Już wtedy wiedziałam, że to coś czego mi trzeba. Dlaczego nie dołączyłam? Bo w Zasadach Programu przeczytałam „Z samego rana, zanim rozpoczniesz pracę…” i zrezygnowałam.

Z samego rana to ja mogę co najwyżej złorzeczyć doktorowi M., który ułożył mi w planie zajęcia na 8 rano.
Jednak zdecydowanie chętniej z samego rana przewracam się na drugi bok mrucząc do siebie „jeszcze minutkę”.. . Nie jestem natomiast zdolna do myślenia, a już kreatywnego myślenia zwłaszcza. Odpuściłam więc. Odpuściłam sobie program…odpuściłam sobie siebie.

Kiedyś nazywałam to nieśmiałością. Zresztą nadal to robię. Ale to nie nieśmiałość sama w sobie jest problemem, ale jej przyczyna, czyli niewłaściwe postrzeganie samej siebie. Coś, co w normalnym wymiarze mogłoby być nazwane skromnością. Wypaczona do monstrualnych rozmiarów jest już nie skromnością, a głupotą, zaprzepaszczeniem siebie.

Nie umiem przyjąć komplementu.
Nie umiem nie czuć skrępowania, gdy przyjaciółka nazywa mnie kulinarnym guru.
Nie umiem uwierzyć, gdy kuzynka organizuje mi chałupniczo program na rzecz wysokiego poczucia własnej wartości i opowiada jaka to ja jestem mądra, zdolna, inteligenta, złośliwa (co poczytuję sobie za jeden z większych komplementów), bystra i ciepła. Kiedy ją poniesie fantazja mówi też, że jestem ładna.
Nie umiem tak zwyczajnie-niezwyczajnie ucieszyć się kiedy dostaję maila kończącego się słowami „Kocham Cię Kobieto z Fantazją, Ciepłem i Wdziękiem”.

Nie umiem, bo nie widzę tej fantazji, tego ciepła, tego wdzięku.

Ale przychodzi wiosna. Spojrzę ze słońcem na siebie. Kupię czerwone szpilki. Założę bluzkę z dekoltem. Uśmiechnę się do dredziarza, z którym od 3 lat jeżdżę na uczelnię jednym autobusem. Pojdę na spacer, bo chcę, a nie dlatego, że lekarka kazała. Zrobię oszałamiającą pastę z awokado. Będę śpiewać w akademickiej scholi i będzie mi to sprawiać furę frajdy z rozwijania pasji, jaka by ona nie była. Spojrzę w lustro i z uśmiechem powiem do tej po drugiej stronie – Fajna z Ciebie Dziewczyna. Lubię Cię, naprawdę Cię lubię!

I choć wydaje się nieprawdopodobne, zrobię to. Zawalczę o siebie i uda się. Bo idzie wiosna i przynosi siły, by zawalczyć o siebie i nadzieję, że to się może udać. I będę szczęśliwa, zwyczajnie szczęśliwa.
strona: 1 2
    dodaj do dodajdo

Komentarze

dodaj komentarz
martuuha [02.09.08/21:12]

divi

moze jakis jesienny bro zlot, żebym mogła sie zaprezentować? ;)
hiihiiii
divi [29.08.08/00:23]

hahahaha...

super ;D
tylko szkoda, że ich zdjęcia nam nie pokażesz... ;p
martuuha [29.08.08/00:13]

5 miesięcy później

w końcu kupiłam czerwone szpilki :-)
martuuha [27.03.08/21:35]

Divin

życze Ci takiej wiosny! I tego słońca i tej trawy pachnącej arbuzami (pierwsza skoszona trawa tak pachnie, nie sądzisz?), i ptaszków. I uśmiechnych ludzi i usmiechniętej Ciebie też Ci życzę :))))
I wielu Ludzi, którzy rozumieją Twój świat :)))
divinedianik [27.03.08/16:32]

martuuha

Z racji tego, ze przebywam teraz w kraju, gdzie wiatry i deszcze sa na porzadku dziennym, marzy mi sie wiosna, taka wiosna z prawdziwego zdarzenia! Gdzie poczuje na sobie cieple promienie slonca i zapach nowo narodzonej zielonej trawy. Gdzie uslysze ptaszki spiewajace mi pod oknem i zobacze w koncu usmiechnietych i radosnych ludzi wokol siebie :)
I tym sposobem obudzilam w sobie wspomnienia z dziecinstwa i z okresu, gdy beztrosko budzilam sie w domu u rodzicow i juz wiedzialam, ze to bedzie fajny dzien :)

A co do zlosliwosci, bo widze, ze nasza kolezanka wziela sobie to wszystko bardzo do serca: rowniez mam w naturze byc zlosliwa i kasliwa. Ale tylko i wylacznie w stosunku do osob mi bliskich i ktore znaja mnie tak dobrze, ze wiedza ze nie robie tego ze zlej woli. Czesto jest to powodowane dana sytuacja, momentem ktora jest smieszna lub "tragiczna" w ten zakrecony sposob i ktora "trzeba" odpowiednio skomentowac! Tak naprawde, te zloslowosci to nic innego jak riposta na czyjes slowo lub gest i jest w tym wiecej poczucia humoru niz kasliwosci. A osoba z poczuciem humoru i dystansem do siebie napewno nie wezmie tego do siebie:) Proponuje nie tlumaczyc sobie wszystkiego tak doslownie i nie zglebiac tego korzystajac ze slownika... a wiecej sie usmiechac i po prostu wrzucic na luz!
No to LUZ :)
martuuha [26.03.08/19:34]

Marianno

wczoraj wyjęłam z szafy zeszłoroczne czerwone cichobiegi, z cichą nadzieją....dziś za oknem mróz, śniegi kopne, a niebo przeszywają gromy. Wiosna? heh, trzeba jeszcze poczekać.
Fenomen czerwonych szpilek w moim wykonaniu bardziej polega na samych szpilkach niż nawet na kolorze czerwonym (który uwielbiam!!! co psychologia kolorów interpretuje jako krzykliwe epatowanie hasłami - jestem wolna!, weź mnie, weź!, seks, seks, seks! - tak w skrócie ;-))
W każdym razie pantofelków nadal szukam, węszę, poluję, bo wierzę, że gdzieś na mnie czekają (atypowy rozmiar stopy ubarwia te polowania, trzeba przyznać ;-))
Dzieki raz jeszcze wszystkim za ciepłe słowa :D
Marianna [26.03.08/15:00]

Martuuha

Bardzo wiosenny, ciepły tekst, pełen energii. Trzymam za Ciebie mocno kciuki.
I koniecznie kup sobie czerwone szpilki :-) Czerwony daje mnóstwo energii, ja niedługo już wyciągnę z szafy moje czerwone ponczo :-))) I może nad szpilkami też się zastanowię?
martolina [26.03.08/10:50]

wiosennie

i przyjemnie. Dzieki martuuha
goya [26.03.08/08:37]

dobrze,dobrze

już mnie tutaj nie podpuszczaj...bo obrosne w piórka;)
martuuha [25.03.08/20:03]

...

-powiedziała Goya, której słowa spijam z klawiatury łapczywie, zachłannie i umiaru nie znając :)
goya [25.03.08/19:33]

dopiero teraz

udało mi się przeczytać ten tekst...
cóż ja mogę powiedzieć-no jest świetny!
Martuuha Ty nie tylko jesteś kulinarnym guru,ale i pisarskim...;)
saganka [24.03.08/23:09]

hmm

dzięki za ten tekst
saganka [24.03.08/23:08]

hmm

dzięki za ten tekst
(M)a(li)nka [24.03.08/21:46]

a propos pogody ducha

w święta leciał w tv taki film "Pollyanna", bardzo stary i tam dziewczynka miała taką zabawę, że w każdej sytuacji wynajdywała rzeczy z których można się cieszyć, ważne było znalezienie pozytywów też wtedy, kiedy sytuacja była nienajlepsza. tak mi się skojarzyło z tą wiosną, film był dla dzieci ale dorośli często o dziecinnym podejściu zapominają, o tym co ich cieszyło i jak potrafili się bawić. na wiosnę warto odnaleźć w sobie dzieciaka :)
mei. [24.03.08/20:34]

Wiosna, Wiosna, ach to Ty!

piękny artykuł, ciepłym, wiosennym powietrzem pachnący. nie mam pojęcia jak Pani Wiosna to robi, ale rzeczywiście, gdy tylko się pojawia w mych drzwiach radość całą mnie przepełnia! pozdrawiam gorąco (;
anemone [24.03.08/18:58]

brawo martuuho:)

oby tak dalej i jak najczęściej wiosennie:)
met [24.03.08/17:42]

tak!

czerwone szpilki to jest to co zdecydowanie podnosi na duchu, żebys wiedziała:))
ax [23.03.08/19:00]

a ja tak sobie pomyślałam...

że chyba dobrym sposobem na nauczenie się przyjmowania komplementów jest chwalenie samej siebie za wszystko, za drobiazgi... A potem to już takie naturalne po jakimś czasie sie staje, że nawet komplementów z zewnątrz nie trzeba...a jak są, to łatwo je przyjąć, bo przecież już i tak wiemy, że jesteśmy super...:))
martuuha [23.03.08/16:53]

Daguś

to co? może na wiosnę właśnie?
grupa wsparcia? ;>
Daguniek [23.03.08/16:51]

A tak a propos programu...

też odpadłam jakoś... Najpierw mówiłam, że jak to tak odpuszczać, jak sie w coś zaangażowało... a potem sama nie miałam zapału, siły... czasu.
Ale jeszcze do tego wrócę może za jakiś czas...
martuuha [23.03.08/16:38]

archea

widać nie umiem tego wytłumaczyć.
Wiem, co masz na myśli, rozumiem to. Ale wiem też, że co innego mam na myśli, na pewno nie tę słownikową inteligencję.
Lubię tą żonglerkę, naprawdę. W gronie znajomych, przyjaciół, to faktycznie forma zabawy, nie krzywdząca nigdy nikogo. Natomiast w czasie rodzinnych, wielopokoleniowych spotkań zazwyczaj jest taką zabawą, ale skłamałabym, gdybym powiedziała, że nie zdarzają się sytuacje przykre. Kiedy komus zdarzy się wykorzystać tę żonglerkę do własnych porachunków.
Jednak ta złośliwośc, którą w sobie lubię to ta pierwsza. Jeśli to ja jestem tą, która przegięła - jest mi głupio i wstyd, i na pewno nie jestem dumna.
Ale bywa..
archea [23.03.08/16:29]

hm

no to już nie wiem. Myślę sobie, że inteligencję można jednak wyrażać, bez wyzłośliwiania się na ludziach. Powiem więcej, moim zdaniem złośliwość (przynajmniej ta słownikowa) nie świadczy o inteligencji. Oczywiście złośliwość wymaga inteligencji werbalnej, ale świadczy o brakach w inteligencji emocjonalnej i społecznej, wg. mnie równie ważnych, o ile nie ważniejszych. Bo czymże jest inteligencja mierzona w IQ, sprawność żonglerki językowej, jeśli nie towarzyszy temu empatia, odpowiedzialność za jakość swojego bycia w świecie, umiejętność przewidywania konsekwencji swoich słów i czynów? Wyłącznie zimnym, kaleczącym, niebezpiecznym, źle wykorzystywanym narzędziem.
martuuha [23.03.08/16:19]

archea

ta troska to mówię -nie jest jakaś szczególna i zdarza się przekroczyć tę cienką granicę, ale to normalne, że nie zawsze jest słodko w rodzinie, bywa różnie. Jednak nie wyobrażam sobie tej mojej rodziny bez tego pieprzyku, bez curry ;-)
archea [23.03.08/16:06]

aha

Rozumiem, że w Twoim przypadku jest to raczej forma zabawy, w której wszyscy biorą udział dobrowolnie i ze szczególną troską, aby przykrości nie sprawić. No to rzeczywiście zupełnie co innego masz na myśli, niż definicja złośliwości traktuje:
http://sjp.pwn.pl/lista.php?co=z%B3o%B6liwo%B6%E6
więc nie byłabym w stanie się tego domyślić, ale oczywiście w takim razie wycofuję pytanie.
martuuha [23.03.08/15:29]

w ogóle

to dzięki za te piękne kwiatki, którymi mnie tu uraczyłyście :)))) i za ciepłe słowa dla debiutanki ;)

Maurycja - do programu dojrzewam, powoli, ale jednak. Sam fakt, że wisi ciągle na głównej, i co chwila mi wpada w oczy ma tutaj istotne znaczenie. A list? Napisałam, niedługo po Twoim artykule. Zaadresowany do 25letniej martuuhy :) I już nie pamiętam, co w nim było, a to ledwo 3 miesiące mineły. Za to jakie! Pracowite jak nigdy. Książki chyba muszę poszukać :)

Plazm - też się cieszę, że wreszcie coś napisałam :D I Tobie wiosny życzę, i tego, co przynosi!

I Wam wszystkim!
martuuha [23.03.08/15:23]

archea

heh, to już tak mi się stopiło w życie, że zapomniałam, że nie dla wszystkich jest tak oczywiste jak dla mnie.
Złośliwości, ale takie z przymrużeniem oka, są w mojej rodzinie jak element herbu rodowego, czy coś w tym stylu. Towarzyszą nam od maleńkości. Nie są (zazwyczaj, chyba, że komuś zdarzy się przegiąć) sprawianiem sobie przykrości, nie są celowaniem w te najbardziej bolesne miejsca. Złośliwostki są dla nas słowną szermierką, sprawdzianem refleksu, riposty, zgrabnego przeskakiwania z tematu na temat. Bez tego elementu moja rodzina (zwłaszcza stado kuzynów) wydałaby mi sie jakaś taka nijaka. Jak niedoprawione pulpety z rozgotowanym ryżem. A wolę kurczaka w curry ;-)
Złośliwostki faktycznie są dla mnie oznaką inteligencji czy erudycji (specyficznej, bo specyficznej, ale jednak).

I co ważne - pozwalam sobie na nie w stosunku do osób, które lubie, i z którymi znam się dobrze. Wtedy mam pewność, że zostaną dobrze odebrane. Tworza taki specyficzny klimat, atmosferę :)

heh, nie lubię się tłumaczyć "co autor miał na myśli", ale jednak wolałabym być dobrze zrozumiana :)
maurycja [23.03.08/15:17]

kochana

nie odpuściłaś sobie siebie. program to Ty nawet możesz pisać tuż przed północą, kiedy Ty sama sobie wyznaczysz czas i miejsce.

ja się dopiero uczę przyjmowania komplementów, chwalenia mnie za jakieś tam dokonania... ciągle miałam gdzieś z tyłu głowy myślenie, że ludzie którzy tak mnie chwala nie znają mojej prawdziwej natury, a,mianowicie takiej, której na imię jest LEŃ. teraz doskonale wiem, że jestem leniem, ale twórczym. to że leżę na kanapie i nic mi się nie chcę, nie znaczy że jestem warzywem. ja po prostu myślę o nowych ideach;)

a program wdrażania dobrego myślenia o sobie można zacząć kiedy się chce. polecam Ci super książkę Beaty Pawlikowskiej "W dżungli życia". prosta, ale wymowna. kilka zasad stamtąd zaczerpnęłam dla siebie (między innymi napisanie do siebie listu, który otworzy się za jakiś czas). bardzo pomocna. zresztą takie cegiełki zbiera się przez całe życie. życzę Ci wiosennego odrodzenia. takiego tylko Twojego.
yamot [23.03.08/13:28]

jam zem jest

stworzeniem cieplolubnym.
zimy nie znosze i tym bardziej wyczekuje wiosny, trawki zielonej, sloneczka i kwiatkow w ogrodku.
banal, wiem ;)

to wiosna mam 'postanowienia' takie prawdziwe, a nie w nowy rok. zmieniam cos tam w swoim zyciu, zaczynam pracowac nad soba i takie tam. z roznym skutkiem co prawda, ale jednak.
po prostu budze sie do zycia :)
Daguniek [23.03.08/12:50]

Niskie poczucie własnej wartości

zwłaszcza jak się jest naprawdę bogatą wewnętrznie osobą - ech...

Fajnie, że napisałaś Martuuho :) Przyjemny tekścik.
obsesja [23.03.08/12:40]

o :)

chyba mamy to samo :)
archea [23.03.08/11:09]

dlaczego

bycie złośliwym to takie super? Przecież polega na robieniu przykrości, umiejętności wynajdowania słabych punktów i wykorzystywaniu ich przeciwko ludziom, sprawianiu, że ludzie czują się nieprzyjemnie, źle ze sobą i z Tobą, krytykowani, gorsi. Jak to się ma do Twojego niskiego poczucia własnej wartości?

Rozumiem, że czasem naprawdę trudno się powstrzymać od złośliwości, że daje ona pewien rodzaj satysfakcji i że na chwilę może poprawić samopoczucie, (jaka jestem bystra i elokwentna...), tyle, że kosztem innych. Ja postrzegam swoją złośliwość jako słabość swojego charakteru, bo jednak wolałabym nie zwiększać ilości negatywnej energii w swoim otoczeniu.
niki [23.03.08/10:27]

oj jak mi dobrze :)

przeczytalam i jeszcze mi lepiej, wiem ta wiosna cudowana jest jak poprzednia :) O zakupie czerwonych szpilek nie mysle ale plaszczyk hmmm...jak najbardziej :) I naprawde fajna z Ciebie dziewczyna :)
Awaria [23.03.08/07:15]

Niezwyczajnie szcześliwa!

Mamy problem, wydaje się nam, że wszyscy w okół są szczęśliwi, oprócz nas! Otóż nie! Dlatego osiąganie małych szczęść każdego dnia to wyzwanie i osiągnięcia pokroju zdobycia Mount Everest, powodzenia. Sobie też życzę :).
Plazma [22.03.08/23:18]

Martuuho,

po pierwsze - bardzo się cieszę, że wreszcie nam coś napisałaś! :)

a po drugie - życzę Ci zmian wiosennych, o których piszesz - i jednocześnie bardzo się utożsamiam ze wszystkim o czym piszesz, więc pewnie egoistycznie życzę tego też sobie ;)

i zdrowia Ci życzę przede wszystkim :)

heh, jakoś fajnie się poczułam dzięki temu arciowi!

Pisz i twórz jedyny autorski serwis
dla ludzi, którym się chce!



Cafenews