Plazma [23.01.09/12:04]
tak sobie jeszcze pomyślałam -
tam, gdzie palą książki, będą palić ludzi: kiedyś napisał Goethe. Wolę nie myśleć co z ludźmi zrobią kiedyś państwo z San Marzano...
Plazma [23.01.09/12:00] ocena: 1
ech,
na szczęśćie mój antykwariat na solcu jest prawdziwy
olhalka [23.01.09/11:59] ocena: 1
barbarzyństwo moim zdaniem
trzy lata temu idąc ulica Świętokrzyską poszukiwałam miejsca dla siebie na kawę, chwilę skupienia, lekturę ciekawej książki.
zmierzałam na Starówkę, kiedy po mojej lewej stronie zamajaczyła restauracji sieci San Marzano, w której wnętrzu dojrzałam pokaźny regał z książkami w kącie sali. weszłam uradowana z nadzieją, że oto znalazłam nowe miejsce, które od teraz służyć będzie mi za ostoję spokoju. w wyobraźni zamajaczyła lampka wina i czytanie książek z knajpianego zbioru.
weszłam, zajęłam stolik i zanim złożyłam zamówienie zapytałam kelnera, czy te lektury, które stoją na półkach są do użytku publicznego. na to kelner odpowiedział, że te książki są pocięte i wstawione tam dla ozdoby. wyszłam w szoku, nie zbliżywszy się nawet do księgozbioru.
Komentarze
tak sobie jeszcze pomyślałam -
tam, gdzie palą książki, będą palić ludzi: kiedyś napisał Goethe. Wolę nie myśleć co z ludźmi zrobią kiedyś państwo z San Marzano...ech,
na szczęśćie mój antykwariat na solcu jest prawdziwybarbarzyństwo moim zdaniem
trzy lata temu idąc ulica Świętokrzyską poszukiwałam miejsca dla siebie na kawę, chwilę skupienia, lekturę ciekawej książki.zmierzałam na Starówkę, kiedy po mojej lewej stronie zamajaczyła restauracji sieci San Marzano, w której wnętrzu dojrzałam pokaźny regał z książkami w kącie sali. weszłam uradowana z nadzieją, że oto znalazłam nowe miejsce, które od teraz służyć będzie mi za ostoję spokoju. w wyobraźni zamajaczyła lampka wina i czytanie książek z knajpianego zbioru.
weszłam, zajęłam stolik i zanim złożyłam zamówienie zapytałam kelnera, czy te lektury, które stoją na półkach są do użytku publicznego. na to kelner odpowiedział, że te książki są pocięte i wstawione tam dla ozdoby. wyszłam w szoku, nie zbliżywszy się nawet do księgozbioru.