
Jest noc. Nocą ludzie chodzą spać i jest cicho...
Nagle huk.
Potężny, głośny huk, od którego czarne niebo staje się kolorowe.
Potem strzał, a właściwie cała seria strzałów poprzedzonych straszliwym, niezrozumiałym świstem. Niebo zranione czerwienią rozpryskuje się na drobne kawałki i zdaje się spadać wprost na ziemię.
Trzeba uciekać, trzeba się schować!Płytki oddech, przyspieszone bicie serca, które nie jest już w stanie bić szybciej, a jednak jakimś cudem jeszcze przyspiesza po kolejnych wybuchach, wprowadzając w drżenie całe ciało.
Uciekam w kąt pokoju, pod stół, w drugi kąt.
Powietrze dudni, świszczy, trzeszczy mieniąc się jednocześnie złowieszczymi barwami.
Nie rozumiem.
Nie mogę przed tym uciec!
Kolejny huk, jakby tuż obok mojego domu, który jeszcze kilka godzin temu był taki bezpieczny.
Wiem, że dzieje się coś strasznego. Słyszę ludzi krzyczących na ulicy, których głosy co chwilę zagłuszane są przez kolejne, potężne wybuchy.I znowu niewyobrażalnie głośny huk tak blisko, że słyszę drżenie szyb w oknach.
I kolejny, i jeszcze jeden, i jeszcze...
W panice nawet nie zauważam, że zaczęłam uciekać. Na oślep, byle dalej, byle nie tu.
Uderzam głową o ścianę, która zupełnie nieoczekiwanie stanęła na mojej drodze i upadam.
Ktoś podnosi mnie i bierze mnie na ręce.
Ktoś przytula mnie mocno i głaszcze...
Słyszę spokojny głos... Nie bój się, nie bój, jeszcze troszkę, zaraz przestaną, ciii, spokojnie, nie bój się, jest dobrze, to minie, ciii, nie bój się, nie bój...
Już poznaję, już wiem, kto mnie trzyma na rękach, już poznaję ten głos...
Strzały dochodzą do moich uszu coraz rzadziej, a my siedzimy na kanapie.
Podnoszę wzrok i bezgłośnie proszę... Trzymaj mnie cały czas, nie zostawiaj ani na chwilę samej, boję się...Nie zostawię cię...słyszę głos...już dobrze, już dobrze....
W jednej chwili świat wokół mnie się zmienia w potężny huk i złowieszczo spadające kolory.
Już nie obchodzi mnie ryba, muszę się schować, muszę stąd uciec.
Wybuchy gonią mnie cały czas, ja pędzę przed siebie.Już niedaleko.
Jeszcze tylko przebiec ulicę.
Już niedaleko...
Potężny ból.
Już nie biegnę. Leżę bezwładnie na środku asfaltowej drogi. Vivat Nowy Rok. Vivat nowy Rok!
Ale ja tego już nie słyszę...
*
Siedzę na kanapie z psem na kolanach.

Jeszcze troszkę, mówię, nie bój się, to minie, ciii, nie bój się...
Psina cała drży, pomimo kolejnej dawki leku, mającego pomóc jej znieść strach spowodowany wybuchami petard.
Więc siedzę przytulając przerażonego psa i protestuję.
Protestuję przeciwko fajerwerkom.Tylko czy ktoś mnie słyszy...
* zdjęcia psa moje. Pozowała moja psica, która panicznie boi się fajerwerków.
Komentarze
...
goszka...ja właśnie też tego nie kumam...a widziałam nie raz...i...kurde.nigdy
nie rozumiałam tego, dlaczego człowiek zabiera swojego psa na zewnątrz aby powitać nowy rok wśród wybuchów i fajerwerków. Dla psa to stresujące przeżycie . z moim zawsze ktoś siedział w domu, choć on akurat aż tak bardzo nie panikował słysząc wybuchy za oknami....
viktorija...właściwie nic już nie dodam do twojej wypowiedzi...Nie sądzę, żeby zakazanie "fajerwerkowania" było możliwe...choć przyznaję, że też mam na to ochotę.
a psy w schroniskach??!!!
mamy psy w domu od zawsze. Większość z nich się bardzo bała, niektóre panicznie.. Zawsze na sylwestra leki i ktoś ma dyżur w domu. Inni członkowie rodziny z jednej strony się bawią, ale z drugiej martwią o naszą gromadkę. Szkoda patrzeć, jak ludzie sobie szykują świętowanie, a psy myślą, ze nadchodzi dla nich ostatnia godzina...Ale nasze psiaki mają kogoś kto je kocha, a te w schroniskach? Same, zmarznięte, pewnie głodne, bo pracownicy też wcześniej zaczęli świętować, a do tego to wszystko dookoła. I nie ma jak, ani gdzie uciec, ani...do kogo.... Horror!
Zastanawiam się, czy nie można zabronić sprzedaży wszystkich fajerwerków. Co roku ileś sów w PL umiera na zawał serca w Sylwestra, ludzie męczą się patrząc, jak boją się ich zwierzaki, dzikie ptaki w miastach masowo okaleczają się, roztrzaskują o mury itp., a do tego ludzie, którzy straelają urywają sobie palce itd.
Paranoja!
szczęśliwego
Nowego Roku dziewczęta i chłopcy.Gorące całusy dla wszystkich
od Arkadii i Tygiera
baaardzo
sugestywny tekst....
klarysa...masz rację, dobrze, ze nie częściej...choć ja chciałabym wcale...ale wiem, ze nie jest to możliwe.gali...a co wyczyniają?
michaelo...ja z moją już tez od tygodnia świruję, żeby na siusiu chciała wyjść...i tak jest nieco lepiej, bo od tygodnia właśnie dostaje ten syrop...dziś wieczorem jeszcze dodatkową dawkę dostanie...
idę...znowu strzelają.
I niech dziadek wpuści pieska do domu...
nooo
nasza Majka też Sylwestra nie lubi, kuli się i chowa. Petardy ją straszą już od tygodnia. Pewno "dziadek" ją do doma wpuści na noc.Biedne te psiaki i inne małe istotki, też o dzieciaczkach myślę, bo nie wszystkie kochają nocne, głośne podniebne atrakcje dorosłych.kurcze, moja ciocia ma 2 psy,
jeden niewidomy, a drugi się nim zajmuje.Nie chce mi się pisac co wyczyniają w sylwestra i rezurekcję.
świetnie opisane
pies moich rodziców też dostaje świra w sylwestra. Mama przykrywa go kołdrą i siedzi obok, a gdy chce na chwile odejść musi znaleźć zastępstwo; inaczej Max zaczyna wyć i drapać się łapami po uszach. To okropne patrzeć jak się biedak męczy. Dobrze, że to tylko raz w roku....
sykstus...ja nawet nie nieomal...po prostu nienawidzę szczerze.A psy dostają świra...nie maja pojęcia, co się dzieje...
Moja psica też dostawała takie leki, po których była prawie nieprzytomna...ale i tak się trzęsła ze strachu.
W tym roku wypróbowuję na niej taką drogą nowość...syrop, który jakoś inaczej działa i nie powoduje otępienia...Jeśli się sprawdzi, to napiszę, co to jest dokładnie. Na razie pozytywy są takie, że choć się boi, to jednak jakby krócej...jakby szybciej zapominała o tych pojedynczych wystrzałach...i dzięki temu ma przerwy w stresowaniu się.
Goya...mnie jest żal tych wszystkich zwiarzaków...jak patrzę na moją Lukrecję..
zu...myślę, że o tym trzeba pisać...i mam taka głupią nadzieję, że jak ktoś to przeczyta...to chociaż jedna osoba nie kupi petard...no...taka durna idealistka ze mnie;)
jagoda...kurde...miałam też napisać o psie, który właśnie złapał petardę...umknęło mi...dopiero teraz mi przypomniałaś...ale już nie dopiszę...poszło tak. Całe szczęście, że u ciebie wszystko sie dobrze skończyło...
pella...no właśnie...u mnie wygląda to podobnie...i też zostajemy w domu, żeby nie zostawiać jej samej...
ax,
znam to.jak byly jeszcze 2 suki to byl horror zupelny. gruzly sie do krwi ze strachu.
kiedys ktoras ugryzla i mnie przy rozdzielaniu..
jak z kolei dostawaly oglupiacza to slanialy sie na nogach.
teraz zostala jedna tylko, tez stara i glucha mocno.
moze bedzie spokojnie
nieomal nienawidze tego strzelania
super to
opisałaś,pamiętam jak miałam psa to właśnie tak było-męczył się biedaczek...axiu
super, ze o tym napisałas i super jak napisałaś.Ja nie mam z tym większego problemu mieszkam na uboczu i trzymam psy w domu w tym czasie,ale jest to problem o którym trzeba pisać i mówić.Serdecznie pozdrawiam i wszystkiego najlepszego.
są psy które nie boją się petard
na ten przykład pies moich rodziców, jamnik, który uwielbia fajerwerki. Kilka lat temu pobiegł za odpaloną petardą i chciał ją złapać w zęby. Na szczęście mu się nie udało... Od tamtej pory Nowy Rok wita zza zamkniętych drzwi domu wyjąc i szczekając ze złości :) Kiedy huk ucicha wypuszczamy go zawsze na zewnątrz, a wtedy biada wszystkim domorosłym saperom... Niki machając podniesionym ogonem ściga wszystkich którzy mają w rękach coś świszczącego lub wybuchającego.Nie wiem, czy to tylko ten pies tak reaguje, czy to może jest cecha charakteru wszystkich jamników...
pamietam
czasy kiedy miałam mojego psa i pierwszy sylwester, jej reakcja była dla mnie totalnym szokiem. Pies biegał dookoła domu jak szalony, zraniła się. Potem zawsze ktoś zostawał z Majką i osłaniał kocami, przytulał ale i tak wiadomo jaki to był ogromny stres.. skomlenie, drgawki, wyrywanie się ;/...
mój łaciaty pies też się nie boi, tylko szczeka...a tam mała boi się tak straszliwie, że aż ja się o nią boję...i dzięki tulio...
znakomicie to opisałaś,
biedne psiaki... nasz kot przesypia to wszystko, ale wiem od psich panów jakie mają problemy ze strachem swych ulubieńców ... to jak najmniej hałasu na Nowy Rok :))zainspirowałaś mnie do pisania, ale moje to dawne wspomnienie pewnych świąt...