[sekundę...] 


REKLAMA
Vivat Nowy Rok!
ax [2008-12-31]
Jest noc. Nocą ludzie chodzą spać i jest cicho...

Nagle huk.
Potężny, głośny huk, od którego czarne niebo staje się kolorowe.
Potem strzał, a właściwie cała seria strzałów poprzedzonych straszliwym, niezrozumiałym świstem. Niebo zranione czerwienią rozpryskuje się na drobne kawałki i zdaje się spadać wprost na ziemię.
Trzeba uciekać, trzeba się schować!

Płytki oddech, przyspieszone bicie serca, które nie jest już w stanie bić szybciej, a jednak jakimś cudem jeszcze przyspiesza po kolejnych wybuchach, wprowadzając w drżenie całe ciało.
Uciekam w kąt pokoju, pod stół, w drugi kąt.
Powietrze dudni, świszczy, trzeszczy mieniąc się jednocześnie złowieszczymi barwami.
Nie rozumiem.
Nie mogę przed tym uciec!
Kolejny huk, jakby tuż obok mojego domu, który jeszcze kilka godzin temu był taki bezpieczny.
Wiem, że dzieje się coś strasznego. Słyszę ludzi krzyczących na ulicy, których głosy co chwilę zagłuszane są przez kolejne, potężne wybuchy.
I znowu niewyobrażalnie głośny huk tak blisko, że słyszę drżenie szyb w oknach.
I kolejny, i jeszcze jeden, i jeszcze...
W panice nawet nie zauważam, że zaczęłam uciekać. Na oślep, byle dalej, byle nie tu.
Uderzam głową o ścianę, która zupełnie nieoczekiwanie stanęła na mojej drodze i upadam.
Ktoś podnosi mnie i bierze mnie na ręce.
Ktoś przytula mnie mocno i głaszcze...
Słyszę spokojny głos... Nie bój się, nie bój, jeszcze troszkę, zaraz przestaną, ciii, spokojnie, nie bój się, jest dobrze, to minie, ciii, nie bój się, nie bój...
Już poznaję, już wiem, kto mnie trzyma na rękach, już poznaję ten głos...

Strzały dochodzą do moich uszu coraz rzadziej, a my siedzimy na kanapie.
Podnoszę wzrok i bezgłośnie proszę... Trzymaj mnie cały czas, nie zostawiaj ani na chwilę samej, boję się...
Nie zostawię cię...słyszę głos...już dobrze, już dobrze....
                                                                   *

Jestem na spacerze, potwornie się boję, ale nie mogę uciec.
Ciągle coś wybucha, wszyscy ludzie krzyczą, głuchnę od niewyobrażalnego hałasu.
Widzę niebo, które przestało być znanym niebem, ktoś nadeptuje moją łapę.
Nie chcę iść dalej, duszę się od obroży, chcę się zatrzymać, chcę do domu...
No chodź...i dalej mnie ciągną.
Potężny wybuch, syczące złowieszczo barwy, szklana butelka rozbija się tuż przede mną, próbuję usiąść, zaprzeć się przednimi łapami i nie iść dalej. Chcę do domu, boję się!
Ktoś znowu mnie nadepnął, to boli, więc się szarpię; po lewej stronie coś znowu wybucha, po prawej ktoś znowu krzyczy, obroża obciera moja szyję coraz dotkliwiej, duszę się, boję się, nie chcę!
I nagle znowu upiorny świst, ja się jeszcze bardziej szarpię...

Nie wiem, jak to się stało, ale biegnę.
Nie wiem, dokąd biegnę, ale biegnę.
Uciekam.
Byle dalej, byle bezpieczniej...
Bez planu, na oślep, byle nie tu...

Jest coraz ciszej.

Nadal biegnę.

Jeszcze nie wiem o tym, że już nigdy nie uda mi się trafić z powrotem do domu...


                                                                  *

Wiem, że ludziom nie można ufać.
Żeby coś zjeść, najlepiej zakraść się nocą do śmietnika. Tam zawsze znajdą się jakieś resztki nadające się do jedzenia.
Dziś mi się poszczęściło, znalazłem spory kawałek nieco cuchnącej ryby.
Dziś się najem i będę mógł spokojnie przespać resztę nocy w piwnicy. Napawa mnie ten fakt tak wielką radością, że aż zaczynam głośno mruczeć przeżuwając pierwszy kęs.
W jednej chwili świat wokół mnie się zmienia w potężny huk i złowieszczo spadające kolory.
Już nie obchodzi mnie ryba, muszę się schować, muszę stąd uciec.
Wybuchy gonią mnie cały czas, ja pędzę przed siebie.
Już niedaleko.
Jeszcze tylko przebiec ulicę.
Już niedaleko...

Potężny ból.
Już nie biegnę. Leżę bezwładnie na środku asfaltowej drogi.

Vivat Nowy Rok. Vivat nowy Rok!

Ale ja tego już nie słyszę...


                                                               *


Siedzę na kanapie z psem na kolanach.
Jeszcze troszkę, mówię, nie bój się, to minie, ciii, nie bój się...
Psina cała drży, pomimo kolejnej dawki leku, mającego pomóc jej znieść strach spowodowany wybuchami petard.

Więc siedzę przytulając przerażonego psa i protestuję.

Protestuję przeciwko fajerwerkom.

Tylko czy ktoś mnie słyszy...


* zdjęcia psa moje. Pozowała moja psica, która panicznie boi się fajerwerków.

strona: 1 2 3
    dodaj do dodajdo

Komentarze

dodaj komentarz
ax [06.01.09/09:08]

...

goszka...ja właśnie też tego nie kumam...a widziałam nie raz...i...kurde.
goszka [05.01.09/17:24]

nigdy

nie rozumiałam tego, dlaczego człowiek zabiera swojego psa na zewnątrz aby powitać nowy rok wśród wybuchów i fajerwerków. Dla psa to stresujące przeżycie . z moim zawsze ktoś siedział w domu, choć on akurat aż tak bardzo nie panikował słysząc wybuchy za oknami.
ax [01.01.09/10:00]

...

viktorija...właściwie nic już nie dodam do twojej wypowiedzi...

Nie sądzę, żeby zakazanie "fajerwerkowania" było możliwe...choć przyznaję, że też mam na to ochotę.
Viktorija [31.12.08/20:13]

a psy w schroniskach??!!!

mamy psy w domu od zawsze. Większość z nich się bardzo bała, niektóre panicznie.. Zawsze na sylwestra leki i ktoś ma dyżur w domu. Inni członkowie rodziny z jednej strony się bawią, ale z drugiej martwią o naszą gromadkę. Szkoda patrzeć, jak ludzie sobie szykują świętowanie, a psy myślą, ze nadchodzi dla nich ostatnia godzina...
Ale nasze psiaki mają kogoś kto je kocha, a te w schroniskach? Same, zmarznięte, pewnie głodne, bo pracownicy też wcześniej zaczęli świętować, a do tego to wszystko dookoła. I nie ma jak, ani gdzie uciec, ani...do kogo.... Horror!
Zastanawiam się, czy nie można zabronić sprzedaży wszystkich fajerwerków. Co roku ileś sów w PL umiera na zawał serca w Sylwestra, ludzie męczą się patrząc, jak boją się ich zwierzaki, dzikie ptaki w miastach masowo okaleczają się, roztrzaskują o mury itp., a do tego ludzie, którzy straelają urywają sobie palce itd.
Paranoja!
Arkadia [31.12.08/20:05]

szczęśliwego

Nowego Roku dziewczęta i chłopcy.
Gorące całusy dla wszystkich
od Arkadii i Tygiera
met [31.12.08/16:52]

baaardzo

sugestywny tekst.
ax [31.12.08/16:06]

...

klarysa...masz rację, dobrze, ze nie częściej...choć ja chciałabym wcale...ale wiem, ze nie jest to możliwe.

gali...a co wyczyniają?

michaelo...ja z moją już tez od tygodnia świruję, żeby na siusiu chciała wyjść...i tak jest nieco lepiej, bo od tygodnia właśnie dostaje ten syrop...dziś wieczorem jeszcze dodatkową dawkę dostanie...
idę...znowu strzelają.
I niech dziadek wpuści pieska do domu...
Michaela [31.12.08/15:40]

nooo

nasza Majka też Sylwestra nie lubi, kuli się i chowa. Petardy ją straszą już od tygodnia. Pewno "dziadek" ją do doma wpuści na noc.Biedne te psiaki i inne małe istotki, też o dzieciaczkach myślę, bo nie wszystkie kochają nocne, głośne podniebne atrakcje dorosłych.
gali [31.12.08/13:46]

kurcze, moja ciocia ma 2 psy,

jeden niewidomy, a drugi się nim zajmuje.
Nie chce mi się pisac co wyczyniają w sylwestra i rezurekcję.
klarysa [31.12.08/13:17]

świetnie opisane

pies moich rodziców też dostaje świra w sylwestra. Mama przykrywa go kołdrą i siedzi obok, a gdy chce na chwile odejść musi znaleźć zastępstwo; inaczej Max zaczyna wyć i drapać się łapami po uszach. To okropne patrzeć jak się biedak męczy. Dobrze, że to tylko raz w roku.
ax [31.12.08/13:17]

...

sykstus...ja nawet nie nieomal...po prostu nienawidzę szczerze.
A psy dostają świra...nie maja pojęcia, co się dzieje...
Moja psica też dostawała takie leki, po których była prawie nieprzytomna...ale i tak się trzęsła ze strachu.
W tym roku wypróbowuję na niej taką drogą nowość...syrop, który jakoś inaczej działa i nie powoduje otępienia...Jeśli się sprawdzi, to napiszę, co to jest dokładnie. Na razie pozytywy są takie, że choć się boi, to jednak jakby krócej...jakby szybciej zapominała o tych pojedynczych wystrzałach...i dzięki temu ma przerwy w stresowaniu się.

Goya...mnie jest żal tych wszystkich zwiarzaków...jak patrzę na moją Lukrecję..

zu...myślę, że o tym trzeba pisać...i mam taka głupią nadzieję, że jak ktoś to przeczyta...to chociaż jedna osoba nie kupi petard...no...taka durna idealistka ze mnie;)

jagoda...kurde...miałam też napisać o psie, który właśnie złapał petardę...umknęło mi...dopiero teraz mi przypomniałaś...ale już nie dopiszę...poszło tak. Całe szczęście, że u ciebie wszystko sie dobrze skończyło...

pella...no właśnie...u mnie wygląda to podobnie...i też zostajemy w domu, żeby nie zostawiać jej samej...
sykstus [31.12.08/10:36]

ax,

znam to.
jak byly jeszcze 2 suki to byl horror zupelny. gruzly sie do krwi ze strachu.
kiedys ktoras ugryzla i mnie przy rozdzielaniu..
jak z kolei dostawaly oglupiacza to slanialy sie na nogach.
teraz zostala jedna tylko, tez stara i glucha mocno.
moze bedzie spokojnie
nieomal nienawidze tego strzelania
goya [31.12.08/10:06]

super to

opisałaś,pamiętam jak miałam psa to właśnie tak było-męczył się biedaczek...
zuzanna [31.12.08/09:30]

axiu

super, ze o tym napisałas i super jak napisałaś.
Ja nie mam z tym większego problemu mieszkam na uboczu i trzymam psy w domu w tym czasie,ale jest to problem o którym trzeba pisać i mówić.Serdecznie pozdrawiam i wszystkiego najlepszego.
Jagoda [31.12.08/06:16]

są psy które nie boją się petard

na ten przykład pies moich rodziców, jamnik, który uwielbia fajerwerki. Kilka lat temu pobiegł za odpaloną petardą i chciał ją złapać w zęby. Na szczęście mu się nie udało... Od tamtej pory Nowy Rok wita zza zamkniętych drzwi domu wyjąc i szczekając ze złości :) Kiedy huk ucicha wypuszczamy go zawsze na zewnątrz, a wtedy biada wszystkim domorosłym saperom... Niki machając podniesionym ogonem ściga wszystkich którzy mają w rękach coś świszczącego lub wybuchającego.

Nie wiem, czy to tylko ten pies tak reaguje, czy to może jest cecha charakteru wszystkich jamników...
pella [31.12.08/01:37]

pamietam

czasy kiedy miałam mojego psa i pierwszy sylwester, jej reakcja była dla mnie totalnym szokiem. Pies biegał dookoła domu jak szalony, zraniła się. Potem zawsze ktoś zostawał z Majką i osłaniał kocami, przytulał ale i tak wiadomo jaki to był ogromny stres.. skomlenie, drgawki, wyrywanie się ;/
ax [30.12.08/23:33]

...

mój łaciaty pies też się nie boi, tylko szczeka...a tam mała boi się tak straszliwie, że aż ja się o nią boję...
i dzięki tulio...
Tulia [30.12.08/21:13]

znakomicie to opisałaś,

biedne psiaki... nasz kot przesypia to wszystko, ale wiem od psich panów jakie mają problemy ze strachem swych ulubieńców ... to jak najmniej hałasu na Nowy Rok :))
zainspirowałaś mnie do pisania, ale moje to dawne wspomnienie pewnych świąt...

Pisz i twórz jedyny autorski serwis
dla ludzi, którym się chce!





Cafenews