Trzy największe błędy, popełniane przez zakochane kobiety.

Plazma [2006-12-20]
Uwaga – będzie o miłości. Nie o seksie wcale, nie tym razem. Postanowiłam podzielić się z szacownym gremium własnymi refleksjami na temat kochania. Oczywiście – popełniam całe mnóstwo generalizacji, przejaskrawień i lekkich zakłamań. Ale wszystko to po to, żeby zmusić drogie Panie do przemyślenia swoich sercowych strategii. Bo jak już kiedyś pisałam, miłość jest jak „Gra dla dwojga”.

Zakochana byłam siedem milionów razy, albo i więcej. Pierwszy raz ani setny raz, nie nauczyły mnie niczego. Wciąż popełniałam i wciąż popełniam te same błędy. Zamiast wyciągnąć naukę, zamiast zacząć dostrzegać powtarzalność swoich zachowań, ciągle podążam tą samą drogą do nikąd.

love3.jpgMało tego – wszystkie znane mi kobiety popełniają podobne błędy. I również robią to setki, miliony razy, uparcie i bezrefleksyjnie kochają głupio, ślepo, błędnie. Nie słuchają co mówi im matka, nie chcą słyszeć porad przyjaciółek (tych, które są szczere słucha się najtrudniej) i zakochują się źle, na prędce, nierozważnie. Po drodze gubiąc godność i łamiąc sobie serce.

Pozwoliłam sobie te trzy, zauważone przeze mnie, błędy sklasyfikować i opisać następująco (jeśli znacie inne, o których nie wspominam, proszę opowiedzcie mi o nich – zapewne wciąż je popełniam, zupełnie nieświadomie):

1. Mitologizacja faceta – błąd najgorszy w skutkach, jak każde kłamstwo. Polega na przypisywaniu poznanemu właśnie mężczyźnie zalet, których mu brak i na lekceważeniu jego wad.Wmawiamy sobie, że jest to najwrażliwszy facet jakiego znamy. Że na pewno najczulszy. Że to nic, że np. obgryza paznokcie, pali jak smok i beka głośno. W końcu przecież ma pasję, np. łowi ryby – to musi świadczyć o jego wielkim potencjale, energii i bóg sam raczy wiedzieć czym jeszcze.

Wpadamy w pułapkę jaką zastawiły na nas wszystkie te zabawne romantyczne historyjki z happy endem. Myślimy superlatywami, zapominając, że za pół roku nic się nie zmieni – wady nie znikną, choćbyśmy nie wiadomo jak bardzo się oszukiwały.

love2.jpgMożemy prymitywnego drecha zmienić w faceta na pozór z klasą, ubrać w gajerek bossa i kupić perfumy, jednak w środku pozostanie prostakiem.

Innym rodzajem mitologizacji jest wmawianie sobie, że to „ten jedyny”. Również zaczerpnięte z kultury masowej. Facet ma IQ trochę wyższe od męża sąsiadki, umie ugotować jajka na miękko i zna całą dyskografię twojej ulubionej kapeli. Czy to wystarczy, by traktować go jak ósmy cud świata? Otóż nie. Bo pojęcie „ten jedyny” nie istnieje.

Mitologizacja – dla mnie wiara w mit o przeznaczeniu, tą przypowieść Platona o potworach z czterema rękami i czterema nogami podzielonymi na pół, które teraz biegają po planecie, próbując się odnaleźć. O połówkach pomarańczy. Bzdura. 2. Okazanie zainteresowania – przykro mi to mówić, ale już w liceum z koleżanką zauważyłyśmy, że tzw. „faceci” są jak dobermany. Należy okazywać im swoje najzimniejsze oblicze, aby wzbudzać respekt. Wszelkie przedwczesne głaskania, wszelkie wyznania, gesty ciepłe i budujące działają paradoksalnie na naszą niekorzyść.
Smutne to, bo czasem ma się ochotę powiedzieć „kocham cię”, czasem ma się ochotę położyć głowę na jego kolanach. Ale ostrzegam lojalnie, że takie zachowania to początek końca miłości.

Czujący się zbyt pewnie partner bierze nas za pewnik, i sam przestaje się starać. I role, które ustaliła matka natura (kobieta – love.jpgbogini, mężczyzna - czciciel) odwracają się nieodwołalnie. Musimy latać za nim, pilnować z kim się spotyka, walczyć o jego uwagę.

Nie, drogie Panie. Prawdziwie mądra kobieta nigdy nie jest dobra dla swojego mężczyzny. Trzyma go na dystans, bo tylko tak jest w stanie zmotywować go do okazywania należytej atencji. Jej rola jest trudna i wymaga wielkiej samodyscypliny. Jednak dla dobra związku – warto być suką.

3. Wzbudzanie zazdrości – niektórym kobietom wydaje się to być świetny sposób na rozniecanie płomienia w mężczyźnie, do którego czują przysłowiową miętę. Jest to najgłupsze posunięcie zakochanej kobiety. Nasz cel w postaci wspaniałego mężczyzny z pewnością nie poczuje chęci walki o nas. Nie te czasy. Odwróci się na pięcie i poszuka sobie jakiejś bardziej zdecydowanej panny.
Zazdrość nie jest uczuciem pozytywnym. Więc nie działa tak, jak sugerują powieści Siesickiej, które czytało się w podstawówce (teraz pewnie w gimnazjum). Zazdrosny facet zamiast walczyć, okazywać zainteresowanie i starać się pokonać konkurenta (tak postępują zazdrosne laski), jest wkurzony na kobietę. Ma wrażenie, że laska jest niepoważna, nie wie czego chce. I woli poszukać innej. 

Tak, wiem. Zgodzi się ze mną najwyżej trzy osoby. Reszta nie zostawi na mnie suchego komcia.

Ale poważnie teraz: jakie popełniacie błędy w miłości? I czy jest szansa, żeby to zmienić? Bo może tak ma być, że wciąż robi się coś źle. W końcu zasad gry uczymy się całe życie, a niektórym i ono nie wystarczy.