Alvin Toffler napisał w swojej słynnej „Trzeciej fali”, że „społeczeństwo (czyt.: wyborcy) jest dla polityków jedynie mięsem armatnim, służącym do likwidacji konkurencji politycznej i realizacji własnych celów”. Zwrócił jednak uwagę na fakt, że to społeczeństwo nie ma jednak żadnej alternatywy dla bycia mięsem armatnim. Nie ma też dobrego wyjścia z kłopotliwej sytuacji, z roli, jaką mu przypisano siłą niemalże.
Zawsze, gdy zaczyna się kolejna kampania wyborcza, zaczyna mnie uwierać świadomość bycia manipulowaną. I tak jest tym razem. I znowu ulegam wewnętrznemu rozdarciu - najchętniej nie wzięłabym udziału w tym spektaklu, tyle, że wiem, że są tacy, którzy nie chorują na dylematy i pójdą. I wybiorą. Za siebie, za mnie też. Bo to się nazywa „zdyscyplinowany elektorat”. I potem będzie jeszcze gorzej, a zwycięzca pochwali się, że społeczeństwo go wybrało, większością głosów! Jaka to większość? Się pytam! Do urn poszło 30%, z czego 51% zagłosowało „za”. To ja sobie w myślach liczę, że 51% z 30% to jest ni mniej, ni więcej tylko 15,3% z ogółu uprawnionych. A jako żywo, to na pewno nie jest większość, tylko wręcz przeciwnie. I czym tu się chwalić???
No, to chyba pójdę postawić ten krzyżyk, chociaż nie wiem, który już raz stawiam go, wybierając mniejsze zło. Stojąc przed wyborem koniecznym pomiędzy kandydatem, który jest głupi, a kandydatem, który jest nawiedzony, którego mam wybrać? Wolę głupiego, bo fanatyk wyrządzi więcej zła, na dodatek zrobi to z premedytacją.
Światopogląd, mój światopogląd, nie ma też nic do rzeczy. Kandydaci tak często zmieniają opcje polityczne, że można się pogubić. Głosując na takiego raz, bo reprezentował ugrupowanie, które akurat najmniej uwierało, w kolejnych wyborach może wyborca ze zdziwieniem skonstatować, że stałość kandydata polega wyłącznie na zachowaniu dotychczasowego nazwiska. Z rodowodem poglądów bywa różnie, niestety. Jak z uczuciami. Obietnice dozgonnej miłości w polityce są łamane częściej, niż w małżeństwie…O stałość już mało kogo można posądzać.
I po co tyle gadania o świadomym wyborze? To jest nadal wypełnianie kuponu, jak w Totolotku. Chybił – trafił.
Przynajmniej ja tak sądzę, jeżeli się mylę – proszę mnie przekonać.
Komentarze