
Kolejne książki Olgi Tokarczuk to są moje osobne czytelnicze święta. Zawsze, kiedy kupuję jej książkę, to wiem, że to będzie coś specjalnego a przekonanie to pamiętam od czasu wydanie pierwszej jej powieści „Prawiek i inne czasy”. Mimo że pozostaję niezmiennie wierna prozie Masłowskiej i zarazem łączę wyrazy ubolewania, że tak rzadko pisze, to Tokarczuk jest exequo.
Chociaż rodzaj prozy jest zgoła inny. Taki elegancki. Chociaż nie pańciowy. I niezwykły. Nie na miarę Grocholi czy innych poczytnych pisarek, moim zdaniem wyjątkowy.
Ja nie mam wyobraźni, albo taką bardzo przeciętną i jak wielu, nie cierpię w książkach opisów przyrody, ale opisy i wszelkie konstrukcje narracyjne Tokarczuk sprawiają, że umiem sobie wszystko wyobrazić o czym pisze, widzę obrazy i wcale nie wkładam w to wysiłku, to się po po prostu dzieje.
Taka jest nowa
powieść Tokarczuk, o dziwnym tytule będącym cytatem z Blake`a „Prowadź swój pług przez kości umarłych”. Jest plastyczna a plastyczność tę i mięsistość narracji łączy z filozofią co daje nam w efekcie coś na kształt powiastki filozoficznej. Opowiedziana jest językiem w sumie prostym, bez zbędnych wywodów, popisów konstrukcyjnych, prawdy podane są jak na tacy, prosto, zwięźle a towarzyszy im prosta fabuła. Dlatego czyta się to z łatwością, choć widać, że autorka potencjał intelektualny ma taki, że może zawstydzić.
Bardziej podobała mi się ta powieść niż poprzednia „Bieguni”. Tamta była wg mnie przeintelektualizowana, a ta przypomina mi Prawiek, urzeka tak samo.
To co może przyciągnąć was do poczytania tej książki jest obietnica zaskoczenia. Zawiera się tu wątek kryminalny, giną kolejne osoby i nieznany jest sprawca, bohaterka główna emerytka, niegdyś inżynier i nauczycielka, teraz wiodąca ekscentryczne życie na odludziu starzejąca się kobieta ma swoje teorie na temat kolejnych śmierci. Ale nikt jej nie wierzy, wszyscy uważają za dziwaczkę.
Ładnie tu jest pokazany stosunek społeczeństwa do starych ludzi, do tych co wiodą nieco inne życie niż stanowi to reguła społeczna. Pięknie odmalowany jest obraz prowincjonalnej społeczności, w której chyba od czasów Reja niewiele się w sumie zmieniło. Nadal prowincja zależna jest pana wójta i plebana. A zasady ich działań wcale nie są ani legalne ani etyczne a i tak każdy przymyka na to oko, bo tak było zawsze.
Bohaterka Janina Duszejko interesuje się astrologią i uważa, że ludzie wypełniają trajektorie ruchów gwiazd bezwiednie, nie jada mięsa i jest zagorzała przeciwniczka polowań w jej rejonach oraz złego traktowania zwierząt przez ludzi łącznie z ich zjadaniem.
Co jakis czas przemyka jej przez głowę jakiś aforyzm, który stanowi dla czytelnika znaną, ale dawno zapomniana prawdę, albo sprawę, o jakiej woli na co dzień nie rozmyślać.
Jest o przemijaniu
„Przyglądałam się ze spokojem, jak obraz B.S, entomologa i tafonoma, blaknie i rozwiewa się, zostaje z niego tylko siwy warkoczyk, wiszący w powietrzu, absurdalny. Wszystko przeminie. Mądry Człowiek wie o tym od samego początku i niczego nie żałuje”
Jest o relatywizmie
„Wszystko co możemy pomyśleć, jest jakimś rodzajem prawdy”
Jest o znikomości naszej egzystencji
„Plon mojego życia nie jest budulcem niczego, ani w moim czasie, teraz, ani w żadnym innym, nigdy”
Ten rodzaj fatalizmu jest mi szczególnie bliski. Ten rodzaj zagapienia się na to co dzieje się wokół nas tu i teraz, na to co przeszło i co ewentualnie będzie z dystansem.
Ale to zastanowienie się nad światem nie przeszkodziło bohaterce działać i być w tym działaniu wyobcowana i kontrowersyjną.
Ostateczne zakończenie zaś nie tłumaczy nam niczego, zostawia nas w niewiedzy na temat tego, co jest słuszne a co nie i to tak naprawdę w książkach i filmach najbardziej mi się podoba, że widz czy czytelnik nie jest traktowany jak idiota, ale ktoś, komu twórca wierzy, że odpowiedzi na najważniejsze pytania będzie umiał sobie znaleźć sam a dzieło dostarcza mu tylko materiału do przemyśleń.
I dlatego Olgi Tokarczuk nie sposób nie uwielbiać.
Komentarze
agrado
bo są łatwiej przyswajalne jednak, nie tak erudycyjne, nie wymagają ćwiczenia umysłu i wyobraźni, a ludzie wolą to co łatwiejsze....
Pierwszy akapit 12 rozdziału:"Pod koniec czerwca rozpadało się na dobre. Tak tu się często dzieje latem. Wtedy słychać, jak we wszechobecnej wilgoci rosną z szelestem trawy, jak bluszcze wspinają się po murach, jak pod ziemią rozpiera się grzybnia. Po deszczu, gdy Słońce na chwilę przebije się przez chmury, wszystko nabiera takiej głębi, że oczy napełniają się łzami".
Przeciętny człowiek, widząc za oknem ulewę, wkurza się, że do pracy dotrze cały mokry, że będzie ślisko na drogach, że musi wziąć parasol i ubrać się cieplej, no i co to w ogóle jest, że w czerwcu pada. myślę, że ktoś, kto pogodził się z drobnymi przeciwnościami losu ("tak tu się często dzieje latem") i w dodatku dostrzegł w nich coś pięknego ("...że oczy napełniają się łzami"), jest najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. chciałabym właśnie w ten sposób patrzeć na świat.
Dla mnie w książkach Tokarczuk nie jest specjalnie ważna fabuła. skupiam się na wyławianiu pojedynczych zdań czy akapitów, w których tkwi niesamowita (dla mnie) mądrość życiowa albo po prostu są ładne (np. "Poranki zimowe zrobione są ze stali, mają metaliczny smak i ostre krawędzie" - czy to zdanie nie oddaje idealnie charakteru zimowego poranka?). właśnie to miałam na myśli krytykując tu kiedyś Coelho: lubię książki, w których sens jest ukryty, w które trzeba się wczytać, a nie mieć wszystko podane na tacy. mimo że i Tokarczuk, i Coelho piszą o tej drugiej stronie życia, która tkwi w naszych umysłach i sercach, to robią to na dwa różne sposoby i kompletnie nie rozumiem, czemu to książki Coelho są na szczytach "list przebojów".
...
szkoda,że kiedy widzę Olga Tokarczuk to od razu mam uraz,nie czytałam jej książek i co najgorsze te niechęć wywołała we mnie moja polonistka,jak w jej ustach to brzmi...Olga Tokarczuk... aż mnie skręca,na samą myśl. może się kiedyś przemogę;-)kurcze,
'ludzie wypełniają trajektorie ruchu gwiazd bezwiednie're-we-la-cja
;]
Lubię Twoje recenzje,
Met :) i jak je czytam zupełnie nie mogę sobie wyobrazić, że nie masz wyobraźni albo masz taką przeciętną...Moira
nieeeee:) Tokarczuk nie jest mroczna. trudno nazwać ją mega optymistką, ale mroczna nie jest:)syks, a co, też czytałeś w liceum faulknera?:D
jejku
absaloma nie pamietam kompletnieWiesz Met, po przecztaniu Twojej recenzji
wiem, że popełniłam błąd wychodząc z księgarni bez tej książki.Zastanawiałam się nad nią bardzo, jednak ona jakoś do mnie nie przemawiała... Wydawała mi się taka... mroczna :)
No cóż... jak widać, co się odwlecze to nie uciecze :)
...ku mojej uciesze :)
Dziękuję :)
ja
odkurzyłam jakieś pół roku temu.koz
Absalomie czytałam wieki temu, ech te oldskulowe dzieła... moze se cos odkurze...:)
no już czytałam kilka recenzji na jej temat i każda wzmaga mój apetyt :)Też
nie wiem, jak tę książkę reklamowano, Met. Chodzi mi o reklamę jako taką, nie o konkretną. Jeszcze coś mnie nurtuje. Wprawdzie nie zagłębiasz się w recenzji w szczegóły, ale dostrzegam uderzające podobieństwo do "Absalomie, Absalomie" Faulknera. I nawet tytuł mógłby brzmieć tak samo, bo wprawdzie czasy i miejsce akcji są odległe epokowo wręcz, ale treść osnuta wokół podobnego wątku. I zbrodnie, i stara kobieta, i szukanie przyczyn dawnych zbrodni w "kościach umarłych". Absalomie, to także majstersztyk literacki. Muszę koniecznie sięgnąć po książkę Tokarczuk, choćby po to, żeby porównać obie. Już Ci pisałam, że masz wyjątkowy talent do recenzji.kozucha
nawet nie wiem, jak ją rekalmowano szczerze mówiąc...Chyba
kupię. I myślę, że gdyby reklama nie była tak natrętna, a opierała się na prostocie rzetelnego przekazu, bez udziwnień i egzaltacji - jak ta recenzja - to wiele omijanych produktów lepiej by się sprzedawało... Książka musi być wyjątkowo dobra, sądząc z Twojego tekstu, Met. :)syks
no co ty, az tak ze mną źle?:)tokarczuk,
jasne, duza jestty tez spora; zes napisala
wiek, kochana,
wiek :((tulko
no ciekawe co:)kurde,
chyba się zainteresowałam, nie jestem pewna, bom prawie zlodowaciała i niemal nie myslę, nie czuję, chcę tylko ciepła i żarcia, gorącej herbaty, kocyków, ...a jednak, patrz pani, coś do mnie trafiło...