Eh, to były czasy... Dawno, dawno temu kiedy jeszcze nie było Broszki na świecie, ani nawet nikt o niej nie śnił - obecna tu adminka (i pozostałe dwie panie również) pisały blogi. Były to czasy (że tak polecę martyrologią), kiedy całe to blogowisko dopiero się rozkręcało i zaczynały na nim wschodzić pierwsze gwiazdy talentów. Wśród nich była
Arundati. Dla mnie kobieta niedościgniona w swoim spełnieniu, w pisaniu o seksie tak, że palce zaczynały drżeć (zresztą nie tylko palce), tajemnicza, odległa i z takim dystansem do rzeczywistości i ludzi, że tylko pozazdrościć. Blog erotyczny z charakterystycznym zdjęciem u góry strony. Mrrrrr... kobiece pośladki, wypięte niby ot tak od niechcenia. Wolałam czytać jej zapiski w domu, niż w pracy - żeby nikt nie widział jakie mam wypieki na twarzy w czasie lektury.
Były oczywiście inne blogi traktujące o seksie - jak słynnego
Oranvaga, po którym już tylko pozostał
Seks analny - Poradnik dla kobiet (do dziś do pobrania ze strony). Ten epatował rozpasaniem z własną połowicą, która miała ochotę na swego męża o każdej porze dnia i nocy. Nie wiem ile w tym było fantazji, żeby taka kobieta rzeczywiście u boku rzeczonego Oranvaga egzystowała, a ile prawdziwego życia - nieważne. Ważne, że było fajne, podniecające i chwilami obrazoburcze. A na mnie slowo działa bardziej, niż niejeden pornograficzny obrazek (tak między bogiem, a prawdą - nigdy ani jednego pornosa nie obejrzałam, serio). Był też niejaki
Kominek, ale ten mimo rzeszy fanek i osób, które go szczerze nie znosiły - jakoś nigdy mnie nie porwał. Zawsze kojarzył mi się z koleżką w rozciągniętym siatkowym podkoszulku, spędzającym całe dnie przed komputerem i wymyślającym niestworzone historie o tym, jakie kobiety go kręcą. Nuda.

Ale wróćmy do Arundati. Otóż wydała ona pod swoim blogowym pseudonimem książkę -
"Terapia narodu za pomocą seksu grupowego. Zapiski kobiety spełnionej". Są to jej zapiski jakie prowadziła na blogu. Rarytas na gorące letnie wieczory. Powiedziała mi o książce koleżanka, z którą kiedyś zaczytywałyśmy się w blogu autorki...
"po lekturze tej książki chce się iść bez majtek do klubu na podryw" - tak mnie zachęciła do lektury. Coś w tym jest i to bardzo jest.
Nadal czytałam zapiski Arundati z wypiekami na twarzy - o seksie grupowym, gang-bangach, seksie analnym, mistrzowskim robieniu loda, chodzeniu bez majtek, szybkim seksie w przerwie na lunch, różnych konfiguracjach, licznych kochankach ze sklepu internetowego (jak to nazywa) i poznanych na ulicy, wizytach w sex shopie na Marszałkowskiej, czy w jedynym w Warszawie starym kinie porno. Co się działo po lekturze, nie powiem;)
Gdzieś tam między słowami przebija się smutek i starch przed śmiercią. Gdzieś tam jest zabijanie w sobie miłości, a podkręcanie pożądania i cynizmu. Gdzieś tam jest ciągła ucieczka i mówienie sobie, że nic tak nie smakuje jak wolność po rozstaniu. No i co z tego? Jest w tym pisaniu coś niepokojącego, drżącego, ale i bardzo pociągającego. Ile w tym bajki, a ile prawdy? Czy to ważne? Ważne jest to, że przypomina o własnych fantazjach, temperamencie, otwiera na nowe doznania. Mnie Arundati zainspirowała na nowo. Może zainspiruje również Was?:)
____________________________
konkursik: nie ma już bloga Arundati, ale p
ierwsze 3 osoby, które będą wiedziały w jakim serwisie był tenże blog i przyślą mi prawidłową odpowiedź na priv albo na
maurycja@broszka.pl - otrzymają ode mnie książkę
Marcina Szczygielskiego "Farfocle namiętności"
PS. dziś dostałam maila takiej treści (jest to chyba reakcja na mój stary "Casting na męża":
Cześć! Czy Twoje ogłoszenie jest aktualne? Szukam kochanki na dłużej. Jeśli jesteś zainteresowana odezwij się i podaj numer telefonu.
Ciekawe co by zrobiła Arundati?:))
Komentarze
zachecilas do kupna
a to rzadko sie zdarza. bardzo dobry tekst!demyt
a myślałam, że jak wyślę odpowiedź przed ósmą to się jeszcze załapię na nagrodę :) nastepnym razem będę czatować o północy :>wiecie co, byłam z
dzieckami w piaskownicy i one w piachu a ja wgłąb ;)mi sie przypomniało, że z polskich szołbizów bez mańtek chadza Ewa Kasprzyk, ciekawe nie? ;)
a z światowych to Helen Mirren była uprzejma oskara odbierać też bez.
nie wiem czy bez coś dodaje właśnie.
a w ogóle to niedawno się dowiedziałam o necie i blogach i ciągle niezorientowana jestem, stąd moje pytania stosunkowo naiwne ;]
O :) dziękuję.
A odnośnie Arundati - ja nie czytywałam, nie wiem kiedy pisała, ale gdzieś tam wyczytałam, że bloga pisała jeszcze chyba półtora roku temu, więc nie tak dawno. Prawda to?A lektura, hm..., pomysły z książkami wydawanymi na podstawie z blogów, z blogów wzięte w sumie, są dobre - sama bym tak napisała :) Aczkolwiek o seksie pisać nie potrafię jakoś wyjątkowo, bez banału.
spoko
syks, no problemo;)maur,
sie zamiast awanturowac, trza bylo skasowac to zdanie:)super...
książka Szczygielskiego:)))dzięki:)
maura
co racja to racja:)rację mają Ci, którzy
twierdzą, że Arundati miała bloga na bloxie. A syks ma po uszach:P nagrody otrzymują: takamała, mademoiselle i Daguniek - proszę o adresy:)met - co tam przemijanie... seks na szczęście konserwuje i to bardzo. jeśli uprawiasz go aktywnie, w wieku lat 40-ści wygladasz na ledwo 30-ści;) ale fakt - jakiś smutek i pustka w tym jest. nie jest to ani Nobel, ale tez nie literatura dla kucharek - fajna książka do poduszki albo do działań przed snem;)
fakt, niezły blog :)
zwłaszcza, że mam tak jak Ty w kwestii słowo pisane kontra pornol :)ciekawe jak to wygląda w wydaniu książkowym.
czytalem ten blog raz tylko
nie pamietam - na gazecie byl?Owsz mysle ze w istocie sex jest znakomicie wazniejszy dla kobiet niz dla facetow. tylko ze bywa ze one o tym nie wiedza. niekiedy do czasu..
ona nie pierwsza z takimi wynurzeniami, ale slowa duuzo robia
właśnie
wydany blog w formie ksiązki pozwala lepiej ogarnąć całość. nie jest to literatura wielkiego lotu, powiedzmy szczerze, ale daje do myslenia. na ile w tym fantazji, na ile rzeczywistości, czy też tak bym mogła iśc w kiecce do klubu bez gaci i dać wsadzić sobie palec TAM obcemu facetowi?ekscytujące, ale...
pozostają pytania o to, gdzie leżą nasze własne granice, co dla nas znacyz bycie wolnym? czy życie bez uczuć, wyzbywanie się celowe emocji i skupianie na seksie jest ok?
ona to tłumaczy dlaczego tak robi, czemu celowo unika wikłania się w emocje. to proste, z lęku przed zranieniem, przed powieleniem układu rodzicielskiego itp. banalne.
40 letnia kobieta z jędrnym tyłkiem i samonośnymi pończochami, ok, iles jeszcze lat, a potem czy poradzi sobie z tą przemijalnością, przed którą tak ucieka?
ale za to ładnie wypowiadała się o mężczyznach, czule, ale tak jakoś bezpodmiotowo, jak o obiektach, godnych pożądania i potrzebnych, ale obiektach.
ciekawe to było.
i dla wszystkich jej eksperymentów chapeau bas