[sekundę...] 


REKLAMA
Terapia narodu za pomocą seksu grupowego
maurycja [2009-07-26]
Eh, to były czasy... Dawno, dawno temu kiedy jeszcze nie było Broszki na świecie, ani nawet nikt o niej nie śnił - obecna tu adminka (i pozostałe dwie panie również) pisały blogi. Były to czasy (że tak polecę martyrologią), kiedy całe to blogowisko dopiero się rozkręcało i zaczynały na nim wschodzić pierwsze gwiazdy talentów. Wśród nich była Arundati. Dla mnie kobieta niedościgniona w swoim spełnieniu, w pisaniu o seksie tak, że palce zaczynały drżeć (zresztą nie tylko palce), tajemnicza, odległa i z takim dystansem do rzeczywistości i ludzi, że tylko pozazdrościć. Blog erotyczny z charakterystycznym zdjęciem u góry strony. Mrrrrr... kobiece pośladki, wypięte niby ot tak od niechcenia. Wolałam czytać jej zapiski w domu, niż w pracy - żeby nikt nie widział jakie mam wypieki na twarzy w czasie lektury.

Były oczywiście inne blogi traktujące o seksie - jak słynnego Oranvaga, po którym już tylko pozostał Seks analny - Poradnik dla kobiet (do dziś do pobrania ze strony). Ten epatował rozpasaniem z własną połowicą, która miała ochotę na swego męża o każdej porze dnia i nocy. Nie wiem ile w tym było fantazji, żeby taka kobieta rzeczywiście u boku rzeczonego Oranvaga egzystowała, a ile prawdziwego życia - nieważne. Ważne, że było fajne, podniecające i chwilami obrazoburcze. A na mnie slowo działa bardziej, niż niejeden pornograficzny obrazek (tak między bogiem, a prawdą - nigdy ani jednego pornosa nie obejrzałam, serio). Był też niejaki Kominek, ale ten mimo rzeszy fanek i osób, które go szczerze nie znosiły - jakoś nigdy mnie nie porwał. Zawsze kojarzył mi się z koleżką w rozciągniętym siatkowym podkoszulku, spędzającym całe dnie przed komputerem i wymyślającym niestworzone historie o tym, jakie kobiety go kręcą. Nuda. 

Ale wróćmy do Arundati. Otóż wydała ona pod swoim blogowym pseudonimem książkę - "Terapia narodu za pomocą seksu grupowego. Zapiski kobiety spełnionej". Są to jej zapiski jakie prowadziła na blogu. Rarytas na gorące letnie wieczory. Powiedziała mi o książce koleżanka, z którą kiedyś zaczytywałyśmy się w blogu autorki... "po lekturze tej książki chce się iść bez majtek do klubu na podryw" - tak mnie zachęciła do lektury. Coś w tym jest i to bardzo jest.

Nadal czytałam zapiski Arundati z wypiekami na twarzy - o seksie grupowym, gang-bangach, seksie analnym, mistrzowskim robieniu loda, chodzeniu bez majtek, szybkim seksie w przerwie na lunch, różnych konfiguracjach, licznych kochankach ze sklepu internetowego (jak to nazywa) i poznanych na ulicy, wizytach w sex shopie na Marszałkowskiej, czy w jedynym w Warszawie starym kinie porno. Co się działo po lekturze, nie powiem;)
Nie jest to bynajmniej wyłącznie książka o seksie. Autorka jest kobietą spełnioną, świadomie wybierającą taki, a nie inny tryb życia. Seks przeplata się tu z polityką i to z czasów najśmieszniejszych - kiedy królował PiS wraz z Samoobroną i LPR. Arundati rozprawia się z nimi w sposób inteligentny i błyskotliwy, wierząc, że to co się dzieje i tak wkrótce minie - w najgorszym wypadku można zostać dysydentem działającym w podziemiu, co w rezultacie może okazać się nawet ciekawe. Na marginesie - pod pseudonimem Arundati ukrywa się osoba z polskiego show-biznesu, co nadaje lekturze dodatkowego smaczku. Swoją drogą - kim ona może być?;)

Chciałabym umieć tak pisać o seksie jak Arundati - bez zadęcia, bez zbędnego epatowania wulgarnością, a mimo to podniecająco, pociągająco, no tak, że po prostu chce się po lekturze pójść na miasto bez majtek. Posłuchajcie chociażby tego (nie tak dawno narzekaliście na opis "penisa dla początkujących", więc bardzo proszę - mistrzowski opis cipki):

Na koniec wieczoru - sama ze sobą. I rozbudzona zabiegami na moim ciele obejrzałam w lusterku to, co tak zachwyca facetów i niektóre kobiety - tę przestrzeń między udami, którą oni (w zależności od nastroju oraz rodzaju ukończonych szkół) nazywają słodką szparką, wilgotnym ślimaczkiem, mięciutką muszelką, różą wiatrów albo po prostu - odchłanią kosmosu, mufką bezpamięci, kwiatem bezwstydu, żarłoczną hieną vel - pospolitą pizdą. I czy ja wiem - to jest nawet z biologicznego punktu widzenia całkiem, całkiem  - jasnoróżowa podstawa, dalej nieco bardziej różana (taki rasowy holenderski tulipan) przestrzeń gładkości miłej zarówno dla palca, jak i dla oka, u zwieńczenia której zaczynają się jakieś falbanki, kogucie grzebyczki nieco mocniej różowe, właściwie takie trochę ceglaste, wpadające może z wczesnoczerwcowej albo późnomajowej truskawkowej landrynki w indyjski róż albo sjenę - takie firanki nietransparentne, miękkie i mięsiste, które po rozchyleniu ujawniają otworek niewielki na pierwszy rzut oka i znowu - jasnoróżowy - o którym wiem, że wiele potrafi w sobie zawrzeć [...]. To jest dopiero tajemnica ludzkiego wnętrza. 

Po tym opisie widać jaki jest klucz do bycia kobietą spełnioną - polubić siebie. Powiecie pewnie, że to banalne, proste, powierzchowne, ale czy ktoś już tego doświadczył? Jeśli nie - zachęcam do lektury o tym jak nasza autorka wyzbyła się zazdrości o osobę, z którą jest, o tym jak lubi stać przed lustrem rano, jak lubi uśmiechać się do siebie w migawce ulicznej wystawy, czy przeciągnąć się niespodziewanie i mruknąć w trakcie poważnej dysputy... jak pokochała siebie.
Gdzieś tam między słowami przebija się smutek i starch przed śmiercią. Gdzieś tam jest zabijanie w sobie miłości, a podkręcanie pożądania i cynizmu. Gdzieś tam jest ciągła ucieczka i mówienie sobie, że nic tak nie smakuje jak wolność po rozstaniu. No i co z tego? Jest w tym pisaniu coś niepokojącego, drżącego, ale i bardzo pociągającego. Ile w tym bajki, a ile prawdy? Czy to ważne? Ważne jest to, że przypomina o własnych fantazjach, temperamencie, otwiera na nowe doznania. Mnie Arundati zainspirowała na nowo. Może zainspiruje również Was?:)

____________________________
konkursik: nie ma już bloga Arundati, ale pierwsze 3 osoby, które będą wiedziały w jakim serwisie był tenże blog i przyślą mi prawidłową odpowiedź na priv albo na maurycja@broszka.pl - otrzymają ode mnie książkę Marcina Szczygielskiego "Farfocle namiętności"

PS. dziś dostałam maila takiej treści (jest to chyba reakcja na mój stary "Casting na męża": Cześć! Czy Twoje ogłoszenie jest aktualne? Szukam kochanki na dłużej. Jeśli jesteś zainteresowana odezwij się i podaj numer telefonu. 

Ciekawe co by zrobiła Arundati?:))

strona: 1 2 3
    dodaj do dodajdo

Komentarze

dodaj komentarz
fet [30.07.09/13:26]

zachecilas do kupna

a to rzadko sie zdarza. bardzo dobry tekst!
zblaz [28.07.09/08:02]

demyt

a myślałam, że jak wyślę odpowiedź przed ósmą to się jeszcze załapię na nagrodę :) nastepnym razem będę czatować o północy :>
gali [27.07.09/18:51]

wiecie co, byłam z

dzieckami w piaskownicy i one w piachu a ja wgłąb ;)

mi sie przypomniało, że z polskich szołbizów bez mańtek chadza Ewa Kasprzyk, ciekawe nie? ;)

a z światowych to Helen Mirren była uprzejma oskara odbierać też bez.

nie wiem czy bez coś dodaje właśnie.

a w ogóle to niedawno się dowiedziałam o necie i blogach i ciągle niezorientowana jestem, stąd moje pytania stosunkowo naiwne ;]
Daguniek [27.07.09/18:12]

O :) dziękuję.

A odnośnie Arundati - ja nie czytywałam, nie wiem kiedy pisała, ale gdzieś tam wyczytałam, że bloga pisała jeszcze chyba półtora roku temu, więc nie tak dawno. Prawda to?
A lektura, hm..., pomysły z książkami wydawanymi na podstawie z blogów, z blogów wzięte w sumie, są dobre - sama bym tak napisała :) Aczkolwiek o seksie pisać nie potrafię jakoś wyjątkowo, bez banału.
maurycja [27.07.09/13:30]

spoko

syks, no problemo;)
sykstus [27.07.09/13:18]

maur,

sie zamiast awanturowac, trza bylo skasowac to zdanie:)
takamała [27.07.09/12:08]

super...

książka Szczygielskiego:)))
dzięki:)
met [27.07.09/10:50]

maura

co racja to racja:)
maurycja [27.07.09/10:39]

rację mają Ci, którzy

twierdzą, że Arundati miała bloga na bloxie. A syks ma po uszach:P nagrody otrzymują: takamała, mademoiselle i Daguniek - proszę o adresy:)

met - co tam przemijanie... seks na szczęście konserwuje i to bardzo. jeśli uprawiasz go aktywnie, w wieku lat 40-ści wygladasz na ledwo 30-ści;) ale fakt - jakiś smutek i pustka w tym jest. nie jest to ani Nobel, ale tez nie literatura dla kucharek - fajna książka do poduszki albo do działań przed snem;)
zblaz [27.07.09/07:57]

fakt, niezły blog :)

zwłaszcza, że mam tak jak Ty w kwestii słowo pisane kontra pornol :)

ciekawe jak to wygląda w wydaniu książkowym.
sykstus [26.07.09/23:57]

czytalem ten blog raz tylko

nie pamietam - na gazecie byl?
Owsz mysle ze w istocie sex jest znakomicie wazniejszy dla kobiet niz dla facetow. tylko ze bywa ze one o tym nie wiedza. niekiedy do czasu..
ona nie pierwsza z takimi wynurzeniami, ale slowa duuzo robia
met [26.07.09/23:15]

właśnie

wydany blog w formie ksiązki pozwala lepiej ogarnąć całość. nie jest to literatura wielkiego lotu, powiedzmy szczerze, ale daje do myslenia. na ile w tym fantazji, na ile rzeczywistości, czy też tak bym mogła iśc w kiecce do klubu bez gaci i dać wsadzić sobie palec TAM obcemu facetowi?
ekscytujące, ale...
pozostają pytania o to, gdzie leżą nasze własne granice, co dla nas znacyz bycie wolnym? czy życie bez uczuć, wyzbywanie się celowe emocji i skupianie na seksie jest ok?
ona to tłumaczy dlaczego tak robi, czemu celowo unika wikłania się w emocje. to proste, z lęku przed zranieniem, przed powieleniem układu rodzicielskiego itp. banalne.
40 letnia kobieta z jędrnym tyłkiem i samonośnymi pończochami, ok, iles jeszcze lat, a potem czy poradzi sobie z tą przemijalnością, przed którą tak ucieka?
ale za to ładnie wypowiadała się o mężczyznach, czule, ale tak jakoś bezpodmiotowo, jak o obiektach, godnych pożądania i potrzebnych, ale obiektach.
ciekawe to było.
i dla wszystkich jej eksperymentów chapeau bas

Pisz i twórz jedyny autorski serwis
dla ludzi, którym się chce!



Cafenews