
Szczęście. Problemem jest już samo pojęcie, bo co to właściwie znaczy - być szczęśliwym? Ilu ludzi, tyle koncepcji szczęścia.
Każdy ma nadzieję na nie, ale tak się składa, że
to
nadzieja jest naszą najwierniejszą towarzyszką, za to szczęście raczej nie lubi trwałych związków.
Czy ja jestem szczęśliwa? Tak, jestem. Stanowczo – jestem. Chociaż patrząc z boku, obiektywnie oceniając
status quo, trudno dopatrzeć się powodów ku temu.
Dlaczego więc jestem szczęśliwa?
Może dlatego, że zazwyczaj nie koncentruję się na marzeniach, a może dlatego, że wcale nie zależy mi na ich spełnieniu?
A może też z powodu, że w zasadzie
nie powinnam być szczęśliwa , a ja na przekór wszystkiemu – jestem, bo tak chcę?Bo każdego ranka cieszy mnie zaspane jak ja, wschodzące słońce, zachwyca widok siwuch, smukłych jak greckie amfory, nieruchomo tkwiących w krwistoczerwonej wodzie rzecznej. Bo lubię dreszczyk grozy, gdy niebo rozrywa potężna nawałnica, a ulewa nie zostawia na mnie suchej nitki. I lubię ten smutek jesieni, gdy życie schodzi do podziemi. I ten maleńki, zimowy płatek, który przysiadł mi na nosie. I, gdy z zamarzniętej ziemi wychylają główki przebiśniegi. I modlitwę skowronka, który tuż pod nosem Boga wyśpiewuje radość życia. I jeszcze lubię, gdy bezdomny, miejscowy „śpiewak” wyśpiewuje swoje niecenzuralne piosneczki i gołym okiem widać, że
jest szczęśliwy, choć właściwie do szczęścia brak mu wszystkiego.
Tak, jestem szczęśliwa, bo mogę to chłonąć wszystkimi zmysłami, bo jest mi dane żyć i być. I odróżniać dobro od zła, brzydotę od piękna, głupotę od rozumu.
Jestem szczęśliwa, bo wiem, na czym polega różnica pomiędzy marzeniem o księciu z bajki, a byciem z kimś, kto – tak jak ja – ma mnóstwo wad i nie zamierza przymierzać mi złotego pantofelka. Z kimś, z kim mogę kłócić się o to, kto jest dobrym pisarzem, albo malarzem, albo muzykiem, a nie muszę – o pieniądze, zdradę, sprzątanie, zmywanie, itp. drobiazgi. Bo to są drobiazgi! Bez znaczenia.
Tak, jestem szczęśliwa, bo nie mam żalu o nic. Bo nie znam zazdrości, nie urządzam awantur o niezamkniętą deskę sedesową, o skarpetki na środku pokoju, ani nie szperam w kieszeniach spodni i marynarek, nie sprawdzam pamięci telefonu komórkowego.
Jestem szczęśliwa, bo nie oczekuję więcej, niż mogę otrzymać.
Jestem szczęśliwa, bo nie widzę powodu, by miało być inaczej.
Jestem szczęśliwa, bo wiem, że obok mnie są ludzie, którzy chcą być ze mną.
Komentarze
Jasne,
Daga, że nie zawsze się tak myśli! Czasem się jednak popada w depresję, kiedy człowiekowi z góry zmartwień nie wystaje nawet czubek głowy. Ważne, żeby próbować wygrzebać się z nich, a nie pozwalać, by nas zadusiła rozpacz.Były czasy, gdy stałam nocą na moście, faszerowałam się psychotropami, ale dzisiaj wiem, że nie tędy droga. Już potrafię znaleźć siłę, w sobie. I cieszyć się tym, co mam, nie oczekując cudów.Nie jest to łatwe w codziennym życiu
zachwycać się wszystkim dookoła. Mam momenty, kiedy myślę tak jak Ty. Lubię je. Ale mam i takie, kiedy nie wystarcza mi mieć to.No
i jak tu nie być szczęśliwym, gdy tylu szczęśliwców się tu podpisało?Okrutnie mnie cieszy, że nie wszyscy są zarażeni uczuciowym konsumpcjonizmem! :)
calkiem sporo
powodow do szczesciastad - nie dziwota )
bardzo mi się podoba
Twoje widzenie świata i myślę, że je podzielam :)ostatnie zdanie
mi się podoba. jest kluczowe.ja myślę,
że szczęście jest jak pogoda;nawet jak jest piękna, zachmurzyć się może zawsze i nie zawsze mamy na to wpływ. Ważne by chmury jak najkrócej zalegały na niebie.czyli wszystko
zależy od naszego podejścia do tego, co mamy i czego nie mamy - to jak patrzenie na szklankę do połowy pełną/ do połowy pustą. Wniosek wyciągam taki, że osoba szczęśliwa i osoba nieszczęśliwa niczym sie od siebie nie różnią, tylko osoba nieszczęśliwa jest smutniejsza, o :)ciekawy tekst :)
A
nie odkryłam, Jeremi, nie odkryłam. Już ktoś zrobił to za mnie :)Piosenki nie znam, ale sobie znajdę i posłucham.
Ameryki nie odkryłaś:)
przynajmniej dla mnie, bo po przeczytaniu tekstu stwierdzam że bardzo podobnie postrzegamy szczęście.Dla mnie osobiście, szczególnie trafnie o szczęściu opowiada A.M. Jopek w piosence "Na dłoni".Tylko przy dzisiejszym tempie życia, często uświadamiamy sobie że byliśmy szczęśliwi o tę chwilę za późno...gdy spoglądamy za siebie i stwierdzamy że starciliśmy coś ważnego czego do tej pory nie docenialiśmy należycie uganiając się za tzw. sukcesem.
Właśnie,
Wu, o to mi chodzi. Kiedyś zanotowałam sobie własną myśl, że "szczęście jest odwrotnie proporcjonalne do naszych wysiłków, by je mieć". Jeśli ktoś zbyt wiele oczekuje, zaczyna mieć fałszywe wyobrażenie o tym, co jest ważne, to z reguły traci swoją szansę na szczęście. Tak myślę. Wiem. I Ty wiesz :)Wiesz, Kozi
kiedy ja zacząłem być szczęśliwy? Stalo się to wówczas, gdy przestałem na tę szczęśliwość wyczekiwać i domagać się jej. Poczułem taką ulgę, że aż mnie ona uszczęśliwiła. Obym się tego nie pozbył już nigdy, to umrę jako szczęśliwy człowiek.Mam nadzieję, że i twoja szczęśliwość będzie trwała.