[sekundę...] 


REKLAMA
Przewodnik przetrwania...
maga106 [2009-06-13]
Należę do tej części ludzkości, która posiada dużą rodzinę. Właściwie dużą to złe słowo. Bardziej odpowiednie byłoby OGROMNĄ

Czy to prezent od Pana Boga czy może przekleństwo to już temat, którego wolę nie poruszać. Zazwyczaj udaje mi się jakoś z tym faktem pogodzić gdyż spora jej część mieszka w pewnym oddaleniu i w czasem nawet szanują moją przestrzeń. Nie żebym była nierodzinna - wręcz przeciwnie - cieszę się, że tyle nas jest, bo w trudnych sytuacjach przerażenie, ból i strach rozkładają się na wszystkie głowy i bywa łatwiej.

Problem wygląda tak, że lubimy się i tolerujemy, a nawet utrzymujemy ze sobą kontakty ze względu na więzy krwi. Innych brak. Myślę, że to Wam wiele wyjaśni.

I w tym tygodniu w celu zacieśniania tych więzi zgodziłam się zostać na noc u mojej najstarszej siostry i przypilnować jej czwórki dzieciaków, podczas gdy oni mieli zacieśniać z kolei więzi koleżeńskie. 

Tylko ja i czworo przedstawicieli młodocianego elementu przestępczego różnej płci i w różnym stadium rozwoju.
I do tego nocą. 

Niech to szlag. 

Namalowałam 500 tysięcy Kubusiów Puchatków, Prosiaczków i tych takich japońskich wojowników czy coś tam. Wysłuchałam dwóch wykładów naukowych, których tematami przewodnimi były najlepsze gry komputerowe minionego roku oraz to, że "dziewczyny są głupie i skarżą". A jedna to podobno nawet sika czasem w klasie. Fuj! 

Umyłam 12 kubków, 56 talerzy i 2 szklanki. Sztućców nie myłam, bo się nimi rzucali
.Obejrzałam horror, po którym bałam się pójść do łazienki, więc dzisiaj boli mnie pęcherz, zabiłam pająka wielkości pekińczyka mojej Mamy (nawet miał takie same okropne, małe oczka), sparzyłam się sztucznym ogniem (też myślałam, że to niemożliwe) i odmroziłam sobie tyłek patrząc na pokaz fajerwerków.Tamowałam krwotoki, wydzierałam z zaciśniętych pięści drewniane kije, którymi chcieli się naparzać, pozwoliłam się trochę poharatać owczarkowi niemieckiemu, około czwartej nad ranem pozbierałam z różnych ciemnych kątów śpiący element przestępczy i nie bez wysiłku zatargałam do łóżek. W celu zmuszenia ich aby tam pozostali musiałam użyć całego pokładu cierpliwości oraz broni palnej. I po tym wszystkim spałam pół godziny.
Oczywiście rano nikt nie chciał śniadania. Zachcieli dopiero jak zobaczyli, że dobieram się do cudem ocalałej sałatki śledziowej i urządzili sobie wyścigi kto pierwszy mi wyrwie talerz. Co gorliwsi chcieli nawet wyrywać mi z gardła sałatkę już połkniętą, ale jakoś udało mi się nad wszystkim zapanować.

Po czymś takim mogłabym spokojnie zakasować Supernianię. Ba, nawet mogłabym konkurować z treserem dzikich zwierząt. W porównaniu z tą nocą byłaby to prawdziwa przyjemność. 

Jeśli ktoś z Was znajdzie się w podobnej sytuacji moja pierwsza rada brzmi - UCIEKAJ zanim Cię zauważą i zapamiętają.

Jeśli jesteś mężczyzną zapewne skorzystasz z tej możliwości. Mężczyźni na ogół mają odrobinę więcej instynktu samozachowawczego:) Tylko kobieta w beznadziejnej sytuacji potrafi jeszcze wierzyć, że z jej zdolnościami, talentem i urokiem osobistym na pewno da radę.

A więc jeśli wierzysz, że dzieci są słodkie, różowe i pachną najlepiej pożegnaj się z tą myślą jeszcze przed konfrontacją. Dzieci oczywiście są słodkie i czasem spod warstwy zabrudzeń można dostrzec, że są odrobinę różowe. Resztę można uzależniać od sposobu wychowania, otoczenia i własnego do nich stosunku jednak fakt jest faktem - dziecko, jakie by nie było, musi sobie pokrzyczeć, pobiegać i zabrudzić pampersa.

Po drugie, nie zakładaj swoich ulubionych dżinsów. No chyba, że znasz sposób na wywabienie plam z trawy, soku czy krwi. Zapomnij o fryzurze czy makijażu, bo pod koniec dnia i tak nie zostanie z tego absolutnie nic. Szkoda Twojego czasu. 

Wszystko co ma dla Ciebie jakąkolwiek wartość, a co musisz mieć ze sobą wepchnij do torby i powieś na żyrandolu. Tylko wtedy nie dobiorą się do tego małe łapki (no chyba, że właściciel małych łapek ma też bardzo dłuuugie nóżki. 

Jeśli wpadniesz na cudowny pomysł zabrania takiej gromadki na zakupy też musisz się do takiej wyprawy odpowiednio przygotować psychicznie.

Proponuję pewne ćwiczenie, które należałoby przeprowadzić przynajmniej kilka dni wcześniej. Kup sobie kozę, a jeśli będziesz opiekować się liczbą mnogą najlepiej będzie jeśli na jedno dziecko przypadać będzie jedna koza, i weź je ze sobą do sklepu.Potem puść je wolno, staraj się mieć wszystkie naraz w zasięgu wzroku, po jakimś czasie złap i zapłać za wszystko co zeżarły lub zniszczyły. Szkody jakie poniesiesz, czas który zmarnujesz oraz wysiłek jaki w to włożysz będzie porównywalny do wyjścia z prawdziwymi dziećmi.
Ćwiczenie nr 2 - Wracając do domu zatrzymuj się przy każdym leżącym na ziemi papierku, patyczku czy ślimaku.Wejdź we wszystkie kałuże jakie napotkasz, co jakiś czas wracaj się o parę kroków, znowu zatrzymuj, zerwij kilka kwiatków i przyglądaj się uważnie każdemu z osobna. Po dwóch godzinach będziesz mieć jako takie wyobrażenie o spacerze z dzieckiem. 

Ćwiczenie nr 3 (w przypadku kiedy w opiekę nad dziećmi włączone będzie uprzątnięcie jego pokoju) - To również należy przeprowadzić odpowiednio wcześniej w warunkach domowych. Kup trochę mięsa lub żółtego sera, ewentualnie inny produkt, który dosyć szybko się psuje w temperaturze pokojowej. Schowaj go w jakimś trudno dostępnym miejscu np. za szafą lub łóżkiem. Zapomnij o nim na dłuższy czas, a zapach jaki się rozejdzie po pokoju da Ci namiastkę porządków w dziecięcym pokoju;) 

Oczywiście nie twierdzę, że dzieci do dopust Boży. W końcu każdy z nas nosił pieluchę i dłubał w nosie.Miałam kontakt z różnymi dzieciakami - niektóre były naprawdę bezproblemowe i sympatyczne, inne przypominały małe huragany, a przy jeszcze innych bałabym się gasić światło. Ale po nocy spędzonej z czwórką dzieciaków mojej siostry gotowa byłabym wypasać te pierdzielone kozy do końca życia, żeby tylko tego nie powtórzyć.

strona: 1 2 3
    dodaj do dodajdo

Komentarze

dodaj komentarz
maga [21.06.09/16:15]

No tak

Lub od Twojej interpretacji tejże inwencji:) Jestem pewna, że tematów Ci nie zabraknie:)
Matylda [21.06.09/14:14]

:)

maga, kto wie??? :DDD Wiesz, w tym przypadku zależeć to będzie tylko od inwencji tfurczej mojego małego :P
maga106 [21.06.09/14:09]

Podziękował

Pomysłów na podobne ćwiczenia miałam całe mnóstwo, które zmieniały się wraz z wiekiem dziecka, ale tak długi tekst raczej by Was zanudził niż rozbawił:) Matyldo, może za rok czy dwa sama napiszesz coś jeszcze lepszego?;)
Matylda [21.06.09/11:58]

Hahahaha :DDD

Tekst bomba! :) Czytało się rewelacyjnie!
I powiem Ci, że gdy tak sobie czytałam, miałam przed oczami mojego małego za jakiś rok czy dwa! :) Nooo, ale mówią, że jak coś Cię nie zabije to Cię wzmocni :DD
...a to ćwiczenie z kozami po prostu boskie jest :DDD
maga [19.06.09/20:32]

Dokładnie

I to jest w świecie dziecka najpiękniejsze właśnie.Dopiero potem się przybrudzają "dorosłymi" spawami. Ja lubię może nie tyle niegrzeczne co raczej wesołe, pełne życia, ciekawskie, czasem nawet hałaśliwe ale przynajmniej z charakterem. I ten charakter zazwyczaj potem zostaje:)
Muszę przeczytać tą książkę, bo widzę w niej źródło przyszłej inspiracji:)
kozucha [19.06.09/06:31]

O!

Trafnie to ujęłaś, Mag! O tym też jest "Orkan na Jamajce". Bo to dorośli dyktują warunki, kreślą ramy, tworzą normy etyczne itd... Dla dziecka jest moralne to, co ma w danej chwili ochotę zrobić, albo co czuje. I, gdy ma ochotę zdjąć publicznie majtaski, to je zdejmuje - zwyczajnie i po prostu, a jak czuje potrzebę przyłożenia drugiemu łopatką, to wali i już. Albo ciągnie cię za włosy, patrząc, jak ty reagujesz. Widok skrzywionej z bólu twarzy sprawia mu frajdę. W świecie dorosłych moralne jest tylko czerpanie przyjemności z patrzenia na cudze nieszczęścia, toteż nigdy nie brakuje gapiów, sycących oczy widokiem ofiar wypadku samochodowego. "Chleba i igrzysk". Chyba nawet bardziej igrzysk niż tego chleba, trzeba obłudnym dorosłym. A Twój tekst przypomniał mi własne boje o przetrwanie wśród dziecków. A w ogóle to lubię tzw. niegrzeczne dzieci, te dobrze ułożone, są nudne i tyle.
maga106 [18.06.09/20:38]

No Kozucha:)

dzięki za profesjonalny komentarz jednak myślę sobie, że ten dziecięcy świat nie jest irracjonalny ani amoralny jak twierdzi cytowany przez Ciebie autor.Wydaje mi się, że jest tak zwyczajnie prosty i dlatego tak wiele z nas do niego często tęskni:) Dopiero uwikłani w najróżniejsze koneksje typu "nie można" czy "nie wypada" faktycznie bywamy bezradni wobec dziecka, jeśli wiesz o co mi chodzi:)
kozucha [18.06.09/15:30]

Maguś,

jest mi tak wesoło, po lekturze Twojego przewodnika, że skomentuję go cytacikiem z księgarnianego komentarza do książki: ["Orkan na Jamajce" jest książką niezwykłą, zabawną i równocześnie jadowitą, jak słusznie pisze krytyk - "niepodobną do żadnej innej". Akcja powieści toczy się w epoce wiktoriańskiej na statku piratów, którzy wraz z łupami z zagrabionego statku zabierają grupę dzieci. Lecz wbrew utartym schematom piraci są dobroduszni, anachroniczni i wręcz bezradni, a dzieci - w swej niewinności - stanowią siłę niszczącą. Książka ta ukazuje irracjonalny, nieprzenikniony i amoralny świat dziecka, ale zarazem jest satyrą na porządek rzeczy ustalony przez dorosłych.]
maga106 [17.06.09/21:33]

Się trochę rumienię

od tych pochlebstw ale dziękuję dziękuję:)
Piaget - To też czasem złość, strach a nawet ból.Ale ponad wszystko radość największa;)

Martolina - Widzę, że Ty zaprawiona w bojach, to nic już dodawać nie będę:)

Zblaz - A myślisz, że smyczy nie przegryzie? Albo nie daj Boże podczepi się pod kogoś innego:)
Ax - Cieszę się bardzo, ze się śmiejesz, bo o to w końcu chodzi:)

I znowu mała dygresja - Wiecie, co zrobiłaby moja siostrzenica gdyby jakiś brzydal chciał się z nią umówić? Uciekłaby do domu i udawała martwą.

:)
ax [17.06.09/16:54]

...

hehehehe...zarąbisty tekst:))) siedzę i się śmieję w głos:)))
raz się opiekowałam trójką dzieci siostry mojego męża...ta...też wolę kozy!!! ;)))
zblaz [15.06.09/13:34]

boskie :D

zdaje się, że na okoliczność owych wyjść do sklepu wynaleziono smycze dla dzieci :P
martolina [14.06.09/22:35]

oj tekscik super i z zycia wziety

za tydzien dojezdza moje trzecie dziecko i bedzie sie dzialo. Tak jak dwojke po czesci jestem w stanie okielznac i ze strzepami nerwow koncze dzien, tak przy trojce dla zdrowia psychicznego unikam niektorych akcji, np. wyjscia do sklepu :) przy czworce chyba bym sie pogubila :) choc w sumie to ja mam jeszcze psa, ktory zachowuje sie jak male niesforne dziecko :)

cwiczenia z kozami - genialne porownanie

najlepsze jest wychodzenie z taka gromada na dwor, szczegolnie zima - najpierw lapanie kazdego, potem ubieranie, jeden se poci, w trakcie, kiedy drugi sie ubiera, kiedy juz sa ubrani, jeden z nich zdjemuje czapke, albo cos tam innego :)

to taka hisoria bez konca, z wieloma watkami. Ale tak jak napisalas w komentarzach - zycie z dziecmi nei jest latwe, ale jest to rekompensowane, wiadomo. A posmiac sie z turbulencji domowych jest wskazane ;)

super tekst! brawo
piaget [14.06.09/20:34]

baaardo fajne

a dzieci to sama radość, jak widać z arcia. mimo wszystko :)
choć wiem, pamiętam, bo sama mam dwóch młodszych braci...
ciężarówka [13.06.09/23:34]

:)

No Kochana tekścik super :) Bardzo dobrze się czytało :)
maga106 [13.06.09/22:17]

Tulio...

Mieszkam sobie pod Lublinem...daleko czy blisko...zależy od jakiego punktu odniesienia;) Ale dzięki staremu dobremu PKP, którego jestem stałą klientką odległości nie mają wielkiego znaczenia:)
Dobrze, że masz dwoje drzwi i mają którędy wypadać;)
Tulia [13.06.09/19:00]

jasne, że dzieci są fantastyczne,

przeciez nie cały czas są małymi potworkami, ja tez lubię te paskudy, nawet jak ich wpadnie z całego osiedla 6-8 sztuk, wpadną jednymi drzwiami, drugimi wypadną, to cóż, myslę sobie, ze to piekny okres i niech im będzie :))
a pewnie mieszkasz gdzieś daleko,oj szkoda :))
maga106 [13.06.09/17:55]

dziękował dziękował...;)

Olencjo i Tulio - Wyobraźcie sobie, że przez ponad trzy lata zmuszeni byliśmy mieszkać razem, gdzie na siedmioro dorosłych przypadało jedenaścioro dzieci.Przez trzy lata mieliśmy już dwa pożary (smażenie frytek), jedną deratyzację (ukradkowa hodowla szczurów w piwnicy), jedną dezynsekcję (jak myślicie, ile owadów jest w stanie znieść do domu 11 par rączek jednocześnie? - Dużo dużo dużo!) i jedno przypadkowe podpalenie mojego młodszego brata (gaszone kopniakami przez pozostałe dzieci), że o bójkach i dewastacjach wszelakich nie wspomnę.W takiej sytuacji nie podziwiajcie tylko litujcie się...

Mademoiselle - i święta prawda:)

Met - w tym przypadku nic nie zostało wyolbrzymione, no może poza bronią palną, bo tej jednak nie odważyłabym się pokazać dziecku.Poza tym absolutnie wszystko działo się naprawdę:)Ale tak zupełnie szczerze - uwielbiam dzieci i zamierzam w przyszłości wychowywać własne chociaż może faktycznie nie w tej ilości, no chyba, że czasy się zmienią.Ogólnie uważam, że przy dzieciach radość rekompensuje wszelkie niewygody, co jednak nie przeszkadza się trochę z tych niewygód pośmiać:)

Truskawko - jak przyjedziesz do Lublina na Noc Kultury to wpuszczą Cię wszędzie i w każdym towarzystwie:)Chociaż do muzeum bym nie ryzykowała, bo wiesz - eksponaty trudniej odkupić czy odbudować;)

Jerry - Jeśli po przeczytaniu tego tekstu nie boisz się o życie i zdrowie swoich pociech to ja bardzo chętnie nabędę nowe doświadczenia:)

Daguś - Pozytywy dostrzegam i owszem.Doświadczenia nabyte w trakcie takiej opieki sprawiły również to, że teraz nie boję się ciemnych pustych uliczek.Przecież już nikt mnie chyba nie wykończy;)

A tak na marginesie - Wczoraj przyszło do mnie siostrzenica (lat pięć) i pyta - Ciociu Maguś, a wiesz co jedzą muszki? I tu sobie pomyślałam, że po co zaraz dziecku tak od razu wykładać brutalną prawdę, więc twierdzę, że - nie wiem, kochanie.A cudowne dziecię z najbardziej poważną powagą na przejętej buzi szepce mi do ucha - Gówno. I jak tu ich nie kochać?:)))
divi [13.06.09/17:28]

uśmiałam się :)))

przeżyłam swoje dwie młodsze siostry i wiem, co w trawie piszczy :)) różnica wieku jest taka, że jak jedna wyrosła z głupawki, druga w nią wchodziła i zabawa zaczynała się od nowa :)

Tekst świetnie napisany i pisz, pisz więcej :))
Tulia [13.06.09/16:57]

piękne,

wcale to nie musi być przesada, rozumiem, że konwencja artykułu oparta na spiętrzonych trudnościach, ale bywa jeszcze lepiej, bo taka czwórka to naprawdę wyzwanie, jedno dziecko potrafi dać w kość, a czwóreczka to przecież zmultiplikowanie wszystkich wzajemych relacji, czyli można powiedzieć, że to jakby mieć kilkunaścioro takich aniołków.
No własnie, jak ktoś ma jedno dziecko w domu, to w ogóle nie wie nic, bo wzajemne relacje już choćby dwójki to juz prawdziwy cyrk;
maga - bardzo mi sie podobało i czekam na więcej :))
Daguniek [13.06.09/15:17]

Bardzo fajnie napisane :)

i najbardziej podoba mi się to, że wyszło z tego trochę więcej pozytywów niż utrzymanie dzieciaków zdrowych i żywych:
zdobyłaś doświadczenie ;)
zrobiłaś wiele rzeczy niemożliwych ;)
napisałaś dobry tekst ;)
j;) [13.06.09/14:50]

no i kurde w morde ...

musze wyjsc na deszcz i szukac w krzakach kapci co mi przed chwilą z nóg spadly i wybiwszy szybę w drzwiach balkonowych poszybowały w kierunku nieznanym !!!! piękny tekst, czekam na więcej :)

jezeli brak Ci tematów to poproszę Cie o opiekę nad moimi dwoma pięknymi umyslami jak będziemy gdzies chceili z pierwszą wyjsc. niby juz nie potrzebują opieki ale czego sie nie robi aby coś dobrego potem przeczytać ;)
pozdrawiam
Truskawka [13.06.09/13:55]

cha cha cha :)))

swietny tekst poprawil mi humor :))
Tez zdarzylo mi sie dzieciakami opiekowac i mysle, ze to jest nasze nieprzystosowanie tymczasowej opiekunki jednak :)) Zaloze sie, ze moje kumpele nie biegaja za swoimi dziecmi jak ja w trakcie opieki bo sa juz uodpornione :)
Ale duzy szacunek do siostry za czworke :) Ja nie wiem czy z dwojka dalabym rade :)) ale pomysl z kozami jest przedni i kto wie czy nie wyprobuje...pytanie tylko czy wpuszcza mnie z kozami do muzeum na przyklad :)))
met [13.06.09/13:24]

hehehe

masz skłonności do wyolbrzymień, ale załózmy, że to taka licencia poetica:D
czyta się fajnie, choć tekst jest z tezą, że dzieci są szatańskie i wcale nie takie różowe.
owszem, w takiej gromadce to nawet stare koty wykastrwane bywają uciążliwe, więc należy podziwiać twoją sio, że się na tyle dziecków zdecydowałą i nalezy jej się szacun.
ty przesz nie musisz powtórzyć jej wyborów:)

zaś same dzieci to temat rzeka...
mademoiselle [13.06.09/13:07]

heh,

mam czwórkę młodszego rodzeństwa, to się co nieco orientuję ;) po pewnym czasie człowiek odkrywa genialną prawidłowość - dzieci świetnie sobie radzą same, w rzeczywistości rzadko robią sobie krzywdę i olane potrafią świetnie się bawić same. a jak już zrozumieją, że testowanie cię nic nie da i wejdą ci na głowę, to robią się jakieś takie naturalnie grzeczniejsze ;)
Kasia [13.06.09/01:21]

;)

genialny tekścik
olencja [13.06.09/00:37]

hahahahaha ;D

ja mam kota i męża i mam dość ;) podziwiam :D

Pisz i twórz jedyny autorski serwis
dla ludzi, którym się chce!





Cafenews