Truskawka [25.02.10/13:01]
żal... i nadzieja
Witam Was dziewczyny. Ja również od kilku dniu jestem osobą porzuconą. Mój mężczyzna z bajki wrócił po 2 latach po rozwodzie do swojej byłej żony... Stwierdził, że mnie nie kocha a do niej nie wie co tak naprawdę czuje.... Śmieszne nieprawdaż ?? Byłam przy nim gdy miał problemy i gdy się rozwodził byłam jego powierniczką wysłuchiwałam na przemian jaka to jest wstręna jędza a za chwilę jaka był wspaniała... na samym początku tego chorego chyba związku usłyszałam , że gdyby ex się zmieniła i była taka jak kiedyś to bez mrugnięcia okiem by do niej wrócił!!!! Nawet po 3 miesiacach dostałam wiadomość , że jednak się schidzą poczym na drugi dzień powiedział mi , że jednak nie wyszło...i to powinnien już być dla mnie sygnał.... Ale głupia byłam niestety ..był 11 lat ode mnie starszy, myślałam , ze rozwód to przemyślana decyzja i , że nie ma powrotów...jednak ex przewijała się ciągle bo ex to bo ex tamto , a musi się z nią kontaktować bo przecież mają dziecko ...bla bla bla . Zakochana kobieta jest jednak bardzo zaślepiona i dziś mogę stwierdzić , ze byłam zwykłym klinem... młodszą zabawką na potwerdzenie swej męskości, którą zdeptała mu ex. Mam wrażenie, że mi się to śni i zaraz się obudzę z tego koszmaru, ale tyle razy ile się szczypie w ciągu dnia z nadzieją, że się obudzę tyle razy się zawodzę i wiem, że to prawda... Podobno nadzieja umiera ostatnia. Czuję żal do niego, bo czuję się wykorzystana... Wczoraj dowiedziałam się , że jestem jak "kanapka z masłem", która kiedyś była z łososiem a teraz znów jest z masłem... Byliśmy ze sobą prawie dwa lata , mieszkaliśmy razem... i nie zasługiwałam na drugą sznsę o którą poprosiłam , a kobieta , która go mieszała z blotem i zdradzała przez ostatni 5 lat związku zasługuje.... Tyle moje kochane Panie o porzuceniu... Oby Wam nigdy nie przytrafił się strzał w serce od swojej największej miłości....
Łucja [08.02.10/18:43]
!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Witam bardzo serdecznie wszystkich porzuconych, i tych nastoletnich po krótkich związkach, i tych po rozwodach, z wieeeloletnim stażem małżeństwa. niedawno spotkało mnie to samo-zostałam porzucona przed ślubem i życie nie ma już najmniejszego sensu dla mnie.specjalizuję się w pomocy osobom w podobnej sytuacji-jestem psychologiem, choc z na razie krótką praktyką.bardzo chcialabym się podzielic z kimś moimi bólami i wysłuchac drugiej osoby,ale nie chcę tego robic na forum, bo tutaj stajemy się "jednymi z wielu", anonimowymi osobami.podam swojego maila zatrutadusza@gmail.com proszę, piszcie, jeśli macie ochotę i potrzebę porozmawiac z kims tak samo cierpiącym, wygadac się, zapytac o cos, posłuchac,wykrzyczec.znam te sprawy także ze strony zaplecza teoretycznego i technik radzenia sobie.ale przede wszystkim jestem 2 człowiekiem cierpiącym ja Wy.razem jakoś to wytrzymamy.napiszcie proszę.pozdrawiam ciepło.
Justysia:) [20.01.10/21:49]
Miłość!!!
Do Marysi***Taki ból zawsze zostaje,nawet jak bedzie ponowna miłosc!Bo wtedy,będziemy się martwic czy ten Ból na nowo nie wróci.Obawa,strach,niepokój,lęk bedzie zawsze powracał,nawet jesli tego nie będziemy chcieli,wiem to bo przekonałam sie na własnej skórze:)Kiedyś mnie mój chłopak zranił,po latach poznałam mojego męza,choc bardzo sie kochamy,ale dalej mam obawy!Pożyjemy,zobaczymy:)A najważniejsze w związku jest zaufanie,zrozumienie , wsparcie i szczerość!Pozdrawiam:)
Marisa [19.01.10/09:42]
porzucona narzeczona
Camelotto...
Mam prawie identyczna historie choc jestem chyba starsza od Ciebie... i powiem Ci - bol w sercu zostal, zal ze ktos zmarnowal najwieksze uczucie w moim dotychczasowym zyciu. Slowo klucz: dotychczasowym.
Nie odbierajmy sobie wiary w lepsze jutro twierdzac ze wszystko sie skonczylo. Moze nie bedzie juz tak samo ale to nie znaczy ze nie bedzie radosci, usmiechu i milosci.
Ja w to wierze. Choc nie pokochalam dotad ale zastanawiam sie - taki kilkumiesieczny-kilkuletni strzal - ma prawo byc intensywny i dramatyczny...ale uczucia musi nam starczyc na duzo wiecej. Moze dlatego te milosci takie fajne bo sie uczucie kumuluje w krotkim czasie? Ciagle sie zastanawiam co wazniejsze - motyle w brzuchu i euforia czy przyjazn i zrozumienie... hmm..? Jakies opinie? :-)
camelotta [02.12.09/12:03]
porzucona narzeczona
masz rację kozucho, chciałabym tak, moja mama taka potrafi być, tylko muszę jakoś się tym zarazić... Jak stać się kotem, muszę zainwestować w siebie wybierać a nie być wybieraną, jestem bardzo pewną siebie osobą zawsze wszystko organizuję, nie boję się niczego ale nigdy nie poderwałam faceta pierwsza... nie potrafię zalotnie spoglądać facetowi który mi się podoba w oczy okręcać go sobie wokół palca ja się zakochuję.... nie potrafię się nie poświęcać i nie pomagać gdy wiem ,że dla mnie to żaden problem, być niedostępną gdy jestem dostępna.... jak się tego nauczyć ????
chochla [01.12.09/18:02]
ale co w przypadku,
kiedy to chemia za nas decyduje?
Masz rację kozucho, warto brać przykład z kocurów, bo kocury znają swoją wartość. Ale jakie (i czy w ogóle) emocje skrywają, to już inna bajka. Pamiętam, jak moja kocica, świeżo upieczona matka, dostała paraliżu tylnych łap. Wpadła w kocią histerię. Nie była w stanie chodzić, czołgała się, przeraźliwie miałczała, brała swoje tygodniowe kociątko do pyska i starała się znaleźć mu bezpieczne miejsce, gdzie mogłaby się z nim skryć. Przerażający widok. Może to instynkt, jakaś pierwotna chęć przetrwania ją do tego pchała, ale sytuacja ta pokazała, że nawet kocury nie zawsze potrafią zachować zimną krew.
Czasem niestety bywa tak, że "zakochane emocje" zaczynają nami kierować, odsuwając rozum na bok, a potem musimy to po prostu w jakiś (indywidualny dla każdego) sposób odchorować.
kozucha [01.12.09/14:53]
recept
nie ma na takie schorzenia, ale zawsze są jakieś środki „domowej roboty”. Jaki sposób mnie najbardziej odpowiada? Wziąć przykład z kota. Zawsze wolałam koty, bo – jak ktoś kiedyś powiedział - pies, to po prostu pies. A kot, to, proszę państwa, persona! I dobrze jest być takim charakterologicznym kotem. Kot kocha, ale mądrze, nie całym sobą, nie – służalczo, ale po królewsku – łaskawie. Kot – raczy. Pies jest uniżony, kot - dumny i pewny swojej wartości. Pies podziwia i wielbi, kot – raczy pozwolić się kochać, jak ma akurat na to ochotę. Ludzie porzucają często psy, bo nie szanują tych, którzy są im oddani bez reszty, ale kot się porzucić raczej nie daje… To on wybiera sobie tego, komu pozwoli się kochać. I nie lubi zagłaskiwania na śmierć. Trzeba być kotem, bez względu na gatunek i płeć. I to się sprawdza, gwarantuję!
camelotta [01.12.09/13:35]
porzucona narzeczona
zostawił mnie człowiek dla którego porzuciłam nawet studia, by mu pomoc w jego interesie, dzięki mnie matka dała mu pieniądze na otworzenie kolejnego sklepu, pomagałam w urządzeniu ale ona we wszystko się wtrącała, nie pozwoliła mi na nic ,żadnej inwencji twórczej stworzyła zimne pomieszczenie bez duszy, jego brat pałający niemożliwą zazdrością krytykujący na każdym kroku wciąż był przeciw mnie, wyczuli żyłkę złota w miejscu które znalazłam, bali się że coś będę z tego chciała, nienawidzili mnie bo byłam iskierką wprowadzającą życie do jego świata, musieli mnie wyeliminować bo straciliby woła roboczego w postaci mojego jarka, nieroby wstrętne... a ten od rana do nocy wciąż w pracy, uzależniony już od red bulla nie myślał logicznie. gdy nazwałam jego mamę starą małpą a brata filozofem wymiękł i mnie zostawił.... rujnują mu życie a on tego nie widzi bo haruje od rana do nocy. pozbawili go jedynej rzeczy której nie mogli mu zabrać dla siebie . mojego serca i miłości którą go darzyłam... zerwał zaręczyny.... nie wiem co mam ze sobą zrobić na studia wrócę dopiero we wrześniu... już 3 dni mijają... a ja tylko leżę w łóżku i nie mogę sobie tego wytłumaczyć ,że gdyby mnie naprawdę tak mocno kochał nie pozwoliłby na to rozstanie... co ja mam zrobić wystąpiłam przeciw jego rodzinie bo nie mogłam już patrzeć jak go krzywdzą i okradają z pieniędzy, życia i marzeń.... a on tego nie widzi...
kasia [15.11.09/20:08]
skonczona
myślałam ze świat sie tylko dla mnie tylko skończył, a tu jest tyle nieszcześcia...
Po 21 latach zostawił mnie mąż. Byliśmy idealnym małżeństwem, jeszcze we wrzesniu na wakacjach, jezscze smsy "kocham ci e" dostawałam a tu 1 listopada wyprowadzka i słowa które ranią "wygasło wszystko" Jak to przetrwać kiedy nie było żadnych syganłów? jak teraz (42 lata) żyć w domu gdzie on jest obecny? jak to znieść? lepeij skończyć to życie bo dzis nie ma ono sensu...
juti [14.11.09/23:11]
do wuja
Ja tez stracilam milosc mego zycia i w podobny sposob jak ty!Mowil ze,kocha a,za 2 tygodnie powiedzial ze wraca do swojej bylej,,,wiec dalej nie napisze bo nie chcem wracac do wspomnien juz powoli zapominam o nim,ale to jest okropne jak zostaje czlowiek sam i tylko marzenia sa...oby wrucil:(Trzymam za Ciebie kciuki ze,dasz se rade i nie poddasz sie zalamaniu,trzymaj sie i nie dawaj szansy na ta jedna milosc tylko szukaj nastepnej,a napewno trafisz na ta jedyna!Buzka i pozdrawiam>:)
Anna [11.11.09/22:10]
Apogeum bólu
Pielęgnacja miłości niczego nie daje, nie daje żadnej gwarancji... Wiem to, bo przekonałam się na własnej skórze... Jeśli jest źle, jeśli partner sobie coś ubzdura to nikt i nic tego nie odratuje!! Ja też starałam się jak idiotka, na rzęsach stawałam żeby tylko było mu dobrze,żeby spełnić każdą jego zachciankę... A teraz co!!! Jestem porzucona, samotna i rozżalona, z rozstrojem nerwowym!!!
wuj [10.11.09/09:57]
straciłem miłość życia
też dołączam do grona porzuconych :( Byłem z dziewczyną co prawda niedługo bo pół roku, było naprawde wspaniale, ale chyba za malo doceniałem to co mam ;(. Przestalem sie starac, przynajmniej ona tak mówi...i choć jeszcze 3 tyg temu pisała,że kocha.. to 5 listopada stwierdziła,że nie kocha , że coś sie wypaliło ;(. poprzednia też mnie porzuciła, dla mojego sasiada..sa już razem 2 lata, ale on ma kase a ja jestem biednym studentem ;(. nie warto kochać szczerą miłoscią ;(. I ludzie, pielegnujcie to co macie, dbajcie o To... bo tak jak ja, stracicie miłość swojego życia. wiem,że Ona już nigdy nie wróci, w niedziele mamy sie pożegnać na zawsze..i zostanie mi tlyko kupa wspomnien po niej, po tym jak bardzo mnie kochała..ale już za pozno, już zawsze w gl;ebi serca bede sam, ;(
Justyna:) [06.11.09/19:27]
Do Muchy!
Kochana!Ja Ci bardzo wspulczuje...bo pomoc Ci nie moge.Trzymaj sie Cieplutko i Pozdrawiam:)
mucha [03.11.09/11:15]
odszedł bez żadnego słowa
Kompletnie bez żadnego slowa. Byliśmy ze sobą dwa lata. Poznałam go gdy pojechałam do mojego męża do Anglii. Tylko się polubiliśmy, nic więcej. Ale jakoś tak szczególnie. On miał żonę a ja męża którego kochałam nad życie więc nie w głowie mi były romanse. Po powrocie do Polski nie widzieliśmy się ani nie słyszeliśmy przez rok. Zero jakiegokolwiek kontaktu. W tym czasie moje cudowne, wspaniałe małżeństwo zaczęło przeżywać kryzys. Byśmy go przetrwali z mężem, ale....mąż zmarł. Miał 35 lat. W międzyczasie jakimś cudem pojawił się w moim życiu on, ten z Anglii, nagle zadzwonił. Rozstał się w międzyczasie ze swoją żoną. Postanowiliśmy być ze sobą. Każdy z nas był samotny. Pokochaliśmy się. Dwa lata związku. I nagle cios. Któregos dnia rano wyszedł z domu. Przedtem całował mnie, głaskał, itd...a potem cisza...czarna otchłań. Zero kontaktu. Nagle przestał odpisywać na moje smsy, nie odbierał telefonów, odrzucvał je, wyłączył komórkę, a ja się pytam do ku...wy nędzy co jest grane? Co jets grane? Pytałam w esach co się stało, tysiące słów, tysiące pytań...na nic. Teraz już nie wierzę w przeznaczenie. Zawsze mówilismy, że chyba nie darmo się w tej Anglii poznaliśmy, że będziemy ze sobą zawsze...dwoje ludzi skrzywdzonych przez los...potem połączonych. Nie rozumiem tego, żeby tak chociaż do cholery wiedzieć o co chodzi! Co się stało? czemu tak nagle zapadł się pod ziemię? Nie potrafię żyć w spokoju. Byłoby łatwiej gdyby powiedział wprost, że już nie kocha, że cokolwiek, ale tak milczeć????!!!! Nie mogę normalnie funkcjonować, ani w pracy ani w domu. Na dodatek jetsem taką osobą, że nie umiem ukryć emocji. Moja twarz to jak otwarta książka. Wszystko po mnie widać. Nie umiem żyć z taką porażką, a bynajmniej jets to trudne. Nie pomagają mi spacery, po alkoholu jest jeszcze gorzej, nie umiem skupic się na czytaniu książek bo jedną stronę czytam sto razy by zrozumieć tekst. Nie umiem oglądac telewizji bo nie rozumiem co tam gadają, nie umiem spotkać sie z przyjaciółmi bo ile można im gadać o swoim bólu i cierpieniu. Nic już niewiem. Wiem jedno...jest qrewsko ale to qrewsko ciężko!!!!
jdj [02.11.09/02:34]
być
Nie rób nic w brew swej woli, nie będziesz miała wyrzutów sumienia względem siebie. Nie będziesz miała sobie nic do zarzucenia, przez to będziesz silniejsza!
...
Czas w którym ponosimy konsekwencje porzucenia , zdrady... tego czego nie zrobiłyśmy jest czasem, który ucieka, a wraz z nim okazja na pokazanie innym, że jednak Jesteśmy.
Głowa do góry!
Jesteśmy tyci we wszechświecie z naszymi problemami!
Justyna... [02.11.09/02:11]
Ból pozostanie!
Do ;Pozucona samotna:(Kochana ty tu nic nie poradzisz!Ja mialam 2 tyg.temu tak samo!...Zostawil mnie dla innej(swojej bylej)I powiem zaj...boli ze,nie ma na to leku!Ale ja sprubowalam,ze musze sobie poradzic nawet jak bedzie juz za puzno;wiec zrobilam tak;napilam sie i zadzwonilam do niego i umówilam sie na spotkanie!A na spotkaniu bylam szczera az,do bólu!:)Kazalam mu wybierac milosc!czy sex?Wybral sex!Czyli tamta kobiete:(Mielismy swoje ulubione nutki!Jak ja je słysze to plakac Mi sie chce,ze go juz nie ma:(I nie bedzie bo drugiej szansy mu nie dam(niestety nie wchodzi sie do tej samej wody 2 razy)Trzymaj sie kochana!Pozdrawiam:)
Anna [28.10.09/20:25]
apogeum bólu
dziś wyrzuciłam rzczy od mojego chłopaka, przyszłego męża, bo takie mieliśmy plany... zostawił mnie ponad 2 tyg temu.. Głupia łudziłam się, że jeszcze zmieni zdanie, dzwoniłam, pisałam milutkie smski... kontakt był normalny.. W sumie tak ja byśmy sie nie rozstali.. dzisiaj dowiedziałam się od niego,że to tylko moja imaginacja!! Że niczego takiego, co mogłoby dać mi nadzieję nie mówił ani nie robił..!! Znalazł sobie współlokatorkę, nowo poznaną, dwudniowa dziewuchę!! Powiedział, że wprowadza się do niego bo jest jej smutno samej.. Spać będą w jednym łóżku, bo innego pokoju dla "gości" nie ma! A ja nie potrafię sobie z tym poradzić.. Ja go kocham ponad życie.. Chciałam dla niego jak najlepiej i co teraz z tego mam?? Cierpienia, jakiego jeszcze w życiu nie zaznałam.. A co z planami jakie mieliśmy?? A co ze wspomnieniami?? Jak mam teraz wrócić do normalności skoro wszystko mi o nim przypomina?? Nie radzę już sobie... Nie potrafię zapomnieć, a jeśli przez moment udaje mi się zająć czymś innym, to dostaje kolejny cios. . .
porzucona_samotna [28.10.09/18:16]
dno
jak się pogodzić z jego odejściem... jak zrozumieć i przyjąć do wiadomości, że zostawił mnie, bo mnie nie kocha... jak powiedzieć sercu, że ma przestać kochać... tęsknię, płaczę, zawalam wszystko... a on nie wróci, bo nie kocha... nie da szansy, mimo tylu przeżytych chwil... oby moje życie skończyło się szybko...
Do malpeczki... [19.10.09/13:29]
ona:)
Jesli masz taki problem jak my to pisz smialo i nie krepuj sie!Mi tez jest ciezko i jak napisalam to jeszcze bardziej,bo nikt nie odpisal w mojej sprawie,opowiedz nam o swojej porazce>>>Pozdrawiam:(
malpeczka [19.10.09/08:17]
porzucona
kurcze.....nie jestem sama,widzę że więcej Nas tutaj....nie pocieszam się ale jest mi lżej.Dołączam do grona porzuconych ! Sama nie wiem co napisać ,po prostu brak mi słów może dlatego że to świeża sprawa hmmm
bezradna... [13.10.09/22:04]
ona:)
Witam!Mam 25 lat i jestem 4 lata po slubie...Moj maz rok temu prubowal mnie zdradzic,ale mu przeszkodzilam i do tego nie doszlo!Ciagle mi to sie przypomina,nie umiem zapomniec,a boli okropnie!Mam chore mysli,ogladam sie za innymi facetami,cos sie dzieje zamna nie tak jak powinno(wierna zona)Poznalam ostatno fajnego merzczyzne i bardzo mi imponuje,jest slodki i mysle ze,powoli sie zadluzam w nim...I mysle ze,moglabym meza zdradzic bez zadnego oparcia:)Jesli to zrobie to moze mi przejdzie i zapomne to co bylo z jego strony!Czy powinnam posunac sie do tego stopnia?Pomuzcie mi :(Pozdrawiam...
Justa:) [10.10.09/23:05]
moze na gg sie zgodzisz popisac?
Anabell dawaj na gg!9337674...Buzka:)
Justa:) [10.10.09/22:55]
porzucona
Do Anabel:mam 25 lat i on jest mlodszy !Coc nie mam pojecia dlaczego on mi to zrobil...Bylo super i nam sie ukladalo,w luzku to tym bardziej,nie moglismy zyc bez Siebie...A ktoregos dnia mi oznajmil ze,jego byla chyba go kocha!I to na gg dal znac,wiec zalamalam sie i nic nie odpisalam,dzwonie i nie odbiera,na gg pisze i nic!Boze mam glupie mysli,k...a jak tesnieto chyba nie da sie opisac:(Pozdrawiam Cie Anabell.
anabell [09.10.09/16:44]
jak rzecz..
Do Justy: Nie wiem ile masz lat, jaka byla roznica wieku miedzy Wami. ja tez zostalam porzucona i on dal 2 szanse swojej bylej. Sporio mlodszy ode mnie, zapewnial o milosci tak dozgonnej i wilekiej...Brak slow.Nawet nie byl w stanie powiedziec mi w oczy, ze koniec. Doprowadzil mnie do skrajnegfo wyczeroania nerwowego, mam silna depresje, skierowanie do szpitala. Czasami mysle, ze serce rozsadzi mi klatke piersiowa. Czuje sie podobnie jak Ty, porzucona jak pies. Chyba nikt nam w tym nie pomzoe Justa. Moze tylko swiadomosc, ze oni nie sa nas warci i zycie da im to, na co zasluzyli
Justa:) [06.10.09/22:59]
Porzuona
Pokochalam 20 latka!Ale on dal druga sznse swojej bylej i mnie zostawil jak psa poprostu porzucil!Jest mi z tym bardzo zle i tesknie okropnie...Co mam robic pomurzcie mi prosze was:)
kaj [01.10.09/15:48]
jest coraz gorzej
mój mąz po pięciu latach małzeństwa opuścił mnie bez żadnego wyjaśnienia i przez dwa miesiace niedawał znaku życia.Zostawił mnie z rocznym dzieckiem dwa miesiace po śmierci mojej mamy.Mineło juz prawie cztery miesiące jak go niewidziałam.napoczątku jakoś sobie radziłam ale z kazdym dniem jest coraz gorzej.teraz dopiero wiem jak go bardzo kocham i niewiem jak mam dalej życ bez niego . Przysłonił mi cały swiat.Mam córke i to dlaniej musze zyć ale cały czas myśle czy ja potrafie.
śniegu [16.09.09/00:58]
nie łam się kobieto-mężczyzno!!
wiecie co mnie też chłopak zostawił (jestem gejem -mało ważne) dławiłem się ryczałem i "użalałem się nad sobą" ale pokazałem mu że NIE jest tak i nawte poprosiłem kolegę by udawał mojego chłopaka-teraz on chce wrócić do mnie a ja mu powiedziałem że nie !!-bolało mnie to, boli nadal ale tak jak ON się stara teraz to jak nigdy ,chce mnie zdobyć na nowo ale nie tak łatwo nie pokarze mu że Go bardzo kocham niech pocierpi tak jak ja Cierpię!!!!!!!
kejt [15.09.09/10:20]
ech
moze to glupie...ale ciesze sie ze nie jestem sama... mam dosc kazdego dnia...facet mnie zostawil zeby sie 'wyszalec' mowil ze kiedys wroci kocha i ze jestem jego przyjacielem....ale to klamstwo teraz jezdzi do jakiejs 16stki i juz mam dosc... tak bardzo tesknie... nie moge wysiedziec we wlasnym domu wszystko mi o nim przypomina... wszystko kazda piosenka zdjecia czy nawet glupi jogurt w lodowce.... nie jem nie spie mam dosc.... dosc dosc.... tak do niego tesknie... wczesniej myslalam(jak z nim jeszcze bylam) ze go nie kocham ze on tak krzywdzi ze zdradza klamie...a ja glupia przy nim trwalam kazda chwile mocniej i mocniej sie z nim wiazalam... wszystko wybaczalam...teraz jestem sama od 2tyg i to koszmar... nie mam zadnych znajomych bo byl zaborczy i wszystkich odcielam zostalam sama....jak palec ... nie chce mi sie zyc nic mi nie wychodzi...
Byle kto [13.09.09/22:11]
odp
Tak już jest, że znajomi ukrywają coś przed nami, miałem to samo Panie „P” znajomi wiedzieli wszystko a ja nie na samym końcu dowiadywałem się o wszystkim. Co to za znajomi jak ukrywają przed nami takie fakty? Jak chcesz pogadać do podaj mi swój numer gg to pogadamy prywatnie?
P. [13.09.09/15:47]
na to już nie znajdę lekarstwa
najlepiej rzucic się w przyjaciół, spotkania zludźmi, wspomnienia z tego "zanim byłem z nią".... gorzej gdy nawet nie mogę meić wspomnień, bo wszystkie te związane z moimi bliskimi przyjaciołmi okazały się iluzją... moja była skoczyła w bok z moim najlepszym kumplem, wszyscy to ukrywali... w końcu zerwała zaręczyny bo pojawił się ktoś inny... znajomi się wszyscy pożenili, przyjaciele okazali się fałszywi... na to już chyba nie ma lekarstwa. Boli tylko to że nagle jestem całkiem sam, a kiedyś tylu ludzi było obok... bez perspektyw... :/
Byle kto [03.09.09/13:01]
Co nas nie zabije to nas wzmocni
Jak dziwnie to brzmi, kiedy czytam to wszystko, kiedy każde rozstanie jest takie same, ból, przykrość, obojętność partnera, to tak bardzo boli i rani.
Moja Kochana dziewczyna, z którą byłem 3.5 Roku za moimi plecami, bez mojej wiedzy załatwiła sobie bilet do UK i dowiedziałem się na samym końcu, potem tak jakby nie byłem jej potrzebny nowe miejsce, nowi ludzi, nowe znajomości, więc ja jej do niczego nie byłem potrzebny, bo byłem w Polsce 2000 km od niej. Najgorzej było jak zapomniała o moich urodzinach, więc zerwaliśmy, no, ale cóż jak ona twierdzi to moja wina, bo kłóciłem się. Ale ona, jaką przykrość mi zrobiła tego nie widzi nie widzi swoich błędów.
Madziulka [28.08.09/21:11]
cos sie konczy po to by cos sie zaczelo
Witam wszystkich. Mam obecnie 26 lat w wieku 23 lat wyszlam za maz za moja pierwsza milosc. Bylismy ze soba 6 lat... Ożenilismy sie z miłości i zawsze bylismy bardzo szczesliwa i udana para. Bardzo go kochalam... Po 3 miesiacach slubu przyszedl po pracy ktoregos pieknego dnia i powiedzial " juz Cie nie kocham" Nie moglam uwiezyc w to co mowi, i z poczatku nie wierzylam, podalam mu obiad i zjadl i nadal mowil to samo i ze zaluje ze sie ze mna ozenil...Przez 3 miesiace nie wiedzialam dlaczego ,zbywal mnie i tak sie przez ten okres sie meczylam. Dowiedzialam sie w koncu ze przestal mnie kochac przez 3 osobe. Poznal dziewczyne w pracy i sie zakochal 3 miesiace po Naszym slubie. Zostawil mnie , wniosl sprawe o rozwod i tak sie rozeszlismy...Myslalam wtedy ze swiat sie skonczyl dla mnie, nie chcialam zyc, jesc , rzucilam prace... Swiat przestal istniec. Winilam tylko siebie i myslalm czego mu nie dalam co dała mu ona... bylismy przeciez tacy szczesliwi wiec dlaczego tak sie stalo... duzo czasu uplynelo zanim doszlam do siebie ale w koncu to sie stalo, zaczalam nowa prace i tam wlasnie poznalam kogos ... kogos kogo bardzo pokochalam z wzajemnoscia i wlasnie spodziewamy sie dzidziusia. Jestem w 4 miesiacu ciazy a w grudniu zamierzamy sie pobrac... Nie wyobrazam sobie zycia bez Niego :) i ze mogla bym zyc inaczej i nie miec czegos co mam teraz ...Kocham go ponad Zycie . Troszke cierpliwosci zycze wszystkim skrzywdzonym i wiary w siebie... Pamietajcie cos sie konczy po to by cos sie zaczelo... Pozdrawiam
milaaa [07.08.09/14:17]
zdrada
Mój ukochany zdradził mnie 5 lat temu, żył w 2 związkach jednocześnie. gdy się dowiedziałm, odszedł, ale wrócił po pół roku. z początku nie chciałam go przyjąć, ale wciąż go kochałam. dziś to już nie ten człowiek, jczuję, że on dopiero teraz mnie naprawdę kocha. jesteśmy bardzo udaną parą i wiem że można się wylizać, choć na początku chciałam się pociąć. czasem warto wybaczyć... choć przyznam że drugi raz by mnie to zabiło.
dg [04.08.09/13:36]
zdrada
Ja zostałam zdradzona po 20 latach małżeństwa oczywiście mąż mnie zdradził o 20 lat młodszą.
Ból nie do zniesienia najgorsze ,że tylko śmierć go przekreśli.
Uczucie bezradności i nieuczciwości jest najgorsze.
Młode dziewczyny opamiętajcie się , jest tylu młdych wolnych facetów.!!!!!!!!!!!!!!
Nie rób drugiemu co Tobie niemiłe.
Jak można budować miłość na zdradzie przecież nawet zwierzęta tego nie robią.
donka [30.07.09/21:15]
jest gorzej
właśnie uświadomiłam sobie że mój komentarz dodałam 3 dni temu, a wydaje się, jakby minął miesiąc. nic się nie zmienia, telefon milczy, poczta pusta. też skaczecie na dźwięk kazdego smsa? już nie mam siły, jestem okropna dla bliskich, nie mogę wrócić do równowagi. widzę Go 2 razy w tygodniu i wtedy czuję się jakbym miała eksplodować. wolałabym już nie mieć z nim kontaktu, może przeszłoby szybciej. Gdy się uśmiecha myślę że wszystko wróci i będzie jak dawniej, ale nie wraca, On już nie chce. Żałuję że Go poznałam, jest idealny, ma wszystko, czego nie mieli inni. Najgorsze jest jak widzę go w otoczeniu innych kobiet. potrzebuję wyjazdu, najlepiej bardzo daleko, bo oszaleję. Jezu, oducz mnie kochać albo zmień mężczyznę.
mmoniaa [29.07.09/15:11]
boli jak diabli
tez nie rozumiem jak mozna powiedziec kocham,a po kilku dniach nie chciec juz tej osoby.Po2.5 roku dawania wszystkiego, zmiany kraju i zyciauslyszalam kilka dni temu,ze za malo mnie kocha abysmy byli razem. Calym moim zyciem byl,bo to wspanialy czlowiek,ale jak teraz zaczac zyc. Moze powinnismy,ci porzuceni spotkac sie i razem odbijac sie od dna , bo kto bardziej zrozumie niz osoba,ktora to samo przechodzi. Siedze ciagle i placze, od tygodnia ledwo zyje i nie widze szans na lepsze jutro..
donka [27.07.09/00:38]
dlaczego??
dlaczego mężczyźni tak robią? ktoś mnie rozkochiwał w sobie tak umiejętnie, konsekwtentnie, subtelnie i gdy mu się udało, przestał się ze mną kontaktować. widujemy się na kursie kilka razy w tygodniu, jest wtedy przemiły ale już nie chce się spotkać. zaproponowałam raz, usłyszałam jakąś wymówkę, więcej nie mam odwagi i się wstydzę. nie rozumiem, długo do mnie wydzwaniał, błagał o spotkania, zapewniał, jak wspaniale się rozumiemy, jaką jestem cudowną osobą, jakie to szczęście, że mnie poznał. spędziliśmy miesiąc widzą c się codziennie (z jego inicjatywy) na spacerach, rowerach, pływaniu, tańcu, w kaiwrniach, było CUDOWNIE, potem on muisał wyjechać na tydzień, a po powrocie traktuje mnie jakby niczego nie było- spotykamy się na zajęciach, jest uprzejmy, pyta co u mnie słychać, i tyle. nie dzwoni, nie proponuje sppotkań. wiem, że wobec bólu i tragedii osób, które porzucił mąż albo wieloletnia miłość, to, co mnie spotkało jest śmieszne. ale BOLI :(( nie jem, nie śpię, czekam =(
Natalia 17lat [16.07.09/10:57]
skaleczona, porzucona :(
Bylam z chlopakiem przez 9 miesiecy, ok wiem moze to i nie jest dlugo..
Ale sie powaznie zakochalam i chociaz to krotki zwiazek.. to moj najpowazniejszy ze wszystkich innych. Teraz czuje okropna pustke w sercu, kompletnie nie mam pojecia co robic.. Nocami , dniami mysle o nim i o naszych wszystkich spedzonych razem chwilach. Kazdy kat w moim domu, obojetnie gdzie pojde.. wszystko przypomina mi o nim.. Kazda piosenka pobudza mnie w melanchonniijny nastroj.. Tyle razem przezylöismy w takim krotkim czasie.. =(
Mowil ze nie jest pewny czy mnie kocha, nie ma juz ochoty... Niewiem.. moze gdybym nie nalegala na odpowiedz czy to koniec lub nie moze by jeszcze sie ulozylo... moze zabardzo naciskalam... niewiem :( ale czuje sie okropnie =( - Moze naprawde tak musialo byc? =(
Ale ja go kocham z calego serca =(
Sylwek [05.07.09/14:16]
Porzucony po 4 latach
Przez 4 lata było fajnie, miło sympatycznie, ja zakochałem się na zabój, ona wyznawała mi miłość, zerwałem kontakty ze wszystkimi znajomymi i rodziną dla niej, prałem, sprzątałem, gotowałem, wszystko co chciała dostawała, pojechaliśmy na imprezę, bawiliśmy sie dobrze z jej siostrą, to była noc z soboty na niedzielę, w niedzielę było OK, poniedziałek oboje w pracy, wtorek sms: "Nie wiem czy coś do ciebie czuję" wieczorem wszystko OK przytuleni poszliśmy spać, środa w pracy, wieczorem wszystko OK przez te dni starałem się jak mogłem, nawet nie mieliśmy drobnej sprzeczki, czwartek sms: "Już cię nie kocham, odchodzę, spakuj mnie i przygotuj dokumenty rozwodowe) czy można się odkochac w ciągu 4 dni?
sarus:((( [06.05.09/17:24]
nie nawiedze siebie nienawidze świata!!!
Stało sie to tak szybko że nawet nie pamiętam dokładnie kiedy:(A wszystko z mojej winy:(byłma w im taka zakochana i jestem nadal i raczej to sie nie skończy już na zawsze chciałabym żeby wrócił do mnie ale nie mam o czym marzyć:(...On był naprwade dla mnie całym swiatem a teraz???Wszystko sie zawaliło...Straciłam moją największą miłośc z która mogłoabym być już do końc aswego życią ale cóz los chciał inaczej !!!:(((A dlaczego???Boże zawsze j jestem tym kozłem ofiarnym nikt już mnie nie pokocha a ja nie chcem nikogo innego od niego!!!Za bardzo go kocham....Zapewne z nikim nie bedzie mi tak dobrze jak z nim:(((Nie wiem kogo mam za to obwiniać!!Przez jednego chłopaka jedną chwile wszystko poszło sie pierdzielić nic mi sie nie układa nigdy nie moge sie skupić nad niczym bo tylko on w mojej głowie:(((No dobra może troche sie rozpisałam ale to przez to że nie mam z kim pogadać tak dobrze jak z nim:((Jak któś jest ciekawy i jest mu cieżko tak jak mi to piszcie na gg 6828603:(((
weronika [05.05.09/11:28]
a ja ciągle nie jestem z tym pogodzona
Nie mam komu się wypłakać. już płakałam, dużo, już mnie najbliżsi (to wspaniali ludzie) słuchali, współczuli, radzili. Ale miną już rok od rozstania, a ja ciągle nie jestem pogodzona z zerwaniem. Przecież muszę żyć dalej... Ale chyba nie jestem zdolna, aby żyć bez niego. Chodziłam z chłopakiem ponad 3 lata. Uważałam, że to ten jedyny. On był dla mnie szczęściem, przyjacielem, kochankiem, podporą, nadzieją na przyszłość. Zostawił mnie. Poznał inną dziewczynę, powiedział że mnie już nie kocha. Z resztą był w stosunku do mnie zimny już od dawna... Nie wiem więc, czy bardziej chodziło mu o to, że to ja nie jestem taka wspaniała, jakby chciał, czy to chodziło o tą dziewczynę, że to ona był taka cudowna... Pewnie ja mu się znudziłam, to w końcu było 3 lata. Pewnie chciał zaszaleć, a ja zaczęłam pytać o zaręczyny. Myślałam, że ja dla niego jestem tak samo ważna jak on dla mnie. Nie dałam rady go zatrzymać. Odszedł. Później ciągle myślałam, że to przecież ten jeden jedyny i się po prostu bezmyślnie zadurzył w innej. Że to chwilowe, że się opamięta, że po mnie wróci... NIE Wrócił. Zaczynam go zapominać, wspomnienia ulatują...Czas mija. A najgorsze jest to, że on stał się dla mnie czym w rodzaju wygloryfikowanego, wyśnionego ideału. Żaden chłopak nie jest taki, jaki był on. Ciągnie mnie do niego, czasami chciałabym go zobaczyć, usłyszeć, myśle że to byłoby dla mnie przyjemne, że dodałoby mi energii. Ale z drugiej strony, wiem że to takie głupie myślenie i zupełnie bez szacunku do mnie samej- Bo przecież ja najryraźniej dla niego n ie znacze NIC. Zerwał ze mną kontakt, to tak jakby zniknął. A ja tęsknie. Wiem, jestem skończoną idiotką, która nie radzi sobie z tym że chłopak wybrał lepszą ode mnie. A to chyba normalne...Tylko, że ja bym od niego nie wolałabym nikogo innego. W naszym związku nie było już tak kolorowo i romantycznie jak kiedyś, ale ja byłam do niego tak bardzo przywiązana. Wyobrażałam sobie kiedyś, że to przy jego boku się zestarzeje. Może już zawsze będę sama... Może mi jest to przeznaczone, a może nie będę w stanie pokochać żadnego innego chłopaka... Nie wiem. Wiem tylko, że mam już dość tej chorej sytuacji, tego myślenie i samej siebie. Chcę swoje poprzednie życie... z byłym. Albo chcę, żeby to już się skończyło, bo nie potrafię żyć w takiej beznadziei, żyć bez sensu. Byłam u psychologa (który powiedział, że oddałam się tej miłości ciałem i duszą), dostałam też leki przeciwdepresyjne od psychiatry. Może one mi coś pomogą... Myślałam o samobójstwie. Ale tego nie zrobię,... za bardzo się boję, wciąż pozostaje nadzieja, że może jeszcze coś na mnie w życiu czeka, ponadto nie chcę zadawać najbliższym (rodzinie) bólu, wstydu, bo przecież gdybym to zrobiła... mnie już by nie było, nic by mnie nie obchodziło, ale oni by tu zostali, cierpieliby przeze mnie przez to że byłam słaba, że nie dałam sobie rady w kryzysie; tak naprawdę to najbardziej ucierpieliby oni, a przecież nie są winni temu, że jestem w takiej sytuacji. A jeśli chodzi o byłego, to jemu nie zrobiłoby to żadnej różnicy. Już teraz żyje sobie tak, jakbym nie istniała, może nie przyszedłby na pogrzeb, albo pomyślałby sobie że dobrze że mnie zostawił, bo byłam za słaba psychicznie. Muszę jakoś dalej żyć dla najbliższej rodziny, dla tych którzy mnie kochają.
bunia [23.04.09/12:11]
rozstanie;(
Na mnie to tez spadło jak grom z jasnego nieba... ;( nigdy bym sie nie spodziewała,ze po 18 miesiacach bycia razem ,On odejdzie...zwłąszcza,ze nikomu nie ufalam takjak jemu.. Ból byl o tyle mocniejszy ,ze powodem nie była zdrada,czy brak uczucia,a przynajmniej tak wtedy twierdził.mowil,ze kocha..ale niemozemy byc razem.2 lipca 2008 to najgorsza data w moim zyciu. teraz z perspektywy czasu mysle,ze mnie zdradził choc niemam pewnosci. nie mamy ze soba zadnego kontaktu.mysle o nim codziennie,mimo ze juz duzo zrobilam w kierunku zeby tak nie było. usunłam zdjecia z komputera.pokoju,telefonu...wszystko co mi go jakkolwiek przypominało.to na prawde w jakims stopniu przynosi ulge.mineło móstwo czasu, a ja nie potrafie zapomniec. moge byc z wieloma...cały czas ktos nowy sie pojawia.ale gdy tylko prróbuje sie zblizyc przde mna wyrasta mur nie do przbicia.i choc wiem,ze musze zyc dalej,i ze dam rade ,bo musze dac,ze mam prace ,studia i to przynosi mi satysfakcje,to tak samo dobrze wiem,ze z nikim juz nie bedzie tak.. ;( tęsknie za Nim.cholernie tęsknie.ale niczego juz nie zmienie. nigdy wczesniej nie czulam takiego bólu.przeeszwajacego mnie na wylot;(wiem,ze to miesiace po rozstaniu duzo mnie nauczyły.tak miało być...ide dalej i czekam co przyniesie los,nie robie niczego na sile ani wbrew siebie. mam w sobie siłe i musze pokonac moj wlasny lęk.zycie jest zbyt krótkie,zeby marnować je dla kogos,przez kogo płynie tyle łez,bo nikt nie jest ich wart,a ten kto jest nigdy Cie do nich nie doprowadzi...
lolunia [08.04.09/17:13]
smutne
to spadło na mnie jak grom jak z jasnego nieba...nie wiedziałam że można kogoś tak kochac...żyłam od jednego spotkania do drugiego...gdy go widzialam cieszyłam się jak głupia...było cudownie...chociaż oficjalnie nie byliśmy parą to tak się traktowaliśmy tzn teraz myśle że to tylko ja go tak traktowałam..nagle to wszystko się zawliło...widziałamm go z inną przyznał się jedynymi słowami wyjaśnienia było to że nie chciał nie skrzywdzic:(
nie chce mi się życ..nie potrafię bez niego:(
Piotr B. dla Agnieszki B. [31.03.09/23:26]
Piotr i zraniona miłość
Może, nie jest to miejsce specjalnie dla mnie, bo jestem facetem, ale 2 tygodnie temu poczułem to samo. Byłem w zwiazku z cudowną kobietą, która pewnego dnia powiedziała, ze myśli (nie ma) o kims innym i mnie nie kocha i cały świat się zawalił. Kochałem ją i kocham, i jeszcze 2 tygodnie temu dotykałem jej ramion. Może nie był to łatwy związek, bo ja jestem od roku po rozwodzie, a ona mieszka osobno, ale nadal jest w związku ze swoim mężem, bo ja mam 2 dzieci, a ona małą córeczkę, bo wiele nas łaczyło i poświęciłem dla niej życie, ... I nagle świat przestał istniec a ja wpadłem w czarną rozpacz i sprawiłem jej przykrość. Nie umiem i nie wiem jak wzniecić w niej choć iskierkę miłości, którą mógłbym pielęgnować. Na prawdę nie wiem. I wierzcie mi, dla mnie od 3 lat była miłością jakiej szukałem przez całe moje życie.
Węgierka [25.03.09/14:46]
moje Słońce>>
To było moje słońce które zaświeciło pewnego dnia na moim pochmurnym niebie... zupełnie przypadkiem... kocham go nad życie ...on odszedł... nie wiem czy mam wołać : ratunku!! pomocy!! na ten ból nie ma ratunku i nic nie pomoże... i wcale czas nie goi ran!! nie umiem się pozbierać, z łóżka wstaję na czworaka bo nie ma we mnie życia...z jego odejściem coś ze mnie uleciało... z roześmianej pogodnej , Rudowłosej pełnej siły dziewczyny stałam się bladą smutną Kukłą bez życia... zostawiam numer gg 16169393 może ktoś zechce porozmawiać...tak mi brakuje kogoś do rozmowy...tak mało ludzi rozumie co w takiej cheili przeżywa taka osoba
anna 11 [25.01.09/09:25]
do bat21
Chyba wiem co czujesz. Ja przechodzę to samo. Mój mąż powiedział że chce odejść bo nie czuł ode mnie miłości i że ma kogoś kto go rozumie, docenia itd.obwiniałam się o wszystko ale puttolive otworzyła mi oczy.Dokładnie 3 stycznia wieczorem powiedziałam mu że nie dam rady tak żyć iże lepiej będzie jak się wyprowadzi. Pojechał ale za dwie godziny wrócił i prosił żebym mu wybaczyła że chce jeszcze spróbować.Oczywiście byłam szczęśliwa i się zgodziłam.Teraz nie wiem jak będzie bo mam wrażenie że został ze względu na dzieci.Jestem załamana, byłam nawet u psychiatry i biorę leki.Tak bardzo bym chciała żeby ten ból już minął.Nie mogę ci nic mądrego doradzić, chyba po prostu trzeba czekać na to co los przyniesie.Trzymaj się jakoś.
bat21 [25.01.09/06:56]
Gdy żona odchodzi
Hej!
Nie wiem od czego zacząć...
trzy dni temu odeszła ode mnie żona. Rok temu i parę miesięcy wzieliśmy ślub. Tak naprawdę odeszła z końcem listopada, wróciła na święta, ale wiem, że nie do mnie tylko do domu i teraz odeszła tak jak napisała w liście, który mi zostawiła: na zawsze, na wieczność. Doszła do wniosku, że już mnie nie kocha, że umarła w niej miłość do mnie, w czym jest dużo mojej winy bo nie pielęgnowałem tego co było między nami.
Co robić??/
puttolive [03.01.09/16:50]
Droga Anno11
Nie obwinjaj się! To bzdura, że zaniedbałaś Waszą miłość! Odpowiedz sobe szczerze: Czy Twój Szanowny Małżonek ją pielęgnował???????? Kupowała kwiaty, prezenty, zabierał na romantyczne kolacje do resteuracji? Gówno prawda! Poadłaś w rutynę? Bzdura. Byłaś po prostu wzorową matką i dbającą żoną. Trudno żebyś jeszcze po całym dniu racy, obowiązków doowych, opieką nad dziećmi wkawiwała wieczorem w sexowny komplet bielizny i czarowała swojego męża. Gdyby mu na tym zalezało to sam by się o to postarał. Pomógł w obowiązkach domowych, odesłał dzieci do babci i przygotował kolacje przy świecach... Kobieto. Nie daj się. Nie obwiniaj się. Błagam...
anna 11 [01.01.09/10:27]
zranione serce, na własne życzenie
właśnie trzy dni temu dowiedziałam się że mój mąż chce odejść.To straszny ból którego naprawdę nie da się opisać w żaden sposób.Wiem że to moja wina.Popadłam w jakąś rutynę, myślałam tylko o sprawach codziennych, nie pielęgnowałam tej miłości. Teraz już wiem że byłam zimna, raniłam go bardzo!! Kocham go nad życie, nie wiem czy się z tym kiedyś pogodzę, czy kiedykolwiek wybaczę to sobie!Chciałam się ukarać, skazać na śmierć ale mam dzieci i nie chcę by one cierpiały,podwójnie.Ja też chciałabym się obudzić i pomyśleć że to był zły sen, ale koszmar trwa nadal!!
kasia [30.12.08/22:35]
wiem co czujecie
kochani ja tez nie rozumiem jak to sie dzieje. milosc na swiecie jest tylko nikt nam nie dal instrukcji odslugi do niej. dlatego popelniamy bledy. bo wina lezy zawsze po obu stronach. wiem jak boli rozstanie bo sama to przechodze i nie umiem sobie z tym poradzic. nie da sie opisac tego bolu. nie da!!! chcialabym sie obudzic rano i nie pamietac ze kocham kogos kto mnie zranil. nie pamietac ze wogole byl. i nic z tego boli nadal okrutnie.
narazie siedze i placze [21.12.08/15:30]
kobietki kochane
zycze wam duzo miłości! jednoczesnie mam nadzieje ze ci wszyscy faceci ktorzy NAS zaranili, zrozumieja blad i przyjda na kolanach blagac o wybaczenie, a wtedy MY sie zastanowimy co z tym zrobic i czy sa nam jeszcze potrzebni do szczescia.
M [04.11.08/15:29]
Może ktoś właśnie w tym momencie znajduje się w takiej sytuacji i ten tekst w jakiś sposób mu pomoże.
Mnie kilka dni temu zostawił chłopak. Był strasznie zazdrosny (wystarczyło, że porozmawiałam z jakimś innym chłopakiem, ba kolegą to już wyrzut mi robił). Wiem , ze to nienormalne, ale ja się w nim tak zakochałam, ze gotowa byłam nawet oddalić sie od własnych znajomych. Spędzałam czas tylko z nim, ewentualnie gdzieś wychodizliśmy to z jego znajomymi. Pokochałam go jako innego chłopaka, z czasem to sie stawało coraz bardziej chore. Ja oczywiście taka zapatrzona w niego jestem, że dopiero teraz widze jak bardzo mnie ograniczał. Przeciez miłośc opiera sie na zaufaniu i zrozumieniu?! Powodem naszego rozstania było to , ze zbyt duzo rozmawiałam z chłopakami (z grupy, bo dopiero co poszłam na studia) Na gg do mnie pisali. Ok moze pisali, ale ja pierwsza do nich nigdy nie napisałam, a zresztą to jakies chore, porozmawiac sobie nie można? Postanowiłam też zaprosic kilka osóbz grupy do siebie do domu i tak wyszło, ze powiedziałam dziewczynom i kolegom w szkole, ale jednemu na gadu. Ten cymbał wypisywał do mnie czy moze przyniesc to czy moze tamto, jakby to miałabyć randka (chociaz dobrze wiedział, ze jestem w związku, a po drugie jest wcale nie w moim typie) A poza tym, umieściłam zdjecie na portalu jednym gołe plecy a na nich z balsamu wymalowane serce. Po pół godziny sie zorientowąłam ze to nie fer jest umieszczac takie zdjecie bo mój chłopak sie zdenerwuje (Mimo , ze chciałam tylko pokazać całemu swiatu jakie ładne serduszko mi na plecach namalował) No cuż, jestem bardzo lekkomyślna. A ten cymbał z grupy wieczorem mi wysyła to zjdecie na gg i mówi ze zdązył sobie ponowic sesje w operze i wyciął ?!?!?!?!?!?!?!?!?! ja tam sie z tego śmiałam, bo nie wime tak odruchowo, źle zareagowałam, wiem. Nie moja wina ze to jakiś k........ psychol. No i mój chłopak to cztał i sie wkurwił na mnie. Z charakteru jestem otwarta do ludzi i kontaktowa, ale to nie znaczy ze od razu podrywam innych. bardzo mi sie przykro zrbioło, bo powiedziął mi takie słowa, że spokojnie mogłam poczuc się jak szmata. NIe rozumeim jak ja mogę kochać kogoś takiego??? to jest niedopuszczalne zeby mnie tak traktował? Fakt, jemu nie moge nic zarzucic, bo byłam jego oczkiem w głowie, ja ja i tylko ja sie liczyłam, ale te ograniczenia? Ja teraz nawet nie mam znajomych. Poświęciłam się dla niego jak dla nikogo, a najgorsze jest to, że kocham go, jest pierwszym chłopakiem, w którym się naprawde zakochałam :(. Jest bardzo stanowczy, nie potrafie przewidziec nawet co z tym zrobi. Wiem, ze moze powinnam sobie darować to(mimo mojej silnej miłości:(((((((( fuck) ale ja nie potrafie zyć bez niego, jest taki kochany, sprawiał, ze czułam się jak księżniczka.
tylko... ludzie sie rozstają z różnych powodów. Ale potrafią sobie wybarczyć nawte zdradę (mowie tu o fizycznej, bo moja można tez w jakimś sensie potraktowac jako zdradę psychiczną) kocham go :( jak ja sie pozbieram?
Femme_fatale [19.09.08/00:15]
bez miłości..
Mnie mój ex porzucił 2 dni przed ślubem cywilnym, na dodatek leżałam jeszcze w szpitalu na alergię. Zwolniłam się ze szpitala na własne żądanie i pojechałam do niego. Nie wiem po co to zrobiłam chciałam tylko z nim porozmawiać, sama nie miałam odwagi z nim zerwać...Dziwne jest to że gdy otrzymałam od niego wiadomość o końcu naszego związku poczułam jakby mi ktoś ściągał z szyi pęto. 2 dni potem odczuwałam pustkę bo jednak brakuje tego człowieka w życiu, doszłam do wniosku ze straciłam przyjaciela a nie miłość swojego życia bo nawet go nie kochałam...Zauroczenie to wszystko...Wypaliło się ot tak. Przez 2 tygodnie potem z przyjaciółką piłyśmy.Potem dostałam zapalenie nerek a to był czas refleksji na tym wszystkim co mnie spotkało. Od zerwania minęły już ponad 2 miesiące a ja jestem szczęśliwa bez niego. Odzyskałam siebie. Wątpię że spotkam kiedyś miłość tą prawdziwą, ale czas pokarze w końcu nadzieja matką głupich ;)
kobieta [12.08.08/12:52]
ccccc
nieumiem :( no nie umiem sobie z tym poradzić. Powiedział że się zakochał i że woli być z nią niż raować to co było między nami. Qrewsko boli. Matko, nie wiedziałam że to tak może boleć. Wspólne plany na przyszłość, to nic nie znaczyło, bo można się zakochać w kimś w ciągu 2 tygodni. Czemu to tak qrde boli ?? no czemu!!
michaszu [23.07.08/00:57]
to nie tak...
jak stwierdzisz czy ktoś cie kocha...? potrafisz w 100% byc pewienpewna...?
jest tak dlatego że budzisz sie każdego ranka obok tej samej osoby...?
jecie razem śniadania obiady i kolacje...?
spędzacie ze sobą każdą chwile jaką tylko możecie...?
kopiłeś pierścionek...?
mówicie sobie kocham...?
Całkowitą pewność masz dopiero wtedy gdy umierasz w czyiś ramionach... gdy ktoś oddaje za ciebie życie... gdy ktoś broni cię przed złem narażając siebie... miłością nie są róże w walentynki czy pamiętanie o rocznicy. Choć to bardzo miłe nie zaprzeczam.
Miłość polega na dawaniu nie biorąc w zamian nic. Dawaniu nie pieniędzy lub innych przedmiotów posiadających wartość materialną. Miłość to oddawanie ukochanej osobie każdego oddechu, każdej myśli i spojrzenia... swojej duszy. Miłość jest szeptem który zagłusza najsilniejszy krzyk, jest jak piorun który nieustannie razi i mieni sie jasnym blaskiem...
kajtek [28.12.06/09:55]
rocky balboa mawiał...
"It aint about how hard you hit, its about how hard you can get hit, and keep moving forward"
Arkadia [15.12.06/08:33]
Dziękuję
Tygierku, od razu mi lepiej:D
Arkadia [15.12.06/08:33]
Wuwu
a ja się z Tobą dla zasady nie zgodzę;)
Wybaczam i daję drugą szansę i tak mi lepiej, bo nie umiem długo się gniewać;)
Widzisz, kiedy wybaczam, mniej boli, krócej boli, nie zostawia blizn i mogę na siebie patrzeć z przyjemnością. Pojadę banałem i uogólnię - dla mnie życie w miłości jest łatwiejsze niż w nienawiści.
Ale też prawdopodobnie mówimy o różnych sytuacjach, które wybaczamy. Na pewno nie wybaczyłabym facetowi, który by mnie bił i był dla mnie okrutny. Takiemu zdecydowanie powiedziałabym - pies Cię jebał znaczy mordę Ci lizał:)
TYGIER [15.12.06/06:42]
Arka
zeby Ci nie było zle to ja napisze cos negatywnego:
banał, stereotyp, nieprofesjonalnie napisane i ogólnie marne ;> Moze być ??:D
TYGIER [15.12.06/06:40]
To co napisał Wuwu
dopełniło zasady :)
Wuwulec [14.12.06/20:51]
Ark
ten pierwszy raz już był i nie był ostatni, tylko to było bardzo dawno. Od wielu lat już mi się to nie zdarza. I tak jest lepiej; naprawdę. Mniej boli, krócej boli, nie zostawia tyle blizn i spojrzeć w lustro można bez obrzydzenia.
mixaiza [14.12.06/19:58]
no no
i kazdy sobie przypomniał kogoś z kimś się kiedyś rozstał...
Na szczęscie to było dość dawno, a póki co walczę o miłość i kiepsko wychodzi...
Arkadia pisz, pisz. Będzie dobrze :-)
Plazma [14.12.06/19:57]
Ark,
no, mówiłam, że się nie ma co bać:D
met [14.12.06/19:02]
to widzisz Arkadia
pisz następny:DD
czekamy.
Arkadia [14.12.06/18:53]
hmm
Ja wam powiem, że ogólnie to ja jestem w szoku, że jeszcze nie dostałam negatywnego komentarza;) Niemożliwe, żebym podpasowała tekstem wszystkim :D No proszę Was no, to mój pierwszy w życiu artykuł heh
Fakt, że poprzedzony paroma marnymi próbami na inne tematy;)
Wuwu ciekawa jestem tego pierwszego razu, kiedy zmiękniesz...i wybaczysz:)
Wuwulec [14.12.06/16:15]
Tygier ma rację
nie wybaczać i nie dawać drugiej szansy. To podstawa zachowania szacunku do samego siebie i zdrowia psychicznego. Ja dodam jeszcze coś od siebie. Gdy ukochany/a odchodzi, nie proś, zeby został/a i nie oczekuj powrotu, a gdy wróci, przepędź.
Oczywiście, zdarza się tak, jak robił Tygier, że nie zawsze się przestrzega, ale ja już dawno się tego trzymam i wiem, że jest dużo lepiej.
alicja20 [14.12.06/13:40]
????
wiem jedno facet przezywa rozstanie z kobieta tak samo jak ty to teraz opisalas na to chyba nie ma reguyly. " sposobem na kochanie czegokolwiek jest uswiadomieniem sobie , ze moglibysmy to utracic"
sykstus [14.12.06/12:56]
alez
- tez mysle sobie - ze cie calkiem (w tym kawalku;)))) rozumiem, met:)
met [14.12.06/12:51]
syx
kurde blade, jak to zabrzmiało:]
racjonalnieeee
ja pierdziu:)
to tak jak:nudno, przewidywalnie i takie tam:)
no może, ale ja np. nie wierze w nagłe zrywy i gromy. to może zdarzyć się raz. i tak wypala w duszy ślad, że mimo zlaet takiego stanu pogromowego, nie ma się ochotypakowac ponownie w taki układ. za duże koszty emocjonalne:D
sykstus [14.12.06/12:45]
tak sobie mysle
- o ile mi wolno oczywiscie - w kwestii pań (2ch w szczegolnosci;)), ze - to wszystko moje wyobrazenia! -
met sie chyba nie musi obawiac, bo uklad wyglada dosc racjonalnie;
a.. rob.. :) tez sie nie musi obawiac, bo jest w ogole, z natury moze? - szczesliwsza i spokojniejsza:)
oczywiscie, wszystko zawsze wziac w leb gdyby wielkie zakochanie, jak grm z jasnego.. mialo gdzies spasc...
Arkadia [14.12.06/12:39]
Majorka
To ja dziękuję:)
Masz mocny charakter, to przydatna cecha w tych jakże fantastycznych czasach:) Pies ci mordę lizał, dawno nie słyszałam tego powiedzienia, ale zawsze mi się podobało heh
Nataan, a myślisz, że dlaczego ja się tak non stop uśmiecham;)
R35, a kto mówi, że jesteś nienormalna:) A czy jesteś szczęśliwsza czy uboższa, to już sobie sama musisz odpowiedzieć, nikt nie zna Cię tak dobrze, jak Ty sama:)
R35 [14.12.06/12:20]
Mam zero doswiadczenia
w dziedzinie porzucania i bycia porzuconą. Wszystkie moje przedślubne związki łagodnie rozwiewał czas lub odległość. Bywało też tak, że szybko wycofywałam się z układów, które nie rokowały dobrze, na tyle szybko, by nikt nie cierpiał ...
Czy jestem nienormalna? Czy jestem o coś uboższa? Czy jestem dzieki temu szczęśliwsza albo spokojniejsza?
nataan [14.12.06/12:06]
Arkadia pisze...
...o usmiechaniu sie...
znaczy wie, co pisze :D
met [14.12.06/12:00]
aseł
pisałam o tym w moim wiekopomnym arciu o yntuicji, że zdajemy się mylic pobozne zyczenia z przeczuciem, ale co jak co, samego siebie nie da się oszukac, już ty sama wiesz co przeczuwasz:DD
majorka [14.12.06/11:48]
Arkadia
Ja to jeden raz dostałam kosza,pozostałe padały raczej z mojej strony, ale- ten którego odebrałam- niestety nie wywołał we mnie takich miłosiernych rozmyślań o jakich piszesz ( typu-może to moja wina???) .Raczej wielki wk... na gościa i myśl - a pies ci mordę lizał !!!To jest dopiero umiejętność radzenia sobie z rozstaniem,co? Tyle że to może oznaczać co innego - nie kochałam go i tyle.Bo jeśli się faktycznie KOCHA kogoś kto porzucił...oj, to nie wiem, ale chyba może być cieżko.Twój artykuł bardzo fajny,dzięki.
Aseł [14.12.06/11:22]
oesu
Bo ja jestem racjonalistką. Ostatnio uwierzyłam w horoskopy, a raczej w to, że znaki zodiaku jakośtam odzwierciedlają naszą osobowość, ale nie z powodu gwiazd etc., ale z powodu wpływu długości działania słońca podczas ciąży - ilości wydzielanych hormonów i takietam :P
Więc tak naprawdę to nie wiem, czy to przeczucie, czy też moje pobożne życzenie :]
(Ale coś mi mówi, że jednak przeczucie :))
met [14.12.06/10:59]
oj aseł
nie kombinuj za duzo. w komciu wczesniej napisłas, że mas zprzeczucie, że jest wszystko na TAK, i nie ma co deliberować:]
jest git:>
Aseł [14.12.06/10:12]
met
Myśle ostatnio o tym i mi niby wyłazi, że tak, ale chociaż mi w środku coś mówi, że to to, to głowa każe mi samej sobie nie ufać. Z drugiej strony, gdy patrzę teraz z perspektywy czasu, to z poprzednim przecież w środku tam wiedziałam, że nic z tego nie będzie :] Ale tez może tylko się tak pocieszałam po rozstaniu.
I widzisz, ja to tak mam ze wszystkim, nic dla mnie nie jest jednoznaczne i pewne :P
met [14.12.06/09:56]
aseł
wsłuchałas sie w podszepty;]
met [14.12.06/09:55]
ale se paniusie gadki urządziły:DDD
kurcze.
ja to mam tak, że tym co we mnie najwieksze, to lęk przed porażką. przez to zaniechałam i zaniechuję(???ale gupie słowo hehehe) wielu akcji zawodowych, ale z tej samej przyczyny nigdy nie pchałam się w jakieś związki.
nie mam skłonności do ryzka ani chęci eksperymentowania ani też nie wierzę w jakies big lawy.
zdarzyło mi sie raz jedyny we zyciu, że błysnęła myśl: to ten! i było we mnie takie silne przekonaie, nad którym nie było we mnie dyskusji, że własnie z tym będę se gościem i już.
Gość widząc taką determinację, też uległ tej sugestii i jakkolwiek mozna dyskutować, czy to dobry układ czy nie ( wktórym to nie facet zabiega na początku ) to se trwamy.
Może wszystko jeszcze przede mną w kwestii porzuceń?
oby nie.
ale wydaje mi się też, że każdy kto ma jakies historie z porzuceniami, to jak jest bystry, wyciągnie z tego jakieś słuszne wnioski i na swój sposob takie historie mogą wzbogacac. Byleby nie za często się zdarzały:]
Aseł [14.12.06/09:46]
sposób
Dla mnie zawsze najlepszym sposobem było... zakochać się w kimś innym :)) i przez wiele lat działało, dopóki mi sie miłości skończyły. Poprzedni związek miał mi zaleczyć jeszcze poprzedni, ale sie nie udało. Poprzedni związek to była porażka na całej linii, ale w ostatecznym rozrachunku wyszło mi to na zdrowie - gdybym nie sięgnęła dna, to nie miałabym się z czego odbić :)) A tak, jestem zdrowsza niż byłam i z grubsza wiem jakich błędów nie popełniać teraz. A teraz mam dobre przeczucia, a co najważniejsze, nic sobie nowym związkiem nie załatwiam. Po prostu... jest :))
koralina [14.12.06/09:10]
zblaz
no ja pewno przyjęłabym i na zimno, bo mię się podgrzewać nie chce;P zawsze łapię z lodówki cos w biegu, a jak już odgrzewam to pewny znak, że to coś wcześniej było mrożonką:) no i kumam czego się czepiłaś bystrzacho:)
zblaz [14.12.06/09:06]
koral
ja wiem o co mu chodziło, tak się tylko bezinteresownie czepiłam, bo z tą rzeką, to większość ludzi używa nie tak jak autor miał na myśli :D
i lubie odgrzewane żarcie =P i jakby taki jeden kotlet zechciał sie odgrzać, to bym w podskokach wzięla spowrotem. No ale ten... pomarzyc se moge :>
sykstus [14.12.06/08:44]
zasady tygrysa
niby sluszne.. gdyby nie to ze WSZYSTKO jest idnywidualne..
Arkadia [14.12.06/08:38]
Plazmuś
Te są bardzo dobre, dziękuję za dobranie, ja nie mialam głowy do tego , bo szukałam ich w pracy pomiędzy innymi zajęciami:*
Chyba nie ma czegoś takiego, jak radzenie sobie z rozstaniami, jeśli się kochało... jeśli się nie kochało, chyba też nie jest łatwo, bo przyzwyczajenie, bo coś z psa ogrodnika:)
Tygier, gdybyś mnie zdradził, wybaczyłabym Ci, bo Cię kocham. „Miłość jest cierpliwa, miłość jest dobrotliwa, (...) wszystkiego się spodziewa, wszystko znosi.” 1 KOR. 13,4-7 (BW)
Ale ja już taka Matka Teresa jestem:)
koralina [14.12.06/08:06]
zblaz
może tygierowi chodziło o to, że odgrzewany schabowy już nie taki smaczny?;DDD
no i też nie radzę sobie z rozstaniami, do dziś przechodząc pod domem mojej dawnej "wielkiej miłości" odruchowo zadzieram głowę do góry
zblaz [14.12.06/07:32]
Tygier
z tego co pamiętam z ta rzeka sens brzmiał, że się nie da wejść do tej samej rzeki, bo ona za chwilę jest inną rzeką, a nie że sie nie powinno :>
I nie byłabym taka kategoryczna z tymi zasadami. W sensie, że nie jestem - jakoś tak wolę indywidualnie każdy przypadek rozpatrywać, no ale co kto lubi :) poza tym zasady są po to, żeby je łamać, co nie :D
A co do (nie)radzenia sobie z rozstaniem, to mam to samo co Ty, Plazmą... niestety.
TYGIER [13.12.06/23:39]
Miałem
a moze nadal mam w życiu dwie zasady.
1 Nie dawać kolejnej szansy ( bo przeciez nie wchodzi sie dwa razy do tej samej rzeki)
2 Nie wybaczac zdrady.
Obydwie zasady złamałem i wiem ze to był bład, umocniło mnie to tylko w przekonaniu o ich słuszność.
Plazma [13.12.06/23:35]
mam nadzieje,
ze nie masz nic przeciwko zmianie ilustracji - te prostokątne są automatycznie przycinane, i rysunek, który wysłałaś gubił w ten sposób sens
ja z rozstaniem nie poradziłam sobie do tj pory, i nie sądzę, żeby to miało natąpić; ale przynajmniej umiem już się sama przed sobą do teo przyznać...
Agata744 [13.12.06/23:11]
Kto nie był
choc raz porzucony, komu ktos bliski nie umarł, kogo nie oszukano, kto nie przekonał się że na świecie jest sam to nie zna życia .
A kto go nie zna... to go pozna.
maurycja [13.12.06/23:07]
ehhhh
ależ temat, a już prawie miałam iść spać. kiedys została porzucona przez pewnego pana, przez kobietę właśnie. ja takie niewinne wtedy dziewczę wierzące w ideały miłości. traumatyczna akcja, przepłakany rok wycięty z życia i pytania - dlaczego? potem okazało się, że to był chwilowy kaprys, ale ja na szczęście byłam wyleczona z tej miłości... wtedy powiedziałam sobie jedną rzecz - cokolwiek się będzie działo juz nigdy, przenigdy nie doprowadzę siebie do takiej sytuacji, że upadnę prawie na dno. wzmocniło mnie to przeżycie, ale nie uchroniło od błędów.
teraz znowu mam trudny czas w swoim życiu i hmmm... nie wiem czy po raz kolejny będę chciała dać szansę.
Komentarze
żal... i nadzieja
Witam Was dziewczyny. Ja również od kilku dniu jestem osobą porzuconą. Mój mężczyzna z bajki wrócił po 2 latach po rozwodzie do swojej byłej żony... Stwierdził, że mnie nie kocha a do niej nie wie co tak naprawdę czuje.... Śmieszne nieprawdaż ?? Byłam przy nim gdy miał problemy i gdy się rozwodził byłam jego powierniczką wysłuchiwałam na przemian jaka to jest wstręna jędza a za chwilę jaka był wspaniała... na samym początku tego chorego chyba związku usłyszałam , że gdyby ex się zmieniła i była taka jak kiedyś to bez mrugnięcia okiem by do niej wrócił!!!! Nawet po 3 miesiacach dostałam wiadomość , że jednak się schidzą poczym na drugi dzień powiedział mi , że jednak nie wyszło...i to powinnien już być dla mnie sygnał.... Ale głupia byłam niestety ..był 11 lat ode mnie starszy, myślałam , ze rozwód to przemyślana decyzja i , że nie ma powrotów...jednak ex przewijała się ciągle bo ex to bo ex tamto , a musi się z nią kontaktować bo przecież mają dziecko ...bla bla bla . Zakochana kobieta jest jednak bardzo zaślepiona i dziś mogę stwierdzić , ze byłam zwykłym klinem... młodszą zabawką na potwerdzenie swej męskości, którą zdeptała mu ex. Mam wrażenie, że mi się to śni i zaraz się obudzę z tego koszmaru, ale tyle razy ile się szczypie w ciągu dnia z nadzieją, że się obudzę tyle razy się zawodzę i wiem, że to prawda... Podobno nadzieja umiera ostatnia. Czuję żal do niego, bo czuję się wykorzystana... Wczoraj dowiedziałam się , że jestem jak "kanapka z masłem", która kiedyś była z łososiem a teraz znów jest z masłem... Byliśmy ze sobą prawie dwa lata , mieszkaliśmy razem... i nie zasługiwałam na drugą sznsę o którą poprosiłam , a kobieta , która go mieszała z blotem i zdradzała przez ostatni 5 lat związku zasługuje.... Tyle moje kochane Panie o porzuceniu... Oby Wam nigdy nie przytrafił się strzał w serce od swojej największej miłości....!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Witam bardzo serdecznie wszystkich porzuconych, i tych nastoletnich po krótkich związkach, i tych po rozwodach, z wieeeloletnim stażem małżeństwa. niedawno spotkało mnie to samo-zostałam porzucona przed ślubem i życie nie ma już najmniejszego sensu dla mnie.specjalizuję się w pomocy osobom w podobnej sytuacji-jestem psychologiem, choc z na razie krótką praktyką.bardzo chcialabym się podzielic z kimś moimi bólami i wysłuchac drugiej osoby,ale nie chcę tego robic na forum, bo tutaj stajemy się "jednymi z wielu", anonimowymi osobami.podam swojego maila zatrutadusza@gmail.com proszę, piszcie, jeśli macie ochotę i potrzebę porozmawiac z kims tak samo cierpiącym, wygadac się, zapytac o cos, posłuchac,wykrzyczec.znam te sprawy także ze strony zaplecza teoretycznego i technik radzenia sobie.ale przede wszystkim jestem 2 człowiekiem cierpiącym ja Wy.razem jakoś to wytrzymamy.napiszcie proszę.pozdrawiam ciepło.Miłość!!!
Do Marysi***Taki ból zawsze zostaje,nawet jak bedzie ponowna miłosc!Bo wtedy,będziemy się martwic czy ten Ból na nowo nie wróci.Obawa,strach,niepokój,lęk bedzie zawsze powracał,nawet jesli tego nie będziemy chcieli,wiem to bo przekonałam sie na własnej skórze:)Kiedyś mnie mój chłopak zranił,po latach poznałam mojego męza,choc bardzo sie kochamy,ale dalej mam obawy!Pożyjemy,zobaczymy:)A najważniejsze w związku jest zaufanie,zrozumienie , wsparcie i szczerość!Pozdrawiam:)porzucona narzeczona
Camelotto...Mam prawie identyczna historie choc jestem chyba starsza od Ciebie... i powiem Ci - bol w sercu zostal, zal ze ktos zmarnowal najwieksze uczucie w moim dotychczasowym zyciu. Slowo klucz: dotychczasowym.
Nie odbierajmy sobie wiary w lepsze jutro twierdzac ze wszystko sie skonczylo. Moze nie bedzie juz tak samo ale to nie znaczy ze nie bedzie radosci, usmiechu i milosci.
Ja w to wierze. Choc nie pokochalam dotad ale zastanawiam sie - taki kilkumiesieczny-kilkuletni strzal - ma prawo byc intensywny i dramatyczny...ale uczucia musi nam starczyc na duzo wiecej. Moze dlatego te milosci takie fajne bo sie uczucie kumuluje w krotkim czasie? Ciagle sie zastanawiam co wazniejsze - motyle w brzuchu i euforia czy przyjazn i zrozumienie... hmm..? Jakies opinie? :-)
porzucona narzeczona
masz rację kozucho, chciałabym tak, moja mama taka potrafi być, tylko muszę jakoś się tym zarazić... Jak stać się kotem, muszę zainwestować w siebie wybierać a nie być wybieraną, jestem bardzo pewną siebie osobą zawsze wszystko organizuję, nie boję się niczego ale nigdy nie poderwałam faceta pierwsza... nie potrafię zalotnie spoglądać facetowi który mi się podoba w oczy okręcać go sobie wokół palca ja się zakochuję.... nie potrafię się nie poświęcać i nie pomagać gdy wiem ,że dla mnie to żaden problem, być niedostępną gdy jestem dostępna.... jak się tego nauczyć ????ale co w przypadku,
kiedy to chemia za nas decyduje?Masz rację kozucho, warto brać przykład z kocurów, bo kocury znają swoją wartość. Ale jakie (i czy w ogóle) emocje skrywają, to już inna bajka. Pamiętam, jak moja kocica, świeżo upieczona matka, dostała paraliżu tylnych łap. Wpadła w kocią histerię. Nie była w stanie chodzić, czołgała się, przeraźliwie miałczała, brała swoje tygodniowe kociątko do pyska i starała się znaleźć mu bezpieczne miejsce, gdzie mogłaby się z nim skryć. Przerażający widok. Może to instynkt, jakaś pierwotna chęć przetrwania ją do tego pchała, ale sytuacja ta pokazała, że nawet kocury nie zawsze potrafią zachować zimną krew.
Czasem niestety bywa tak, że "zakochane emocje" zaczynają nami kierować, odsuwając rozum na bok, a potem musimy to po prostu w jakiś (indywidualny dla każdego) sposób odchorować.
recept
nie ma na takie schorzenia, ale zawsze są jakieś środki „domowej roboty”. Jaki sposób mnie najbardziej odpowiada? Wziąć przykład z kota. Zawsze wolałam koty, bo – jak ktoś kiedyś powiedział - pies, to po prostu pies. A kot, to, proszę państwa, persona! I dobrze jest być takim charakterologicznym kotem. Kot kocha, ale mądrze, nie całym sobą, nie – służalczo, ale po królewsku – łaskawie. Kot – raczy. Pies jest uniżony, kot - dumny i pewny swojej wartości. Pies podziwia i wielbi, kot – raczy pozwolić się kochać, jak ma akurat na to ochotę. Ludzie porzucają często psy, bo nie szanują tych, którzy są im oddani bez reszty, ale kot się porzucić raczej nie daje… To on wybiera sobie tego, komu pozwoli się kochać. I nie lubi zagłaskiwania na śmierć. Trzeba być kotem, bez względu na gatunek i płeć. I to się sprawdza, gwarantuję!porzucona narzeczona
zostawił mnie człowiek dla którego porzuciłam nawet studia, by mu pomoc w jego interesie, dzięki mnie matka dała mu pieniądze na otworzenie kolejnego sklepu, pomagałam w urządzeniu ale ona we wszystko się wtrącała, nie pozwoliła mi na nic ,żadnej inwencji twórczej stworzyła zimne pomieszczenie bez duszy, jego brat pałający niemożliwą zazdrością krytykujący na każdym kroku wciąż był przeciw mnie, wyczuli żyłkę złota w miejscu które znalazłam, bali się że coś będę z tego chciała, nienawidzili mnie bo byłam iskierką wprowadzającą życie do jego świata, musieli mnie wyeliminować bo straciliby woła roboczego w postaci mojego jarka, nieroby wstrętne... a ten od rana do nocy wciąż w pracy, uzależniony już od red bulla nie myślał logicznie. gdy nazwałam jego mamę starą małpą a brata filozofem wymiękł i mnie zostawił.... rujnują mu życie a on tego nie widzi bo haruje od rana do nocy. pozbawili go jedynej rzeczy której nie mogli mu zabrać dla siebie . mojego serca i miłości którą go darzyłam... zerwał zaręczyny.... nie wiem co mam ze sobą zrobić na studia wrócę dopiero we wrześniu... już 3 dni mijają... a ja tylko leżę w łóżku i nie mogę sobie tego wytłumaczyć ,że gdyby mnie naprawdę tak mocno kochał nie pozwoliłby na to rozstanie... co ja mam zrobić wystąpiłam przeciw jego rodzinie bo nie mogłam już patrzeć jak go krzywdzą i okradają z pieniędzy, życia i marzeń.... a on tego nie widzi...skonczona
myślałam ze świat sie tylko dla mnie tylko skończył, a tu jest tyle nieszcześcia...Po 21 latach zostawił mnie mąż. Byliśmy idealnym małżeństwem, jeszcze we wrzesniu na wakacjach, jezscze smsy "kocham ci e" dostawałam a tu 1 listopada wyprowadzka i słowa które ranią "wygasło wszystko" Jak to przetrwać kiedy nie było żadnych syganłów? jak teraz (42 lata) żyć w domu gdzie on jest obecny? jak to znieść? lepeij skończyć to życie bo dzis nie ma ono sensu...
do wuja
Ja tez stracilam milosc mego zycia i w podobny sposob jak ty!Mowil ze,kocha a,za 2 tygodnie powiedzial ze wraca do swojej bylej,,,wiec dalej nie napisze bo nie chcem wracac do wspomnien juz powoli zapominam o nim,ale to jest okropne jak zostaje czlowiek sam i tylko marzenia sa...oby wrucil:(Trzymam za Ciebie kciuki ze,dasz se rade i nie poddasz sie zalamaniu,trzymaj sie i nie dawaj szansy na ta jedna milosc tylko szukaj nastepnej,a napewno trafisz na ta jedyna!Buzka i pozdrawiam>:)Apogeum bólu
Pielęgnacja miłości niczego nie daje, nie daje żadnej gwarancji... Wiem to, bo przekonałam się na własnej skórze... Jeśli jest źle, jeśli partner sobie coś ubzdura to nikt i nic tego nie odratuje!! Ja też starałam się jak idiotka, na rzęsach stawałam żeby tylko było mu dobrze,żeby spełnić każdą jego zachciankę... A teraz co!!! Jestem porzucona, samotna i rozżalona, z rozstrojem nerwowym!!!straciłem miłość życia
też dołączam do grona porzuconych :( Byłem z dziewczyną co prawda niedługo bo pół roku, było naprawde wspaniale, ale chyba za malo doceniałem to co mam ;(. Przestalem sie starac, przynajmniej ona tak mówi...i choć jeszcze 3 tyg temu pisała,że kocha.. to 5 listopada stwierdziła,że nie kocha , że coś sie wypaliło ;(. poprzednia też mnie porzuciła, dla mojego sasiada..sa już razem 2 lata, ale on ma kase a ja jestem biednym studentem ;(. nie warto kochać szczerą miłoscią ;(. I ludzie, pielegnujcie to co macie, dbajcie o To... bo tak jak ja, stracicie miłość swojego życia. wiem,że Ona już nigdy nie wróci, w niedziele mamy sie pożegnać na zawsze..i zostanie mi tlyko kupa wspomnien po niej, po tym jak bardzo mnie kochała..ale już za pozno, już zawsze w gl;ebi serca bede sam, ;(Do Muchy!
Kochana!Ja Ci bardzo wspulczuje...bo pomoc Ci nie moge.Trzymaj sie Cieplutko i Pozdrawiam:)odszedł bez żadnego słowa
Kompletnie bez żadnego slowa. Byliśmy ze sobą dwa lata. Poznałam go gdy pojechałam do mojego męża do Anglii. Tylko się polubiliśmy, nic więcej. Ale jakoś tak szczególnie. On miał żonę a ja męża którego kochałam nad życie więc nie w głowie mi były romanse. Po powrocie do Polski nie widzieliśmy się ani nie słyszeliśmy przez rok. Zero jakiegokolwiek kontaktu. W tym czasie moje cudowne, wspaniałe małżeństwo zaczęło przeżywać kryzys. Byśmy go przetrwali z mężem, ale....mąż zmarł. Miał 35 lat. W międzyczasie jakimś cudem pojawił się w moim życiu on, ten z Anglii, nagle zadzwonił. Rozstał się w międzyczasie ze swoją żoną. Postanowiliśmy być ze sobą. Każdy z nas był samotny. Pokochaliśmy się. Dwa lata związku. I nagle cios. Któregos dnia rano wyszedł z domu. Przedtem całował mnie, głaskał, itd...a potem cisza...czarna otchłań. Zero kontaktu. Nagle przestał odpisywać na moje smsy, nie odbierał telefonów, odrzucvał je, wyłączył komórkę, a ja się pytam do ku...wy nędzy co jest grane? Co jets grane? Pytałam w esach co się stało, tysiące słów, tysiące pytań...na nic. Teraz już nie wierzę w przeznaczenie. Zawsze mówilismy, że chyba nie darmo się w tej Anglii poznaliśmy, że będziemy ze sobą zawsze...dwoje ludzi skrzywdzonych przez los...potem połączonych. Nie rozumiem tego, żeby tak chociaż do cholery wiedzieć o co chodzi! Co się stało? czemu tak nagle zapadł się pod ziemię? Nie potrafię żyć w spokoju. Byłoby łatwiej gdyby powiedział wprost, że już nie kocha, że cokolwiek, ale tak milczeć????!!!! Nie mogę normalnie funkcjonować, ani w pracy ani w domu. Na dodatek jetsem taką osobą, że nie umiem ukryć emocji. Moja twarz to jak otwarta książka. Wszystko po mnie widać. Nie umiem żyć z taką porażką, a bynajmniej jets to trudne. Nie pomagają mi spacery, po alkoholu jest jeszcze gorzej, nie umiem skupic się na czytaniu książek bo jedną stronę czytam sto razy by zrozumieć tekst. Nie umiem oglądac telewizji bo nie rozumiem co tam gadają, nie umiem spotkać sie z przyjaciółmi bo ile można im gadać o swoim bólu i cierpieniu. Nic już niewiem. Wiem jedno...jest qrewsko ale to qrewsko ciężko!!!!być
Nie rób nic w brew swej woli, nie będziesz miała wyrzutów sumienia względem siebie. Nie będziesz miała sobie nic do zarzucenia, przez to będziesz silniejsza!...
Czas w którym ponosimy konsekwencje porzucenia , zdrady... tego czego nie zrobiłyśmy jest czasem, który ucieka, a wraz z nim okazja na pokazanie innym, że jednak Jesteśmy.
Głowa do góry!
Jesteśmy tyci we wszechświecie z naszymi problemami!
Ból pozostanie!
Do ;Pozucona samotna:(Kochana ty tu nic nie poradzisz!Ja mialam 2 tyg.temu tak samo!...Zostawil mnie dla innej(swojej bylej)I powiem zaj...boli ze,nie ma na to leku!Ale ja sprubowalam,ze musze sobie poradzic nawet jak bedzie juz za puzno;wiec zrobilam tak;napilam sie i zadzwonilam do niego i umówilam sie na spotkanie!A na spotkaniu bylam szczera az,do bólu!:)Kazalam mu wybierac milosc!czy sex?Wybral sex!Czyli tamta kobiete:(Mielismy swoje ulubione nutki!Jak ja je słysze to plakac Mi sie chce,ze go juz nie ma:(I nie bedzie bo drugiej szansy mu nie dam(niestety nie wchodzi sie do tej samej wody 2 razy)Trzymaj sie kochana!Pozdrawiam:)apogeum bólu
dziś wyrzuciłam rzczy od mojego chłopaka, przyszłego męża, bo takie mieliśmy plany... zostawił mnie ponad 2 tyg temu.. Głupia łudziłam się, że jeszcze zmieni zdanie, dzwoniłam, pisałam milutkie smski... kontakt był normalny.. W sumie tak ja byśmy sie nie rozstali.. dzisiaj dowiedziałam się od niego,że to tylko moja imaginacja!! Że niczego takiego, co mogłoby dać mi nadzieję nie mówił ani nie robił..!! Znalazł sobie współlokatorkę, nowo poznaną, dwudniowa dziewuchę!! Powiedział, że wprowadza się do niego bo jest jej smutno samej.. Spać będą w jednym łóżku, bo innego pokoju dla "gości" nie ma! A ja nie potrafię sobie z tym poradzić.. Ja go kocham ponad życie.. Chciałam dla niego jak najlepiej i co teraz z tego mam?? Cierpienia, jakiego jeszcze w życiu nie zaznałam.. A co z planami jakie mieliśmy?? A co ze wspomnieniami?? Jak mam teraz wrócić do normalności skoro wszystko mi o nim przypomina?? Nie radzę już sobie... Nie potrafię zapomnieć, a jeśli przez moment udaje mi się zająć czymś innym, to dostaje kolejny cios. . .dno
jak się pogodzić z jego odejściem... jak zrozumieć i przyjąć do wiadomości, że zostawił mnie, bo mnie nie kocha... jak powiedzieć sercu, że ma przestać kochać... tęsknię, płaczę, zawalam wszystko... a on nie wróci, bo nie kocha... nie da szansy, mimo tylu przeżytych chwil... oby moje życie skończyło się szybko...ona:)
Jesli masz taki problem jak my to pisz smialo i nie krepuj sie!Mi tez jest ciezko i jak napisalam to jeszcze bardziej,bo nikt nie odpisal w mojej sprawie,opowiedz nam o swojej porazce>>>Pozdrawiam:(porzucona
kurcze.....nie jestem sama,widzę że więcej Nas tutaj....nie pocieszam się ale jest mi lżej.Dołączam do grona porzuconych ! Sama nie wiem co napisać ,po prostu brak mi słów może dlatego że to świeża sprawa hmmmona:)
Witam!Mam 25 lat i jestem 4 lata po slubie...Moj maz rok temu prubowal mnie zdradzic,ale mu przeszkodzilam i do tego nie doszlo!Ciagle mi to sie przypomina,nie umiem zapomniec,a boli okropnie!Mam chore mysli,ogladam sie za innymi facetami,cos sie dzieje zamna nie tak jak powinno(wierna zona)Poznalam ostatno fajnego merzczyzne i bardzo mi imponuje,jest slodki i mysle ze,powoli sie zadluzam w nim...I mysle ze,moglabym meza zdradzic bez zadnego oparcia:)Jesli to zrobie to moze mi przejdzie i zapomne to co bylo z jego strony!Czy powinnam posunac sie do tego stopnia?Pomuzcie mi :(Pozdrawiam...moze na gg sie zgodzisz popisac?
Anabell dawaj na gg!9337674...Buzka:)porzucona
Do Anabel:mam 25 lat i on jest mlodszy !Coc nie mam pojecia dlaczego on mi to zrobil...Bylo super i nam sie ukladalo,w luzku to tym bardziej,nie moglismy zyc bez Siebie...A ktoregos dnia mi oznajmil ze,jego byla chyba go kocha!I to na gg dal znac,wiec zalamalam sie i nic nie odpisalam,dzwonie i nie odbiera,na gg pisze i nic!Boze mam glupie mysli,k...a jak tesnieto chyba nie da sie opisac:(Pozdrawiam Cie Anabell.jak rzecz..
Do Justy: Nie wiem ile masz lat, jaka byla roznica wieku miedzy Wami. ja tez zostalam porzucona i on dal 2 szanse swojej bylej. Sporio mlodszy ode mnie, zapewnial o milosci tak dozgonnej i wilekiej...Brak slow.Nawet nie byl w stanie powiedziec mi w oczy, ze koniec. Doprowadzil mnie do skrajnegfo wyczeroania nerwowego, mam silna depresje, skierowanie do szpitala. Czasami mysle, ze serce rozsadzi mi klatke piersiowa. Czuje sie podobnie jak Ty, porzucona jak pies. Chyba nikt nam w tym nie pomzoe Justa. Moze tylko swiadomosc, ze oni nie sa nas warci i zycie da im to, na co zasluzyliPorzuona
Pokochalam 20 latka!Ale on dal druga sznse swojej bylej i mnie zostawil jak psa poprostu porzucil!Jest mi z tym bardzo zle i tesknie okropnie...Co mam robic pomurzcie mi prosze was:)jest coraz gorzej
mój mąz po pięciu latach małzeństwa opuścił mnie bez żadnego wyjaśnienia i przez dwa miesiace niedawał znaku życia.Zostawił mnie z rocznym dzieckiem dwa miesiace po śmierci mojej mamy.Mineło juz prawie cztery miesiące jak go niewidziałam.napoczątku jakoś sobie radziłam ale z kazdym dniem jest coraz gorzej.teraz dopiero wiem jak go bardzo kocham i niewiem jak mam dalej życ bez niego . Przysłonił mi cały swiat.Mam córke i to dlaniej musze zyć ale cały czas myśle czy ja potrafie.nie łam się kobieto-mężczyzno!!
wiecie co mnie też chłopak zostawił (jestem gejem -mało ważne) dławiłem się ryczałem i "użalałem się nad sobą" ale pokazałem mu że NIE jest tak i nawte poprosiłem kolegę by udawał mojego chłopaka-teraz on chce wrócić do mnie a ja mu powiedziałem że nie !!-bolało mnie to, boli nadal ale tak jak ON się stara teraz to jak nigdy ,chce mnie zdobyć na nowo ale nie tak łatwo nie pokarze mu że Go bardzo kocham niech pocierpi tak jak ja Cierpię!!!!!!!ech
moze to glupie...ale ciesze sie ze nie jestem sama... mam dosc kazdego dnia...facet mnie zostawil zeby sie 'wyszalec' mowil ze kiedys wroci kocha i ze jestem jego przyjacielem....ale to klamstwo teraz jezdzi do jakiejs 16stki i juz mam dosc... tak bardzo tesknie... nie moge wysiedziec we wlasnym domu wszystko mi o nim przypomina... wszystko kazda piosenka zdjecia czy nawet glupi jogurt w lodowce.... nie jem nie spie mam dosc.... dosc dosc.... tak do niego tesknie... wczesniej myslalam(jak z nim jeszcze bylam) ze go nie kocham ze on tak krzywdzi ze zdradza klamie...a ja glupia przy nim trwalam kazda chwile mocniej i mocniej sie z nim wiazalam... wszystko wybaczalam...teraz jestem sama od 2tyg i to koszmar... nie mam zadnych znajomych bo byl zaborczy i wszystkich odcielam zostalam sama....jak palec ... nie chce mi sie zyc nic mi nie wychodzi...odp
Tak już jest, że znajomi ukrywają coś przed nami, miałem to samo Panie „P” znajomi wiedzieli wszystko a ja nie na samym końcu dowiadywałem się o wszystkim. Co to za znajomi jak ukrywają przed nami takie fakty? Jak chcesz pogadać do podaj mi swój numer gg to pogadamy prywatnie?na to już nie znajdę lekarstwa
najlepiej rzucic się w przyjaciół, spotkania zludźmi, wspomnienia z tego "zanim byłem z nią".... gorzej gdy nawet nie mogę meić wspomnień, bo wszystkie te związane z moimi bliskimi przyjaciołmi okazały się iluzją... moja była skoczyła w bok z moim najlepszym kumplem, wszyscy to ukrywali... w końcu zerwała zaręczyny bo pojawił się ktoś inny... znajomi się wszyscy pożenili, przyjaciele okazali się fałszywi... na to już chyba nie ma lekarstwa. Boli tylko to że nagle jestem całkiem sam, a kiedyś tylu ludzi było obok... bez perspektyw... :/Co nas nie zabije to nas wzmocni
Jak dziwnie to brzmi, kiedy czytam to wszystko, kiedy każde rozstanie jest takie same, ból, przykrość, obojętność partnera, to tak bardzo boli i rani.Moja Kochana dziewczyna, z którą byłem 3.5 Roku za moimi plecami, bez mojej wiedzy załatwiła sobie bilet do UK i dowiedziałem się na samym końcu, potem tak jakby nie byłem jej potrzebny nowe miejsce, nowi ludzi, nowe znajomości, więc ja jej do niczego nie byłem potrzebny, bo byłem w Polsce 2000 km od niej. Najgorzej było jak zapomniała o moich urodzinach, więc zerwaliśmy, no, ale cóż jak ona twierdzi to moja wina, bo kłóciłem się. Ale ona, jaką przykrość mi zrobiła tego nie widzi nie widzi swoich błędów.
cos sie konczy po to by cos sie zaczelo
Witam wszystkich. Mam obecnie 26 lat w wieku 23 lat wyszlam za maz za moja pierwsza milosc. Bylismy ze soba 6 lat... Ożenilismy sie z miłości i zawsze bylismy bardzo szczesliwa i udana para. Bardzo go kochalam... Po 3 miesiacach slubu przyszedl po pracy ktoregos pieknego dnia i powiedzial " juz Cie nie kocham" Nie moglam uwiezyc w to co mowi, i z poczatku nie wierzylam, podalam mu obiad i zjadl i nadal mowil to samo i ze zaluje ze sie ze mna ozenil...Przez 3 miesiace nie wiedzialam dlaczego ,zbywal mnie i tak sie przez ten okres sie meczylam. Dowiedzialam sie w koncu ze przestal mnie kochac przez 3 osobe. Poznal dziewczyne w pracy i sie zakochal 3 miesiace po Naszym slubie. Zostawil mnie , wniosl sprawe o rozwod i tak sie rozeszlismy...Myslalam wtedy ze swiat sie skonczyl dla mnie, nie chcialam zyc, jesc , rzucilam prace... Swiat przestal istniec. Winilam tylko siebie i myslalm czego mu nie dalam co dała mu ona... bylismy przeciez tacy szczesliwi wiec dlaczego tak sie stalo... duzo czasu uplynelo zanim doszlam do siebie ale w koncu to sie stalo, zaczalam nowa prace i tam wlasnie poznalam kogos ... kogos kogo bardzo pokochalam z wzajemnoscia i wlasnie spodziewamy sie dzidziusia. Jestem w 4 miesiacu ciazy a w grudniu zamierzamy sie pobrac... Nie wyobrazam sobie zycia bez Niego :) i ze mogla bym zyc inaczej i nie miec czegos co mam teraz ...Kocham go ponad Zycie . Troszke cierpliwosci zycze wszystkim skrzywdzonym i wiary w siebie... Pamietajcie cos sie konczy po to by cos sie zaczelo... Pozdrawiamzdrada
Mój ukochany zdradził mnie 5 lat temu, żył w 2 związkach jednocześnie. gdy się dowiedziałm, odszedł, ale wrócił po pół roku. z początku nie chciałam go przyjąć, ale wciąż go kochałam. dziś to już nie ten człowiek, jczuję, że on dopiero teraz mnie naprawdę kocha. jesteśmy bardzo udaną parą i wiem że można się wylizać, choć na początku chciałam się pociąć. czasem warto wybaczyć... choć przyznam że drugi raz by mnie to zabiło.zdrada
Ja zostałam zdradzona po 20 latach małżeństwa oczywiście mąż mnie zdradził o 20 lat młodszą.Ból nie do zniesienia najgorsze ,że tylko śmierć go przekreśli.
Uczucie bezradności i nieuczciwości jest najgorsze.
Młode dziewczyny opamiętajcie się , jest tylu młdych wolnych facetów.!!!!!!!!!!!!!!
Nie rób drugiemu co Tobie niemiłe.
Jak można budować miłość na zdradzie przecież nawet zwierzęta tego nie robią.
jest gorzej
właśnie uświadomiłam sobie że mój komentarz dodałam 3 dni temu, a wydaje się, jakby minął miesiąc. nic się nie zmienia, telefon milczy, poczta pusta. też skaczecie na dźwięk kazdego smsa? już nie mam siły, jestem okropna dla bliskich, nie mogę wrócić do równowagi. widzę Go 2 razy w tygodniu i wtedy czuję się jakbym miała eksplodować. wolałabym już nie mieć z nim kontaktu, może przeszłoby szybciej. Gdy się uśmiecha myślę że wszystko wróci i będzie jak dawniej, ale nie wraca, On już nie chce. Żałuję że Go poznałam, jest idealny, ma wszystko, czego nie mieli inni. Najgorsze jest jak widzę go w otoczeniu innych kobiet. potrzebuję wyjazdu, najlepiej bardzo daleko, bo oszaleję. Jezu, oducz mnie kochać albo zmień mężczyznę.boli jak diabli
tez nie rozumiem jak mozna powiedziec kocham,a po kilku dniach nie chciec juz tej osoby.Po2.5 roku dawania wszystkiego, zmiany kraju i zyciauslyszalam kilka dni temu,ze za malo mnie kocha abysmy byli razem. Calym moim zyciem byl,bo to wspanialy czlowiek,ale jak teraz zaczac zyc. Moze powinnismy,ci porzuceni spotkac sie i razem odbijac sie od dna , bo kto bardziej zrozumie niz osoba,ktora to samo przechodzi. Siedze ciagle i placze, od tygodnia ledwo zyje i nie widze szans na lepsze jutro..dlaczego??
dlaczego mężczyźni tak robią? ktoś mnie rozkochiwał w sobie tak umiejętnie, konsekwtentnie, subtelnie i gdy mu się udało, przestał się ze mną kontaktować. widujemy się na kursie kilka razy w tygodniu, jest wtedy przemiły ale już nie chce się spotkać. zaproponowałam raz, usłyszałam jakąś wymówkę, więcej nie mam odwagi i się wstydzę. nie rozumiem, długo do mnie wydzwaniał, błagał o spotkania, zapewniał, jak wspaniale się rozumiemy, jaką jestem cudowną osobą, jakie to szczęście, że mnie poznał. spędziliśmy miesiąc widzą c się codziennie (z jego inicjatywy) na spacerach, rowerach, pływaniu, tańcu, w kaiwrniach, było CUDOWNIE, potem on muisał wyjechać na tydzień, a po powrocie traktuje mnie jakby niczego nie było- spotykamy się na zajęciach, jest uprzejmy, pyta co u mnie słychać, i tyle. nie dzwoni, nie proponuje sppotkań. wiem, że wobec bólu i tragedii osób, które porzucił mąż albo wieloletnia miłość, to, co mnie spotkało jest śmieszne. ale BOLI :(( nie jem, nie śpię, czekam =(skaleczona, porzucona :(
Bylam z chlopakiem przez 9 miesiecy, ok wiem moze to i nie jest dlugo..Ale sie powaznie zakochalam i chociaz to krotki zwiazek.. to moj najpowazniejszy ze wszystkich innych. Teraz czuje okropna pustke w sercu, kompletnie nie mam pojecia co robic.. Nocami , dniami mysle o nim i o naszych wszystkich spedzonych razem chwilach. Kazdy kat w moim domu, obojetnie gdzie pojde.. wszystko przypomina mi o nim.. Kazda piosenka pobudza mnie w melanchonniijny nastroj.. Tyle razem przezylöismy w takim krotkim czasie.. =(
Mowil ze nie jest pewny czy mnie kocha, nie ma juz ochoty... Niewiem.. moze gdybym nie nalegala na odpowiedz czy to koniec lub nie moze by jeszcze sie ulozylo... moze zabardzo naciskalam... niewiem :( ale czuje sie okropnie =( - Moze naprawde tak musialo byc? =(
Ale ja go kocham z calego serca =(
Porzucony po 4 latach
Przez 4 lata było fajnie, miło sympatycznie, ja zakochałem się na zabój, ona wyznawała mi miłość, zerwałem kontakty ze wszystkimi znajomymi i rodziną dla niej, prałem, sprzątałem, gotowałem, wszystko co chciała dostawała, pojechaliśmy na imprezę, bawiliśmy sie dobrze z jej siostrą, to była noc z soboty na niedzielę, w niedzielę było OK, poniedziałek oboje w pracy, wtorek sms: "Nie wiem czy coś do ciebie czuję" wieczorem wszystko OK przytuleni poszliśmy spać, środa w pracy, wieczorem wszystko OK przez te dni starałem się jak mogłem, nawet nie mieliśmy drobnej sprzeczki, czwartek sms: "Już cię nie kocham, odchodzę, spakuj mnie i przygotuj dokumenty rozwodowe) czy można się odkochac w ciągu 4 dni?nie nawiedze siebie nienawidze świata!!!
Stało sie to tak szybko że nawet nie pamiętam dokładnie kiedy:(A wszystko z mojej winy:(byłma w im taka zakochana i jestem nadal i raczej to sie nie skończy już na zawsze chciałabym żeby wrócił do mnie ale nie mam o czym marzyć:(...On był naprwade dla mnie całym swiatem a teraz???Wszystko sie zawaliło...Straciłam moją największą miłośc z która mogłoabym być już do końc aswego życią ale cóz los chciał inaczej !!!:(((A dlaczego???Boże zawsze j jestem tym kozłem ofiarnym nikt już mnie nie pokocha a ja nie chcem nikogo innego od niego!!!Za bardzo go kocham....Zapewne z nikim nie bedzie mi tak dobrze jak z nim:(((Nie wiem kogo mam za to obwiniać!!Przez jednego chłopaka jedną chwile wszystko poszło sie pierdzielić nic mi sie nie układa nigdy nie moge sie skupić nad niczym bo tylko on w mojej głowie:(((No dobra może troche sie rozpisałam ale to przez to że nie mam z kim pogadać tak dobrze jak z nim:((Jak któś jest ciekawy i jest mu cieżko tak jak mi to piszcie na gg 6828603:(((a ja ciągle nie jestem z tym pogodzona
Nie mam komu się wypłakać. już płakałam, dużo, już mnie najbliżsi (to wspaniali ludzie) słuchali, współczuli, radzili. Ale miną już rok od rozstania, a ja ciągle nie jestem pogodzona z zerwaniem. Przecież muszę żyć dalej... Ale chyba nie jestem zdolna, aby żyć bez niego. Chodziłam z chłopakiem ponad 3 lata. Uważałam, że to ten jedyny. On był dla mnie szczęściem, przyjacielem, kochankiem, podporą, nadzieją na przyszłość. Zostawił mnie. Poznał inną dziewczynę, powiedział że mnie już nie kocha. Z resztą był w stosunku do mnie zimny już od dawna... Nie wiem więc, czy bardziej chodziło mu o to, że to ja nie jestem taka wspaniała, jakby chciał, czy to chodziło o tą dziewczynę, że to ona był taka cudowna... Pewnie ja mu się znudziłam, to w końcu było 3 lata. Pewnie chciał zaszaleć, a ja zaczęłam pytać o zaręczyny. Myślałam, że ja dla niego jestem tak samo ważna jak on dla mnie. Nie dałam rady go zatrzymać. Odszedł. Później ciągle myślałam, że to przecież ten jeden jedyny i się po prostu bezmyślnie zadurzył w innej. Że to chwilowe, że się opamięta, że po mnie wróci... NIE Wrócił. Zaczynam go zapominać, wspomnienia ulatują...Czas mija. A najgorsze jest to, że on stał się dla mnie czym w rodzaju wygloryfikowanego, wyśnionego ideału. Żaden chłopak nie jest taki, jaki był on. Ciągnie mnie do niego, czasami chciałabym go zobaczyć, usłyszeć, myśle że to byłoby dla mnie przyjemne, że dodałoby mi energii. Ale z drugiej strony, wiem że to takie głupie myślenie i zupełnie bez szacunku do mnie samej- Bo przecież ja najryraźniej dla niego n ie znacze NIC. Zerwał ze mną kontakt, to tak jakby zniknął. A ja tęsknie. Wiem, jestem skończoną idiotką, która nie radzi sobie z tym że chłopak wybrał lepszą ode mnie. A to chyba normalne...Tylko, że ja bym od niego nie wolałabym nikogo innego. W naszym związku nie było już tak kolorowo i romantycznie jak kiedyś, ale ja byłam do niego tak bardzo przywiązana. Wyobrażałam sobie kiedyś, że to przy jego boku się zestarzeje. Może już zawsze będę sama... Może mi jest to przeznaczone, a może nie będę w stanie pokochać żadnego innego chłopaka... Nie wiem. Wiem tylko, że mam już dość tej chorej sytuacji, tego myślenie i samej siebie. Chcę swoje poprzednie życie... z byłym. Albo chcę, żeby to już się skończyło, bo nie potrafię żyć w takiej beznadziei, żyć bez sensu. Byłam u psychologa (który powiedział, że oddałam się tej miłości ciałem i duszą), dostałam też leki przeciwdepresyjne od psychiatry. Może one mi coś pomogą... Myślałam o samobójstwie. Ale tego nie zrobię,... za bardzo się boję, wciąż pozostaje nadzieja, że może jeszcze coś na mnie w życiu czeka, ponadto nie chcę zadawać najbliższym (rodzinie) bólu, wstydu, bo przecież gdybym to zrobiła... mnie już by nie było, nic by mnie nie obchodziło, ale oni by tu zostali, cierpieliby przeze mnie przez to że byłam słaba, że nie dałam sobie rady w kryzysie; tak naprawdę to najbardziej ucierpieliby oni, a przecież nie są winni temu, że jestem w takiej sytuacji. A jeśli chodzi o byłego, to jemu nie zrobiłoby to żadnej różnicy. Już teraz żyje sobie tak, jakbym nie istniała, może nie przyszedłby na pogrzeb, albo pomyślałby sobie że dobrze że mnie zostawił, bo byłam za słaba psychicznie. Muszę jakoś dalej żyć dla najbliższej rodziny, dla tych którzy mnie kochają.rozstanie;(
Na mnie to tez spadło jak grom z jasnego nieba... ;( nigdy bym sie nie spodziewała,ze po 18 miesiacach bycia razem ,On odejdzie...zwłąszcza,ze nikomu nie ufalam takjak jemu.. Ból byl o tyle mocniejszy ,ze powodem nie była zdrada,czy brak uczucia,a przynajmniej tak wtedy twierdził.mowil,ze kocha..ale niemozemy byc razem.2 lipca 2008 to najgorsza data w moim zyciu. teraz z perspektywy czasu mysle,ze mnie zdradził choc niemam pewnosci. nie mamy ze soba zadnego kontaktu.mysle o nim codziennie,mimo ze juz duzo zrobilam w kierunku zeby tak nie było. usunłam zdjecia z komputera.pokoju,telefonu...wszystko co mi go jakkolwiek przypominało.to na prawde w jakims stopniu przynosi ulge.mineło móstwo czasu, a ja nie potrafie zapomniec. moge byc z wieloma...cały czas ktos nowy sie pojawia.ale gdy tylko prróbuje sie zblizyc przde mna wyrasta mur nie do przbicia.i choc wiem,ze musze zyc dalej,i ze dam rade ,bo musze dac,ze mam prace ,studia i to przynosi mi satysfakcje,to tak samo dobrze wiem,ze z nikim juz nie bedzie tak.. ;( tęsknie za Nim.cholernie tęsknie.ale niczego juz nie zmienie. nigdy wczesniej nie czulam takiego bólu.przeeszwajacego mnie na wylot;(wiem,ze to miesiace po rozstaniu duzo mnie nauczyły.tak miało być...ide dalej i czekam co przyniesie los,nie robie niczego na sile ani wbrew siebie. mam w sobie siłe i musze pokonac moj wlasny lęk.zycie jest zbyt krótkie,zeby marnować je dla kogos,przez kogo płynie tyle łez,bo nikt nie jest ich wart,a ten kto jest nigdy Cie do nich nie doprowadzi...smutne
to spadło na mnie jak grom jak z jasnego nieba...nie wiedziałam że można kogoś tak kochac...żyłam od jednego spotkania do drugiego...gdy go widzialam cieszyłam się jak głupia...było cudownie...chociaż oficjalnie nie byliśmy parą to tak się traktowaliśmy tzn teraz myśle że to tylko ja go tak traktowałam..nagle to wszystko się zawliło...widziałamm go z inną przyznał się jedynymi słowami wyjaśnienia było to że nie chciał nie skrzywdzic:(nie chce mi się życ..nie potrafię bez niego:(
Piotr i zraniona miłość
Może, nie jest to miejsce specjalnie dla mnie, bo jestem facetem, ale 2 tygodnie temu poczułem to samo. Byłem w zwiazku z cudowną kobietą, która pewnego dnia powiedziała, ze myśli (nie ma) o kims innym i mnie nie kocha i cały świat się zawalił. Kochałem ją i kocham, i jeszcze 2 tygodnie temu dotykałem jej ramion. Może nie był to łatwy związek, bo ja jestem od roku po rozwodzie, a ona mieszka osobno, ale nadal jest w związku ze swoim mężem, bo ja mam 2 dzieci, a ona małą córeczkę, bo wiele nas łaczyło i poświęciłem dla niej życie, ... I nagle świat przestał istniec a ja wpadłem w czarną rozpacz i sprawiłem jej przykrość. Nie umiem i nie wiem jak wzniecić w niej choć iskierkę miłości, którą mógłbym pielęgnować. Na prawdę nie wiem. I wierzcie mi, dla mnie od 3 lat była miłością jakiej szukałem przez całe moje życie.moje Słońce>>
To było moje słońce które zaświeciło pewnego dnia na moim pochmurnym niebie... zupełnie przypadkiem... kocham go nad życie ...on odszedł... nie wiem czy mam wołać : ratunku!! pomocy!! na ten ból nie ma ratunku i nic nie pomoże... i wcale czas nie goi ran!! nie umiem się pozbierać, z łóżka wstaję na czworaka bo nie ma we mnie życia...z jego odejściem coś ze mnie uleciało... z roześmianej pogodnej , Rudowłosej pełnej siły dziewczyny stałam się bladą smutną Kukłą bez życia... zostawiam numer gg 16169393 może ktoś zechce porozmawiać...tak mi brakuje kogoś do rozmowy...tak mało ludzi rozumie co w takiej cheili przeżywa taka osobado bat21
Chyba wiem co czujesz. Ja przechodzę to samo. Mój mąż powiedział że chce odejść bo nie czuł ode mnie miłości i że ma kogoś kto go rozumie, docenia itd.obwiniałam się o wszystko ale puttolive otworzyła mi oczy.Dokładnie 3 stycznia wieczorem powiedziałam mu że nie dam rady tak żyć iże lepiej będzie jak się wyprowadzi. Pojechał ale za dwie godziny wrócił i prosił żebym mu wybaczyła że chce jeszcze spróbować.Oczywiście byłam szczęśliwa i się zgodziłam.Teraz nie wiem jak będzie bo mam wrażenie że został ze względu na dzieci.Jestem załamana, byłam nawet u psychiatry i biorę leki.Tak bardzo bym chciała żeby ten ból już minął.Nie mogę ci nic mądrego doradzić, chyba po prostu trzeba czekać na to co los przyniesie.Trzymaj się jakoś.Gdy żona odchodzi
Hej!Nie wiem od czego zacząć...
trzy dni temu odeszła ode mnie żona. Rok temu i parę miesięcy wzieliśmy ślub. Tak naprawdę odeszła z końcem listopada, wróciła na święta, ale wiem, że nie do mnie tylko do domu i teraz odeszła tak jak napisała w liście, który mi zostawiła: na zawsze, na wieczność. Doszła do wniosku, że już mnie nie kocha, że umarła w niej miłość do mnie, w czym jest dużo mojej winy bo nie pielęgnowałem tego co było między nami.
Co robić??/
Droga Anno11
Nie obwinjaj się! To bzdura, że zaniedbałaś Waszą miłość! Odpowiedz sobe szczerze: Czy Twój Szanowny Małżonek ją pielęgnował???????? Kupowała kwiaty, prezenty, zabierał na romantyczne kolacje do resteuracji? Gówno prawda! Poadłaś w rutynę? Bzdura. Byłaś po prostu wzorową matką i dbającą żoną. Trudno żebyś jeszcze po całym dniu racy, obowiązków doowych, opieką nad dziećmi wkawiwała wieczorem w sexowny komplet bielizny i czarowała swojego męża. Gdyby mu na tym zalezało to sam by się o to postarał. Pomógł w obowiązkach domowych, odesłał dzieci do babci i przygotował kolacje przy świecach... Kobieto. Nie daj się. Nie obwiniaj się. Błagam...zranione serce, na własne życzenie
właśnie trzy dni temu dowiedziałam się że mój mąż chce odejść.To straszny ból którego naprawdę nie da się opisać w żaden sposób.Wiem że to moja wina.Popadłam w jakąś rutynę, myślałam tylko o sprawach codziennych, nie pielęgnowałam tej miłości. Teraz już wiem że byłam zimna, raniłam go bardzo!! Kocham go nad życie, nie wiem czy się z tym kiedyś pogodzę, czy kiedykolwiek wybaczę to sobie!Chciałam się ukarać, skazać na śmierć ale mam dzieci i nie chcę by one cierpiały,podwójnie.Ja też chciałabym się obudzić i pomyśleć że to był zły sen, ale koszmar trwa nadal!!wiem co czujecie
kochani ja tez nie rozumiem jak to sie dzieje. milosc na swiecie jest tylko nikt nam nie dal instrukcji odslugi do niej. dlatego popelniamy bledy. bo wina lezy zawsze po obu stronach. wiem jak boli rozstanie bo sama to przechodze i nie umiem sobie z tym poradzic. nie da sie opisac tego bolu. nie da!!! chcialabym sie obudzic rano i nie pamietac ze kocham kogos kto mnie zranil. nie pamietac ze wogole byl. i nic z tego boli nadal okrutnie.kobietki kochane
zycze wam duzo miłości! jednoczesnie mam nadzieje ze ci wszyscy faceci ktorzy NAS zaranili, zrozumieja blad i przyjda na kolanach blagac o wybaczenie, a wtedy MY sie zastanowimy co z tym zrobic i czy sa nam jeszcze potrzebni do szczescia.Może ktoś właśnie w tym momencie znajduje się w takiej sytuacji i ten tekst w jakiś sposób mu pomoże.
Mnie kilka dni temu zostawił chłopak. Był strasznie zazdrosny (wystarczyło, że porozmawiałam z jakimś innym chłopakiem, ba kolegą to już wyrzut mi robił). Wiem , ze to nienormalne, ale ja się w nim tak zakochałam, ze gotowa byłam nawet oddalić sie od własnych znajomych. Spędzałam czas tylko z nim, ewentualnie gdzieś wychodizliśmy to z jego znajomymi. Pokochałam go jako innego chłopaka, z czasem to sie stawało coraz bardziej chore. Ja oczywiście taka zapatrzona w niego jestem, że dopiero teraz widze jak bardzo mnie ograniczał. Przeciez miłośc opiera sie na zaufaniu i zrozumieniu?! Powodem naszego rozstania było to , ze zbyt duzo rozmawiałam z chłopakami (z grupy, bo dopiero co poszłam na studia) Na gg do mnie pisali. Ok moze pisali, ale ja pierwsza do nich nigdy nie napisałam, a zresztą to jakies chore, porozmawiac sobie nie można? Postanowiłam też zaprosic kilka osóbz grupy do siebie do domu i tak wyszło, ze powiedziałam dziewczynom i kolegom w szkole, ale jednemu na gadu. Ten cymbał wypisywał do mnie czy moze przyniesc to czy moze tamto, jakby to miałabyć randka (chociaz dobrze wiedział, ze jestem w związku, a po drugie jest wcale nie w moim typie) A poza tym, umieściłam zdjecie na portalu jednym gołe plecy a na nich z balsamu wymalowane serce. Po pół godziny sie zorientowąłam ze to nie fer jest umieszczac takie zdjecie bo mój chłopak sie zdenerwuje (Mimo , ze chciałam tylko pokazać całemu swiatu jakie ładne serduszko mi na plecach namalował) No cuż, jestem bardzo lekkomyślna. A ten cymbał z grupy wieczorem mi wysyła to zjdecie na gg i mówi ze zdązył sobie ponowic sesje w operze i wyciął ?!?!?!?!?!?!?!?!?! ja tam sie z tego śmiałam, bo nie wime tak odruchowo, źle zareagowałam, wiem. Nie moja wina ze to jakiś k........ psychol. No i mój chłopak to cztał i sie wkurwił na mnie. Z charakteru jestem otwarta do ludzi i kontaktowa, ale to nie znaczy ze od razu podrywam innych. bardzo mi sie przykro zrbioło, bo powiedziął mi takie słowa, że spokojnie mogłam poczuc się jak szmata. NIe rozumeim jak ja mogę kochać kogoś takiego??? to jest niedopuszczalne zeby mnie tak traktował? Fakt, jemu nie moge nic zarzucic, bo byłam jego oczkiem w głowie, ja ja i tylko ja sie liczyłam, ale te ograniczenia? Ja teraz nawet nie mam znajomych. Poświęciłam się dla niego jak dla nikogo, a najgorsze jest to, że kocham go, jest pierwszym chłopakiem, w którym się naprawde zakochałam :(. Jest bardzo stanowczy, nie potrafie przewidziec nawet co z tym zrobi. Wiem, ze moze powinnam sobie darować to(mimo mojej silnej miłości:(((((((( fuck) ale ja nie potrafie zyć bez niego, jest taki kochany, sprawiał, ze czułam się jak księżniczka.tylko... ludzie sie rozstają z różnych powodów. Ale potrafią sobie wybarczyć nawte zdradę (mowie tu o fizycznej, bo moja można tez w jakimś sensie potraktowac jako zdradę psychiczną) kocham go :( jak ja sie pozbieram?
bez miłości..
Mnie mój ex porzucił 2 dni przed ślubem cywilnym, na dodatek leżałam jeszcze w szpitalu na alergię. Zwolniłam się ze szpitala na własne żądanie i pojechałam do niego. Nie wiem po co to zrobiłam chciałam tylko z nim porozmawiać, sama nie miałam odwagi z nim zerwać...Dziwne jest to że gdy otrzymałam od niego wiadomość o końcu naszego związku poczułam jakby mi ktoś ściągał z szyi pęto. 2 dni potem odczuwałam pustkę bo jednak brakuje tego człowieka w życiu, doszłam do wniosku ze straciłam przyjaciela a nie miłość swojego życia bo nawet go nie kochałam...Zauroczenie to wszystko...Wypaliło się ot tak. Przez 2 tygodnie potem z przyjaciółką piłyśmy.Potem dostałam zapalenie nerek a to był czas refleksji na tym wszystkim co mnie spotkało. Od zerwania minęły już ponad 2 miesiące a ja jestem szczęśliwa bez niego. Odzyskałam siebie. Wątpię że spotkam kiedyś miłość tą prawdziwą, ale czas pokarze w końcu nadzieja matką głupich ;)ccccc
nieumiem :( no nie umiem sobie z tym poradzić. Powiedział że się zakochał i że woli być z nią niż raować to co było między nami. Qrewsko boli. Matko, nie wiedziałam że to tak może boleć. Wspólne plany na przyszłość, to nic nie znaczyło, bo można się zakochać w kimś w ciągu 2 tygodni. Czemu to tak qrde boli ?? no czemu!!to nie tak...
jak stwierdzisz czy ktoś cie kocha...? potrafisz w 100% byc pewienpewna...?jest tak dlatego że budzisz sie każdego ranka obok tej samej osoby...?
jecie razem śniadania obiady i kolacje...?
spędzacie ze sobą każdą chwile jaką tylko możecie...?
kopiłeś pierścionek...?
mówicie sobie kocham...?
Całkowitą pewność masz dopiero wtedy gdy umierasz w czyiś ramionach... gdy ktoś oddaje za ciebie życie... gdy ktoś broni cię przed złem narażając siebie... miłością nie są róże w walentynki czy pamiętanie o rocznicy. Choć to bardzo miłe nie zaprzeczam.
Miłość polega na dawaniu nie biorąc w zamian nic. Dawaniu nie pieniędzy lub innych przedmiotów posiadających wartość materialną. Miłość to oddawanie ukochanej osobie każdego oddechu, każdej myśli i spojrzenia... swojej duszy. Miłość jest szeptem który zagłusza najsilniejszy krzyk, jest jak piorun który nieustannie razi i mieni sie jasnym blaskiem...
rocky balboa mawiał...
"It aint about how hard you hit, its about how hard you can get hit, and keep moving forward"Dziękuję
Tygierku, od razu mi lepiej:DWuwu
a ja się z Tobą dla zasady nie zgodzę;)Wybaczam i daję drugą szansę i tak mi lepiej, bo nie umiem długo się gniewać;)
Widzisz, kiedy wybaczam, mniej boli, krócej boli, nie zostawia blizn i mogę na siebie patrzeć z przyjemnością. Pojadę banałem i uogólnię - dla mnie życie w miłości jest łatwiejsze niż w nienawiści.
Ale też prawdopodobnie mówimy o różnych sytuacjach, które wybaczamy. Na pewno nie wybaczyłabym facetowi, który by mnie bił i był dla mnie okrutny. Takiemu zdecydowanie powiedziałabym - pies Cię jebał znaczy mordę Ci lizał:)
Arka
zeby Ci nie było zle to ja napisze cos negatywnego:banał, stereotyp, nieprofesjonalnie napisane i ogólnie marne ;> Moze być ??:D
To co napisał Wuwu
dopełniło zasady :)Ark
ten pierwszy raz już był i nie był ostatni, tylko to było bardzo dawno. Od wielu lat już mi się to nie zdarza. I tak jest lepiej; naprawdę. Mniej boli, krócej boli, nie zostawia tyle blizn i spojrzeć w lustro można bez obrzydzenia.no no
i kazdy sobie przypomniał kogoś z kimś się kiedyś rozstał...Na szczęscie to było dość dawno, a póki co walczę o miłość i kiepsko wychodzi...
Arkadia pisz, pisz. Będzie dobrze :-)
Ark,
no, mówiłam, że się nie ma co bać:Dto widzisz Arkadia
pisz następny:DDczekamy.
hmm
Ja wam powiem, że ogólnie to ja jestem w szoku, że jeszcze nie dostałam negatywnego komentarza;) Niemożliwe, żebym podpasowała tekstem wszystkim :D No proszę Was no, to mój pierwszy w życiu artykuł hehFakt, że poprzedzony paroma marnymi próbami na inne tematy;)
Wuwu ciekawa jestem tego pierwszego razu, kiedy zmiękniesz...i wybaczysz:)
Tygier ma rację
nie wybaczać i nie dawać drugiej szansy. To podstawa zachowania szacunku do samego siebie i zdrowia psychicznego. Ja dodam jeszcze coś od siebie. Gdy ukochany/a odchodzi, nie proś, zeby został/a i nie oczekuj powrotu, a gdy wróci, przepędź.Oczywiście, zdarza się tak, jak robił Tygier, że nie zawsze się przestrzega, ale ja już dawno się tego trzymam i wiem, że jest dużo lepiej.
????
wiem jedno facet przezywa rozstanie z kobieta tak samo jak ty to teraz opisalas na to chyba nie ma reguyly. " sposobem na kochanie czegokolwiek jest uswiadomieniem sobie , ze moglibysmy to utracic"alez
- tez mysle sobie - ze cie calkiem (w tym kawalku;)))) rozumiem, met:)syx
kurde blade, jak to zabrzmiało:]racjonalnieeee
ja pierdziu:)
to tak jak:nudno, przewidywalnie i takie tam:)
no może, ale ja np. nie wierze w nagłe zrywy i gromy. to może zdarzyć się raz. i tak wypala w duszy ślad, że mimo zlaet takiego stanu pogromowego, nie ma się ochotypakowac ponownie w taki układ. za duże koszty emocjonalne:D
tak sobie mysle
- o ile mi wolno oczywiscie - w kwestii pań (2ch w szczegolnosci;)), ze - to wszystko moje wyobrazenia! -met sie chyba nie musi obawiac, bo uklad wyglada dosc racjonalnie;
a.. rob.. :) tez sie nie musi obawiac, bo jest w ogole, z natury moze? - szczesliwsza i spokojniejsza:)
oczywiscie, wszystko zawsze wziac w leb gdyby wielkie zakochanie, jak grm z jasnego.. mialo gdzies spasc...
Majorka
To ja dziękuję:)Masz mocny charakter, to przydatna cecha w tych jakże fantastycznych czasach:) Pies ci mordę lizał, dawno nie słyszałam tego powiedzienia, ale zawsze mi się podobało heh
Nataan, a myślisz, że dlaczego ja się tak non stop uśmiecham;)
R35, a kto mówi, że jesteś nienormalna:) A czy jesteś szczęśliwsza czy uboższa, to już sobie sama musisz odpowiedzieć, nikt nie zna Cię tak dobrze, jak Ty sama:)
Mam zero doswiadczenia
w dziedzinie porzucania i bycia porzuconą. Wszystkie moje przedślubne związki łagodnie rozwiewał czas lub odległość. Bywało też tak, że szybko wycofywałam się z układów, które nie rokowały dobrze, na tyle szybko, by nikt nie cierpiał ...Czy jestem nienormalna? Czy jestem o coś uboższa? Czy jestem dzieki temu szczęśliwsza albo spokojniejsza?
Arkadia pisze...
...o usmiechaniu sie...znaczy wie, co pisze :D
aseł
pisałam o tym w moim wiekopomnym arciu o yntuicji, że zdajemy się mylic pobozne zyczenia z przeczuciem, ale co jak co, samego siebie nie da się oszukac, już ty sama wiesz co przeczuwasz:DDArkadia
Ja to jeden raz dostałam kosza,pozostałe padały raczej z mojej strony, ale- ten którego odebrałam- niestety nie wywołał we mnie takich miłosiernych rozmyślań o jakich piszesz ( typu-może to moja wina???) .Raczej wielki wk... na gościa i myśl - a pies ci mordę lizał !!!To jest dopiero umiejętność radzenia sobie z rozstaniem,co? Tyle że to może oznaczać co innego - nie kochałam go i tyle.Bo jeśli się faktycznie KOCHA kogoś kto porzucił...oj, to nie wiem, ale chyba może być cieżko.Twój artykuł bardzo fajny,dzięki.oesu
Bo ja jestem racjonalistką. Ostatnio uwierzyłam w horoskopy, a raczej w to, że znaki zodiaku jakośtam odzwierciedlają naszą osobowość, ale nie z powodu gwiazd etc., ale z powodu wpływu długości działania słońca podczas ciąży - ilości wydzielanych hormonów i takietam :PWięc tak naprawdę to nie wiem, czy to przeczucie, czy też moje pobożne życzenie :]
(Ale coś mi mówi, że jednak przeczucie :))
oj aseł
nie kombinuj za duzo. w komciu wczesniej napisłas, że mas zprzeczucie, że jest wszystko na TAK, i nie ma co deliberować:]jest git:>
met
Myśle ostatnio o tym i mi niby wyłazi, że tak, ale chociaż mi w środku coś mówi, że to to, to głowa każe mi samej sobie nie ufać. Z drugiej strony, gdy patrzę teraz z perspektywy czasu, to z poprzednim przecież w środku tam wiedziałam, że nic z tego nie będzie :] Ale tez może tylko się tak pocieszałam po rozstaniu.I widzisz, ja to tak mam ze wszystkim, nic dla mnie nie jest jednoznaczne i pewne :P
aseł
wsłuchałas sie w podszepty;]ale se paniusie gadki urządziły:DDD
kurcze.ja to mam tak, że tym co we mnie najwieksze, to lęk przed porażką. przez to zaniechałam i zaniechuję(???ale gupie słowo hehehe) wielu akcji zawodowych, ale z tej samej przyczyny nigdy nie pchałam się w jakieś związki.
nie mam skłonności do ryzka ani chęci eksperymentowania ani też nie wierzę w jakies big lawy.
zdarzyło mi sie raz jedyny we zyciu, że błysnęła myśl: to ten! i było we mnie takie silne przekonaie, nad którym nie było we mnie dyskusji, że własnie z tym będę se gościem i już.
Gość widząc taką determinację, też uległ tej sugestii i jakkolwiek mozna dyskutować, czy to dobry układ czy nie ( wktórym to nie facet zabiega na początku ) to se trwamy.
Może wszystko jeszcze przede mną w kwestii porzuceń?
oby nie.
ale wydaje mi się też, że każdy kto ma jakies historie z porzuceniami, to jak jest bystry, wyciągnie z tego jakieś słuszne wnioski i na swój sposob takie historie mogą wzbogacac. Byleby nie za często się zdarzały:]
sposób
Dla mnie zawsze najlepszym sposobem było... zakochać się w kimś innym :)) i przez wiele lat działało, dopóki mi sie miłości skończyły. Poprzedni związek miał mi zaleczyć jeszcze poprzedni, ale sie nie udało. Poprzedni związek to była porażka na całej linii, ale w ostatecznym rozrachunku wyszło mi to na zdrowie - gdybym nie sięgnęła dna, to nie miałabym się z czego odbić :)) A tak, jestem zdrowsza niż byłam i z grubsza wiem jakich błędów nie popełniać teraz. A teraz mam dobre przeczucia, a co najważniejsze, nic sobie nowym związkiem nie załatwiam. Po prostu... jest :))zblaz
no ja pewno przyjęłabym i na zimno, bo mię się podgrzewać nie chce;P zawsze łapię z lodówki cos w biegu, a jak już odgrzewam to pewny znak, że to coś wcześniej było mrożonką:) no i kumam czego się czepiłaś bystrzacho:)koral
ja wiem o co mu chodziło, tak się tylko bezinteresownie czepiłam, bo z tą rzeką, to większość ludzi używa nie tak jak autor miał na myśli :Di lubie odgrzewane żarcie =P i jakby taki jeden kotlet zechciał sie odgrzać, to bym w podskokach wzięla spowrotem. No ale ten... pomarzyc se moge :>
zasady tygrysa
niby sluszne.. gdyby nie to ze WSZYSTKO jest idnywidualne..Plazmuś
Te są bardzo dobre, dziękuję za dobranie, ja nie mialam głowy do tego , bo szukałam ich w pracy pomiędzy innymi zajęciami:*Chyba nie ma czegoś takiego, jak radzenie sobie z rozstaniami, jeśli się kochało... jeśli się nie kochało, chyba też nie jest łatwo, bo przyzwyczajenie, bo coś z psa ogrodnika:)
Tygier, gdybyś mnie zdradził, wybaczyłabym Ci, bo Cię kocham. „Miłość jest cierpliwa, miłość jest dobrotliwa, (...) wszystkiego się spodziewa, wszystko znosi.” 1 KOR. 13,4-7 (BW)
Ale ja już taka Matka Teresa jestem:)
zblaz
może tygierowi chodziło o to, że odgrzewany schabowy już nie taki smaczny?;DDDno i też nie radzę sobie z rozstaniami, do dziś przechodząc pod domem mojej dawnej "wielkiej miłości" odruchowo zadzieram głowę do góry
Tygier
z tego co pamiętam z ta rzeka sens brzmiał, że się nie da wejść do tej samej rzeki, bo ona za chwilę jest inną rzeką, a nie że sie nie powinno :>I nie byłabym taka kategoryczna z tymi zasadami. W sensie, że nie jestem - jakoś tak wolę indywidualnie każdy przypadek rozpatrywać, no ale co kto lubi :) poza tym zasady są po to, żeby je łamać, co nie :D
A co do (nie)radzenia sobie z rozstaniem, to mam to samo co Ty, Plazmą... niestety.
Miałem
a moze nadal mam w życiu dwie zasady.1 Nie dawać kolejnej szansy ( bo przeciez nie wchodzi sie dwa razy do tej samej rzeki)
2 Nie wybaczac zdrady.
Obydwie zasady złamałem i wiem ze to był bład, umocniło mnie to tylko w przekonaniu o ich słuszność.
mam nadzieje,
ze nie masz nic przeciwko zmianie ilustracji - te prostokątne są automatycznie przycinane, i rysunek, który wysłałaś gubił w ten sposób sensja z rozstaniem nie poradziłam sobie do tj pory, i nie sądzę, żeby to miało natąpić; ale przynajmniej umiem już się sama przed sobą do teo przyznać...
Kto nie był
choc raz porzucony, komu ktos bliski nie umarł, kogo nie oszukano, kto nie przekonał się że na świecie jest sam to nie zna życia .A kto go nie zna... to go pozna.
ehhhh
ależ temat, a już prawie miałam iść spać. kiedys została porzucona przez pewnego pana, przez kobietę właśnie. ja takie niewinne wtedy dziewczę wierzące w ideały miłości. traumatyczna akcja, przepłakany rok wycięty z życia i pytania - dlaczego? potem okazało się, że to był chwilowy kaprys, ale ja na szczęście byłam wyleczona z tej miłości... wtedy powiedziałam sobie jedną rzecz - cokolwiek się będzie działo juz nigdy, przenigdy nie doprowadzę siebie do takiej sytuacji, że upadnę prawie na dno. wzmocniło mnie to przeżycie, ale nie uchroniło od błędów.teraz znowu mam trudny czas w swoim życiu i hmmm... nie wiem czy po raz kolejny będę chciała dać szansę.