[sekundę...] 


REKLAMA
Piję, więc jestem.
martuuha [2008-08-05]
Kiedy piję herbatę… 

herbataTo jest tak zwyczajnie, codziennie.
Jest cytryna i nie ma cukru. Albo jest jeden z tysiąca smaków herbaty w niemal wszystkich kolorach tęczy. Bo herbata jest jak zwyczajne życie. 

Czarna, jak noc i czwarta nad ranem; jak długopis, którym piszesz listy na czerpanym papierze, te, których nigdy nie wyślesz mailem; jak rozpacz; i jak brudne paznokcie dziecka z bezbrzeżnym szczęściem na twarzy, wracającego z całodziennych zabaw na podwórku. 

Bo herbata jest zielona, jak cała nadziejność niesiona przez wiosnę; jak gospel, czyli dobra nowina; jak spojrzenie Twoich zielonych, uśmiechniętych oczu; jak kamyk zielony i byle jaki pociąg pozwalający zostawić wszystko za sobą. 

Bo herbata jest czerwona, jak głębokie rany i krew tryskająca z nich w najbliższym sercu rytmie; jak miłość i zazdrość; jak pół polskiej flagi, której znaczenie rozumiesz już tylko w kontekście stroju wiernego kibica; jak wszystkie namiętności; jak ogień uczuć trawiący cały rozsądek, jaki kiedykolwiek miałaś; jak ogień, ten prawdziwy, trawiący w kilka minut dobytek całego życia...
 
Bo herbata jest żółta, jak słoneczniki w wazonie; jak wakacyjne słońce i piasek na polskiej plaży; jak obrączki i że cię nie opuszczę; jak płomień świecy, w świetle której łatwiej patrzeć sobie w oczy. 

Bo herbata jest biała
jak sukienka ślubna; jak tabula rasa; jak żagle na mazurskich wodach; jak kolejna strona magisterki, która nie chce napisać się sama; jak pionek na E2, którym zawsze zaczynasz partię szachów. 

Bo herbata jest jak codzienność. 

Kiedy piję kawę…
To w biegu. Parzę sobie usta, krzywię na fatalny, kwaśny smak automatowego gówna, potykam na schodach biegnąc spóźniona na kolejne zajęcia, oblewam buronijakim płynem, klnę szpetnie wcale nie tak pod nosem, zastanawiam, dlaczego dziś znów jest ten dzień, kiedy budzik nie zadzwonił, wyzywam w duchu wszystkie spóźnione autobusy świata, złorzeczę na kretyna, który nie wiedzieć dlaczego oczekuje, że stawię się na uczelni w środku nocy o 8 rano, wpadam na zajęcia spóźniona, pomyliwszy wcześniej salę trzykrotnie, zajmuję miejsce w pierwszym rzędzie, żeby już się nie przeciskać między ławkami, zbieram baty za spóźnienie, kajam się najbardziej nieszczerze jak umiem, a chwilę potem zbieram baty za kawę wniesioną na salę wbrew zakazowi, o którym z premedytacją zapomniałam 5 raz w tym tygodniu, i na kolejne występy przed publicznością („mea culpa, mea bardzo wielka culpa”) nie mam już ani siły, ani ochoty. 

Kiedy piję wodę…
To niepostrzeżenie. Pewnie to żywieniowy bzik, ale wodę mam zawsze pod ręką. Gazowaną, niegazowaną, mniej lub bardziej firmową, ale czystą – bez cukru, smaków i konserwantów. Najchętniej wysokozmineralizowaną z Polanicy Zdroju. Noszona w damskiej torebce (na same najprzydatniejsze rzeczy) buteleczka 0,5 l nikogo nie dziwi. Ale jak wyciągam z tejże torebuni (wielkości czarnego worka na zwłoki ;)) butelczynę 1,5 l to już mało kto patrzy ze zrozumieniem. Dziwadło? Ale zmarszczki nie mam ani pół ;) Za to Tata wie, że jeśli odwiedza mnie autem i wstępuje po drodze do tesco tudzież innego macro to najbardziej ucieszy mnie 6-zgrzewkowy zapas wody. Bzik. 

Kiedy piję piwo…

To na imprezie. I to imprezie tańczonej. Rozkręcam parkiet od zera, wyciągam na deski nawet najbardziej opornych, kręcę się, szaleję, wygłupiam. Tańczę do utraty tchu! Dookoła jacyś ludzie, czyjeś twarze, czyjś nieobecny wzrok – całkiem jak mój. Tańczę i nie liczy się nic. Jak w transie. Jest tylko tu i teraz. Latynoskie kręcenie biodrami, rockowe pogo, oldskulowy walczyk, namiętne tango, transowe elektro, nieśmiertelne lata 70-te i 80-te, porażkowe disco-polo. Cokolwiek. WSZYSTKO! Tańczę, aż padnę z sił. A wtedy – piję piwo. Bo najlepiej gasi pragnienie, bo najlepiej nakręca na dalsze szaleństwo, bo ma najlepszy stosunek ilości do ceny (studenckie kryterium;)). 

Kiedy piję wódkę…
To z Aśką. I więcej nie powiem. Bo więcej nie pamiętam. 

Kiedy piję wino…
winoTo siedząc na tapczanie, z podwiniętymi nogami. Po domowemu. Z Przyjaciółkami, które czują się równie swojsko i równie u siebie. Kieliszki są duże, żeby nie trzeba było często dolewać, a języki rozplątują się z każdym kolejnym łykiem lekko cierpkiego wina. 

Rozmawiamy, rozmawiamy, rozmawiamy…
Nasze policzki coraz bardziej przypominają kolorem spożywany trunek, a my? Rozmawiamy, rozmawiamy, rozmawiamy. Niebo za oknem coraz ciemniejsze, a my? Rozmawiamy, rozmawiamy, rozmawiamy. Niebo za oknem coraz jaśniejsze, a my nadal rozmawiamy. O pracy i studiach, o planach na życie i marzeniach, o pryszczach, z którymi walczymy, mimo że –naście już od jakiegoś czasu za nami, o kiecce z wystawy, która kosztowała nieprzyzwoicie dużo, ale była taaaakaa piękna, o przyjaźni – tej prawdziwej, i tej, która okazała się parszywym tombakiem, o znajomych i nieznajomych, o facetach – też, o wyższości zimnego drania nad ciepłymi kluchami, o romantycznych porywach i podszczypywaniu wiadomo czego przez wiadomo kogo, o życiu. Tym codziennym, tym w biegu, tym leniwym. O tym własnym dużo częściej niż o cudzym. O tym, co ważne, i o tym co całkiem nieważne. O wszystkim. Bo tak to tylko z Przyjaciółkami. Choć nie tylko przy winie. 

Kiedy piję mleko…
To czuję, że dbam o siebie. O swoją osteoporozę hipotetyczną i złamanie szyjki kości udowej po menopauzie. Piję mleko i pamiętam o okresowych badaniach. Piję mleko 0,5% i przypominam sobie, że nie wchodzę w dżinsy z zeszłego sezonu, a właściwie to chciałabym znów w nie wchodzić. Piję mleko z wapniem i wpisuję w kalendarz drukowanymi literami „TEL. DO DENTYSTY!!!”. Piję mleko i uśmiecham się do siebie: „jesteś wielka!” :) 


Kiedy piję kefir…
mlekoTo w upał. Kiedy powietrze klei się do człowieka obślizgłymi łapami jak namolny współpasażer w zatłoczonym PKP. Kiedy każda komórka mojego ciała woła o deszcz. Kiedy każdy neuron w mym mózgu żąda ochłody, gdyż grozi przegrzaniem, co zdarza się nawet najlepszym procesorom. Biorę prysznic, wkładam ulubioną sukienkę, chodzę po mieszkaniu boso i strzepuję gdzie popadnie wodę z mokrych włosów jak niesforny pies po deszczowym spacerze. I piję kefir. 

Kiedy piję nalewkę…
To własnej produkcji. Damską wiśniówkę z miodem, która oczarowała chyba każdego, kto jej kiedykolwiek spróbował. Tą, która upoiła mnie podczas drylowania Casisspirytusowych owoców. Tą, z której wiśnie wyciągam do najbardziej wymyślnych deserów lodowych. Tą, która zawsze za szybko się kończy. Albo ratafię. Każdego roku smakuje całkiem inaczej, jeszcze nikt nie rozszyfrował składu. A skład jest zmienny, zależny od tego, czym ogród w danym roku obrodził. Bywa więc słodka i o smaku owoców leśnych, albo wytrawna, z wyraźną nutą porzeczki. Chociaż z porzeczek najlepsza jest Casis. Cierpka, mocna, klarowna –pyszna. Na marginesie – nalewki to chyba jedyna rzecz, do której nadają się czarne porzeczki. Na surowo mogłyby dla mnie istnieć, ale toleruję ich istnienie wiedząc, do jakiej przemiany są zdolne (to lepsze niż woda w wino ;)). Więc kiedy piję nalewkę to własnej produkcji, do której sama szorowałam cytryny, sama ucierałam w moździerzu przyprawy, sama liczyłam na karteluszku proporcję w jakiej dodawałam alkohol i wodę, sama drylowałam pijane owoce, sama sączyłam ją przez bibułkę i sama opisałam bukłaczki „Casis 2007”. Taka smakuje najlepiej. 

Zdjęcia:
1 i 3 - wikimedia commons (http://commons.wikimedia.org)
2 - Pejot (http://www.flickr.com/photos/pejotphoto/)
4 - własne zdjęcie własnej nalewki :)

strona: 1 2 3 4
    dodaj do dodajdo

Komentarze

dodaj komentarz
mrowamala [18.11.08/14:12]

herbataaaa

zwyczajna ot tak, egzotyczna zeby sie odciac od rzeczywistosci, rozgrzewajaca w mrozne dni, orzezwiajaca w senne dni, romantyczna i pobudzajaca wieczorami. harbata to napoj bogow jak nic! polecam z rumem i oranzada ' Rozgrzewająca Krwawa Mary' z przepisu z http://herbata.kipme.pl/strona/na-rozne-sposoby.html
Monia [31.08.08/19:46]

Jedzenie ze smakiem

http://www.youtube.com/watch?v=rcGmg1HNfvw
Daguniek [09.08.08/19:32]

Mart

się czuję... :*
martuuha [08.08.08/23:36]

zbiorowo

wróciłam z dalekiej podróży... :-))
Z Wilna znaczy, o którym na pewno Wam napiszę i opowiem, jak wrócę na dłużej.
Strasznie czekałam na moment kiedy tekst trafi na bro i coś czułam, ze to bedzie jak mnie nie będzie.
Cieszę się baaardzo, że Wam przypadł do gustu (do smaku i do zapachu).
Dag - możesz czuć się muzą(!), bo poniekąd herbaciana rozmowa z Tobą mnie zainspirowała. Pojawiły się w głowie tylko te nagłówki i długo modziłam co z nimi zrobić ;-)
A teraz ja sączę herbatę po kilkunastogodzinnej podróży (zmordowana!), a wy szalejecie na brozlocie. Trochę zazdroszczę, że mnie tam nie ma, ale nie można mieć wszystkiego :)
divinedianik [07.08.08/18:15]

martuuha

jeszcze tylko mojej gorącej czekolady zabrakło ;-))
tekst super... herbata i wino mi najbliższe... a po wódce też nic nie pamiętam ;-)
Pisząc to, jakbyś czytała mi w myślach :-))
Daguniek [07.08.08/17:44]

Chodził

mi po głowie tekst o herbatach moich ukochanych, ale chyba bym tego lepiej od Ciebie mart nie napisała :) Mm, rzeczywiście zapachniało herbatą... i smak kefiru poczułam na języku też :)
martolina [06.08.08/23:03]

sliczny tekst.

Najbardziej pachnialo mi herbata, choc w sumie jej nie pije, tylko zima. Ale tak pieknie o niej napisalas, ze pachnialo, no :)
mixaiza [06.08.08/22:19]

Martuuha

nic więcej nie napiszę niż to, że jest to dla mnie jeden z najpiękniejszych tekstów na BRO... ma w sobie to coś... coś niesamowitego.. i zazdroszczę Ci nieprzyzwoicie, że jest Twój a nie mój... :)
la.donna [06.08.08/20:37]

czerwona herbata

wybitnie mnie pobudza, bardziej niz kawa:)
Tulia [05.08.08/18:03]

taki pogodny, uspokajający

tekst, ładujący pozytywnie, dla mnie wielbicielki herbaty, podwójnie fajny :))
ax [05.08.08/15:09]

...

herbaty, herbaty i jeszcze raz herbaty...uwielbiam :)
nemi [05.08.08/14:56]

.

strsznie mi sie podoba twoj tekst!suuupa!
zblaz [05.08.08/13:49]

mniam :)

smaczny tekst :) ale ja jednak w innych okolicznościach piwo pijam, znaczy się przy bardziej licznych okazjach :D

a do dobrej kawy mam stosunek nabożny. tak samo jak do lampki wina wieczorem przy świeczce i swoim pamiętniczku papierowym. też kiedys nawet tekst w takim klimacie popełniłam na własny użytek :) achhh kiedy to było :>
myl [05.08.08/12:25]

świetne!

aż mi się pić zachciało; zaparzę zieloną. ;))
Truskawka [05.08.08/11:44]

po prostu

piekne :) rozmarzylam sie i mi jakos tak sielsko a za oknem leje i goraca wisniowka bylaby jak znalazl :)
gali [05.08.08/11:07]

pięęękne,

aż mi się pić zachciało herbaty i wszystkiego;)

słyszałam dwie Angielki, które komentowały pitą herbatę "po turecku" - "Jestem spragniona, a nie głodna"...
maurycja [05.08.08/10:44]

stara

weź mnie nie wnerwiaj;)
met [05.08.08/10:02]

maura

już za chwileczkę, już za momencik, czyli za jakiś rok?:DDD
maurycja [05.08.08/09:54]

bardzo

sympatyczny tekst. kurcze jak ja bym się wiśniówki napiła, aaaaa! i ginu z tonikiem. i winka.
cran [05.08.08/09:45]

świetnie napisane!!

tak lekko, sympatycznie, aż się człowiek mimowolnie uśmiecha:-))
met [05.08.08/09:28]

bardzo fajny tekst:)

taki sympatyczny:)
i widzę, że ciocia herbatka jesteś, ja podobnie:)
kawę pijam też z ekszpresu domowego
najb. lubie espresso we Włoszech
a pijam też gin z tonikiem, bo orzeźwia, a mleka nie, bo bardziej szkodzi niż pomaga.
ale tak ładnie chyba bym nie napisała, chyba, że o kacu heheh
Michaela [05.08.08/08:03]

Rewelacja jak dla mnie.

Skąd ludzie czerpią pomysly na pisanie takich świetnych tekstów? Pewno to po tej wodzie masz taką "jasność umysłu". Bardzo mi się podoba to co i jak napisałaś.
margit [05.08.08/06:52]

świetne

kapitalnie to napisałaś, czułam smak każdego z tych wszystkich trunków, no może poza nalewką, no bo jak miałabym wiedzieć jak ta Twoja smakuje:)
Czytając myślałam o moim piciu. Jakże inne.... a jakie to jest ciekawe: powiedz mi co/jak pijesz, a powiem Ci kim jesteś :)

Pisz i twórz jedyny autorski serwis
dla ludzi, którym się chce!



Cafenews