[sekundę...] 


REKLAMA
Pierwsza praca
martuuha [2009-08-31]
Kolejne dni wyglądają podobnie. Obiecujesz sobie wstać wcześnie i od rana zabrać się do pracy. Około 11 sączysz leniwie pierwszą kawę, w południe bierzesz prysznic, pół dnia szukasz weny tracąc czas na smętne surfowanie po sieci – beznamiętne i bezmyślne. 

Przed wieczorem opieprzasz się w myślach za to opieprzanie, a po zmroku w końcu zasiadasz do znienawidzonego pliku o jakże wymownej nazwie emgieer.deoce i z trudem zapełniasz kolejne strony skrupulatnie liczonymi zdaniami, słowami, a najchętniej to znakami (bo tych najwięcej i można się łudzić, że się COŚ zrobiło). 

Jeśli przypadkiem masz lepszy dzień rozpędzisz się i piszesz do rana. Zasypiasz ze świtem z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku i padając w poduszkę przez ułamek sekundy myślisz: „a może jednak się uda?” Po długiej nocy znów nie udaje Ci się wstać tak wcześnie jak chciałaś. 

Któregoś dnia o 8 rano budzi Cię uparty telefon, którego nie mogłaś się spodziewać, bo nawet Rodzice już się przyzwyczaili do Twojego trybu życia i choć go nie akceptują to jednak nie dzwonią despotycznie o tak głupiej porze.
- halo? – mamroczesz w słuchawkę
- dzień dobry, tu Anna Kowalska z firmy XYZ, czy rozmawiam z panią Martuuhą?
-Tak, to ja, słucham.
-…………….. …. ……. w poniedziałek, o 8 rano – udaje mi się wyłapać z potoku słów tylko końcówkę.
- Yyyy – odpowiadam inteligentnie – Czy zechciałaby Pani powtórzyć?
- Oczywiście. Tak więc…. …. …. ……. w poniedziałek o 8 rano. Z nastawieniem, że zostanie już pani do pracy. Czy to Pani odpowiada?
Jest piątek – myślę szybko. – Na weekend wyjeżdżam, wrócę prosto do domu, bo to przecież tam bliżej, zabiorę parę rzeczy, fartem mam do dyspozycji auto. Dam radę. Jakoś.
- Tak, będę o 8. do zobaczenia. 

Siadasz na łózku trochę oszołomiona. Przypominasz wysłane kilka miesięcy temu CV, test z angielskiego, który rozwiązywałaś i rozmowę, na którą w wyznaczonym terminie nijak nie mogłaś się stawić, a inny termin ich nie interesował. Jednak sobie przypomnieli. No dobra, niech będzie. 

W ciągu kilku godzin pakujesz się nie tylko na weekendowy wyjazd, ale i kilka następnych dni. O dziwo, praca czeka na ciebie nie w metropolii, a na prowincji, z której pochodzisz
................................................................................................................
Denerwowała się. Nie wiedziała jak będzie wyglądać rozmowa, jak ma wyglądać praca i ona sama – w co się ubrać i co mówić? 

Była na czas. Wartownik wypisał jej przepustkę, drogę do biura pamiętała z poprzedniej tu wizyty. Uśmiechnięta sekretarka zaprowadziła ją do sali, zaproponowała kawę i przeprosiła, że pani dyrektor jeszcze nie przyjechała.
- Ale na pewno za chwilę będzie. 

Kawa była smaczna, a ona trochę mniej zdenerwowana. Dyrektorki wciąż nie było, pojawiła się przyszła kierowniczka z uśmiechem, przykrótkimi nogami i drugą kawą. Porozmawiały chwilę o jej niedokończonych jeszcze studiach, znajomości angielskiego i dziale, w którym miałaby pracować. Po chwili w drzwiach pojawiła się energetyczna blondynka, niewiele starsza od niej samej. Rozmowa z dyrektorką była krótka i aż nadto konkretna. Zaznaczyła w kalendarzu dzień jej obrony magisterki, uścisnęła dłoń i życzyła im obu owocnej współpracy. 

Kierowniczka zaprowadziła do działu. Był tak cholernie miały, klaustrofobicznie ciasny. Nie przyszło jej do głowy, że te dwie ciasne klitki to już koniec zwiedzania jej działu. Kierowniczka przedstawiła ją nowym kolegom (głównie koleżankom), wręczyła firmowe wdzianko i rzuciła na głęboką wodę. 

Kilka pierwszych dni towarzyszyło jej uczucie zagubienia (wciąż nie miała jeszcze odwagi wyjść na część produkcyjną zakładu sama; bała się, że nie znajdzie drogi powrotnej do biura) oraz gorąca (nieklimatyzowana klitka, w której w porywach przy 3 komputerach pracowało 7 osób). Jednolity biały fartuch, gumowane buty i czepek załatwiały jakiekolwiek problemy z dresscodem. 

Podziwiała sprawność koleżanek z działu w poruszaniu się w gąszczu chaotycznie poutykanych gdzie popadnie segregatorów. Starała się zapamiętać imiona ludzi pracujących przy produkcji i rozkład pomieszczeń. Piątego dnia wpadła jej w ręce mapa zakładu i przestała się gubić. Na kartce a4 systematycznie dopisywała kolejne, na wskroś fachowe, słówka i zwroty – podręczny słowniczek. Nie wiedziała, że za najdalej miesiąc nie będzie jej już potrzebny. 

Poznawała kolejne etapy produkcji, zakres obowiązków i dokumentację, która lada chwila ją dopadnie. Po pracy pędziła do domu i do nocy pisała pracę, wydzwaniała do promotora i słała mu tęskne maile o błagalnym wydźwięku (sprawdź pan te pracę, bo padnę trupem tu i teraz). 

Po dwóch tygodniach obroniła się na pięć, przegadała z promotorem kilka pożegnalnych godzin racząc się jego firmową herbatką. Obiecała sobie, że choćby nie wiem co uczci to odpowiedno, a nastepnego dnia, mimo obrzydliwego kaca stawiła się rano w pracy. 
.....
Kilka dni później z pracy odchodzi chłopak, którego miejsce zajęła, a który wprowadzał ją we wszystko. A więc została sama, rzucona na głęboką wodę. Trochę się boi, ale nie mówi o tym głośno. Stara się cicho o tym też nie mówić. Na wszelki wypadek. 

Biega na ksero, wyłudza od sekretarki kolejne ryzy reglamentowanego papieru, wyszukuje w sieci podyktowane przez kierowniczkę rozporządzenia i zajmuje się temu podobnymi ambitnymi pracami biurowymi jak przekładanie zawartości jednego segregatora do drugiego

Kolejne tygodnie, kolejne wyzwania, może w skali mikro, ale każdego dnia czuła, że robi krok do przodu. 

Nigdy nie czuła się zbyt pewnie w angielskim, dzięki znajomości którego dostała tę pracę (przy braku doświadczenia i nieukończonych studiach). Tłumaczyła wielostronicowe sprawozdania z audytów, prowadziła korespondencję, oprowadzała po zakładzie zagranicznych gości, prowadziła z nimi rozmowy o wprowadzeniu nowych produktów i gadała przez telefon. 
Tak, tak, w międzyczasie dostała służbowy telefon. Trochę było jej głupio (nikt w dziale nie dostapił tego ‘zaszczytu’),ale z drugiej strony śmiała się w duchu, bo wiedziała, że narzędzie całodobowej kontroli pracownika nie sprawdzi się na jej prowincji, gdzie aby złapać zasięg trzeba wejść na dach stodoły ;-). 
Gadała więc przez ten telefon z angolami i różnymi innymi. Pewnie Anglicy mieli ubaw z jej jąkania i brakach w gramatyce, ale rozumiała ich, a oni ją i jakoś szło do przodu. 

Mozolnie wypełniała sterty dokumentów, starając się nie robić w nich zaległości, choć z drugiej strony nie mogła uwierzyć, że to możliwe. Coraz lepiej orientowała się kto za co jest odpowiedzialny. Wiedziała kogo i za co może opieprzyć i kiedy trzeba korzystała z tej wiedzy. Pamiętała kto pije herbatę, kto rozpuszczalną, a kto słodzi fu siarę. 

Kiedy trzeba zostawała po godzinach, czasem do nocy, uparcie jednak broniła czasu poza pracą – nie zabierała tłumaczeń ani dokumentów do domu. Po audytach jeszcze długo huczał jej w głowie angielski, po angielsku myślała w sklepie co kupić na kolację, po angielsku gadała sama ze sobą wracając autem do domu. 
........
Początkowo każdego dnia zdawała w domu relację z tego co i jak dziś robiła; co ją zdziwiło, czego nie ogarnia, czego się boi, a czego nie rozumie. Potem jednak coraz częściej wracała tak zmęczona, że nie miała siły wydobyć z siebie skleconego byle jak zdania. 

Pocztę sprawdzała co kilka dni, nie miała kiedy odpisywać na zaległe maile, więc i tak przychodziło ich coraz mniej. Przed snem probowała odezwać się choćby smsowo do znajomych, których tak bardzo jej tu brakowało. Nie raz i nie dwa zasnęła z telefonem w ręce, w połowie zdania...

Kontakt ze znajomymi ze studiów był lichy, wiedziała jednak, że każdy orze jak może, z pracą ciężko, łapać się trzeba czego się da. Jej się trafiło. Praca w zawodzie, którego zarzekała się nie opuszczać, który tak bardzo jej pasował. Miała fart. 

Tylko dlaczego wczoraj padła o 21 w łóżko, nie mając siły majtnąć nogą i przez dwie godziny szlochała – ze zmęczenia, z tęsknoty za Ludźmi, za całkiem inną czasoprzestrzenią, za życiem, które… gdzie indziej? 

Nie tak wyobrażała sobie dorosłe życie. Nie tak.
strona: 1 2 3 4
    dodaj do dodajdo

Komentarze

dodaj komentarz
loubutinka [04.09.09/14:44]

:P

całkiem fajnie to opisane, ale...troszkę mnie przeraziłaś;P Chyba nigdy nie będę pracować w biurze;)
kozucha [03.09.09/15:29]

ja

tylko dodam, że kolejne kroki w dorosłość prawdopodobnie będą podobne do tego pierwszego. Każda zmiana miejsca pracy, to kolejny stresik. Bez względu na doświadczenie. :)
endo [02.09.09/21:17]

ejjjjj

ja widziałam żeś na prowincji nie w mieście, ale ciekawa byłam czy w ogóle jeszcze w pzn bywasz ;) więc żadna pała ;D

telefon masz, odzywaj się więc ;d
yamot [02.09.09/20:02]

e

ja tez kcem taka podwyzke ;]
martu [02.09.09/14:24]

endo, fet

pała z uważnego czytania :P wszak pisałam, że praca o dziwo nie w mieście, a na prowincji. I to jest jej chyba największy minus. Ale jakieś piwo vel kafffka to by się chętnie, chętnie... Jakby mi się zebrało na poznań, to dam znać :D

Wuwu
hłe, hłe
endo [02.09.09/00:19]

e no jak już dostajesz

podwyżkę znaczy spisujesz się :) pierwsza praca to dość często doświadczenie mało przyjemne..

czyli, że Ty już w ogóle nie w Poznaniu, czy jak? bo może jakbyś znalazła chwilę to by my się na jakąś kawuuhę ustawiły cobyś się odstresowała ha? :)
fet [02.09.09/00:10]

to sie poprawiam zatem

wszak z textu wywnioskowałem żeś nieszczęsliwa. Ty z Poznania? kiedy miting? :>
Wuwulec [01.09.09/22:27]

No, no

300 dolców podwyżki to już coś.
martu [01.09.09/21:25]

a!

i ten tego... dostałam podwyżkę! :D
(na waciki ;-))
martuuha [01.09.09/21:13]

met

nie mam pojęcia dlaczego. i wiem, że to nie jest wytłumaczenie :D

fet - o mnie. tylko to nie jest tak, że jestem nieszczęśliwa, bo nie jestem. jestem szczęśliwa tak w ogóle, robię to, co lubię, pracuję w zawodzie, na którego poznaniu spędziłam 5 lat zajebiście trudnych, ale fantastycznych studiów i tylko jedyne co, to cholerne zmęczenie sprawia, że nie mam sił się tym cieszyć.
może trochę puenta mi uciekła w inną stronę niż miała, niesforna.

plazm - nie wiesz, bo to: "lepiej nie wiedzieć" ;-)
a tak poza tym, to faktycznie, kwestia okrzepnięcia. bo wtedy to się znajdzie czas i siły na życie poza trybem-pracuję:śpię:pracuję.

tru - odpowiedz - tak jak do feta, tylko nie tak ostro ;-)
Truskawka [01.09.09/13:33]

martu

no to co? powtorze za innymi nie? Welcome in reality :)))no i zgodze sie z Fetkiem tyle, ze nie tak ostro ;)))) W zyciu sky is the limit i tylko od nas zalezy gdzie sobie ten limit ustawimy:))
plzm [01.09.09/11:23]

p. s.

obrazek można było samemu dodać , a nie skazywać adminki na szukanie adekwatnego - ja nawet nie wiem, czym Ty się zajmujesz, Martuuho:)
plzm [01.09.09/11:20]

ej

nie jest źle :) po pierwsze: masz robotę, po drugie: w zawodzie, po trzecie: masz już emgieera
czyli, że teraz trzeba pomyśleć, co zrobić, żeby codzienność, rutyna i samotność poszły precz..
poznać ludzi realnych spoza roboty, zacząć wić gniazdo własne - i za każdym razem jak się wymarzony cel osiągnie, nie stwierdzać z przerażeniem "to już?!" tylko, "nooo, jestem boska!" :)
Fetish [01.09.09/10:32]

Ja mam pytanie

to o Tobie? Bo jak tak to współczuję. Porzygałem się prawie od tych narzekań. Jaka Ty musisz być nieszczęsliwa w tym życiu. Problem jest jednak taki - nie pasuje, zmień, na co czekasz? Na Twoje miejsce przyjdzie ktoś kto może bardziej sprawdzi się w tej roli? To właśnie jest typowo polskie - narzekanie i pierdolenie, ale nie zrobienie nic w kierunku, żeby mnie samemu było lepiej. Za bycie samarytaninem dostaje się w dupę, a czasy Bibli to kamień łupany. XXI to czas egoizmu. Pomyśl trochę o sobie i przestaniesz smęcić.
met [01.09.09/07:39]

a czemu

zaczęłaś od narracji w drugiej osobie, a potem przeszłaś na trzecią? bo nie kumam za bardzo?

no a co do zdarzenia, to jesli to praca nr jeden, no to chyba nie koniec świata jeszcze?:) po prostu doświadczenie i tyle.
martu [31.08.09/23:13]

i jeszcze

chciałam złożyć protest odnośnie obrazeczka. bo jak mi ostatnio kadrowa powiedziała, ze ja tojestem pracownik biurowy to myślałam, że mnie sieknie. plan był by w ramach buntu przez tydzień nie wychodzić z biura w kierunku Prawdziwej Pracy - na dowód. o. i w śpilkach nie chodzę ;)
martu [31.08.09/23:11]

:P

no nabijajcie się, nabijajcie, małpy rogaty i małpiszony też :P
Nie pamiętał wół jak cielęciem był, o! stare pierdniki ;-)

i ogólnie ten, ja naprawdę mam poczucie farta, że przecież kryzys, a ja tu w zawodzie, że to nawet jest coś, co lubię robić, i wogle, wogle... tylko to pieruńskie zmęczenie i tryb życia - praca-sen, praca-sen, i brak widoków na jakieś energetyczne kopy...to mnie męczy jak nie wim co. No i fakt, że jeszcze tym tuzem, co to mi Galka wróży, nie jestem. A może powinnam, co nie? ;)

no, i ogólnie to dzięki i też was lubię :)
monika2222 [31.08.09/22:12]

Też

nie będę oryginalna ;). Witaj w klubie :). Za jakiś czas się przyzwyczaisz, choć zwykła codzienność dopada w najmniej oczekiwanych momentach i wtedy nic się nie chce, nic nie ma ;).
Ale jakoś zawsze powoli do przodu :).
Będzie dobrze :))).
Tulia [31.08.09/20:45]

Martu, no nie martw się,

każde początki są trudne, a taka sytuacja kiedy praca jest samą przyjemnością i pokrywa się z pasjami i zainteresowaniami nie jest, niestety, zbyt częsta, więc widzisz, że wiele osób męczy się w pracy, ale pracę zawsze można zmienić, to uśmiech na buźkę i będzie dobrze, dla mnie najgorsze są dojazdy do pracy, stanie w korkach rano i po południu, a w pracy jest juz fajnie :))
Wuwulec [31.08.09/15:27]

Nie desperuj,

tak jest tylko do emerytury, a potem - dolce vita. Z tym, że niektórych wcześniej wyleją i ci, wtedy, wspominają z rozrzewnieniem jak to było przed wylaniem. Tak więc, powodzenia.
A może inni też opiszą swe pierwsze prace? A ci, co jeszcze nie pracują, mogą opisać swą wymarzoną pierwszą pracę.
Daguniek [31.08.09/14:57]

Martu,

Ty weź mnie nie przerażaj, właśnie tego się boję po studiach :) Na razie mam takie piękne wizje pracy w której będę się jak ryba w wodzie czuła :)
A tak poza tym to napisałaś to tak fajnie komicznie, że aż Cię widzę bez tego zasięgu na dach lezącą :D
goya [31.08.09/14:49]

ojjj

powiem jak reszta: witaj w klubie;)
dołóż sobie jeszcze jedno albo dwa dzieciaki i już jest faaajnie;)
ale nie, będzie lepiej-zobaczysz:)
zblaz [31.08.09/14:35]

kurde

to ja mam jakieś cieplarniane warunki wchodzenia w dorosłość chyba, bo niby też z dnia na dzień (ze środy na piątek konkretnie) przeskoczyłam z dziennych studiów na etat, ale mnie się okrutnie spodobała i do dziś podoba zmiana trybu życia z rozmemłanego i bezcelowego w gruncie rzeczy studenckiego na zorganizowane i zapracowane pracowe. i jeszcze płacą, bosko :D

no i teraz mi pojedziecie od biurwy na ciepłym stołecku pewnie hehehe :D
Marianna [31.08.09/14:15]

Martuu,

no cóż - jak niżej napisali doświadczeni - witaj w klubie:) Ale z czasem rzeczywiście się człowiek uodporni, odpuści pierdoły, a zajmie tylko istotnymi rzeczami. Też poszłam do roboty z marszu, nagle, rezygnując z osoatnich wakacji w życiu z czwartku na piątek. Padałam o 20.00 albo 21.00 na twarz i ryczałam w poduszkę, że mam dość tej dorosłości. I niestety nie była to praca w moim zawodzie.
Trzymam kciuki :)
ole [31.08.09/13:48]

;)

heh... to to zawsze tak jest? że oddzwaniają po kilku miesiącach i z zaskoczenia biorą? ;)
Martuu.. napisałabym, jak bardzo Ci zazdroszczę, ale nie chcę tu przysmęcać, więc tylko napiszę, że z czasem człowiek się przyzwyczaja i mniej wypala w robocie i ma potem siły na cokolwiek innego ;)
gali [31.08.09/12:26]

albo łelkam tu de dżangl ;)

wiesz Martuu co Ci pisałam i tu i gdzieś tam, że Cię podziwiam, bo szachmach i co prawda ciężko Ci jak jasny gwint, to masz zajęcie i nabywasz doświadczenie.
A jestes tak pozytywną osobą, że w swej branży będziesz tuzem, mówię Ci :)

I jak juz tuzem zostaniesz, nikt nie mówi, że szybko, to będziesz wybierać jak w ulęgałkach.

Po prostu dla Ciebie nie ma: eee, nie mam nastroju, zła energia i tym podobne usprawiedliwienia - nie!

Idziesz naprzód :)
j... [31.08.09/12:09]

witamy

w klubie :)))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))
alem sie wewnętrznie obsmiał ... :)))
no, potem z gorki ... wytrzymaj tylko te pierwsze 5-10 lat, potem sie przyzwyczaisz ;)))
yamot [31.08.09/11:24]

nie nie moge sie powstrzymac ;)

welcome to the real world! it sucks! you're going to love it.

Martu - pozniej juz jest z gorki :)

Pisz i twórz jedyny autorski serwis
dla ludzi, którym się chce!



Cafenews