[sekundę...] 


REKLAMA
"PAW KRÓLOWEJ"
martysska` [2008-11-11]
Pytanie za sto punktów. Co robi dzisiejsza (zła, niedobra, rozpuszczona i leniwa) młodzież po lekcjach? Pije biedronkowe piwo pod blokiem, pali podkradzione rodzicom papierosy, bluźni, bije i każdego dnia stacza się tylko niżej i niżej? Pewnie tak, o tym właśnie pisze Dorota Masłowska. Ale jest też druga strona medalu.

Mam siedemnaście lat. Co miesiąc spotykam się ze znajomymi w miejskiej bibliotece, żeby porozmawiać o ostatnio przeczytanej książce. Dla jasności- nikt nam za to nie płaci. Spotkania, o których mówię, to projekt o nazwie DKK ( Dyskusyjny Klub Książki), o którym postaram się niedługo napisać. Na razie wyjaśnię tylko, że dostajemy raz w miesiącu książkę z listy, którą wcześniej sporządziliśmy. W klubie jest około 10 osób, chociaż na spotkaniach pojawia się ich znacznie więcej. Siedząc przy herbacie wymieniamy się spostrzeżeniami, kłócimy, śmiejemy, piszemy recenzje i wiele się od siebie uczymy.

Ostatnią omówioną pozycją jest „Paw królowej”, młodej, ale już docenionej pisarki Doroty Masłowskiej. Gdybym zobaczyła tą książkę na półce, prawdopodobnie sięgnęłabym po nią, tylko ze względu na okładkę, wyróżniający się format i ilustracje. Jestem jednak pewna, że po przeczytaniu pierwszego zdania, które zajmuje zresztą cały akapit, odłożyłabym ją z powrotem. I tu proszę państwa popełniłabym wielki błąd. Oczywiście dojście do takiego wniosku zajęło mi trochę czasu, ale to jest właśnie magia literatury.

Słowem wprowadzenia książka opowiada o środowisku warszawskich blokersów, ale także o zwykłych ludziach, którzy w tym środowisku muszą się jakoś odnaleźć. Myślę, że postacie takie jak brzydka i nieszczęśliwa Patrycja Pitz możemy łatwo przenieść na nasze otoczenie i nadając im inne imiona przeczytać opowieść o naszych sąsiadach, a co gorsza nawet o sobie.
„Paw królowej” to nie jest łatwa lektura. Wymaga czasu na wbicie się w specyficzny rytm opowiadania, ciężko przeczytać ją bez rapowania, co na początku wydaje się śmieszne, szczególnie dla osób, które patrzą na ciebie z boku. Zdania w utworze są bardzo długie, co utrudniało mi początkowo zrozumienie tekstu, ponieważ, kiedy przez chwilę pomyślałam o czymś innym, gubiłam sens historii.
Sama opowieść to jednak oddzielna sprawa, jej nie będę się czepiać. Chciałabym natomiast poruszyć kwestię języka. Ja, siedemnastolatka z obskurnego osiedla, na którym przekleństwa słychać częściej niż „dzień dobry” byłam zszokowana czytając niektóre słowa. Szczerze mówiąc, teksty w stylu „penis, penis, cycki i pochwa, chciałaby sobie ona dać zrobić żaluzje w oczach”, początkowo wydawały mi się porostu prowokacją i robieniem sztuki z niczego. Dopiero moja determinacja, żeby przeczytać całą książkę, pozwoliła mi zrozumieć, że dałam się nabrać. Że to nie Masłowska jest głupia, bo tak napisała, tylko to ja. Ja dałam się złapać w sieć, którą stworzyła autorka. MC Dorota, jak sama siebie nazywa, wyśmiewa w swojej książce wszystko. Ludzi, politykę, mentalność, język, którym posługują się jej papierowe postacie i samą siebie. I właśnie do tego punktu trzeba dotrzeć, aby jasno zobaczyć, że ta młoda pisarka obśmiewa Polskę i nas samych. Dorota Masłowska kpi nawet z własnej książki, pisząc: „należy tłumaczeniu tej książki na inne języki zapobiec, ponieważ postawy bohaterów zdradzają niski moralny poziom, co w złym świetle na Zachodzie stawia Polskę i powszechnie kultywowane tu wartości".

„Paw królowej” pokazał mi jak ciekawie można się posługiwać polszczyzną. Najpierw oburzałam się, wiedząc, że nagrodę Nike, którą zdobył wcześniej Czesław Miłosz, dostaje dwudziestokilkulatka pisząca coś, co każdy mógłby napisać. Teraz wiem, że wcale nie byłoby mi tak łatwo. W końcu częstochowskie rymy, których używa Masłowska każdy potrafi ułożyć. Każdy zna też liczne bluźnierstwa. Umiemy pisać długie zdania. Sztuką jest jednak tak wykorzystać te elementy, żeby wyśmiać a samemu nie stać się śmiesznym.

Masłowska zaskoczyła mnie. Po „Wojnie polsko- ruskiej” nie miała wyboru. W końcu czytelnicy zastanawiali się, co też ona nowego wymyśli. Radzę jednak nie sugerować się wrażeniami po pierwszej książce, bo mimo że język i styl pisania pozostały podobne, to widać, że autorka dorosła. Pisze już bardziej świadomie, wie jak zadziałać na czytelnika, jak nim manipulować. Jestem tego najlepszym przykładem.

Chwalę „Pawia”, ale tak naprawdę to nie jestem do końca jego zwolenniczką. Autorka otrzymała za tą książkę bardzo znaczącą nagrodę literacką- Nike. Mimo że zauważam pomysł i oryginalność, napełnia mnie przerażeniem myśl, że w polskiej literaturze forma zaczyna brać górę nad treścią. Dorota Masłowska co prawda świadomie wykorzystała taki język i wprowadziła podział czytelników. Jedni przeczytają „Pawia królowej” powierzchownie i wyniosą z tego zwykłe opowiadanie, które spodoba im się, albo i nie.
Drudzy natomiast zajrzą głębiej. Dostrzegą zamiar autorki i już nie będą mieli wyboru- fajne, czy nie. Przeczytają, bowiem bezkompromisowy, prześmiewczy opis siebie samych i swojego kraju. Z tą szczerą prawdą nie da się walczyć, można ją tylko przyjąć do wiadomości. Mogę wam więc powiedzieć przeczytajcie „Pawia królowej”, żeby się sprawdzić. Żeby zobaczyć ile macie dystansu do otaczającego was świata, czyli na której stronie dostrzeżecie ironię. Ja niestety nie wypadłam najlepiej i naprawdę wstyd mi za te „oburzające” 30 pierwszych stron.
strona: 1 2 3
    dodaj do dodajdo

Komentarze

dodaj komentarz
Paweł [23.01.10/15:00]

XXX

może książki Masłowskiej nie wszystkim przypadają do gustu ale doskonale pokazują problemy współczesnego świata. Pisane są w specyficzny sposób autorka bardzo często opisuje swoje niezadowolenie z zastanej rzeczywistości. Należy się jej szacunek chociaż by za to, że w tak młodym wieku zdecydowała się opublikować swoją pierwszą książkę Wojnę polsko- ruską.
nekta [27.01.09/11:50]

Kim

pudelka to akurat pisza ludzie, ktorzy maja pojecie o tym, jak napisac, jak sprowokowac, jak wysmiac, a jednoczesnie zrobic to tak, zeby potem "gwiazdy" nie mogly ich pozwac do sadu :)

ja Maslowskiej tez nie lubie, "Wojne..." czytalam dawno, ale jakos mnie nie zachwycila - sensu to tam wielkiego nie bylo z tego co pamietam.
szczesliwa [07.01.09/20:24]

nie zachwyca

ja czytałam "Wojne..." Masłowskiej jeszcze bedac w Liceum.
i chodz też czasem sobie przeklne i moi znajomi też to przeraziło mnie co bylo w ksiazce....bylam w szoku, tez trudno bylo o porzadna fabule....
fachowcem nie jestem wiec moge powiedziec tylko o moich odczuciach.
trzeba przyznac , ze jest to dosc oryginalny pomysl na pisanie, ale chyba chcwilami juz meczacy.
a z tego co czytam o "pawiu..." to przychodzi mi do glowy mysl, ze autorka wyróżnia sie na tle innych ale jej książki są do siebie podobne...
KIM [19.11.08/21:31]

mnie wystarczyły felietony masłowskiej aby stwierdzić

iż panna jest grafomanką, usiłowałam przebrnąć przez "Wojne.." ale mi sie nie udało, to bezsensowny bełkot. A całe zachwycanie się nas wątpliwym, moim zdaniem "Talentem" tej panny to gruba przesada.
Juz lepiej poczytac "Pudelka" ;)
martysska` [13.11.08/15:12]

wiem, wiem

że za mało było o fabule, ale to trochę dlatego, że mi tej fabuły w samej książce brakowało... jednak wezmę to sobie do serca, bo biorę się za kolejną recenzję:)
piaget [13.11.08/10:53]

wojna

mnie nie poruszyła, wręcz przeciwnie, ale chyba dlatego, że jednak inny rodzaj literatury mnie rusza i tyle.
pawia pewnie przeczytam, dla przyzwoitości
recka fajna, choć mi też zabrakło słowa o fabule
goszka [12.11.08/16:42]

...

nic jeszcze Masłowskiej nie przeczytałam choć oczywiście wiele już na jej temat i jej pisania słyszałam.
satya [12.11.08/11:11]

tez jeszcze

nie czytałam nic Masłowskiej. Jak chciałam dorwac coś jej w bibliotece to nigdy nie było...
Fajnie napisane, ale też brakło mi czegoś o fabule- tak tyć tyć chociaż
met [11.11.08/23:06]

marto

:DDDD

3x yes:D
martolina [11.11.08/22:55]

a co mecia robila majac 17-scie? czytala oczywiscie

!
martolina [11.11.08/22:55]

met... moje trafia do bro...

e, nie powiem, ktory dzial bylby dla mojej 17-stki:)
Mersace [11.11.08/22:41]

kto to jest Maslowska?

Bo ja nie znam pisarki Masłowskiej...
Znam natomiast niejaką Masłowską pojawiającą się na praktycznie każdej raucie i każdym party na jakie ją zaproszą...
met [11.11.08/22:22]

a może powstanie cykl tekstów pt.

co robiłam mając lat 17?:))
zgadnijcie co ja robiłam:D
martolina [11.11.08/22:13]

ksiazka czeka na mnie na polce

wiec na pewno przeczytam

Brawo za inicjatywe czytelnicza.

Tru, a ja majac 17 lat...:) tym wieksze uznanie
ax [11.11.08/21:37]

...

bardzo mi sie podoba to co napisałaś i jak napisałaś.
Książki nie czytałam. Już teraz wiem, że po nia sięgnę:)
I tez czekam na opowieści z klubu i o nim:)
super.
Virginia [11.11.08/18:49]

Do mnie

wulgaryzmy Masłowskiej też nie przemawiają, przejrzałam w księgarni i odłożyłam. Nigdy jednak nie mówię nigdy, może przyjdzie taki moment, że wrócę po nią.
Ale Twoja recenzja bardzo dobra, no i też czekam na relację z tej biblioteki...koniecznie napisz.
uruska [11.11.08/17:37]

martysska,

najbardziej podoba mi się ten fragment, kiedy piszesz o spotkaniach bibliotece. Nie żeby potem było gorzej tylko akurat Masłowska to zupełnie nie mój świat.
Blokersi, wielka płyta czy osiedlowe warzywniaki z menelami to coś z czym się nigdy nie spotkałam. Tak mam ale w związku z tym co mnie to obchodzi... Ale twoje zaangażowanie w pisanie o tym bomba.
Truskawka [11.11.08/15:42]

wstyd

przyznac ale jeszcze jej nie czytalam. Bede musiala na to wyglada.
Dla mnie duzy uklon w strone siedemnastoletniej autorki powyzszej recenzji. Wstyd przyznac co ja robilam majac lat 17. :))
maurycja [11.11.08/11:45]

met

a moze byś zrobiła z nią wywiad na Bro?:)
met [11.11.08/11:10]

czekamy na efekty

dyskusji w klubie czytelniczym:) ja pierdziu, a więc młodzież czyta!!:))

recenzja dość dobra, choć brakuje mi paru zdań o fabule, bo jednak jest ona dośc ważna, nie wystarczy poprzestać na stwierdzeniu, że Masłowska kpi, warto dodać z czego.

osobiście jestem przewielką fanką Masłowskiej, uważam, że stworzyła nową jakoś w polskiej literaturze, wprowadziła na salony blokerski język, ale brzmiący nie jak spisany spod bloku dialog, jej konstrukcje jezykowe, te inwersje, melodia jezyka/ bo Masłowska uważam ma słuch językowy absolutny/, zabawa skojarzeniami, żonglowanie mitami, schematami, nadawanie temu nowego wymiaru to jest absolutne mistrzostwo.
nie bez powodu kręci sie teraz film na podstawie wojny a Silnym będzie Szyc:) jak młody Żuławski tego nie spieprzy, to będzie hit, wystawiano też jejs ztuke w Rozmaitościach.
kiedyś czytałam w Lampie jej listy z Ameryki i przekonałam się, jak to jest umierać ze śmiechu. A to przecież było tylko czytanie, tylko słowa. Mam dla niej ogromny szacun. a wczoraj widziałam ją w metrze:)nic się nie zmieniła, nicanic.
martuuha [22.10.08/13:29]

DKK

no czekam niecierpliwie na jakiś tekst o tej chwalebnej inicjatywie :D
i nikt was w tej bibliotece nie ucisza? ;-)
co do książki.... do Wojny podchodziłam kilka razy i nie dałam rady. Za to Pawia pożarłam wraz z piórami. Ten rytm, ten jzyk, ta melodia - książka aż niesie. bardzo mnie się...
a i recenzja świetna. zazdroszczę, bo sama nie umiem pisać recenzji.
olhalka [22.10.08/12:51]

szkoda, że

ta książka nie była już tak błyskotliwa, jak "wojna..." i Masłowska tą książką skończyła.

Pisz i twórz jedyny autorski serwis
dla ludzi, którym się chce!



Cafenews