Nie wiem, czy każdy zgodzi się z tym poglądem, ale moim zdaniem
najbardziej wartościowa sztuka to ta przekazująca prawdziwe emocje, mówiąca nam coś o mentalności artysty, który dzięki niej interpretuje świat, komentuje otaczającą go rzeczywistość. Sztuka to także ucieczka: przed koszmarem codzienności, ludźmi, złem. Może ona stać się trybuną wystąpień, wyrazem buntu, radości, wołaniem o pomoc. Szczerość i prawda – to one w dużej mierze tworzą sztukę.

Piszę o tym, ponieważ tym razem chciałabym przybliżyć Wam twórczość marokańskiego artysty
Mhameda Ararsi. O tym, by malować, marzył od dzieciństwa. Jest samoukiem, którego początkowo inspirowały i fascynowały gazety z takimi komiksami, jak Kiwi, Asterix, Tintin. To chyba jedyny rodzaj „twórczej” działalności, z którą się stykał, ponieważ wychowując się w ubogiej rodzinie, w małej miejscowości, zapewne nie miał możliwości, by choćby samodzielnie studiować dzieje sztuki, szukać wśród wybitnych artystów

swego guru. Jednak dzięki temu jego obrazy są niezwykle oryginalne - są po prostu „jego”. Widać w nich całą paletę uczuć, które wypełniają Mhameda, a jest to człowiek, który pomimo wielu przeciwności losu, nie poddał się. Jak sam mówi:
„cały czas starałem się zamieniać cierpienie w radość w oczekiwaniu na to, że z zaprzeczenia narodzi się nowa wartość”. Smutek miesza się w nim z radością, miłość z nienawiścią, nadzieja ze zwątpieniem. Te pozytywne uczucia jednak wygrywają. Przede wszystkim dzięki malarstwu, gdyż dar tworzenia jest z pewnością jednym z najpiękniejszych, jakie artysta otrzymał od życia.
W jego dziełach chyba najważniejszy jest człowiek i jego kondycja we współczesnej rzeczywistości. Na wielu płótnach widzimy twarze uwięzione w chaosie świata (
Monde abstrait - Abstrakcyjny świat), zdeformowane postaci, które symbolizować mogą cierpienie, tęsknotę za elementarnymi ludzkimi wartościami (
Creature – Żywa istota), a także ludzkie cienie, zjawy o niewyraźnych, rozmytych konturach (Mouvement des couleures).
Pierwsze ze wspomnianych obrazów to
wulkany kolorów, totalna abstrakcja.

Podczas początkowego, niedokładnego odbioru nie zauważamy nic szczególnego - tylko barwy. Jednak gdy wysilimy nasz wzrok i zagłębimy się bardziej w tę moc kolorów, dostrzec możemy kontury twarzy, oczy, usta. Mnie kojarzy się to z uwięzieniem, uwięzieniem jednostki w chaosie, który jest tak typowy dla wieku, w jakim żyjemy. Człowiek uwikłany jest w wydarzenia, które go nie dotyczą, otoczony tak wieloma rzeczami, że traci swą indywidualność, staje się anonimowy i nic nieznaczący. A może artysta przedstawia siebie?
„Nie mogę podróżować i brać udziału w spotkaniach i wystawach poza moją miejscowością. Zresztą tutaj, jeśli nie masz czegoś lub kogoś, kto by cię popychał, nie możesz nic, a piękne rzeczy nie mają wartości dla ważnych osób”. Być może te słowa mogą stanowić interpretację tych obrazów. Mhamed chce tworzyć nie tylko dla siebie, ale i dla świata, chce dzielić się swymi emocjami, jednak jego sytuacja życiowa nie ułatwia mu tego. Jest ograniczony przez miejsce, w którym żyje, przez obojętność ludzi na sztukę.

Jest jednak wytrwały i tworzy, tworzy, tworzy. Jest doskonałym obserwatorem, dlatego dostrzega najokrutniejsze choroby naszej codzienności, np. brak zrozumienia i porozumienia między ludźmi. Opowiada o tym jeden z obrazów cyklu
Creature, który przedstawia kobietę i mężczyznę odwróconych do siebie plecami. Postaci są zdeformowane, co kojarzy się z konwencją turpistyczną, rozkładem. Według mnie obraz uzmysławia nam, że ludzie odwracają się od siebie, przestają się rozumieć, choć mówią tym samym językiem. Artysta, który mimo wszystko jest pełen nadziei i wiary w życie, stara się nas ostrzec, byśmy nie zapominali o drugim człowieku, gdyż ten jest najważniejszy.
W galerii Mhameda odnajdziemy także dzieła, których głównym motywem jest marokański krajobraz (cykl
Nature et homme). Choć dla zwolenników realizmu obrazy te mogą kojarzyć się z dziecinnymi obrazkami, to z pewnością są i tacy, którzy dostrzegą i docenią szczerość, prostotę oraz umiejętne operowanie barwą. Zresztą sam artysta krótko komentuje ten cykl „Wy osądźcie”.
Chciałabym wspomnieć o jeszcze jednym płótnie, które mnie zafascynowało. Jest bowiem zagadkowe, wieloznaczne, oddaje chyba całą naturę naszej egzystencji. Na obrazie z cykli
Des oeuvres widzi
my statek oraz twarz mężczyzny - twarz zwielokrotnioną, co nasuwa skojarzenie z przybieraniem przez ludzi masek. Jednak nie tylko. Może to symbolizować także niemożność podjęcia decyzji, mnogość punktów widzenia. A statek? Może to malarska metafora tęsknoty? Za czymś odległym i nieznanym? Obraz jest wspaniały przez swą niejednoznaczność. Każdy może stworzyć własną interpretację, dostrzec tam prawdę, której być może szuka.
Na koniec chciałabym przytoczyć słowa samego Mehmeda, chyba najlepiej opisującego swoją twórczość, będącą jego życiem i o życiu traktującą:
„Życie to dla mnie piękno i ból. Życie to radość i chaos. Życie to drzewo, ptak, odbicie księżyca na wodzie. Życie to praca, cierpienie, nadzieja. Życie to śmierć i pogoń za nieśmiertelnością. Życie to nienawiść i zawiść, ambicja i pożądliwość, miłość i jej brak. Życie to chwile. Nie wiemy, która z nich będzie ostatnią chwilą tego krótkiego życia. Kochajmy więc i żyjmy pomagając, aby te chwile były szczęśliwymi”.
Myślę, że kiedy zagłębimy się jeszcze intensywniej w jego dzieła, z pewnością dostrzeżemy tam wszystkie te wartości, które tworzą nie tylko sztukę marokańskiego artysty, lecz także życie każdego człowieka.
Więcej obrazów Mehmeda:
1.,
2.,
3.,
4.
Komentarze
Dominika
pieknie napisane; ciekawa postac i niesamowita sztuka.ps.
i dziękuję za miłe słowa :)cieszę się,
że chociaż kiku osobom podoba się to, o czym piszę. te obrazy budza niepokój- i o to chodzi! najgorsza sztuka to ta, ktora nie budzi w nas zadnych uczuc (negatywnych ani pozytywnych)te kolory są super
ale muszę przyznać, że wzbudzają pewnien niepokój. Bardzo ciekawie piszesz o sztuce. Pisz częsciej!Wolę...
Coś spokojniejszego...Co nie znaczy,że mi się nie podoba ale patrząc codziennie na jakiś obraz,widok czy replikę muszę mieć odczucia przyjemne,uspokajające,refleksyjne a na tych obrazach zbyt wiele chaosu...troche makabryczne
i jednak za jaskrawe jak dla mnie do powieszenia na scianie :)...
podobają mi się ludzie na tych obrazach...pink
zlośliwy jesteś, czy mi się wydaje?Wybitne, porażające, głębokie...
Życie to piękno i ból. Dobrze, że są jeszcze kobiety, które potrafią odkrywać prawdziwych artystów.Czarny kontynent jest bogaty w samorodne talenty, nie tylko malarskie.
BOGINI POLSKA
Smutek bogini kiedyś
poszedł tropem spadającej gwiazdy...
Kroplami łez przemierzył
dystans śnieżnobiałych policzków
ponad rajskimi jabłkami warg,
aby wtopić się w chwilę, gdy ona wyszeptała obietnicę
Opowieść Afryki została
wpisana w jej diamentowo czarne oczy...
I powędrowała z nią w przestrzenie,
jak spadająca gwiazda.
Wtem – gdy księżyc zgotował drogę pięknej Bogini,
oświetlając ciemności nocy,
dwie łzy płynące z jej lewego oka zakończyły podróż,
grzebiąc wszystkie koszmary,
lecząc rany zadane mnie i pobratymcom
przez takie jako ona. Szepty, sekrety i knowania
spłoszone uciekły.
Wschodzące słońce, tańczące płatki śniegu, deszcz i grad wołając, Bogini!,
przedzierały się przez iskrzące zasłony jak wiatr,
aby zapalić płomieniem tysiące diamentowych promyków jedwabistych włosów
Teraz one przyszły sycić się widokiem jej ożywiającej obecności, gdy ona, zwinięta jak kotka, leży tam kusząco,
stawiając w płomieniach moją daaaawno... zapomnianą namiętność.
Ten Sen – O Bogini Polska, – niechby trwał wiecznie!
Pięknie piszesz o malarstwie DominikoD.
A ja na malarstwie znam się mało, właściwie to bardzo słabo, ale wiem jedno klasyka, klasyka i jeszcze raz klasyka to jest to co podoba mi się najbardziej. Nowoczesne malarstwo coś w sobie ma, np. te kolory-piękne, ale dla mnie tylko do podziwiania w galerii.ładne te obrazy
podobają mi się, ciekawe czy ja bym tak umiała namalować maziajki:D czy to z pozoru jest tylko takie dziecinnie łatwe:D