[sekundę...] 


REKLAMA
Ośrodek
galimat-ja [2008-04-28]
Październik. Puk puk. Kobieta, dwadzieścia kilka lat, w ciąży, chce porozmawiać.
– Bardzo proszę 

Idziemy do pokoju gdzie nikt nam nie będzie przeszkadzał, chciała coś do picia. Opowiada. Przyjechała tu z innego miasta, mieszka u koleżanki. Ma 27 lat, nie ma mieszkania, nie chce tego dziecka, mężczyzna ją rzucił... Pyta, co może zrobić. Rozmawiamy.

– Może Pani urodzić dziecko i zezwolić na umieszczenie w rodzinie zastępczej bez wskazania. Potem jeszcze założyć akt urodzenia w Urzędzie Miasta, za 42 dni przyjść do sądu i zrzec się praw rodzicielskich.
– Acha. I to wszystko?
– Tak. Ale musi Pani to wszystko zrobić. Nawet nadać imię dziecku. Przyjść do sądu, to ważne.
– Dlaczego?
– Bo będzie w domu dziecka całe lata, całe...
– Acha. Nie mogę go wychowywać...
– Rozumiem.
– Ojciec jego nie przyznaje się.
– Bywa i tak. Ale może Pani mu pomóc.
I nikt nie będzie mnie ścigał?
– Za co?
– No nie wiem. Że je porzucam ...
– Nie porzuca Pani, przecież tu Pani przyszła. To jest odpowiedzialność i odwaga, wie Pani?
– Tak? Nie wiedziałam. Myślałam, że to tchórzostwo.
– A skąd. Ktoś je pokocha. Pani ułoży sobie życie. I urodzi innym razem dla siebie i mężczyzny.
– Myśli Pani?
– Tak.
– Boże, po co mi to było. Dopiero skończyłam studia, pierwsza praca, ale głupota.
– Nie. Proszę teraz tylko myśleć o sobie i dziecku. Ma Pani lekarza?
– Tak.
– To dobrze, proszę dbać o siebie, naprawdę. Jak długo Pani tu zostanie?
– Do rozwiązania. Potem wrócę w rodzinne strony. Chyba...
– Ma Pani tam pracę?
– Nie, tu miałam, teraz jestem na zwolnieniu lekarskim, ale pewnie nie przedłużą ze mną.
– Eee, znajdzie Pani następną.
– Ech, nic mi sie nie chce...
– Oj, ma Pani tylko przerwę od tego i owego. Proszę się nie załamywać.
– Dziękuję.
– Za co?
– Że mnie Pani nie ocenia.
– A dlaczego miałabym?
A bo mnie wszyscy straszyli, że będą mnie pouczać w tych ośrodkach.
– ?
– No, że będą truć, że trzeba było myśleć wcześniej, że trzeba być odpowiedzialnym za swoje czyny, i takie tam... Jak myślałam o tym, to mi się na wymioty zbierało.
– Acha. Zostawi Pani do siebie telefon?
– Tak, oczywiście.
– Proszę do nas dzwonić, jak Pani będzie czegoś potrzebować. Choćby pogadać. I koniecznie ze szpitala.
– Dobrze. Zadzwonię. Dziękuję.
– Nie ma za co, dobrze, że Pani przyszła.
– A to dziecko?
– Tak?
– Będę miała z nim kontakt?
– A chce Pani?
– Nie wiem...Nie mam pomysłu.
– Jeżeli Pani zechce być z nim, może sie Pani zdecydować w ciągu 6 tygodni po porodzie. W tym czasie może Pani dzwonić do rodziny zastępczej, odwiedzać je.
– Naprawdę?
– Tak.
– Nie, nie chcę...
– Wie Pani co, to bardzo trudne, i rozumiem Panią. Ma Pani sporo czasu do namysłu. Czasem dopiero po tym półtora miesiąca coś się klaruje i wtedy kobiety podejmują decyzję. Różnie.
– W każdym razie zadzwonię.
– Koniecznie, czekam na Pani telefon. Może Pani się skontaktować z naszą psycholog.
– Fajnie. Przyda się.
– Pewnie. Po to jesteśmy.
– Jeszcze raz dziękuję.
– Jeszcze raz mówię „nie ma za co”. Taki dżob.
– Cha cha cha.

Uśmiechamy się do siebie. Wyszła rozluźniona, ulga. Teraz będę czekać na telefon od niej. A jak nie, to sama będę dzwonić. Zakładam kolejną kartotekę, w kolorze pomarańczowym - „Mamy spodziewające się dzieci i oddające do opieki”

W zielonym „Rodziny adopcyjne kwalifikowane oczekujące na dziecko”.
W żółtym „Rodziny adopcyjne z dzieckiem”.
W niebieskim „Rodziny zastępcze kwalifikowane”.
Zabrakło kolorów kartotek. Cholera.
Trzeba dorobić fiszki do niebieskich. Że zakwalifikowane i z dzieckiem.
Albo przerzucić do żółtych i tymi fiszkami pokombinować.

Grudzień. 3 dni przed wigilią.Godzina 16. Wpada szefowa. 

– Musimy odebrać dziecko ze szpitala.
– ?
– I zawieźć do rodziny zastępczej.
– Ok.
– Zamykamy firmę i spadamy.
– Dobra.

Jedziemy do szpitala. Zielone pelerynki, niebieskie nabuciki. Wchodzimy na porodówkę. Nasza panna. Rozmawiamy. 

– Jak się Pani czuje?
– Dobrze. Ale dziwnie tu mnie traktują.
– No pfff, wiadomo. Nie zwykłe przecież.
– Guzik mnie to obchodzi.
– Słusznie.
– To co mam podpisać?
– Tu jest kontrakt na powierzenie opieki rodzinie zastępczej, ma Pani tu telefon i adres rodziny.
– Dziękuję.
– Może Pani do nich dzwonić i się dowiadywać, jakby co.
– Nie chcę.
– Nie ma sprawy. 

Przychodzi położna, rozmawiamy. Wie o co chodzi, w miarę spokojna, bez fochów. Przyniosła dziecko w beciku i butelkę z jedzeniem. Zapomniałyśmy o jedzeniu dla dziecka na drogę. I o beciku. Ale wpadka... Pożycza nam, ale jutro musimy oddać. Oddamy.

W pokoju wyjść z beżową olejną lamperią następuje to co najtrudniejsze. Ryczę jak bóbr, nie mogę pohamować łez, nic. Mama wychodzi sama. Trzymam to dziecko. Szefowa otwiera nam drzwi. Wsiadamy do auta. Ja z tyłu z dzieckiem. Mówię do niego „Jedziemy do Cioci i Wujka, czekają na Ciebie”. Szefowa sie uśmiecha. 

– Będzie dobrze, to świetna rodzina. 

Święta rodzina. Taki dżob.

strona: 1 2 3 4
    dodaj do dodajdo

Komentarze

dodaj komentarz
gali [14.03.09/17:05]

Ash,

samo życie, nie?

Tulio, Majorko - dziękuję :)
ash [04.03.09/12:36]

gali, dopiero dotarłam do tego tekstu

to normalnie niewybaczalne!!! sama pracuję w takim ośrodku i robię dokładnie to samo, co robiłaś Ty...i znam wszystkie te bolączki i rozterki jak własną kieszeń....i naprawdę...ŚWIETNIE TO NAPISAŁAŚ!pozdrawiam
Tulia [09.10.08/14:20]

galinko, jaki wzruszający tekst,

dziewczyny już skomentowały, więc bez powtórek, za to słowa uznania dla ciebie za tekst i wrażliwość :))
majorka [01.05.08/14:22]

nikt nie wie

co siedzi w głowie kobiety oddającej swoje dziecko i czy taka "matka" nie będzie tego mieć w głowie do końca życia jako bolesnej pustki...
a podziwiać należy ludzi, którzy decydują sie na stworzenie takiemu porzuconemu dziecku nowej kochającej rodziny, to niezwykle odpowiedzialna decyzja, wpisane są w nią niekończące się rozmowy i niewypowiedziane wątpliwości tego dziecka, jego ewentualne późniejsze poszukiwanie "starej" rodziny ( co - jak przypuszczam - zawsze jest stresujące dla tej, która wychowała) itd...
gali [30.04.08/09:28]

ooo, dziekuję Profesorko,

co prawda sprawdziłam wcześniej, ale, widać, w nieaktualnym słowniku:)

Plazmo, ja podziwiam tych co im sie chce myśleć o przyszłości dziecka, jak jest - wiemy wszyscy.

Maixa, Daguniek, tak, ogromna odwaga ...

Martolino, juz tam nie pracuje...

Obsesja, właśnie to - NIE WIEDZĄ.
Gdy robiłyśmy dużą akcje informacyjną, ten aspekt był źle widziany w materiale, redakcje też nie bardzo chciały o tym pisać, że to niby "zachęta do pozbawiania się problemu"(sic!).
Że co??!!, jakiego problemu??!! Co za ignorancja!!!!

Nenneke, wlasnie, gdybanie, nie wiemy co zrobilibysmy w trudnej sytuacji...
Profesorka [29.04.08/16:30]

Aha i ha ha piszemy przez samo H

Takie zboczenie nauczyscielskie
martolina [29.04.08/11:20]

Plazma,

to zawsze wie, co powiedziec :)
Plazma [29.04.08/11:12]

jak to dobrze,

że są tacy profesjonaliści jak Ty - z duszą. Podziwiam i gratuluję.
martolina [28.04.08/23:23]

wszystko zostalo powiedziane,

trudna decyzja, sluszna decyzja, wielka odpowiedzialnosc. I piekna praca. Choc ja pewnie bym sie rozklejala za bardzo. Gali, swietny tekst. I swietne podejscie.
mixa [28.04.08/20:41]

eh

ciężko się czyta... ale oczywiście lepsze to niż wyrzucanie dziecka do śmietnika czy aborcja wg mnie... i rzeczywiście to odwaga tam pójść...
Daguniek [28.04.08/16:15]

Podziwiam

mimo wszystko. Bo przecież to wymaga odwagi, by oddać kawałek siebie. A najpierw by codziennie budzić się z dzidzią w brzuchu i myśleć, jak to będzie... To jest trudne.

Oczywiście lepiej by było, jakby przyszłe mamy spróbowały wychowac dzieci. Ale... jak któraś naprawdę nie chce... daje dziecku lepszą przyszłość. To się liczy.
obsesja [28.04.08/15:03]

moim zdaniem

to po pierwsze oddanie dziecka jest najlepszym wyjściem (okropnie brzmi) w wypadku niechcianej ciąży. A pójście do ośrodka i dopełnienie wszystkich formalności jest dowodem odpowiedzialności. Szkoda, że wiele matek na nią nie stać. A może po prostu nie wiedzą, że można tak bezkarnie oddać dziecko?
Swoją drogą to musi być strasznie bolesna decyzja. Przynajmniej dla większości kobiet stojących w takiej sytuacji.
nenneke [28.04.08/14:41]

prawdziwy i smutny tekst;/

mysle, ze łatwo sobie gdybyac bedac w komfortowej zyciowej sytuacji i mowic,ze np. oddanie dziecka jest niewyobrazalne itp. Mozna spojrzec na to z drugiej strony,jesli kobieta wie,ze nie bedzie w stanie wychowac dziecka,zapewnic mu bezpieczenstwa,godziwego zycia i wie, ze ktos inny zrobi to za nia, to moim zdaniem wielki gest,jesli swiadomie podpisuje zgode itd.
Ale to wsyztsko tylko gdybanie...
gali [28.04.08/14:41]

po kolei

Michaela, jest kilka tabu - gdy nie chce się dzieci, gdy się chce przysposobić dziecko czy w ogóle bezdzietność.

A co powiesz na panią, która nie chce wychowywać krnąbrnego 14-latka i chce go oddać do domu dziecka? lub "komuś"?
Życie nas zaskakuje, ludzie nas zaskakują.

Goya, Bajaderko, jest wiele takich ośrodków, ale w desperacji ludzie dziwne rzeczy robią. Normalnie trzeba przewidywac wszystkie warianty.
Dobrze, gdy jest zgrany zespół ludzi, którzy chcą pomóc i oczywiście wlasciwy przeplyw informacji.

Yamot, dokładnie tak to czuję...

Maurycja, te kołyski są dobre, ale mama MUSI dopelnić paru formalności, inaczej dziecko około roku-dwóch przebywa w domu dziecka-szpitalu lub w rozmaitych rodzinach zastępczych, a nie w adopcyjnej, takiej na zawsze...

Met, mnie też sie kojarzy z surykatką, okropniaste...
Ale ja i tak szanuję te co zostawiaja dzieci w kołyskach.
Bo nigdy nie wiadomo co zrobilibysmy w trudnych sytuacjach, do końca, tak totalnie, tego nie wiemy...

Marlaa, Ax, dziękuję;)(za mobilizację i wogle;)

Marianno, o brak oceny najtrudniej, to prawda. I tak sie ocenia. Bądź profesjonalna (koszmarnie to brzmi, jak bezdusznie!!), miła, skupiona a serce mówi cos innego. Niełatwe.

Już tam już nie pracuję, ale mam kontakt z babeczkami z ośrodka, jakies zebrania walne, towarzyskie, imprezy z rodzinami zastępczymi lub adopcyjnymi, cieszę się z sukcesów ich pracy.
Marianna [28.04.08/13:25]

Bardzo trudna kwestia,

dla mnie niewyobrażalne oddać własne dziecko, ale nigdy nie byłam w sytuacji bez wyjścia, nie musiałam nad czymś takim się zastanawiać. Tym bardziej doceniam pracę takich osób, podziwiam za to, że potrafią tak rozmawiać, nie oceniać. I zdecydowanie dobrze, że takie miejsca są, że dzięki takim osobom i miejscom dzieci z niechcianych stają się chcianymi, ukochanymi, szczęśliwymi w nowej rodzinie.
met [28.04.08/11:47]

właśnie

zapomniałam napisać, że tekst jest b. dobry, reportazowy, nie dydaktyzuje, pokazuje. Podobny, tylko dłuższy był tekst yamot "Ewa".
ax [28.04.08/11:45]

temat jest...i już

wszyscy byśmy woleli, żeby w ogóle nie istniał...ale jest i nie można go unikać. Ja nie oceniam...wiem, co wiem dla siebie, ale nie jestem innymi ludźmi w ich sytuacjach...nie muszę rozumieć.
Gali...super napisane...i o to właśnie chodzi...żeby nie oceniać a pomóc znaleźć wyjście z sytuacji...dla dobra wszystkich.
marlaa [28.04.08/11:06]

trudny temat

i trudna praca. bardzo. za to napisane w prosty sposob, tak bez ocen, gratuluje:)
gali [28.04.08/11:04]

wiecie co,

problemów jest kilka:

1. postawa sędziów wobec przyszłych rodziców adopcyjnych i opiekunów zastępczych, terminy spraw (nie muszę rozwijać);

2. postawa Centrów Pomocy Rodzinie wobec rodzin zatępczych - od początku powstania tych urzędów (czyli ok. 10 lat)naprawdę niewiele sie zmieniło, to jak orka na ugorze takich ośrodków, jak ten w którym pracowałam;

3. postawa sąsiadów do rodzin zastępczych - zazdrość to nasze (spoleczeństwa) drugie imię;

Jak mi cos sie przypomni to dopiszę.
met [28.04.08/09:56]

btw okropna nazwa surogatka

kojarzy mi się z surykatką;]

no to dla mnie też jest coś, co wykracza poza granice mojego pojmowania świata. Jakaś ogranicozna się chyba robie albo jestem.

z jednej strony wiem, ż eludzie sa róznie uorganizowani umysłowo, emocjonalnie i ludzkie reakcje są rózne, odmienne skrajnie, nieprzewidywalne i sama pewnie też taka jestem, nieprzewidywalna, bo w wielu sytuacjach się nie znalazłam i nie wiem jak bym się zachowała.

ale na ten moment, w jakim jestem, nie umiem sobie wyobrazic bycia surogatką , zlecenia noszenia moich komórek obcej babie, oddawania dzieci itp.

kłopotliwego psa czy kota bym nie oddała, a dziecko? mój Boże..
maurycja [28.04.08/09:56]

jasne, że

są kwestie emocjonalne, przywiązanie do dziecka itd., ale wydaje mi się, że mogą to być kobiety, które juz mają swoje dzieci i nie chcą mieć więcej, a mogą i chcą pomóc innym... oczywiście, że wchodzą w grę kwestie etyczne w rodzaju - co zrobi zastępcza matka jeśli dziecko okaże się chore? jest wiele kwestii, ale jak zwykle wszystko zalezy od ludzi
yamot [28.04.08/09:44]

Maura

sama jestes w ciazy, wiesz co sie z Toba dzieje, jaka burza hormonow i mysli.
naprawde sadzisz, ze kobieta, nawet swiadomie 'uzyczajac' swojego brzucha - ze w niej emocje nie zabuzuja? jak juz czuje malucha kopiacego, jak rodzi, jak wreszcie urodzi?
ja uwazam, ze tak.
inna kwestia jest - czy sobie z tymi emocjami poradzi, kiedy jednak mimo wszystko dziecko odda.
maurycja [28.04.08/09:39]

met

to chyba lepsze niż porzucanie dziecka na śmietniku albo na klatce schodowej...

yamot w przypadku surogatki zakładam, że kobieta świadomie "użycza" swojego brzucha, aby urodzić dziecko innej kobiecie, która nie może mieć dziecka a bardzo tego chce. trudny temat.
yamot [28.04.08/09:29]

Maura

ciezko powiedziec.

ja mysle, ze taka kobieta ma takie same dramaty z oddaniem dziecka, podobnie jak ta ktora 'rzekomo' go nie chce.

bo to nie jest tak ze nie chce.
w wiekszosci przypadkow - boi sie, nie da sobie rady etc.
yamot [28.04.08/09:26]

hmmm

czasem takie rozwiazanie jest jedynym.

niestety...
met [28.04.08/09:18]

kołyska

do której mozna było wkładać niechciane dziecko???

dzizzzassss

jak spleśniały chleb do pojemnika na klatce schodowej.

nie, to mnie chyba przerasta.
maurycja [28.04.08/09:14]

i jeszcze temat bardzo apropos

co sądzicie o instytucji surogatki?
maurycja [28.04.08/09:13]

przypomniała mi się

akcja jaką zorganizował kiedyś szpital na Karowej w Warszawie. była tam taka kołyska do której kobiety mogły wkładać niechciane przez siebie dziecko. kolejny krok ku temu żeb te biedne dzieci nie były kompletnie porzucane.

potrzebny ten tekst, dzięki za niego.
met [28.04.08/09:06]

masakra

cięzko się uświadamia, że ludzie nie chcą swoich dzieci. ciężko.
bajaderka [28.04.08/08:52]

taki dżob...

tak, trudny dżob, ale bardzo ważny, żebyśmy potem nie musieli odnajdywać tych dzieci porzuconych na śmietnikach, w rzekach, kanałach, nieokreślonych grobach, pod schodami, w beczkach, martwych....
jak ważna jest taka rozmowa! Pozdrawiam Cię! Wiem ile potrzeba siły, żeby wykonywać "taki dżob"...
goya [28.04.08/07:29]

gali

to bardzo smutne,oj bardzo...ale na szczęście są takie instytucje,które załatwiają tym małym kruszynką nowe rodziny.Bo najgorsze by było,gdyby te matki,matki ktorym trafiło się dziecko którego nie chcą-nie chcą lub nie mogą wychować-gdyby one musiały to dziecko zatrzymać. i oby mniej było takich matek i więcej szczęśliwych dzieci...
Michaela [28.04.08/07:05]

Smutne to wszystko

a zarazem pocieszające, że matki które nie chcą dzieci mogą je oddać w cywilizowany sposób innym, którzy tego dziecka pragną. Ostatnio w jakichś wiadomościach pokazywano okienko u sióstr zakonnych, gdzie też można włożyć niechciane dziecko nie skazując go na „poniewierkę” od urodzenia czy co gorsza śmierć. Nie mogę zapomnieć historii, która wydarzyła się tam gdzie mieszkam. Matka - studentka-urodziła dziecko na jakiejś łące obok dużego osiedla. Nikt tego nie zauważył. Odnaleziono tylko martwe dziecko. Matka nie-matka zgłosiła się do szpitala z krwotokiem poporodowym. Tylko dzięki temu ją odnaleziono i sądzono. Nie wiem czy poniosła jakąś karę w sensie prawnym, bo mówiono coś o szoku poporodowym. Jedno jest pewne, to co zrobiła odciśnie na niej piętno na całe życie. Szkoda, że społeczeństwo nie jest bardziej świadome również i w tej sprawie. Gdyby więcej mówiono, pisano, może wiele z niechcianych dzieci uniknęło by złego losu. Ale mam wrażenie, że w naszym katolickim społeczeństwie oddawanie niechcianych dzieci to temat tabu, przez wielkie „T”.
A do autorki tej wzruszającej historii -myślę, że ładnie to napisałaś, nic dodać nic ująć(dzięki). Gdybym miała przyznawać punkty to dałabym 10( w skali od 1 do 10, tak mi jakoś zostało po wczorajszym Tańcu z gwiazdami, którego oglądałam zresztą tylko kawałek).

Pisz i twórz jedyny autorski serwis
dla ludzi, którym się chce!



Cafenews