maura [18.11.09/15:16]
najbardziej
poruszyła mnie wypowiedź Tulii i jej chcę przyznać jedną z nagród, a następnie Darii292... bo rzeczywiście dorośli szybko zapominają o tym jak to było być dzieckiem i chciałam tez przyznać nagrodę aspo, ale nie wiem czy jest użytkowniczką Broszki i czy to przeczyta....
poproszę te 3 osoby o adresy na priv
gali [14.11.09/13:58]
Na koniec konkursu
Adminki poproszą o dane na priv :)
Daria292 [14.11.09/11:39]
??
Zastanawiam się skąd wiecie kto napisał dany komentarz skoro nie trzeba podawać żadnych danych...No nic... Powodzenia! :D
Daria292 [14.11.09/11:31]
Maleńki klucz do ogromnego świata wyobraźni.
Dorośli nie wiedzą i nie rozumieją tego, że w oczach dziecka nawet najmniejszy przedmiot może być kluczem do kolejnej niesamowitej przygody, przez co często psują świetną zabawę krzycząc "zostaw!", "nie ruszaj tego!", "odłóż!", "to nie dla dzieci, masz swoje zabawki!" itp., a przecież to co zakazane smakuje najlepiej. Sama kiedyś ukradkiem "przemycałam" znalezione skarby do swojego pokoju, bojąc się, zepsucia kolejnego świetnego pomysłu tym jednym głupim zdaniem "a co tam masz...?". Wydaje mi się być to jednym z najczęstszych przypadków, gdyż widzę to zachowanie u mojego młodszego braciszka, któremu niestety sama psuję nowo wymyśloną zabawę nie pamiętając, jak to było kilka lat temu... Niestety tak to już jest z dorosłymi. Sami kiedyś byli dziećmi, a mimo to nigdy nie wiedzą o co chodzi...
piaget [12.11.09/13:51]
moi wielu rzeczy nie wiedzieli
choćby tego, że w szkole nie jestem "charakterek" tylko grzeczną i miłą dziewczynką (bo w domu odwrotnie)
ani tego, że w szkole się nudzę i na lekcjach i z rówieśnikami
ani tego, że fascynuje mnie "niodpowiednie towarzystwo" ale ze względu psychologiczngo - czyli co nimi kieruje, co brakuje i jak im pomóc, bo planowałam w przyszłości zostać psychlogiem i pracować z "trudną młodzieżą" :)
kozucha [12.11.09/06:43]
Ja
sądzę, że rodzice nie wiedzą o swoich dzieciach nic. A w każdym razie nie wiedzą tego, co jest naprawdę ważne. Z punktu widzenia dzieci.
VIS [10.11.09/14:02]
rodzice
na ogół ( mam na myśli totalną patologię w przypadku - szczegółu ;-P) robią wszystko dla dobra swoich dzieci.Nawet jeśli to się dzieciom albo innym ludziom nie podoba. Niektórzy natomiast sądzą, że dzieci same wiedzą najlepiej co jest dla nich dobre a co złe i co powinny a czego nie powinny. Z tą "dominacją" rodziców i buntem dzieci a potem adolescentów to już tak jest od początku świata i nikt raczej tego nie zmieni, nawet jeśli będzie się bardzo starał ;-P
Moja wypowiedź jest moim przemyśleniem na temat kilku poniższych postów.
Daguniek [10.11.09/10:40]
Właśnie.
Czasem jest tak, że rodzic czegoś zabrania albo coś nakazuje, bo uważa, że takie powinno być jego dziecko. Że nie powinno się całować z chłopakiem pod klatką, bo co sąsiedzi pomyślą. Nie powinno chodzić na imprezy, bo to nie wypada młodej dziewczynie, zeby ją chłopak autem odwoził. Tylko, ze obojętnie czy ma 15, 16 czy 18 lat. Że powinno iść na ekonomię, a nie ASP, bo to nie ma przyszłości.
Rodzice często nie wiedzą, jakie dziecko w sobie skrywa uczucia, bo chcą mu zapewnić pieniądze na ubrania, jedzenie itp., dom, zeszyty do szkoły. To nie jest złe - to dla dobra dziecka, ale często coś się po drodze gubi. A przecież relacje między dzieckiem a rodzicami kształtują się często na całe życie w dzieciństwie i okresie dorastania.
ax [10.11.09/10:06]
...
rodzice często zupełnie nie mają pojęcia, kim są ich dzieci.
Za to doskonale wiedzą, jakie być powinny, a jakie nie powinny...według jakichś swoich własnych schematów.
divi [10.11.09/09:40]
Był kiedyś taki odcinek House'a,
w którym pacjentką była matka z córką. I to, co zdziwiło wszystkich to szczerość między nimi. Matka wiedziała wszystko o córce a córka wszystko o matce, włącznie z ulubioną pozycją w łóżku. Obie nie mały przed sobą żadnych tajemnic, bo taką filozofię wprowadziła do ich relacji matka. I kiedy przyszło do diagnozowania, lekarz rozmawiając z dziewczynką mówił: "Widocznie mama nie powiedziała Ci wszystkiego, może jednak coś ukrywa", córka uparcie twierdziła, że na pewno nie, że mama nigdy by tego nie zrobiła. Jak się skończył odcinek i ten wątek, nie będę tu streszczać, zresztą to tylko serial i wyobraźnia scenarzystów.
W życiu, w świecie rzeczywistym, zapewne wyglądałoby to trochę inaczej. Ja nie mam nic przeciwko szczerości z relacjach z rodzicami, ale każde dziecko ma prawo mieć swój świat, swoje tajemnice, swoją prywatność.
Rodzice nie muszą o wszystkim wiedzieć. Natomiast często jest tak, że domyślają się, co jest grane ale nie dają tego po sobie poznać.
Moi nie wiedzieli o pierwszych papierosach, piwach i całowaniu ale kiedy puszczali mnie do knajpy, domyślali się, że soczku tam nie pijam. A kiedy spotykałam się z takim i takim, to nie siedzimy na trawce i nie robimy wianków z kwiatków.
Kiedy było mi źle z powodu koleżanek czy facetów, od razu było to po mnie widać i reakcja rodziców była natychmiastowa ale nie wiedzieli, dlaczego tak rozpaczliwie płakałam zwłaszcza z powodu. Bo to był akurat Ten.
Najważniejsze chyba jest, by rodzic był blisko i żeby siedziała nam w głowach ta świadomość, że cokolwiek by się nie działo, otrzymamy wsparcie. Rodzic często nie pyta co się stało i dlaczego. Po prostu jest i niech tak będzie.
marlaa [10.11.09/00:20]
dorośli
chyba nie wiedzą o dzieciach, tego czego nie chcą wiedziec ani slyszec, bo po prostu czasem nie sluchają albo i tak wiedzą swoje.
A moi rodzice? Wiedzieli co robię, wiedzieli o roznych akcjach, w jakie się pakowałam, bo zawsze mialam pecha i wpadlam u nich, ale kompletnie nie mieli pojęcia, co ja myslę i czuję. To bardzo ogolne, ale niestety smutne sedno.
aspo [09.11.09/22:55]
Rodzice
Rodzice moi, ale pewnie nie tylko, nie rozumieli pojęcia WOLNOŚĆ. Nie dostrzegali tej cienkiej granicy, za którą jest prywatność. Kontrola była na piedestale. Momentami nie do zniesienia. Ale nauczyło mnie to jednej ważnej rzeczy - walczyć o swoje. Nawet gdy w głębi ducha się w to nie wierzy. Wtedy mocno się buntowałam. Dzisiaj jestem im wdzięczna.
Daguniek [09.11.09/21:32]
Moi rodzice
- wiedzieli, że ciągle coś pisałam, ale nie wiedzieli, że to wiersze najwyższych (jak mi się wydawało) lotów o tęsknocie nieziemskiej wprost za-tym-za-kim-tęsknić-nie-powinnam,
- wiedzieli, że noszę w moim ulubionym kolorze szerokie spodnie, ale nie wiedzieli, że kolor nie rekompensuje tego, że są niemodne i sprzed epoki, a mi głupio się w nich pojawiać między modelkami w mojej szkole,
- wiedzieli, że golę nogi, ale nie że przymierzałam się ileś tygodni, żeby maszynkę kupić,
- wiedzieli, że jestem grzeczna, ułożona i terefere, ale nie wiedzieli, że marzy mi się spotkanie z chłopcem z bandy takiej, że z domu by mnie tata wyrzucił, jakby mnie z nim zobaczył,
- wiedzieli, że nic nie biorę, nie palę i nie piję, ale nie że moje towarzystwo najbliższe kieszenie używek ma pełne (a ja wojowniczka światła ;p próbuję walczyć z tym wszystkim na własną czternastoletnią rękę) pakując się nieraz w to, w co nie trzeba,
- wiedzieli, że spotykam się z chłopakiem, ale nie że na śniegu przeżywałam swoje miłosno-erotyczne przygody w miejscu bynajmniej nie niepublicznym ;),
- wiedzieli dużo, ale dobrze, że nie wiedzieli wszystkiego.
I tak jest dobrze, bo dziecko, które nie ma swojej prywatności, wyrasta na człowieka 'kąśliwego' i zahukanego, tak myślę.
Tulia [09.11.09/19:54]
moi rodzice nie wiedzieli,
że ich kochana, grzeczna córeczka, to wulkan niespełnionych marzeń by być tak jak inni niegrzeczną, zbuntowaną, by bez wyrzutów sumienia pójść na wagary, by przynieść czasem dwóję (to był kiedys najgorszy stopień w szkole), że te niby łatwo przychodzące dobre oceny, powodowały wyobcowanie w klasie, zwłaszcza, że z powodu częstych przeprowadzek, co jakiś czas byłam nowa w klasie, nowa i kujon, jak określano dobrego ucznia, to już w ogóle dno, byłam bardzo samotna, żyłam sobie w swiecie książek, rodzice nie mieli ze mną żadnych kłopotów, ale do dziś tego żałuję, ze zawsze byłąm grzeczna, że nie wykształciłam w sobie mechanizmów pieprzenia czasem obowiązków, zdrowego olania od czasu do czasu, rodzice nie wiedzą, że dzieci, z którymi nie ma problemów szkolnych, niekoniecznie są dziećmi bez problemów, niby nie jest to jakaś tragedia, nikt mnie nie poniżał, nie wykorzystywał, ale coś tam straciłam, natomiast teraz boję się, że w dzisiejszych czasach problemy dzieciaków są bardziej poważne niż przed laty, że lepiej sytuowane dzieci wywierają różnoraką presję na te biedniejsze, ze tamte tez chciałyby te wszystkie gadżety, które mają te pierwsze, że są wyśmiewane za brak markowych ciuchów, że inny problem - narkotyki, papierosy w szkole - też łatwo wpakować się w rozmaite kłopoty, choćby dlatego, żeby zostać zaakceptowanym przez daną grupę dzieciaków.
Niełatwo jest współczesnym dzieciom i na codzień tego nie widzimy, mamy dla dzieci mało czasu, może dlatego tak atrakcyjne są dla nich gry komputerowe, tam sie wykazują, zdobywają punkty, zaliczają poziomy i mało który rodzic wie, ze poza niewątpliwym łącznikiem z rówieśnikami, to siedzenie przed komputerem to sprawdzian różnorakich umiejętności, spróbujecie tak zasuwać szybciutko małymi paluszkami po klawiaturze jak nasi milusińscy, to naprawdę nie jest proste, wymaga to całkiem konkretnych umiejętności, dzieci biją nas tu na głowę, może warto nauczyć się grać i zagrać czasem z dzieckiem?, no, ale zbaczam z tematu...
Matylda [09.11.09/18:30]
A moi rodzice
nie wiedzą, że ich niechcący przyłapałam w sypialni
i bynajmniej wtedy nie spali :)
I nie wiedzieli również, że moja młodsza siostra była dręczona w szkole :/
dowiedzieli się grubo po czasie...
Jolax [09.11.09/18:24]
Ale...
co jeszcze ważne - rodzice zwykle nie wiedzą o relacjach swojego dziecka z rówieśnikami
mam na mysli, że jeśli dziecko jest w szkole przez rówieśników (względnie nieco starszych) poniżane i dręczone - rodzice nie wiedzą na ten temat NIC
a sygnały, co powinny być niepokojace - bywają, niestety, bagatelizowane
Jolax [09.11.09/18:18]
ha!!!
rodzice zwykle nie wiedzą, kiedy ich dzieci zaczynają seks ;)
chloe [09.11.09/17:11]
moi rodzice
nie wiedzieli, ze zazwyczaj wiedzialam wiecej, niz im sie zdawalo ;- )
ale to chyba bardzo powszechne zjawisko... ;- )
martu [09.11.09/16:28]
hymmm
trudne takie to. w sensie dorastanie jako takie i pisanie o nim, bo to się chyba zapomina i ciężko z perspektywy człowieka już po TYM wciąż dobrze pamiętać, co się wtedy czuło, co myślało.
Mnie się wydaje, że rodzice mało wiedzą o tym jak dziecka funkcjonują w szkole, w grupie kolegów, koleżanek, etc. I nawet nie uważam, żeby to zawsze była wina rodziców, ich braku zainteresowania, bo niekoniecznie, ale to taki okres chyba kiedy się o sobie mówi coraz mniej, a coraz więcej hoduje wyłącznie w środku. A może tylko ja tak miałam? ;)
Moi rodzice nie wiedzieli, że byłam w klasie wykluczona, że szykanowana, ani też, że pisałam wypracowania za pieniądze. Nie wiedzili, że sama pisałam sobie usprawiedliwienia z wfu ;) Nie wiedzieli, że regularnie zastanawiałam się kto przyszedłby na mój pogrzeb, gdybym teraz nagle umarła i czy przebrzydłej paulinie zrobiłoby się głupio, że powiedziała cośtam, cośtam. Że pisałam ściągi z fizyki na gumce do mazania Myszce. Że urywałam się ze szkoły pod pretekstem dotatkowych zajęć w szkole muzycznej a zaoszczędzony czas spędzałam pijąc z kuzynem cappucino magnezowe (jak dorośli!) i oglądając kreskówki ;)
Ale czy musieli wiedzieć? Może w czymś by pomogli, a może wcale nie, a tak - uodporniłam się na parę rzeczy i tyłek mam jakby twardszy :)
Komentarze
najbardziej
poruszyła mnie wypowiedź Tulii i jej chcę przyznać jedną z nagród, a następnie Darii292... bo rzeczywiście dorośli szybko zapominają o tym jak to było być dzieckiem i chciałam tez przyznać nagrodę aspo, ale nie wiem czy jest użytkowniczką Broszki i czy to przeczyta....poproszę te 3 osoby o adresy na priv
Na koniec konkursu
Adminki poproszą o dane na priv :)??
Zastanawiam się skąd wiecie kto napisał dany komentarz skoro nie trzeba podawać żadnych danych...No nic... Powodzenia! :DMaleńki klucz do ogromnego świata wyobraźni.
Dorośli nie wiedzą i nie rozumieją tego, że w oczach dziecka nawet najmniejszy przedmiot może być kluczem do kolejnej niesamowitej przygody, przez co często psują świetną zabawę krzycząc "zostaw!", "nie ruszaj tego!", "odłóż!", "to nie dla dzieci, masz swoje zabawki!" itp., a przecież to co zakazane smakuje najlepiej. Sama kiedyś ukradkiem "przemycałam" znalezione skarby do swojego pokoju, bojąc się, zepsucia kolejnego świetnego pomysłu tym jednym głupim zdaniem "a co tam masz...?". Wydaje mi się być to jednym z najczęstszych przypadków, gdyż widzę to zachowanie u mojego młodszego braciszka, któremu niestety sama psuję nowo wymyśloną zabawę nie pamiętając, jak to było kilka lat temu... Niestety tak to już jest z dorosłymi. Sami kiedyś byli dziećmi, a mimo to nigdy nie wiedzą o co chodzi...moi wielu rzeczy nie wiedzieli
choćby tego, że w szkole nie jestem "charakterek" tylko grzeczną i miłą dziewczynką (bo w domu odwrotnie)ani tego, że w szkole się nudzę i na lekcjach i z rówieśnikami
ani tego, że fascynuje mnie "niodpowiednie towarzystwo" ale ze względu psychologiczngo - czyli co nimi kieruje, co brakuje i jak im pomóc, bo planowałam w przyszłości zostać psychlogiem i pracować z "trudną młodzieżą" :)
Ja
sądzę, że rodzice nie wiedzą o swoich dzieciach nic. A w każdym razie nie wiedzą tego, co jest naprawdę ważne. Z punktu widzenia dzieci.rodzice
na ogół ( mam na myśli totalną patologię w przypadku - szczegółu ;-P) robią wszystko dla dobra swoich dzieci.Nawet jeśli to się dzieciom albo innym ludziom nie podoba. Niektórzy natomiast sądzą, że dzieci same wiedzą najlepiej co jest dla nich dobre a co złe i co powinny a czego nie powinny. Z tą "dominacją" rodziców i buntem dzieci a potem adolescentów to już tak jest od początku świata i nikt raczej tego nie zmieni, nawet jeśli będzie się bardzo starał ;-PMoja wypowiedź jest moim przemyśleniem na temat kilku poniższych postów.
Właśnie.
Czasem jest tak, że rodzic czegoś zabrania albo coś nakazuje, bo uważa, że takie powinno być jego dziecko. Że nie powinno się całować z chłopakiem pod klatką, bo co sąsiedzi pomyślą. Nie powinno chodzić na imprezy, bo to nie wypada młodej dziewczynie, zeby ją chłopak autem odwoził. Tylko, ze obojętnie czy ma 15, 16 czy 18 lat. Że powinno iść na ekonomię, a nie ASP, bo to nie ma przyszłości.Rodzice często nie wiedzą, jakie dziecko w sobie skrywa uczucia, bo chcą mu zapewnić pieniądze na ubrania, jedzenie itp., dom, zeszyty do szkoły. To nie jest złe - to dla dobra dziecka, ale często coś się po drodze gubi. A przecież relacje między dzieckiem a rodzicami kształtują się często na całe życie w dzieciństwie i okresie dorastania.
...
rodzice często zupełnie nie mają pojęcia, kim są ich dzieci.Za to doskonale wiedzą, jakie być powinny, a jakie nie powinny...według jakichś swoich własnych schematów.
Był kiedyś taki odcinek House'a,
w którym pacjentką była matka z córką. I to, co zdziwiło wszystkich to szczerość między nimi. Matka wiedziała wszystko o córce a córka wszystko o matce, włącznie z ulubioną pozycją w łóżku. Obie nie mały przed sobą żadnych tajemnic, bo taką filozofię wprowadziła do ich relacji matka. I kiedy przyszło do diagnozowania, lekarz rozmawiając z dziewczynką mówił: "Widocznie mama nie powiedziała Ci wszystkiego, może jednak coś ukrywa", córka uparcie twierdziła, że na pewno nie, że mama nigdy by tego nie zrobiła. Jak się skończył odcinek i ten wątek, nie będę tu streszczać, zresztą to tylko serial i wyobraźnia scenarzystów.W życiu, w świecie rzeczywistym, zapewne wyglądałoby to trochę inaczej. Ja nie mam nic przeciwko szczerości z relacjach z rodzicami, ale każde dziecko ma prawo mieć swój świat, swoje tajemnice, swoją prywatność.
Rodzice nie muszą o wszystkim wiedzieć. Natomiast często jest tak, że domyślają się, co jest grane ale nie dają tego po sobie poznać.
Moi nie wiedzieli o pierwszych papierosach, piwach i całowaniu ale kiedy puszczali mnie do knajpy, domyślali się, że soczku tam nie pijam. A kiedy spotykałam się z takim i takim, to nie siedzimy na trawce i nie robimy wianków z kwiatków.
Kiedy było mi źle z powodu koleżanek czy facetów, od razu było to po mnie widać i reakcja rodziców była natychmiastowa ale nie wiedzieli, dlaczego tak rozpaczliwie płakałam zwłaszcza z powodu. Bo to był akurat Ten.
Najważniejsze chyba jest, by rodzic był blisko i żeby siedziała nam w głowach ta świadomość, że cokolwiek by się nie działo, otrzymamy wsparcie. Rodzic często nie pyta co się stało i dlaczego. Po prostu jest i niech tak będzie.
dorośli
chyba nie wiedzą o dzieciach, tego czego nie chcą wiedziec ani slyszec, bo po prostu czasem nie sluchają albo i tak wiedzą swoje.A moi rodzice? Wiedzieli co robię, wiedzieli o roznych akcjach, w jakie się pakowałam, bo zawsze mialam pecha i wpadlam u nich, ale kompletnie nie mieli pojęcia, co ja myslę i czuję. To bardzo ogolne, ale niestety smutne sedno.
Rodzice
Rodzice moi, ale pewnie nie tylko, nie rozumieli pojęcia WOLNOŚĆ. Nie dostrzegali tej cienkiej granicy, za którą jest prywatność. Kontrola była na piedestale. Momentami nie do zniesienia. Ale nauczyło mnie to jednej ważnej rzeczy - walczyć o swoje. Nawet gdy w głębi ducha się w to nie wierzy. Wtedy mocno się buntowałam. Dzisiaj jestem im wdzięczna.Moi rodzice
- wiedzieli, że ciągle coś pisałam, ale nie wiedzieli, że to wiersze najwyższych (jak mi się wydawało) lotów o tęsknocie nieziemskiej wprost za-tym-za-kim-tęsknić-nie-powinnam,- wiedzieli, że noszę w moim ulubionym kolorze szerokie spodnie, ale nie wiedzieli, że kolor nie rekompensuje tego, że są niemodne i sprzed epoki, a mi głupio się w nich pojawiać między modelkami w mojej szkole,
- wiedzieli, że golę nogi, ale nie że przymierzałam się ileś tygodni, żeby maszynkę kupić,
- wiedzieli, że jestem grzeczna, ułożona i terefere, ale nie wiedzieli, że marzy mi się spotkanie z chłopcem z bandy takiej, że z domu by mnie tata wyrzucił, jakby mnie z nim zobaczył,
- wiedzieli, że nic nie biorę, nie palę i nie piję, ale nie że moje towarzystwo najbliższe kieszenie używek ma pełne (a ja wojowniczka światła ;p próbuję walczyć z tym wszystkim na własną czternastoletnią rękę) pakując się nieraz w to, w co nie trzeba,
- wiedzieli, że spotykam się z chłopakiem, ale nie że na śniegu przeżywałam swoje miłosno-erotyczne przygody w miejscu bynajmniej nie niepublicznym ;),
- wiedzieli dużo, ale dobrze, że nie wiedzieli wszystkiego.
I tak jest dobrze, bo dziecko, które nie ma swojej prywatności, wyrasta na człowieka 'kąśliwego' i zahukanego, tak myślę.
moi rodzice nie wiedzieli,
że ich kochana, grzeczna córeczka, to wulkan niespełnionych marzeń by być tak jak inni niegrzeczną, zbuntowaną, by bez wyrzutów sumienia pójść na wagary, by przynieść czasem dwóję (to był kiedys najgorszy stopień w szkole), że te niby łatwo przychodzące dobre oceny, powodowały wyobcowanie w klasie, zwłaszcza, że z powodu częstych przeprowadzek, co jakiś czas byłam nowa w klasie, nowa i kujon, jak określano dobrego ucznia, to już w ogóle dno, byłam bardzo samotna, żyłam sobie w swiecie książek, rodzice nie mieli ze mną żadnych kłopotów, ale do dziś tego żałuję, ze zawsze byłąm grzeczna, że nie wykształciłam w sobie mechanizmów pieprzenia czasem obowiązków, zdrowego olania od czasu do czasu, rodzice nie wiedzą, że dzieci, z którymi nie ma problemów szkolnych, niekoniecznie są dziećmi bez problemów, niby nie jest to jakaś tragedia, nikt mnie nie poniżał, nie wykorzystywał, ale coś tam straciłam, natomiast teraz boję się, że w dzisiejszych czasach problemy dzieciaków są bardziej poważne niż przed laty, że lepiej sytuowane dzieci wywierają różnoraką presję na te biedniejsze, ze tamte tez chciałyby te wszystkie gadżety, które mają te pierwsze, że są wyśmiewane za brak markowych ciuchów, że inny problem - narkotyki, papierosy w szkole - też łatwo wpakować się w rozmaite kłopoty, choćby dlatego, żeby zostać zaakceptowanym przez daną grupę dzieciaków.Niełatwo jest współczesnym dzieciom i na codzień tego nie widzimy, mamy dla dzieci mało czasu, może dlatego tak atrakcyjne są dla nich gry komputerowe, tam sie wykazują, zdobywają punkty, zaliczają poziomy i mało który rodzic wie, ze poza niewątpliwym łącznikiem z rówieśnikami, to siedzenie przed komputerem to sprawdzian różnorakich umiejętności, spróbujecie tak zasuwać szybciutko małymi paluszkami po klawiaturze jak nasi milusińscy, to naprawdę nie jest proste, wymaga to całkiem konkretnych umiejętności, dzieci biją nas tu na głowę, może warto nauczyć się grać i zagrać czasem z dzieckiem?, no, ale zbaczam z tematu...
A moi rodzice
nie wiedzą, że ich niechcący przyłapałam w sypialnii bynajmniej wtedy nie spali :)
I nie wiedzieli również, że moja młodsza siostra była dręczona w szkole :/
dowiedzieli się grubo po czasie...
Ale...
co jeszcze ważne - rodzice zwykle nie wiedzą o relacjach swojego dziecka z rówieśnikamimam na mysli, że jeśli dziecko jest w szkole przez rówieśników (względnie nieco starszych) poniżane i dręczone - rodzice nie wiedzą na ten temat NIC
a sygnały, co powinny być niepokojace - bywają, niestety, bagatelizowane
ha!!!
rodzice zwykle nie wiedzą, kiedy ich dzieci zaczynają seks ;)moi rodzice
nie wiedzieli, ze zazwyczaj wiedzialam wiecej, niz im sie zdawalo ;- )ale to chyba bardzo powszechne zjawisko... ;- )
hymmm
trudne takie to. w sensie dorastanie jako takie i pisanie o nim, bo to się chyba zapomina i ciężko z perspektywy człowieka już po TYM wciąż dobrze pamiętać, co się wtedy czuło, co myślało.Mnie się wydaje, że rodzice mało wiedzą o tym jak dziecka funkcjonują w szkole, w grupie kolegów, koleżanek, etc. I nawet nie uważam, żeby to zawsze była wina rodziców, ich braku zainteresowania, bo niekoniecznie, ale to taki okres chyba kiedy się o sobie mówi coraz mniej, a coraz więcej hoduje wyłącznie w środku. A może tylko ja tak miałam? ;)
Moi rodzice nie wiedzieli, że byłam w klasie wykluczona, że szykanowana, ani też, że pisałam wypracowania za pieniądze. Nie wiedzili, że sama pisałam sobie usprawiedliwienia z wfu ;) Nie wiedzieli, że regularnie zastanawiałam się kto przyszedłby na mój pogrzeb, gdybym teraz nagle umarła i czy przebrzydłej paulinie zrobiłoby się głupio, że powiedziała cośtam, cośtam. Że pisałam ściągi z fizyki na gumce do mazania Myszce. Że urywałam się ze szkoły pod pretekstem dotatkowych zajęć w szkole muzycznej a zaoszczędzony czas spędzałam pijąc z kuzynem cappucino magnezowe (jak dorośli!) i oglądając kreskówki ;)
Ale czy musieli wiedzieć? Może w czymś by pomogli, a może wcale nie, a tak - uodporniłam się na parę rzeczy i tyłek mam jakby twardszy :)