[sekundę...] 


REKLAMA
Ogłoszenie prywatne
Michaela [2009-04-28]
W związku z tym, że Pan S. skończył wreszcie remont trwający u mnie w domu prawie dwa miesiące (miał trwać dwa, góra trzy tygodnie) stwierdzam, że mam dość remontów na całe życie. Nigdzie nie mam zamiaru się przeprowadzać, nigdy, przenigdy. Nie mam też zamiaru bywać u ludzi, którzy mają aktualnie remont, a mimo to zapraszają na kawę i pogaduchy, nie i jeszcze raz nie. Chcę zapomnieć. Tak chcę zapomnieć, otrzepać się wreszcie z kurzu, umyć podłogi i żyć jak człowiek, czyli normalnie, swobodnie czuć się we własnym lokum, a nie chować po kątach. 

Ogłaszam, że mam zamiar urządzić pierwszy raz w życiu parapetówkę i szukam doradców. Bo choć w życiu remontów przeżyłam wiele, to takiej imprezy na nowym mieszkaniu, po remoncie nie urządzałam nigdy, więc lepiej późno niż wcale, prawda? Zaproszę rodzinę. Znajomych też zaproszę. Na raz czy na dwa razy? Coś ugotuję. Tylko co? A może tzw. szwedzki stół zrobię. Nie namęczę się wtedy a wszyscy będą zadowoleni. I nie będę musiała ze strychu ciągnąć stołu i krzeseł. Wystarczy to co jest. Jedzonko porozstawiam na półkach. A może jednak jakoś inaczej by to zorganizować? Może macie jakieś doświadczenie? Jakieś pomysły? Na pewno macie. Słucham, co proponujecie? 

No i zapuszczę w związku z tym wszystkim korzenie. Na stałe, na zawsze. Nic mnie stąd nie wyrwie, nic nie ruszy. Będę jak dąb. No może po latach będę wspominać cudowne remontowe chwile spędzone z Panem S. za ścianą jako niezmiernie ekscytujące albo romantyczne, ale nie dziś. Dziś jedynie mogę powiedzieć każdemu, kto chce się remontować, że remont to koszmar, a prawdziwi spece od wszystkiego to ściema. Nie ma ludzi absolutnie wszechstronnych jeśli chodzi o remont, słownych i punktualnych do tego, takich na których absolutnie można liczyć i współpracować. Zawsze coś wyskoczy przy okazji zaawansowanych prac, coś takiego na co nie ma się wpływu i niestety trzeba się podporządkować albo zaakceptować. No ewentualnie zwrócić się o pomoc do „sił wyższych”, takich, które ruszą serce i całą resztę naszego speca. 
A było to (pokrótce oczywiście) tak. Jakieś dwa miesiące temu stanęła przede mną cudowna wizja remontu. Spadła jak grom, a ja się jej poddałam. Co ja mówię! Czekałam na to przecież, marzyłam dniami i nocami. Więc nie czekając na nic, nie oglądając się na finanse, niedogodności pogodowe i trudności mieszkaniowe w tym czasie z remontem związane zaczęłam roztaczać sobie i małżonkowi wizje jak to pięknie, i czysto, i spokojnie na lata będzie po szybkim remoncie. Tak, same korzyści. 

Zadbałam sama, samiuteńka o pana do remontu. Zadzwoniłam tu i tam, obgadałam koszty, umówiłam na spotkanie, na termin rozpoczęcia prac. Jaka byłam szczęśliwa, że znajomy Pan S. jest „wolny” i podejmie się wszystkich prac. Kiedyś już remont u nas przeprowadzał, był dobry. Punktualny, słowny, dokładny, nawet aż za dokładny, uczciwy, pracowity, tani…Same pozytywy. 

Prace ruszyły. Wybrałam farby o cudownie brzmiących nazwach typu słoneczna sawanna, piasek pustyni, poranna poświata czy różana altana. Albo mniej pięknie brzmiącą, ale jakże intrygującą jesienną pieczarkę. Zakupiłam panele i wydawało mi się, że najgorsze już za mną. Bo przecież wiadomo, że wybór farb to nie jest prosta sprawa. Remont robi się zazwyczaj na lata, nie na chwilę trwającą tyle co kolorystyczny kaprys. Ale jakże się myliłam. Do remontu potrzeba było tysiąca innych rzeczy, jak się okazało niezbędnych, podstawowych. Farby i panele to sprawa drugorzędna. No tak ale ja jestem kobietą, więc nie muszę wiedzieć, znać się na tym co dla prawdziwego faceta, fachowca jest oczywiste, prawda? Lekcję odbyłam i pracę zadaną odrobiłam.
 
Z karteczką gęsto zapisaną drobnym maczkiem kolejny raz odwiedziłam duży budowlany market, błagając prawie na kolanach o pomoc wędrujących, zdawałoby się bez celu, po sklepie panów w czerwonych służbowych uniformach. Pomogli mi, a jakże. I jacy byli mili! Niestety szybko się okazało, że nie byłam wystarczająco miła ja, by przyłożyli się solidnie do pracy. Musiałam wymieniać uszkodzone panele (nie zastanowiło mnie dlaczego normalnie kosztujące drugie tyle panele teraz są o połowę tańsze), farbę, bo biel okazała się nie całkiem biała (tu również zadziałała super promocja), jakieś narożniki nie były jednakowe, jednych śrubek było zbyt mało innych za dużo. Nic to. Wymieniłam. Było minęło. Prace jakoś się posuwały. W żółwim albo jeszcze wolniejszym tempie, bo Pan S. pracuje zawodowo gdzie indziej, więc odwiedzał nas zmęczony po pracy jedynie na dwie, no trzy godzinki dziennie z wyjątkiem piątków i sobót, bo w tedy z przerwą na obiad pracował cały dzień. 

Nie będę was zanudzać dalej szczegółami, bo pewno każdy z was choć raz w życiu „przeżywał” remont, ale koniecznie muszę jeszcze o czymś wspomnieć, koniecznie. Nie łudźcie się nigdy, że prace, które nawet jeśli dobiegają ku końcowi nie mogą być przerwane. Zawsze pojawi się coś, albo ktoś kto waszego speca oderwie od pracy. W moim wypadku było to coś tajemniczego, nie do końca nam odkrytego, choć jak się z czasem okazało gdzieś tam w kontekście jakiejś rozmowy bardzo oczywistego. Tygodniowa, niezapowiedziana przerwa w pracach przyprawiła mnie o nerwy jakich u siebie nie podejrzewałam. Byłam całkiem bezsilna, bo żadne siły, moce ani linie czy fale telefoniczne nie były w stanie mnie połączyć z Panem S. Próbowałam nawet telepatii. Śniłam o nim i nic. Byłam zdesperowana, a w desperacji jak wiadomo człowiek chwyta się różnych pomysłów. Wymyśliłam np. (o wielka naiwności!), że nagram się Panu S. na sekretarkę skoro nie odbiera telefonów i zagrożę zerwaniem umowy, że nie zapłacę ani grosza za to co robił do tej pory. Myślałam, że go to ruszy. Nie ruszyło oczywiście. 

Wykopałam więc spod ziemi innego fachowca i umówiłam się na dokończenie prac. Oczywiście akurat kończył inną „fuchę”, więc miał być wolny, początkowo na parę godzin dziennie(skąd ja to znam), ale potem, to już był gotów całe dnie pracować, za kwotę zdecydowanie wyższą niż poprzednik oczywiście. Było mi wszystko jedno. On się zgodził, ja też przystałam na wszystko co sobie Pan jakiś tam zażyczył. Kurz, brud, wszystko na dobrej drodze ku końcowi, ale niedokończone budziło grozę. A w tym wszystkim ja, dziecko i mąż. Ale głównie ja. Od rana do wieczora. Chciałam remontu to miałam. 

Ostatecznie z Panem jakimś tam widziałam się tylko raz, bo wrócił skruszony mój Pan S. Zabrał się do pracy i choć z małymi przeszkodami i opóźnieniami czasowymi jakimi okazały się święta wszystko dobiegło końca. Amen. A, zapomniałam, jeszcze trzeba przymocować jakieś tam ćwierćwałki do podłogi. Tak, tylko nigdzie nie ma pasującego koloru. „Ale to w sumie drobiazg te małe szpary przy ścianach. Trzeba było widzieć jakie były ściany miesiąc temu! A jaka podłoga! Zrobi się, pomalutku, spokojnie.” 

Nie sądziłam, że kiedykolwiek ucieszy mnie perspektywa mycia okien i podłóg, układanie dywanów, wycieranie opadającego wszędzie i wciąż pogładziowego pyłu. Ale tak jest, to właśnie dziś mnie cieszy. No i muszę mimo wszystko pochwalić mojego Pana S. Wszystko, wszyściutko zrobił perfekcyjnie, no może poza…a nieważne. Miałam przecież opisać i zapomnieć o tym co było. Jest pięknie. Świeżo i czysto. I oby tak pozostało na lata. Tylko ciągle się nie mogę zdecydować czy polecać znajomym, przyjaciołom, rodzinie mojego (tak mojego) Pana S. fachowca, speca od remontów, złotą rączkę. Może jednak jest tego wart, ale z zastrzeżeniem i tak na marginesie, że „on nie pije, nie pali, ale jak mu każą…” to potem musi odchorować, wydobrzeć a to trwa tydzień, no może troszkę dłużej. 

Tak, za oknem piękna pogoda, a w perspektywie wiele wakacyjnych wolnych dni. Może chcecie odnowić szybko mieszkanie? Bardzo polecam remont jako lekarstwo na nudę albo brak mocnych wrażeń. Jeśli chcecie wzmocnić efekt to korzystajcie z wszelkich promocji, obniżek i dobrych rad bardzo nam życzliwych fachowców. Powodzenia kochani.

strona: 1 2 3
    dodaj do dodajdo

Komentarze

dodaj komentarz
Michaela [05.05.09/19:14]

kozucho...NIE ZROBIŁAM, booo:

a) pierwszego wolnego dnia byłam na pięćdziesiątce u mojego wujka(jakby troszkę niezapowiedziana była:))
b) drugiego wolnego dnia byłam w Klukach i nad jeziorem:))
c) trzeciego wolnego dnia "uskuteczniliśmy" wreszcie grilla z rodzinką, ale to nie była parapetówka:(

No a teraz to nastał maj a więc miesiąc w mojej rodzinie imieninowy, co weekend, więc jakby robienie na dodatek czegoś dla rodziny, i nas nie ma sensu:))) No i tak sobie myslę, że takie poremontowe spotkanie to zrobię dla jednych takich naszych fajnych znajomych tylko za jakiś czas, chyba juz niedługi. Postanowiłam wykorzystać te wszystkie przepisy, które mi poleciłyście. Czuję się bardzo zobowiązane i miło mi, że się pojawiły te smakowitosci pod tekstem:)

A tak w ogóle to Pan S nie przymocował jeszcze nieszczęsnych ćwierćwałków, więc...;)
kozucha [05.05.09/13:56]

a ja

poproszę o zbiorek fantastycznych propozycji kulinarnych z komentarzy pod tekstem. Jeszcze trochę i wyjdzie z tego książka kucharska! Autorki propozycji może by wrzuciły kompletne przepisy w dziale "bro w kuchni"? Bo nie wszystkie są na tyle szczegółowe, żeby je wykorzystać z marszu.A Michaelo, daj znać, jak parapetówka się udała, bo jesteśmy ciekawi.
yourij [30.04.09/11:08]

Michaela

pisz ile wlezie :)
jesli poczulas sie urazona, to przepraszam
ale zdaje sie, ze niepotrzebnie odebralas moje wypowiedzi jak cos w rodzaju ataku, ej...

komentarze mnie ubawily bo pokazaly wasze wzajemne, zajebiscie sympatyczne relacje wzgledem siebie
i przy okazji byly stuprocentowo kobiece - tylko kobieta potrafi przeskoczyc tak gladko z remontu na tematy kulinarne :)

rany, jakby tak nie bylo to bysmy chyba z glodu padli sami na tym swiecie :)))))

i wcale nie chce zebys byla skruszona, czy cos w tym rodzaju.
Twoj tekst - walcz o niego ;P

bardzo mi sie przyjemnie zrobilo, ze odpowiedzialas na moje "zarzuty" - przynajmniej wiem juz jakie masz zdanie w temacie, ze moja wypowiedz nie pozostala bez echa

tak na marginesie - zeby byla jasnosc kompletna co dla mnie w tej dyskusji jest wazne
jakis czas temu napisalem strasznego gniota pod zmienionym nickiem - nie zostal hitem sezonu
nie ma sie co dziwic
ale to, ze byl napisany pod nowym, anonimowym nickiem dalo mi pewnosc, ze opinie wyrazone sa szczerze a nie dlatego ze to ja napisalem

kilka miesiecy temu zauwazylem wsrod roznych komentarzy zarzuty, ze broszka jest kolkiem wzajemnej adoracji - troche w tym racji niestety bylo.
no bo sie nie ***** do wlasnego gniazda, wiec zgodnie z tym powiedzonkiem wiekszosc opinii o artykulach byla nieco znieksztalcona przez nasza wzajemna sympatie do siebie

usciski dla Michaeli za checi - wyszlo jak wyszlo ale sie starala, napisala szczerze i nie bala sie wystawic tego na widok opinii publicznej

i spadam popracowac teraz :)
j;) [30.04.09/10:56]

olh

mimo iz calowanie sie po dupach w niektorych konfiguracjach jest bardzo kuszace przychylam sie do Twojej, w tej materii, opinii :)))
olh [30.04.09/10:24]

ale chyba nie będziemy się tu

całować po dupciach tylko dlatego, że ktoś napisał tekst i za to wlaśnie nalezy go pochwalić.
skoro się yourijowi nie podoba, to chyba może o tym napisać.
niedawno ja zostałam zbesztana za wyrażanie swojej opinii pod tekstem MUM.
mnie też remont nie przypadł do gustu, zapowiadało się fajnie, ale potem troszkę kiszka.
j:) [30.04.09/09:24]

tru

odwal sie od Yurka. ma prawo pisać co chce , w pewnych granicach oczywizda ;)
michaela - taki life, jednemu sie podoba drugiemu nie :)
yurek - mogles nieco łagodniej, ale i tak ja bym sie nie obrazil tylko napisal żebyś spadał na drzewo j ka by to dotyczylo mojego tekstu ;)

A tak ogolnie to tak: tru - gupoty sadzisz że jak sie podoba to piszemy, a jak nie to cicho sza ... co to jest ? kołko wzajemnej adoracji emerytek z Koniakowa ? wiadomo że kazdy z nas by chciał żeby wszystkie opinie byly cacy, ale jak tak nie jest to , bez jaj, wieszać sie nikt nie będzie - to jest przeciez normalne.

A co do pisania opinii - mialem kiedys przyjemnośc zarezerwowac pokoj w WILLI PIONIER w Jastrzebiu ( pozdrawiam skurwysyna ktory to prowadzi ). W serwisie internetowym piekne pokoje, ładny tynk, piękny widok, 100 m. do morza, w realu chujnia totalna, szary brudny tynk, widok na kupe piachu ( remont ) a 100 m to chyba w zakrzywionej czasoprzestrzeni z wykorzystaniem czarnej dziury i droga przez trase szybkiego ruchu ...

Skoncxylo sie jak skonczylo ( prawie mordobicie plus zwrot kaucji i szukanie innego pokoju ) .Ale do meritum - pierwsze co zrobilem po powrocie do W-wy to opinia w sersisie miasta - znalazlem wille i sru ... po 5 minutach komcia nie ma, no to drugi taz ,to samo, wkurw, telefon a pan co prowadzi serwis ( w imieniu miasta ! ) stwierdzil ze zle opinie sa usuwane - miejsce jest tylko na dobre !

tak ma tu byc ?
;)
Michaela [30.04.09/07:02]

Tru nie jest moim adwokatem i wyraża swoje zdanie.

Ma do tego prawo tak jak i ty yourij. Nie pozostaje mi więc nic innego jak mieć jedynie nadzieję, że nie stacileś zbyt wiele czasu na czytanie tego beznadziejnego tekstu, który napisałam. Wybacz, jak mogłam, obiecuję poprawę jesli ta jest możliwa, oczywiście, choć wątpię. Czy dostatecznie jestem skruszona? Cieszę się też, ze chociaż komentarze są na takim jak sobie życzysz poziomie.
yourij [29.04.09/17:50]

nie pojechalem po bandzie

wyrazilem swoje zdanie - nikogo nie obrazalem !
to moze powinnismy sie po buziach glaskac tylko i wylacznie ?

tekst moim zdaniem jest typowo blogowy, kompletnie nie przystaje do tekstow, ktore sie tutaj pojawialy jeszcze niedawno i to mi sie w nim nie podoba.

nie bede milczal jesli cos mi sie nie podoba bo niby w imie czego ?

miala prawo sie poczuc urazona, ale dotad tego nie powiedziala - nie mozesz byc adwokatem kogos, Tru :)
truskawka [29.04.09/13:45]

yourij

co nie zmienia faktu, ze pojechales po bandzie a autorka tekstu miala prawo poczuc sie niefajnie. To, ze ktos siedzi po drugiej stronie kompa nie oznacza, ze nie ma odczuc nie? Nie podoba sie przemilczam i ide dalej - po cholere kogos obrazac?
yourij [29.04.09/12:42]

po namysle

musisz brac pod uwage, ze nie jestem kobieta i czasem moje zdanie bedzie sie róznilo od waszego spojrzenia na dany temat - tyle :)
yourij_glodny_dzisiaj_nieco [29.04.09/12:41]

Truskawko

temat to jedno a moja ocena to drugie
mam prawo czytac - korzystam
mam prawo oceniac - korzystam

czy ja koniecznie musze pisac:
"swietny artykul" jesli uwazam inaczej ? - NIE

wiec powtarzam po raz kolejny MOJE ZDANIE:
art. jest do bani :)))

ale za to wasze dyskusje na temat parówek na parapetówe... wymiekam i lece po dlugopis i dawaj notowac, hihihi !
Michaela [29.04.09/07:10]

Ależ się tu apetycznie i smakowicie znowu zrobiło!

Dzięki dziewczyny jesteście niezawodne.

Na tego arcia o przekąskach to ja też czekam a nagrodą moją będzie wdzięcznosć, wielka, bo u mnie przepisy wszelakie ale proste i sprawdzone są na wagę złota, kto mnie choć trochę poznał ten wie czemu:)))
martolina [28.04.09/23:21]

o tak, jak parapetowka, to przed remontem

trzeba bowiem znowu sprzatac :)

ale uratuj sie tymi przekaskami dziewczyn i tez polecam papierowa i platikowa zastawe - teraz ejst taka ladna kolorowa, ze nawet wybrednych imprezowiczow nie bedzie razilo :)

i milej zabawy

Tru - te buraczki, to normalnie wyprobuje
Jolax [28.04.09/22:21]

a mnie się zawsze wydawało

że jedzenie nie jest aż tak bardzo ważne na parapetówkach ;)))
piaget [28.04.09/22:13]

oooooo

fajne przepisy :)
a co do remontu (tudzież urządzania mieszkania): marzy ten, kto tego jeszcze nie przeżył :)))
a na "obiad" możesz podać ryż i szaszłyczki: ryż gotujesz wg przepisu (koniecznie wujka bena, bo się naprawdę nie klei) z odrobiną szafranu )dla koloru) a do piekarnika wrzucasz wcześniej zrobione szszłyki np. z kurczaka, cebuli, papryki i cukinii. łatwe, tanie i pyszne.
a na deser uduszone jabłka z cynamonem i do tego lody waniliowe - u mnie to hit nad hitami, wszystkim smakuje (i dzieci mogą zjeść)
met [28.04.09/21:35]

świetny pomysł! przekąski na imprezę

kto zapoda tekst ma ode mnie nagrodę:))
mademoiselle [28.04.09/20:51]

to może

jakiś arcik o przekąskach imprezowych, tyle tu pyszności się pojawiło w komentarzach.

a co do remontów - moja matka nauczyła się tynk strukturalny nakładać, bo wyszło na to, że fachowiec jednak nei umie, po czym zniknął bez słowa ;)
Tulia [28.04.09/20:42]

O remontach można czytać jak

człowiek ma to za sobą, bo to prawdziwa szkoła przetrwania, ja nie jestem specjalnie rozwinięta kulinarnie, ale gdybyś coś robiła na grilu, to polecam kawałki banana owinięte plastrami boczku i spięte wykałaczką i cukinia w plastrach z przyprawami, smakowitości; dobrej zabawy :))
Michaela [28.04.09/19:12]

goya,

to ja wcale nie tak tragicznie mialam, bo ostatecznie byłam u siebie, co do kosztów...przemilczę to, bo szkoda gadać. Nieee obiadu nie zrobię, nie chce mi się, a wy mi poddałyście takie fajne pomysły:)
goya [28.04.09/18:00]

mój remont

miał trwać 2 miesiące a trawał 6...nie powiem,nie byłam szczęśliwa..
mieszkałam u teściów i cały czas się denerwowałam...aaa i kosztował 2 razy tyle!!
koszmar,nie cierpię remontów!!!
i tak, nie rób obiadu -coś z ciasta francuskiego może??
Michaela [28.04.09/14:13]

Tru, tego też nie znam, ale ja jak wiesz o gotowaniu wiem malutko, więc...

każdy pomysł na wagę złota, dzięki:)

jerry, ty też jesteś niemożliwy, chociaż w inny sposób niż dziewczyny;)))no i nie strasz...
cran [28.04.09/13:56]

j.

hehehehe - rzygających wygna na balkon;-)
j;) [28.04.09/13:40]

czerwonego sie nie rozlewa

no pewnie. ale sie chla wóde pod ogórki i rzyga za kanape tudziez w kwiatki. a to lepiej przeżyć ze tak się wyrażę na , w miare, surowym gruncie ...
;)))
Truskawka [28.04.09/12:49]

Michaelo

no to ja mam jeszcze jedno fajne :)
na pesto z pieczonych buraczkow z sekiem kozim. Potrzebujesz:
3 małe buraczki, 3 łyżki oliwy z oliwek, 3 łyżki orzeszków pinii, zrumienionych na suchej patelni (lub innych jesli nie ma pini), 3 łyżki pokrojonego w kosteczkę Parmezanu (lub innego sera byle mial dosc mocny, ostry smak), 1 ząbek czosnku, sól i świeżo zmielony czarny pieprz

Dodatki: grzanki lub krakersy, twarogowy serek kozi zrumienione orzeszki pinii do dekoracji

I robi sie to tak:
Buraczki zawijasz w folie i pieczesz w piekarniku okolo 1 godziny (az beda miekkie) Po wyjeciu i ostudzeniu trzeba je pokroic na mniejsze kawalki i wrzucic do blendera razem z prazonymi orzeszkami (czesc trzeba zostawic do dekoracji) Parmezanem czy innym serem, czosnkiem i oliwą. Doprawić solą i dużą ilością czarnego pieprzu. Zrobi ci sie z tego pasta. Ta pasta smarujesz karkersy lub grzanki na wierzch lyzeczka sera koziego i udekorować orzeszkami. Ladnie wyglada bialy serek kozi na bodrowym pesto i tez jest to cos innego nieco.

Taki jeden szef kuchni powiedzial, ze robiac impreze nalezy pamietac zeby sie ze soba skladniki nie gryzly. To znaczy jesli ryby to i krewetki i kraby i salatki pasujace do owocow morza czyli raczej bezmiesne. Jesli miesa to moga byc i sery ale musza sie ze soba komponowac itd. zeby nie wyszedl misz masz po ktorym ktos padnie trupem :))
cran [28.04.09/12:34]

J.

nie strasz! nie wszyscy rozlewaja czerwone wino;-)
j;) [28.04.09/12:30]

eeeeepp.....

ty tu nie tego, eeep... tylko podaj date i godzine, tzn kiedy mamy wpadac ....

alle pamietaj, parapetówe sie robi w stane surowym zamknietym a nie po remoncie ;)

a dlaczego ?

zobaczysz ;)
Michaela [28.04.09/12:02]

Ale jesteście niemożliwie cudowne ;)

Jak tak dalej pójdzie, to wiecie co… zrobię imprezę wykorzystując tylko wasze przepisy i pomysły. To będzie coś wielkiego! Poproszę o jeszcze:)
cran [28.04.09/11:53]

a te moje zapiekane

parówki robi się tak: parówkę dzielisz na 2-3 częsci, układasz na niej śliwkę suszoną i dookoła zawijasz cieniutkim plasterkiem boczku/bekonu; spinasz całość wykałaczką i do piekarnika. proste, smaczne, na jeden kęs. u mnie zniknęła cała blacha w okamgnieniu;-)
inne danie sztandarowe u mnie to sałatka z paluszków krabowych. paluszki kroisz na ok 1 cm kawałki, skrapiasz sokiem z cytryny. robisz sos na bazie jogurtu naturalnego z majonezem. siekasz świeży koperek, którym posypujesz paluszki, polewasz sosem. sól, pieprz do smaku. super z bagietką.
Truskawka [28.04.09/11:33]

Michaelo

a jesli chcesz przepis na super salatke, ktora robi furrore tutaj rowniez (chociaz zaczelo sie w Polsce) to prosze:
potrzebujesz salate lodowa, dwa plesniowe sery (jeden niebieski albo zielony znaczy z niebieska albo zielona plesnia a jeden moze byc brie), gruszki, orzeszki ziemne (nie solone) moge tez byc inne. Sos czosnkowy lub francuski (zalezy jaki wolisz mozna zrobic sosy samemu a mozna kupic gotowe)
Salate targasz, sery kroisz na kawaleczki, orzeszki prazysz na patelni bez tluszczu az sie zrobia brazowe (byle nie ciemno brazowe), gruszke kroisz na kawaleczki i wszystko to mieszasz razem polewajac sosem. Do tego swieza bagietka i uwierz mi nie beda jesc nic innego :))
Michaela [28.04.09/10:50]

Parapetówka przed remontem-świetne,

czemu ja na to nie wpadłam:))) No i czemu nie wpadłam na pomysł serów i winogron np.? Bo to jakby oczywiste rozwiązanie. Smaczne, lekkie, eleganckie, pasuje do winka, nie trzeba się narobić, albo te paróweczki-kiełbaski nie znałam, a smacznie brzmi. No albo grill…też to jest jakieś rozwiązanie, najwygodniejsze, faktycznie, zwłaszcza przy ładnej pogodzie, bo komu się chce siedzieć w domu, gdy za oknem słońce. Można by to jakoś połączyć, by i mąż przy grillu tylko nie stał. Jakieś prościutkie sałatki…Sobie smaku i ochoty narobiłam od rana.

cran:już zbladła (zmora oczywiście), ja tylko na ten temat żartuję, bo co mi innego pozostało:)Anegdoty na ten temat tylko będziemy z rodzinką opowiadać, jak każdy zresztą:).
ax [28.04.09/10:04]

...

tru...to jest dobry pomysł...z tymi imprezami po remoncie...myślę, że można to nawet rozwinąć na sprzątnie po imprezie tylko, nie przed;)) to mi się podoba:))
A na imprezkę...zawsze sobie grilla można też zrobić...ty tylko marynujesz mięcha różne dzień wcześniej...jakąś sałatkę możesz...a potem tylko siedzisz udzielając się towarzysko...a twój mąż mięcho na grilu przekłada i masz już wszystko z bani:))
Truskawka [28.04.09/09:56]

Michaelo

wiesz anglicy robia parapetowke przed remontem :))) na wszelki wypadek :)))
Ja imprezy lubie proste i stol zastawiony dobrem wszelkim jest mi obcy :) Wiec np fajne wrazenie robi deska serow, winogrona we wszystkich kolorach, krakersy, jakies salatki albo fajne kolorowe kanapki. I koniecznie papierowe naczynia :) Wtedy na do widzenia wszystko za jednym zamachem idzie do kosza i masz spokoj ze zmywaniem piramidy brudnych talerzy :))

Yourij a po cholere czytac jesli ci nie pasuje temat ? ciebie moze nie interesuje ale sa jeszcze inni nie?
kozucha [28.04.09/09:33]

remont, to koszmarna sprawa

myślę, że każdy ma jakieś przykre doświadczenia i wspomnienia z nim związane. Ale pomyśl: po parapetówce będzie znowu trzeba SPRZĄTAĆ!!! brrrr
cran [28.04.09/09:31]

a ja uważam

że to fajny tekst w dobie "speców od wszystkiego", szybkich terminów i nieprzekraczalnych kosztów.
byłam świadkiem kilku remontów w ciągu ostatnich lat i przyznaję, że bywa to droga przez męke!
u siebie remont robiłam raz i na szczęscie mialam sie gdzie wyprowadzić na ten czas.
znam przypadek pana specjalisty, który sknocił elektrykę, albo hydraulika, który nie poradził sobie z prawidłowym podłaczeniem zmywarki! niespodzianki czyhają wszedzie!
co do parapetówki to zdecydowanie proponuję imprezę "na stojąco". bufet z przegryzkami, ewentualnie coś na gorąco "na jeden kęs" (np parówki z suszoną śliwką zawinięte w plasterek boczku). żaden tam zasiadany obiad z 3 dań;-) zmora remontu z czasem zblednie a efekt końcowy będzie napawał większym zadowoleniem!
ax [28.04.09/07:53]

...

michaelo...miałam sporo lat temu fachowców, którzy wyburzali mi kilka ścian wewnątrz ...ja nie pamiętam, ile to trwało...w każdym razie mówiliśmy z jaśkiem, że to moi mężowie, bo właściwie zaczęłam ich już traktować jak domowników...chyba całe lato u mnie spędzili! ;)
Potem remont zewnętrza domu.
Wymiana dachu i wstawienie okien dachowych poszło piorunem...faceci super i nie ściemniali.
Ale facet, który miał zająć sie resztą...czyli wymianę elementów elektrycznych...i tynkami potem...to nawet nie napiszę, bo się prawdziwa żądza mordu we mnie budzi!!! Po kolka razy na to samo zaliczki chciał brać...a jego pojawiania się, to była loteria...choć miał całe dnie pracować. Potem kto inny po nim te elektryczne i tak musiał poprawiać...i za tynki tez juz mu podziękowaliśmy. Ale faceci , których wzięliśmy potem do tynków super! Choć biedactwa po pracy tylko po południu do nas przychodzili, to i tak zrobili to rewelacyjnie i szybko.
Cały czas czeka nas kontynuacja remontu...ale nie martwię się fachowcami...i tak nie mamy kasy na to;))
yourij_zdegustowany [28.04.09/00:40]

o ja pierdziele

a co mnie o cholery obchodzi, ze ktos sobie remont robi w mieszkaniu ?
ot takich tekstów to są blogi a nie kuźwa wrzucać to jako artukuł...

Pisz i twórz jedyny autorski serwis
dla ludzi, którym się chce!





Cafenews