[sekundę...] 


REKLAMA
O rodzicielstwie polemicznie.
galimat-ja [2008-06-04]
Od paru lat zastanawiamy się w gronie rodzinnym i znajomych w jaki sposób przeobraziły się nasze rodziny i jaki to ma wpływ na naszą przyszłość jako społeczeństwa.

Chyba wszyscy stykaliśmy się z różnymi teoriami dotyczącymi wychowania i stosunku rodziców/opiekunów do dzieci – od bezstresowego do autorytarnego ocierającego się o tyranię. 

W tygodniku Forum 22/2008 natrafiłam na wywiad z francuskim pediatrą i psychologiem dziecięcym Aldo Naouri. Tezy jakie stawia w oparciu o 40-letnie doświadczenie zawodowe są wstrząsające i (sama bym siebie o to nie podejrzewała, a jednak) bliskie moim.

Aldo Naouri uważa, że znacznie poprawiło się zdrowie fizyczne dzieci, ale w ciągu ostatnich 10-15 lat przejawiają one nieznane kiedyś (sic!) zaburzenia zachowania i rozwoju. A są to: trudności w relacjach z ludźmi, problemy szkolne, opóźnienia w opanowaniu języka (ojczystego!) i hiperaktywność. 

Na dowód autor podaje rozwój specjalności lekarskich w kierunku poprawy psychomotoryki (w tym pisania) oraz logopedii. Hm.

Kolejna teza dotyczy tego, że w tle niedoboru wychowania jest powszechność antykoncepcji od początku lat 70-tych. Fakt chcenia – bądź nie – dzieci jest efektem przejścia od społeczeństwa ogólnego niedostatku i postawy pogodzenia „Nie możesz mieć wszystkiego” do społeczeństwa konsumpcyjnego i postawy roszczeniowej „Możesz wszystko i masz do tego PRAWO”. 

Czyli co, społeczeństwa zamożne mają dzieci (generalizując) dla zaspokojenia jednej ze swoich potrzeb, a następnie wynoszą je (dzieci) na piedestał czyniąc beneficjentami własnych majątków. Dotyczy to jednak w większości tzw. nowozamożnych. 

Zamożni „z dziada pradziada” lub biedni - zachowują zasady hierarchii. Znamienne.
Otóż to, u podnóża zdrowych relacji w rodzinie, a w konsekwencji w społeczeństwie jest hierarchia. Autorytet nie ma się jednak opierać na wybuchach złości, klapsach, wymierzaniu policzka, ale na uświadomieniu istnienia jasnych podziałów hierarchicznych w rodzinie. Zatem nie ma miejsca na negocjacje rodzic-dziecko, gdyż negocjujemy tylko z osobą na płaszczyźnie równy z równym. Zgadzam się. W rodzinie nie ma miejsca na demokrację.

Czy oznacza to brak szacunku do dziecka? Ależ skąd! „Kocham Cię, szanuję i jestem za Ciebie odpowiedzialna. Zaufaj mi, ale nie wszystko czego chcesz jest dla Ciebie dobre”. Zaraz pojawią się głosy „Hola hola, ale czy aby na pewno wiesz co jest dobre dla Twojego dziecka? Nie możesz narzucać mu swojej woli. Pozwól mu popełnić jego własne błędy”. 

Nie, nie wiem co jest najlepsze dla mojego dziecka, ale póki co nie pozwolę na podważenie mojej pozycji jako rodzica. Nie odbierzecie mi mojej pewności siebie. Moje dziecko musi wiedzieć kto jest „kierownikiem wycieczki” - póki co.

My, rodzice, skazani jesteśmy teraz na permanentną edukację psycho-pedagogiczną. Dowiadujemy się, że przede wszystkim powinniśmy naszym dzieciom ograniczyć stresy i urazy. Pracujemy długo zawodowo, edukujemy dzieci zapisując na sanskryt, etruski, taniec marynarski, naukę jazdy na nosorożcu czy inne modne akurat zajęcia. W ciągu półtorej godziny po przyjściu z pracy próbujemy nadrobić wychowanie. 

Jesteśmy poddawani presji
– matki mają być efektowne i efektywne, wykształcone, pracowite, dobrze zarabiające, gospodarne, opalone, szczupłe, itp. Na zewnątrz naszą wizytówką jest dziecko. Gdzie w tym ojciec? Też zapracowany, pod presją zarobku, bez którego etruskiego nie budiet? 

Na podstawie własnej rodziny mogę ze wstydem przyznać, że to my - kobiety  ograniczamy ojcom dostęp do dzieci uważając, że nikt jak my nie wypełni wzorowo swojej funkcji. Błąd! Wiele lat temu czytałam opracowanie naukowe porównujące samotne rodzicielstwo matek i ojców. Najmniej deficytów i patologii wykazywały dzieci wychowane tylko przez ojców, cóż... 
Wniosek: tata musi mieć jak najwięcej do powiedzenia w wychowaniu, gdyż dla dziecka ze względów biologicznych jest kimś, hm...obcym. Więź wytworzy przez obecność, decyzje i wyznaczanie granic.

Sytuacja w rodzinie wygląda przedziwnie. Z jednej strony uczymy się jak wychować dziecko bez wywołania u niego urazów (bo tak trzeba) i staramy sie zatrzymać je przy sobie jak najdłużej. Z drugiej ubieramy je w „dorosłe” ciuszki od niemowlęctwa, kupujemy komórki, quady i skutery do końca podstawówki. Błędne koło. Dziecko, które uzyskuje te same przywileje co dorośli, uznaje, że nie ma sie czego od swoich rodziców nauczyć, gdyż „wie lepiej”. Nie ma również pragnienia rozwoju, bo już ma to co dorośli – podane przez nich samych.

Mieszkam niedaleko szkoły, moimi sąsiadami są nauczyciele. Ponieważ jestem w przededniu posłania dziecka do zerówki, rozmiawiamy częsciej - gdzieś między warzywniakiem a piaskownicą. Słyszę, że celem dzisiejszego szkolnictwa obowiązkowego jest odciążenie dzieci od najmniejszego wysiłku intelektualnego i fizycznego (pisanie, prace ręczne). Efekt: wprowadzenie powszechnie ćwiczeń i klasówek w formie testów powoduje analfabetyzm. Brak umiejętności pisania wynika z nikłego kontaktu długopisu/pióra/ołówka z kartką. Dzieci nawet nie usiłują zrozumieć tekstu poleceń, zaznaczają odpowiednia kratkę, lub wpisują jedną literę. A nuż...Dyskusje rodziców z nauczycielami „że za dużo, że w ogóle zadane” na porządku dziennym. Przy wsparciu kierownictwa szkół, które trzyma stronę dziecka...

A przecież to będą nasi lekarze, prawnicy, policjanci (agenci ABW), nauczyciele, dziennikarze, (o matko) politycy...

Jak wygląda nasze społeczeństwo dzisiaj, jakie utrzymujemy ze sobą relacje, czy chętnie zakładamy rodziny, czy rodzimy dzieci, czy podejmujemy się działań, które nie przyniosą nam wymiernej korzyści, czy jesteśmy odpowiedzialni za siebie nawzajem, za swoje czyny? Pytania mogę mnożyć, ale wiem, że mogę tylko zacząć od siebie aby odpowiedzi były pozytywne. I tylko w oparciu o  własny przykład zechcę wymagać tego od innych.

My, rodzice jesteśmy skazani na to, aby być kochanymi i nienawidzeni przez swoje dzieci, kiedy je karzemy albo zabraniamy. Nie da się uniknąć ani jednego, ani drugiego. Lepiej abyśmy sobie to jak najwcześniej uświadomili. I nie poddawali modzie wychowania, ale działali instynktownie, intuicyjnie, bez przemocy, mądrze, z miłością,  mysląc egoistycznie o własnej przyszłości ...
Oto w skrócie wskazówki doktora Aldo Naouri: 

CZEGO NIE NALEŻY ROBIĆ Z NIEMOWLĘCIEM:
Karmienie na żądanie
po 3 miesiącu zastąpić karmieniem o regularnych porach z dokładnością do kwadransa.

Prezent z okazji narodzin braciszka/siostrzyczki
dziecko domysla się, że je przekupujemy, gdyż narodziny mogą przysporzyć mu cierpień, i jest to furtką dla zazdrości.

Wieczna przytulanka
o ile niemowlę potrzebuje nieustannie bliskości, o tyle po ukończeniu przez dziecko 2 lat kontakt należy ograniczyć.

Mówienie do niemowlęcia
bez przerwy, komentowanie czynności, potok słów. Tylko wtedy, gdy mamy coś konkretnego do powiedzenia.

Karmienie za wszelka cenę
lepiej pozbawić dziecko posiłku, niż pozwolić na histerię. Bez używania przemocy.

Rytualizacja zasypiania
mycie, piżamka, lampka, bajka, tuli tuli, wyciszanie przed snem czyni z dzieci obsesjonatów, gdyż uczą, że jest się czego bać! Lepiej zostawić dziecko same w pokoju, aby samo dysponowało czasem przed snem, bez przychodzenia do salonu.

CZEGO NIE NALEŻY ROBIC ZE SWOIM DZIECKIEM
Wyjaśnianie poleceń
gdyż uzasadnione nie jest już rozkazem.Można udzielić wyjaśnienia po wykonaniu polecenia.

Targowanie się
„Jeśli zrobisz to, dostaniesz w nagrode tamto”
Zachęcamy dziecko do stałych pertraktacji, i pokazujemy, że nie czujemy sie w prawie.

Poranne pieszczoty w łóżku rodziców
Psycholodzy jednomyslnie tego zabraniają w sytuacji, gdy nie jesteśmy ubrani.

Bicie dziecka, które bije
Bije dziecko nieśmiałe, próbujące wejść w kontakt z innym w ten sposób. Trzeba dziecku wyjaśnić, że dobrze robi starając się zaprzyjaźnić, ale źle się do tego zabiera. Skoryguje swoje postępowanie. Nie wolno również np. ugryźć dziecka, aby mu pokazać, jak to jest.

Sakralizacja pierwszego dnia w szkole
Poranek taki sam jak inne, wystarczy zapytać wieczorem jak minął dzień. Nasz niepokój może udzielic się dziecku. Proste.

Złe oceny
Przynajmniej skomentować, ale nie bagatelizować. Kary można wyznaczyć tylko w sytuacji, gdy nie podejmuje żadnego wysiłku.

Przyznawanie dziecku racji wbrew nauczycielowi
Nauczyciele są po to, żeby nauczyć, a dzieci, aby być nauczone. Nie należy podważać hierarchii pod pretekstem, że nauczyciel jest zbyt surowy i za dużo zadaje. W przeciwnym razie nie przygotujemy dziecka do realiów świata pracy.

Ingerowanie w konflikty między rodzeństwem
Nie należy rozstrzygać kłótni np. o zabawki, gdyż są one twórcze (!). Dziecko zyskuje świadomośc swego otoczenia, miejsca, jakie w nim zajmuje, uczy się tworzyć związki. Interweniowac tylko wtedy, gdy kłótnia staje się nie do zniesienia. Z czysto egoistycznych pobudek (ma być cicho) należy ukarać je wszystkie.

Urodziny z całą klasą
Lepsza mała impreza w gronie 3-4 niz feta przypominająca wesele, bo rodzice chcą się zaprezentować przed sobą nawzajem. Na bardzo dużym przyjęciu dziecko jest w centrum uwagi i ma poczucie wszechmocy, ale jakże trudne to do utrzymania na codzień.

CZEGO NIE NALEŻY ROBIĆ ZE SWOIM PRZEDNASTOLATKIEM
Podjadanie
Wiadomo, że dziecko spala więcej energii i musi jeść więcej, ale trzeba je przeszkolić w podjadaniu i nie kupować przekąsek. Wymaga to od rodziców konsekwecji, tzn. nie ma sensu zabraniać, gdy się samemu podjada, ot.

Posiłek na kolanie
Niezależnie od wieku. Brak posiłku w gronie rodzinnym to brak jednego punktu orientacyjnego w rodzinie. A jest to kolejna okazja do dialogu. Nie rezygnujmy z niej.

Zakup telefonu komórkowego
Niczemu nie służy przed okresem dorastania. Wychowywać nie znaczy przekupywać.

Swobodny dostęp do telewizora czy komputera
Potrzebne są reguły i pilnowanie czasu. Ale nie zapominajmy, że to rozrywka do której dziecko ma prawo po wykonaniu obowiązków.

Rozmowa o seksie
Do przednastolatka, który pyta o radę jedyną dobrą odpowiedzią jest: „Porozmawiaj o tym z koleżanką albo kolegą”. Nie ma mowy o tym, aby stać się powiernikiem miłości dla swojego dziecka, ani ono nie może być powiernikiem swoich rodziców. Wskazana jest jak najszczelniejsza bariera, inaczej będziemy w łóżku naszego dziecka, gdy będzie przeżywać swój pierwszy raz...

Późne powroty do domu
Tylko o określonej porze, bez negocjacji. Trzymanie na wodzy uspokaja(!).

Artykuł pisany w niedzielę, w drodze na plażę i z powrotem w tradycyjny sposób, długopisem na kartce;)

strona: 1 2 3 4 5 6
    dodaj do dodajdo

Komentarze

dodaj komentarz
martolina [09.06.08/10:26]

gali, Ty teraz na urlopie, a ja spozniona z komentem,

ale wiesz, w tym trudzie rodzicielskim przeczytalam Ciem w kibelku ;) a teraz nadrobilam komenty. I dobrze - ulzylo mi, ze Ty tych rad do konca nie uwazasz za zdrowe. Brak rytualizacji, swietowania rozpoczecia czegos nowego, bez rozmow o seksie - no z tym sie nie zgadzam. Co do podwazania zdania nauczyciela to swieta prawda. Nawet jesli mamy podejrzenia, ze nauczyciel moze nie miec racji, najpierw to sprawdzmy. Bylam swiadkiem jak moja ex szefowa nabijala sie z "glupoty" nauczyciela wraz ze swoimi dziecmi. Jak po spotkaniu z nauczycielem na temat niesfornego zachowania corki, narzekala przy niej, ze "tamta jej dupe zawraca, a ona ma tyle do zrobienia". Wiele bylo tego. Efeketow nie musze opisywac, na pewno wiecie sami. Pelno uwag, pelno skarg, ale kogo to obchodzilo.

Art dobry, dzieki za mila lekture i troche przemyslen.
gali [05.06.08/08:52]

Truskawko,

nie było żadnych! byłam ciekawa kogo tak nazywasz:)

marlaa, i tak Cie lubie:)

mathilde, rad nie lubię, radzić owszę;)

met, syyyriusz? jak miło :))))))
Truskawka [05.06.08/00:31]

gali

bez zbednych skojarzen mi tu prosze :) Zwykla Pani ginekolog to byla, ktora odwalila przysposobienie w rodzinie milo i profesjonalnie :))
marlaa [04.06.08/21:01]

a

ja nie wiem, jak skomentować artykul, bo dzieci to nie jest moj ulubiony temat, nie posiadam i raczej nie chcę mieć, więc w teoretyzowanie się nie wdaję, ale jak napiszesz o czym innym polemicznie to z chęcią podyskutuję. pisz, pisz.
:D
mathilde [04.06.08/20:54]

tekst jest

naprawdę dobry :) ciekawe spostrzeżenia, podoba się;

i jak każdy przyczepię się do tych 'rad' - o ile doceniam pracę psychologów dziecięcych, o tyle wielu z nich wydaje mi się być zbyt bezdusznymi, żeby mogli kogokolwiek pouczać ;-) chociaż, np to o wspólnych posiłkach popieram w pełni, bo to sensowne. i jeszcze coś mądrego by się znalazło, ale bardziej rzucają się w oczy te kurioza, 'zapytaj koleżankę' :D
met [04.06.08/20:02]

oj gali

niech cię nachodzi jak najczęsciej, uwielbiam twoje riposty i poczucie humoru:))
gali [04.06.08/18:35]

Archeo,

jak mnie cos najdzie to napiszę, :)

Truskawko, u jakiej to marchewki zdobywałaś edukację szeksualną?:))
Takamała:)
Dziekuję holki za dobro ocene:)

Plazmo, otóż to, statystycznie tak to wychodzi jak mówisz. Dlatego w badania statystyczne tak samo wierzę jak w ciepłe lato w Polsce;)

Pinczek, ja, ja, volkswagen...
pink [04.06.08/17:33]

Rodzice popełniają zbyt wiele błędów przy pierwszym dziecku

A ponieważ jest to na ogół jedyne dziecko dobrym pomysłem jest powierzenie wychowania dzieci państwu, które zrobi to lepiej. Należy jak najszybciej posyłać dzieci do szkoły i zwiekszać im liczbę godzin.
Do tego państwo nie stosuje przemocy wobec dzieci w odróżnieniu od rodzin, szczególnie katolickich, w których wychowanie powoduje urazy na całe życie.
Należy bezwzględnie wprowadzić zakaz stosowania przemocy fizycznej wobec dzieci, dawania klapsów, ciągnięcia za raczki, zmuszania do przebywania w domu ale też psychicznej, szczególnie manipulowania dzieckiem i wychowywania, co w rodzinach o niewłaściwym pochodzeniu moze spowodować wytworzenie niekorzystnych wzorców, które później ciężej w szkole i mediach przerobić na właściwe.
Jeśli chcemy mieć demokratyczne państwo, musimy mu powierzyć wychowanie dzieci a nie korzystać z doswiadczeń poprzednich, skażonych nietolerancją, przemocą i religijną hipokryzją, pokoleń.
Truskawka [04.06.08/16:44]

metko

wbrew temu co piszesz uwazam, ze jestes madrym rodzicem przede wszystkim przez to, ze przyznajesz sie do swoich bledow i widzisz wady w swoim dziecku nie stawiasz go na calkowitym piedestale - to wbrew pozorom wyjdzie jej tylko na zdrowie tak jak wyszlo mnie kiedy moi rodzice zauwazyli w koncu moje wady i zdazyli mnie wyprostowac :))
Truskawka [04.06.08/16:42]

ja wierze w instykt rodzica

ale zgadzam sie z niektorymi punktami. Partnerem dziecko moze byc od ktoregos roku zycia ale pytanie paro latka czego chce to chyba jednak lekka przesada :))

Jesli chodzi o sex zgadzam sie tyle, ze nie wydaje mi sie aby odeslanie do kumpli bylo najlepszym wyjsciem ale mozna dziecko zawlec do ginekologa czy innej marchewki, ktora wytlumaczy o co chodzi :) Tak zrobila moja Mama i wyszlo mi to na zdrowie.
Mam kolezanke, niezlego psychologa, ktora mowi to samo wiec cos w tym musi byc bo jej wierze :)))

a tak w ogole to nie powinnam sie wymadrzac bo nie empiria przeze mnie przemawia a jakies tam sobie obserwacje.

Ale tekst superowy :)))
Plazma [04.06.08/14:44]

no cóż,

nie zgadzam się z większością punktów :)
ba, uważam, że gdyby wszyscy wychowywali dzieciaki według tych samych zasad, świat byłby nieznośny

nie no, ja jestem zdania, że instynkt bardzo pomaga - i w wychowaniu dziecka zdaje sie nań, i tyle.. a te zasady powyżej wydają mi się zbyt ogólne, za zimne, wyjałowione

nie znam badań, o których wspominasz, ale obawiam się, że są statystycznym kłamstwem - po prostu samotnych ojców jest tak niewielu, że rzadziej zdarzają sie im klęski wychowawcze... i tyle :)
gali [04.06.08/13:56]

a to uf,

odetchłam ;)
sykstus [04.06.08/13:51]

)

nie popadajmy w przesade przecie
3 dniowe dziecko tez nie jest partnerem )
gali [04.06.08/13:44]

teoria teorią

a życie życiem. Ok 11 polożyłam dziecię na południowy sen sprawiedliwego. Jednakże po 40 minutach zaczęło wiercić i walić młotem piętro niżej. Ten w ryk, wzięłam więc to-to na ręce i leżeliśmy godzinę w fotelu.

A powinnam zostawić samo, niech wyje, nie?;))

Pamiętacie Benjamina Spocka i jego pełne ciepła i zrozumienia poradniki?(niedawno wznawiane)
Otóż jego własne, dorosłe dzieci oskarżyły o chłód, brak czułości i despotyzm.
Obaliły mit człowieka, którego amerykańskie matki stawiały za wzór niedościgły, traktując jego poradniki jak biblię.

Chłopina nawet na prezydenta USA startowal licząc na ten matczyny elektorat.
A Zbawiciel okazał sie fałszywym prorokiem.

Może więc wszelkie teorie są:
-albo wypadkową doświadczeń,
-albo listą pobożnych życzeń,
-albo służą autokreacji tylko i wyłącznie.

Dziecko 1,5 roku nie jest dla mnie partnerem,
1,5roku x 10 może zacząć być.
Michaela [04.06.08/13:39]

sykstus

zgadzam się z Tobą w zupeności.
takamała [04.06.08/13:32]

artykuł

świetny, porady ... dyskusyjne. Nie ma sensu żebym je terasz omawiała, bo większość słusznych uwag jest w poprzednich komentarzach...ale przede wszystkim dziecko to mały... młody człowiek i jak każdy z nas jest jakąś indywidualnością... są pewne zasady ale nie da się przyłożyć jednego szablonu do wszystkich dzieci i ukształtować je na jeden słuszny model...
sykstus [04.06.08/13:32]

ok. niech sie to

nazywa 'nie do konca rowne partnerstwo'
// poza tym do dzieci trzeba bezwglednie duzo mowic.
dziecko wtedy sie szybciej rozwija i uczy rozmawiac.. i wogle; nie mam co do tego zadnych zupelnie watpliwosci
saganka [04.06.08/13:13]

zaburzenia zachowania

niepłodność, alergie to takie cywilizacyjne choroby, wszystko się zmienia...
met [04.06.08/13:02]

yamot

dla mnie to nie przytyk lecz kompliment:D
wiem z pracy w szkole, z obserwacji i uczestnictwa we życiu, że nic tak nie szkodzi, jak przekonanie, że się wszystko wie.
wtedy giniesz w oczach uczniów, podwładnych, współpracowników, dzieci włąsnych, każdego z kim masz styczność. co wiem to wiem, a czego nie wiem, to nie wiem.
na razie dla mojego dziecka jest szokiem, że czegoś nie wiem, ale myślę, że zczasem to doceni.
natomiast jej wychowania mam nadzieję tak całkiem nie spartaczyłam, chowam je w sumie z jej ojcem, kt. mnie w tym dziele, że tak powię wspiera i jakoś tam wplywamy na swoje błędy, bo zależy nam na jednym, dobru dziecka. a że dobra nie pojmujemy przez pryzmat tylko dogadzania i ustepowania, no to ten.
tylko, że wiesz, ideały ideałami a życie życiem, dzieci też róznie się wpisują w ansze wyobrażenia i wychowanie to jakiś tam zmienny proces, bez cenzur na koniec roku szkolnego:)
yamot [04.06.08/12:42]

kurcze

mam nadzieje, ze nie zabrzmialo to jak przytyk czy wytkniecie :)
yamot [04.06.08/12:41]

wiesz co Met?

ja ciebie to podziwiam.
nie znam absolutnie zadnego rodzica, ktory sie przyznaje, ze spartaczyl wychowanie dziecka swego.
bo albo uwazaja, ze wszystko jest cacy, albo za nic w swiecie sie nie przyznaja do tego i dalej brna z takimi samymi metodami, albo co gorsza kontynuuja ja na drugim dziecku.

mnie sie wydaje, ze naprawde to jest na duzy plus - uswiadomic sobie te bledy.
zuza bez góza [04.06.08/12:31]

sykstus

zgadzam partnerstwo ...przez wolne wybory i co sie z tym wiąże konsekwencje wyborów dziecka jest OK!
"zrobisz jak chcesz ale wiedz ze ja mam takie zdanie, takie doświadczenia" tak mi starzy mówili i spox dając wolność a nie wywierając presje .
jak mówimy co i jak masz robić to wychowujemy ułomne bydlątko co sie nie odnajdzie w świecie - niesamodzielny byt
met [04.06.08/12:29]

archea

ja to myślę, że poradnictwo w stylu:kup-nie kupuj telefonu, ogląda-wyrzuć tv itp. trzeba traktować naprawdę z dużą rezerwą;]
ja to tam nawet na to uwagi nie zwróciłam.
archea [04.06.08/12:24]

sorry

nie niemowlęcia ale małego dziecka
archea [04.06.08/12:21]

dziwne te porady

Nie widzę tutaj żadnego konskekwentnego stanowiska, żadnej przemyślanej wizji. Raz autor wypowaida się przeciw rytualizacji (zasypianie) a później utyskuje na brak rytuału (posiłek). Najpierw zabrania posiadania telefonu, a później twierdzi, że do telewizora i komputera dziecko ma prawo. A niby czemu telefon jest szkodliwy a telewizja nie? Poza tym to chyba rodzic jednak powinien decydować, czy dziecku potrzebny jest telefon i czy moze oglądać telewizję?

Nie wyobrażam sobie też wychowania niemowlęcia wedlug zasad "ograniczaj kontakt", "mów tylko wtedy, kiedy masz coś konkretnego do powiedzenia", "nie wyciszaj przed snem, zostawiaj go samopas" itp. Jakoś nie wierzę w wychowanie szczęśliwego, otwartego na świat i ludzi, kontaktowego człowieka w ten sposób.

Poza tym według mnie autor rozmija się z faktycznym problemem. Nie jest tak trudno ustalić zasadę, jak ją egzekwować. Co rodzicowi nastolatka po poradzie typu "wyznacz porę powrotu" jak młody i tak wraca o której chce?

A już odesłanie dziecka do kolegów na rozmowy o seksie zwaliło mnie z nóg po prostu. Wyjątkowo szkodliwa głupota.

Ale sam artykuł bardzo mi sie podobał, przeczytałam z uwagą, poczułam się pobudzona do refleksji i zainspirowana do własnych poszukiwań. Jednym słowem 100% normy. Dzięki Galimat i pisz więcej.
met [04.06.08/12:20]

syks

a moim zdaniem twoja wypowiedż zawiera sprzeczność, bo partnerstwo wyklucza niejednakowy status w jakimś układzie. hierachizacja partnerowanie uniemozliwia, dziecko może stać się partnerem, kiedy dojrzeje jako tako. Zaś dziecko potrzebuje nie rozkminek przy śnaidaniu, czy woli wycieczkę w las czy nad jezioro, bluzkę z myszką czy konikiem, jajko na miętko czy twardo, wyjścia do przedszkola czy do łóżka, tylko potrzebuje wyraźnych i pewnych wskazówek co i jak. a negocjowac można jak nabierze rozumu.
ja popełniłam błąd dawania dziecku na wczensym etapie wolnego wyboru. i zbieram plon nie taki, o jaki mi chodziło;]
sykstus [04.06.08/12:00]

nie bede sie szeroko wypowiadal,

bo od dawna juz nie wychowuje dzieci (w zaden sposob), ale moim zdaniem jest tu pomieszanie z poplataniem..
a te teorie tegoz psychologa sa akurat takimi samymi teoriami jak i innych psychologow..
// dla mnie jednak dziecko JEST PARTNEREM co nie znaczy, ze jego status jest TAKI SAM jak status rodzica. a pozadanego autorytetu rodzicielskiego nie buduje sie bynajmniej powiedzeniem 'jestem ojcem masz mnie sluchac', bo to calkiem nie wystarczy, wrecz takie postawienie sprawy skutkowac moze nawet calkiem odwrotnie..
gali [04.06.08/11:56]

a ja bym

sobie chętnie poosądzała, ale, kurcze, w naturze nie mam ;)
Michaela [04.06.08/11:51]

No nie wiem,

na Cyganach czy o Cyganach to wiem mało, nie znam tak naprawdę ich modelu wychowania dzieci. Ja widuje samych miłych i fajnych, więc nie chce osądzać.
met [04.06.08/11:44]

Michaela

kurczę, ja też mama nadzieję, że to przesadzony przykład:))
choć jeśli mam być szczera to widziałąm kiedyś u Cyganów dziecko w wieku starszo przedszkolnym, które wisiało matce u cycka, ale to jakby nie jest reprezantywna grupa, jeśli idzie o model wychowania,,nie?:)
Michaela [04.06.08/11:28]

met,

karmienie na żądanie do 5 roku życia?! Mam nadzieję, że to tylko przesadzony przyklad a nie z życia wzięty!
Daguniek [04.06.08/10:44]

Z połową

rad się nie zgadzam. Nie jestem znawcą, ale nie postępowałabym tak zimno. Dziecko potrzebuje zainteresowania, czułości niz sztywnych reguł, które mają go nauczyć, jak sobie dobrze poradzić w życiu. Mówić do dziecka trzeba, tulić duzo też - przeciez i my, dorośli tak tego potrzebujemy!

Oczywiście, niektórych zasad nalezy się trzymać, żeby dzieci nie wlazły rodzicom na głowę i nie były do reszty niesamodzielne. Ale ja chyba jestem za tą szkołą - otwarcie i czule, a wted dziecko samo bierze z nas przykład...
gali [04.06.08/10:43]

Yamot,

słuszna uwaga, to mam takie samo wrażenie, gdy czytam poradniki "co robic z facetem" (ugniatać przez 3 minuty aż się wytrąci gluten;)

Drogowskaz pan sobie napisał był, ja zacytowałam byłam, podyskutować możemy :))
Prawda - jaka jest - każdy widzi:)

Met, tez myślę, że zabranianie wszystkiego i nieustanna kontrola to własnie dla mnie obsesja.

Piaget, ano zimne, potrzeba mądrości tu, i milości :)
yamot [04.06.08/10:33]

czytajac te reguly

odnioslam wrazenie, ze czytam przepis na ciasto...
serio.

poza tym - niektore (przynajmniej dla mnie) sa kompletnie bez sensu i niezyciowe. ale se moge podobnie jak Zblaz, podywagowac, a tak naprawde to teoretyk jestem.

ja sie tylko zastanawiam, zawsze jak czytam takie zlote przepisy na wychowanie dzieci - moje pokolenie rodzice wychowywali na czuja. intuicja znaczy sie. nie bylo pierdyliarda podrecznikow psychologicznych, o tym ze niemowle to trzeba przytulac 15 razy dziennie, bo inaczej bedzie sie czulo niekochane w wieku 20 lat, czy tym podobne kwiatki. i kurde - jakos na ludzi wyroslismy, nie jestesmy maniakami z pokrecona dusza etc.

a teraz z uporem maniaka wciskaja wszystkim mamom podreczniki, ksiazeczki, filmy instruktazowe... a moja mama miala jedna jedyna biblie 'moje dziecko' (pamieta to ktos jeszcze??? ;)) i jakos se dala rade ;)
met [04.06.08/10:30]

piag

czasem dzieci rozpieczone do granic możliwości są bardziej samotne niż te chowane w dyscyplinie i poczuciu jakiejś hierarchii wazności. też nie kazdy to samo rozumie pod popjęciem "rozpieczac" i trzymać dyscyplinę, ale parę uwag tu napsianych ma sens uważam jako mateczka z 11 letnim stażem:)
piaget [04.06.08/10:23]

trochę zimne te reguły

i nie ze wszystkim się zgadzam - owszem, pewnie wychowamy w ten sposób zaradne dziecko, ale chyba trochę samotne. brzdąc powinien wiedzieć, że ma w bliskich oparcie, co by się nie działo - i wierzę, że można to wszystko wyważyć
met [04.06.08/10:19]

bardzo fajny tekst napisałąś na kolanie:)

mój m. podpisałby się pod każdym punktem tu wymienionym, bo tez jest zwolennikiem hierarchii itp zdarzeń w rodzinie, jakie opisałaś.
ja te punkty staram się wdrażać, raz mi wyjdzie raz nie, nie robie tego obsesyjnie, bo obsesję na każdym punkcie nawet zdrowego trybu życia uważam za chorą.

popełniłam parę błędów w okresie gdy moja có była niemowlęciem i małym dzieckiem, oblepiałam ją swoim ciurlaniem i dziś dziecko ma foch, kiedy ją traktuję po dzieciowemu:)

natomiast nie rozumiem postaw rodziców typu: nie idz se dizecko dizs do szkoly, bo pozno wrocilismy od dbabci, nie odrbaiaj lekcji skoro glowa cie boli, nie idz na basen skoro masz katarek, ale jednocześnie wcozrak córka powiedziałą mi: wiesz mamo i ta moja koleznka to miala łzy w oczach, bo jej mama jej wsyzstkiego zabrania, o wszystkim musi mówić jej i wszystko robić na czas i wiesz, ja też w sumie musze cie pytac itd ale pomyśaląłm, że jezu, ale ja mam fajnych rodziców, w zyciu bym się nie zamieniła;D

więc się ucieszyłam na to, bo jakkowliek nie jestem zwolennikiem pobłażania, stawiania dziecek na piedestale, karmienia nażądanie do 5 roku zycia itp. to czasem sobie odpuszczam, jestem tylko cżłowiekiem i nie udaję przed 11 letnim dziekciem, że jestem herosem co wszystko wie najlepiej:)
gali [04.06.08/10:06]

Moniko,

nie zgadzam się ze wszystkim co napisałam, te wnioski na końcu nie są moimi włanymi, zauważ :)))

Podałam je do dyskusji, prawda?

(Poproszę o skasowanie jednego komentarza, bo mi sie dwa razy wcisnęło)
gali [04.06.08/10:02]

Marianno (sto lat sto lat;)

z seksem to mi w ogóle nie gra, mieszkałam w śródmieściu, w podwórku studni, i gołe penisy i łona widywałam w dziecięctwie na podwórku.
Gdyby mi rodzice kazali do tych moich koleżanek i kolegów z podwórka iść po edukację seksualną, to od kilku lat byłabym babcią zapewne;)

Goyu, :)))

Michaelo, tez uważam, że rytuały to stabilizacja, porządek, coś niezmiennego :)))
gali [04.06.08/10:02]

Marianno (sto lat sto lat;)

z seksem to mi w ogóle nie gra, mieszkałam w śródmieściu, w podwórku studni, i gołe penisy i łona widywałam w dziecięctwie na podwórku.
Gdyby mi rodzice kazali do tych moich koleżanek i kolegów z podwórka iść po edukację seksualną, to od kilku lat byłabym babcią zapewne;)

Goyu, :)))

Michaelo, tez uważam, że rytuały to stabilizacja, porządek, coś niezmiennego :)))
Monika [04.06.08/10:00]

Czy to nie jest trochę przerażające?

Nie wierze w takie bezduszne wskazania psychologów. Nie uwierzę, że istnieje stuprocentowy sposób na idealne wychowanie dziecka. Przez wieki ludzie radzili sobie bez nich i świat jakoś, w sumie nieźle, funkcjonował. Skoro żyjemy teraz w schizofrenicznej rzeczywistości, trudno, żeby to, co nas otacza nie przekładało się na nasze życie. Dotyczy to nie tylko dorosłych, ale też dzieci. Nie rozumiem też dlaczego we współczesnym społeczeństwie panuje taka obsesja doskonałości, która dotyka wszystkie aspekty naszego życia.

Po drugie widzę pewną sprzeczność między chęcią utrzymania tradycyjnej hierarchii (dajesz za przykład rodziny zamożne „z dziada pradziada” ), a zupełnym odwróceniu się od rytualizacji. Rytuały związane z dniem codziennym dają poczucie bezpieczeństwa. Natomiast rytuały inicjacji pozwalają bez lęków rozpocząć nowy etap w życiu, wejść w nową rolę. Skoro mamy nie zwracać uwagi na dziecko w pierwszym dniu szkoły, to po co pannie młodej biała sukienka? Podobna, drobna, niespójność istnieje w wypowiedzi na temat ograniczania stresów.

Nie mam dzieci i w sumie to jeszcze niedawno sama nim byłam. Jednak myślę, że to przy wychowaniu najważniejsze to zdrowy rozsądek. Niestety niektórym go brak.
ax [04.06.08/09:56]

o...

to ja sie dopisuje do marianny z tym seksem i szkołą...bo już mi sie w moim komencie pisać nie chciało o tym...
Marianna [04.06.08/09:51]

Gali,

tekst jest bardzo dobry. Przede wszystkim dlatego, że wzbudza refleksję.
Co do zasad. Zgadzam się, że ważna jest hierarchia, jasno określone role, zadania, że najpierw obowiązki, potem zabawa. I konsekwencja (z czym u mnie raczej kiepsko:-)).
Zaskoczyło mnie bardzo to o nierytualizowaniu zasypiania. I nie bardzo rozumiem to o nie rozmawianiu o seksie. Czyli jak taki jeszcze nienastolatek pyta o coś, co związane jest z seksem, mamy go odsyłać do kumpli? Jakoś mi to nie gra.
A pierwszy dzień w szkole - kurczę, przecież to nie chodzi o przekazywanie lęków, tylko o podkreślenie, że dzieje się jednak coś ważnego. Jakiś etap dzieciństwa się kończy, jakiś zaczyna.
goya [04.06.08/09:31]

no nie

o boszzze!3 raz piszę,to nie napisze wypracowania... moje dzicko ma super kontakt z ojcem który zajmuje się z nim na równi ze mna(no prawie)-ojciec powinien mieć taką samą ingerencje , a nie na kanapie leżeć...a porady bardzo dobre,chociaż raz ugryzłam juniora i tule się z nim w łóżku:)
gali [04.06.08/09:14]

hej :)

ależ oczywiście! nienawidzę instrukcji obsługi kogokolwiek!
Mogę sobie taką przeczytać, ocenzurować intelektem i zrobić po swojemu...
Każdy ma własny rozum, indywidualne doświadczenia z domu rodzinnego i otoczenia, intuicję, dzieci takie lub owakie, lub nie ma ich wcale...

Też nie mam nic przeciwko rytualizacji, co prawda zostawiam je w prześnie same w pokoju, ale wcześniej rytuał;)

I odświętność dziecięciu też jest potrzebna, dobrze byc kochanym i hołubionym przez bliskich :)))

Dziękuję:)
Michaela [04.06.08/09:14]

Nie wiem co powiedzą inni,

ale co mi tam: jest tylko kilka „rad” czy metod, z którymi się zgadzam. Reszta to albo całkowita bzdura albo po trosze tylko prawda. Nie chce się rozpisywać i po kolei wymieniać: to złe to dobre metody, bo zresztą każdy ma własne doświadczenia i poglądy, ale… Ja karmiłam dziecko naturalnie, na żądanie bardzo długo a co za tym idzie moje dziecko nie zna smoczka i butelki z mlekiem. Zawsze usypiam je o określonej porze, po uprzednim kolejno: myciu, czytaniu, tuleniu, całowaniu, nuceniu czasem jeszcze kołysanki. To są rytuały zapewniające jej i nam stabilizację i spokój. Pozwalam decydować córce w wielu sprawach np. ubioru, jedzenia, tego co chce robić. Dla czego mam jej narzucać swoją wolę? Pytam ją czasem o radę np. w zakupach(codziennych). Układamy z mężem tak nasz dzień, by uwzględnić jej potrzebę bycia z nami, zabawę. Wszystko o czym piszę w granicach rozsądku i bezpieczeństwa oczywiście. I co? Jestem beznadziejną matką a mój mąż ojcem, bo nie decydujemy sami tylko razem z nią, bo pozwalamy jej mieć swoje zdanie? Absolutnie nie odpowiem sama sobie, bo: dziecko nigdy nie czuło się samotne, opuszczone, zawsze wiedziało, że może na nas liczyć, wie, że jest ważne tak samo w naszej rodzinie jak inni. Nigdy nie było w moim demokratycznym domu problemu z tym kto ma jakie miejsce. Hierarchia? Tata to tata, mama to mama, babcia to… Tylko tyle. A jeśli chodzi o przyszłość to jestem spokojna. W przedszkolu pani stawia nasze dziecko za wzór dobrego zachowania.
ax [04.06.08/08:37]

hm...no właśnie...

jeśli chodzi o ustalenia hierarchii to rzeczywiście z moich obserwacji również wynika że jest to bardzo ważne...i z pożytkiem dla dziecka, nie tylko dla rodzica.
Nie podawanie wszystkiego na tacy...oczywiście, bo co potem chcieć? O czym marzyć?
I oczywiście nie można oczekiwać od dziecka, ze będzie naszą zabawką...Zawsze konsekwencje tego nie są dobre dla nikogo.
hm...ale podobnie jak Zblaz...ale z przytoczoną instrukcją obsługi dziecka nie do końca się zgadzam...I tez o tym zasypianiu pomyślałam...ten rytuał musi być...a potem gaszenia światła i dziecko zasypia...(tak robiłam z młodym kiedyś)...i nie było mowy o przekazywaniu lęków!
i jeszcze z kilkoma sprawami sie nie zgadzam do końca...ale już i tak bardzo długi komentarz mi sie zrobił...
a tekst super. To fakt:)
zblaz [04.06.08/08:09]

hm

świetny tekst. ale co do końcówki mam mieszane uczucia.

bo o ile pod częścią "od ciebie" podpisuję się wszystkimi kończynami, o tyle rady pana Naouri budzą we mnie miejscami sprzeciw. i w ogóle tak jakoś poczułam sie jakbym czytała poradnik typu że mężczyxni są marsa i co z tym fantem począć w 10 krokach. a mam uczulenie na proste recepty i instrukcje obsługi np. dziecka :>

i nie wiem co jest złego w rytualizacjach zasypiania, sakralizacjach pierwszych dni czegos tam itd. ja sobie bardzo miło wspominam to, że pewne chwile były bardziej celebrowane. taki to jakiś urok odświętności nadawało zawsze :)

ale co ja tam mogę wiedzieć, będąc teoretykiem w temacie, co nie? :)

Pisz i twórz jedyny autorski serwis
dla ludzi, którym się chce!



Cafenews