martolina [09.06.08/10:26]
gali, Ty teraz na urlopie, a ja spozniona z komentem,
ale wiesz, w tym trudzie rodzicielskim przeczytalam Ciem w kibelku ;) a teraz nadrobilam komenty. I dobrze - ulzylo mi, ze Ty tych rad do konca nie uwazasz za zdrowe. Brak rytualizacji, swietowania rozpoczecia czegos nowego, bez rozmow o seksie - no z tym sie nie zgadzam. Co do podwazania zdania nauczyciela to swieta prawda. Nawet jesli mamy podejrzenia, ze nauczyciel moze nie miec racji, najpierw to sprawdzmy. Bylam swiadkiem jak moja ex szefowa nabijala sie z "glupoty" nauczyciela wraz ze swoimi dziecmi. Jak po spotkaniu z nauczycielem na temat niesfornego zachowania corki, narzekala przy niej, ze "tamta jej dupe zawraca, a ona ma tyle do zrobienia". Wiele bylo tego. Efeketow nie musze opisywac, na pewno wiecie sami. Pelno uwag, pelno skarg, ale kogo to obchodzilo.
Art dobry, dzieki za mila lekture i troche przemyslen.
gali [05.06.08/08:52]
Truskawko,
nie było żadnych! byłam ciekawa kogo tak nazywasz:)
marlaa, i tak Cie lubie:)
mathilde, rad nie lubię, radzić owszę;)
met, syyyriusz? jak miło :))))))
Truskawka [05.06.08/00:31]
gali
bez zbednych skojarzen mi tu prosze :) Zwykla Pani ginekolog to byla, ktora odwalila przysposobienie w rodzinie milo i profesjonalnie :))
marlaa [04.06.08/21:01]
a
ja nie wiem, jak skomentować artykul, bo dzieci to nie jest moj ulubiony temat, nie posiadam i raczej nie chcę mieć, więc w teoretyzowanie się nie wdaję, ale jak napiszesz o czym innym polemicznie to z chęcią podyskutuję. pisz, pisz.
:D
mathilde [04.06.08/20:54]
tekst jest
naprawdę dobry :) ciekawe spostrzeżenia, podoba się;
i jak każdy przyczepię się do tych 'rad' - o ile doceniam pracę psychologów dziecięcych, o tyle wielu z nich wydaje mi się być zbyt bezdusznymi, żeby mogli kogokolwiek pouczać ;-) chociaż, np to o wspólnych posiłkach popieram w pełni, bo to sensowne. i jeszcze coś mądrego by się znalazło, ale bardziej rzucają się w oczy te kurioza, 'zapytaj koleżankę' :D
met [04.06.08/20:02]
oj gali
niech cię nachodzi jak najczęsciej, uwielbiam twoje riposty i poczucie humoru:))
gali [04.06.08/18:35]
Archeo,
jak mnie cos najdzie to napiszę, :)
Truskawko, u jakiej to marchewki zdobywałaś edukację szeksualną?:))
Takamała:)
Dziekuję holki za dobro ocene:)
Plazmo, otóż to, statystycznie tak to wychodzi jak mówisz. Dlatego w badania statystyczne tak samo wierzę jak w ciepłe lato w Polsce;)
Pinczek, ja, ja, volkswagen...
pink [04.06.08/17:33]
Rodzice popełniają zbyt wiele błędów przy pierwszym dziecku
A ponieważ jest to na ogół jedyne dziecko dobrym pomysłem jest powierzenie wychowania dzieci państwu, które zrobi to lepiej. Należy jak najszybciej posyłać dzieci do szkoły i zwiekszać im liczbę godzin.
Do tego państwo nie stosuje przemocy wobec dzieci w odróżnieniu od rodzin, szczególnie katolickich, w których wychowanie powoduje urazy na całe życie.
Należy bezwzględnie wprowadzić zakaz stosowania przemocy fizycznej wobec dzieci, dawania klapsów, ciągnięcia za raczki, zmuszania do przebywania w domu ale też psychicznej, szczególnie manipulowania dzieckiem i wychowywania, co w rodzinach o niewłaściwym pochodzeniu moze spowodować wytworzenie niekorzystnych wzorców, które później ciężej w szkole i mediach przerobić na właściwe.
Jeśli chcemy mieć demokratyczne państwo, musimy mu powierzyć wychowanie dzieci a nie korzystać z doswiadczeń poprzednich, skażonych nietolerancją, przemocą i religijną hipokryzją, pokoleń.
Truskawka [04.06.08/16:44]
metko
wbrew temu co piszesz uwazam, ze jestes madrym rodzicem przede wszystkim przez to, ze przyznajesz sie do swoich bledow i widzisz wady w swoim dziecku nie stawiasz go na calkowitym piedestale - to wbrew pozorom wyjdzie jej tylko na zdrowie tak jak wyszlo mnie kiedy moi rodzice zauwazyli w koncu moje wady i zdazyli mnie wyprostowac :))
Truskawka [04.06.08/16:42]
ja wierze w instykt rodzica
ale zgadzam sie z niektorymi punktami. Partnerem dziecko moze byc od ktoregos roku zycia ale pytanie paro latka czego chce to chyba jednak lekka przesada :))
Jesli chodzi o sex zgadzam sie tyle, ze nie wydaje mi sie aby odeslanie do kumpli bylo najlepszym wyjsciem ale mozna dziecko zawlec do ginekologa czy innej marchewki, ktora wytlumaczy o co chodzi :) Tak zrobila moja Mama i wyszlo mi to na zdrowie.
Mam kolezanke, niezlego psychologa, ktora mowi to samo wiec cos w tym musi byc bo jej wierze :)))
a tak w ogole to nie powinnam sie wymadrzac bo nie empiria przeze mnie przemawia a jakies tam sobie obserwacje.
Ale tekst superowy :)))
Plazma [04.06.08/14:44]
no cóż,
nie zgadzam się z większością punktów :)
ba, uważam, że gdyby wszyscy wychowywali dzieciaki według tych samych zasad, świat byłby nieznośny
nie no, ja jestem zdania, że instynkt bardzo pomaga - i w wychowaniu dziecka zdaje sie nań, i tyle.. a te zasady powyżej wydają mi się zbyt ogólne, za zimne, wyjałowione
nie znam badań, o których wspominasz, ale obawiam się, że są statystycznym kłamstwem - po prostu samotnych ojców jest tak niewielu, że rzadziej zdarzają sie im klęski wychowawcze... i tyle :)
gali [04.06.08/13:56]
a to uf,
odetchłam ;)
sykstus [04.06.08/13:51]
)
nie popadajmy w przesade przecie
3 dniowe dziecko tez nie jest partnerem )
gali [04.06.08/13:44]
teoria teorią
a życie życiem. Ok 11 polożyłam dziecię na południowy sen sprawiedliwego. Jednakże po 40 minutach zaczęło wiercić i walić młotem piętro niżej. Ten w ryk, wzięłam więc to-to na ręce i leżeliśmy godzinę w fotelu.
A powinnam zostawić samo, niech wyje, nie?;))
Pamiętacie Benjamina Spocka i jego pełne ciepła i zrozumienia poradniki?(niedawno wznawiane)
Otóż jego własne, dorosłe dzieci oskarżyły o chłód, brak czułości i despotyzm.
Obaliły mit człowieka, którego amerykańskie matki stawiały za wzór niedościgły, traktując jego poradniki jak biblię.
Chłopina nawet na prezydenta USA startowal licząc na ten matczyny elektorat.
A Zbawiciel okazał sie fałszywym prorokiem.
Może więc wszelkie teorie są:
-albo wypadkową doświadczeń,
-albo listą pobożnych życzeń,
-albo służą autokreacji tylko i wyłącznie.
Dziecko 1,5 roku nie jest dla mnie partnerem,
1,5roku x 10 może zacząć być.
Michaela [04.06.08/13:39]
sykstus
zgadzam się z Tobą w zupeności.
takamała [04.06.08/13:32]
artykuł
świetny, porady ... dyskusyjne. Nie ma sensu żebym je terasz omawiała, bo większość słusznych uwag jest w poprzednich komentarzach...ale przede wszystkim dziecko to mały... młody człowiek i jak każdy z nas jest jakąś indywidualnością... są pewne zasady ale nie da się przyłożyć jednego szablonu do wszystkich dzieci i ukształtować je na jeden słuszny model...
sykstus [04.06.08/13:32]
ok. niech sie to
nazywa 'nie do konca rowne partnerstwo'
// poza tym do dzieci trzeba bezwglednie duzo mowic.
dziecko wtedy sie szybciej rozwija i uczy rozmawiac.. i wogle; nie mam co do tego zadnych zupelnie watpliwosci
saganka [04.06.08/13:13]
zaburzenia zachowania
niepłodność, alergie to takie cywilizacyjne choroby, wszystko się zmienia...
met [04.06.08/13:02]
yamot
dla mnie to nie przytyk lecz kompliment:D
wiem z pracy w szkole, z obserwacji i uczestnictwa we życiu, że nic tak nie szkodzi, jak przekonanie, że się wszystko wie.
wtedy giniesz w oczach uczniów, podwładnych, współpracowników, dzieci włąsnych, każdego z kim masz styczność. co wiem to wiem, a czego nie wiem, to nie wiem.
na razie dla mojego dziecka jest szokiem, że czegoś nie wiem, ale myślę, że zczasem to doceni.
natomiast jej wychowania mam nadzieję tak całkiem nie spartaczyłam, chowam je w sumie z jej ojcem, kt. mnie w tym dziele, że tak powię wspiera i jakoś tam wplywamy na swoje błędy, bo zależy nam na jednym, dobru dziecka. a że dobra nie pojmujemy przez pryzmat tylko dogadzania i ustepowania, no to ten.
tylko, że wiesz, ideały ideałami a życie życiem, dzieci też róznie się wpisują w ansze wyobrażenia i wychowanie to jakiś tam zmienny proces, bez cenzur na koniec roku szkolnego:)
yamot [04.06.08/12:42]
kurcze
mam nadzieje, ze nie zabrzmialo to jak przytyk czy wytkniecie :)
yamot [04.06.08/12:41]
wiesz co Met?
ja ciebie to podziwiam.
nie znam absolutnie zadnego rodzica, ktory sie przyznaje, ze spartaczyl wychowanie dziecka swego.
bo albo uwazaja, ze wszystko jest cacy, albo za nic w swiecie sie nie przyznaja do tego i dalej brna z takimi samymi metodami, albo co gorsza kontynuuja ja na drugim dziecku.
mnie sie wydaje, ze naprawde to jest na duzy plus - uswiadomic sobie te bledy.
zuza bez góza [04.06.08/12:31]
sykstus
zgadzam partnerstwo ...przez wolne wybory i co sie z tym wiąże konsekwencje wyborów dziecka jest OK!
"zrobisz jak chcesz ale wiedz ze ja mam takie zdanie, takie doświadczenia" tak mi starzy mówili i spox dając wolność a nie wywierając presje .
jak mówimy co i jak masz robić to wychowujemy ułomne bydlątko co sie nie odnajdzie w świecie - niesamodzielny byt
met [04.06.08/12:29]
archea
ja to myślę, że poradnictwo w stylu:kup-nie kupuj telefonu, ogląda-wyrzuć tv itp. trzeba traktować naprawdę z dużą rezerwą;]
ja to tam nawet na to uwagi nie zwróciłam.
archea [04.06.08/12:24]
sorry
nie niemowlęcia ale małego dziecka
archea [04.06.08/12:21]
dziwne te porady
Nie widzę tutaj żadnego konskekwentnego stanowiska, żadnej przemyślanej wizji. Raz autor wypowaida się przeciw rytualizacji (zasypianie) a później utyskuje na brak rytuału (posiłek). Najpierw zabrania posiadania telefonu, a później twierdzi, że do telewizora i komputera dziecko ma prawo. A niby czemu telefon jest szkodliwy a telewizja nie? Poza tym to chyba rodzic jednak powinien decydować, czy dziecku potrzebny jest telefon i czy moze oglądać telewizję?
Nie wyobrażam sobie też wychowania niemowlęcia wedlug zasad "ograniczaj kontakt", "mów tylko wtedy, kiedy masz coś konkretnego do powiedzenia", "nie wyciszaj przed snem, zostawiaj go samopas" itp. Jakoś nie wierzę w wychowanie szczęśliwego, otwartego na świat i ludzi, kontaktowego człowieka w ten sposób.
Poza tym według mnie autor rozmija się z faktycznym problemem. Nie jest tak trudno ustalić zasadę, jak ją egzekwować. Co rodzicowi nastolatka po poradzie typu "wyznacz porę powrotu" jak młody i tak wraca o której chce?
A już odesłanie dziecka do kolegów na rozmowy o seksie zwaliło mnie z nóg po prostu. Wyjątkowo szkodliwa głupota.
Ale sam artykuł bardzo mi sie podobał, przeczytałam z uwagą, poczułam się pobudzona do refleksji i zainspirowana do własnych poszukiwań. Jednym słowem 100% normy. Dzięki Galimat i pisz więcej.
met [04.06.08/12:20]
syks
a moim zdaniem twoja wypowiedż zawiera sprzeczność, bo partnerstwo wyklucza niejednakowy status w jakimś układzie. hierachizacja partnerowanie uniemozliwia, dziecko może stać się partnerem, kiedy dojrzeje jako tako. Zaś dziecko potrzebuje nie rozkminek przy śnaidaniu, czy woli wycieczkę w las czy nad jezioro, bluzkę z myszką czy konikiem, jajko na miętko czy twardo, wyjścia do przedszkola czy do łóżka, tylko potrzebuje wyraźnych i pewnych wskazówek co i jak. a negocjowac można jak nabierze rozumu.
ja popełniłam błąd dawania dziecku na wczensym etapie wolnego wyboru. i zbieram plon nie taki, o jaki mi chodziło;]
sykstus [04.06.08/12:00]
nie bede sie szeroko wypowiadal,
bo od dawna juz nie wychowuje dzieci (w zaden sposob), ale moim zdaniem jest tu pomieszanie z poplataniem..
a te teorie tegoz psychologa sa akurat takimi samymi teoriami jak i innych psychologow..
// dla mnie jednak dziecko JEST PARTNEREM co nie znaczy, ze jego status jest TAKI SAM jak status rodzica. a pozadanego autorytetu rodzicielskiego nie buduje sie bynajmniej powiedzeniem 'jestem ojcem masz mnie sluchac', bo to calkiem nie wystarczy, wrecz takie postawienie sprawy skutkowac moze nawet calkiem odwrotnie..
gali [04.06.08/11:56]
a ja bym
sobie chętnie poosądzała, ale, kurcze, w naturze nie mam ;)
Michaela [04.06.08/11:51]
No nie wiem,
na Cyganach czy o Cyganach to wiem mało, nie znam tak naprawdę ich modelu wychowania dzieci. Ja widuje samych miłych i fajnych, więc nie chce osądzać.
met [04.06.08/11:44]
Michaela
kurczę, ja też mama nadzieję, że to przesadzony przykład:))
choć jeśli mam być szczera to widziałąm kiedyś u Cyganów dziecko w wieku starszo przedszkolnym, które wisiało matce u cycka, ale to jakby nie jest reprezantywna grupa, jeśli idzie o model wychowania,,nie?:)
Michaela [04.06.08/11:28]
met,
karmienie na żądanie do 5 roku życia?! Mam nadzieję, że to tylko przesadzony przyklad a nie z życia wzięty!
Daguniek [04.06.08/10:44]
Z połową
rad się nie zgadzam. Nie jestem znawcą, ale nie postępowałabym tak zimno. Dziecko potrzebuje zainteresowania, czułości niz sztywnych reguł, które mają go nauczyć, jak sobie dobrze poradzić w życiu. Mówić do dziecka trzeba, tulić duzo też - przeciez i my, dorośli tak tego potrzebujemy!
Oczywiście, niektórych zasad nalezy się trzymać, żeby dzieci nie wlazły rodzicom na głowę i nie były do reszty niesamodzielne. Ale ja chyba jestem za tą szkołą - otwarcie i czule, a wted dziecko samo bierze z nas przykład...
gali [04.06.08/10:43]
Yamot,
słuszna uwaga, to mam takie samo wrażenie, gdy czytam poradniki "co robic z facetem" (ugniatać przez 3 minuty aż się wytrąci gluten;)
Drogowskaz pan sobie napisał był, ja zacytowałam byłam, podyskutować możemy :))
Prawda - jaka jest - każdy widzi:)
Met, tez myślę, że zabranianie wszystkiego i nieustanna kontrola to własnie dla mnie obsesja.
Piaget, ano zimne, potrzeba mądrości tu, i milości :)
yamot [04.06.08/10:33]
czytajac te reguly
odnioslam wrazenie, ze czytam przepis na ciasto...
serio.
poza tym - niektore (przynajmniej dla mnie) sa kompletnie bez sensu i niezyciowe. ale se moge podobnie jak Zblaz, podywagowac, a tak naprawde to teoretyk jestem.
ja sie tylko zastanawiam, zawsze jak czytam takie zlote przepisy na wychowanie dzieci - moje pokolenie rodzice wychowywali na czuja. intuicja znaczy sie. nie bylo pierdyliarda podrecznikow psychologicznych, o tym ze niemowle to trzeba przytulac 15 razy dziennie, bo inaczej bedzie sie czulo niekochane w wieku 20 lat, czy tym podobne kwiatki. i kurde - jakos na ludzi wyroslismy, nie jestesmy maniakami z pokrecona dusza etc.
a teraz z uporem maniaka wciskaja wszystkim mamom podreczniki, ksiazeczki, filmy instruktazowe... a moja mama miala jedna jedyna biblie 'moje dziecko' (pamieta to ktos jeszcze??? ;)) i jakos se dala rade ;)
met [04.06.08/10:30]
piag
czasem dzieci rozpieczone do granic możliwości są bardziej samotne niż te chowane w dyscyplinie i poczuciu jakiejś hierarchii wazności. też nie kazdy to samo rozumie pod popjęciem "rozpieczac" i trzymać dyscyplinę, ale parę uwag tu napsianych ma sens uważam jako mateczka z 11 letnim stażem:)
piaget [04.06.08/10:23]
trochę zimne te reguły
i nie ze wszystkim się zgadzam - owszem, pewnie wychowamy w ten sposób zaradne dziecko, ale chyba trochę samotne. brzdąc powinien wiedzieć, że ma w bliskich oparcie, co by się nie działo - i wierzę, że można to wszystko wyważyć
met [04.06.08/10:19]
bardzo fajny tekst napisałąś na kolanie:)
mój m. podpisałby się pod każdym punktem tu wymienionym, bo tez jest zwolennikiem hierarchii itp zdarzeń w rodzinie, jakie opisałaś.
ja te punkty staram się wdrażać, raz mi wyjdzie raz nie, nie robie tego obsesyjnie, bo obsesję na każdym punkcie nawet zdrowego trybu życia uważam za chorą.
popełniłam parę błędów w okresie gdy moja có była niemowlęciem i małym dzieckiem, oblepiałam ją swoim ciurlaniem i dziś dziecko ma foch, kiedy ją traktuję po dzieciowemu:)
natomiast nie rozumiem postaw rodziców typu: nie idz se dizecko dizs do szkoly, bo pozno wrocilismy od dbabci, nie odrbaiaj lekcji skoro glowa cie boli, nie idz na basen skoro masz katarek, ale jednocześnie wcozrak córka powiedziałą mi: wiesz mamo i ta moja koleznka to miala łzy w oczach, bo jej mama jej wsyzstkiego zabrania, o wszystkim musi mówić jej i wszystko robić na czas i wiesz, ja też w sumie musze cie pytac itd ale pomyśaląłm, że jezu, ale ja mam fajnych rodziców, w zyciu bym się nie zamieniła;D
więc się ucieszyłam na to, bo jakkowliek nie jestem zwolennikiem pobłażania, stawiania dziecek na piedestale, karmienia nażądanie do 5 roku zycia itp. to czasem sobie odpuszczam, jestem tylko cżłowiekiem i nie udaję przed 11 letnim dziekciem, że jestem herosem co wszystko wie najlepiej:)
gali [04.06.08/10:06]
Moniko,
nie zgadzam się ze wszystkim co napisałam, te wnioski na końcu nie są moimi włanymi, zauważ :)))
Podałam je do dyskusji, prawda?
(Poproszę o skasowanie jednego komentarza, bo mi sie dwa razy wcisnęło)
gali [04.06.08/10:02]
Marianno (sto lat sto lat;)
z seksem to mi w ogóle nie gra, mieszkałam w śródmieściu, w podwórku studni, i gołe penisy i łona widywałam w dziecięctwie na podwórku.
Gdyby mi rodzice kazali do tych moich koleżanek i kolegów z podwórka iść po edukację seksualną, to od kilku lat byłabym babcią zapewne;)
Goyu, :)))
Michaelo, tez uważam, że rytuały to stabilizacja, porządek, coś niezmiennego :)))
gali [04.06.08/10:02]
Marianno (sto lat sto lat;)
z seksem to mi w ogóle nie gra, mieszkałam w śródmieściu, w podwórku studni, i gołe penisy i łona widywałam w dziecięctwie na podwórku.
Gdyby mi rodzice kazali do tych moich koleżanek i kolegów z podwórka iść po edukację seksualną, to od kilku lat byłabym babcią zapewne;)
Goyu, :)))
Michaelo, tez uważam, że rytuały to stabilizacja, porządek, coś niezmiennego :)))
Monika [04.06.08/10:00]
Czy to nie jest trochę przerażające?
Nie wierze w takie bezduszne wskazania psychologów. Nie uwierzę, że istnieje stuprocentowy sposób na idealne wychowanie dziecka. Przez wieki ludzie radzili sobie bez nich i świat jakoś, w sumie nieźle, funkcjonował. Skoro żyjemy teraz w schizofrenicznej rzeczywistości, trudno, żeby to, co nas otacza nie przekładało się na nasze życie. Dotyczy to nie tylko dorosłych, ale też dzieci. Nie rozumiem też dlaczego we współczesnym społeczeństwie panuje taka obsesja doskonałości, która dotyka wszystkie aspekty naszego życia.
Po drugie widzę pewną sprzeczność między chęcią utrzymania tradycyjnej hierarchii (dajesz za przykład rodziny zamożne „z dziada pradziada” ), a zupełnym odwróceniu się od rytualizacji. Rytuały związane z dniem codziennym dają poczucie bezpieczeństwa. Natomiast rytuały inicjacji pozwalają bez lęków rozpocząć nowy etap w życiu, wejść w nową rolę. Skoro mamy nie zwracać uwagi na dziecko w pierwszym dniu szkoły, to po co pannie młodej biała sukienka? Podobna, drobna, niespójność istnieje w wypowiedzi na temat ograniczania stresów.
Nie mam dzieci i w sumie to jeszcze niedawno sama nim byłam. Jednak myślę, że to przy wychowaniu najważniejsze to zdrowy rozsądek. Niestety niektórym go brak.
ax [04.06.08/09:56]
o...
to ja sie dopisuje do marianny z tym seksem i szkołą...bo już mi sie w moim komencie pisać nie chciało o tym...
Marianna [04.06.08/09:51]
Gali,
tekst jest bardzo dobry. Przede wszystkim dlatego, że wzbudza refleksję.
Co do zasad. Zgadzam się, że ważna jest hierarchia, jasno określone role, zadania, że najpierw obowiązki, potem zabawa. I konsekwencja (z czym u mnie raczej kiepsko:-)).
Zaskoczyło mnie bardzo to o nierytualizowaniu zasypiania. I nie bardzo rozumiem to o nie rozmawianiu o seksie. Czyli jak taki jeszcze nienastolatek pyta o coś, co związane jest z seksem, mamy go odsyłać do kumpli? Jakoś mi to nie gra.
A pierwszy dzień w szkole - kurczę, przecież to nie chodzi o przekazywanie lęków, tylko o podkreślenie, że dzieje się jednak coś ważnego. Jakiś etap dzieciństwa się kończy, jakiś zaczyna.
goya [04.06.08/09:31]
no nie
o boszzze!3 raz piszę,to nie napisze wypracowania... moje dzicko ma super kontakt z ojcem który zajmuje się z nim na równi ze mna(no prawie)-ojciec powinien mieć taką samą ingerencje , a nie na kanapie leżeć...a porady bardzo dobre,chociaż raz ugryzłam juniora i tule się z nim w łóżku:)
gali [04.06.08/09:14]
hej :)
ależ oczywiście! nienawidzę instrukcji obsługi kogokolwiek!
Mogę sobie taką przeczytać, ocenzurować intelektem i zrobić po swojemu...
Każdy ma własny rozum, indywidualne doświadczenia z domu rodzinnego i otoczenia, intuicję, dzieci takie lub owakie, lub nie ma ich wcale...
Też nie mam nic przeciwko rytualizacji, co prawda zostawiam je w prześnie same w pokoju, ale wcześniej rytuał;)
I odświętność dziecięciu też jest potrzebna, dobrze byc kochanym i hołubionym przez bliskich :)))
Dziękuję:)
Michaela [04.06.08/09:14]
Nie wiem co powiedzą inni,
ale co mi tam: jest tylko kilka „rad” czy metod, z którymi się zgadzam. Reszta to albo całkowita bzdura albo po trosze tylko prawda. Nie chce się rozpisywać i po kolei wymieniać: to złe to dobre metody, bo zresztą każdy ma własne doświadczenia i poglądy, ale… Ja karmiłam dziecko naturalnie, na żądanie bardzo długo a co za tym idzie moje dziecko nie zna smoczka i butelki z mlekiem. Zawsze usypiam je o określonej porze, po uprzednim kolejno: myciu, czytaniu, tuleniu, całowaniu, nuceniu czasem jeszcze kołysanki. To są rytuały zapewniające jej i nam stabilizację i spokój. Pozwalam decydować córce w wielu sprawach np. ubioru, jedzenia, tego co chce robić. Dla czego mam jej narzucać swoją wolę? Pytam ją czasem o radę np. w zakupach(codziennych). Układamy z mężem tak nasz dzień, by uwzględnić jej potrzebę bycia z nami, zabawę. Wszystko o czym piszę w granicach rozsądku i bezpieczeństwa oczywiście. I co? Jestem beznadziejną matką a mój mąż ojcem, bo nie decydujemy sami tylko razem z nią, bo pozwalamy jej mieć swoje zdanie? Absolutnie nie odpowiem sama sobie, bo: dziecko nigdy nie czuło się samotne, opuszczone, zawsze wiedziało, że może na nas liczyć, wie, że jest ważne tak samo w naszej rodzinie jak inni. Nigdy nie było w moim demokratycznym domu problemu z tym kto ma jakie miejsce. Hierarchia? Tata to tata, mama to mama, babcia to… Tylko tyle. A jeśli chodzi o przyszłość to jestem spokojna. W przedszkolu pani stawia nasze dziecko za wzór dobrego zachowania.
ax [04.06.08/08:37]
hm...no właśnie...
jeśli chodzi o ustalenia hierarchii to rzeczywiście z moich obserwacji również wynika że jest to bardzo ważne...i z pożytkiem dla dziecka, nie tylko dla rodzica.
Nie podawanie wszystkiego na tacy...oczywiście, bo co potem chcieć? O czym marzyć?
I oczywiście nie można oczekiwać od dziecka, ze będzie naszą zabawką...Zawsze konsekwencje tego nie są dobre dla nikogo.
hm...ale podobnie jak Zblaz...ale z przytoczoną instrukcją obsługi dziecka nie do końca się zgadzam...I tez o tym zasypianiu pomyślałam...ten rytuał musi być...a potem gaszenia światła i dziecko zasypia...(tak robiłam z młodym kiedyś)...i nie było mowy o przekazywaniu lęków!
i jeszcze z kilkoma sprawami sie nie zgadzam do końca...ale już i tak bardzo długi komentarz mi sie zrobił...
a tekst super. To fakt:)
zblaz [04.06.08/08:09]
hm
świetny tekst. ale co do końcówki mam mieszane uczucia.
bo o ile pod częścią "od ciebie" podpisuję się wszystkimi kończynami, o tyle rady pana Naouri budzą we mnie miejscami sprzeciw. i w ogóle tak jakoś poczułam sie jakbym czytała poradnik typu że mężczyxni są marsa i co z tym fantem począć w 10 krokach. a mam uczulenie na proste recepty i instrukcje obsługi np. dziecka :>
i nie wiem co jest złego w rytualizacjach zasypiania, sakralizacjach pierwszych dni czegos tam itd. ja sobie bardzo miło wspominam to, że pewne chwile były bardziej celebrowane. taki to jakiś urok odświętności nadawało zawsze :)
ale co ja tam mogę wiedzieć, będąc teoretykiem w temacie, co nie? :)
Komentarze
gali, Ty teraz na urlopie, a ja spozniona z komentem,
ale wiesz, w tym trudzie rodzicielskim przeczytalam Ciem w kibelku ;) a teraz nadrobilam komenty. I dobrze - ulzylo mi, ze Ty tych rad do konca nie uwazasz za zdrowe. Brak rytualizacji, swietowania rozpoczecia czegos nowego, bez rozmow o seksie - no z tym sie nie zgadzam. Co do podwazania zdania nauczyciela to swieta prawda. Nawet jesli mamy podejrzenia, ze nauczyciel moze nie miec racji, najpierw to sprawdzmy. Bylam swiadkiem jak moja ex szefowa nabijala sie z "glupoty" nauczyciela wraz ze swoimi dziecmi. Jak po spotkaniu z nauczycielem na temat niesfornego zachowania corki, narzekala przy niej, ze "tamta jej dupe zawraca, a ona ma tyle do zrobienia". Wiele bylo tego. Efeketow nie musze opisywac, na pewno wiecie sami. Pelno uwag, pelno skarg, ale kogo to obchodzilo.Art dobry, dzieki za mila lekture i troche przemyslen.
Truskawko,
nie było żadnych! byłam ciekawa kogo tak nazywasz:)marlaa, i tak Cie lubie:)
mathilde, rad nie lubię, radzić owszę;)
met, syyyriusz? jak miło :))))))
gali
bez zbednych skojarzen mi tu prosze :) Zwykla Pani ginekolog to byla, ktora odwalila przysposobienie w rodzinie milo i profesjonalnie :))a
ja nie wiem, jak skomentować artykul, bo dzieci to nie jest moj ulubiony temat, nie posiadam i raczej nie chcę mieć, więc w teoretyzowanie się nie wdaję, ale jak napiszesz o czym innym polemicznie to z chęcią podyskutuję. pisz, pisz.:D
tekst jest
naprawdę dobry :) ciekawe spostrzeżenia, podoba się;i jak każdy przyczepię się do tych 'rad' - o ile doceniam pracę psychologów dziecięcych, o tyle wielu z nich wydaje mi się być zbyt bezdusznymi, żeby mogli kogokolwiek pouczać ;-) chociaż, np to o wspólnych posiłkach popieram w pełni, bo to sensowne. i jeszcze coś mądrego by się znalazło, ale bardziej rzucają się w oczy te kurioza, 'zapytaj koleżankę' :D
oj gali
niech cię nachodzi jak najczęsciej, uwielbiam twoje riposty i poczucie humoru:))Archeo,
jak mnie cos najdzie to napiszę, :)Truskawko, u jakiej to marchewki zdobywałaś edukację szeksualną?:))
Takamała:)
Dziekuję holki za dobro ocene:)
Plazmo, otóż to, statystycznie tak to wychodzi jak mówisz. Dlatego w badania statystyczne tak samo wierzę jak w ciepłe lato w Polsce;)
Pinczek, ja, ja, volkswagen...
Rodzice popełniają zbyt wiele błędów przy pierwszym dziecku
A ponieważ jest to na ogół jedyne dziecko dobrym pomysłem jest powierzenie wychowania dzieci państwu, które zrobi to lepiej. Należy jak najszybciej posyłać dzieci do szkoły i zwiekszać im liczbę godzin.Do tego państwo nie stosuje przemocy wobec dzieci w odróżnieniu od rodzin, szczególnie katolickich, w których wychowanie powoduje urazy na całe życie.
Należy bezwzględnie wprowadzić zakaz stosowania przemocy fizycznej wobec dzieci, dawania klapsów, ciągnięcia za raczki, zmuszania do przebywania w domu ale też psychicznej, szczególnie manipulowania dzieckiem i wychowywania, co w rodzinach o niewłaściwym pochodzeniu moze spowodować wytworzenie niekorzystnych wzorców, które później ciężej w szkole i mediach przerobić na właściwe.
Jeśli chcemy mieć demokratyczne państwo, musimy mu powierzyć wychowanie dzieci a nie korzystać z doswiadczeń poprzednich, skażonych nietolerancją, przemocą i religijną hipokryzją, pokoleń.
metko
wbrew temu co piszesz uwazam, ze jestes madrym rodzicem przede wszystkim przez to, ze przyznajesz sie do swoich bledow i widzisz wady w swoim dziecku nie stawiasz go na calkowitym piedestale - to wbrew pozorom wyjdzie jej tylko na zdrowie tak jak wyszlo mnie kiedy moi rodzice zauwazyli w koncu moje wady i zdazyli mnie wyprostowac :))ja wierze w instykt rodzica
ale zgadzam sie z niektorymi punktami. Partnerem dziecko moze byc od ktoregos roku zycia ale pytanie paro latka czego chce to chyba jednak lekka przesada :))Jesli chodzi o sex zgadzam sie tyle, ze nie wydaje mi sie aby odeslanie do kumpli bylo najlepszym wyjsciem ale mozna dziecko zawlec do ginekologa czy innej marchewki, ktora wytlumaczy o co chodzi :) Tak zrobila moja Mama i wyszlo mi to na zdrowie.
Mam kolezanke, niezlego psychologa, ktora mowi to samo wiec cos w tym musi byc bo jej wierze :)))
a tak w ogole to nie powinnam sie wymadrzac bo nie empiria przeze mnie przemawia a jakies tam sobie obserwacje.
Ale tekst superowy :)))
no cóż,
nie zgadzam się z większością punktów :)ba, uważam, że gdyby wszyscy wychowywali dzieciaki według tych samych zasad, świat byłby nieznośny
nie no, ja jestem zdania, że instynkt bardzo pomaga - i w wychowaniu dziecka zdaje sie nań, i tyle.. a te zasady powyżej wydają mi się zbyt ogólne, za zimne, wyjałowione
nie znam badań, o których wspominasz, ale obawiam się, że są statystycznym kłamstwem - po prostu samotnych ojców jest tak niewielu, że rzadziej zdarzają sie im klęski wychowawcze... i tyle :)
a to uf,
odetchłam ;))
nie popadajmy w przesade przecie3 dniowe dziecko tez nie jest partnerem )
teoria teorią
a życie życiem. Ok 11 polożyłam dziecię na południowy sen sprawiedliwego. Jednakże po 40 minutach zaczęło wiercić i walić młotem piętro niżej. Ten w ryk, wzięłam więc to-to na ręce i leżeliśmy godzinę w fotelu.A powinnam zostawić samo, niech wyje, nie?;))
Pamiętacie Benjamina Spocka i jego pełne ciepła i zrozumienia poradniki?(niedawno wznawiane)
Otóż jego własne, dorosłe dzieci oskarżyły o chłód, brak czułości i despotyzm.
Obaliły mit człowieka, którego amerykańskie matki stawiały za wzór niedościgły, traktując jego poradniki jak biblię.
Chłopina nawet na prezydenta USA startowal licząc na ten matczyny elektorat.
A Zbawiciel okazał sie fałszywym prorokiem.
Może więc wszelkie teorie są:
-albo wypadkową doświadczeń,
-albo listą pobożnych życzeń,
-albo służą autokreacji tylko i wyłącznie.
Dziecko 1,5 roku nie jest dla mnie partnerem,
1,5roku x 10 może zacząć być.
sykstus
zgadzam się z Tobą w zupeności.artykuł
świetny, porady ... dyskusyjne. Nie ma sensu żebym je terasz omawiała, bo większość słusznych uwag jest w poprzednich komentarzach...ale przede wszystkim dziecko to mały... młody człowiek i jak każdy z nas jest jakąś indywidualnością... są pewne zasady ale nie da się przyłożyć jednego szablonu do wszystkich dzieci i ukształtować je na jeden słuszny model...ok. niech sie to
nazywa 'nie do konca rowne partnerstwo'// poza tym do dzieci trzeba bezwglednie duzo mowic.
dziecko wtedy sie szybciej rozwija i uczy rozmawiac.. i wogle; nie mam co do tego zadnych zupelnie watpliwosci
zaburzenia zachowania
niepłodność, alergie to takie cywilizacyjne choroby, wszystko się zmienia...yamot
dla mnie to nie przytyk lecz kompliment:Dwiem z pracy w szkole, z obserwacji i uczestnictwa we życiu, że nic tak nie szkodzi, jak przekonanie, że się wszystko wie.
wtedy giniesz w oczach uczniów, podwładnych, współpracowników, dzieci włąsnych, każdego z kim masz styczność. co wiem to wiem, a czego nie wiem, to nie wiem.
na razie dla mojego dziecka jest szokiem, że czegoś nie wiem, ale myślę, że zczasem to doceni.
natomiast jej wychowania mam nadzieję tak całkiem nie spartaczyłam, chowam je w sumie z jej ojcem, kt. mnie w tym dziele, że tak powię wspiera i jakoś tam wplywamy na swoje błędy, bo zależy nam na jednym, dobru dziecka. a że dobra nie pojmujemy przez pryzmat tylko dogadzania i ustepowania, no to ten.
tylko, że wiesz, ideały ideałami a życie życiem, dzieci też róznie się wpisują w ansze wyobrażenia i wychowanie to jakiś tam zmienny proces, bez cenzur na koniec roku szkolnego:)
kurcze
mam nadzieje, ze nie zabrzmialo to jak przytyk czy wytkniecie :)wiesz co Met?
ja ciebie to podziwiam.nie znam absolutnie zadnego rodzica, ktory sie przyznaje, ze spartaczyl wychowanie dziecka swego.
bo albo uwazaja, ze wszystko jest cacy, albo za nic w swiecie sie nie przyznaja do tego i dalej brna z takimi samymi metodami, albo co gorsza kontynuuja ja na drugim dziecku.
mnie sie wydaje, ze naprawde to jest na duzy plus - uswiadomic sobie te bledy.
sykstus
zgadzam partnerstwo ...przez wolne wybory i co sie z tym wiąże konsekwencje wyborów dziecka jest OK!"zrobisz jak chcesz ale wiedz ze ja mam takie zdanie, takie doświadczenia" tak mi starzy mówili i spox dając wolność a nie wywierając presje .
jak mówimy co i jak masz robić to wychowujemy ułomne bydlątko co sie nie odnajdzie w świecie - niesamodzielny byt
archea
ja to myślę, że poradnictwo w stylu:kup-nie kupuj telefonu, ogląda-wyrzuć tv itp. trzeba traktować naprawdę z dużą rezerwą;]ja to tam nawet na to uwagi nie zwróciłam.
sorry
nie niemowlęcia ale małego dzieckadziwne te porady
Nie widzę tutaj żadnego konskekwentnego stanowiska, żadnej przemyślanej wizji. Raz autor wypowaida się przeciw rytualizacji (zasypianie) a później utyskuje na brak rytuału (posiłek). Najpierw zabrania posiadania telefonu, a później twierdzi, że do telewizora i komputera dziecko ma prawo. A niby czemu telefon jest szkodliwy a telewizja nie? Poza tym to chyba rodzic jednak powinien decydować, czy dziecku potrzebny jest telefon i czy moze oglądać telewizję?Nie wyobrażam sobie też wychowania niemowlęcia wedlug zasad "ograniczaj kontakt", "mów tylko wtedy, kiedy masz coś konkretnego do powiedzenia", "nie wyciszaj przed snem, zostawiaj go samopas" itp. Jakoś nie wierzę w wychowanie szczęśliwego, otwartego na świat i ludzi, kontaktowego człowieka w ten sposób.
Poza tym według mnie autor rozmija się z faktycznym problemem. Nie jest tak trudno ustalić zasadę, jak ją egzekwować. Co rodzicowi nastolatka po poradzie typu "wyznacz porę powrotu" jak młody i tak wraca o której chce?
A już odesłanie dziecka do kolegów na rozmowy o seksie zwaliło mnie z nóg po prostu. Wyjątkowo szkodliwa głupota.
Ale sam artykuł bardzo mi sie podobał, przeczytałam z uwagą, poczułam się pobudzona do refleksji i zainspirowana do własnych poszukiwań. Jednym słowem 100% normy. Dzięki Galimat i pisz więcej.
syks
a moim zdaniem twoja wypowiedż zawiera sprzeczność, bo partnerstwo wyklucza niejednakowy status w jakimś układzie. hierachizacja partnerowanie uniemozliwia, dziecko może stać się partnerem, kiedy dojrzeje jako tako. Zaś dziecko potrzebuje nie rozkminek przy śnaidaniu, czy woli wycieczkę w las czy nad jezioro, bluzkę z myszką czy konikiem, jajko na miętko czy twardo, wyjścia do przedszkola czy do łóżka, tylko potrzebuje wyraźnych i pewnych wskazówek co i jak. a negocjowac można jak nabierze rozumu.ja popełniłam błąd dawania dziecku na wczensym etapie wolnego wyboru. i zbieram plon nie taki, o jaki mi chodziło;]
nie bede sie szeroko wypowiadal,
bo od dawna juz nie wychowuje dzieci (w zaden sposob), ale moim zdaniem jest tu pomieszanie z poplataniem..a te teorie tegoz psychologa sa akurat takimi samymi teoriami jak i innych psychologow..
// dla mnie jednak dziecko JEST PARTNEREM co nie znaczy, ze jego status jest TAKI SAM jak status rodzica. a pozadanego autorytetu rodzicielskiego nie buduje sie bynajmniej powiedzeniem 'jestem ojcem masz mnie sluchac', bo to calkiem nie wystarczy, wrecz takie postawienie sprawy skutkowac moze nawet calkiem odwrotnie..
a ja bym
sobie chętnie poosądzała, ale, kurcze, w naturze nie mam ;)No nie wiem,
na Cyganach czy o Cyganach to wiem mało, nie znam tak naprawdę ich modelu wychowania dzieci. Ja widuje samych miłych i fajnych, więc nie chce osądzać.Michaela
kurczę, ja też mama nadzieję, że to przesadzony przykład:))choć jeśli mam być szczera to widziałąm kiedyś u Cyganów dziecko w wieku starszo przedszkolnym, które wisiało matce u cycka, ale to jakby nie jest reprezantywna grupa, jeśli idzie o model wychowania,,nie?:)
met,
karmienie na żądanie do 5 roku życia?! Mam nadzieję, że to tylko przesadzony przyklad a nie z życia wzięty!Z połową
rad się nie zgadzam. Nie jestem znawcą, ale nie postępowałabym tak zimno. Dziecko potrzebuje zainteresowania, czułości niz sztywnych reguł, które mają go nauczyć, jak sobie dobrze poradzić w życiu. Mówić do dziecka trzeba, tulić duzo też - przeciez i my, dorośli tak tego potrzebujemy!Oczywiście, niektórych zasad nalezy się trzymać, żeby dzieci nie wlazły rodzicom na głowę i nie były do reszty niesamodzielne. Ale ja chyba jestem za tą szkołą - otwarcie i czule, a wted dziecko samo bierze z nas przykład...
Yamot,
słuszna uwaga, to mam takie samo wrażenie, gdy czytam poradniki "co robic z facetem" (ugniatać przez 3 minuty aż się wytrąci gluten;)Drogowskaz pan sobie napisał był, ja zacytowałam byłam, podyskutować możemy :))
Prawda - jaka jest - każdy widzi:)
Met, tez myślę, że zabranianie wszystkiego i nieustanna kontrola to własnie dla mnie obsesja.
Piaget, ano zimne, potrzeba mądrości tu, i milości :)
czytajac te reguly
odnioslam wrazenie, ze czytam przepis na ciasto...serio.
poza tym - niektore (przynajmniej dla mnie) sa kompletnie bez sensu i niezyciowe. ale se moge podobnie jak Zblaz, podywagowac, a tak naprawde to teoretyk jestem.
ja sie tylko zastanawiam, zawsze jak czytam takie zlote przepisy na wychowanie dzieci - moje pokolenie rodzice wychowywali na czuja. intuicja znaczy sie. nie bylo pierdyliarda podrecznikow psychologicznych, o tym ze niemowle to trzeba przytulac 15 razy dziennie, bo inaczej bedzie sie czulo niekochane w wieku 20 lat, czy tym podobne kwiatki. i kurde - jakos na ludzi wyroslismy, nie jestesmy maniakami z pokrecona dusza etc.
a teraz z uporem maniaka wciskaja wszystkim mamom podreczniki, ksiazeczki, filmy instruktazowe... a moja mama miala jedna jedyna biblie 'moje dziecko' (pamieta to ktos jeszcze??? ;)) i jakos se dala rade ;)
piag
czasem dzieci rozpieczone do granic możliwości są bardziej samotne niż te chowane w dyscyplinie i poczuciu jakiejś hierarchii wazności. też nie kazdy to samo rozumie pod popjęciem "rozpieczac" i trzymać dyscyplinę, ale parę uwag tu napsianych ma sens uważam jako mateczka z 11 letnim stażem:)trochę zimne te reguły
i nie ze wszystkim się zgadzam - owszem, pewnie wychowamy w ten sposób zaradne dziecko, ale chyba trochę samotne. brzdąc powinien wiedzieć, że ma w bliskich oparcie, co by się nie działo - i wierzę, że można to wszystko wyważyćbardzo fajny tekst napisałąś na kolanie:)
mój m. podpisałby się pod każdym punktem tu wymienionym, bo tez jest zwolennikiem hierarchii itp zdarzeń w rodzinie, jakie opisałaś.ja te punkty staram się wdrażać, raz mi wyjdzie raz nie, nie robie tego obsesyjnie, bo obsesję na każdym punkcie nawet zdrowego trybu życia uważam za chorą.
popełniłam parę błędów w okresie gdy moja có była niemowlęciem i małym dzieckiem, oblepiałam ją swoim ciurlaniem i dziś dziecko ma foch, kiedy ją traktuję po dzieciowemu:)
natomiast nie rozumiem postaw rodziców typu: nie idz se dizecko dizs do szkoly, bo pozno wrocilismy od dbabci, nie odrbaiaj lekcji skoro glowa cie boli, nie idz na basen skoro masz katarek, ale jednocześnie wcozrak córka powiedziałą mi: wiesz mamo i ta moja koleznka to miala łzy w oczach, bo jej mama jej wsyzstkiego zabrania, o wszystkim musi mówić jej i wszystko robić na czas i wiesz, ja też w sumie musze cie pytac itd ale pomyśaląłm, że jezu, ale ja mam fajnych rodziców, w zyciu bym się nie zamieniła;D
więc się ucieszyłam na to, bo jakkowliek nie jestem zwolennikiem pobłażania, stawiania dziecek na piedestale, karmienia nażądanie do 5 roku zycia itp. to czasem sobie odpuszczam, jestem tylko cżłowiekiem i nie udaję przed 11 letnim dziekciem, że jestem herosem co wszystko wie najlepiej:)
Moniko,
nie zgadzam się ze wszystkim co napisałam, te wnioski na końcu nie są moimi włanymi, zauważ :)))Podałam je do dyskusji, prawda?
(Poproszę o skasowanie jednego komentarza, bo mi sie dwa razy wcisnęło)
Marianno (sto lat sto lat;)
z seksem to mi w ogóle nie gra, mieszkałam w śródmieściu, w podwórku studni, i gołe penisy i łona widywałam w dziecięctwie na podwórku.Gdyby mi rodzice kazali do tych moich koleżanek i kolegów z podwórka iść po edukację seksualną, to od kilku lat byłabym babcią zapewne;)
Goyu, :)))
Michaelo, tez uważam, że rytuały to stabilizacja, porządek, coś niezmiennego :)))
Marianno (sto lat sto lat;)
z seksem to mi w ogóle nie gra, mieszkałam w śródmieściu, w podwórku studni, i gołe penisy i łona widywałam w dziecięctwie na podwórku.Gdyby mi rodzice kazali do tych moich koleżanek i kolegów z podwórka iść po edukację seksualną, to od kilku lat byłabym babcią zapewne;)
Goyu, :)))
Michaelo, tez uważam, że rytuały to stabilizacja, porządek, coś niezmiennego :)))
Czy to nie jest trochę przerażające?
Nie wierze w takie bezduszne wskazania psychologów. Nie uwierzę, że istnieje stuprocentowy sposób na idealne wychowanie dziecka. Przez wieki ludzie radzili sobie bez nich i świat jakoś, w sumie nieźle, funkcjonował. Skoro żyjemy teraz w schizofrenicznej rzeczywistości, trudno, żeby to, co nas otacza nie przekładało się na nasze życie. Dotyczy to nie tylko dorosłych, ale też dzieci. Nie rozumiem też dlaczego we współczesnym społeczeństwie panuje taka obsesja doskonałości, która dotyka wszystkie aspekty naszego życia.Po drugie widzę pewną sprzeczność między chęcią utrzymania tradycyjnej hierarchii (dajesz za przykład rodziny zamożne „z dziada pradziada” ), a zupełnym odwróceniu się od rytualizacji. Rytuały związane z dniem codziennym dają poczucie bezpieczeństwa. Natomiast rytuały inicjacji pozwalają bez lęków rozpocząć nowy etap w życiu, wejść w nową rolę. Skoro mamy nie zwracać uwagi na dziecko w pierwszym dniu szkoły, to po co pannie młodej biała sukienka? Podobna, drobna, niespójność istnieje w wypowiedzi na temat ograniczania stresów.
Nie mam dzieci i w sumie to jeszcze niedawno sama nim byłam. Jednak myślę, że to przy wychowaniu najważniejsze to zdrowy rozsądek. Niestety niektórym go brak.
o...
to ja sie dopisuje do marianny z tym seksem i szkołą...bo już mi sie w moim komencie pisać nie chciało o tym...Gali,
tekst jest bardzo dobry. Przede wszystkim dlatego, że wzbudza refleksję.Co do zasad. Zgadzam się, że ważna jest hierarchia, jasno określone role, zadania, że najpierw obowiązki, potem zabawa. I konsekwencja (z czym u mnie raczej kiepsko:-)).
Zaskoczyło mnie bardzo to o nierytualizowaniu zasypiania. I nie bardzo rozumiem to o nie rozmawianiu o seksie. Czyli jak taki jeszcze nienastolatek pyta o coś, co związane jest z seksem, mamy go odsyłać do kumpli? Jakoś mi to nie gra.
A pierwszy dzień w szkole - kurczę, przecież to nie chodzi o przekazywanie lęków, tylko o podkreślenie, że dzieje się jednak coś ważnego. Jakiś etap dzieciństwa się kończy, jakiś zaczyna.
no nie
o boszzze!3 raz piszę,to nie napisze wypracowania... moje dzicko ma super kontakt z ojcem który zajmuje się z nim na równi ze mna(no prawie)-ojciec powinien mieć taką samą ingerencje , a nie na kanapie leżeć...a porady bardzo dobre,chociaż raz ugryzłam juniora i tule się z nim w łóżku:)hej :)
ależ oczywiście! nienawidzę instrukcji obsługi kogokolwiek!Mogę sobie taką przeczytać, ocenzurować intelektem i zrobić po swojemu...
Każdy ma własny rozum, indywidualne doświadczenia z domu rodzinnego i otoczenia, intuicję, dzieci takie lub owakie, lub nie ma ich wcale...
Też nie mam nic przeciwko rytualizacji, co prawda zostawiam je w prześnie same w pokoju, ale wcześniej rytuał;)
I odświętność dziecięciu też jest potrzebna, dobrze byc kochanym i hołubionym przez bliskich :)))
Dziękuję:)
Nie wiem co powiedzą inni,
ale co mi tam: jest tylko kilka „rad” czy metod, z którymi się zgadzam. Reszta to albo całkowita bzdura albo po trosze tylko prawda. Nie chce się rozpisywać i po kolei wymieniać: to złe to dobre metody, bo zresztą każdy ma własne doświadczenia i poglądy, ale… Ja karmiłam dziecko naturalnie, na żądanie bardzo długo a co za tym idzie moje dziecko nie zna smoczka i butelki z mlekiem. Zawsze usypiam je o określonej porze, po uprzednim kolejno: myciu, czytaniu, tuleniu, całowaniu, nuceniu czasem jeszcze kołysanki. To są rytuały zapewniające jej i nam stabilizację i spokój. Pozwalam decydować córce w wielu sprawach np. ubioru, jedzenia, tego co chce robić. Dla czego mam jej narzucać swoją wolę? Pytam ją czasem o radę np. w zakupach(codziennych). Układamy z mężem tak nasz dzień, by uwzględnić jej potrzebę bycia z nami, zabawę. Wszystko o czym piszę w granicach rozsądku i bezpieczeństwa oczywiście. I co? Jestem beznadziejną matką a mój mąż ojcem, bo nie decydujemy sami tylko razem z nią, bo pozwalamy jej mieć swoje zdanie? Absolutnie nie odpowiem sama sobie, bo: dziecko nigdy nie czuło się samotne, opuszczone, zawsze wiedziało, że może na nas liczyć, wie, że jest ważne tak samo w naszej rodzinie jak inni. Nigdy nie było w moim demokratycznym domu problemu z tym kto ma jakie miejsce. Hierarchia? Tata to tata, mama to mama, babcia to… Tylko tyle. A jeśli chodzi o przyszłość to jestem spokojna. W przedszkolu pani stawia nasze dziecko za wzór dobrego zachowania.hm...no właśnie...
jeśli chodzi o ustalenia hierarchii to rzeczywiście z moich obserwacji również wynika że jest to bardzo ważne...i z pożytkiem dla dziecka, nie tylko dla rodzica.Nie podawanie wszystkiego na tacy...oczywiście, bo co potem chcieć? O czym marzyć?
I oczywiście nie można oczekiwać od dziecka, ze będzie naszą zabawką...Zawsze konsekwencje tego nie są dobre dla nikogo.
hm...ale podobnie jak Zblaz...ale z przytoczoną instrukcją obsługi dziecka nie do końca się zgadzam...I tez o tym zasypianiu pomyślałam...ten rytuał musi być...a potem gaszenia światła i dziecko zasypia...(tak robiłam z młodym kiedyś)...i nie było mowy o przekazywaniu lęków!
i jeszcze z kilkoma sprawami sie nie zgadzam do końca...ale już i tak bardzo długi komentarz mi sie zrobił...
a tekst super. To fakt:)
hm
świetny tekst. ale co do końcówki mam mieszane uczucia.bo o ile pod częścią "od ciebie" podpisuję się wszystkimi kończynami, o tyle rady pana Naouri budzą we mnie miejscami sprzeciw. i w ogóle tak jakoś poczułam sie jakbym czytała poradnik typu że mężczyxni są marsa i co z tym fantem począć w 10 krokach. a mam uczulenie na proste recepty i instrukcje obsługi np. dziecka :>
i nie wiem co jest złego w rytualizacjach zasypiania, sakralizacjach pierwszych dni czegos tam itd. ja sobie bardzo miło wspominam to, że pewne chwile były bardziej celebrowane. taki to jakiś urok odświętności nadawało zawsze :)
ale co ja tam mogę wiedzieć, będąc teoretykiem w temacie, co nie? :)