majorka : Kathy, jak się czujesz?Kathy: Mogło być gorzej, ale mogłoby być lepiej ...
m: Czy coś cię teraz boli, chciałabyś środek?K: Nie, jeszcze za wcześnie, zresztą, nie jesteś moją opiekunką, nie próbuj jej zastępować, to niebezpieczne. Nie udawaj, że się o mnie troszczysz. Nikt z was się nie troszczy o takich jak my, sama wiesz.
m: Jesteś rozgoryczona? Zła?K: Przepraszam, nie powinnam być agresywna, nie chcę, to chyba wpływ narkozy i leków.
m: A może właśnie to są twoje prawdziwe uczucia? Skrywasz je, bo tak was wychowano, bo tak wam wpojono, a przecież jesteście zwykłymi ludźmi, jak wszyscy, macie uczucia, także te negatywne...K: Niczego nie skrywam, wy nigdy tego nie zrozumiecie, nie obraź się, ale jeśli prosisz o szczerość – będę szczera.
Wiem, czego się ode mnie oczekuje, po co żyję, dlaczego jestem. Zawdzięczam temu programowi życie, dzieciństwo, młodość, miłość... Jakie mogą być moje prawdziwe uczucia?Czy mam do nich prawo? Jestem tylko częścią programu... Po tym, co teraz wiem.........
m: Nie płacz, ciiicho, Kathy, nie płacz... Tęsknisz wciąż za Tommym?
K: Zachęcano nas, by kochać, choć wiedzieliśmy, że to bardzo poważne i trudne sprawy, ale póki wierzyliśmy, że miłość pomoże choć trochę odroczyć donacje..... póki to wydawało nam się możliwe..... och, nie sądziłam, że tak ciężko to zniosę....
m: Myślisz, że te trzy lata więcej mogłyby coś zmienić?K: To byłoby wszystko, co moglibyśmy mieć ...
m: Ale przecież i tak potem musielibyście się rozdzielić, każde z was zostałoby wezwane... Może to byłoby jeszcze bardziej bolesne po trzech latach wspólnego szczęścia?
K: Może masz rację. Teraz, kiedy Tommy nie żyje, i tak nie ma to znaczenia. Nie zapominaj, że to była moja druga donacja. Być może czeka mnie niedługo następna. Rzadko wytrzymuje się cztery...
Tommy zszedł po czwartej. Miał silny organizm.
m: Cieszysz się, że byłaś z nim do końca?
K: Cieszyć się? Nie wiem, czy można tak to nazwać. Jestem wdzięczna, że miałam taką możliwość, to wszystko.
m: Kathy, dlaczego mówisz tak, jakbyś nie miała uczuć?
K: Bo nie powinnam ich mieć teraz. Co innego tam, w Hailsham. Tam byliśmy szczęśliwi. Niby wszystko wiedzieliśmy od samego początku, ale tak naprawdę nie wiedzieliśmy nic, nie byliśmy wtedy w stanie wyobrazić sobie tego.
m: Nigdy nie zadawaliście pytań?
K: Gdy byliśmy mali – nie. Wystarczało nam to, co wiedzieliśmy wtedy. Nie znaliśmy innego życia. Mówiono nam na przykład, że nie będziemy mogli mieć dzieci, ale my przecież nie wiedzieliśmy, co to znaczy „mieć dzieci”. Mówiono nam, że nie mamy mamy ani taty, ale wątpię, czy ktokolwiek z nas to rozumiał. Byliśmy przyzwyczajeni do naszego życia, do wychowawczyń, wspólnych sal, posiłków, zabaw, nauki... No i te nasze wystawy, nasza twórczość... Zachęcali nas do kreatywności, do tworzenia, do tego, byśmy nie bali się wyrażać naszej osobowości...
m: Myślisz czasem, że to wszystko było zbędne? Że tworzyło tylko niepotrzebną ułudę? Dawało niepotrzebne nadzieje?
K: Nie myśleliśmy o tym w ten sposób. Wiedzieliśmy, że jesteśmy tylko dawcami i po to żyjemy, że nie możemy mieć zwykłego życia, rodziny, domu, pracy, bo gdy będziemy potrzebni – dostaniemy wezwanie i zaczniemy wypełniać swoją rolę, swoje posłannictwo, swoje przeznaczenie... Znaliśmy tamte pojęcia jako coś abstrakcyjnego, coś o czym wiedzieliśmy, że istnieje, ale nigdy tego nie widzieliśmy ani nie przeżyliśmy.
m: Ale po co to wszystko? Po co was uczono, po co malowaliście, po co uczono was jak żyć?
K: .....
m: Nie jestem zbyt okrutna?
K: Nie. Ty tylko zadajesz pytania. Sama je sobie zadawałam, gdy wyszłam z wieku dziecięcego. Ale gdy wspominam nasze życie w Hailsham – wiem, że to było dobre, że to było potrzebne, że dało nam namiastkę szczęścia i poczucia bezpieczeństwa, taki fundament, na którym potem można będzie oprzeć wszystko do czego zostaniemy wezwani. Przecież też jesteśmy ludźmi, prawda? Podobno ciało szczęśliwego człowieka jest bardziej wartościowe niż ciało nieszczęśnika ( słaby śmiech).
M: Buntujesz się?
K: Nie, nigdy się nie buntowałam, nie słyszałam o takim przypadku wśród dawców. Wiele spraw w naszym życiu nas zaskakuje, w tym jesteśmy do was podobni, ale zawsze pamiętamy – po co jesteśmy. Warto było, byłam szczęśliwa...
m: Szukałaś kiedyś swojego pierwowzoru?
K: Myślałam o tym wielokrotnie, ale po całej tej sytuacji z Ruth, która miała kiedyś nadzieję, że znalazła swój pierwowzór w jednym z przeszklonych pięknych biur, a potem ciężko przeżyła rozczarowanie – nie chciałam o tym myśleć.
m: Szukała pierwowzoru w biurach? Skąd wiedziała gdzie szukać?
K: Oj, to długa historia. Ruth – choć wiedziała, że to niemożliwe – marzyła sobie o cudownej pracy w przeszklonym, czysty, ciepłym biurze. Kiedyś ktoś z nas jej powiedział, że zobaczył jej pierwowzór w jednym z takich biur w mieście. Choć nie chciała się do tego przyznać – bardzo się tym przejęła. Pojechaliśmy tam samochodem i odnaleźliśmy tę kobietę. Była wspaniała, tak jak Ruth. Śledziliśmy ją nawet, żeby się przekonać, czy to jej klonem jest Ruth. Ale z każdą chwilą, gdy coraz bardziej się jej przyglądaliśmy – zauważaliśmy że podobieństwo ulatuje, że nie jest to pierwowzór Ruth.
m: Odnalezienie pierwowzoru ma jakieś znaczenie?
K: Nie, nie ma, po prostu człowiek jest ciekawy... ja wiedziałam od początku, że ta kobieta z biura nie jest pierwowzorem Ruth, ale nie chciałam ranić moje najbliższej przyjaciółki.
m: Wiedziałaś?
K: Tak, nie okłamujmy się, naszymi pierwowzorami nie są porządne osoby. Sklonowali nas przecież z wyrzutków, z marginesu, spośród prostytutek, przestępców, więźniów i żebraków... Nie wiedziałaś?
m: Masz takie szlachetne rysy...
K: Cierpienie uszlachetnia...( słaby śmiech)
m: A ty nigdy nie myślałaś o swoim pierwowzorze?
K: O tak, chyba wszyscy myśleliśmy, każdy miał taki okres, to chyba normalne... Wiesz, ja ubzdurałam sobie, że pochodzę od jakiejś gwiazdki porno. To dlatego, że miałam pewne problemy z seksem, wiesz... bardzo duże potrzeby... kiedyś, po wyjeździe z Hailsham, gdy kochałam Tommyego, ale on był z Ruth, a ja.... nieważne... W każdym razie – przejrzałam setki świerszczyków, żeby ją odnaleźć, ale oczywiście – to była tylko mrzonka, mój wymysł. Potem dałam sobie spokój.
m: Idzie opiekunka, chyba muszę wyjść, powiedz mi jeszcze, czy obchodzi cię, do kogo trafiają twoje...
K: Organy?
m: Tak.
K: Nie wiem, w ogóle o tym nie myślę. Pewnie ktoś bogaty, to jasne. Ale nie dbam o to, kto.
m: A o czym myślisz najczęściej?
K: Wspominam Hailsham. Może po to istniało.....

Tę fikcyjną rozmowę przeprowadziłam z fikcyjną bohaterką przejmującej powieści Kazuo Ishiguro „ Nie opuszczaj mnie”.
Niesamowita powieść z niesamowitym klimatem.
Żadne tam science – fiction z metalicznymi pojazdami przemykającymi przez powietrzne korytarze.
Akcja powieści mogłaby dziać się dziś, gdyby nie to, że staram się nie wierzyć, że istnieje klonowanie ludzi i hodowanie dawców organów...
Kazuo Ishiguro to pisarz angielski pochodzenia japońskiego, urodzony w 1954 roku w Nagasaki,
w wieku 6 lat przeniósł się wraz z rodzicami do Anglii.
Jest laureatem wielu prestiżowych nagród, m.in. Orderu Imperium Brytyjskiego.
Jego powieści to m.in. „Malarz świata ułudy ” ( nagroda Whitbread Award w 1986roku) „Pejzaż w kolorze sepii”, „Niepocieszony”, „Kiedy byliśmy sierotami” a także „Okruchy dnia”, nagrodzone Bookerem w 1989 roku , a w 1993 roku sfilmowane przez Jamesa Ivory, z cudownymi - Anthony Hopkinsem i Emmą Thompson w rolach głównych.
Za powieść „Nie opuszczaj mnie” Kazuo Ishiguro był nominowany do Nagrody Bookera.
Pisarz w 2005 roku odwiedził Polskę, polecam bardzo ciekawy wywiad z Kazuo Ishiguro, w którym jest mowa również o naszej powieści –
tu.
Komentarze
juz kiedys czytalam
ten tekst i bardzo mi się podobał, dlatego chętnie tu wróciłam. polecam film "Wyspa" ze Scarlett Johanson:)aha i jak kazdy- ukłon za formę recenzji. nie przyszło mi to nigdy do głowy:)
Ciarki
przebiegają po plerach, jak się nad tym klonowaniem tak głębiej zastanowić. No nie wiem, czy mam ochotę na tę książkę...Ale dobrze wiedzieć, że istnieje, więc może kiedyś ...
Thx, Majorko.
jimmy
wzruszasz mnie, bądź wytrwały jak Heweliusz, dasz radę, dziewczyny piszą, że warto :) nie sprawdzisz ?majorka
zdolna z ciebie dziewczyna. Sama powinnaś pisać ksiązki:)łał
świetnie napisane :) juz sobie zapisałam książkę do kategorii "muszę_to_mieć" :)/
nie skupiłem się;]świetny pomysł
i super recka, naprawdę mnie wciągnęła :)woooow!
niezla jestes kobieto. majorka w szczytowej formie, a pomysl przedni. zachecilas mnie do kupienia i przeczytania tej ksiazki:)sie powtorze,
ale co tam, przeciez musze wyrazic podziw swoj :) swietna forma recenzji!zaciekawiło mnie...
muszę tez przeczytać...Fajnie to zrobiłaś, na prawdę super :))DZIęKUJę WSZYSTKIM
wytrwałym czytelnikom i życzliwym komentatorom.Cieszę się, ze Wam się podobało. To była moja pierwsza książka tego autora, jestem pod wrażeniem jego talentu. Ten tekst w zamierzeniu miał mieć taką formę, więc nie starczyło miejsca na rozpływanie się nad mistrzowskim oddaniem emocji bohaterki, nad tym, jak jej język, jej zachowanie, jej postawa odzwierciedlają to, co sie dzieje w jej duszy...Jak opis oddaje atmosferę ciepłego, lecz tajemniczego Hailsham
( takiego jakby przedszkola i szkoły z internatem dla klonów), i ponurych angielskich miasteczek, w których ich - klony - nic dobrego przecież nie czeka. Jestem pod wrażeniem tej powieści i na pewno sięgnę po inne książki Kazuo Ishiguro.
bardzo poruszające
a forma recenzji super.książka genialna,czytałam jakiś czas temu
Także polecam:)/
o rany, trzeba się skupić;/bardzo
mi sie podoba-i recenzja i sposób wykonania:)ja też ,
przyłączam się do braw, głównie za sam pomysłpomysl
na recenzje rewelacyjny!!i sama ksiazka tez sie zapowiada interesujaco. na pewno po nia siegne.
dzieki Mojoruś :))
inspirujące
i forma i treść.że też mnie takie pomysły nie przychodzą do głowy:D
ale znakomicie
się czytało. Jeśli wywiad ten przypomina nastrój ksiązki, to musi to być poruszające.brawo majorka dla ciebie
jesteś niesamowita:)wow
świetny pomysł z tym wywiadem... no i widać, że ciekawa książka :)znakomity pomysł majorko,
z taką recenzją - rozmową z jedną z postaci, superKazuo znam z nowel i opowiadań, czytałam anglojęzyczne wydania - były ciche, nie epatowały smutkiem czy napięciem, a jednak spędzały sen z powiek
koniecznie muszę przeczytać tę książkę, tym bardziej, że science fiction, czy też raczej political fiction, jak u Lema, Dicka, Huberatha - to coś, co ostatnio lubię najb.
dzięki.