Zima co prawda ma się ku końcowi, ale jeszcze kilka chłodnych wieczorów przed nami.
Nalewka - obiecuję, że rozgrzeje. Również dusze wyziębione - a chandra przydarzyć się może o każdej porze roku tak, że przepis nawet wiosną i latem będzie na czasie.
Oczywiście - kto ma dość cierpliwości i samozaparcia - może przygotować nalewkę teraz i zostawić sobie w ciemnym i chłodnym miejscu do następnej zimy. Będzie lepiej przegryziona i smaczniejsza.
Żeby napój przygotować musimy najpierw dokonać zakupów. Kupić musimy
spirytusu 1/2 litra. Do tego
korzeń świeżego imbiru - i to na razie wystarczy.
Kawałek korzenia (taki 2-3 centymetrowy) obieramy ze skórki, kroimy na kilka kawałków, wrzucamy do butelki ze spirytusem, zakręcamy i zapominamy o sprawie przynajmniej na tydzień.
Po tygodniu zaopatrujemy się w następujące produkty:
mały słoiczek płynnego miodu i cytrynę. Przyda się też odrobina cynamonu lub zestawu przypraw do tzw. "yogatee", (cynamon, imbir, goździki, fenkuł, nie wiem co tam jeszcze jest w tych mieszankach...).
Zaopatrzeni w składniki, bierzemy sie do roboty.
Na początek odmierzyć należy potrzebną ilość wody. W przypadku 1/2 litra spirytusu - odmierzamy tej wody ok. 1 litr i jeszcze z 200-250 ml (czyli litr i jedną szklankę). Część wody przelewamy do rondelka i gotujemy na kuchence, resztę - zwyczajnie w czajniku.
Do wody w rondelku dodajemy szczyptę przypraw "yogatee", ewentualnie pół szczypty cynamonu - tylko nie za dużo. (A zresztą - jak dacie dużo - to po prostu będzie trochę inaczej smakować, pewnie też nieźle). Kiedy przyprawy już się parę chwil pogotują możemy dodać z dwie łyżki miodu. Jak ktoś lubi bardzo słodko - niech doda trzy.
I teraz do gara: wodę z czajnika, wodę z rondelka i sok z cytryny. Poczekajmy teraz parę chwil. Przed następnym ruchem woda w garze powinna być mocno ciepła, ale nie gorąca. I do tej ciepłej wody (z miodem i z tym wszystkim) wlewamy spirytus. (Odważni mogą dokonać w tym momencie inhalacji ;)
I to właściwie już. Zrobione. Teraz już tylko przykryć, zapomnieć na jakiś czas, żeby wystygło. A jak wystygnie - przelewamy napój do butelek.
Postać to teraz powinno... Niby podobno kilka miesięcy. Pewnie im dłużej - tym smaczniejsze. Powiem jednak szczerze - już następnego dnia jest bardzo smakowite...
Jeśli spożywając to cudo - nie poprzedzimy go innym alkoholem, ani nie popijemy piwem - następnego dnia nie będzie bolała głowa!
A co również ważne - popijając - damy radę bawić się do rana i energia będzie nas rozsadzać :)
Smacznego i bawcie się dobrze!
P.S. A może ktoś podzieli się wiedzą, jak zrobić nalewkę wiśniową??...
Komentarze
Przyznam szczerze, że jeszcze
nigdy nie robiłam żadnej nalewki... Ale bardzo je lubię :PTwój przepis już znalazł się w moim zeszycie i nie ukrywam, że kiedyś się pokuszę o zrobienie :) Na pewno na zimę, wtedy chyba najlepiej takie cudo smakuje :)))
Jo,
w swoim czasie dostałam od znajomego kilka flaszek spirytu kukurydzianego, coś z nim trzeba było zrobić przecież. A przepisu na ten likier Bożonarodzeniowy poszukam i Ci zapodam, bo warto spróbować. Czego tam nie ma? Oj, jest wszystko: od rodzynków po daktyle, morele suszone i inne, podobne ingrediencje. A przechował się jeno dlatego, że zapomniałam o miejscu jego przechowywania, czyli - zgubiłam go, he,he.łaaaaaaaaaaa
sześcioletnia!!ja to bym musiała zgubić i po sześciu latach znaleźć ;))))
Jo,
babcie nasze zalewały spirytusem wiśnie, pozostałe po produkcji "okiennej" soku na zimę. I wychodziło całkiem, całkiem. Okropnie nas tu kusisz alkoholowo. Też spróbuję zrobić taką. Ja mam sześcioletnią nalewkę własnej produkcji na suszonych owocach i miodzie akacjowym - na zimowe wieczory. Poezja tyż! Ale imbirówka? Już sama nazwa kusząca!dla tych co będą robić:
można dać mniej tej przegotowanej wody :)smacznego :))
...
o...to ja jaśka tu wyślę, bo nie wiem, czy czytał...i niech zrobi na zimę.nalewki zimą lubię:)
Uwielbiam nalewki, zwłaszcza domowej roboty,
ale jakoś nigdy nie zdobyłam się na własnoręczną "produkcję". Raz tylko, rok temu zryw miałam, plany, ale na planach i czytaniu jakiegoś mini poradnika się skończyło, niestety. A może stety;)mmmmm...
smaka mi wielkiego zrobiłaś :)) w ten weekend wybieramy sie do znajomych, więc może udałoby mi się taką imbiróweczkę zrobić? :)a nalewkę wiśniową wyśmienita robi moja babcia ale ja pojęcia nie ma, jak ona to robi :) to znaczy widziałam, podpatrywałam ale żeby umieć zrobić i spamiętać to nie bardzo... ale podpytam przy najbliższej okazji :))
oooo, to musi być pyszne,
jestem wielką miłośniczką imbiru, więc imbiróweczka mi bardzo pasuje, też se zrobię :))zapachniało
dobrym alkoholem. A dobry alkohol to nie byle co... Wiśnie u mnie na podwórku już lekko zarumienione. ;)hm
smi narobilas smaka na alkohol a ja staram sie ograniczac :))A wisniowki bym sie napila och bym :)) a to powyzsze grzanca mi przypomina wiec tez na pewno pyszne byloby ...ok ide po soczek moze mi dadza lekko sfermentowany :))
dzięki wielkie
to ja czekam teraz aż wiśnie obrodzą ;)jako ta
stara i zaprawiona w bojach alkoholiczka ;] udaje sie jutro truchtem po spiryta i imbir ;)co do nalewki wisniowej - to wiem miej wiecej, ale nie znam proporcji, jak zrobic.
wiec - iles tam wisniow (wydrylowanych badz nie) zasypac cukrem w słoju , odstawic ze sciereczka w ciemne miejsce (nie zakrecac sloja, bo sie wszystko spsuje). co jakis czas zagladac i mieszac. po jakims tyg do poltora - cukier sie roztopi i pusci sok, zalac spirytem. znow odstawic na dni kilka nie sobie sie przegryzie.
pozniej przelozyc wszystko do sloikow (jezeli chce sie z wisniami) badz przelac do butelek, ale wtedy wisienek szkoda, bo one same kopa niezlego daja :)