
Próbując brać czynny udział w życiu swej małej ojczyzny, Jan pisywał do lokalnego tygodnika. Nie etatowo, wszak pracował w innej branży, ale dwa-trzy razy w miesiącu zdarzyło mu się napisać felietonik albo komentarz do bieżących wydarzeń jego Prowincjonalnej Mieściny.
Teksty do redakcji tygodnika podrzucał zwykle idąc z pracy; było po drodze. Zazwyczaj zamieniał, przy okazji, dwa słowa z sekretarką w redakcji albo którymś z etatowych, przypadkowo spotkanych, dziennikarzy. Tym razem było zupełnie inaczej.
- Będzie pan łaskaw poczekać, panie Janie.
Naczelny chciałby z panem słówko zamienić – zakomunikowała sekretarka.
- Oczywiście – oznajmił Jan – czy coś się stało? – zapytał, zdziwiony wyjątkowością sytuacji.
- Nic, nic, ale naczelny bardzo prosił – odparła sekretarka i poprowadziła Jana do gabinetu szefa.
- Drogi panie Janeczku – zaczął naczelny, po zamknięciu drzwi –
abyśmy mogli drukować pańskie felietony, niezbędne jest podpisanie przez pana pewnego oświadczenia. To czysta formalność, ale inaczej, rozumie pan, się nie da.
Naczelny podsunął mu druk, z którego wynikało, że Jan oświadcza, iż
nie brał udziału w gwałcie na niejakiej Marioli Matusik, dokonanym w grudniu 1981 r., a także nigdy później nie pomagał w ukrywaniu sprawców tego czynu.
- Pan redaktor raczy żartować – zaczął Jan – przecież wszyscy wiedzą, że nie mam z tym nic wspólnego.
- Oczywiście, oczywiście – odparł naczelny z uśmiechem - pańska opinia jest nieposzlakowana, a życiorys wręcz kryształowy i nikt nie śmiałby pana podejrzewać o taki czyn, ale wyszła uchwała Gminnej Rady, która zabrania pisania w naszej gazecie wszystkim, którzy takiego oświadczenia nie złożą.
- Dobrze – odparł Jan – to ja nie będę pisał.
- Panie Janeczku – naczelny przestał się uśmiechać – niech pan nie robi głupstw; da pan zły przykład innym. Idąc w pana ślady, mogą odmówić podpisania oświadczenia tacy, którzy mają coś na sumieniu.
- Co pan też opowiada – oburzył się Jan – wszyscy wiedzą, kto zgwałcił Matusikową, a na komisariacie są dokumenty, z których wynika dokładnie, kto im pomagał. To, że nikt za to nie poniósł odpowiedzialności, to nie moja wina.
- Panie Janie – Jan przestał być dla naczelnego Janeczkiem – czy pan rozumie, że nawołuje pan do łamania prawa.
- Coś podobnego? – Jan nie mógł uwierzyć – do niczego nie nawołuję, tylko stwierdzam, że żadnego oświadczenia nie podpiszę, a jeśli prawo, w związku z tym, wymaga ode mnie zaprzestania pisania do waszego tygodnika, to zaprzestanę, co oznacza, że się do prawa zastosuję.
- Nie wiem, czy pan sobie zdaje sprawę z tego – naczelny wydawał się tracić cierpliwość – że odmowa podpisania oświadczenia może być, przez niektórych, potraktowana jak przyznanie, że jednak coś pan z tym wszystkim miał wspólnego?
- Panie redaktorze, nie interesuje mnie to, co pomyślą niektórzy. Dlaczego wymiar sprawiedliwości nie może udowodnić winy winnym, a innych zostawić w spokoju? Przecież winni też mogą napisać, że nic nie mają z tym wspólnego.
- Oczywiście, mogą, ale wtedy się im udowodni, że kłamią.
- To zostawcie w spokoju niewinnych, a od razu zajmijcie się winnymi. Zaoszczędzicie czas, pieniądze i nie zrobicie z siebie pośmiewiska. Pan pozwoli ten tekst – Jan wyjął z ręki naczelnego swój najnowszy felieton – on już się panu nie przyda. Do widzenia, choć pewnie nie prędkiego.
Wracając do domu, zastanawiał się, czy dziś rano nie okłamał swego syna, mówiąc mu, że żyje w kraju, w którym udowodnić trzeba winę, a nie niewinność.
P.S. Powyższy tekst ujrzał wirtualne światło w dniu 11.03.2007r. na moim "okręcie flagowym" tj. wwwblog.blox.pl
Komentarze
Być może
skład chemiczny ma coś do rzeczy, ale myślę, że może odmienność preferencji też ma znaczenie. Mnie np. rydzol nie denerwuje w ogóle, bo wiem, że do ludzi powyżej pewnego poziomu nie trafi. Gorzej z takimi Skowrońskimi, Bieleckimi, Igorem Janke, Piotrem Zarembą, bo oni są zamaskowani, niby czasem krytyczni, ale za tą krytyką przemycają propagandę. To cholernie niebezpieczne. Za komuny robiła to "Polityka", tam w każdym numerze piętnowano drobne wypaczenia, mrugano okiem do społeczeństwa, że niby wicie-rozumicie, a za tym parawanem propaganda dla nieco bardziej rozgarniętych, którzy brzydili się Trybuny Ludu. Takie coś jest w stanie mnie wkurwić i nie mogę zrozumieć, jak ludzie pozornie na poziomie "kochją się" w Ziemkiewiczu, Semce, Sakiewiczu, Zarembie, Jankem itp.Wu,
ja słuchałam dziś indoktrynacji ojca dyrektorana luzie, wkurw nic nie da
chociaż to może kolejna różnica w składzie chemicznym XX i XY...
Wkurwić
się czasem trzeba. Ja dostałem białej gorączki, słuchając dziś rano w "trójce" Czesława Bieleckiego, z którym rozmowę prowadził Skowroński. Normalnie dwóch debili dyskutuje o rozumie. Jeśli ktoś ma ochotę, to na stronach radiowej "trójki' http://www.polskieradio.pl/trojka/ można sobie odsłuchać, ale zalecam ostrożne dawkowanie.czasami
sie trzeba zdenerwowac met!to swiadczy o tym ze czlowiek jeszcze jest normalny
sa w koncu nawet granice smiesznosci jakies..
syxxx
ależżżżżż!!!się nawet ja noszę z napisaniem jakiegoś arcia na temat IV rzplitej:)
ale nie denerwuj sie, idź na hollywoodzką komedyjkę:))
jest fantastycznie po prostu!!! kurwa!
w ogole coraz jasniejszy horyzont nam sie rysuje:- dzieci rodzic na rozkaz,
- zapisy debitowe na poszczegolnych ludzi (oczywiscie 'kapusiow' naturalnie;)),
- homoseksualisci won z roboty,
- ewolucjonizm ze szkol tez by sie zdalo wywalic..,
- teraz zakaz pornografii (takze w internecie). calkiem jak w chinach..
alesmy WOLNY KRAJ wywalczyli..
a wszystko przez michnika oczywiscie..
takiego nagromadzenia kretynow jak w naszym sejmie nie ma prawdopodobnie nigdzie indziej
.
ja nie wiem, kto zgwałcił matusiakową i koło dupy mi to lata, ale wolałabym, żeby ten temat został wreszcie zamknięty definitywnie. w te czy wewte.