
Niedzielne poranki zawsze upływały Holmesowi leniwie. Szczególnie te jesienne, zamglone, deszczowe, skłaniające do refleksji bardziej, niż do działania. Były to
warunki wręcz wymarzone dla jego rozważań, analiz i zagłębiania się w roztrząsaniu istoty szczegółów, pozornie nieistotnych, które jednak, po bliższym poznaniu, mogły dawać świadectwo
niejednej prawdzie.
Nie inaczej było tego niedzielnego, listopadowego ranka, kiedy znacznie wcześniej niż zwykle zastałem Holmesa zatopionego w fotelu i w lekturze codziennej, choć nie dzisiejszej, gazety. Słowo, lektura, nie najlepiej oddaje zajęcie, któremu się oddawał, bowiem
cały czas wpatrywał się wyłącznie w pierwszą stronę gazety i zdawał się bardziej zadumany, niż zaczytany. Śniadanie, które panna Hudson przyniosła już dość dawno, stało nietknięte. Na dźwięk mojego powitania, ożywił się.
- Czy przeglądałeś, drogi Watsonie, sobotnią gazetę? Spójrz, jaki ciekawy podpis pod zdjęciem na pierwszej stronie. Posłuchaj fragmentu:
Dominika Kulczyk-Lubomirska z mężem. Ciekawe, nieprawdaż? Jeden podpis, a ile mówi – Holmes spoglądał na mnie, próbując odnaleźć ślady mego zainteresować, zapominając nawet odpowiedzieć na moje powitanie.
-
Dzień dobry, Holmesie – powtórzyłem - A cóż takiego może mówić, ponadto, że przedstawia osoby na fotografii?
Ton mego głosu, poddający w wątpliwość chęć poznania odpowiedzi, nie zraził Holmesa, nie musiałem więc na nią długo
czekać. Mój przyjaciel nie często rezygnował z próby zainteresowania mnie swoimi odkryciami.
- Dzień dobry, Watsonie – odparł wyraźnie przymuszony i powrócił do swych spekulacji - Nie sądzisz, że nie najgorzej byłoby nazywać się Lubomirski albo Zamoyski? Oczywiście nie dla nas, ale dla jakiegoś młodego, ambitnego dżentelmena. Możnaby się ożenić z potomstwem nowej magnaterii i uwolnić się od wszelkich dolegliwości egzystencji. Nikt by nie pytał, czyś bogaty, piękny, inteligentny; z takim nazwiskiem? Bo rozumiem, że dobrze czytam. Skoro Kulczyk-Lubomirska, to z domu Kulczyk, a primo voto Lubomirska, nieprawdaż?
- Dobrze czytasz, Holmesie, ale te nazwiska nic mi nie mówią.
- Oj, Watsonie, przecież Lubomirscy czy Zamoyscy, to najznamienitsze arystokratyczne nazwiska Europy. Gdybyś czasem wychylił swój nos poza granice starego Albionu, to nie byłyby ci obce.
- Co ty powiesz? Czy to już wszystkie rewelacje, jakie wyczytałeś?
Nie kryłem ironii, ale uznałem ją za usprawiedliwioną, bowiem uwaga Holmesa dotknęła mojej angielskiej dumy.
- Co jeszcze czytam? Pewnie cię dziwi, drogi Watsonie, dlaczego podejrzewam, że mąż owej damy, choć nazwisko nosi znamienite, niekoniecznie z najbardziej arystokratycznego i ustosunkowanego rodu się wywodzi, a także majętnościami rodzinie małżonki nie dorównuje?
- No właśnie, skąd takie podejrzenie?
- Widzisz, przyjacielu, gdyby to był najczystszej wody arystokrata, a ponadto majętny, to podpis brzmiałby np.:
Komentarze
Dobre :)
fajny tekscik, mnie sie spodobal... krotki i niby o niczym, a jednak hmmm... dobry :)w imieniu swoim,
prosze o jeszcze:DNo,
jeśli się Wam podoba, to może napiszę ciąg dalszy.:)
tak, jestem naprawdę dumna z Ciebie kochany Wuwu:)to ja
poproszę o więcej takich miniaturek:Ddobre
dobre, mlask... ma pan talent Watsonie:) smakowite.przyjemne
:))):-)
brawo!!Pastisz wielce udany, Watsonie.
Przypomniał mi się wywiad, który jakiś czas temu oglądałam w TV. Było o małżeństwie strażaków. Oboje opowiadali, jak trudny jest ich zawód, jak muszą się dzielić obowiazkami przy dzieciach i zakupach, przekonywali, że w ich domu panuje równouprawnienie. Jeżeli chodzi o pracę, to ona stała zdecydowanie wyżej w hierarchii strażackiej, w razie pożaru mąż wykonywał rozkazy. I co? Gdy on pojawiał się na ekranie widzieliśmy podpis: "strażak", a gdy ona - jak wół stało:"żona strażaka".Wu
nie pamiętasz? Na biwaku Holmes budzi Watsona w środku nocy i jakby nigdy nic mówi:- Watsonie, spójrz w górę i powiedz mi co widzisz? Watson patrzy i mówi:
-eee...noooo...tego...niebo?
na to Holmes:
-Bardzo dobrze, ale skup się troszeczkę.
Watson zaczął kombinować:
-No i gwiazdy na niebie, jako, że jest lato, widać Trójkąt letni składający się z trzech gwiazdozbiorów...
- Skup się Watsonie! - przerywa mu Holmes, już lekko zirytowany.
Watson bezradnie rozkłada ręce, a Holmes na to:
- Noszszsz kurwa, namiot nam ukradli!
:)
Czytając art
i jedząc smakowitą bułeczkę, oblizałam się podwójnie. Mnaaamm :)Karol
opowiedz ten dowcip, bo nie pamiętam.:D
Llllubię :))Wu
po tym co napisała trix, to już nie wiem jak mam dać wyraz swojemu entuzjazmowi:)bardzo to fajne jest Wu:) przypomniał mi się dowcip o Holmesie i Watsonie pod namiotem, lubię taki poziom abstrakcji:)
RE-WE-LA-CYJNE!!
RE-WE-LA-CYJNE!! że się powtórzę