kozucha [16.12.09/06:49]
Yamcia,
naprawdę pożerasz z ogonkiem? Moje ślubne nieszczęście zjada całe, ale ogonek najpierw wykręca zręcznie i zostawia w koszyczku, jak u Axsi. Za to mąż mojej przyjaciółki rzuca za siebie, nie zwracając uwagi nawet na to, że w domu są goście. Robi to bezwiednie, a Ona się okropnie wstydzi. Na początku mój mąż rzucał tak skarpetkami. Dopóki nie ulokowałam mu jednej,takiej "świeżutkiej", pod poduszką. Że niby przypadkiem tam trafiła. Od tej pory już tego nie robi, tylko grzecznie zanosi do kosza na bieliznę:)
Za to w mojej firmie większość panów cierpi na tzw. "zarazę". Mamy nowego szefa, zapytał mnie, kiedy nasi panowie coś, na czym mu akurat zależało na przedwczoraj, zrobią. Powiedzieli, że zaraz. - poinformowałam. O, to dobrze! - szef na to. Ale - zaraz - może oznaczać w przyszłym roku... - dodałam.
Ja chyba jednak najbardziej nie lubię tego "zaraza".
Dzisiaj rano w RMF opowiadali sobie o tym, jak panowie kupują prezenty gwiazdkowe. Rozbawiła mnie anegdotka o pani, która kiedyś próbowała mężowi dyskretnie zasugerować, co chciałaby dostać - W sklepie wyraźnie zachwyciła się bluzeczką, pytając głośno, czy jest odpowiedni rozmiar, a potem usunęła się w inne rejony sklepowe, żeby Pan mógł zakupić "niespodziankę". Dostała na gwiazdkę śpiwór.:)
yamot [15.12.09/22:54]
ja japka
tez zzeram cale z ogonkiem.
a jak bylam mala to mi rodzice mowili, ze jak tak bede szamac cale to mi z ogonka i ziarenek drzewko w brzuchu wyrosnie :D
ax [15.12.09/22:44]
...
dla jaśka ogryzki stanowią jakby całokształt jabłka i są pożerane razem z nim;)...takie wyglumane, to ja zostawiam...może nie aż tak dokładnie wyglumane...ale prawie...a młode takie bardziej niedożarte;))
Ale najczęściej lądują jednak od razu w koszu...a że tam czasem...i to najczęściej ja sama sobie je zostawiam...oj tam...;))
tulia [15.12.09/22:35]
mi patyczki też,
ale wyglumane ogryzki owszem, bo jak ktos jest oszczędny to gluma tak do imentu :(((
ax [15.12.09/22:12]
...
tulia...no zdecydowanie;)) a te małe patyczki w sumie nawet mi zupełnie nie przeszkadzają.:)
tulia [15.12.09/21:58]
eee, axia,
ogryzki są takie bardziej obrzydliwe :))
ax [15.12.09/21:50]
...
za to ja muszę wyrzucić ogonki jabłek z koszyczka na jabłka...bo jakimś cudem te ogonki zawsze tam zostają w ilości sporej;)))
tulia [15.12.09/21:33]
powiedzmy, że to, że
kozucha nie będzie musiała zbierać tych ogryzków, co to się okazały zupełnie hipotetycznym przypadkiem :))
sykstus [15.12.09/20:49]
tulio,
ze niby co? ;
tulia [15.12.09/17:23]
uffff,
to kamień z serca :)
sykstus [15.12.09/10:36]
eee tam,
jesli bilans jest dodatni to wszystko ok.
ludzie wybieraja, co wybieraja i tyle.
fakt ze zawsze warto by bylo aby bardziej dodatni byl.
ale ludzie, kiedy maja juz > niz 18lat raczej sie nie zmieniaja.
stad, jesli dodatni to dobrze )
kozucha [15.12.09/09:51]
Dzięki,
Ax! Wiedziałam, że Ty zrozumiesz. Ale ja nie napisałam, ze z babami zawsze tylko o kieckach, itd. Napisałam - koleżanki ( z pracy), mam ich tylko 5, facetów w firmie blisko 100. Te 5, to akurat taki typ.
Mój mąż, z tych wad w tekście, ma tylko dwie. Pomaga mi, sprząta lepiej, niż ja, a zmywa też znakomicie. Fakt - nie potrafi gotować, ani prasować, ale nie musi przecież robić wszystkiego. Większość opisanych wad, choć i tak niewiele wymieniłam, to wady obserwowane. I żony tych panów są szczęśliwe, mimo, że ich mężczyźni nie są ideałami. Ja też jestem, może dlatego, że też nie jestem wzorem cnót?
ax [15.12.09/09:02]
...
tu za zblaz...wkurza mnie taki stereotyp, że z babami to tylko ploty i kiecki...I nie mam takich doświadczeń w rozmowach z kobietami, a wręcz zupełnie inne:)
druga sprawa...to robienie wszystkiego, byleby tylko facet się nie obraził i nie sfoszył...no bez przesady...
a tak w ogóle, jak dla mnie napisałaś kozucho o tym, że nie ma ludzi bez wad, że wady też trzeba akceptować, nie wyolbrzymiać ich, pomijać to, co odbieramy jako sprawy drugorzędne, że ideałów na świcie nie ma... i naturalnym jest, żeby się z tym pogodzić.
I że nie chodzi w tym tekście o postawę poddańczą...ale o pewien luz, bo nie wszystko jest najważniejsze. Godzić się na to, na co możemy się zgodzić, ale też nie można wymagać od siebie akceptowania tego, co jest dla nas nie do zniesienia. I myślę, że to działa w obie strony.
wiadomo...bez kompromisów się nie da:)
zblaz [15.12.09/08:21]
ja to sobie daruję
komentarze względem układów w domu pomiędzy bohaterami, bo wychodzę z założenia, że w domu każdy ma to, na co się godzi. Bohaterce jest dobrze z leniem i egocentrykiem, mnie jest dobrze, bo tego typu atrakcji nie muszę znosić i każdy ma co lubi :]
ale zawsze mnie uderza takie paskudne podejście, że z babami to można tylko o sukienkach makijażu i plotkach, a faceci takie orły o wszechstronnych interesujących zainteresowaniach. Pachnie mizoginią w najbardziej zniechęcającym mnie wydaniu - mizoginią kobiety.
Tulia [14.12.09/22:05]
kozucho, chyba,
wyciągasz błędne wnioski z tego, ze wiele z nas ma pewne wymagania wobec swoich partnerów, myślę, że mieszkania większości z nas to nie muzea i my tez nie jesteśmy niewolnicami chorego porządku w domu; mój dom jest do mieszkania, nie na pokaz, jadamy cokolwiek, często na mieście, domowe ciasto piekę moze raz w roku, ale ze względu na wnuka alergika trzeba dom odkurzyć z raz w tygodniu, toaleta powinna pachnieć, co nie jest proste z kocią kuwetą, albo trzeba przejrzeć szafki, bo latają duże ilości moli spożywczych, co to się zalęgły w licznych torebkach słonecznika i innych ziarenek co je uwielbia mąż i zostawia je w różnych dziwnych miejscach, warto to robić wspólnie, bo to wspólny dom, mamy swoje stref bałaganów, do których się nie wtrącamy, ja np. na krześle z owalnym oparciem zostawiam sterty ciuchów wyjmowanych rano z szafy, i tylko ta owalność reguluje moje sprzątanie, mam też swój warsztat - ogromny blat pełen drobiazgów, gdzie realizuję swoje hobby, stery książek leżą na schodach, bo brak na nie miejsca, ale inne sfery wymagają codziennych zabiegów, ot choćby wody nalać kotu do czystej miseczki, i przy nich oczekuję pomocy małżonka, a poza tym na codzień cieszę sie z robionych przez niego śniadań i kanapek przygotowywanych do pracy, obieranych ziemniaków, i to wszystko jest w jakiejś równowadze, ale innej od tego co opisujesz, bo to co nas w sobie czasem irytuje potrafimy wyartykułować, nie ukrywając głęboko pretensji i żalów.
Ale ludzie są rózni i mogą żyć jak im sie podoba.
mia [14.12.09/20:10]
help.
Hm.
Ja rozumiem, że różni ludzie mają różne frustracje i jednocześnie nie mają często z kim o tym pogadać.
Ale - litości!
Albo: słownika! - bo on by się jako pierwszy przydał.
I styl. Stylem przypomina to wypracowanie dojrzewającego szóstoklasisty..
rybcia58 [14.12.09/17:41]
bilans
być może problem w tym, że wyjątkowo okrutnie udało Ci się przedstawić beznadzieję małżeńską w tym cichym, "niewinnym" wydaniu
przeciwwagą nie może być przecież rozmowa nie o kieckach + "chodź opoko"
yamot [14.12.09/16:48]
Kozucho
no moze faktycznie sie zapedzilam z utoższamianiem, ale nie zlapalas chyba do konca o co mi chodzilo :)
Dara ma racje - nie chodzi o rozkazywanie czy proszenie, tylko o 'samodzielnosc' bohatera. ten twoj ma praktycznie zrowa, bo dopoki sie go nie poprosi - nie tknie, bo akurat mu sie nie chce, bo odpoczywa, bo cos tam?
czy ty jak sie skonczy nawet twoja historia wszechswa - przelaczasz na nastepny kanal czy bierzesz sie za obowiazki domowe, chocby te minimalne?
bo ja mam wrazenie, ze ty sie za nie wezmiesz, a twoj bohater przelaczy kanal.
jasne moze i zle interpretuje, no ale kurcze - tak wlasnie ten tekst odebralam :)
dara [14.12.09/16:32]
Masakra
a nie sadzisz autorko, ze NORMALNY facet nie musi byc proszony, nie trzeba mu tez rozkazywac ani za niego zbierac jego smieci?
NORMALNY facet jak normalna kobita sami sie troszcza o swoje brudy. Bez proszenie i grozenia.
To ci nie przyszlo do glowy?
kozucha [14.12.09/15:44]
Yamcia,
to niezupełnie tak..., nie należy zawsze utożsamiać autora z bohaterem, to suma obserwacji, nie opis mojego partnera. Ja nie jestem ideałem , skoncentrowanym na domu i rodzinie, i - na przykład - czytam dużo, a obowiązki mogą poczekać. Zwyczajnie jest, muzeum jest w muzeum, a u mnie - różnie. Jak chcę, to coś robię, a jak nie, to nie robię, tylko siadam i czytam, albo oglądam historię Wszechświata na Discovery i może się palić i walić. A na obiad jest pizza, albo cokolwiek. I nikt nie ma o to pretensji. Reguły są jasne i proste. Rodzina to nie wojsko, przynajmniej w naszym przypadku. Chcesz czegoś, to poproś, a nie rozkazuj, bo ci odmówią. I ja będę pierwszą osobą, która odmówi.
yamot [14.12.09/15:29]
a po za tym
bo mi ucieklo w akapicie 'koles jest len'
szacunek tu nie ma nic do rzeczy. bo to nie chodzi o zmuszanie go do nadludzkich wysilkow, tylko do zwyklych codziennych drobiazgow zycia domowego, ktore powinny byc jego udzialem. ale jezeli ty sama zaslaniasz go, ze nie bedzie cie szanowal jesli 'bedzie zmuszony' do sprzatniecia skarpetek albo ogryzkow (na boga!!) po sobie to sorry...
yamot [14.12.09/15:25]
Kozucho
bo z twojego tekstu wynika co nastepuje - ty zapiprzasz jak glupia w domu, dobrowolnie sie na to godzisz, bo przeciez on nie lubi, bo on tak ma ochote, a on w zamian powie ci zes opoka, nie dostrzegajac nawet tego co dla ciebie wazne i co bys chciala (przyklad z ksiegarnia i suknia balowa).
koles jest po prostu len i sprytnie zwala wszystko na 'opkoke' swoja, zaslaniajac sie nieporadnoscia tudziez byciem kotem jak to sama nazwalas. a opoka sie na to godzi i jeszcze stawia na piedestale.
tak jak Tulka powiedziala 'bo ja też bym wolała usiąść z książką, z komputerem, z aparatem, ale trzeba zrobić dziesiątki rzeczy w domu, który jest naszym wspólnym miejscem do życia, dlaczego tylko ja mam robic wszystko?'
i u mnie w domu, taki chlop jak twoj wylecial by po tygodniu ;)
no ale - co kazdemu wygodnie. jak tobie takie buty pasuja i szczesliwaś z tym jest - to na zdrowie :)
kozucha [14.12.09/14:58]
Niczego
nie musiałam, J:). Faceci celebrują gotowanie. Gary, a sztuka kulinarna to różne różności...
Dara, myśl sobie, co chcesz, Twoja sprawa, twoje życie. Ale nie zmienisz prawdy, że na szacunek zasługujesz tylko wtedy, gdy sama szanujesz. Facet - pies łańcuchowy, nie będzie Cię szanował, najwyżej będzie się ciebie bał. Ja wolę faceta-kota i tyle. Sama też jestem kotem, nie znoszę przymusu i nie lubię być zagłaskiwana na śmierć.
A co tu ma do rzeczy narodowe przekonanie, to już doprawdy nie kumam...
dara [14.12.09/14:22]
Masakra
takie teksty "buduja" w narodzie przekonanie, ze facet jako ptak nie sluzy do niczego a tylko do tego zeby go podziwiac. Wiec masz co chcesz jesli takiego masz faceta (bo kurna nie wierze w ten zlepek roznych facetow co ci sie w komentarzu zjawil). I mowisz ze nie trzasnie? Masz nadzieje, ze go tak rozpiescilas i uzaleznilas od siebie, ze zadna inna nie podola i gostek zawsze wroci jakby co? No to kurna ja ci NIE ZAZDROSZCZE. Choc masz co chcesz... cos w rodzaju swinki morskiej. Tez nie ugryzie reki co ja karmi.
j;) [14.12.09/12:46]
musiałaś
o tych garach ?!!!
;)
kozucha [14.12.09/07:58]
Tulia,
nic nie trzaśnie. A men jest nieco oswojony, trochę jak MaW-i, :)
Maga i Dag - cieszę się, że podeszłyście do tekstu z dystansem i humorem. Nie cierpię powagi majestatu. A już mówiąc poważnie, to czy w swoich dzieciach lubimy wszystko? Nie, nie wszystko, też mają wady, jak każdy. Ale to dzieci, nie przestajemy ich kochać z powodu niedoskonałości charakteru. Dlaczego ma być inaczej z partnerami, obojga płci zresztą? Sami przecież ich sobie wybraliśmy! Niezadowolenie ze związku świadczy tylko o tym, że nasz wybór był do d...
"Siędniesz" jest rodem z epoki poezji Mickiewiczowskiej. Uwielbiam, podobnie jak mistrz Wańkowicz, słowa i słóweńka. Jestem, jaka jestem, chyba się nie zmienię. I cieszę się, że mój facet widzi we mnie moje zalety, a z wad się tylko śmieje.
Tulia [13.12.09/21:46]
nie wiem czy to kiedyś
nie trzaśnie z wielkim hukiem, bo dla mnie taka cierpliwość to coś ułomnego, pan łaskawca i ona wszystko wybaczająca w imię jakichs plusów przeważających nad tymi minusami,co za sztuka okazywac łaskę wieczorkiem w łóżeczku, gdy cały dzień wyręczany we wszystkim oczekuje jeszcze innych dowodów miłości, dla mnie ta wspólna codzienność, zbieranie swoich skarpetek, zrobienie żonie kanapek, zakupów, zmywanie bez przypominania, to jest własnie prawdziwa męskość i miłość, nie powiem, ze to oczywiste, o rozmaite drobiazgi trzeba walczyć, bo ja też bym wolała usiąść z książką, z komputerem, z aparatem, ale trzeba zrobić dziesiątki rzeczy w domu, który jest naszym wspólnym miejscem do życia, dlaczego tylko ja mam robic wszystko?, rączki mamay oboje, ja słabsze i chore, więc nie mogę ustępować na każdym kroku, nawet gdybym wieczorem usłyszała "moja ty opoko", zamiast w myslach "ty zołzo", i oczywiście nie chodzi mi o to, żeby było zawsze po równo, z linijką w ręku, tylko o codzienną przyzwoitośc i uczciwość, wiem, wiem, to takie przerysowanie, trochę satyrka, ale ten obraz jest tak tragiczny, że po paru miesiącach przegoniłabym takiego osobnika, dla mnie to po prostu truteń.
Ale podoba mi się forma tego artykułu i wspomniane słówka zawzinać i siędnąć.
Daguniek [13.12.09/20:42]
A mnie
tekst się bardzo podoba. Myślałam, ze będzie taki niby obrażony z wyliczeniem wad facetowych, a tu jednak na koniec... wcale nie :)
I podobają mi się zalety męskie, które lubisz.
Ale niestety, też z olewactwem codziennych spraw zgodzić się nie mogę. Szlag by mnie trafił! Choć skarpetki mogę po nim zbierać ;)
Maga [13.12.09/18:52]
Ech...
Jak zwykle sama prawda przemieszana nutką zdrowej kpiny.Ja też mam w domu takiego mężczyznę z wadami podobnymi do tych przez Ciebie opisanych i tak jak Ty często milczę trochę dlatego że i tak się nie poprawi a trochę bo ma też zalety więc w konsekwencji wychodzi na plus.
piaget [13.12.09/18:30]
zrozumiałam, że to przerysowane
ale zdziwiła mnie jednak puenta.
czyli taki przystanie na to, co się ma, stereotypowo, z całą zawartością inwentarza...
dla mnie facet to taki, który umie i ugotować i posprzątać i gwóźdź wbić, ale też przytulić gdy trzeba, pochwalić nową fryzurę i wesprzeć ramieniem (w każdej sytuacji).
i ja tu widzę siłę i dystans a nie zniewieściałość
rybcia58 [13.12.09/13:31]
www.sjp.pl/co/zawzina%E6
nie zawiera natomiast słowa "siędniesz"
ale to najmniej ważne w tym dołującym "zlepku różnych, różnistych menów, z którymi na co dzień się ma do czynienia. "
MaW-i [13.12.09/12:49]
hmmm....
jakbym o sobie czytał, ale z czasów, zanim moja żona mnie udomowiła...
Dziś jestem innym człowiekiem, ze smyczą na szyi, ale już mi nie uwiera...
kozucha [13.12.09/12:41]
Na początek,
dla tych, którzy nie znają, bo to rzadko używane słówko, "zawzinać": www.sjp.pl/co/zawzina%E6
Nie należy brać wszystkiego dosłownie. Wu, bravo, podszedłeś do tekstu z humorem, bo wiesz, ze nie w gotowaniu tkwi sedno.Tych kilka, przykładowych wad nie przynależy do jednego tylko faceta, to zlepek różnych, różnistych menów, z którymi na co dzień się ma do czynienia.
Każda kobieta ma inne oczekiwania i dobrze. Mnie akurat nudzą mężczyźni "zawsze pod krawatem", wypielęgnowani i delikatni. Tacy należą do tzw. lwów salonowych, ja jednak wolę lwy prawdziwe. :)
Marianna [13.12.09/12:09]
Hmm...
Też do mnie nie trafia ten tekst, tzn. nie potrafię tu dostrzec przewagi zalet nad wadami. Nie jestem w stanie znosić takiego kompletnego olewactwa spraw domowych przez jedną ze stron. Podziękowałabym za współpracę dawno temu.
A za to uwielbiam, jak facet potrafi przygotować coś smacznego w kuchni, jak przejmuje ster. Nie ma w tym dla mnie nic zniewieściałego, wręcz powiedziałabym, że raczej typowo męskie "zawłaszczenie" kolejnego terytorium stereotypowo przypisanego kobiecie.
hist czekająca na rewolucję łań [13.12.09/10:54]
nie kupuję tego
ale na szczęście nie muszę sobie redukowac dysonansu poznawczego
martu [13.12.09/01:30]
ale
za to znam słowo zawzinać :)
martu [13.12.09/01:29]
yyy
no do mnie zupełnie to nie przemawia. sorry, ale jak plazmi mówi - ani ja za gospodarza chlewa, ani on za trzodę ma robić w życiu, nie?
inaczej jednak niż met - potrafię lubić facetów, którzy nie potrafią m nie adorować. jesli rekompensują przyjemnością wartkiej rozmowy, dystansem do się, poczuciem humoru, etc..
plzm [13.12.09/00:55]
no
a ja powiem, ze nie czaje, kompletnie, jak tak mozna
i moze na tym moj problem polega, nie wim...
ale chlop to nie zwierze gospodarcze, zeby go oporzadzac i nie draznic
moze sie myle... facet tez czlowiek, ma mozg, dwie rece i serce i niech ich harmonijnie uzywa, prosze
gali [12.12.09/23:21]
od
zawzięty.
piewrszy raz się spotkałam.
a tekst o efekcie wychowania chłopaka na mężczyznę -no cycus glancus.
az sobie wydrukuję.
met [12.12.09/23:06]
co to jest zawzinać?
poza tym dziwny wydźwięk, może bekac, chrapać, chrząkać, paskudzić, bałąganić, puszczać bąki, ale jak przytuli to już jest ok.
no nie wiem.
nie przekonuje mnie to.
ja w męzcyzznach nie lubię tego, jak nie umieją kobiet adorować, jak się fochują, zamykają w sobie, jak są nieporadni i sztywni.
a lubię zniewieściałych, chłopczykowatych, nie z hjudż igo, tylko z dystansem do siebie i poczuciem humoru.
gali [12.12.09/22:05]
pierwszy raz widzę
słowo zawzinać, az musiałam się zastanowić od czego to ;]
po prostu bądź? no nie wiem ...
yamot [12.12.09/21:56]
eeeee o nie
ja bym takiemu w ryj strzelila.
26 lat wczesniej
sorrryyyyyyy....
Wuwulec [12.12.09/11:57]
Alem się
zdołował. I to nie dlatego, żebym miał te wszystkie wady, które i tak nie miałyby żadnego znaczenia. Również nie przez SPA, bo nie wiem, co to jest, ale przez te gary. Przez to, że ja tak bardzo lubię gotować i nie odmawiam sobie tej przyjemności, a tu się okazuje, że w ten sposób chcę wchodzić w role kobiety. I jak ja sobie teraz z tym poradzę?
Mógłbym zostać samicą, ale co na to Moja Kobieta, która w żadnym calu nie jest homo?
Poza tym, beret z glacy za tekst.
Komentarze
Yamcia,
naprawdę pożerasz z ogonkiem? Moje ślubne nieszczęście zjada całe, ale ogonek najpierw wykręca zręcznie i zostawia w koszyczku, jak u Axsi. Za to mąż mojej przyjaciółki rzuca za siebie, nie zwracając uwagi nawet na to, że w domu są goście. Robi to bezwiednie, a Ona się okropnie wstydzi. Na początku mój mąż rzucał tak skarpetkami. Dopóki nie ulokowałam mu jednej,takiej "świeżutkiej", pod poduszką. Że niby przypadkiem tam trafiła. Od tej pory już tego nie robi, tylko grzecznie zanosi do kosza na bieliznę:)Za to w mojej firmie większość panów cierpi na tzw. "zarazę". Mamy nowego szefa, zapytał mnie, kiedy nasi panowie coś, na czym mu akurat zależało na przedwczoraj, zrobią. Powiedzieli, że zaraz. - poinformowałam. O, to dobrze! - szef na to. Ale - zaraz - może oznaczać w przyszłym roku... - dodałam.
Ja chyba jednak najbardziej nie lubię tego "zaraza".
Dzisiaj rano w RMF opowiadali sobie o tym, jak panowie kupują prezenty gwiazdkowe. Rozbawiła mnie anegdotka o pani, która kiedyś próbowała mężowi dyskretnie zasugerować, co chciałaby dostać - W sklepie wyraźnie zachwyciła się bluzeczką, pytając głośno, czy jest odpowiedni rozmiar, a potem usunęła się w inne rejony sklepowe, żeby Pan mógł zakupić "niespodziankę". Dostała na gwiazdkę śpiwór.:)
ja japka
tez zzeram cale z ogonkiem.a jak bylam mala to mi rodzice mowili, ze jak tak bede szamac cale to mi z ogonka i ziarenek drzewko w brzuchu wyrosnie :D
...
dla jaśka ogryzki stanowią jakby całokształt jabłka i są pożerane razem z nim;)...takie wyglumane, to ja zostawiam...może nie aż tak dokładnie wyglumane...ale prawie...a młode takie bardziej niedożarte;))Ale najczęściej lądują jednak od razu w koszu...a że tam czasem...i to najczęściej ja sama sobie je zostawiam...oj tam...;))
mi patyczki też,
ale wyglumane ogryzki owszem, bo jak ktos jest oszczędny to gluma tak do imentu :(((...
tulia...no zdecydowanie;)) a te małe patyczki w sumie nawet mi zupełnie nie przeszkadzają.:)eee, axia,
ogryzki są takie bardziej obrzydliwe :))...
za to ja muszę wyrzucić ogonki jabłek z koszyczka na jabłka...bo jakimś cudem te ogonki zawsze tam zostają w ilości sporej;)))powiedzmy, że to, że
kozucha nie będzie musiała zbierać tych ogryzków, co to się okazały zupełnie hipotetycznym przypadkiem :))tulio,
ze niby co? ;uffff,
to kamień z serca :)eee tam,
jesli bilans jest dodatni to wszystko ok.ludzie wybieraja, co wybieraja i tyle.
fakt ze zawsze warto by bylo aby bardziej dodatni byl.
ale ludzie, kiedy maja juz > niz 18lat raczej sie nie zmieniaja.
stad, jesli dodatni to dobrze )
Dzięki,
Ax! Wiedziałam, że Ty zrozumiesz. Ale ja nie napisałam, ze z babami zawsze tylko o kieckach, itd. Napisałam - koleżanki ( z pracy), mam ich tylko 5, facetów w firmie blisko 100. Te 5, to akurat taki typ.Mój mąż, z tych wad w tekście, ma tylko dwie. Pomaga mi, sprząta lepiej, niż ja, a zmywa też znakomicie. Fakt - nie potrafi gotować, ani prasować, ale nie musi przecież robić wszystkiego. Większość opisanych wad, choć i tak niewiele wymieniłam, to wady obserwowane. I żony tych panów są szczęśliwe, mimo, że ich mężczyźni nie są ideałami. Ja też jestem, może dlatego, że też nie jestem wzorem cnót?
...
tu za zblaz...wkurza mnie taki stereotyp, że z babami to tylko ploty i kiecki...I nie mam takich doświadczeń w rozmowach z kobietami, a wręcz zupełnie inne:)druga sprawa...to robienie wszystkiego, byleby tylko facet się nie obraził i nie sfoszył...no bez przesady...
a tak w ogóle, jak dla mnie napisałaś kozucho o tym, że nie ma ludzi bez wad, że wady też trzeba akceptować, nie wyolbrzymiać ich, pomijać to, co odbieramy jako sprawy drugorzędne, że ideałów na świcie nie ma... i naturalnym jest, żeby się z tym pogodzić.
I że nie chodzi w tym tekście o postawę poddańczą...ale o pewien luz, bo nie wszystko jest najważniejsze. Godzić się na to, na co możemy się zgodzić, ale też nie można wymagać od siebie akceptowania tego, co jest dla nas nie do zniesienia. I myślę, że to działa w obie strony.
wiadomo...bez kompromisów się nie da:)
ja to sobie daruję
komentarze względem układów w domu pomiędzy bohaterami, bo wychodzę z założenia, że w domu każdy ma to, na co się godzi. Bohaterce jest dobrze z leniem i egocentrykiem, mnie jest dobrze, bo tego typu atrakcji nie muszę znosić i każdy ma co lubi :]ale zawsze mnie uderza takie paskudne podejście, że z babami to można tylko o sukienkach makijażu i plotkach, a faceci takie orły o wszechstronnych interesujących zainteresowaniach. Pachnie mizoginią w najbardziej zniechęcającym mnie wydaniu - mizoginią kobiety.
kozucho, chyba,
wyciągasz błędne wnioski z tego, ze wiele z nas ma pewne wymagania wobec swoich partnerów, myślę, że mieszkania większości z nas to nie muzea i my tez nie jesteśmy niewolnicami chorego porządku w domu; mój dom jest do mieszkania, nie na pokaz, jadamy cokolwiek, często na mieście, domowe ciasto piekę moze raz w roku, ale ze względu na wnuka alergika trzeba dom odkurzyć z raz w tygodniu, toaleta powinna pachnieć, co nie jest proste z kocią kuwetą, albo trzeba przejrzeć szafki, bo latają duże ilości moli spożywczych, co to się zalęgły w licznych torebkach słonecznika i innych ziarenek co je uwielbia mąż i zostawia je w różnych dziwnych miejscach, warto to robić wspólnie, bo to wspólny dom, mamy swoje stref bałaganów, do których się nie wtrącamy, ja np. na krześle z owalnym oparciem zostawiam sterty ciuchów wyjmowanych rano z szafy, i tylko ta owalność reguluje moje sprzątanie, mam też swój warsztat - ogromny blat pełen drobiazgów, gdzie realizuję swoje hobby, stery książek leżą na schodach, bo brak na nie miejsca, ale inne sfery wymagają codziennych zabiegów, ot choćby wody nalać kotu do czystej miseczki, i przy nich oczekuję pomocy małżonka, a poza tym na codzień cieszę sie z robionych przez niego śniadań i kanapek przygotowywanych do pracy, obieranych ziemniaków, i to wszystko jest w jakiejś równowadze, ale innej od tego co opisujesz, bo to co nas w sobie czasem irytuje potrafimy wyartykułować, nie ukrywając głęboko pretensji i żalów.Ale ludzie są rózni i mogą żyć jak im sie podoba.
help.
Hm.Ja rozumiem, że różni ludzie mają różne frustracje i jednocześnie nie mają często z kim o tym pogadać.
Ale - litości!
Albo: słownika! - bo on by się jako pierwszy przydał.
I styl. Stylem przypomina to wypracowanie dojrzewającego szóstoklasisty..
bilans
być może problem w tym, że wyjątkowo okrutnie udało Ci się przedstawić beznadzieję małżeńską w tym cichym, "niewinnym" wydaniuprzeciwwagą nie może być przecież rozmowa nie o kieckach + "chodź opoko"
Kozucho
no moze faktycznie sie zapedzilam z utoższamianiem, ale nie zlapalas chyba do konca o co mi chodzilo :)Dara ma racje - nie chodzi o rozkazywanie czy proszenie, tylko o 'samodzielnosc' bohatera. ten twoj ma praktycznie zrowa, bo dopoki sie go nie poprosi - nie tknie, bo akurat mu sie nie chce, bo odpoczywa, bo cos tam?
czy ty jak sie skonczy nawet twoja historia wszechswa - przelaczasz na nastepny kanal czy bierzesz sie za obowiazki domowe, chocby te minimalne?
bo ja mam wrazenie, ze ty sie za nie wezmiesz, a twoj bohater przelaczy kanal.
jasne moze i zle interpretuje, no ale kurcze - tak wlasnie ten tekst odebralam :)
Masakra
a nie sadzisz autorko, ze NORMALNY facet nie musi byc proszony, nie trzeba mu tez rozkazywac ani za niego zbierac jego smieci?NORMALNY facet jak normalna kobita sami sie troszcza o swoje brudy. Bez proszenie i grozenia.
To ci nie przyszlo do glowy?
Yamcia,
to niezupełnie tak..., nie należy zawsze utożsamiać autora z bohaterem, to suma obserwacji, nie opis mojego partnera. Ja nie jestem ideałem , skoncentrowanym na domu i rodzinie, i - na przykład - czytam dużo, a obowiązki mogą poczekać. Zwyczajnie jest, muzeum jest w muzeum, a u mnie - różnie. Jak chcę, to coś robię, a jak nie, to nie robię, tylko siadam i czytam, albo oglądam historię Wszechświata na Discovery i może się palić i walić. A na obiad jest pizza, albo cokolwiek. I nikt nie ma o to pretensji. Reguły są jasne i proste. Rodzina to nie wojsko, przynajmniej w naszym przypadku. Chcesz czegoś, to poproś, a nie rozkazuj, bo ci odmówią. I ja będę pierwszą osobą, która odmówi.a po za tym
bo mi ucieklo w akapicie 'koles jest len'szacunek tu nie ma nic do rzeczy. bo to nie chodzi o zmuszanie go do nadludzkich wysilkow, tylko do zwyklych codziennych drobiazgow zycia domowego, ktore powinny byc jego udzialem. ale jezeli ty sama zaslaniasz go, ze nie bedzie cie szanowal jesli 'bedzie zmuszony' do sprzatniecia skarpetek albo ogryzkow (na boga!!) po sobie to sorry...
Kozucho
bo z twojego tekstu wynika co nastepuje - ty zapiprzasz jak glupia w domu, dobrowolnie sie na to godzisz, bo przeciez on nie lubi, bo on tak ma ochote, a on w zamian powie ci zes opoka, nie dostrzegajac nawet tego co dla ciebie wazne i co bys chciala (przyklad z ksiegarnia i suknia balowa).koles jest po prostu len i sprytnie zwala wszystko na 'opkoke' swoja, zaslaniajac sie nieporadnoscia tudziez byciem kotem jak to sama nazwalas. a opoka sie na to godzi i jeszcze stawia na piedestale.
tak jak Tulka powiedziala 'bo ja też bym wolała usiąść z książką, z komputerem, z aparatem, ale trzeba zrobić dziesiątki rzeczy w domu, który jest naszym wspólnym miejscem do życia, dlaczego tylko ja mam robic wszystko?'
i u mnie w domu, taki chlop jak twoj wylecial by po tygodniu ;)
no ale - co kazdemu wygodnie. jak tobie takie buty pasuja i szczesliwaś z tym jest - to na zdrowie :)
Niczego
nie musiałam, J:). Faceci celebrują gotowanie. Gary, a sztuka kulinarna to różne różności...Dara, myśl sobie, co chcesz, Twoja sprawa, twoje życie. Ale nie zmienisz prawdy, że na szacunek zasługujesz tylko wtedy, gdy sama szanujesz. Facet - pies łańcuchowy, nie będzie Cię szanował, najwyżej będzie się ciebie bał. Ja wolę faceta-kota i tyle. Sama też jestem kotem, nie znoszę przymusu i nie lubię być zagłaskiwana na śmierć.
A co tu ma do rzeczy narodowe przekonanie, to już doprawdy nie kumam...
Masakra
takie teksty "buduja" w narodzie przekonanie, ze facet jako ptak nie sluzy do niczego a tylko do tego zeby go podziwiac. Wiec masz co chcesz jesli takiego masz faceta (bo kurna nie wierze w ten zlepek roznych facetow co ci sie w komentarzu zjawil). I mowisz ze nie trzasnie? Masz nadzieje, ze go tak rozpiescilas i uzaleznilas od siebie, ze zadna inna nie podola i gostek zawsze wroci jakby co? No to kurna ja ci NIE ZAZDROSZCZE. Choc masz co chcesz... cos w rodzaju swinki morskiej. Tez nie ugryzie reki co ja karmi.musiałaś
o tych garach ?!!!;)
Tulia,
nic nie trzaśnie. A men jest nieco oswojony, trochę jak MaW-i, :)Maga i Dag - cieszę się, że podeszłyście do tekstu z dystansem i humorem. Nie cierpię powagi majestatu. A już mówiąc poważnie, to czy w swoich dzieciach lubimy wszystko? Nie, nie wszystko, też mają wady, jak każdy. Ale to dzieci, nie przestajemy ich kochać z powodu niedoskonałości charakteru. Dlaczego ma być inaczej z partnerami, obojga płci zresztą? Sami przecież ich sobie wybraliśmy! Niezadowolenie ze związku świadczy tylko o tym, że nasz wybór był do d...
"Siędniesz" jest rodem z epoki poezji Mickiewiczowskiej. Uwielbiam, podobnie jak mistrz Wańkowicz, słowa i słóweńka. Jestem, jaka jestem, chyba się nie zmienię. I cieszę się, że mój facet widzi we mnie moje zalety, a z wad się tylko śmieje.
nie wiem czy to kiedyś
nie trzaśnie z wielkim hukiem, bo dla mnie taka cierpliwość to coś ułomnego, pan łaskawca i ona wszystko wybaczająca w imię jakichs plusów przeważających nad tymi minusami,co za sztuka okazywac łaskę wieczorkiem w łóżeczku, gdy cały dzień wyręczany we wszystkim oczekuje jeszcze innych dowodów miłości, dla mnie ta wspólna codzienność, zbieranie swoich skarpetek, zrobienie żonie kanapek, zakupów, zmywanie bez przypominania, to jest własnie prawdziwa męskość i miłość, nie powiem, ze to oczywiste, o rozmaite drobiazgi trzeba walczyć, bo ja też bym wolała usiąść z książką, z komputerem, z aparatem, ale trzeba zrobić dziesiątki rzeczy w domu, który jest naszym wspólnym miejscem do życia, dlaczego tylko ja mam robic wszystko?, rączki mamay oboje, ja słabsze i chore, więc nie mogę ustępować na każdym kroku, nawet gdybym wieczorem usłyszała "moja ty opoko", zamiast w myslach "ty zołzo", i oczywiście nie chodzi mi o to, żeby było zawsze po równo, z linijką w ręku, tylko o codzienną przyzwoitośc i uczciwość, wiem, wiem, to takie przerysowanie, trochę satyrka, ale ten obraz jest tak tragiczny, że po paru miesiącach przegoniłabym takiego osobnika, dla mnie to po prostu truteń.Ale podoba mi się forma tego artykułu i wspomniane słówka zawzinać i siędnąć.
A mnie
tekst się bardzo podoba. Myślałam, ze będzie taki niby obrażony z wyliczeniem wad facetowych, a tu jednak na koniec... wcale nie :)I podobają mi się zalety męskie, które lubisz.
Ale niestety, też z olewactwem codziennych spraw zgodzić się nie mogę. Szlag by mnie trafił! Choć skarpetki mogę po nim zbierać ;)
Ech...
Jak zwykle sama prawda przemieszana nutką zdrowej kpiny.Ja też mam w domu takiego mężczyznę z wadami podobnymi do tych przez Ciebie opisanych i tak jak Ty często milczę trochę dlatego że i tak się nie poprawi a trochę bo ma też zalety więc w konsekwencji wychodzi na plus.zrozumiałam, że to przerysowane
ale zdziwiła mnie jednak puenta.czyli taki przystanie na to, co się ma, stereotypowo, z całą zawartością inwentarza...
dla mnie facet to taki, który umie i ugotować i posprzątać i gwóźdź wbić, ale też przytulić gdy trzeba, pochwalić nową fryzurę i wesprzeć ramieniem (w każdej sytuacji).
i ja tu widzę siłę i dystans a nie zniewieściałość
www.sjp.pl/co/zawzina%E6
nie zawiera natomiast słowa "siędniesz"ale to najmniej ważne w tym dołującym "zlepku różnych, różnistych menów, z którymi na co dzień się ma do czynienia. "
hmmm....
jakbym o sobie czytał, ale z czasów, zanim moja żona mnie udomowiła...Dziś jestem innym człowiekiem, ze smyczą na szyi, ale już mi nie uwiera...
Na początek,
dla tych, którzy nie znają, bo to rzadko używane słówko, "zawzinać": www.sjp.pl/co/zawzina%E6Nie należy brać wszystkiego dosłownie. Wu, bravo, podszedłeś do tekstu z humorem, bo wiesz, ze nie w gotowaniu tkwi sedno.Tych kilka, przykładowych wad nie przynależy do jednego tylko faceta, to zlepek różnych, różnistych menów, z którymi na co dzień się ma do czynienia.
Każda kobieta ma inne oczekiwania i dobrze. Mnie akurat nudzą mężczyźni "zawsze pod krawatem", wypielęgnowani i delikatni. Tacy należą do tzw. lwów salonowych, ja jednak wolę lwy prawdziwe. :)
Hmm...
Też do mnie nie trafia ten tekst, tzn. nie potrafię tu dostrzec przewagi zalet nad wadami. Nie jestem w stanie znosić takiego kompletnego olewactwa spraw domowych przez jedną ze stron. Podziękowałabym za współpracę dawno temu.A za to uwielbiam, jak facet potrafi przygotować coś smacznego w kuchni, jak przejmuje ster. Nie ma w tym dla mnie nic zniewieściałego, wręcz powiedziałabym, że raczej typowo męskie "zawłaszczenie" kolejnego terytorium stereotypowo przypisanego kobiecie.
nie kupuję tego
ale na szczęście nie muszę sobie redukowac dysonansu poznawczegoale
za to znam słowo zawzinać :)yyy
no do mnie zupełnie to nie przemawia. sorry, ale jak plazmi mówi - ani ja za gospodarza chlewa, ani on za trzodę ma robić w życiu, nie?inaczej jednak niż met - potrafię lubić facetów, którzy nie potrafią m nie adorować. jesli rekompensują przyjemnością wartkiej rozmowy, dystansem do się, poczuciem humoru, etc..
no
a ja powiem, ze nie czaje, kompletnie, jak tak moznai moze na tym moj problem polega, nie wim...
ale chlop to nie zwierze gospodarcze, zeby go oporzadzac i nie draznic
moze sie myle... facet tez czlowiek, ma mozg, dwie rece i serce i niech ich harmonijnie uzywa, prosze
od
zawzięty.piewrszy raz się spotkałam.
a tekst o efekcie wychowania chłopaka na mężczyznę -no cycus glancus.
az sobie wydrukuję.
co to jest zawzinać?
poza tym dziwny wydźwięk, może bekac, chrapać, chrząkać, paskudzić, bałąganić, puszczać bąki, ale jak przytuli to już jest ok.no nie wiem.
nie przekonuje mnie to.
ja w męzcyzznach nie lubię tego, jak nie umieją kobiet adorować, jak się fochują, zamykają w sobie, jak są nieporadni i sztywni.
a lubię zniewieściałych, chłopczykowatych, nie z hjudż igo, tylko z dystansem do siebie i poczuciem humoru.
pierwszy raz widzę
słowo zawzinać, az musiałam się zastanowić od czego to ;]po prostu bądź? no nie wiem ...
eeeee o nie
ja bym takiemu w ryj strzelila.26 lat wczesniej
sorrryyyyyyy....
Alem się
zdołował. I to nie dlatego, żebym miał te wszystkie wady, które i tak nie miałyby żadnego znaczenia. Również nie przez SPA, bo nie wiem, co to jest, ale przez te gary. Przez to, że ja tak bardzo lubię gotować i nie odmawiam sobie tej przyjemności, a tu się okazuje, że w ten sposób chcę wchodzić w role kobiety. I jak ja sobie teraz z tym poradzę?Mógłbym zostać samicą, ale co na to Moja Kobieta, która w żadnym calu nie jest homo?
Poza tym, beret z glacy za tekst.