[sekundę...] 


REKLAMA
Lubię każdy nowy dzień
Agat [2009-05-07]
Dzień pierwszy.

Wstaję lewą nogą. Idę do kuchni. Po drodze sprawdzam, czy moja Połowica jest już w łazience. Światło się pali, to znaczy że jest.
Nastawiam wodę i robię kawę. Sięgam do lodówki po mleko, a tam ( o zgrozo) puste opakowanie. Moje dziecię jak zwykle nie raczyło po spożyciu poinformować rodzica o braku danego produktu. Nie lubię kawy bez mleka, ale trudno.

Otwieram komputer i sącząc przyrządzony napój czytam kolejne nagłówki w Onet .pl. Zagłębiając się w wyświetloną lekturę czuję coraz większy niesmak, nie tylko z powodu „nie takiej” kawy ale i z powodu: „ojca, który zgwałci i skatował trzynastoletnią córkę, wypadku na A2 gdzie zginęły 3 osoby a dziesięć jest rannych, euro i franka, który nadal idą w górę, wzrostu kryzysu i bezrobocia”.
Mam dosyć. Wstaję i próbuję dostać się do łazienki, to mój czas, ale słyszę „zaraz”. Idę robić kanapki. Znowu próbuję dostać się do łazienki i znowu słyszę „zaraz”. Czas nieubłaganie mija, a ja nadal pod łazienką. W końcu Połowica raczy w wyjść, więc wpadam skracając czas bytności do minimum.

Wybiegam z nie dopiętą garderobą. Na szczęście nie ma mrozu. Nie muszę tracić czasu na skrobanie szyb w samochodzie. Siadam przekręcam kluczyk i słyszę chrobot. Ciśnienie mi się podnosi, ale to nic próbuje jeszcze raz i jeszcze raz. Za trzecim razem słyszę błogi turkot, wyjeżdżam.
Aby uniknąć korków jadę bocznymi drogami. Po drodze muszę przejechać przez przejazd kolejowy i właśnie teraz przed samym nosem opada szlaban. Mówię sobie, pociągi też muszą kiedyś jeździć. Przejechał jeden i nic, szlaban ani drgnie. Przejechał drugi, szlaban ani drgnie. Zaczynam kipieć gdy lokomotywa spokojnie przetacza się z jednego toru na drugi, a szlaban nadal ani drgnie. Gdy zamierzam już nawrócić i jechać inną drogą przejeżdża pośpieszny, szlaban idzie w górę , jadę. Mam nadzieję, ze teraz nadgonię stracony czas. Pozytywne uczucie ogarnia minie z powrotem. Po paru kilometrach pustej drogi doganiam kaszlaka. Za kierownicą Dziadzio w kapelusiku , przyklejony do kierownicy, popyla 30 km na godzinę. Kilka razy próbuję Go wymiąć. A to zakręt, a to ciągła, a to zakaz wyprzedzania. Zaczynam na głos powtarzać „Dziadzio też człowiek”, „Dziadzio też człowiek”. Za piątym „Dziadkiem” nie wytrzymuję i mijam Go łamiąc przy tym wszystkie zakazy i nakazy.
Z przerażeniem patrzę na zegar, a tu z podporządkowanej wyjeżdża kopara. Daję po hamulcach i z trudem udaje mi się uniknąć kasacji. „Duży może więcej”. Jadę za koparą , serce powoli z gardła wraca na swoje miejsce. Kopara skręca.
Droga nareszcie wolna. Dodaję gazu. Na zegarze minęła krytyczna godzina. Toteż gdy z pobocza na mój pas wysuwa się przegubowiec, puszczam go. On wiezie więcej takich ja. Kierowca dziękuję mi światłami. Podbudowuje mnie fakt, że kultura nie całkiem zanikła. Z opóźnieniem docieram do pracy.
W drzwiach firmy wpadam na Szefa. „ Chyba o premii możesz zapomnieć”- słyszę. „K..... fruwać nie potrafię „- krzyczę bez słów.

Lubię każdy nowy dzień, każdy poranek
Po powrocie do domu oświadczam, jutro pół godziny wcześniej łazienka jest moja.

Dzień drugi.

Wstaję nadal lewą nogą. Łazienka jest moja. Jest kawa z mlekiem. Na onet.pl czytam „Emeryci dostaną więcej”, też się cieszę.
W przedpokoju mija mnie dziecię. „Kocham Cię”- oznajmia. Słyszę natychmiast alarm, ile to mnie będzie kosztowało, więc pytam grzecznie „czego”. „Niczego”- odpowiada dziecię i powtarza „kocham Cię”. Też Cię kocham - kwituję, zadzwonię jak dziecię się dobudzi.
Wsiadam do samochodu, silnik turkoce po pierwszym odpaleniu. Jadę. Szlaban otwarty, nie ma dziadka, nie ma kopary, brak przegubowca.
Wschodzące słońce grzeje mnie przez szybę. Świat jest piękny.
Przyjeżdżam do pracy godzinę przed czasem.
Drzwi zamknięte. Czekam spokojnie na konserwatorów powierzchni biurowych. Wraz z nimi pojawia się mój Szef. ”O coś wczoraj się pochrzaniło i będziemy naprawiać bez świadków”- stwierdza.
Na drzwiach widzę napis „szanuj Szefa swego możesz mieć gorszego”. Nie odpowiadam.
Lubię każdy nowy dzień, a zwłaszcza poranki
Postanawiam jeździć autobusem. Połączeniem mam niezłe, wyjdzie taniej i coś
może poczytam. Przestawiam łóżko.

Dzień trzeci.

Wstaję prawą nogą, kawa, komputer, łazienka.
Wychodzę. Czekam na przystanku, jest trochę zimno.
Przyjeżdża autobus. Siadam na ostatnim wolnym miejscu. Wyciągam książkę. Próbuję zagłębić się w treści, ale przeszkadza mi miarowe dudnienie. Obok mnie siedzi młodzian i słucha na cały regulator swojej „muzy. Proszę młodego by ściszył nieco i o dziwo czyni to bez kąśliwych epitetów.
Nadal nie mogę skupić się na lekturze. Robi się coraz ciaśniej. Ktoś prawie leży na moim ramieniu. Czuję fetor. Za mną siedzi „wczorajszy” facet i chrapie na cały głos. Zbiera mi się na mdłości. Widać, że nie tylko mnie, bo jakaś paniusia z hukiem (bez możliwości sprzeciwu) otwiera okno. Wieje prosto na mnie. Jutro katar mam jak w banku. Mdłości mijają.
Dojeżdżam. Wstaję i przeciskam się do wyjścia. Nagle autobus gwałtownie hamuje. Mimo trzymania się poręczy, czuję jakby wyrwano mi bark. Pod naporem tłumu padam na kogoś przede mną zaliczając po drodze policzkiem o obręcz siedzenia. Wysiadam. Idę, więc nogi mam całe i chyba resztę też. Coś mnie jednak telepie. Czuję dziwny ból barku i lewej ręki. Czuję, że coś mi rośnie pod okiem, bo mam coraz mniejsze pole widzenia.
Zastanawiam się, czy mam udać się prosto do szpitala czy do firmy. Wybieram to drugie. Chyba należy zgłosić wypadek w drodze do pracy.
W drzwiach stoi Szef, jakby nie było innego miejsca do stania. Z uśmiechem oznajmia - „o nareszcie ktoś na Tobie się poznał i Ci przyłożył”. Robi mi się dziwnie słodko, obraz zaciera się, padam na glebę.
Lubię każdy nowy dzień, a poranki najbardziej.
strona: 1 2 3
    dodaj do dodajdo

Komentarze

dodaj komentarz
Daguniek [07.08.09/18:21]

Przyjemnie się czytało.

Takie zwyczajne rzeczy, każdy prozaiczny dzień, ale napisałaś tak, jakbym mogła to zobaczyć :)
hand_job [12.05.09/19:45]

hmmmm

każdy ma czasami dzień że wstaje i wie, że będzie zły :) ale mam takie wrażenie jak rozmawiam z ludźmi że zapomnieliśmy jak to jest cieszyć się drobnymi rzeczami cały czas wspominam jak dopadł mnie dól. Wracałam do domu, dookoła same kasztany (nie końskie tylko takie drzewa :P) robiło się ciemno a one zaczęły tak pachnieć że mało nie padłam z zachwytu oczywiście. Dotarło do mnie że skoro mam przyjemność to wąchać, to świat nie może być taki zły i ten dzień też :)
Jaco [08.05.09/21:33]

chyba to trochę znajome

Agat to takie znajome :) Tak jakbym już to kiedyś widział, szczególnie ten przejazd i późniejsze nadganianie czasu. Nie mówię już o stresie związanym ze spóźnieniem i humorem szefa :)
Czekam na więcej :-)
Aha Agat uważaj na siebie szczególnie w podróżach komunikacją miejską
kozucha [08.05.09/11:24]

Agat,

co ci powiem, to ci powiem, ale ci powiem, że na stagnację w stabilizacji to Ty narzekać nie możesz... cuchnie wisielczym humorkiem, a tekst się bardzo dobrze czyta. Na marginesie: Agat, to chyba jednak - ON, nie -ONA? Czy to tylko takie mylne wrażenie, wywołane "połowicą" i "przyłożeniem" w twarz?
piaget [08.05.09/09:48]

o rany

fajnie opissałaś te swoje zmagania.
ja jakos nie mogę się przyzwyczaić do transportu miejskiegi imimo dzidków i koparek na drodze i skrobanie szyb, wybieram to drugie. przynajmniej ładnie pachnie :)
Agat [07.05.09/22:06]

hayde

haha - ta próba powrotu do autobusowego przystosowania ( kiedyś takich korków nie było) przyczyniła się do mozolnej rehabilitacji barku.
Agat [07.05.09/21:57]

Tulia

Rower - dobry ( dla mnie) na wyprawy sobotnio-niedzielne. Do pracy trochę za daleko. Choć mam w zespole takich Entuzjastów, którzy od wczesnej wiosny do późnej jesieni przyjeżdżają na rowerach.
ax [07.05.09/14:26]

...

czytałam już wcześniej...
bardzo fajne :)))
bardzo mi się podoba:)
Tulia [07.05.09/12:45]

Nie ma to jak codzienne zmaganie

się z życiem, na wesoło, ale szefa to masz tego gorszego,
czy przesiadasz się na rower? :))
hist [07.05.09/12:19]

yy

ani zabawne, ani ciekawe. ale optymizmu pogratulować
Truskawka [07.05.09/11:04]

boskie

i nie ma jak optymizm :)) chyba najlepiej byloby nam jednak na rajskiej wyspie :))
hayde [07.05.09/10:48]

haha

przepraszam, ale bawi mnie to autobusowe nieprzystosowanie ;) człowiek przyzwyczaja się do luksusu, a potem czuje się jak w dżungli.
beo [07.05.09/08:07]

Agat

Fajny tekscik, baaardzo obrazowy, bliski moim dniom i odczuwaniu świata. Te poranne problemy przeżywam co dzień na nowo, jak w dniu Świstaka, lub Dniu Świra. I dziadze- ślimaki na drodze i szlabany kolejowe...Kurcze, chyba nie jesteśmy sąsiadami z osiedla???? Teraz też nie lubię środków transportu publicznego, choć kiedyś tyle ksiązek dzięki temu pochłaniałam...
Acha [14.04.09/09:21]

bardzo mi sie podoba

i tekst i bohaterka:)
olhalka [12.03.09/10:19]

to dobre

bardzo mi odpowiada.
Jolax [11.03.09/23:47]

Heh, gratuluję optymizmu.

Przeczytałam z przyjemnością. Optymizm, mam nadzieję - zaraźliwy :)

Pisz i twórz jedyny autorski serwis
dla ludzi, którym się chce!





Cafenews