[sekundę...] 


REKLAMA
Let the sunshine
kozucha [2009-09-11]
Kupować książek już nie mogę, z prozaicznego powodu – nie wcisnę już ani jednej w wielorzędowe i wielowarstwowe głębie szaf i regałów. Podczas próby uzyskania tam jakimś cudem odrobiny miejsca, trafiłam na niemal już zapomnianych „Morderców” E. Kazana. Chociaż tytuł sugeruje kryminalną zawartość, to książka traktuje o zgoła innym temacie, chociaż zbrodnia, niewątpliwie, stanowi jądro wątku tego dzieła.


Akcja rozgrywa się w Ameryce, w niezbyt odległej, a skądinąd znanej wszystkim, choćby ze słyszenia, epoce „dzieci kwiatów”. Niewiele jednak ma wspólnego z musicalem „Hair”. Jeżeli ktoś spodziewa się znaleźć tu opowieść o urokliwej, rozśpiewanej i wielobarwnej kulturze zbuntowanej młodzieży, to się rozczaruje. Autor świadomie uwypukla negatywne aspekty buntu światopoglądowego, umiejętnie zestawiając go z, uporządkowanym pozornie, realizmem świata tzw. porządnych obywateli. Nie staje przy tym po żadnej stronie, próbuje jedynie uświadomić czytelnikowi, że nawet ów bunt, zresztą - każda próba przeciwstawienia się przyjętym zwyczajom, są napiętnowane spuścizną przodków. Nie da się drzewa odciąć od jego korzeni i liczyć, że bez nich wyrośnie zdrowe i bujne. Narkotyki, totalna abnegacja, rozwiązłość, brak wytyczonych celów, pasożytnictwo, nawet – nieuctwo, są jedynie krzywym odzwierciedleniem społecznie usankcjonowanych form i norm. Dzieciarnia ćpa, nie wykazuje nawet elementarnej dbałości o szeroko rozumianą higienę, nie przywiązuje żadnej wagi do więzi uczuciowej, nie hańbi się wysiłkiem fizycznym, ani umysłowym. Zajrzyjmy jednak przez dziurkę od klucza do „wnętrza” ich rodzinnych domów. Cóż tam znajdziemy? Alkohol, którym, jakże „kulturalnie”, w dobranym towarzystwie, topią rozczarowania starzy, awantury rodziców, rozwody, rozczarowania, obojętność. I cała gama pozorów, pozorów wystrojonych w odświętne, kościółkowe ubranka. Jedynym, zbożnym celem dla większości układnych obywateli jest pieniądz, lub kariera zawodowa, także zwykle ściśle związana z forsą. Życie rodzinne toczy się zazwyczaj przed telewizorem.
Podczas upalnych popołudni, całe osiedla rozbrzmiewają hałaśliwymi okrzykami kibiców, rozemocjonowanych byle jakim meczem bardziej, niż orgazmem. Piwo spływa strumieniami, wypoconymi przez ciała ojców i matek. Alternatywą dla TV są kłótnie małżeńskie, czasem nawet bójki. Wszyscy się zdradzają, ale zdrada w czystej pościeli domowych pieleszy, inaczej jest traktowana, niż wolna miłość brudnych, obdartych hippisów. Nie burzy ustalonego porządku, cieszy się cichym przyzwoleniem, nawet kościoła.


Z premedytacją nie mówię o wątku, wokół którego osnuta jest powieść, bo on ma znaczenie drugorzędne. Ważne jest jedynie to, co autor chce nam powiedzieć zdzierając z obu stron konfliktu zasłonę, skrywającą ich wewnętrzną pustkę. Intryguje zastosowana przez Kazana metoda: kiedy już, już czujemy, że nasza sympatia, balansująca na cienkiej linie emocji, przechyla się na tę, czy tamtą stronę, autor niezauważalnie przywraca nam utraconą chwilowo równowagę. Przypomina nieustannie, że oglądany obraz  to nie to, na co się patrzy, ale to, co się chce zobaczyć. Każdy postrzega na swój sposób, zdawałoby się tę samą, nie podlegającą dyskusjom, sprawę. Bo wszyscy patrzymy przez pryzmat naszych, własnych oczekiwań, naszych zasad, poglądów, nawyków. Obiektywizm nie jest naszą najmocniejszą stroną, jak się zdaje.

Nie potrafimy uwolnić się od wpajanych nam od pokoleń zasad, norm współżycia, nawyków i odruchów warunkowych. Mamy pretensje do dzieci, że sięgają po motywy i środki, których nie potrafimy zaakceptować, ale to my stworzyliśmy te dzieci, na nasz obraz i podobieństwo. Tak je wychowaliśmy, daliśmy im przykład. Nie chcą nas, nie akceptują. Nie potrafią jednak znaleźć swojego miejsca na Ziemi, własnego, odmiennego i lepszego sposobu na życie. Uciekają w narkotyki, bo nie potrafią stawić czoła sobie samym. Jedni pozostają zagubieni, aż do końca, a inni… wracają, przystosowując się, ewoluując. Zapominają o młodzieńczym buncie i stają coraz bardziej podobni do nas. Czy to dobrze, czy też źle? Kazan nie udziela odpowiedzi ani na to, ani na wiele innych pytań. A może jednak – udziela? Żeby się tego dowiedzieć, trzeba przeczytać książkę, nie ma rady!
strona: 1 2
    dodaj do dodajdo

Komentarze

dodaj komentarz
kozucha [15.09.09/07:27]

Wu,

obawiam się, że na tę bezludną wyspę ja bym udała się z całym okrętem książek i z jedną tylko walizką ciuchów. Wygłosiłeś tutaj pochwałę sklerozy i chyba coś w tym jest. Lubię, gdy pamięć przywołuje zapomniane wątki, a ja mogę się koncentrować na głębszych treściach.
Met, sama nie wiem, jak mi się to udało, ale dokopałam się do "Ameryka, Ameryka", obie książki leżą i czekają na wysłanie.
Tulia [14.09.09/20:37]

Wuwulec, dobrze mówisz,

dzięki sklerozie, dawno przeczytane książki, po latach smakują jak nowe :))
a ja znam tylko Układ, w obu wersjach, czyli tez bardzo dawno temu czytałam i oglądałam :))
Wuwulec [14.09.09/20:28]

Widzę, Kozi,

że już Cię złożyło z powrotem; zdrówka życzę.
Czytałem to, ale ćwierć wieku temu i nic nie pamiętam, muszę powtórzyć. Swoją drogą, skleroza to fajny wynalazek. Można czytać wiele razy to samo i czuć smak nowości. No i nie trza aż tak dużo książek brać na bezludną wyspę.
yamot [14.09.09/10:23]

no Syks

serio nie mialam pojecia :)

pozytywne zaskoczenie :) juz allegro przeczesalam i o dziwo kilka pozycji jego tam jest :)
kozucha [14.09.09/06:26]

hejka,

trochę mnie rozłożyło, nawet nie wiedziałam, że się ta moja refleksja ukazała! Kazan w ogóle jest the best! Posiadam też "Ameryka, Ameryka" - Syks ma rację - też mucha nie siada. Obie książki mogę wysłać Ci Met, nie ma sprawy, zapodaj adres, wyślę! A gdyby jeszcze inni mieli chęć, to tyż nie ma sprawy - niech pokrążą wśród Broszek. Ja w ogóle bardzo doceniam Kazana, zapytałam kiedyś w wypożyczalni video o jego filmy, właściciel zrobił wielkie oczy, powiedział, że tego nikt nie chce oglądać. Wyszło na to że ja jestem ten NIKT, który chce.
sykstus [13.09.09/14:24]

eee no

kobitki nie wiedzialyscie ze pisal?
a swietny 'uklad' - film potem.
'ameryka ameryka' ksiazka i film rownolegle
dobry byl gosc
Jolax [11.09.09/21:26]

nic dodać nic ująć

mądra recka mądrej (jak sądzę ) książki
Truskawka [11.09.09/11:16]

yamot

no super jest :) co chwile cos nowego :))
yamot [11.09.09/11:08]

pacz Trusia

czlowiek to sie jednak cale zycie uczy nie? :)

fajny ten broszkowy uniwersytet hehehehe :))))
Truskawka [11.09.09/10:53]

z ciekawosci

ja wyszperam - poczulam sie zachecona :))

Podobnie jak Yamot nie widzialam, ze pisal ksiazki. Jego "Tramwaj" jest jednym z moich ulubionych filmow jak rowniez "The last tycoon", ktory wpadl mi w lapki nie dawno z moich ukochanym de Niro.
Jest wiec duza szana, ze i ksiazka mi sie spodoba.
yamot [11.09.09/09:55]

hmmmm

ja Kazana znam przede wszystkim z 'tramwaj zwany pozadaniem' z brando i leigh (rezyser)

nie wiedzialam, ze ksiazki tez pisal :) jak mi wpadnie w rece (bo wydaje mi sie, ze juz tylko w antykwariatach i etc mozna znalezc?) to nie omieszkam przeczytac :)
met [11.09.09/09:10]

bardzo fajna recka

zachęciłą mnie do sięgnięcie po tę ksiązkę. może mi ją podeslesz a potem ci odeślę?:)
ax [11.09.09/07:25]

...

Nie czytałam tego. Już wiem, że koniecznie przeczytać chcę.
I piękne zdanie napisałaś..."oglądany obraz to nie to, na co się patrzy, ale to, co się chce zobaczyć"...jakoś tak ono we mnie usiadło.
Co do prób bycia innym od pokoleń wcześniejszych...uważam, że taki odwrót o 180stopni to jednak za dużo, ale dokładne powielanie też nie jest dobre. Jestem jakoś przekonana, że oscylowanie w okolicach 90 stopni zmian i "niezmian" jest najlepsze:). Ale to już tak luźno sobie dodałam...nie na podstawie książki rzecz jasna:)

Pisz i twórz jedyny autorski serwis
dla ludzi, którym się chce!



Cafenews