Brzózka [01.02.10/15:35]
bardzo tęsknie...
Może małe miasteczka was nie interesują... ale ja w takim się urodziłam i wychowywana byłam 4 lata przez moją kochaną babcie w takim miasteczku, ponieważ moi rodzice pracowali w toruniu.kiedy miałam 5 lat, zamieszkałam z rodzicami w toruniu, tęskniłam za babcią i całą rodziną.
Teraz nadal tak jest. Fakt, że jeżdże na wakacje, na ferie w weekendy, ale to dla mnie za mało. Mieszkam w toruniu, oddalonym o 60 kilometrów od tego miasteczka, a tam mieszka cała moja rodzina. Kiedy ciocia siostra mojej babci, opowiadała mi o życiu, jak byli mali i jeszcze nie było mnie kuzynów rodziców, chciałam żeby nie kończyła tych opowiadań. moja babcia, dziadek, ciocie wujki, rodzice, prababcie i pradziadkowie wychowywali się tam i w okolicach, a ja mieszkam tak daleko, mieszkałam tam tylko 4 lata. :( Chciałabym tam wrócić.
pianistka ;) [01.11.07/12:19]
chemia Krakowa
Ja doskonale Cię rozumiem! Wiem co to znaczy kochac to miasto jak nic na świecie... i wiem jak ciężko stąd odjeżdzać. Znam ten żal. Ale moja marzenia także się spełniły! Teraz jestem studentka 4 roku na Akademii Muzycznej ;)
karola [20.09.06/14:35]
wrocław the best!!!
tak sie zlożyło że po studiach(we wrocku) trafiłam do krakowa. po przeszło roku mogę stwierdzić, że meczy mnie to miasto, ludzie zarozumiali, zero luzu. moim miejscem na ziemi jest Wrocław, kocham to miasto jego atmosferę, otwartość u ludzi. krakusy to ludzie zapatrzeni w siebie, zarozumiali i naprawdę strasznie lecący na kasę. poza tym na ulicach korki, brak jakiejkolwiek przestrzeni. a Wrocław cóż...miasto zieleni, przestrzeni, mostów i Odry...
Grotska [06.09.06/15:16]
Kraków
...moje miasto, tu się urodziłam, tu mieszkam i żyję.
Rynek, Śródmieście, Kazimierz, Wawel to są te moje senne, dziecięce okolice, które pokazywali mi rodzice. Jak dziś pamiętam jak w starym mieszkaniu na Kazimierzu wycięłam sobie na skośno grzywkę, a potem na balkonie razem z bratem wcinałam żelki, z papierowego rożka, zakupione na straganach z kolorowymi słodyczami - gdzie się one podziały? Albo krypty na Wawelu i wielgachny Kościół Mariacki, wtedy gigant i monument, dziś też choć już w innym tych słów znaczeniu. Niezmiennie zachwycające żelazne liście i ornamenty w poszczegulnych kamienicach i uliczkach, to była magia. Albo pozłacane kopuły zabytków, stare uliczki po których kiedyś chodzili książęta i damy...a teraz ja tylko już bez takiej fajnej sukienki i gorsetu.
Jest, wszystko jest w Krakowie - kumulacja. I galerie, muzea, i kościołów, i zabytków od gromu, sklepy, puby, kawiarnie. Czasem takie 'za fajne' to wszystko, męczące, trochę zbyt zamknięte, ale to przechodzi i na nowo zachwycam się rynkiem w nocy, Kościołem mariackim na tle niebieskiego nieba, smokiem na którego właziłam w dzieciństwie a i teraz się zdarza, a co? ;) ...co prawda mieszkam w Nowej Hucie....ludzie powiadają, że to już nie Kraków. A ja się buntuję! Czuję się krakowianką, choć nie wiem czy mam 'prawo'...bo jeśli by ktoś nie wiedział to miało to być oddzielne miasto - miasto przemysłowe. Do Krakowa przyłączono je w 1951r. I jakby nie patrzeć to częścią Krakowa jest, tylko..hmm..ta mentalność ludzi trochę inna. W Hucie jest wszystko takie spokojne(pomijając psycholi ganiających z kosami i dużego wskaźnika przestępczości) i widać ślady socjalistycznych kombinatorów co zostawili po sobie głównie szarość. Dobrze, że ludzie potrafili otrząsnąć się z tej monotonii i przystosować dzielnicę do życia. Teraz to już wszystko jedno...mieszkam w Krakowie i mam 2 rzeczywistości...Nowa Huta i Stare miasto. Chyba Cię rozumiem:)
banana_shake [05.09.06/20:22]
Magia trwa...:)
Taak:) W moim wypadku ciaągle jestem na etapie nr 1 czyli ... wycieczki po Krakowie. Odkrywam, zachwycam się, zakochuje się... Chce studiować psychologię ... gdzie??... Oczywiście w Krakowie:)
keady [05.09.06/17:26]
Czy ja wiem?
Rok temu życie mnie rzuciło do Krakowa, za którym zreszta nie wiedząc czemu nigdy jakoś specjalnie nie przepadałem. I po roku nie zmieniłem zdania. Owszem, jest to piękne miasto, stara klimatyczna architektura i wieczorem mnóstwo fajnych knajpek, ale to co naprawdę dla mnie sprawia, że dobrze się w jakimś mieście czuję, to ludzie. A tu chyba mam pecha, bo na każdym kroku mam do czynienia z arogancją, snobiarstwem i "kim to ja nie jestem". Miasto nadętych ludzi. Miło nie jest. Oczywiście wiadomo, że nie wszyscy są tacy, ale wyjście na obiad i oglądanie min obsługi, a wieczorem starcie po knajpkach z innymi "widzimisię" robi swoje. Chcę uciekać.
Dzień w dzień tęsknię za Wrocławiem, który opuściłem rok temu i czekam tylko na moment, kiedy znowu tam się znajdę. Tam jest moje miejsce.
akasha [05.09.06/15:00]
mój Krakówek
Mieszkam w Krakowie całe moje życie czyli, będąc bardziej precyzyjnym, 21 lat. Chyba nie wyobrażam sobie mieszkania gdzie indziej, no może ewntualnie w magicznym Paryżu. Uwielbiam to leniwe, kawiarniane życie, spacery po ulubionych trasach, nawet zatłoczony Rynek.
madonna [05.09.06/13:42]
Całkowicie się zgdazam
Jestem z Ośwoęcimia który jest kojarzony tylko z obozem ja mamtego dość. Gdy pojechałam do Krakowa chciałam tam zostać lecz nie mogłm. Teraz mam 13 lat i gdy jade do krakowa zawsze chce tam wracać a jeszcze bardzieej chce tam wracać gdy na jakiejś kamienicy zauwazyłam wielką reklamę sklepu H&M z MADONNĄ (uwielbiam madonne) ale nie tylko dlatego tam wracam, Kraków ma jakiś taki fajny klimat i jestem wściekła że stolicę przeniesiono do warszawy (nienawidze warszawy). A KRAKÓW UWIELBIAM
adusia [05.09.06/13:02]
a ja tak daleko od Krakowa... i tak tęsknię!!!!
Teraz wiem, że studia w Krakowie były najwspanialszym okresem w moim życiu - i chociaż większość rodziny mieszka w Krakowie i tam się urodziłam, moi rodzice przenieśli się do małego miasteczka oddalonego o 30 km i tam dorastałam.
Ten szok związany z odkrywaniem nowego miasta, poczuciem osamotnienia i niedopasowania, niespodzianek związanych z tramwajami i autobusami - to wszystko spotkało też mnie, ale szybko minęło i zmieniło się w autentyczne rozczulenie i miłość do starych murów i miejsc z prawdziwą duszą... a poza tym nic nie jest w stanie dorównać poczuciu zwyciestwa gdy wsiądzie się wreszcie we właściwy autobus i to bez niczyjej pomocy;)
Teraz mieszkam 300 km od Krakowa - wyjechałam dla pracy i czuję jakby ktoś zabrał kawałek mnie.. Na pewno tam wrócę, bo nic nie zastąpi poimprezowego spaceru po Grodzkiej o 4 nad ranem...
K... [05.09.06/01:47]
"a w Krakowie na Brackiej...."
hmmm....skad ja to znam....W TYM MIESCIE jest cos niesamowitego. Przyciaga nas i sami nie wiemy co to jest naprawde. Cale dziecinstwo przyjezdzalem do Kraka mniej-wiecej co 2 tygodnie na weekendy (cala moja rodzina mieszka tu) i za kazdym razem kiedy musialem wyjezdzac, plakusialem jak bobr. Gdy bylo coraz blizej studiow, los sprawil mi kolejna niespodzianke - wyladowalem w....Kanadzie. Ale mimo to nie przestalem marzyc o mieszkaniu w Kraku i wrescie sie udalo. Mieszkam troszku w Kraku, a troszku w tym wielkim kraju niedzwiadkow:) Czasami baaaaaaaardzo watpie ze marzenia sie spelniaja, ale niektore mysle ze tak....Pamietajcie - nie przestawajcie miec marzen w zyciu i dozyc do nich...!!!:)
adelka [04.09.06/22:23]
popieram
krakow to miasto gdzie marzenia sa wieksze niz zazwyczaj.......
Ginger [29.08.06/15:45]
A co tam =)
Haha,Kati żebym to ja wiedziała wcześniej ;) Ale, co tam, zaliczyłam piękną wycieczkę krajoznawczą :D
met [29.08.06/14:57]
kati
broszki podejrzewam sobie tak po cichu jeszcze nie było:>
Kati [29.08.06/14:42]
ojoj ;)
ginger, trzeba było poszukać na broszce przewodnika :) a wysłouchów to kurdwanów, nie wola duchacka ;) prawie wieliczka ;)
Aseł [29.08.06/12:32]
ale
Ichnia Akademia Ekonomiczna ma bajeczną salę sportową...
W Krakowie będę w łykend. Ostatnim razem nie było mi zbyt przyjemnie.
Kraków nie jest moją miłością, jeżdżę tam dla ludzi :))
met [29.08.06/12:11]
hmm
ja np. to nie lubi e krakowa. ale może na zasadzie przekory. jak mówili, że Łódź jest brzydka to mnie sie szalenie spodobała, jak mówią, że Kraków taki pienkny, to ja widze tam same wady:D czujesz,nie?:>
ale tak patrząc bez przekory to mam w sumie tak samo. owszem knajpy fajne, ale jak dla mnie miasto bez rewelacji. małe, zatłoczone niemiłosiernie a po wyjściu ze starówki okrutnie brzydkie.
Ginger [29.08.06/11:50]
O to chodzi
Jimmy, właśnie o to chodzi. To, co nieuzasadnione jest zwykle najlepsze. Pozdraaawiam =)
jimmy [29.08.06/11:30]
no dobrze
ale ta "magia" wcale nie znajduje tu uzasadnienia.
lorka [29.08.06/10:52]
Witaj w Krakowie
to ja tylko 10 lat temu, ale ten czas szybko leci.. ( tramwajem byłoby szybciej.. no ale przy dworcu rozkopane wiec chwilowo zmiany w kursach tramwajów:)
pozdrawiam z wysłouchów 44:) ( z osiedla KURDWANÓW a nie z Duchackiej:P)
adriana [28.08.06/21:35]
Super!
Świetnie opisane! Czyta się z przyjemnością. Wiesz, mam podobne odczucia, tylko do Warszawy, a w przyszłym roju, gdy będę sama zaczynałą tam studia, to pewno i doświadczenia podobne:D A zdanie o tym, czemu ja mieszkam w cisanej miejscowości, a inni... powtarzam sobie codziennie. Tylko ładne widoki na góry sprawiają, że jeszcze nie wariuje w Jeleniej Górze:D Pozdrawiam ciepło autorkę!
Komentarze
bardzo tęsknie...
Może małe miasteczka was nie interesują... ale ja w takim się urodziłam i wychowywana byłam 4 lata przez moją kochaną babcie w takim miasteczku, ponieważ moi rodzice pracowali w toruniu.kiedy miałam 5 lat, zamieszkałam z rodzicami w toruniu, tęskniłam za babcią i całą rodziną.Teraz nadal tak jest. Fakt, że jeżdże na wakacje, na ferie w weekendy, ale to dla mnie za mało. Mieszkam w toruniu, oddalonym o 60 kilometrów od tego miasteczka, a tam mieszka cała moja rodzina. Kiedy ciocia siostra mojej babci, opowiadała mi o życiu, jak byli mali i jeszcze nie było mnie kuzynów rodziców, chciałam żeby nie kończyła tych opowiadań. moja babcia, dziadek, ciocie wujki, rodzice, prababcie i pradziadkowie wychowywali się tam i w okolicach, a ja mieszkam tak daleko, mieszkałam tam tylko 4 lata. :( Chciałabym tam wrócić.
chemia Krakowa
Ja doskonale Cię rozumiem! Wiem co to znaczy kochac to miasto jak nic na świecie... i wiem jak ciężko stąd odjeżdzać. Znam ten żal. Ale moja marzenia także się spełniły! Teraz jestem studentka 4 roku na Akademii Muzycznej ;)wrocław the best!!!
tak sie zlożyło że po studiach(we wrocku) trafiłam do krakowa. po przeszło roku mogę stwierdzić, że meczy mnie to miasto, ludzie zarozumiali, zero luzu. moim miejscem na ziemi jest Wrocław, kocham to miasto jego atmosferę, otwartość u ludzi. krakusy to ludzie zapatrzeni w siebie, zarozumiali i naprawdę strasznie lecący na kasę. poza tym na ulicach korki, brak jakiejkolwiek przestrzeni. a Wrocław cóż...miasto zieleni, przestrzeni, mostów i Odry...Kraków
...moje miasto, tu się urodziłam, tu mieszkam i żyję.Rynek, Śródmieście, Kazimierz, Wawel to są te moje senne, dziecięce okolice, które pokazywali mi rodzice. Jak dziś pamiętam jak w starym mieszkaniu na Kazimierzu wycięłam sobie na skośno grzywkę, a potem na balkonie razem z bratem wcinałam żelki, z papierowego rożka, zakupione na straganach z kolorowymi słodyczami - gdzie się one podziały? Albo krypty na Wawelu i wielgachny Kościół Mariacki, wtedy gigant i monument, dziś też choć już w innym tych słów znaczeniu. Niezmiennie zachwycające żelazne liście i ornamenty w poszczegulnych kamienicach i uliczkach, to była magia. Albo pozłacane kopuły zabytków, stare uliczki po których kiedyś chodzili książęta i damy...a teraz ja tylko już bez takiej fajnej sukienki i gorsetu.
Jest, wszystko jest w Krakowie - kumulacja. I galerie, muzea, i kościołów, i zabytków od gromu, sklepy, puby, kawiarnie. Czasem takie 'za fajne' to wszystko, męczące, trochę zbyt zamknięte, ale to przechodzi i na nowo zachwycam się rynkiem w nocy, Kościołem mariackim na tle niebieskiego nieba, smokiem na którego właziłam w dzieciństwie a i teraz się zdarza, a co? ;) ...co prawda mieszkam w Nowej Hucie....ludzie powiadają, że to już nie Kraków. A ja się buntuję! Czuję się krakowianką, choć nie wiem czy mam 'prawo'...bo jeśli by ktoś nie wiedział to miało to być oddzielne miasto - miasto przemysłowe. Do Krakowa przyłączono je w 1951r. I jakby nie patrzeć to częścią Krakowa jest, tylko..hmm..ta mentalność ludzi trochę inna. W Hucie jest wszystko takie spokojne(pomijając psycholi ganiających z kosami i dużego wskaźnika przestępczości) i widać ślady socjalistycznych kombinatorów co zostawili po sobie głównie szarość. Dobrze, że ludzie potrafili otrząsnąć się z tej monotonii i przystosować dzielnicę do życia. Teraz to już wszystko jedno...mieszkam w Krakowie i mam 2 rzeczywistości...Nowa Huta i Stare miasto. Chyba Cię rozumiem:)
Magia trwa...:)
Taak:) W moim wypadku ciaągle jestem na etapie nr 1 czyli ... wycieczki po Krakowie. Odkrywam, zachwycam się, zakochuje się... Chce studiować psychologię ... gdzie??... Oczywiście w Krakowie:)Czy ja wiem?
Rok temu życie mnie rzuciło do Krakowa, za którym zreszta nie wiedząc czemu nigdy jakoś specjalnie nie przepadałem. I po roku nie zmieniłem zdania. Owszem, jest to piękne miasto, stara klimatyczna architektura i wieczorem mnóstwo fajnych knajpek, ale to co naprawdę dla mnie sprawia, że dobrze się w jakimś mieście czuję, to ludzie. A tu chyba mam pecha, bo na każdym kroku mam do czynienia z arogancją, snobiarstwem i "kim to ja nie jestem". Miasto nadętych ludzi. Miło nie jest. Oczywiście wiadomo, że nie wszyscy są tacy, ale wyjście na obiad i oglądanie min obsługi, a wieczorem starcie po knajpkach z innymi "widzimisię" robi swoje. Chcę uciekać.Dzień w dzień tęsknię za Wrocławiem, który opuściłem rok temu i czekam tylko na moment, kiedy znowu tam się znajdę. Tam jest moje miejsce.
mój Krakówek
Mieszkam w Krakowie całe moje życie czyli, będąc bardziej precyzyjnym, 21 lat. Chyba nie wyobrażam sobie mieszkania gdzie indziej, no może ewntualnie w magicznym Paryżu. Uwielbiam to leniwe, kawiarniane życie, spacery po ulubionych trasach, nawet zatłoczony Rynek.Całkowicie się zgdazam
Jestem z Ośwoęcimia który jest kojarzony tylko z obozem ja mamtego dość. Gdy pojechałam do Krakowa chciałam tam zostać lecz nie mogłm. Teraz mam 13 lat i gdy jade do krakowa zawsze chce tam wracać a jeszcze bardzieej chce tam wracać gdy na jakiejś kamienicy zauwazyłam wielką reklamę sklepu H&M z MADONNĄ (uwielbiam madonne) ale nie tylko dlatego tam wracam, Kraków ma jakiś taki fajny klimat i jestem wściekła że stolicę przeniesiono do warszawy (nienawidze warszawy). A KRAKÓW UWIELBIAMa ja tak daleko od Krakowa... i tak tęsknię!!!!
Teraz wiem, że studia w Krakowie były najwspanialszym okresem w moim życiu - i chociaż większość rodziny mieszka w Krakowie i tam się urodziłam, moi rodzice przenieśli się do małego miasteczka oddalonego o 30 km i tam dorastałam.Ten szok związany z odkrywaniem nowego miasta, poczuciem osamotnienia i niedopasowania, niespodzianek związanych z tramwajami i autobusami - to wszystko spotkało też mnie, ale szybko minęło i zmieniło się w autentyczne rozczulenie i miłość do starych murów i miejsc z prawdziwą duszą... a poza tym nic nie jest w stanie dorównać poczuciu zwyciestwa gdy wsiądzie się wreszcie we właściwy autobus i to bez niczyjej pomocy;)
Teraz mieszkam 300 km od Krakowa - wyjechałam dla pracy i czuję jakby ktoś zabrał kawałek mnie.. Na pewno tam wrócę, bo nic nie zastąpi poimprezowego spaceru po Grodzkiej o 4 nad ranem...
"a w Krakowie na Brackiej...."
hmmm....skad ja to znam....W TYM MIESCIE jest cos niesamowitego. Przyciaga nas i sami nie wiemy co to jest naprawde. Cale dziecinstwo przyjezdzalem do Kraka mniej-wiecej co 2 tygodnie na weekendy (cala moja rodzina mieszka tu) i za kazdym razem kiedy musialem wyjezdzac, plakusialem jak bobr. Gdy bylo coraz blizej studiow, los sprawil mi kolejna niespodzianke - wyladowalem w....Kanadzie. Ale mimo to nie przestalem marzyc o mieszkaniu w Kraku i wrescie sie udalo. Mieszkam troszku w Kraku, a troszku w tym wielkim kraju niedzwiadkow:) Czasami baaaaaaaardzo watpie ze marzenia sie spelniaja, ale niektore mysle ze tak....Pamietajcie - nie przestawajcie miec marzen w zyciu i dozyc do nich...!!!:)popieram
krakow to miasto gdzie marzenia sa wieksze niz zazwyczaj.......A co tam =)
Haha,Kati żebym to ja wiedziała wcześniej ;) Ale, co tam, zaliczyłam piękną wycieczkę krajoznawczą :Dkati
broszki podejrzewam sobie tak po cichu jeszcze nie było:>ojoj ;)
ginger, trzeba było poszukać na broszce przewodnika :) a wysłouchów to kurdwanów, nie wola duchacka ;) prawie wieliczka ;)ale
Ichnia Akademia Ekonomiczna ma bajeczną salę sportową...W Krakowie będę w łykend. Ostatnim razem nie było mi zbyt przyjemnie.
Kraków nie jest moją miłością, jeżdżę tam dla ludzi :))
hmm
ja np. to nie lubi e krakowa. ale może na zasadzie przekory. jak mówili, że Łódź jest brzydka to mnie sie szalenie spodobała, jak mówią, że Kraków taki pienkny, to ja widze tam same wady:D czujesz,nie?:>ale tak patrząc bez przekory to mam w sumie tak samo. owszem knajpy fajne, ale jak dla mnie miasto bez rewelacji. małe, zatłoczone niemiłosiernie a po wyjściu ze starówki okrutnie brzydkie.
O to chodzi
Jimmy, właśnie o to chodzi. To, co nieuzasadnione jest zwykle najlepsze. Pozdraaawiam =)no dobrze
ale ta "magia" wcale nie znajduje tu uzasadnienia.Witaj w Krakowie
to ja tylko 10 lat temu, ale ten czas szybko leci.. ( tramwajem byłoby szybciej.. no ale przy dworcu rozkopane wiec chwilowo zmiany w kursach tramwajów:)pozdrawiam z wysłouchów 44:) ( z osiedla KURDWANÓW a nie z Duchackiej:P)
Super!
Świetnie opisane! Czyta się z przyjemnością. Wiesz, mam podobne odczucia, tylko do Warszawy, a w przyszłym roju, gdy będę sama zaczynałą tam studia, to pewno i doświadczenia podobne:D A zdanie o tym, czemu ja mieszkam w cisanej miejscowości, a inni... powtarzam sobie codziennie. Tylko ładne widoki na góry sprawiają, że jeszcze nie wariuje w Jeleniej Górze:D Pozdrawiam ciepło autorkę!