Mój Tato
Isiu... [03.03.10/06:47]
nie wiem, czy to będzie pocieszenie, czy nie, ale spróbuję: W tej rozpaczy jest coś pozytywnego jednak, bo ona świadczy o tym, że miałaś dobrego, wartego kochania, ojca. Są tacy, którzy zamiast tęsknoty i bólu czuliby ulgę. Trzymaj się cieplutko, przetrwasz, a ból zmieni z czasem swój odcień. Buźka.
Isiu... [03.03.10/06:47]
nie wiem, czy to będzie pocieszenie, czy nie, ale spróbuję: W tej rozpaczy jest coś pozytywnego jednak, bo ona świadczy o tym, że miałaś dobrego, wartego kochania, ojca. Są tacy, którzy zamiast tęsknoty i bólu czuliby ulgę. Trzymaj się cieplutko, przetrwasz, a ból zmieni z czasem swój odcień. Buźka.
Modne rady
niby [22.02.10/10:31]
się zachwycasz, a niczego nie stosujesz :(
a ja tam stosuję: każą gimnastykę poranną, to ja - raz, dwa, lewa noga do góry, prawa noga do góry i... Kawy nie pić - to ja tylko herbatkę, zieloną.
Jajka podwyższają cholesterol - to ja faceta na oddzielne łóżko. Zarazki się przenoszą z rąk do rąk, to ja udaję, że nie poznaję znajomych, tak na wszelki wypadek. Itakdalejetcetera. I proszę, jak zdrowo żyję, aż ...płakać się chce, no płakać się chce...
Bliskość?
Czytając, [03.02.10/15:02]
uświadomiłam sobie, że dzisiaj, faktycznie, używa się słowa "bliskość" w nieco innym znaczeniu, niż dawniej. "Jesteśmy ze sobą blisko" znaczy, jak mi się zdaje, tyle, co "jesteśmy ze sobą", czy tak? Cóż, moi "bliscy" to dla mnie "moja najbliższa rodzina", co wcale nie musi zaraz znaczyć, że akurat to osoby najukochańsze na świecie. Bywa różnie, różniście... Bliskość od miłości może dzielić przepaść. I z wrogiem też chyba można być blisko, niestety...Qrczę, jedno słowo, a tyle może rodzić nieporozumień. Ale Cię wzięło na rozmyślania! To chyba przez tę biel za oknem.
W kabarecie najfajniejsze są skrzypaczki
O rany! [01.02.10/14:16]
A już myślałam, że tylko mnie się wydaje, że to już nie jest śmieszne, tylko żałosne! Uff, od razu mi lepiej, bo to znaczy, że jeszcze nie do końca ze mną źle. Jeżeli idzie o Dańca, to temat nie nadający się nawet na zwykły komentarz. Jest jeszcze wielu podobnych - oglądam, słucham i nie wiem, w którym miejscu się śmiać.
Jeden taki poranek
Emi, [27.01.10/06:58]
Małe i duże tęsknoty towarzyszą nam zawsze i wszędzie, gdziekolwiek jesteśmy. Można być na emigracji we własnym kraju. Wystarczy, że się wyprowadzisz z własnego grajdołka do innego, kilkaset km dalej i - już jest ta ckliwość za progiem. Socjalizm dawał milionom ludzi poczucie , że żyją na emigracji, chociaż niby u siebie. Tym, którzy nie umieli się pogodzić ze status quo. A nawet, gdy mieszkasz całe życie w jednym miejscu, gdy niby wszystko się układa jako tako, albo całkiem pozytywnie, to też znajdziesz powód do nostalgii, choćby za dzieciństwem, beztroskim i radosnym. Dzieci ci dorosną – potęsknisz za czasem, gdy małe szkraby plątały się pod nogami, zadając tysiące trudnych pytań, ale nie drżałaś jeszcze o to, jakimi będą ludźmi, gdy dorosną. Na marginesie: w Polsce też ulice są puste i martwe. Pamiętasz może piosenkę Krystyny Prońko „Małe tęsknoty”? Wszyscy je mamy.
Życzę Ci, żebyś znalazła sposób na pogodzenie się z własnymi:)
Thiller moralny Olgi Tokarczuk
Chyba [21.01.10/16:01]
kupię. I myślę, że gdyby reklama nie była tak natrętna, a opierała się na prostocie rzetelnego przekazu, bez udziwnień i egzaltacji - jak ta recenzja - to wiele omijanych produktów lepiej by się sprzedawało... Książka musi być wyjątkowo dobra, sądząc z Twojego tekstu, Met. :)
Smażone banany z lodami waniliowymi
co racja [18.01.10/07:09]
to racja, Moiro: smażone banany są pycha, byle bez lodów, bo tych nie lubię! Czasami robię też wariację z ryżem: ryż w torebce gotowany z dodatkiem mleka, banany i jabłka smażone na maśle z dodatkiem miodu cynamonu ( na końcu!) i wszystko wymieszane i udekorowane jogurtem wymieszanym z cukrem pudrem. Ale to jako kolacja bywa. :)
Cud na Boże Narodzenie
Się rozumie, [29.12.09/14:31]
Marie! Mój koment też ciut z przymrużeniem oka traktuj! :)))
Ale serial możesz śmiało smarować, bez dwu zdań!
Cud na Boże Narodzenie
mam [29.12.09/10:31]
niewielki niedosyt. Zgrabnie skomponowałaś tę historyjkę. O mało bym się wzruszyła do łez, tylko cud nie nastąpił!!! Gdzie ten cud? Się pytam! Bo nie wiem, może to tylko listonosz przyniósł paczkę z odesłanym przez Niego biustonoszem, pozostawionym ostatnim razem niechcący? Hej, to ja czekam na ten cud. Zapodawaj, Marie kolejny odcinek serialu. :)
Ciepłe i seksowne
Hej, [22.12.09/09:08]
wprawdzie mam wrażenie, że gacie chronią tylko konkretne ( chociaż, być może - różne, różniste) członki, a inne marzną sobie skutecznie, a ciąża raczej spowodowana była aktywnością "terapeutyczną" przyjaciela, niż tym cudem z branży bieliźniarskiej, zaś dziurawa rakieta w kosmosie sprawdzić się nie może z przyczyn ssących, to tak czy owak BroMarket mi się spodobał ogromnie. Znowu poprawiłaś mi nastrój na cały, trudny dzień, za co serdeczne dzięki!:) I równie Wesołych Świąt!!!!
Lekcja męskiej anatomii
Kapitalne! [16.12.09/07:04]
Pog, naładowałaś mi akumulatory na cały dzień, śmiałam się tak, że chyba pobudziłam wszystkich, okolicznych mieszkańców! :):):):)
Myślałam, że będzie poważnie, a tu - no, masz poczucie humoru, Dziewczyno!!!!
I tak trzymaj!
Kiedyś byłem średnim chłopcem, hej
Z [15.12.09/09:18]
jednym się nie zgodzę: moim zdaniem, chociaż Cię nie znałam, nigdy nie byłeś średnim chłopcem. Zawsze byłeś wyjątkowy, to wyraźnie się czuje. Co wcale nie znaczy, że wyjątkowość zawsze miała wydźwięk pozytywny! Nie wyobrażaj sobie! :)
A poważnie już: kiedy próbuję przywołać własne wspomnienia, to łapię się podobnych wątpliwościach - czy to gdzieś oglądałam, a może czytałam lub śniło mi się, a może to zdarzyło się komuś innemu? I dochodzę do wniosku, że to właściwie bez znaczenia - prawda, czy fałsz! Wyciągam wnioski, a czy ze swoich, czy nie swoich przeżyć, to żądna różnica, a może jednak - różnica? Muszę to przemyśleć...
13.12 - Chory z bezsilności?
Wu, [15.12.09/09:07]
nie mogę powiedzieć, że przeczytałam z przyjemnością, bo to nie jest przyjemny artykuł. Przeczytałam ze zrozumieniem i uwagą. Stan wojenny zastał mnie ciut starszą, niż Ty, w tamtym czasie. Wtedy też czuliśmy się bezsilni, jedyne, na co nas było stać, to grupowe wyśpiewywanie nocami niepoprawnych politycznie piosenek. I na nic ponadto... Dzisiaj nie czujemy się już bezsilni, raczej zrezygnowani, bo widzimy, że społeczeństwo inaczej pojęło wolność, niż ją sobie wyobrażali ci, którzy o nią wtedy walczyli ( nie, nie ja, też byłam w pewnym sensie tchórzem). Chciałbyś miłośników Jaruzela i WRON-y przekonać do zmiany poglądów? Nie ma szans. Przekonywanie nie ma szans.
Przy okazji dyskusji o patriotyzmie, też się zastanawiałam, dlaczego nam było trudno podjąć walkę, w czasie tej polsko-jaruzelskiej wojny? Dlaczego nie umieliśmy się porwać na te Wrony? Myślę, że być może powód był prosty - po drugiej stronie barykady też byli "nasi", zmobilizowani siłą bracia, mężowie, synowie... Z drugiej strony - jak się czegoś nie zrobiło, to każde wytłumaczenie jest dobre. Bo człowiekowi wstyd.
Dawno temu...
a ja [14.12.09/09:53]
smak prawdziwych paróweczek, które kupowało się w Hali Marymonckiej, tak cudnie pachnących, że żołądek przysysał się do kręgosłupa...I kawę Orient, albo Super, zdobywaną spod lady. I Burdę, która pozwalała uszyć sobie coś modnego, nietuzinkowego, dzięki czemu uchylała się nieco żelazna kurtyna. Też wolę to, co teraz, możliwość dokonywania wyboru.
Mężczyno, nie wszystko w tobie lubię...
Na początek, [13.12.09/12:41]
dla tych, którzy nie znają, bo to rzadko używane słówko, "zawzinać": www.sjp.pl/co/zawzina%E6
Nie należy brać wszystkiego dosłownie. Wu, bravo, podszedłeś do tekstu z humorem, bo wiesz, ze nie w gotowaniu tkwi sedno.Tych kilka, przykładowych wad nie przynależy do jednego tylko faceta, to zlepek różnych, różnistych menów, z którymi na co dzień się ma do czynienia.
Każda kobieta ma inne oczekiwania i dobrze. Mnie akurat nudzą mężczyźni "zawsze pod krawatem", wypielęgnowani i delikatni. Tacy należą do tzw. lwów salonowych, ja jednak wolę lwy prawdziwe. :)
taktyki wpływu społecznego w związkach
ja, [10.12.09/06:33]
z powodzeniem, w takiej kolejności: czarowanie, błaganie, argumentowanie. Mój partner czasem preferuje dąsanie. Ale zauważyłam, że mężczyźni często dąsają się nie tylko w związkach, w pracy też. Przy tym dąsają się na decyzje kobiet, nie mężczyzn. Dlaczego tak - to jasne, jak słońce.
Nienawiść - grzech mój główny
Że [08.12.09/08:48]
ktoś mnie próbuje religijnie wpuścić w kanał, zorientowałam się w wieku lat 12, jeszcze bez doświadczeń i przeżyć traumatycznych. Nie przeszkadzają mi ludzie głęboko wierzący, gdy naprawdę są przekonani, że ich wiara ma sens. Nieznośni są tylko nawiedzeni fanatycy, dla których wiara jest narzędziem , czymś w rodzaju kija baseballowego. I tak też jej używają. Wiesz, Maga, znam ludzi, którym głęboka wiara pomogła przetrwać śmierć dziecka, to chyba dobrze, dla nich. Każdemu może potrzeba innego rodzaju kataplazmu na obolałą duszę? Przejmująca treść, dobry artykuł, tak uważam.
Czego mężczyźni nie lubią w kobietach?
Lubią, [08.12.09/08:40]
nie lubią, ale są z nami ostatecznie. My też nie wszystko lubimy, ale - też jesteśmy z nimi. I zawsze to raźniej, wiedzieć, że ten KTOŚ też ma wady. Bez skazy są tylko modelki na okładkach kolorowych piśmideł. I rodziny aktorów, chwalących się przed kamerą, trzecią, albo czwartą, zawsze idealną, żoną i gromadką niesprawiających żadnych kłopotów dzieci.
Komentarze
Isiu... [03.03.10/06:47]
nie wiem, czy to będzie pocieszenie, czy nie, ale spróbuję: W tej rozpaczy jest coś pozytywnego jednak, bo ona świadczy o tym, że miałaś dobrego, wartego kochania, ojca. Są tacy, którzy zamiast tęsknoty i bólu czuliby ulgę. Trzymaj się cieplutko, przetrwasz, a ból zmieni z czasem swój odcień. Buźka.Isiu... [03.03.10/06:47]
nie wiem, czy to będzie pocieszenie, czy nie, ale spróbuję: W tej rozpaczy jest coś pozytywnego jednak, bo ona świadczy o tym, że miałaś dobrego, wartego kochania, ojca. Są tacy, którzy zamiast tęsknoty i bólu czuliby ulgę. Trzymaj się cieplutko, przetrwasz, a ból zmieni z czasem swój odcień. Buźka.niby [22.02.10/10:31]
się zachwycasz, a niczego nie stosujesz :(a ja tam stosuję: każą gimnastykę poranną, to ja - raz, dwa, lewa noga do góry, prawa noga do góry i... Kawy nie pić - to ja tylko herbatkę, zieloną.
Jajka podwyższają cholesterol - to ja faceta na oddzielne łóżko. Zarazki się przenoszą z rąk do rąk, to ja udaję, że nie poznaję znajomych, tak na wszelki wypadek. Itakdalejetcetera. I proszę, jak zdrowo żyję, aż ...płakać się chce, no płakać się chce...
Czytając, [03.02.10/15:02]
uświadomiłam sobie, że dzisiaj, faktycznie, używa się słowa "bliskość" w nieco innym znaczeniu, niż dawniej. "Jesteśmy ze sobą blisko" znaczy, jak mi się zdaje, tyle, co "jesteśmy ze sobą", czy tak? Cóż, moi "bliscy" to dla mnie "moja najbliższa rodzina", co wcale nie musi zaraz znaczyć, że akurat to osoby najukochańsze na świecie. Bywa różnie, różniście... Bliskość od miłości może dzielić przepaść. I z wrogiem też chyba można być blisko, niestety...Qrczę, jedno słowo, a tyle może rodzić nieporozumień. Ale Cię wzięło na rozmyślania! To chyba przez tę biel za oknem.O rany! [01.02.10/14:16]
A już myślałam, że tylko mnie się wydaje, że to już nie jest śmieszne, tylko żałosne! Uff, od razu mi lepiej, bo to znaczy, że jeszcze nie do końca ze mną źle. Jeżeli idzie o Dańca, to temat nie nadający się nawet na zwykły komentarz. Jest jeszcze wielu podobnych - oglądam, słucham i nie wiem, w którym miejscu się śmiać.Gratulacje [29.01.10/11:58]
dla Mamy!!!!!! I wszystkiego naj naj maleńkiej Polci - na okoliczność ukończenia pierwszej doby na tym świecie !Emi, [27.01.10/06:58]
Małe i duże tęsknoty towarzyszą nam zawsze i wszędzie, gdziekolwiek jesteśmy. Można być na emigracji we własnym kraju. Wystarczy, że się wyprowadzisz z własnego grajdołka do innego, kilkaset km dalej i - już jest ta ckliwość za progiem. Socjalizm dawał milionom ludzi poczucie , że żyją na emigracji, chociaż niby u siebie. Tym, którzy nie umieli się pogodzić ze status quo. A nawet, gdy mieszkasz całe życie w jednym miejscu, gdy niby wszystko się układa jako tako, albo całkiem pozytywnie, to też znajdziesz powód do nostalgii, choćby za dzieciństwem, beztroskim i radosnym. Dzieci ci dorosną – potęsknisz za czasem, gdy małe szkraby plątały się pod nogami, zadając tysiące trudnych pytań, ale nie drżałaś jeszcze o to, jakimi będą ludźmi, gdy dorosną. Na marginesie: w Polsce też ulice są puste i martwe. Pamiętasz może piosenkę Krystyny Prońko „Małe tęsknoty”? Wszyscy je mamy.Życzę Ci, żebyś znalazła sposób na pogodzenie się z własnymi:)
Chyba [21.01.10/16:01]
kupię. I myślę, że gdyby reklama nie była tak natrętna, a opierała się na prostocie rzetelnego przekazu, bez udziwnień i egzaltacji - jak ta recenzja - to wiele omijanych produktów lepiej by się sprzedawało... Książka musi być wyjątkowo dobra, sądząc z Twojego tekstu, Met. :)co racja [18.01.10/07:09]
to racja, Moiro: smażone banany są pycha, byle bez lodów, bo tych nie lubię! Czasami robię też wariację z ryżem: ryż w torebce gotowany z dodatkiem mleka, banany i jabłka smażone na maśle z dodatkiem miodu cynamonu ( na końcu!) i wszystko wymieszane i udekorowane jogurtem wymieszanym z cukrem pudrem. Ale to jako kolacja bywa. :)Się rozumie, [29.12.09/14:31]
Marie! Mój koment też ciut z przymrużeniem oka traktuj! :)))Ale serial możesz śmiało smarować, bez dwu zdań!
mam [29.12.09/10:31]
niewielki niedosyt. Zgrabnie skomponowałaś tę historyjkę. O mało bym się wzruszyła do łez, tylko cud nie nastąpił!!! Gdzie ten cud? Się pytam! Bo nie wiem, może to tylko listonosz przyniósł paczkę z odesłanym przez Niego biustonoszem, pozostawionym ostatnim razem niechcący? Hej, to ja czekam na ten cud. Zapodawaj, Marie kolejny odcinek serialu. :)Hej, [22.12.09/09:08]
wprawdzie mam wrażenie, że gacie chronią tylko konkretne ( chociaż, być może - różne, różniste) członki, a inne marzną sobie skutecznie, a ciąża raczej spowodowana była aktywnością "terapeutyczną" przyjaciela, niż tym cudem z branży bieliźniarskiej, zaś dziurawa rakieta w kosmosie sprawdzić się nie może z przyczyn ssących, to tak czy owak BroMarket mi się spodobał ogromnie. Znowu poprawiłaś mi nastrój na cały, trudny dzień, za co serdeczne dzięki!:) I równie Wesołych Świąt!!!!Kapitalne! [16.12.09/07:04]
Pog, naładowałaś mi akumulatory na cały dzień, śmiałam się tak, że chyba pobudziłam wszystkich, okolicznych mieszkańców! :):):):)Myślałam, że będzie poważnie, a tu - no, masz poczucie humoru, Dziewczyno!!!!
I tak trzymaj!
Z [15.12.09/09:18]
jednym się nie zgodzę: moim zdaniem, chociaż Cię nie znałam, nigdy nie byłeś średnim chłopcem. Zawsze byłeś wyjątkowy, to wyraźnie się czuje. Co wcale nie znaczy, że wyjątkowość zawsze miała wydźwięk pozytywny! Nie wyobrażaj sobie! :)A poważnie już: kiedy próbuję przywołać własne wspomnienia, to łapię się podobnych wątpliwościach - czy to gdzieś oglądałam, a może czytałam lub śniło mi się, a może to zdarzyło się komuś innemu? I dochodzę do wniosku, że to właściwie bez znaczenia - prawda, czy fałsz! Wyciągam wnioski, a czy ze swoich, czy nie swoich przeżyć, to żądna różnica, a może jednak - różnica? Muszę to przemyśleć...
Wu, [15.12.09/09:07]
nie mogę powiedzieć, że przeczytałam z przyjemnością, bo to nie jest przyjemny artykuł. Przeczytałam ze zrozumieniem i uwagą. Stan wojenny zastał mnie ciut starszą, niż Ty, w tamtym czasie. Wtedy też czuliśmy się bezsilni, jedyne, na co nas było stać, to grupowe wyśpiewywanie nocami niepoprawnych politycznie piosenek. I na nic ponadto... Dzisiaj nie czujemy się już bezsilni, raczej zrezygnowani, bo widzimy, że społeczeństwo inaczej pojęło wolność, niż ją sobie wyobrażali ci, którzy o nią wtedy walczyli ( nie, nie ja, też byłam w pewnym sensie tchórzem). Chciałbyś miłośników Jaruzela i WRON-y przekonać do zmiany poglądów? Nie ma szans. Przekonywanie nie ma szans.Przy okazji dyskusji o patriotyzmie, też się zastanawiałam, dlaczego nam było trudno podjąć walkę, w czasie tej polsko-jaruzelskiej wojny? Dlaczego nie umieliśmy się porwać na te Wrony? Myślę, że być może powód był prosty - po drugiej stronie barykady też byli "nasi", zmobilizowani siłą bracia, mężowie, synowie... Z drugiej strony - jak się czegoś nie zrobiło, to każde wytłumaczenie jest dobre. Bo człowiekowi wstyd.
a ja [14.12.09/09:53]
smak prawdziwych paróweczek, które kupowało się w Hali Marymonckiej, tak cudnie pachnących, że żołądek przysysał się do kręgosłupa...I kawę Orient, albo Super, zdobywaną spod lady. I Burdę, która pozwalała uszyć sobie coś modnego, nietuzinkowego, dzięki czemu uchylała się nieco żelazna kurtyna. Też wolę to, co teraz, możliwość dokonywania wyboru.Na początek, [13.12.09/12:41]
dla tych, którzy nie znają, bo to rzadko używane słówko, "zawzinać": www.sjp.pl/co/zawzina%E6Nie należy brać wszystkiego dosłownie. Wu, bravo, podszedłeś do tekstu z humorem, bo wiesz, ze nie w gotowaniu tkwi sedno.Tych kilka, przykładowych wad nie przynależy do jednego tylko faceta, to zlepek różnych, różnistych menów, z którymi na co dzień się ma do czynienia.
Każda kobieta ma inne oczekiwania i dobrze. Mnie akurat nudzą mężczyźni "zawsze pod krawatem", wypielęgnowani i delikatni. Tacy należą do tzw. lwów salonowych, ja jednak wolę lwy prawdziwe. :)
ja, [10.12.09/06:33]
z powodzeniem, w takiej kolejności: czarowanie, błaganie, argumentowanie. Mój partner czasem preferuje dąsanie. Ale zauważyłam, że mężczyźni często dąsają się nie tylko w związkach, w pracy też. Przy tym dąsają się na decyzje kobiet, nie mężczyzn. Dlaczego tak - to jasne, jak słońce.Że [08.12.09/08:48]
ktoś mnie próbuje religijnie wpuścić w kanał, zorientowałam się w wieku lat 12, jeszcze bez doświadczeń i przeżyć traumatycznych. Nie przeszkadzają mi ludzie głęboko wierzący, gdy naprawdę są przekonani, że ich wiara ma sens. Nieznośni są tylko nawiedzeni fanatycy, dla których wiara jest narzędziem , czymś w rodzaju kija baseballowego. I tak też jej używają. Wiesz, Maga, znam ludzi, którym głęboka wiara pomogła przetrwać śmierć dziecka, to chyba dobrze, dla nich. Każdemu może potrzeba innego rodzaju kataplazmu na obolałą duszę? Przejmująca treść, dobry artykuł, tak uważam.Lubią, [08.12.09/08:40]
nie lubią, ale są z nami ostatecznie. My też nie wszystko lubimy, ale - też jesteśmy z nimi. I zawsze to raźniej, wiedzieć, że ten KTOŚ też ma wady. Bez skazy są tylko modelki na okładkach kolorowych piśmideł. I rodziny aktorów, chwalących się przed kamerą, trzecią, albo czwartą, zawsze idealną, żoną i gromadką niesprawiających żadnych kłopotów dzieci.