No, dobra, ja się przyznaję, że fanką kiecek nigdy nie byłam. Jako kilkuletnia dziewczynka wolałam chować się przed kuzynami na osmolonym dachu niż stroić w spódniczki i koraliki. Kiedy babcia wychodziła na zakupy, ja z dziadkiem karmiłam makaronem rybki w stawiku pod orzechowym drzewkiem. No, albo ratowałam z opresji królika, który ni cholerę nie chciał nauczyć się chodzić przy nodze, za to z powodzeniem uciekał w krzaki agrestu. Potem też jakoś do spódnic przekonać się nie mogłam. Historię kieckową jednak w zanadrzu mam, całkiem świeżą zresztą…
*
Tą spódnicę kupiłam zupełnie przypadkiem, wchodząc do sklepu-z-wszystkim po jakieś świeczki albo inne bibeloty. Spodobał mi się turkusowy kwiatowy wzór i cieniutki, idealny na lato materiał. Porwałam więc ją z wieszaka, ubrałam i stwierdziłam, że jest… trochę za duża. Taka była jednak urocza i zwiewna, że nie mogłam jej nie wziąć, a zsunięta niżej, na biodra prezentowała się i tak całkiem całkiem.
Tak się złożyło, że zupełnie nieoczekiwanie
kilka tygodni później pakowałam się na wyjazd do Indii… ‘Zupełnie nieoczekiwanie’ brzmi komicznie, jakby to była wycieczka do sąsiedniego miasta, ale to właśnie jest najbardziej adekwatne określenie tej sytuacji. Zanim zorientowałam się, co się dzieje, miałam zamówiony bilet, a potem to już wszystko poszło ot tak – pstryk!
Z wypełnieniem walizki miałam problem, muszę przyznać, choć zwykle to raczej dopiąć jej nie umiem. W Indiach jednak moje koszulki na cieniutkich ramiączkach nie bardzo by mi się przydały. Tam trzeba się raczej pozakrywać, nie wypadało mi paradować z odsłoniętymi ramionami czy większym dekoltem… Dlatego zwykle ubierałam dżinsy albo jakieś spodnie za kolano, a do tego tuniki.
Spódnicę moją jednak zabrałam… z planem założenia jej, kiedy pojedziemy do Delhi…
Ubrałam ją któregoś dnia, kiedy wybieraliśmy się na Taj Mahal - święcie przekonana, że będzie się tam roiło od turystów z Europy. A turyści, wiadomo, ludzie raczej na luzie, poubierani według własnego gustu i jak im najbardziej wygodnie – pomyślałam, że nie będę czuła się niezręcznie, wyglądając inaczej zupełnie niż inni. Deczko się zdziwiłam, kiedy wokół mnie byli niemal sami Hindusi. S. tłumaczył mi, że większość turystów to pewnie ludzie z Bangladeszu, dlatego niemal nie rozróżniałam ich od tych z Indii. Wyróżniałam się z tłumu, nie powiem :) Spódnica moja tańcząca na wietrze, obcisła bluzka, kapelusz z wielkim rondem i ciemne okulary… No i przygoda kieckowa się zaczęła! Ile ja się przez tą kieckę wstydu najadłam…
Miałam szał zdjęciowy i fotografowałam wszystko, co się dało i jak rzadko – bez specjalnych oporów dałam się fotografować. To dopiero było! Kiedy tylko S. zbliżał się do mnie z aparatem, otaczał go tłum Bengalczyków, zaglądających mu w obiektyw. Było kilka chwil, kiedy czułam się jak główna atrakcja, zaraz po Taj Mahalu :) Na przykład, gdy zabawni, śmiejący się do mnie ludzie podchodzili i pytali, czy mogą zrobić sobie ze mną zdjęcie. Albo, kiedy młodzi mężczyźni zagadnęli mnie, czy mogą obejrzeć mój kapelusz. Żartowałam potem, że może myślą, że jestem modelką Europy, która przyjechała na sesję zdjęciową z własnym fotografem.
Najśmieszniej było, kiedy S. chciał zrobić mi zdjęcie, na którym miałam siedzieć na niewielkim murku na Taj Mahal. Murek był bardzo wąski, dlatego raczej oparłam się o niego niż rzeczywiście usiadłam. Wiał dość silny wiatr, więc od razu złapałam kapelusz, żeby nie odfrunął mi z głowy. O spódnicy jednak nie pomyślałam… Bengalczycy stojący po drugiej stronie aparatu mieli niezły ubaw! Ze spódnicą niemal na twarzy przez chwilę nie wiedziałam co zrobić z rękami! :) Bałam się, że przewrócę się do tyłu, trzymałam kapelusz i starałam się opanować kieckę, latającą gdzie jej się żywnie podobało :)
Za to dziś chwalę się zręcznością i tym właśnie zdjęciem.
Na tym jednak nie koniec humorów mojej spódnicy. W drodze powrotnej bowiem też wycięła mi niezły numer…
Idąc, zachwycałam się tym wszystkim, co dopiero zobaczyłam. Mało co mogło mi wtedy przeszkodzić w ‘ochach’, ‘achach’ i zachwytach. Byłam pod takim wrażeniem Taj Mahalu i tego, że spełniło się moje marzenie, żeby tam być…, że naprawdę na niewiele rzeczy zwracałam uwagę. Bengalczycy jednak nie dawali za wygraną i podążali w ślad za nami… Mówili coś do nas, ale zupełnie tego nie słuchałam, nie próbowałam udawać gwiazdy i nie pozowałam im do zdjęć. Co jakiś czas przyspieszaliśmy kroku, a oni biegli za nami. Pomyślałam, że chcą nam coś sprzedać, dlatego tym bardziej ich ignorowałam. Trzeba było jednak zareagować, kiedy w końcu naprawdę poczuliśmy, że coś tu nie gra.
Odwróciłam się i zauważyłam, że pokazują coś na dole, jakby moje nogi, czy sama nie wiedziałam co.... Pomyślałam: „No, wiem, że fajną mam kieckę, zresztą kapelusz też całkiem niezły, już to słyszałam”. Uśmiechnęłam się i poszłam dalej... Wciąż miałam ich jednak na ogonie, jak wcześniej :) Dlatego za chwilę znowu się odwróciłam, a oni w dalszym ciągu po bengalsku próbowali mi coś przekazać.
I teraz uwaga uwaga – to jest ta chwila, kiedy będziemy się śmiać!
Próbowałam wyłapać z tego, co mówili choć jedno słowo, które znam i spoglądałam w dół… Spódnica moja cudowna w turkusowe kwiatki i brązowe listeczki nie powiewała już figlarnie między moimi nogami, a zaplatała się gdzieś jakoś-nie-wiadomo-jak… I wtedy zrozumiałam, co przemili panowie chcieli powiedzieć...
Przez spory kawałek drogi szłam sobie nieświadomie eksponując całe udka i pewnie pół tyłka!Także,...
Moje Drogie…,
niech ten optymistyczny akcent przypomina Wam, że ulubione kiecki przed założeniem koniecznie TRZEBA OSWOIĆ :)
_________________
A to moje typy z
Vintageshop.pl
1.
http://vintageshop.pl/index.php?page=produkt_info&produkt_id=6237 – bo wygląda na łatwo oswajalną, przynajmniej jak leży :)
Komentarze
Redds
jeśli chodzi o Redd's to już wszystko wiadomo! Chodzi o przedstawienie własnej wizji świata Redd's. Można nadesłać swój własny pomysł, albo wykorzystać narzędzia na stronie! do wygrania wycieczka do Mediolanu!Dziękuję za wspólną zabawę!
Redds
Dzięki za link na pewno skorzystam. Bardzo bym chciała nawiązać współpracę z redds'em mam wiele pomysłów i własnych projektów, może się nadam :)kreatywne kiecki
ta czwarta kiecka jest super. strasznie mi się podoba. to chyba taki styl, jakiego teraz Redd's będzie poszukiwał, bo w końcu ma zamiar szukać ludzi kreatywnych między innymi zainteresowanych modą. myślę, że tutaj się wiele takich osób może znaleźć, więc warto zostawić linka do facebooka Redd's. http://www.facebook.com/profile.php?id=100000017529120&ref=namez tym "ubrac" to mam tak samo jak zblaz
ale historia super (moze nie w Indiach, ale na wlasnym tylku tez to przezylam) i jeszcze zdjecie dotyczace opowiadania, za calosc 5...
..
.Z tego co wiem,
tak się powszechnie słowa ubrać używa i nie jest to błąd ;]też zauważyłam
to co Zblaz (odnośnie "ubrać" i "założyć"), ale to moje rodzące się upośledzenie filologiczne. :) A historia sama w sobie bardzo mi się podoba. :) Zatem, ocena jak wyżej.hehe...
ciesz się, że nie zapomniałaś majtek, jak koleżanka mojej mamy w podobnej sytuacji :)))hehe...
ciesz się, że nie zapomniałaś majtek, jak koleżanka mojej mamy w podobnej sytuacji :)))ugh
zapomnialam ocenic :)historia piekna
mnie kiedys przytrafila sie podobna chociaz nie ze spodniczka :)) za mna wlokly sie rajstopy wychodzace ze spodni, ktore sciagnelam razem ze spodniami dzien wczesniej...a ja myslalam, ze facet za mna biegnie bo mu sie podobam :)) to byly jednak lata swietlne temu kiedy nastolatka bylam :))W Indiach na szczescie przeszlo jakos ulgowo jesli o ubior chodzi natomiast rowniez utrwalilismy sie na wielu fotografiach tubylcow i mielismy okazje przez moment poczuc sie jak gwiazdy, z ktorymi kazdy chce sie fotografowac :))
...
hehehe...też kiedyś paradowałam z odkrytym tyłkiem, bo nie wiem, jakim cudem jakoś mi się spódnica zaczepiła w okolicy pasa;)))akcję spódnicowo-kapeluszowo-zdjęciową też przeżyłam. W Sopocie. Kiedy to szliśmy sobie z jaśkiem, ja przytrzymywałam kapelusz, krótka, zwiewna spódniczka podwiewała, ale przyzwoicie::...ta...tylko, że cała gromada wycieczkowiczów z Niemiec gapiła się na mnie, a nie na przewodnika, który coś tam im objaśniał i pokazywał;)))
ech...teraz to już by się pewnie tak na mnie nie gapili...lat trochę minęło;)))
więc tak
historyjka niezła, ale mam wrażenie, że powtarzalna. Nie ujmując nic Twojej prawdziwej przygodzie - motyw podwianej kiecki jest dość mocno eksploatowany i nic mnie tu nie zaskoczyło.poza tym jestem uczulona na niepoprawne używanie słowa "ubrać" (o ile już tego nie uznali językoznawcy na zasadzie "bo wszyscy tak mówią"). Można "się ubrać w spódnicę" albo "ubrać kogoś w spódnicę" zaś na siebie spódnicę to można ewentualnie założyć. (nie żebym była alfą i amebą językową, ale mam swoje natręctwa :P)
tak więc, mimo, że tekst fajny :) to maksa dać nie mogę.
:)
Czytałam i prawie się popłakałam ze śmiechu Dagi ;):)
moje lenistwo osiąga szczyty,czytałam już wczoraj, ale mi się lognąć nie chciało ;-)Frywolna kiecka żyjąca własnym życiem - fajnie opisane zaplecze tego zdjęcia :)))
---
Uśmiałam się bardzo!!! :)))I przypomniała mi się zabawna historia z moją mamą w roli głównej :) Wydarzyło się to kilkanaście lat temu.... Otóż, byliśmy na komunii mojej kuzynki. Moja mama miała na sobie długą, do kostek spódnicę na gumce. Była msza w kościele, trzeba było w pewnym momencie uklęknąć i wtedy spódnica mamy zahaczyła się o obcas jej buta, a gdy wstawała, oczywiście cała spódnica poleciała w dół, eksponując wszystko co było pod nią :)))
To dopiero wstydu się najadła... :)
boskie, ale sie pochichrałam,
świetna przygoda, kiecka ma zasługi, pewnie w wielu opowieściach miejscowej ludności wystąpiła :))oswajanie kiecek :DDD
:DDag,
:):) ta historia z fruwającą spódnicą jest super! Ja od czasu, gdy ludziska się jakoś tak dziwnie uśmiechali, gdy szłam sobie dostojnie, też pilnie obserwuję reakcje otoczenia. Własnoręcznie kiedyś wyprodukowałam sobie modną torbę z baraniego kożucha po dziadku. Na bardzo długim sznurku dyndała się gdzieś w okolicy moich kolan. A ja pozostawałam w błogiej nieświadomości, że za mną maszeruje szeregiem 12 lokalnych kundli, zafascynowanych wonią najprawdziwszej baraniny, hi,hi... Pamiętam też, jak mama mojej koleżanki wystroiła się na sylwestrowe przyjęcie u znajomych: makijaż, koafiura, etc... tylko zapomniała włożyć suknię i miała wielkie wejście w halce. Co racja, to racja - ciuch, każdy ciuch, nalezy najpierw oswoić. Należy Ci się piąteczka!