
Kamienie milowe ludzkiej egzystencji w czasach dzisiejszych są przeróżne. To znaczy, do pewnego momentu idziemy sobie podobnie: zaczynamy od dnia narodzin. Potem powoli pokonujemy kolejne etapy – uczymy się rozpoznawać głosy, uczymy się siadać, gaworzyć, stajemy na nogi.
A potem idziemy do jakiegoś żłobka, czy przedszkola, szkoły. Poznaje się koleżanki i kolegów, człowiek stara się znaleźć
odpowiedź na pytanie: co mi da największe szczęście… I w zależności od tego, co będzie odpowiedzią, modelujemy swoje dążenia.
Podpatrujemy sobie mamusię albo tatusia, albo oboje, to, za czym dążą i do czego zmierzają, robimy sobie listę ich błędów, których powtórzyć nie chcemy, i i tak je popełniamy. Wszczepia nam się zamiłowania do pracy, albo zabawy. Do rodziny, albo wielu drobnych związków. Albo – wszczepia nam się niechęć do rodziny, albo do małżeńskich zdrad. Wszystko jest przecież takie względne.
I tak, wyrusza sobie człowiek z gniazda w wielki świat i stara się sobie radzić.
Albo własne gniazda zakłada, albo cudze niszczy. Ale wróćmy do milowych kamieni.
Wróćmy do tego, jakie kroki trzeba było w wędrówce pokonać, jakie przeszkody, żeby zajść tam, gdzie jesteśmy. Może musieliście siłą wyrywać się ze swoich Obrzydłówków, ze ściśniętymi żołądkami w obskurnych akademikach? A może wcale nie było tak ciężko bytowo, ale za to, trzeba było kilku upokorzeń, żeby zdobyć wiedzę, której nikt wcześniej Wam nie wpoił? Wiedzę o pracy, o ludziach, o związkach?
Zapomnijmy na chwilę o patologiach. O dzieciach, których nikt nie kochał, o oparach alkoholu. O tym, czym nas osaczają media. Ja wciąż wierzę, że większość Polaków dba o dzieci, większość nie pije na śniadanie denaturatu. Zastanawiam się nawet, czy miałoby sens nakręcenie serialu dokumentalnego o ludziach, którym wyszło.
Pani redaktorka wchodziłaby w progi rodziny. Rodzina 2+2, 1+1, 3+1, cokolwiek. Ale rodzina szczęśliwa. W domu ciepło. Nie grozi eksmisja, zeszyty mają równe marginesy, obiady i kolacje, żadnych niedowag, nadwag, centyle w normie. I pani redaktorka pyta się rodziny: jakie były kamienie milowe w państwa życiu? Z czym państwo się mierzyli, co wygrali? Czego się wygrać nie udało? W co inwestować jest warto?
I odpowiedzi różne, szczere. Matki mówiłyby – nie warto inwestować w śpioszki. Za to warto czas, w zabawę grzechotkami. Ojcowie mówiliby – nieważne wszystko, dopóki oni są blisko. Opowiadaliby – wtedy i wtedy było ciężko. Kiedy mąż musiał wyjechać na dłużej, kiedy żona była chora. Albo na odwrót. Albo kiedy rozwodziłam się z mężem, mówiłaby kobieta, nie było mi łatwo. Ale było warto, bo nikt mnie już nie poniża.
Byłabym doskonałą bohaterką takiego reportażu. Jeden z moich kroków milowych, na przykład, właśnie trwa. Trudno mi się przyzwyczaić do myśli, że oto jestem dorosła. Taką dorosłością absolutną – mogę polegać głównie tylko na sobie. W mieście stołecznym, z olbrzymim projektem, za który ręczę głową, z sześcioletnią córką i dwuletnim kotem. Karmienie, sprzątanie i utrzymywanie, płacenie rachunków, całowanie stłuczonych kolan, zmienianie żwirku, odprowadzanie do szkoły. I pilnowanie terminów, wymyślanie, obmyślanie, knucie na pohybel konkurencji.
Tak ma wyglądać moja cała przyszłość – tak teraz mi się wydaje (a ponieważ wydawało mi się tak często, a potem zmiany przybierały tempo zawrotne, to…). I żeby dojść do jako-takiej niezależności, jaka jest teraz moim udziałem, pokonałam masę kamieni milowych. Poznałam masę osób, z których kilka odegrało kluczowe role w moim życiu – zaufało mi i we mnie uwierzyło, albo wbiło nóż w serce. Przeszłam kilka przemian w krótkim okresie czasu, i te przemiany jeszcze się nie skończyły, bo jestem w trakcie mijania kamienia.
Słuchajcie, a może zróbmy swój własny reportaż na temat kamieni milowych? Napiszcie, jakie trudności pokonaliście. Opowiedzcie o sobie trochę więcej niż do tej pory, sięgnijcie do historii, do tego co Was przywiodło tam, gdzie jesteście – może być i anonimowo (jeśli na bro anonimowe już w jakimś sensie nie jesteście). Ku pokrzepieniu serc, albo ku przestrodze.
I powiedzcie, czy nie macie czasem tak jak ja? Pomimo tych wszystkich mil, które mam za sobą gdzieś tam, głęboko, mała plazmusia ciągle się bawi, że istnieją krasnoludki.
Komentarze
Majorko,
a bo to ktoś obiecywał, że będzie zawsze z wiatrem..?:)myślę, że dopóki człowiek ma siłę stawiać czoła, dopóty żyje.
dzięki za taki tekst
tak siedzę i myślę o swoich kamieniach... Większość mi wyszła na dobre,choćby nie wiem jak dramatyczne były w momencie akcji...,teraz widzę, ze były potrzebne i dużo mnie nauczyły.Ale gdyby mnie ktoś zapytał, czy pragnę następnych...to raczej podziękowałabym, zwłaszcza, ze jestem świeżo po zmianie pracy która wymuszona była ( ta zmiana) dość traumatycznymi okolicznościami.
Marianko,
no... :)*plzm pokiwała w zadumie łepetyną*
Mam wrażenia,
że ja w tym roku to przeszłam przez całe kamieniołomy milowe i jeszcze przez nie brnę, ale cały czas wierzę, że to wszystko ma sens. Może czasem tak głęboki, że ja go nie wiedzę, ale ma. Inaczej to tylko, jak mawiała moja polonistka, wyjąć gumkę z majtek i się zastrzelić :-)Plazmusiu
to jest TO:))Maury,
no i trzymam kciuki - tym razem, to musi być to! :)Tru - liczymy na Ciebie! tak myślę właśnie, że Ty masz co opisywać! czekamy.
Daguś, ale czemu tylko negatywne?:) Mogą być różne, co nie? :)
Każdy ma swoje
kamienie milowe, dla każdego mają inne znaczenie i przybierają inną formę. Niektórzy zdecydowanie mają więcej zwrotów akcji w życiu. A inni załamują ręce już przy małych kamykach.Ciekawe... Tak zastanowić się nad wszystkimi waznymi negatywnymi wydarzeniami... i odnaleźć w nich sens, uwierzyć, że były potrzebne do odnalezienia kierunku, wiary, siebie...
bombka
pomysl :)) tez troche kamieni i klod zaliczylam nie wiem czy wyjdzie z tego nauka dla potomnych ale mogie sprobowac :)))ciekawa idea
ja też czuję, że teraz przekraczam taki kamień milowy. bardzo bardzo duży i znaczący. oj było tych kamieni w moim życiu, było... ten akurat jest chyba najlepszy;)Met,
być może będą - ale przdecież.. nie o nagrody tu idzie, si? :)bardzo fajny pomysł
taki w sam raz na sylwestra:Dmoje kamienie milowe:)
of kors napisze, bo kocham se grzebać kijkiem w mojej biografii:D
nagrody będą?;]