[sekundę...] 


REKLAMA
Jak się miewa klasa robotnicza w UK.
balsamster [2009-04-15]
Lat 29. Bez wyraźnego planu na życie, ale z wyraźnymi wytycznymi czego robić nie chcę i w szczególności gdzie. Polski nie lubię, nie tęsknię i nie wzdycham. Ale rzeczywistość warehouse'owa wcale mnie nie cieszy...

Jestem Edwardem Nortonem w Fight Club. Jednak rozdwojenie jaźni i alter ego w postaci Brada Pitta jakoś mnie nie nawiedza; nad czy ubolewam nieustannie w bezsennym amoku kupując meble w IKEA, chyba tylko po to, żeby zapomnieć co robię w pracy.

Praca. Siedzę przy biurku numer siedem; jak dotąd szczęście mnie nie spotkało żadne. Blade światło halogenów wyjaławia mi źrenice. Lokalna radiostacja gwałci moje uszy muzyką dla angielskiego plebsu. Niewłaściwa pozycja przy biurku i brak ruchu prowadzą mnie do skoliozy, kyfozy i przewlekłego bólu pleców .Wadliwa klimatyzacja na tej zabarykadowanej tysiącami kodów przestrzeni i bramek security jak na lotnisku sprawia ,że pocę się potwornie, makijaż kapie mi na podłogę albo marznę i dostaję kataru od lodowatego powiewu wprost na kark.

Odliczam każdą minutę do pierwszej przerwy, potem do drugiej potem do końca. Ignoruję analizy statystyczne badające korelacje między zachorowalnością na raka i przebywaniem w zasięgu promieniowania elektromagnetycznego z telefonów komórkowych. Gigantyczny magazyn popularnej sieci komórkowej. Jestem kontrolerem jakości.

Klinicznie czysta jaskrawa przestrzeń z tysiącem biurek. Jestem trybikiem. Codziennie wykonuję te same czynności. Zabija mnie monotonia. Przeraża beznadzieja mojej własnej osoby. Duszę się. Rutyna. Nuda. Sztuczne pozy innych pracowników, ich wzajemne relacje, płytkie, powierzchowne i przewidywalne. Rozmowy o niczym albo o pogodzie. Biurowe romanse i antagonizmy, kółka wzajemnej adoracji i cichej nienawiści.

Baterie. Ładowarki. Komórki. Komputer. Szmatka z mikrofibry do przecierania ekraników komórek. Białe, bawełniane rękawiczki, żeby nie zostawiać odcisków palców. Długopisy do wypisywania certyfikartów. Internet do sprawdzania soft ware.

Trzy obroty krzesłem w prawo. Trzy obroty w lewo. Byleby przetrwać do piątku.
strona: 1
    dodaj do dodajdo

Komentarze

dodaj komentarz
yourij [19.04.09/09:40]

a tak mnie naszło :)

http://www.youtube.com/watch?v=umxZIDaCeu8
sykstus [18.04.09/09:28]

martolina ma racje, a'propos

"A jesli chodzi o niektorych rodakow narzekajacych na Anglie moge sie jedynie dziwic, ze nie pakuja manatek i nie wracaja skad przybyli.
Prawda jest, ze nie potrafimy sie aklimatyzowac i wtapiac w tlum. Byc moze to kwestia kompleksow? Nie wiem. Znam ludzi, ktorzy sa tu od lat a zakupy robia tylko w polskich sklepach, na lotnisko jezdza polskimi taksowkami, w domu maja polska telewizje, czytaja polskie gazety, chodza na polskie dyskoteki i do polskiego fryzjera i czesto ledwo mowia po angielsku dziwiac sie, ze nie moga znalezc lepszej pracy :) "

turki w niemczech np. maja tak samo, to jest w ogole cecha wczesnych emigracji z - ogolnie - zapoznionych krajow: popatrzcie na wczesna mala italie w ny - filmy scorcese, popatrzcie na irishowtez w stanach w stanach itp. itd.
Truskawka [17.04.09/22:02]

martolina

ma racje :) mielismy ciezka historie ale nie my jedni :))
Poza tym co ma historia do tolerancji a przyklad czy otwarcia na inne ? Nasza historia powinna nas wlasnie tolerancji uczyc a nie odwrotnie :))

Ale idealow i cudow nie ma nigdzie :)
Ja osobiscie narzekactwa nie lubie i mam na nie alergie. Jest ci zle to zrob cos zeby to zmienic a nie siedz w miejscu i marudz, ze ci zle :) Za duzo sie tego nasluchalam i mam przesyt :)
martolina [17.04.09/21:38]

yourij, masz racje, ze nie mielismy najlatwiej

ze wiemy jak bylo ciezko. To na pewno wyplywa na nasza mentalnosc. Ale wieczna martyrologia jest przesmutna... i jest jakby wytlumaczeniem na wszystko. Jest lepiej? to sie cieszmy. Chociaz sie postarajmy. Powiedzmy po prostu jestesmy smutasami z natury (bo slonca mamy malo :), a nie ze nam ciezej bylo i tak w kolko. To sie staje nudne.

Mieszkam w malym miasteczku i tolerancja mieszanki narodowosciowej ma sie nijak do Warszawy... choc wiem, ze nie na kazdej wsi tak jest, pewnie.

A co do trzymania sie we wlasnej kupie, to nie tylko my Polacy tak mamy. Wszystkie nacje, no moze z wyjatkiem Niemcow ;) chyba, ze na Majorce ;) zart to byl, nie to ze bronie "wrogow" :) sa polskie sklepy, sa ruskie, sa hiszpanskie, sa wloskie, sa tureckie itd. Tak samo z knajpami, tak samo z disco. Tak samo sie spotykaja i tak samo nie wychodza poza kolko adoracji wzajemnej. Ale sa i tacy, ktorzy nie chca w ogole pamietac o tym skad pochodza. A sa i tacy, ktorzy umieja pogodzic bycie Polakiem, Ruskiem czy innym, z tym, ze zyja na emigracji i dookola sa inni ludzie.
yourij [17.04.09/18:58]

Truskawka

masz w 100% racje z tym polskim zamknieciem sie w kręgu polskich sklepów, fryzjerów, dyskotek itp.

taki Kowalski na emigracji - 8-12 godzin pracuje z Polakami, wieczorem na piwo idzie z Polakami, w weekend na dyskoteke wyrywać... Polki :)

ale to siła przyzwyczajeń - weź pod uwagę, że Polacy na emigracji w większości przypadków to ludzie, którzy całe życie żyli w społeczeństwie dosyć hermetycznym - tego się nie zmieni od razu

Przykładowy Mr.Smith z Londynu jest inny, bo jego całe życie polegało na obcowaniu (od dzieciństwa) z innymi kulturami...

Ale pytanie - czy tak samo to wygląda na angielskiej wsi czy mieście powiedzmy do około 20-30 tys. mieszkańców ? Pojerzewam, że nie...

Narzekanie mamy w genach... bo przez ostatnie kilkadziesiąt lat dostawaliśmy materialnie po dupie, to nie ma się co dziwić.
Mam 30 lat - czyli przedstawiciel pokolenia, któremu komunizm dawał papu w postaci kaszki ze Społem, wystanej w kolejce.. ja i wszyscy rówieśnicy za dzieciaka uczyliśmy się, że mamy przerąbane widząc harujących za frajer rodziców, jeżdząć na wakacje do Rabki maluchem z przyczepą..

A skoro tak.. to skąd mamy mieć w genach radość ?

Powiem tak - tej radości to dopiero nasze dzieci się uczyć od nas będą.. widząc nasze życie, które mimo wszysko uważam za wygodniejsze od tego, co rodzice mieli.

STEREOTYP Polaka za granicą - tu bym uważał na to, co mówię :)

Bo tak na prawdę to nie ma za granicą jednego typu
Polaka, ale o jednym jest najgłośniej. O tym, który przyjechał najwyżej 3-4 lata temu, który pracuje na taśmie z nadzieją na uzbieranie kasy - a tego czynić nie potrafi.

Gubi się w obcym środowisku (inne pieniądze, inne zasady, inna biurokracja) - co w efekcie powoduje, że zamiast odkładać i wrócić polewa i pije...
A jak pije, to głośny jest i brukowce ucieche mają.
Truskawka [17.04.09/17:20]

Martolina

ja juz czasami sie wrecz ni odzywam bo po co?
Narzekanie mamy w genach i szukanie wad u innych :)
A bierze sie to wszystko z niewiedzy i zamkniecia w jakim zylismy przez lata.
Z tekstow jakie ja wysluchalam na temat Arabow mozna by zrobic ksiazke :)) Ja juz nie tlumacze, nie kloce sie tylko macham reka:) Z Wiatrakami nie wygrasz co don Kichot juz udowodnil :)) Jak im sie zyje szczesliwiej myslac, ze jestem biedna, poniewierana, bita kobieta, ktora tylko sprzata, gotuje i pierze a do powiedzenia nie ma nic w ogole to niech im bedzie :))))

A jesli chodzi o niektorych rodakow narzekajacych na Anglie moge sie jedynie dziwic, ze nie pakuja manatek i nie wracaja skad przybyli.
Prawda jest, ze nie potrafimy sie aklimatyzowac i wtapiac w tlum. Byc moze to kwestia kompleksow? Nie wiem. Znam ludzi, ktorzy sa tu od lat a zakupy robia tylko w polskich sklepach, na lotnisko jezdza polskimi taksowkami, w domu maja polska telewizje, czytaja polskie gazety, chodza na polskie dyskoteki i do polskiego fryzjera i czesto ledwo mowia po angielsku dziwiac sie, ze nie moga znalezc lepszej pracy :))
Kiedys jedna znajoma spojrzala na moja angielska ksiazke i zapytala "ty czytasz po angielsku?!?" jakby ta ksiazka byla po hebrajsku.

Ja sie aklimatyzuje latwo i szukam plusow zawsze i wszedzie zreszta dla mnie to jest tak, ze kiedy jedziesz w gosci trzeba gospodarza traktowac z szacunkiem i grac wedlug jego regul chodzby nas gospodarz czasami wkurzal trzeba pamietac, ze daje wikt, opierunek i dach nad glowa :))
martolina [17.04.09/14:33]

gali, najlepsze ze ta osoba zrobila caly wyklad o obozach, z pytaniem

obowiazkowym "czy tez uwazam, ze holocaustu nie bylo" ?.... a potem mi mowi, ze on wcale tych Azjatow nie chce w Polsce, ze kazdy Niemiec to zly, a Arab to brudas, a Arabka sypia na podlodze i w ogole to podly narod.... lo matko....

a wiesz, ze jak mieszkalam w Hiszpanii, to sie mnie tak nie czepiali :) mimo, ze maz ten sam, patrz. Chyba kwestia posiadania znajomych w Hiszpanii jest bardziej oplacalna i lepiej w ogole brzmi ;)
gali [17.04.09/14:21]

Martolino, co zrobiłaś?

ja nie mogę...
i jak tu nie wierzyć w stereotyp, że Polak to burak, bleh...
martolina [17.04.09/13:52]

fajny tekst

a zgadzam sie w zupelnosci z Tru - nie ma raju na ziemi. Mozna sobie natomiast umilic pobyt gdzies tam, zamiast narzekac. Bedac w Hiszpanii, majac morze pod nosem, widok na Afryke z balkonu, teksnilam za Polska, "bo tam to i tamto, a tu nie" i takie inne bla bla... przyjechalam do Niemiec i tesknie oczywiscie za ... Hiszpania.... i zeby nie zwariowac szukam pozytywow, w moim przypadku jest, ze tu lepiej dla dzieci (i nie chodzi tylko o Kindergeld ;) Nigdzie nie bedzie idealnie, zawsze czegos bedzie brakowalo. W Polsce tez zawsze nam czegos brakuje, nie? Ale mozna sie zaklimatyzowac, na wszystko potrzeba czasu i checi. A jak nie? to czemu nie zmienic? wlasnie.

Tru, czy ty wiesz, ze podczas ostatniej mojej wizyty w Polsce, za takie opinie porownanwcze Polakow i innych nacji, w sensie, ze wszedzie sa ludzie i taborety, i ze nie powinnismy sugerowac sie stereotypami, tylko poznac czlowieka, uslyszalam, ze .... sie skundlilam - nasiaklam kultura Europy Zachodniej. Tia.... zostalam "ukamieniowana" za to, ze wyszlam za Niemca i bronilam sasiadow Arabow...
agatrucicielka [17.04.09/08:45]

Taśma

A wydawałoby się, że taśma w fabryce Forda była najgorszą rzeczą.
yourij [16.04.09/22:29]

olh

ale reklame walnęłaś :)
olh [16.04.09/15:56]

yourij

Wawy nie ma, co się bać.
ja się postaram Tobie ułatwić tutaj życie.
mieszkanie już masz?

ale wracając do zabiegania i ścisku w metropoliach:
kiedy pierwszy raz pojechałam do Krk, siostra upomniała mnie: "czemu tak biegniesz? gdzie się spieszysz?", a byłyśmy na spacerze i szłyśmy sobie na luzie do knajpy. potem zaczęłam zwracać na to uwagę i okazało się, że jestem produktem metropolii - człowiekiem żyjącym w ciągłym stresie, zabieganiu, nie umiejącym odpoczywać. wszystko na już i teraz.
popracowałam trochę nad sobą i zaczęłam dziwić się, dlaczego w godzinach szczytu, gdy metro w Wwie jeździ co 2-3 minut ludzie lecą na złamanie karku do stojącego na peronie pociągu.
a potem urodziłam, zaczęłam pracę, studia i wróciłam do szaleńczego tempa. aż upomniała mnie pani doktor: jeszcze trochę, a straci pani wszystkie włosy i pozbędzie się ściany śluzowej żołądka.
teraz jestem na L4 od tygodnia i uczę się kontrolować tempo.
Truskawka [16.04.09/12:53]

Youri

Pana zawsze mozesz jeszcze poznac ostatecznie wyglada na to, ze jeszcze troche ze soba pobedziemy (znaczy ja i ten pan) :))

Jak rzekl Syksio wszystko zalezy od czlowieka. Jedni wola male i spokojne miasteczka a inni duze metropolie. Ja jak sie okazuje jestem dzieckiem miejskim i Londyn dodaje mi energii. Jest latwy w obsludze, swietnie zorganizowany i wszystko jest na wyciagniecie reki.
Mieszkalam w malym i spokojnym miasteczku i to czego na pocztowkach nie widac to mentalnosc ludzi czesto tez malomiasteczkowa, plytka itd Nnie mowie, ze tak jest wszedze ale Scarborough jest przykladem raju na ziemi, ktory moze stac sie pieklem kiedy pobedzie sie tam dluzej niz dwa tygodnie. Obrzucanie wyzwiskami, glupie komentarze, udawanie, ze nie rozumieja co sie do nich mowi bo mamy koszmarny akcent, pokazywanie sie z kolorowym facetem na ulicy grozilo kalectwem a komentarze byly malo wybredne, wspolpracownica podkladajaca swinie bo ona nie bedzie pracowac z obcokrajowcem, policja, ktora nie przyjezdza do Polakow i obrazliwe artykuly w lokalnej gazecie.
Tego nie ma w kosmopolitycznym Londynie.
Sielskie miasteczka czesto wygladaja ladnie jedynie na obrazkach :))
I nie wiem jestem w Londynie 11 miesiecy i mam znajomych z Hiszpanii, Szkocji, Francji, Wloch, Polski i Anglii oczywiscie i na prawde poszlo dosc szybko i latwo.
Najpierw poznalam K - szkotke przez gumtree. Napisala, ze ma wolny bilet do teatru i czy ktos mialby ochote. Mialam ochote. Spotkalysmy sie i polubilysmy od pierwszego kopa.
Tydzien pozniej zaprosila mnie na drinka ze znajomymi. Na tym drinku byla A - Polka w Londynie od 8 lat, z ktora od razu zlapalysmy kontakt.
Po miesiacu A zadzwonila zeby mnie wyciagnac na lodki. Poszlam i poznalam 3 jej kolezanki z Polski. Ze wszytskimi odbieralysmy na tych samych falach wiec poszlo latwo. Poszlysmy na kolacje gdzie jedna z nich przywlokla znajomych z Nowej Zelandii. Tez okazalo sie, ze mamy wspolne zainteresowania i z jednym z chlopakow poszlismy do galerii gdzie poznalam jego kumpele bialorusinke. Potem K znowu wyciagnela mnie na kolacje i tam poznalam kolejnych ludzi z Wloch, Hiszpanii i Francji. Z M z Francji jade we wrzesniu do Francji do jej rodziny na kilka dni.
Tak poszlo poznawanie znajomych dosc szybko i bezbolesnie :)

A ipod rulez i tyle :)))))
yourij [16.04.09/11:56]

truskaweczko

aleś mnie rozgryzła z tą melancholią.. no no ;)
na "drugi dzień" - zgodzę się, ale to akurat wynikło z faktu iż już miałem okazje żyć w Anglii wcześniej oraz rzecz druga - świeże porównanie z Haarlem w Holandii - miastem, które mnie urzekło i mną kompletnie zawładneło... o tak, tam mógłbym żyć i umrzeć :)

iPod - soft.. no cóż, kwestia wyboru.. nie każdy lubi gadżety skomplikowane a fakt jest faktem, że Apple postawiło na prostotę obslugi..
..oraz na genialnie opracowaną strategię promocji marki. Nie uważam mimo to, że iPod to szczyt marzeń - głównie z powodu właśnie tego oprogramowania, które sprawia problemy czasami.. oraz z powodu, iż w wielu przypadkach jest - niepotrzebne :)
Dubluje funkcje systemu operacyjnego oraz.. ogranicza wybór systemu operacyjnego do tych płatnych.
Nie można używać iPoda pod linuxem (potrzebna jest dodatkowe oprogramowanie, udające windows).

A windows kosztuje :) - ale to już offtop kompletny :)

..ah byłbym zapomniał - przy Tobie to można paść trupem ale...
...z wyczerpania :) - zazdrościć tylko pewnemu Panu, którego nie miałem okazji poznać!


jeszcze wrócę do art. - przykład Londynu jest całkiem dobrym przykładem tego, że bajka o metropolii dla wielu może być horrorem.
Ilość samotnych ludzi w tak ludnym miejscu przeraża.

Gdzieś napotkałem teorię, która mówiła iż do szczęścia człowiekowi jest potrzebna stała przestrzeń o średniej wielkości bodajże pięciu metrów. Wtedy psychika człowieka odpoczywa, nie jest spięta - w tak tłocznym miejscu niezauważalnie psychika zaczyna szwankować, pojawia się stres, znudzenie życiem, zamykanie się w sobie...

Jedyne, co londyńczyków nieco ratuje, to ich w miarę parterowa zabudowa, czego u nas (dzięki komunie) nie ma w tak dużym stopniu - zagęszczone polskie blokowiska kontra ciche oazy w samym centrum miasta. W czasie świąt miałem przyjemność spacerowania po Londynie na piechotę, miasto było nieco spokojniejsze wtedy :)

...boje się tej wawy ;/
sykstus [15.04.09/23:52]

wszystko zawsze zalezy od ludzi

z kazdej strony
Truskawka [15.04.09/20:33]

youri

slonce ale ty juz na drugi dzien od przyjazdu do Londynu miales do tego miejsca negatywne nastawienie :))
Ale masz racje nie wiem czy pasuje do Londynu ale na pewno czuje sie tu lepiej niz w malym miasteczku w polnocnym yorkshire - duzo lepiej :)
Londyn moze przytlaczac to fakt. Moze meczyc - zgoda. Ale jest jednym z najbardziej fascynujacych miast Europy a widzialam ich mnostwo wiec trzeba sie troche otworzyc i zobaczyc to co "za" a nie "przeciw" :))
A co do mody to mnie zadna nie przeszkadza dopoki nie robi innym krzywdy :)) w Polsce nadmierne lansowanie ipoda wkurzaloby mnie ze wzgledu na to, ze nas nie stac na tego typu gadzety i taka moda zrobilaby wiecej krzywdy niz pozytku. Ale tutaj?
Mam ipoda, ktorego kupilam dawno temu (po tym jak wysiadl mi phillips a po nim dwa sony) jeszcze zanim przyjechalam do Londynu i jest najlepszym muzykograjkiem jakiego mialam i mowie to bez zadecia jest po prostu swietny w obsludze, ma doskonala jakosc a itunes jest chyba najlepszym muzycznym oprogramowaniem, ktore daje ci mozliwosci jakich nie maja inne programy dla mp3. Jesli wiec stac cie na cos fajnego to czemu tego nie miec? :))

Ale to wlasciwie nie dziwi bo my jestesmy bardzo rozni i to jest wlasnie fajne. Jestes swietnym facetem z lekka melancholia, ktora tylko dodaje uroku, ktory uwielbia samochody z dusza i spokoj. A ja jestem rozdartym stworzeniem, ktore spokoj zabilby w pare minut i gdyby moglo woziloby sie w porsche z telefonem diora wiszacym u paska ;))))))
Roznice sa piekne moim skromnym zdaniem i fajnie sie uzupelniaja skoro spedzilismy ze soba kilka mroznych godzin i nie padlismy trupem z nudow we wlasnym towarzystwie :)

Divi - co znaczy nie wiesz gdzie? No jak to gdzie? :)))
Ale masz racje jednym zmiany przychodza latwo inni lubia swoje znane katy :)) Najwazniejsze to starac sie uszczesliwiac samych siebie wieczne narzekanie na wszystko w okolo nie jest najlepszym sposobem na zycie :))
a miałem się już nie logować :) [15.04.09/19:48]

tru :)

to, że zakochałaś się w Londynie to widać z daleka... z tego, co mi dane było zobaczyć to całą sobą po prostu tam pasujesz - ja natomiast nie :)

co do tych kontaktów, introwertyczki itp. - nie chodzi o tę konkretną osobę nawet ale o większą grupę ludzi... tych, którzy ze sobą pracują.

pracowałem w kilku różnych biurach, to jest trzecie zagraniczne i jakieś zdanie już sobie wyrobiłem - może to tylko domena londyńczyków..

w Camberley, jakieś 30 minut pociągiem od Londynu ludzie byli już nieco inni - Ci w jednym biurze rozpoznawali się, rozmawiali - tu jest nieco inaczej.

iPody i darmowe gazety - pewnie, to samo jest wszędzie ale...
mnie uderzyła nie tyle ilość urządzeń typu "mp3 plejer" ale stadne niemalże kupowanie gadzetu marki Apple.. gdzie na rynku jest cała masa równie dobrych urządzeń innych producentów.

Tłum londyński jest na moje oko bardzo owczo-pędny :)))
Jeśli plejerek - to Apple no bo w mediach tego tak dużo, że jak kiedyś Walkmen (Sony) tak dzisiaj iPod jest słowem, nie nazwą własną...

I tu z całą premedytacją noszę słuchawki CZARNE !

Moja wypowiedz jest z punktu obserwatora nie mieszkańca !
divi [15.04.09/18:13]

Tru

toteż napisałam właśnie, że wyjadę, jak skończę wszystko to, co mam do skończenia. Nie wiem jeszcze gdzie ale pożegnam Szkocję :)) Do tego czasu narzekam i narzekam ale też nie siedzę bezczynnie i nie przesiaduję godzinami w domu tylko wychodzę do znajomych i staram się umilać sobie czas zwiedzając i poznając ludzi :) Samo marudzenie na nic mi się zda, prawda?

Tak sobie myślę... jedni szybko się aklimatyzują, innym zajmuje to dużo więcej czasu a jeszcze inni nigdy tego stanu nie osiągają. Jedyne co pewne to to, że człowiek ma tą zdolność do przyzwyczajania się. Ale żeby nie wiązało się to z byciem nieszczęśliwym z powodu tego, w jakim miejscu spędzamy swoje życie.
Co kraj, to inna mentalność. Ludzi tych nie zmienimy, możemy natomiast spróbować im wyjść naprzeciw, spróbować poznać i polubić.
Pracę można zmienić, miejsce zamieszkania też. Wszystko to wiąże się z odważnymi decyzjami i pewnością siebie ale przecież jest to możliwe :)
gali [15.04.09/17:50]

no,

gaduła to jesteś ;)
Truskawka [15.04.09/17:46]

eee

kurewa mi wypracowanie wyszlo no :((
Truskawka [15.04.09/17:46]

gali

no wiec wlasnie wiesz ja mysle, ze trzeba sie rozejrzec i widziec dobre strony :) Jesli sie nastawisz, ze cos jest be to takie bedzie :)

Divi ale nie bedziesz mieszkac w Aberdeen do konca dni swoich prawda? Tylko wyjedziesz.
Ja tez bylam w Scarborough i nie lubilam tego dlatego w koncu zmienilam otoczenie :))
Mam kolezanke od lat na tym samym stanowisku, ktora nie lubi swojej pracy, stresuje ja itd. Czy zmienia prace? Nie. Czy przez te lata zrobila cos zeby miec lepsza prace? Jak studia, nauka jezyka cokolwiek? Nie bo tak wygodniej.

Te dwie babeczki o ktorych wspomnialam ponizej. Jedna jak napisalam wciaz jest kelnerka i narzeka na pijanych anglikow, na to, ze sa prosci, chamscy itd. Ale powiedz mi czy w Polsce w malomiasteczkowym barze piwnym mialabys lepsza klientele? Co stalo na przeszkodzie zeby sie uczyla i szla dalej? Nie mowie studia ale chociaz jezyk.
Najwygodniej jest siedziec i narzekac.

A jesli o tych odzywajacych chodzi niektorzy maja duza rezerwe albo kompleksy albo sa niesmiali albo maja inne problemy. Czy u nas w Polsce ludzie po kilku dniach rzucaja sie sobie na szyje?
Dam ci inny przyklad. Dziewczyna Polka pracuje w tym samym biurowcu co ja. Spotykalysmy sie na recepcji biurowca w trakcie odbioru poczty czy zostawiania listow czy przekazywaniu listy gosci itd. Usmiechalysmy sie do siebie, mowily sobie czesc itd. Niedawno ta recepcjonistka (z brazylii by the way) mowi do mnie, ze byla zaskoczona bo M nie wiedziala, ze ja tez jestem Polka. Wszystko ok tylko co robi M po tym jak sie dowiedziala, ze obie jestesmy Polkami? Przestaje mnie poznawac nie ma juz czesc ani co slychac.
Inny przyklad. Kiedy bylam na szkoleniu w Edynburgu babeczka zaprowadzila mnie do jednego z pracujacych tam Polakow zeby mi pokazal co i jak. Facet nawet sie nie usmiechnal. Powiedzial, ze nie ma czasu a od nastepnego dnia mnie ignorowal i odwracal glowe kiedy przechodzilam udajac, ze mnie nie widzi. nawet raz nie powiedzial mi czesc.
To jest normalne???
Ten sam facet ni stad ni zowad jakies pare miesiecy temu zaczal nagle mailowac, dzwonic i w ogole kumplem moim nagle najlepszym byl. Dlaczego? Bo staral sie o przeniesienie do Londynu. Fajnie nie? Powiem tylko tyle, ze do Londynu przeniesli kogos innego :))

Wszedzie ludzie sa tylko ludzmi i nie ma sensu ani idealizowac jednym ani umniejszac drugich :))
Nam do idealow jest rownie daleko a Polska nie jest krajem miodem i mlekiem plynacym. Nie zachwycam sie bezkrytycznie Anglia ani nie zachlystuje Polska.
Po prostu kraj jak kazdy inny :)))

A Youri - ty usmiechnales sie chociaz do laski? zagadales do niej? Moze jest niesmiala albo jest introwertyczka? :)))
divi [15.04.09/17:14]

z tym miejscem na ziemi

to różnie bywa, niestety.
Ja obecnego swojego nie bardzo lubię, czmychnę stąd jak tylko skończę to wszystko, co do skończenia mam ale ponieważ, jest jak jest i jeszcze spędzę tu czas jakiś, muszę sobie to miejsce umilić na wszelkie sposoby. Owszem, narzekam na wszystko i wszystkich. Ale poznałam też fantastycznych ludzi, którzy są pewnego rodzaju ostoją i jest mi/nam dzięki nim lepiej, miasto nie wydaje się być tak straszne jak na samym początku. No ale to trzeba chcieć, żeby było lepiej :)

yourij, podam Ci przykład gościa, z którym pracuje moja kumpela. To tak odnośnie tej dziewczyny naprzeciwko Ciebie.
Szkot, oczywiście :) Otóż, pracują sobie w jednej firmie, razem i widują się codziennie. Pewnego dnia, gdy stoi ona na przystanku, przychodzi ten oto właśnie jegomość, staje jakieś 5 metrów od niej i nie odzywa się ani słowem, czyta gazetę. Podjechał ich wspólny znajomy z pracy, wsiadają do samochodu i co się dzieje? Zaczynają wszyscy ze sobą rozmawiać i śmiać się. Ten, co przeszedł obojętnie i nie mruknął ani słowa, nagle stał się rozmowny i rozmawiał z moją kumpelą a nawet zaproponował wyjście na drinka wieczorem. Nie dziwne to? :)

Facet, z którym pracowałam, jeździł ze mną codziennie autobusem. Ani razu nie powiedział mi cześć, po wyjściu z autobusu szedł za mną lub przede mną ale nigdy na mnie nie zaczekał. Dopiero w biurze nagle przypominał sobie, że przecież jesteśmy kolegami z pracy. W dodatku z tego samego pokoju.

Dziwności takie ale z tego trzeba się śmiać i nie przejmować. Takie mają oni podejście i cóż, nie zmienimy tego :)
gali [15.04.09/16:56]

aha, Trusiu,

racja racja,
niektórym jest wszędzie źle, a niektórzy potrafią sie dostosować i jest im rybka czy są ty czy gdzies indziej.
Gdy jednak jest im gdzieś źle, to dążą do zmiany, aż będzie im dobrze, prawdaaaa?????
Truskawka [15.04.09/16:15]

Ktos madry

powiedzial, ze swiat w jakim zyjemy jest czesto odbiciem nas samych:))
Dla rownowagi dla ponizszego powiem, ze widze Londyn zupelnie inny i wydaje mi sie, ze jest to kwestia nastawienia tylko i wylacznie :)

Jestem w Londynie od 11 miesiecy. Mam mase przyjaciol z roznych koncow swiata a wszystkie te znajomosc przyszly dosc latwo poniewaz Londynczycy sa bardzo bezposredni i niewiele trzeba zeby dwie zupelnie obce sobie osoby zaczely ze soba rozmawiac. Nie dalej niz wczoraj przysiadl sie na lunchu jeden z tutejszych brokerow zapytal o moja gazete skonczylo sie na wymianie telefonow (bez podtekstow;))).
U sasiadow bylam juz kilka razy na kawie (sasiedzi Anglikami sa zarowno z jednej jak i drugiej strony naszego domu) kiedy sie wprowadzilismy sasiadka przyszla do nas z ciastem zeby sie przywitac :))Odbieramy dla siebie paczki i czestujemy sie czym popadnie :)

Obok Michaela Jacksona niedawno odbyl sie koncert Simply Red, Jarka Smietany, niedlugo bedzie U2, Sting wystepowal w Jazz Cafe...jest masa informacji na ten temat, nie wspomne o wielkich plakatach mowiacych o nowych ksiazkach, przedstawieniach, koncertach.... jakim cudem te rzeczy moga umknac uwadze skoro plakaty zapraszajace na nowa Carmen sa tak samo duze jak te z podobizna Jacksona?

Czy w Polsce wszyscy sluchaja Bacha a na koncertach Jacksona bedzie zialo pustka? :) Czy plotek, kozaczek i inna marchewka nie robia furory w naszym kraju? Czy w Polsce gdyby stac nas bylo na gadzet za 400 - 600 zlotych nie biegalibysmy wszyscy z ipodami?

Mysle, ze swiat nas lubi jesli my lubimy swiat a aklimatyzacja w nowym miejscu jest ciezka ale nie jest niemozliwa :)

Nie ma raju na ziemi ale swoje miejsce mozna znalezc wszedzie trzeba tylko chciec :))

sie mi przydlugi wywod zrobil - najmocniej przepraszam :))
trochę chaotyczny yourij :) [15.04.09/15:32]

brakuje czesci drugiej...

...o wyjściu z pracy.

o ludziach zaczytanych w darmowych gazetach - Britney, Jane Goody, Michael Jackson - ten ostatni jedynie po £25 od widza !
o ludziach jak zombie, z iPodami (nie inne marki, ale ta jedna święta niemalże)

bramki w metrze mylą się z tymi w pracy - nie wiadomo, której karty do którego czytnika użyć.
zmechanizowane potoki ludzki, zmechanizowane zakupy, RFIDy wszczepione w nadgarstki już niedługo zastąpią Oysterke, karte debetową.. już nie tylko psy będzie można śledzić...

Ciekawa rzecz - nie znam imienia dziewczyny, która siedzi co dzień dokładnie na przeciwko mnie.. od kilku tygodni nie potrafimy zamienić słowa

Od kilku miesięcy mieszkać w tym samym miejscu i nie znać imienia psa sąsiada ?

Dorzućmy do tego wszędobylskie nakazy, zakazy i znaki informacyjne.. spójrz w lewo, trzymaj się poręczy, idź lewą stroną, jesteś na piątym piętrze, drzwi się zamykają, fuck the gap !
cran [15.04.09/12:11]

fajny tekst! ale...

prawdę mówiąc coraz więcej osób jest tylko trybikiem w firmowej machinie - takie czasy - i nie tylko w branży logistycznej, i nie tylko na obczyźnie.
przez to wiele osób czuje się coraz bardziej wypalonych, zmęczonych i żyjących od weekendu do weekendu. można to albo zmienić (szukając nowych wyzwań - tylko i te nowe wyzwania z czasem powszednieja i nudzą) albo zaakceptować...
Plazma [15.04.09/11:47]

ależ dobry tekst

bo szczery

dawno na bro nie było takiego powiewu...
Truskawka [15.04.09/11:33]

Meciu

jak zwykle masz racyje a raczej Kasia Kowalska ja ma przez duze Ry :)))

Z mojego punktu widzeniua w UK sa mozliwosci o jakich w Polsce mozna jedynie pomarzyc. Kwestia tylko czy bedziemy siedziec i narzekac czy tez zrobimy cos zeby te mozliwosci wykorzystac.
Mam dwie kolezanki. Obie po naszej bilogii. Obie zaczely jako kelnerki. Jedna robi w tej chwili doktorat i zarabia pieniadze jakie w Polsce maja niektorzy prezesi a druga jest wciaz kelnerka.

I jesli o ludzi chodzi czy w Polsce pracujac jako kontroler jakosci spotkalabys innych ludzi? Nie sadze. Czy sluchalabys lepszej muzyki? Niekoniecznie.
Czy pracujac w Polsce na budowie spotkamy ludzi z wieksza oglada niz maja ci pracujacy na budowach w Anglii? Nie wydaje mi sie.

W tej chwili wrocilam do srodowiska jakie mialam w Polsce i z reka na sercu nie widze zadnej roznicy pomiedzy tymi, z ktorymi pracowalam w Polsce a tymi, z ktorymi parcuje teraz. Sa wyksztalceni, otwarci na swiat, inteligentni.

Jest takie fajne powiedzenie; jesli widzisz potwora upewnij sie, ze nie patrzysz w lustro :) Wszystko trzeba zaczac od siebie....:))))
olhalka [15.04.09/10:51]

dobre

masz bloga?
divi [15.04.09/10:36]

Fajny tekst

szkoda, że tak szybko się skończył :)

Co do UK, no cóż... inne podejście tutejszych ludzi do pracy, do stosunków międzyludzkich, a przede wszystkim inna mentalność i niestety, daleka jest od naszej polskiej. Nie mówię, że wszyscy tacy są, bo jak zawsze, trafią się fantastyczne wyjątki ale to właśnie mnie uderzyło w pracy tutaj, te relacje ludzi w miejscu pracy- płytkie, powierzchowne i bez większych, głębszych emocji. Całe szczęście, nas zagranicznych było na tyle dużo, że szybko się ze sobą zintegrowaliśmy. A miało co się integrować, bo różnorakich narodowości w jednym budynku mieściło się aż 24 :)) Może u Ciebie też znalazłaby się taka mieszanka?
Co do muzyki to zgadzam się z Tobą. Radio BBC (nie wiem tylko, które jest gorsze, Jedynka czy Dwójka) może zabić każdego, gdy w kółko leci Britney albo Katy Perry :)

Tak sobie myślę, że może powinnaś zacząć rozglądać się za inną pracą? Jeśli faktycznie jest tak paskudnie, to szkoda życia na tkwienie w takim dołku.
met [15.04.09/10:30]

jak to śpiewała Kasia Kowalska

masz to, na co godzisz się;]
a styl pisania fajny
agrado [15.04.09/10:25]

Podoba mi się

mimo że krótkie.

Nie wyobrażam sobie takiej pracy na dłużej. nie mam nic przeciwko pracy biurowej, ale niech ma jakiś sens. nie może być mechaniczna. chciałabym poczuć się w pracy jak osoba, a nie jak malutka cząstka czegoś, czego nie ogarniam.

Kiedyś dziwiłam się, że moja znajoma odrzuciła ofertę pracy w dużej korporacji na rzecz małej firmy. teraz już mnie to nie dziwi: koleżanka jest zadowolona, bo nie jest jednym z tysiąca pracowników. w firmie panuje prawie rodzinna atmosfera. zarobki są mniejsze niż w korporacji, ale i tak nieźle sobie żyje. nigdy nie żałowała swojego wyboru.

Zgadzam się z Truskawką: wszystko zależy od nas. wkurza mnie jak ludzie mówią, że bez znajomości ani rusz. jak ktoś nic nie robi, żeby mieć wymarzoną pracę, to faktycznie. ale nie wierzę, że ktoś, kto naprawdę się stara, inwestuje w siebie, jest wytrwały, nie odniesie sukcesu.
Truskawka [15.04.09/09:56]

Rzeczywiscie

fajne choc krotkie :)
Mam tylko jeden problem; dlaczego w UK? :))
Ostatnio naczytalam sie troche tekstow na temat jak nam w UK zle u moze dlatego tytul sie mi nie podoba co nie zmienia faktu, ze tekst jako taki i owszem :))

Ogolnie mysle, ze praca jest cholernie wazna bo spedzamy w niej spora czesc zycia i dlatego wazne jest zeby robic to co sie lubi. Przeszlam juz czas trybika i znam bol poranny kiedy czlowiekowi na sama mysl o pojsciu do pracy robilo sie niefajnie dlatego stawalam na uszach zeby byc tam gdzie chce i robic to co lubie :)) Teraz mam widok z 28 pietra na kanarach, swietnych ludzi w okolo i prace, ktora lubie :))
Mysle, ze to gdzie w zyciu wyladujemy i co bedziemy robic zalezy w duzej mierze od nas samych i tyle :))
piaget [15.04.09/08:56]

jakoś tak

się szybko skończyło, liczyłam na ciąg dalszy...
a swoją drogą ilu z nas jest takim trybikiem, wykonującym wciąż te same czynności. bez zaangażowania, bez motywacji
Daguniek [15.04.09/08:30]

Dobry tekst.

Szkoda, że nie kryje się za tym dłuższa historia, ale podoba mi się styl pisania :)

Niestety, tak wygląda praca nieraz. Ja dziś zrezygnowałam z praktyki. Wczoraj byłam jeden dzień. Siedem godzin siedzenia i nicnierobienia. Nicnierobienie w zakresie nieobejmującym praktykę, jakkolwiek to brzmi.
Czasem nie warto.

Pisz i twórz jedyny autorski serwis
dla ludzi, którym się chce!





Cafenews