maga106 [16.08.09/15:27]
Ludzie bywają różni...
a ja również nie będę się powtarzać wciąż i wciąż...Różnie kochamy po prostu.Typ kobiety jaką opisałam bywa czasem marzeniem mężczyzny, ale podejrzewam, że nie na długo;)
pozdrawiam:)
Daguniek [07.08.09/18:34]
heh...
A co to za kobieta tak naprawdę, która tylko wygląda i pachnie? Taka "idealna", która przemilczy to, co trzeba, ale przy ludziach to będzie inteligentnie rozmowna i zachwycająca? Zupełnie bez potrzeb, zawsze uśmiechnięta, ale jednak tajemnicza... Zmieniająca się zależnie od wymagań wybranka? Nie czytałam wszystkich komentarzy, więc mogę się powtórzyć, zresztą odkrywcza nie będę: Ktoś, kto ma takie wymagania już w czasie 2 lat związku (a to wcale nie długo), potem ich nie zmieni. Trzeba wypracować życie WSPÓLNE teraz, a nie liczyć, że za rok, dwa się coś zmieni... Niestety, zawsze ludzie muszą się oboje do siebie dopasować, w jedną stronę nigdy to nie działa. Chyba, że ktoś wraz z kazdym etapem życia i każdą nową bliską osobą, swoją osobowość zostawia gdzieś z tyłu...
maga106 [09.06.09/23:40]
A powiedziałaś mu o tym?
Bo wiesz, będę teraz mało odkrywcza ale z nimi naprawdę tak jest, że dostrzegają pewne rzeczy dopiero kiedy im się o nich powie wprost.Taka wada fabryczna:)
verona [07.06.09/15:54]
;
Piszesz dokładnie o tym o co podejrzewam swojego faceta..ja się nie sprawdziłam jako idealna partnerka i już nie mam siły się starać :(
maga106 [05.06.09/21:27]
Myślisz, że mogłoby imponować?
Bo ja się tu trochę podśmiewam, ale myślę, że tak naprawdę dziewczyny mają racje - faceci wolą prawdziwe kobiety takimi jakimi są:)
emil118 [29.05.09/11:03]
kurcze jakbys znala mojego faceta!!!
tak wlasnie!!tak samej czasem mi sie wydaje ze moj mezczyzna pragnie wlasnie czegos takiego jak opisalas...tylko ze to bylo by jakkies bezrozumne monstrum...i pomyslec ze takie wlasnie cos moglo by imponowac mojemu facetowi..ciarki przechodza...pozdrawiam
maga106 [04.05.09/15:17]
A wiesz, że ie jesteś sama....
...bo nie tylko Ty tak masz niestety:(
nekta [04.05.09/08:58]
tja
ja to mam determinacje zawsze i we wszystkim... podporzadkowywac sie nie zamierzam, o swoich potrzebach umiem mowic, tylko szukanie kompromisu jakos tak nie wychodzi i nie umiem tak tupnac noga i postawic na swoim, ustepuje nawet w waznych dla mnie sprawach na ogół i tylko potem jestem na siebie zła. No ale coż, to nie jest dobre miejsce do mówienia o swoim życiu i problemach :)
maga106 [04.05.09/00:10]
...
Nekta...można tak żyć, bo widziałam to na własne oczy...widzę, że mamy podobne doświadczenia:) może to problem ludzi nie do końca pewnych siebie? to głupie przekonanie, że Twoje problemy mogą nie być dla niego tak ważne? Można by tak długo...Ale skoro piszesz, że "po tylu latach", to chyba masz dziewczyno większą determinację ode mnie:)
Agrado...już wszystko wiem i rozumiem:) Cóż ja Ci powiem...trafiłaś w sedno:) Uczę się uparcie i o rezultatach na pewno doniosę:)
agrado [03.05.09/21:16]
Maga
ja wiem, że to nie Ty siebie opisujesz tylko tę "idealną kobietę". nie zrozumiałyśmy się:)
A tak w ogóle to teraz dopiero przeczytałam poprzednie komentarze i odnoszę wrażenie, że Ty sama dokładnie wiesz co robić: zdajesz sobie sprawę, że masz zakodowane przez mamę, że Twoje potrzeby są mniej ważne od potrzeb mężczyzny. wiesz, że nie umiesz powiedzieć facetowi czego chcesz. ale jesteś zdecydowana, żeby z tym walczyć. masz przed sobą tę dodatkową trudność, że Twój chłopak jest w swoim pierwszym związku i faktycznie może wielu rzeczy nie wiedzieć. ja wiem, że by się chciało, żeby on wszystko sam wiedział, ale z facetami tak niestety nie jest. z kobietami zresztą też nie. dlatego trzeba nauczyć się mówić o swoich potrzebach, żeby sobie ogólnie relacje z ludźmi ułożyć, nie tylko z facetami. życzę Ci powodzenia:)
nekta [03.05.09/19:29]
kurcze
czytalam poczatek i pomyslalam - jak mozna tak zyc, tak sie podporzadkowac facetowi... czytalam dalej i brzmialo jakos znajomo - nie mow o slubie i o dzieciach, najlepiej zawsze pieknie wygladaj, nos tylko seksowne ponczochy...a jak doczytalam do konca, to jakos mi sie smutno zrobilo... tez miewam to niejasne wrazenie, ze sie narzucam. i moj facet tez "bywa" cudowny, a nie jest. I cholera najgorsze jest to, ze trudno to jakos po tylu latach zmienic.
maga106 [03.05.09/16:32]
Agrado
Trochę się nie zrozumiałyśmy...ja NIE JESTEM kobietą jaką opisałam powyżej.Mam własne zdanie, wstaję rano potargana i przypalam naleśniki. Mam potrzeby i zachcianki.Problem polega na tym, że w sytuacji kiedy On tego nie dostrzega ja nie potrafię się upomnieć o swoje.Nie umiem głośno i wyraźnie powiedzieć, że chcę tego i tego, bo zaraz nachodzą mnie myśli, że nie powinnam, że coś narzucam, że Go ograniczam.Jak każdy, kto kocha chciałabym, żebyśmy odpowiadali sobie pod każdym względem ale to się nie udaje i czasem wtedy szukam winy w sobie zamiast w nas obojgu.
Zuzolińska - a co Ty na to, żeby On to przeczytał ?;)
agrado [03.05.09/12:12]
...
kiedyś byłam dziewczyną, jaką opisałaś: bez swojego zdania, bez potrzeb, wszystko podporządkowane jemu. zrezygnowałam ze znajomych, bo on ich nie lubił, z kina i teatru, bo on tego nie znosił, z rozmów o książkach i polityce, bo on nic na ten temat nie wiedział. zawsze pomalowana, ładnie ubrana, uczesana, uśmiechnięta. nigdy nie bolała mnie głowa. wydawało mi się, że gdy będę właśnie taka, on ze mną będzie. nie zauważałam, gdy on czasem zirytowany pytał, czy ja w ogóle mam jakieś zdanie. związek trwał rok. rzucił mnie. nie wiedziałam dlaczego. przecież byłam idealna, w ogóle się nie kłóciliśmy. teraz już wiem, że nikt nie chce być na dłuższą metę z kimś tak bezbarwnym. w moim obecnym związku jestem sobą i widzę, że to podoba się mojemu chłopakowi. ja też czuję się o wiele lepiej niż w poprzednim, mam większe poczucie wartości, bo ktoś kocha mnie taką, jaką jestem, nie muszę udawać. chyba mogę zaryzykować stwierdzenie, że jestem idealną kobietą - idealną dla MOJEGO mężczyzny:))
zuzolińska [02.05.09/18:52]
mhm.
wydaje mi się, że to trochę niezdrowe. oboje powinniście się wspierać, ufać sobie. przecież związki nie polegają na tym, żeby wypaść przed partnerem perfekcyjnie, być ideałem - to po prostu wspólna droga przez życie. bez zbędnego owijania w bawełnę. myślę, że może dobrym rozwiązaniem będzie szczera rozmowa z Nim ;). wyjaśnienie co Cię gryzie, tak jak w tym artykule.
maga106 [02.05.09/13:42]
Czy go usprawiedliwiam...
Być może...Być może dlatego, że choć o tym nie piszę tutaj, to jednak pewnie też czasem postępuję wobec Niego nie tak jak powinnam.Tu pozwoliłam sobie na czystą złośliwość, a w realnym życiu biorę pod uwagę również własne wady...Wbrew pozorom myślę, że nas oboje czeka ciężka praca z tym, że chyba tylko ja jestem tego świadoma.A może są to tylko moje urojenia i tyle...Być może będzie to klops, być może nie zmieni się nic, a może zmieni się wszystko, nie wiem.Na razie cieszę się, że o tym napisałam i że spotkałam się z takim odzewem:) Czytam...myślę...porównuję...i zobaczymy jaki z tego wyjdzie placek, może jeszcze da się go zjeść;)
mixa [01.05.09/11:25]
olh
no ja Cię proszę, nie gniewam się ani trochę... przecież wiesz :*
majorka [30.04.09/20:05]
ja bym wiała
ale Ty - z tego co piszesz - masz inny charakter.Nawet z tych Twoich odpowiedzi widać, że to po swojej stronie upatrujesz jeszcze sporo pracy i starań, a jego usprawiedliwiasz sposobem wychowania. Nic się nie zmieni wg mnie.Jeśli już,to na gorsze,bo jakieś jeszcze tam przebłyski masz,że to nie tak powinno wyglądać.Jeśli te przebłyski się będą nasilać - to masz przerąbane.Chyba ze je zdusisz i przyjmiesz potulnie swoją "rolę" - jak dla mnie - jeszcze bardziej przerąbane. Tak czy owak - klops.
olh [30.04.09/18:25]
mixa
nie chcę dawać rad, nie znam się na relacjach damsko-męskich i nie sama ze swoimi sobie nie poradziłam dotychczas.
przepraszam za osobiste, złośliwe wtrącenie - to nie było na miejscu.
mixa [30.04.09/15:03]
olhalka
no jasne, że nie jestem w pełni upoważniona do dawania rad, bo moja historia nie jest najpiękniejsza, ale uwierz mi kochana, że jest coraz lepiej i naprawdę pracujemy nad tym związkiem...
olhalka [30.04.09/12:09]
mixaiza
i kto to mówi?
maga106 [30.04.09/07:44]
Dziewczęta
Truskawko - Oczywiście, że nie łatwo, ale pisząc to nie liczyłam na komentarze typu "oj jakaś ty biedna...ale jaka dzielna":), bo przecież nie o to chodzi prawda?;)
Wcale nie chodziło mi to, że skoro jedynak to od razu samolub.Miałam na myśli tą konkretną sytuację, ponieważ On naprawdę nie musiał się o nikogo troszczyć.Zawsze robiła to za niego nadopiekuńcza mama, a mówiąc nadopiekuńcza mam na myśli taką BARDZO nadopiekuńczą.A Jemu widocznie było tak wygodnie przez długie lata i dopiero kiedy wyprowadził się z domu zaczął zauważać tę subtelną różnicę między mamą, a resztą świata:) Ale nie jest to usprawiedliwienie wszystkiego, jak słusznie zauważyła Takamała.
Nie wiem, czy dwa lata to długo czy krótko...jak na razie mój najdłuższy staż i skoro tyle to trwa, a ja jeszcze nie wyrwałam sobie wszystkich włosów z głowy, to może jest w tym jakiś sens;)Inna sprawa, że mieszkamy daleko od siebie i mam mniej możliwości działania, ale staram się.
A tak poważnie, to dziękuję Wam, bo to wszystko oznacza, że się zaiteresowałyście;)
Jo - wiem dokładnie o czym mówisz, ale może ten czas nie był do końca stracony, bo dzięki temu jesteś już mądrzejsza:)
Kozucha - dzięki:) książki poszukam i zaznajomię się na pewno.Jak na razie postanowiłam wyjechać bez Niego na wakacje i spojrzeć na to z odpowiedniego dystansu i zobaczymy co dalej;)
kozucha [30.04.09/06:46]
Maga
trzymam za Ciebie kciuki, a właściwie za Was oboje. A Tobie polecam gorąco książki Margaret Atwood, szczególnie "Kobietę do zjedzenia" i 'Wynurzenie", mnie pomogły zrozumieć niejedno...w sobie samej! Buziaki :)
jo [30.04.09/06:43]
szok
Nie wierze, czyzbys byla z moim bylym. A powaznie to wypisz, wymaluj ten sam model. Z tym, ze któregoś dnia już przestałam się narzucać, dzwonić, pisać, przyjeżdżać. To było dwa lata temu, od tego czasu nie widzieliśmy się ani nie słyszeli. Chciał się rozstać ale chyba nie miał odwagi mi tego powiedzieć...tyle czasu zmarnowałam, tyle energii żeby walczyć..oj głupia byłam. Zastanów się czy warto...
takamała [30.04.09/01:40]
maga
wiesz smutne jest to, że taka postawa to zapewne ani "jedynactwo" ani młodość... niektórzy tacy po prostu są. Po więcej niz dwóch latach i kiedy nie sa juz tacy młodzi...wierz mi. mozna czekać aż zrozumie i się zmieni, jesli masz czas... nawet do końca życia. Ja Cie nie potępiam, rozumiem Cie nawet. znam to po prostu. dobrze że widzisz w ogóle nienormalność tej sytuacji...
Truskawka [30.04.09/00:06]
mega
nielatwo sie slucha krytyki na swoj temat zwlaszcza od osob, ktore cie nie znaja a oceniaja wylacznie to co napisalas :) poza tym co druga ma tutaj pmsa i jest przemadrzala ale tak ogolnie to jest tutaj bardzo mile i wspierajace sie towarzystwo wiec tymi terapeutami sie tak mocno nie przejmuj :))
Z twojego tekstu obrazek wylania sie taki sobie i dziewczyny ocenily wylacznie ten wlasnie obrazek. Ja zreszta tez. Wiem jak wygladaja nieudane, bezsensowne zwiazki bo takie zaliczylam i wiem jak wyglada udany zwiazek. A w udanym normalnym zwiazku nie ma tego o czym piszesz powyzej.
Ale dwa lata to nie dlugo. To jest dopiero poczatek wiec byc moze sie jescze dogracie chociaz moje doswiadczenie podpowiada mi, ze ludzie sie nie zmieniaja a jesli juz to na gorsze i tlumaczenie sobie, ze on sie zmieni jest droga do nikad:(( ale to moze ja mialam takiego pecha :))
Poza tym przepraszam ale jestem wychuchana jedynaczka, rozpieszczona do bolu ale problemy, uczucia, checi mojego faceta sa dla mie tak samo wazne jak moje wlasne czasami lub czesto siebie stawiam na drugim miejscu...wiec nie do konca z tymi jedynakami to taka oczywista rzecz :))
Tulia [29.04.09/22:53]
najważniejsze, że napisałas o tym,
to zawsze pomaga i to już krok do przodu i miej na względzie głównie swoje dobro, bo to zawsze procentuje :))
maga106 [29.04.09/22:30]
Nie...
Rozgoryczona? Ależ nie...może to tak wygląda, ale na pewno nie:) Wręcz przeciwnie doceniam zainteresowanie i dobre chęci i wiem, że wszystkie macie na uwadze jedynie pomoc:) Masz rację, że obiekt jest trudny...Tylko widzisz, pisałam już jak wyglądały moje wcześniejsze związki właśnie dlatego, bo uważałam, że nie watro niczego prostować? Właściwie jedyne co mnie jeszcze przekonuje to fakt, że Jego przykre zachowania biorą się tylko i wyłącznie z nieświadomości tego jak ja mogę to odebrać.
Ten artykuł wziął się głównie z tego, że zawsze uczono mnie, że mężczyźnie trzeba dogadzać...tak tak, wiem, że to staroświeckie i wręcz zaściankowe, ale takie właśnie poglądy ma moja mama.I wpajała mi jeszcze wiele innych, które mają wpływ na moje poczucie wartości w związku.I mimo, że od zawsze się przeciwko temu buntowałam, ale jednak coś tam we mnie zostało i łapie mnie za włosy za każdym razem kiedy chcę krzyknąć.
I może wyszłam na niewdzięcznicę, ale naprawdę doceniam wszystkie głosy:)
Tulia [29.04.09/22:12]
jesteś rozgoryczona, ale wiele głosów
nie dotyczyło ciebie, ale twojego faceta, bo to bardzo trudny obiekt miłości, i dziewczyny mówiły raczej o tym, że nie warto poświęcać życia na prostowanie tego związku, na zabieganie o jego uczucia, uwagę;
jasne, ze ty wiesz lepiej jak to dokłądnie wygląda, ale ten artykuł nie wziął się z księżyca, więc przemyśl sobie czy to ci odpowiada i ... powodzenia :))
maga106 [29.04.09/22:01]
Kozucha
Oczywiście, że do faceta też można by to przypiąć...tylko czy którakolwiek kobieta by takiego chciała? Ja tą idealną NIE JESTEM. Jedynie czasem myślę, że może takiej powinien poszukać...Dzięki za zmilczenie, bo czasem warte jest więcej niż słowa;) I komplemencik nawet był;)
maga106 [29.04.09/21:52]
dziękuję
Jako pierwsza nie wysyłasz mnie do terapeuty, więc dziękuję za racjonalne spojrzenie na to wszystko;) Idealna kobieta, którą opisałam jest tylko i wyłącznie żartem (takim nawet trochę z siebie) aczkolwiek z żalem przyznaję, że spotkałam taką naprawdę.I myślę, ze na początku naszego związku trochę ją przypominałam.
Jesteśmy razem już prawie dwa lata, a to bardzo długo jak na mnie, bo wcześniej raczej nie gustowałam w stałych związkach:) I przyznaję Tobie absolutną rację w tym, że trzeba na wszystko patrzeć trzeźwo i otwierać się na siebie nawzajem. Ale tej otwartości się ciągle uczę, bo zupełnie inaczej zostałam wychowana.To dłuższa historia, której nie będę tutaj rozwijać bez potrzeby, ale nie uczono mnie mówić, że czegoś potrzebuję, a nawet wręcz przeciwnie.W poprzednich związkach też nie zadawałam sobie trudu, by to w sobie zmienić, bo po co skoro i tak miały się niedługo skończyć? Nawet mi nie przyszło do głowy, że któryś z nich mógłby być na stałe, dopiero On był na tyle uparty, że został. I dlatego się uczę, uparcie, trochę masochistycznie jak ktoś już zauważył, na przekór swoim lękom i pruderyjnemu wychowaniu, ale się uczę:)
Inną sprawą jest fakt, że On jest ukochanym jedynakiem, wychowanym trochę pod kloszem, w związku z czym o nikogo jeszcze się nie musiał troszczyć.
Jestem świadoma, że to będzie długa droga zanim ja już bez poczucia winy będę potrafiła powiedzieć czego CHCĘ, i zanim On się nauczy tego słuchać, ale mimo wszystko jestem gotowa próbować, tym bardziej, że zaczynam zauważać efekty:)
Jak każdy, miewam gorsze dni i bywam zniechęcona, właśnie wtedy gdzieś w tyle głowy kołatają się takie myśli jak te opisane powyżej:)
mixaiza [29.04.09/21:02]
hmm
a ja się zapytam: długo jesteście ze sobą?
Moja opinia jest taka, że jemu chyba coś nie zależy... albo jesteście ze sobą za krótko, albo oboje jednak za młodzi...
Wiesz, też mam młodszego faceta i też miałam takie dwa problemy jakie napisałaś w ost. komentarzu, ale uwierz mi że jak Wam oboje zależy to da się to rozwiązac... my darliśmy koty, ja zaczęłam w końcu mówic głośno co czuję i że chcę tego czy tamtego... i nie chodziło mi o coś wielkiego, bo brakowało podstaw, których chyba u Was też brakuje...
Mojemu chyba zależało, bo nie rozstaliśmy się po największej kłótni, ale jemu otworzyły się oczy o teraz wie co i jak :) i uwierz mi, że był mi wdzięczny, bo sam przyznał, że nigdy by się sam tego nie domyślił... naprawdę czasem warto się otworzyc :)
I idealna kobieta to nie taka jaką opisałaś, bo takich kobiet nie ma, chyba że kobiety-roboty ;) Kobieta idealna to taka, która potrafi myślec także o sobie i swoich potrzebach i czasem podniesie głos :) Jeśli skaczesz tak koło faceta to on widzi, że jest dla Ciebie wszystkim i wtedy się nie stara i nudzi się po czasie taką babą...
I nie mówię, że on jest potworem, ale nie broń go i nie tłumacz przed samą sobą, bo to nic nie poprawi... popatrz trzeźwo na jego wady, na to czego Wam brakuje i zastanów się czy wytrzymasz tak na zawsze?
Facet powinien byc Twoim najlepszym przyjacielem, nie możesz się zastanawiac czy możesz zadzwonic lub czy wypada go o coś poprosic...
Podsumowując... na pewno warto walczyc, ale jeśli czujesz się już bezsilna to odpuśc... na świecie jest wielu facetów, którzy docenią Twoje starania i pokochają Ciebie taką jaką jesteś, nie zawsze idealną, ale zawsze kochającą :)
maga106 [29.04.09/18:40]
Kochani
Zgadzam się z Wami chociaż nie ze wszystkim...a przede wszystkim z tym, że nie umiem kochać.Przykro mi się zrobiło odrobinę, bo uważam, że nikt nie miałby prawa mnie tak oceniać. Początek tego tekstu miał być bardziej ogólny, a wyszło trochę tak jakbym się związała z potworem;)
Problem polega tylko i wyłącznie na dwóch rzeczach - Po pierwsze On jest jeszcze młody, a nasz związek jest dla Niego pierwszym tak poważnym ( bo tego, że poważnym jestem pewna).Czasem robi coś nawet nie wiedząc, że może ranić, że druga osoba w związku, czyli ja może to inaczej odebrać, zrozumieć.Staram się z nim rozmawiać, tłumaczyć, ale z drugiej strony ile można mówić? I tu pojawia drugi problem, bo ja nigdy nie potrafiłam się domagać.I czasem po prostu nie mam już siły i wtedy wyłazi jędza , która pisze takie teksty:/
Tulia [29.04.09/18:32]
ojej, to jakaś koszmarna niewola,
tak nie można żyć, a juz na pewno nie da się zbudować na tym w przyszłości szczęśliwej rodziny; jesli ten facet bywa cudowny, to tym gorzej, bo ma z pewnością świadomość tego co ci robi, to po prostu ..., oj juz nic nie piszę, jesli to ciebie dotyczy, to uciekaj gdzie pieprz rośnie.
gali [29.04.09/16:34]
Met, no,
pięknie, tak dla ludzi i ze zrozumieniem :)
tego Ci zazdroszczę właśnie, tego trafnego ujęcia w słowa:)
Maga, historia naprawdę smutna.
histuś [29.04.09/13:31]
o, met
jak ładnie ujęłaś to, czego ja nie chciałam już pisać :)
tzn zgadzam się po całości :)
Truskawka [29.04.09/12:46]
nie
no ogolnie sluchajcie w nie tak durnych zwiazkach laski tkwia...mam pod reka dwa mocniej skrajne przypadki wiec moze byc gorzej :))
wiesz co maga tak w ogole to po prostu pogadalabym z tym facetem i powiedziala co mi na zoladku lezy :))) jesli mu zalezy na kims wiecej niz tylko sobie to zrozumie...jesli nie to albo to akceptujesz z calym dobrodziejstwem inwentarza albo dziekujesz za wspolprace i zamykasz drzwi :)
plzm [29.04.09/12:29]
no, olej to wszystko
i zajmij się sobą, kurde - naprawdę, po cholerę być w czymś, co tylko nakręca poczucie poniżenia? lepiej jest zdecydowanie iść na piwo z koleżanką, spotykać się z kilkoma panami na raz, każdemu dając do zrozumienia, że nie jest wart, itd
psychoterapia to fajna sprawa, tylko mądrze wybierz terapeutę
met [29.04.09/11:49]
tak, słusznie napisałaś na początku
że kochasz tak jak potrafisz bo bardziej już nie umiesz. ja bym powiedziała, że w ogóle nie umiesz. bo to co prezentujesz to nie jest miłośc tylko forma jakiegoś rodzaju masochizmu, poddaństwa i autodestrukcji. miłość wcale taka nie jest, że się zapomina o sobie na rzecz kogoś lub czegoś. prawdziwa miłość sprawia, że człowiek czuje się ważny i chce mu się każdego ranka wstawać ze słowami, ale kurwa pięknie a nie ale mi sie kurwa nie chce.
i tyle. zatem powinnaś niezwłocznie udać się na psychoterapię.
piaget [29.04.09/11:23]
nie trzeba tracić
wystarczy właściwie trafić
kozucha [29.04.09/10:11]
równie dobrze
tytuł mógłby brzmieć tak: "Idealna kobieta dla mężczyzny" - to po pierwsze. Po drugie, to pewna pani, z innego pokolenia, zwykła mawiać, że: Mężczyznę trzeba traktować jak psa - w dzień dobrze karmić, a na noc z domu wypuszczać". Po trzecie: dobrymi radami jest ponoć piekło brukowane, więc - jako dwukrotna doświadczona mężatka - zamilknę.
P.S. Tekst znakomity, lekko zgryźliwy, lubię takie.
histuś [29.04.09/10:10]
ojezu, Maga
za nic nie chciałabym być z tak niepewną i nieświadomą siebie i swoich potrzeb, pełną poczucia winy i lęków dziewczyną... Laska, masz problem ze sobą i to duży. Zmiana faceta niespecjalnie pomoże, bo po 1. przy kimś innym będziesz też się bać pierdnąć, a po 2. znajdziesz sobie kogoś podobnego do obecnego faceta.
maura [29.04.09/10:06]
to na dłuższą metę nie działa
takie czekanie na każdy miły gest z jego strony i zastanawianie się czy idziesz o krok za daleko jeśli zadzwonisz. w prawdziwej miłości nie ma takich kalkulacji.
Truskawka [29.04.09/09:42]
moim zdaniem
najwazniejsze to odpowiedziec sobie na pytanie czy na prawde jestes szczesliwa z kim jestes :))
Nie wiem czy moglabym byc z kims z kim nie moglabym porozmawiac o moich problemach, zapytac o rade, poprosic o pomoc czy pogadac o moich sprawach. To troche tak jak nie byc soba...w zwiazku swiat nie moze krecic sie w okol jednej tylko osoby...tak mi sie wydaje.
I potrafi byc cudowny? To znaczy, ze bywa a nie jest? :)
Michaela [29.04.09/07:36]
Nie, no
wyrzec się niemal siebie, po to by być z facetem??? Nigdy. Czy Ty jesteś szczęśliwa? Chyba znam odpowiedź.
mademoiselle [29.04.09/01:16]
bez sensu
taka idealna to potem siedzi grzecznie w domu i robi, czego pan wymaga, a pan znajduje sobie taką, co to pokłócić się potrafi, co zamiast czekać, aż się chłop domyśli, że może czegoś chce, sama mu to prosto powie i zamiast pasjonować się jego zainteresowaniami znajdzie sobie coś swojego.
mam szczerze dość panienek wychowanych w przekonaniu, że kiedyś się zjawi mityczny książe na białym koniu i wszystko będzie jak w bajce. Związek to tylko rzeczywistość między dwójką ludzi - DWÓJKĄ, każdy musi wnieść coś swojego. Nie można stworzyć dobrego związku w sytuacji jak wyżej - że jest jedna osoba i dodatek do niej i tyle.
Proste - czujesz, że tracisz siebie - rzuć to w cholerę, bo w końcu i tak ktoś kogoś rzuci. A jeśli to tylko takie zdołowane narzekanie - bez przesady, bez przesady. Że są problemy, kłótnie, że inne wartości i spojrzenia na świat wynieśli z domu i dotychczasowych doświadczeń - to przecież normalne.
Marianna [28.04.09/21:19]
Obawiam się,
że niejednemu facetowi marzy się taka "idealna" kobieta. A może się mylę?
Ale myślę sobie dokładnie, jak Jolax - po co Tobie taki gość? Potrafi być cudowny, mówisz... No... to miło z jego strony ;-)
maga106 [28.04.09/20:44]
Właśnie
sama się siebie pytam po co. Dopiero kiedy przeczytałam to drugi raz dotarło do mnie, że wygląda jakbym się go trzymała na siłę a nie jest tak do końca. Ogólnie potrafi być cudowny tylko czasem wiem, że powinnam tupnąć nogą, a nie potrafię...i sdą pomysł tej idealnej...
Jolax [28.04.09/18:42]
no, a po co tobie taki chłop?
??
Komentarze
Ludzie bywają różni...
a ja również nie będę się powtarzać wciąż i wciąż...Różnie kochamy po prostu.Typ kobiety jaką opisałam bywa czasem marzeniem mężczyzny, ale podejrzewam, że nie na długo;)pozdrawiam:)
heh...
A co to za kobieta tak naprawdę, która tylko wygląda i pachnie? Taka "idealna", która przemilczy to, co trzeba, ale przy ludziach to będzie inteligentnie rozmowna i zachwycająca? Zupełnie bez potrzeb, zawsze uśmiechnięta, ale jednak tajemnicza... Zmieniająca się zależnie od wymagań wybranka? Nie czytałam wszystkich komentarzy, więc mogę się powtórzyć, zresztą odkrywcza nie będę: Ktoś, kto ma takie wymagania już w czasie 2 lat związku (a to wcale nie długo), potem ich nie zmieni. Trzeba wypracować życie WSPÓLNE teraz, a nie liczyć, że za rok, dwa się coś zmieni... Niestety, zawsze ludzie muszą się oboje do siebie dopasować, w jedną stronę nigdy to nie działa. Chyba, że ktoś wraz z kazdym etapem życia i każdą nową bliską osobą, swoją osobowość zostawia gdzieś z tyłu...A powiedziałaś mu o tym?
Bo wiesz, będę teraz mało odkrywcza ale z nimi naprawdę tak jest, że dostrzegają pewne rzeczy dopiero kiedy im się o nich powie wprost.Taka wada fabryczna:);
Piszesz dokładnie o tym o co podejrzewam swojego faceta..ja się nie sprawdziłam jako idealna partnerka i już nie mam siły się starać :(Myślisz, że mogłoby imponować?
Bo ja się tu trochę podśmiewam, ale myślę, że tak naprawdę dziewczyny mają racje - faceci wolą prawdziwe kobiety takimi jakimi są:)kurcze jakbys znala mojego faceta!!!
tak wlasnie!!tak samej czasem mi sie wydaje ze moj mezczyzna pragnie wlasnie czegos takiego jak opisalas...tylko ze to bylo by jakkies bezrozumne monstrum...i pomyslec ze takie wlasnie cos moglo by imponowac mojemu facetowi..ciarki przechodza...pozdrawiamA wiesz, że ie jesteś sama....
...bo nie tylko Ty tak masz niestety:(tja
ja to mam determinacje zawsze i we wszystkim... podporzadkowywac sie nie zamierzam, o swoich potrzebach umiem mowic, tylko szukanie kompromisu jakos tak nie wychodzi i nie umiem tak tupnac noga i postawic na swoim, ustepuje nawet w waznych dla mnie sprawach na ogół i tylko potem jestem na siebie zła. No ale coż, to nie jest dobre miejsce do mówienia o swoim życiu i problemach :)...
Nekta...można tak żyć, bo widziałam to na własne oczy...widzę, że mamy podobne doświadczenia:) może to problem ludzi nie do końca pewnych siebie? to głupie przekonanie, że Twoje problemy mogą nie być dla niego tak ważne? Można by tak długo...Ale skoro piszesz, że "po tylu latach", to chyba masz dziewczyno większą determinację ode mnie:)Agrado...już wszystko wiem i rozumiem:) Cóż ja Ci powiem...trafiłaś w sedno:) Uczę się uparcie i o rezultatach na pewno doniosę:)
Maga
ja wiem, że to nie Ty siebie opisujesz tylko tę "idealną kobietę". nie zrozumiałyśmy się:)A tak w ogóle to teraz dopiero przeczytałam poprzednie komentarze i odnoszę wrażenie, że Ty sama dokładnie wiesz co robić: zdajesz sobie sprawę, że masz zakodowane przez mamę, że Twoje potrzeby są mniej ważne od potrzeb mężczyzny. wiesz, że nie umiesz powiedzieć facetowi czego chcesz. ale jesteś zdecydowana, żeby z tym walczyć. masz przed sobą tę dodatkową trudność, że Twój chłopak jest w swoim pierwszym związku i faktycznie może wielu rzeczy nie wiedzieć. ja wiem, że by się chciało, żeby on wszystko sam wiedział, ale z facetami tak niestety nie jest. z kobietami zresztą też nie. dlatego trzeba nauczyć się mówić o swoich potrzebach, żeby sobie ogólnie relacje z ludźmi ułożyć, nie tylko z facetami. życzę Ci powodzenia:)
kurcze
czytalam poczatek i pomyslalam - jak mozna tak zyc, tak sie podporzadkowac facetowi... czytalam dalej i brzmialo jakos znajomo - nie mow o slubie i o dzieciach, najlepiej zawsze pieknie wygladaj, nos tylko seksowne ponczochy...a jak doczytalam do konca, to jakos mi sie smutno zrobilo... tez miewam to niejasne wrazenie, ze sie narzucam. i moj facet tez "bywa" cudowny, a nie jest. I cholera najgorsze jest to, ze trudno to jakos po tylu latach zmienic.Agrado
Trochę się nie zrozumiałyśmy...ja NIE JESTEM kobietą jaką opisałam powyżej.Mam własne zdanie, wstaję rano potargana i przypalam naleśniki. Mam potrzeby i zachcianki.Problem polega na tym, że w sytuacji kiedy On tego nie dostrzega ja nie potrafię się upomnieć o swoje.Nie umiem głośno i wyraźnie powiedzieć, że chcę tego i tego, bo zaraz nachodzą mnie myśli, że nie powinnam, że coś narzucam, że Go ograniczam.Jak każdy, kto kocha chciałabym, żebyśmy odpowiadali sobie pod każdym względem ale to się nie udaje i czasem wtedy szukam winy w sobie zamiast w nas obojgu.Zuzolińska - a co Ty na to, żeby On to przeczytał ?;)
...
kiedyś byłam dziewczyną, jaką opisałaś: bez swojego zdania, bez potrzeb, wszystko podporządkowane jemu. zrezygnowałam ze znajomych, bo on ich nie lubił, z kina i teatru, bo on tego nie znosił, z rozmów o książkach i polityce, bo on nic na ten temat nie wiedział. zawsze pomalowana, ładnie ubrana, uczesana, uśmiechnięta. nigdy nie bolała mnie głowa. wydawało mi się, że gdy będę właśnie taka, on ze mną będzie. nie zauważałam, gdy on czasem zirytowany pytał, czy ja w ogóle mam jakieś zdanie. związek trwał rok. rzucił mnie. nie wiedziałam dlaczego. przecież byłam idealna, w ogóle się nie kłóciliśmy. teraz już wiem, że nikt nie chce być na dłuższą metę z kimś tak bezbarwnym. w moim obecnym związku jestem sobą i widzę, że to podoba się mojemu chłopakowi. ja też czuję się o wiele lepiej niż w poprzednim, mam większe poczucie wartości, bo ktoś kocha mnie taką, jaką jestem, nie muszę udawać. chyba mogę zaryzykować stwierdzenie, że jestem idealną kobietą - idealną dla MOJEGO mężczyzny:))mhm.
wydaje mi się, że to trochę niezdrowe. oboje powinniście się wspierać, ufać sobie. przecież związki nie polegają na tym, żeby wypaść przed partnerem perfekcyjnie, być ideałem - to po prostu wspólna droga przez życie. bez zbędnego owijania w bawełnę. myślę, że może dobrym rozwiązaniem będzie szczera rozmowa z Nim ;). wyjaśnienie co Cię gryzie, tak jak w tym artykule.Czy go usprawiedliwiam...
Być może...Być może dlatego, że choć o tym nie piszę tutaj, to jednak pewnie też czasem postępuję wobec Niego nie tak jak powinnam.Tu pozwoliłam sobie na czystą złośliwość, a w realnym życiu biorę pod uwagę również własne wady...Wbrew pozorom myślę, że nas oboje czeka ciężka praca z tym, że chyba tylko ja jestem tego świadoma.A może są to tylko moje urojenia i tyle...Być może będzie to klops, być może nie zmieni się nic, a może zmieni się wszystko, nie wiem.Na razie cieszę się, że o tym napisałam i że spotkałam się z takim odzewem:) Czytam...myślę...porównuję...i zobaczymy jaki z tego wyjdzie placek, może jeszcze da się go zjeść;)olh
no ja Cię proszę, nie gniewam się ani trochę... przecież wiesz :*ja bym wiała
ale Ty - z tego co piszesz - masz inny charakter.Nawet z tych Twoich odpowiedzi widać, że to po swojej stronie upatrujesz jeszcze sporo pracy i starań, a jego usprawiedliwiasz sposobem wychowania. Nic się nie zmieni wg mnie.Jeśli już,to na gorsze,bo jakieś jeszcze tam przebłyski masz,że to nie tak powinno wyglądać.Jeśli te przebłyski się będą nasilać - to masz przerąbane.Chyba ze je zdusisz i przyjmiesz potulnie swoją "rolę" - jak dla mnie - jeszcze bardziej przerąbane. Tak czy owak - klops.mixa
nie chcę dawać rad, nie znam się na relacjach damsko-męskich i nie sama ze swoimi sobie nie poradziłam dotychczas.przepraszam za osobiste, złośliwe wtrącenie - to nie było na miejscu.
olhalka
no jasne, że nie jestem w pełni upoważniona do dawania rad, bo moja historia nie jest najpiękniejsza, ale uwierz mi kochana, że jest coraz lepiej i naprawdę pracujemy nad tym związkiem...mixaiza
i kto to mówi?Dziewczęta
Truskawko - Oczywiście, że nie łatwo, ale pisząc to nie liczyłam na komentarze typu "oj jakaś ty biedna...ale jaka dzielna":), bo przecież nie o to chodzi prawda?;)Wcale nie chodziło mi to, że skoro jedynak to od razu samolub.Miałam na myśli tą konkretną sytuację, ponieważ On naprawdę nie musiał się o nikogo troszczyć.Zawsze robiła to za niego nadopiekuńcza mama, a mówiąc nadopiekuńcza mam na myśli taką BARDZO nadopiekuńczą.A Jemu widocznie było tak wygodnie przez długie lata i dopiero kiedy wyprowadził się z domu zaczął zauważać tę subtelną różnicę między mamą, a resztą świata:) Ale nie jest to usprawiedliwienie wszystkiego, jak słusznie zauważyła Takamała.
Nie wiem, czy dwa lata to długo czy krótko...jak na razie mój najdłuższy staż i skoro tyle to trwa, a ja jeszcze nie wyrwałam sobie wszystkich włosów z głowy, to może jest w tym jakiś sens;)Inna sprawa, że mieszkamy daleko od siebie i mam mniej możliwości działania, ale staram się.
A tak poważnie, to dziękuję Wam, bo to wszystko oznacza, że się zaiteresowałyście;)
Jo - wiem dokładnie o czym mówisz, ale może ten czas nie był do końca stracony, bo dzięki temu jesteś już mądrzejsza:)
Kozucha - dzięki:) książki poszukam i zaznajomię się na pewno.Jak na razie postanowiłam wyjechać bez Niego na wakacje i spojrzeć na to z odpowiedniego dystansu i zobaczymy co dalej;)
Maga
trzymam za Ciebie kciuki, a właściwie za Was oboje. A Tobie polecam gorąco książki Margaret Atwood, szczególnie "Kobietę do zjedzenia" i 'Wynurzenie", mnie pomogły zrozumieć niejedno...w sobie samej! Buziaki :)szok
Nie wierze, czyzbys byla z moim bylym. A powaznie to wypisz, wymaluj ten sam model. Z tym, ze któregoś dnia już przestałam się narzucać, dzwonić, pisać, przyjeżdżać. To było dwa lata temu, od tego czasu nie widzieliśmy się ani nie słyszeli. Chciał się rozstać ale chyba nie miał odwagi mi tego powiedzieć...tyle czasu zmarnowałam, tyle energii żeby walczyć..oj głupia byłam. Zastanów się czy warto...maga
wiesz smutne jest to, że taka postawa to zapewne ani "jedynactwo" ani młodość... niektórzy tacy po prostu są. Po więcej niz dwóch latach i kiedy nie sa juz tacy młodzi...wierz mi. mozna czekać aż zrozumie i się zmieni, jesli masz czas... nawet do końca życia. Ja Cie nie potępiam, rozumiem Cie nawet. znam to po prostu. dobrze że widzisz w ogóle nienormalność tej sytuacji...mega
nielatwo sie slucha krytyki na swoj temat zwlaszcza od osob, ktore cie nie znaja a oceniaja wylacznie to co napisalas :) poza tym co druga ma tutaj pmsa i jest przemadrzala ale tak ogolnie to jest tutaj bardzo mile i wspierajace sie towarzystwo wiec tymi terapeutami sie tak mocno nie przejmuj :))Z twojego tekstu obrazek wylania sie taki sobie i dziewczyny ocenily wylacznie ten wlasnie obrazek. Ja zreszta tez. Wiem jak wygladaja nieudane, bezsensowne zwiazki bo takie zaliczylam i wiem jak wyglada udany zwiazek. A w udanym normalnym zwiazku nie ma tego o czym piszesz powyzej.
Ale dwa lata to nie dlugo. To jest dopiero poczatek wiec byc moze sie jescze dogracie chociaz moje doswiadczenie podpowiada mi, ze ludzie sie nie zmieniaja a jesli juz to na gorsze i tlumaczenie sobie, ze on sie zmieni jest droga do nikad:(( ale to moze ja mialam takiego pecha :))
Poza tym przepraszam ale jestem wychuchana jedynaczka, rozpieszczona do bolu ale problemy, uczucia, checi mojego faceta sa dla mie tak samo wazne jak moje wlasne czasami lub czesto siebie stawiam na drugim miejscu...wiec nie do konca z tymi jedynakami to taka oczywista rzecz :))
najważniejsze, że napisałas o tym,
to zawsze pomaga i to już krok do przodu i miej na względzie głównie swoje dobro, bo to zawsze procentuje :))Nie...
Rozgoryczona? Ależ nie...może to tak wygląda, ale na pewno nie:) Wręcz przeciwnie doceniam zainteresowanie i dobre chęci i wiem, że wszystkie macie na uwadze jedynie pomoc:) Masz rację, że obiekt jest trudny...Tylko widzisz, pisałam już jak wyglądały moje wcześniejsze związki właśnie dlatego, bo uważałam, że nie watro niczego prostować? Właściwie jedyne co mnie jeszcze przekonuje to fakt, że Jego przykre zachowania biorą się tylko i wyłącznie z nieświadomości tego jak ja mogę to odebrać.Ten artykuł wziął się głównie z tego, że zawsze uczono mnie, że mężczyźnie trzeba dogadzać...tak tak, wiem, że to staroświeckie i wręcz zaściankowe, ale takie właśnie poglądy ma moja mama.I wpajała mi jeszcze wiele innych, które mają wpływ na moje poczucie wartości w związku.I mimo, że od zawsze się przeciwko temu buntowałam, ale jednak coś tam we mnie zostało i łapie mnie za włosy za każdym razem kiedy chcę krzyknąć.
I może wyszłam na niewdzięcznicę, ale naprawdę doceniam wszystkie głosy:)
jesteś rozgoryczona, ale wiele głosów
nie dotyczyło ciebie, ale twojego faceta, bo to bardzo trudny obiekt miłości, i dziewczyny mówiły raczej o tym, że nie warto poświęcać życia na prostowanie tego związku, na zabieganie o jego uczucia, uwagę;jasne, ze ty wiesz lepiej jak to dokłądnie wygląda, ale ten artykuł nie wziął się z księżyca, więc przemyśl sobie czy to ci odpowiada i ... powodzenia :))
Kozucha
Oczywiście, że do faceta też można by to przypiąć...tylko czy którakolwiek kobieta by takiego chciała? Ja tą idealną NIE JESTEM. Jedynie czasem myślę, że może takiej powinien poszukać...Dzięki za zmilczenie, bo czasem warte jest więcej niż słowa;) I komplemencik nawet był;)dziękuję
Jako pierwsza nie wysyłasz mnie do terapeuty, więc dziękuję za racjonalne spojrzenie na to wszystko;) Idealna kobieta, którą opisałam jest tylko i wyłącznie żartem (takim nawet trochę z siebie) aczkolwiek z żalem przyznaję, że spotkałam taką naprawdę.I myślę, ze na początku naszego związku trochę ją przypominałam.Jesteśmy razem już prawie dwa lata, a to bardzo długo jak na mnie, bo wcześniej raczej nie gustowałam w stałych związkach:) I przyznaję Tobie absolutną rację w tym, że trzeba na wszystko patrzeć trzeźwo i otwierać się na siebie nawzajem. Ale tej otwartości się ciągle uczę, bo zupełnie inaczej zostałam wychowana.To dłuższa historia, której nie będę tutaj rozwijać bez potrzeby, ale nie uczono mnie mówić, że czegoś potrzebuję, a nawet wręcz przeciwnie.W poprzednich związkach też nie zadawałam sobie trudu, by to w sobie zmienić, bo po co skoro i tak miały się niedługo skończyć? Nawet mi nie przyszło do głowy, że któryś z nich mógłby być na stałe, dopiero On był na tyle uparty, że został. I dlatego się uczę, uparcie, trochę masochistycznie jak ktoś już zauważył, na przekór swoim lękom i pruderyjnemu wychowaniu, ale się uczę:)
Inną sprawą jest fakt, że On jest ukochanym jedynakiem, wychowanym trochę pod kloszem, w związku z czym o nikogo jeszcze się nie musiał troszczyć.
Jestem świadoma, że to będzie długa droga zanim ja już bez poczucia winy będę potrafiła powiedzieć czego CHCĘ, i zanim On się nauczy tego słuchać, ale mimo wszystko jestem gotowa próbować, tym bardziej, że zaczynam zauważać efekty:)
Jak każdy, miewam gorsze dni i bywam zniechęcona, właśnie wtedy gdzieś w tyle głowy kołatają się takie myśli jak te opisane powyżej:)
hmm
a ja się zapytam: długo jesteście ze sobą?Moja opinia jest taka, że jemu chyba coś nie zależy... albo jesteście ze sobą za krótko, albo oboje jednak za młodzi...
Wiesz, też mam młodszego faceta i też miałam takie dwa problemy jakie napisałaś w ost. komentarzu, ale uwierz mi że jak Wam oboje zależy to da się to rozwiązac... my darliśmy koty, ja zaczęłam w końcu mówic głośno co czuję i że chcę tego czy tamtego... i nie chodziło mi o coś wielkiego, bo brakowało podstaw, których chyba u Was też brakuje...
Mojemu chyba zależało, bo nie rozstaliśmy się po największej kłótni, ale jemu otworzyły się oczy o teraz wie co i jak :) i uwierz mi, że był mi wdzięczny, bo sam przyznał, że nigdy by się sam tego nie domyślił... naprawdę czasem warto się otworzyc :)
I idealna kobieta to nie taka jaką opisałaś, bo takich kobiet nie ma, chyba że kobiety-roboty ;) Kobieta idealna to taka, która potrafi myślec także o sobie i swoich potrzebach i czasem podniesie głos :) Jeśli skaczesz tak koło faceta to on widzi, że jest dla Ciebie wszystkim i wtedy się nie stara i nudzi się po czasie taką babą...
I nie mówię, że on jest potworem, ale nie broń go i nie tłumacz przed samą sobą, bo to nic nie poprawi... popatrz trzeźwo na jego wady, na to czego Wam brakuje i zastanów się czy wytrzymasz tak na zawsze?
Facet powinien byc Twoim najlepszym przyjacielem, nie możesz się zastanawiac czy możesz zadzwonic lub czy wypada go o coś poprosic...
Podsumowując... na pewno warto walczyc, ale jeśli czujesz się już bezsilna to odpuśc... na świecie jest wielu facetów, którzy docenią Twoje starania i pokochają Ciebie taką jaką jesteś, nie zawsze idealną, ale zawsze kochającą :)
Kochani
Zgadzam się z Wami chociaż nie ze wszystkim...a przede wszystkim z tym, że nie umiem kochać.Przykro mi się zrobiło odrobinę, bo uważam, że nikt nie miałby prawa mnie tak oceniać. Początek tego tekstu miał być bardziej ogólny, a wyszło trochę tak jakbym się związała z potworem;)Problem polega tylko i wyłącznie na dwóch rzeczach - Po pierwsze On jest jeszcze młody, a nasz związek jest dla Niego pierwszym tak poważnym ( bo tego, że poważnym jestem pewna).Czasem robi coś nawet nie wiedząc, że może ranić, że druga osoba w związku, czyli ja może to inaczej odebrać, zrozumieć.Staram się z nim rozmawiać, tłumaczyć, ale z drugiej strony ile można mówić? I tu pojawia drugi problem, bo ja nigdy nie potrafiłam się domagać.I czasem po prostu nie mam już siły i wtedy wyłazi jędza , która pisze takie teksty:/
ojej, to jakaś koszmarna niewola,
tak nie można żyć, a juz na pewno nie da się zbudować na tym w przyszłości szczęśliwej rodziny; jesli ten facet bywa cudowny, to tym gorzej, bo ma z pewnością świadomość tego co ci robi, to po prostu ..., oj juz nic nie piszę, jesli to ciebie dotyczy, to uciekaj gdzie pieprz rośnie.Met, no,
pięknie, tak dla ludzi i ze zrozumieniem :)tego Ci zazdroszczę właśnie, tego trafnego ujęcia w słowa:)
Maga, historia naprawdę smutna.
o, met
jak ładnie ujęłaś to, czego ja nie chciałam już pisać :)tzn zgadzam się po całości :)
nie
no ogolnie sluchajcie w nie tak durnych zwiazkach laski tkwia...mam pod reka dwa mocniej skrajne przypadki wiec moze byc gorzej :))wiesz co maga tak w ogole to po prostu pogadalabym z tym facetem i powiedziala co mi na zoladku lezy :))) jesli mu zalezy na kims wiecej niz tylko sobie to zrozumie...jesli nie to albo to akceptujesz z calym dobrodziejstwem inwentarza albo dziekujesz za wspolprace i zamykasz drzwi :)
no, olej to wszystko
i zajmij się sobą, kurde - naprawdę, po cholerę być w czymś, co tylko nakręca poczucie poniżenia? lepiej jest zdecydowanie iść na piwo z koleżanką, spotykać się z kilkoma panami na raz, każdemu dając do zrozumienia, że nie jest wart, itdpsychoterapia to fajna sprawa, tylko mądrze wybierz terapeutę
tak, słusznie napisałaś na początku
że kochasz tak jak potrafisz bo bardziej już nie umiesz. ja bym powiedziała, że w ogóle nie umiesz. bo to co prezentujesz to nie jest miłośc tylko forma jakiegoś rodzaju masochizmu, poddaństwa i autodestrukcji. miłość wcale taka nie jest, że się zapomina o sobie na rzecz kogoś lub czegoś. prawdziwa miłość sprawia, że człowiek czuje się ważny i chce mu się każdego ranka wstawać ze słowami, ale kurwa pięknie a nie ale mi sie kurwa nie chce.i tyle. zatem powinnaś niezwłocznie udać się na psychoterapię.
nie trzeba tracić
wystarczy właściwie trafićrównie dobrze
tytuł mógłby brzmieć tak: "Idealna kobieta dla mężczyzny" - to po pierwsze. Po drugie, to pewna pani, z innego pokolenia, zwykła mawiać, że: Mężczyznę trzeba traktować jak psa - w dzień dobrze karmić, a na noc z domu wypuszczać". Po trzecie: dobrymi radami jest ponoć piekło brukowane, więc - jako dwukrotna doświadczona mężatka - zamilknę.P.S. Tekst znakomity, lekko zgryźliwy, lubię takie.
ojezu, Maga
za nic nie chciałabym być z tak niepewną i nieświadomą siebie i swoich potrzeb, pełną poczucia winy i lęków dziewczyną... Laska, masz problem ze sobą i to duży. Zmiana faceta niespecjalnie pomoże, bo po 1. przy kimś innym będziesz też się bać pierdnąć, a po 2. znajdziesz sobie kogoś podobnego do obecnego faceta.to na dłuższą metę nie działa
takie czekanie na każdy miły gest z jego strony i zastanawianie się czy idziesz o krok za daleko jeśli zadzwonisz. w prawdziwej miłości nie ma takich kalkulacji.moim zdaniem
najwazniejsze to odpowiedziec sobie na pytanie czy na prawde jestes szczesliwa z kim jestes :))Nie wiem czy moglabym byc z kims z kim nie moglabym porozmawiac o moich problemach, zapytac o rade, poprosic o pomoc czy pogadac o moich sprawach. To troche tak jak nie byc soba...w zwiazku swiat nie moze krecic sie w okol jednej tylko osoby...tak mi sie wydaje.
I potrafi byc cudowny? To znaczy, ze bywa a nie jest? :)
Nie, no
wyrzec się niemal siebie, po to by być z facetem??? Nigdy. Czy Ty jesteś szczęśliwa? Chyba znam odpowiedź.bez sensu
taka idealna to potem siedzi grzecznie w domu i robi, czego pan wymaga, a pan znajduje sobie taką, co to pokłócić się potrafi, co zamiast czekać, aż się chłop domyśli, że może czegoś chce, sama mu to prosto powie i zamiast pasjonować się jego zainteresowaniami znajdzie sobie coś swojego.mam szczerze dość panienek wychowanych w przekonaniu, że kiedyś się zjawi mityczny książe na białym koniu i wszystko będzie jak w bajce. Związek to tylko rzeczywistość między dwójką ludzi - DWÓJKĄ, każdy musi wnieść coś swojego. Nie można stworzyć dobrego związku w sytuacji jak wyżej - że jest jedna osoba i dodatek do niej i tyle.
Proste - czujesz, że tracisz siebie - rzuć to w cholerę, bo w końcu i tak ktoś kogoś rzuci. A jeśli to tylko takie zdołowane narzekanie - bez przesady, bez przesady. Że są problemy, kłótnie, że inne wartości i spojrzenia na świat wynieśli z domu i dotychczasowych doświadczeń - to przecież normalne.
Obawiam się,
że niejednemu facetowi marzy się taka "idealna" kobieta. A może się mylę?Ale myślę sobie dokładnie, jak Jolax - po co Tobie taki gość? Potrafi być cudowny, mówisz... No... to miło z jego strony ;-)
Właśnie
sama się siebie pytam po co. Dopiero kiedy przeczytałam to drugi raz dotarło do mnie, że wygląda jakbym się go trzymała na siłę a nie jest tak do końca. Ogólnie potrafi być cudowny tylko czasem wiem, że powinnam tupnąć nogą, a nie potrafię...i sdą pomysł tej idealnej...no, a po co tobie taki chłop?
??