ax [23.12.09/11:01]
...
biroszka...u mnie sie pije białe winko do ryby...tek elegącko;))
brioszka [23.12.09/10:50]
o, to u was się pije alkohol w wigilię?
nie to, żebym nie lubiła się napić, ale w wigilię nigdy na stole nie było u mnie butelki, to się dziwię...
przygnębiający tekst :( świetnie się go czyta, bo napisany zręcznie i z poczuciem humoru, jednak przesłanie smuuutne... wszyscy razem przy stole a tacy obcy i nierozumiejący.
inny, równie chyba przygnębiający scenariusz ma miejsce w rodzinie mojego kumpla. po rozwodzie rodziców od lat spędza większość wigilii w autobusie: najpierw tata, potem mama, a często jeszcze ciocia z wujkiem ze strony ojca, jeśli ojciec tam nie zdąży.
cierp dla rodziny i przez rodzinę ;)
jeremiasz [20.12.09/23:56]
a ja mam inaczej
ostatnio własnie mnie naszło i napisałem kilku osobnikom że fajnie że są i cieszę sie ze ich poznałem, staram sie nie czekać z ważnymi słowami na wielkie okazje, bo można nie zdążyć .
A z doswiadczenia wiem ze ludzie właśnie nie sa przyzwyczajeni do usłyszenia ciepłych szczerych i ważnych słów tak bez okazji, dziwią sie, doszukują różnorakich przyczynn itp. itd.
A u mnie wigilia będzie udana jak zwykle , bo spędzę czas z ludzmi którzy sa dla mnie ważni,których kocham, dzieki którym jestem tym kim jestem.Cała tradycja jest tylko dodatkiem, miłym acz niekoniecznym.
gali [20.12.09/23:28]
Ale chyba najwiekszym
festiwalem hipokryzji sa wigilie pracowe. DRAMAT.
Miałam szefową pierwszą w życiu, która jechała po wszystkich ile wlezie, a potem zarządzała losy gwiazdkowe, i kazała ludziom prezenty kupować nawzajem. TEGO dnia łapaliśmy się za ręce i musielismy słuchać pioseneczki: 'Przekazmy sobie znak pokoju' ;))))
I mam jeden prezent z tamtych czasów: halkę z nylonu w rzucik zółtobrązowy od pracowego hudraulika! :D
nołej...
gali [19.12.09/21:07]
hihihiiii,
takie wigilie drzewiej były, ale się skończyły :) teraz jest po mojemu u mnie i jestem wielce zadowolona :)
gducha [20.12.07/13:46]
.
Ano tak jest. Buzi buzi dupci dupci a może jedna czy dwie osoby składają te wszystkie życzenia z serca. Nie lubię tłumnych świąt. Ja wole usiąść sobie na podłodze z lampką wina i pogadać z siostrą o chłopach, o tym co się działo przez rok niewidzenia, o dzieciach, szkole, pracy i rodzicach. Rodzice będa chrapali w pokoju obok, szwagier z bratem grali w jakieś strategie, szwagierka usypiała dziecko. A potem razem pójść na pasterke na której i tak pewnie zasnę.
jerry4x1 [19.12.07/16:30]
do robala ...
a wiesz -gorzkie rzeczy też czasami smakują - czekolada, migdały, żoładkowa gorzka ... taki lajf :)
robaczek35 [18.12.07/15:38]
Bardzo gorzki tekst.
Zrobiło mi się przykro jakoś. I pomyślałam o nadchodzącej wigilii z niesmakiem - tej w gronie najbliższych właśnie. Nie da się nie spotkac z siostrą męża. Jedno zgniłe jabłko, a potrafi zwarzyć całą atmosferę. Już miałam etap walki, próby wychowywania. Kończyło się płaczem mamy-teściowej, dobrej kobiety. Teraz juz pozostało czekać, aż teściowa umrze, a wraz z nia przymus zapraszania siostry (gorzko? jeszcze jak!)
Dlatego zawsze wyglądam następnego dnia świąt: wielka, radosna impreza u mojej cioci, spotykamy tych, o których przez rok tylko słyszeliśmy, nie ma prezentów, są rozmowy, śpiewanie, śmiechy. Jestem wdzięczna cioci, ze podejmuje trud scalania dalszej rodziny.
Widzisz Jerry, czasem gorzej i obłudniej z najbliższymi ...
mixaiza [18.12.07/13:05]
hahaha
nooo sama prawda :))) choć w sumie nie ma się z czego śmiać...
Truskawka [17.12.07/15:59]
swietny
tekst :)i niestety w wielu wypadkach prawdziwy :)) Tez kiedy obserwuje ludzi to wydaje mi sie, ze wiekszosc w ogole zapomniala o co w te swieta w ogole chodzi :))) Moje wigilie od paru lat sa do bani bo albo rodzice gdzies w swiecie albo ja :) W tym roku bede miala dwie kolacje; ta polska 24 i 25 ta swiateczna angielska z indykiem i zurawina :)))ale zadna nie bedzie tak na prawde rodzinna - ehhhh :((
Marianna [17.12.07/14:39]
Świetny tekst
I cieszę się, że znowu jesteś na Broszce, bo trochę Cię brakowało, Jerry :-)
A co do Świąt - moja mama z różnych wzgędów zarządziła kiedyś, że Wigilia to bliscy, więc nie ma wieloosobowej imprezy, tylko dziadkowie, dzieci i wnuki. W tym roku będzie nas o jedną osobę mniej, bo.. tak wyszło. I jak zawsze będzie trochę wspomnień rodzinnych, trochę melancholii i wielka radość dzieciaków z prezentów, choinki i - mam nadzieję - pierników na tej choince, które wczoraj pracowicie piekłam z moją córeczką i moim synkiem :-)
piaget [17.12.07/14:33]
cudownie napisane!
i pewnie często prawdziwe, niestety. u mnie na szczęście nie :)
mam dużą rodzinę (będzie nas na wigilii pewnie z 25 osób...) i zawsze czekamy na święta, bo jest to czas kiedy możemy się wszyscy spotkać. i posiedzieć, i pośpiewać kolędy. a wigilia jest składkowa i każdy przynosi do jedzenia coś, co mu najlepiej wychodzi (sałatki, ryby, kompoty). i choć coraz mniej magii w świętach - ze względu na ogólnodostępność wszystkiego i pewnie lecące lata - nadal je lubię i czekam :))
wildrose [17.12.07/14:05]
Moja mlodosc
to byly wlasnie takie swieta. A ja zrobilam porzadek w swoim domu, takich Swiat jak moi rodzice nie robie i nie zapraszam do siebie i nie utrzymuje kontaktow z rodzina, z ktora nic poza pokrewienstwem mnie nie laczy, a wrecz przeciwnie...
Bardzo dobry tekst.
jerry1111 [17.12.07/14:00]
a co tam ?
Słuchy mnie dochodzą że met chciała na "leniucha" pojechać i mój jako swój tekst wyedytować :)))
A na poważnie - przewagą takich miejsc jak to jest możliwość szczerej wypowiedzi - chociażby przez pewnego rodzaju anonimowość ( piszę "pewnego rodzaju" gdyż niektóre osoby z brokręgu znam osobiście a i osoba z zewnątrz może po przeczytaniu skojarzyć fakty. Jak to będzie miła mi osoba to się tylko uśmiechnie, jak wręcz przeciwnie to niech się palant ze wstydu spali :)
Tak więc jest możliwość szczerego wypowiedzenia swoich myśli - to i z okazji korzystam ,zwłaszcza że na codzień jest z tym raczej u mnie trudno.
A jak jest przed świętami - ano tak jak napisałem , trochę prawdziwych wzruszeń, trochę obłudy i ogólny "przedświąteczny amok" który ogarnia wszystkich 3-4 tygodnie przed... Na ile jest on wynikiem tego pierwszego a na ile drugiego - oceńcie same / sami :)
goya76 [17.12.07/13:55]
bardzo podoba mi się
co napisałeś jerry,ale szkoda,szkoda że tak jest...u mnie święta to najbliższa rodzina,ciepło,spokój i czekanie na nie cały rok!o,i pierogi babci...
Plazma [17.12.07/10:45]
Ano właśnie :)
czasem konwenanse zabijają całą magię... ale wiesz co, Jerry? ja zazdroszczę ludziom, którzy mają dużą rodzinę - moja wigilia to były zazwyczaj osoby.. teraz góra 5. chociaż, przysłowie o trawie sąsiada jak zwykle okazuje się być prawdziwe:) baaardzo szczery tekst :)
met [17.12.07/10:27]
a teraz do treści
przede wszystkim jestem pod wrażeniem jerrego szczerości. Nie każdego faceta stać na taką szczerość wobec siebie, innych, obcych. To jest dla mnie klasa.
Zaś samo przeżywanie świąt nieobece większości z nas. Bo rodziny są różne i nie z każdym łączą nas serdeczne stosunki, co się będziemy czarować:)
met [17.12.07/10:25]
przepraszam za pomyłkę z autorem:)
przy edycji tekstu zapomniałam się wypisac i wpisac jerrego:D
aecg [17.12.07/09:37]
JerroMet
bardzo dobry tekst.
sykstus [17.12.07/09:20]
to..
met i jerry to teraz jedno??
ze tom i jerry to wiedzialem, ale met i jerry??? ;)))
maurycja [17.12.07/09:20]
piękny
i prawdziwy tekst jerry... ja w tym roku pierwszy raz w życiu nie będę na święta w domu. i z jednej strony cieszę się, bo odcinam powoli pępowinę (rychło w czas;), poza tym będę z moim ukochanym. i to się liczy. tylko mnie taki mały niepokój ogarnia czy się tam nie rozryczę z tęsknoty za mamą i tatą;) lubię jego rodzinę, poznaję ją coraz lepiej... ale wiadomo jak to jest... mimo, że to też powoli staje się moja rodzina, to jeszcze trochę obco mi będzie. a prezenty... hmmm... wolę wybrane dla każdego indywidualnie, a nie spod sztancy i w szaleńczym pędzie...
mathilde [17.12.07/09:05]
archea
ale ja myślę, że to nie jest zanegowanie Świąt jako Świąt samych w sobie, na to wskazuje przedostatni akapit ;)
a wartości rodzinne... hm. to jest tak, że po prostu większość ludzi w Polsce nie utrzymuje bliskiego, nieustannego kontaktu z ciociami, wujkami i kuzynami, i nagle - bo święta - trzeba pokazać, jaka to z nas jest rodzina, jak utrzymujemy więzi, jak się kochamy i szanujemy. a potem do zobaczenia za rok ;-) u mnie na szczęście wygląda to trochę inaczej, ale znam takie obrazki, jak Jerry przedstawił.
mathilde [17.12.07/09:01]
znakomity
tekst :D skrzący się taki, no ;) Jerry, mistrzostwo. szkoda tylko, że na końcu moralne przesłanie takie dobitne ;)
archea [17.12.07/08:55]
taaa
powszechnie znane polskie umiłowanie świąt, tradycji i wartości rodzinnych ;)
http://www.ciapek.pl/index.php?go=text&idt=108
Ja się zawsze zastanawiam, czy ta obłuda to immanenty, obiektywny, niezależny fakt objawiający się w relacjach rodzinnych i trzeba krakać tak jak reszta wron, klnąc w duchu siarczyście na ten debilny teatrzyk, czy jednak świat jest taki, jaki myślę że jest, czyli sporo zależy od mojego nastawienia...
Komentarze
...
biroszka...u mnie sie pije białe winko do ryby...tek elegącko;))o, to u was się pije alkohol w wigilię?
nie to, żebym nie lubiła się napić, ale w wigilię nigdy na stole nie było u mnie butelki, to się dziwię...przygnębiający tekst :( świetnie się go czyta, bo napisany zręcznie i z poczuciem humoru, jednak przesłanie smuuutne... wszyscy razem przy stole a tacy obcy i nierozumiejący.
inny, równie chyba przygnębiający scenariusz ma miejsce w rodzinie mojego kumpla. po rozwodzie rodziców od lat spędza większość wigilii w autobusie: najpierw tata, potem mama, a często jeszcze ciocia z wujkiem ze strony ojca, jeśli ojciec tam nie zdąży.
cierp dla rodziny i przez rodzinę ;)
a ja mam inaczej
ostatnio własnie mnie naszło i napisałem kilku osobnikom że fajnie że są i cieszę sie ze ich poznałem, staram sie nie czekać z ważnymi słowami na wielkie okazje, bo można nie zdążyć .A z doswiadczenia wiem ze ludzie właśnie nie sa przyzwyczajeni do usłyszenia ciepłych szczerych i ważnych słów tak bez okazji, dziwią sie, doszukują różnorakich przyczynn itp. itd.
A u mnie wigilia będzie udana jak zwykle , bo spędzę czas z ludzmi którzy sa dla mnie ważni,których kocham, dzieki którym jestem tym kim jestem.Cała tradycja jest tylko dodatkiem, miłym acz niekoniecznym.
Ale chyba najwiekszym
festiwalem hipokryzji sa wigilie pracowe. DRAMAT.Miałam szefową pierwszą w życiu, która jechała po wszystkich ile wlezie, a potem zarządzała losy gwiazdkowe, i kazała ludziom prezenty kupować nawzajem. TEGO dnia łapaliśmy się za ręce i musielismy słuchać pioseneczki: 'Przekazmy sobie znak pokoju' ;))))
I mam jeden prezent z tamtych czasów: halkę z nylonu w rzucik zółtobrązowy od pracowego hudraulika! :D
nołej...
hihihiiii,
takie wigilie drzewiej były, ale się skończyły :) teraz jest po mojemu u mnie i jestem wielce zadowolona :).
Ano tak jest. Buzi buzi dupci dupci a może jedna czy dwie osoby składają te wszystkie życzenia z serca. Nie lubię tłumnych świąt. Ja wole usiąść sobie na podłodze z lampką wina i pogadać z siostrą o chłopach, o tym co się działo przez rok niewidzenia, o dzieciach, szkole, pracy i rodzicach. Rodzice będa chrapali w pokoju obok, szwagier z bratem grali w jakieś strategie, szwagierka usypiała dziecko. A potem razem pójść na pasterke na której i tak pewnie zasnę.do robala ...
a wiesz -gorzkie rzeczy też czasami smakują - czekolada, migdały, żoładkowa gorzka ... taki lajf :)Bardzo gorzki tekst.
Zrobiło mi się przykro jakoś. I pomyślałam o nadchodzącej wigilii z niesmakiem - tej w gronie najbliższych właśnie. Nie da się nie spotkac z siostrą męża. Jedno zgniłe jabłko, a potrafi zwarzyć całą atmosferę. Już miałam etap walki, próby wychowywania. Kończyło się płaczem mamy-teściowej, dobrej kobiety. Teraz juz pozostało czekać, aż teściowa umrze, a wraz z nia przymus zapraszania siostry (gorzko? jeszcze jak!)Dlatego zawsze wyglądam następnego dnia świąt: wielka, radosna impreza u mojej cioci, spotykamy tych, o których przez rok tylko słyszeliśmy, nie ma prezentów, są rozmowy, śpiewanie, śmiechy. Jestem wdzięczna cioci, ze podejmuje trud scalania dalszej rodziny.
Widzisz Jerry, czasem gorzej i obłudniej z najbliższymi ...
hahaha
nooo sama prawda :))) choć w sumie nie ma się z czego śmiać...swietny
tekst :)i niestety w wielu wypadkach prawdziwy :)) Tez kiedy obserwuje ludzi to wydaje mi sie, ze wiekszosc w ogole zapomniala o co w te swieta w ogole chodzi :))) Moje wigilie od paru lat sa do bani bo albo rodzice gdzies w swiecie albo ja :) W tym roku bede miala dwie kolacje; ta polska 24 i 25 ta swiateczna angielska z indykiem i zurawina :)))ale zadna nie bedzie tak na prawde rodzinna - ehhhh :((Świetny tekst
I cieszę się, że znowu jesteś na Broszce, bo trochę Cię brakowało, Jerry :-)A co do Świąt - moja mama z różnych wzgędów zarządziła kiedyś, że Wigilia to bliscy, więc nie ma wieloosobowej imprezy, tylko dziadkowie, dzieci i wnuki. W tym roku będzie nas o jedną osobę mniej, bo.. tak wyszło. I jak zawsze będzie trochę wspomnień rodzinnych, trochę melancholii i wielka radość dzieciaków z prezentów, choinki i - mam nadzieję - pierników na tej choince, które wczoraj pracowicie piekłam z moją córeczką i moim synkiem :-)
cudownie napisane!
i pewnie często prawdziwe, niestety. u mnie na szczęście nie :)mam dużą rodzinę (będzie nas na wigilii pewnie z 25 osób...) i zawsze czekamy na święta, bo jest to czas kiedy możemy się wszyscy spotkać. i posiedzieć, i pośpiewać kolędy. a wigilia jest składkowa i każdy przynosi do jedzenia coś, co mu najlepiej wychodzi (sałatki, ryby, kompoty). i choć coraz mniej magii w świętach - ze względu na ogólnodostępność wszystkiego i pewnie lecące lata - nadal je lubię i czekam :))
Moja mlodosc
to byly wlasnie takie swieta. A ja zrobilam porzadek w swoim domu, takich Swiat jak moi rodzice nie robie i nie zapraszam do siebie i nie utrzymuje kontaktow z rodzina, z ktora nic poza pokrewienstwem mnie nie laczy, a wrecz przeciwnie...Bardzo dobry tekst.
a co tam ?
Słuchy mnie dochodzą że met chciała na "leniucha" pojechać i mój jako swój tekst wyedytować :)))A na poważnie - przewagą takich miejsc jak to jest możliwość szczerej wypowiedzi - chociażby przez pewnego rodzaju anonimowość ( piszę "pewnego rodzaju" gdyż niektóre osoby z brokręgu znam osobiście a i osoba z zewnątrz może po przeczytaniu skojarzyć fakty. Jak to będzie miła mi osoba to się tylko uśmiechnie, jak wręcz przeciwnie to niech się palant ze wstydu spali :)
Tak więc jest możliwość szczerego wypowiedzenia swoich myśli - to i z okazji korzystam ,zwłaszcza że na codzień jest z tym raczej u mnie trudno.
A jak jest przed świętami - ano tak jak napisałem , trochę prawdziwych wzruszeń, trochę obłudy i ogólny "przedświąteczny amok" który ogarnia wszystkich 3-4 tygodnie przed... Na ile jest on wynikiem tego pierwszego a na ile drugiego - oceńcie same / sami :)
bardzo podoba mi się
co napisałeś jerry,ale szkoda,szkoda że tak jest...u mnie święta to najbliższa rodzina,ciepło,spokój i czekanie na nie cały rok!o,i pierogi babci...Ano właśnie :)
czasem konwenanse zabijają całą magię... ale wiesz co, Jerry? ja zazdroszczę ludziom, którzy mają dużą rodzinę - moja wigilia to były zazwyczaj osoby.. teraz góra 5. chociaż, przysłowie o trawie sąsiada jak zwykle okazuje się być prawdziwe:) baaardzo szczery tekst :)a teraz do treści
przede wszystkim jestem pod wrażeniem jerrego szczerości. Nie każdego faceta stać na taką szczerość wobec siebie, innych, obcych. To jest dla mnie klasa.Zaś samo przeżywanie świąt nieobece większości z nas. Bo rodziny są różne i nie z każdym łączą nas serdeczne stosunki, co się będziemy czarować:)
przepraszam za pomyłkę z autorem:)
przy edycji tekstu zapomniałam się wypisac i wpisac jerrego:DJerroMet
bardzo dobry tekst.to..
met i jerry to teraz jedno??ze tom i jerry to wiedzialem, ale met i jerry??? ;)))
piękny
i prawdziwy tekst jerry... ja w tym roku pierwszy raz w życiu nie będę na święta w domu. i z jednej strony cieszę się, bo odcinam powoli pępowinę (rychło w czas;), poza tym będę z moim ukochanym. i to się liczy. tylko mnie taki mały niepokój ogarnia czy się tam nie rozryczę z tęsknoty za mamą i tatą;) lubię jego rodzinę, poznaję ją coraz lepiej... ale wiadomo jak to jest... mimo, że to też powoli staje się moja rodzina, to jeszcze trochę obco mi będzie. a prezenty... hmmm... wolę wybrane dla każdego indywidualnie, a nie spod sztancy i w szaleńczym pędzie...archea
ale ja myślę, że to nie jest zanegowanie Świąt jako Świąt samych w sobie, na to wskazuje przedostatni akapit ;)a wartości rodzinne... hm. to jest tak, że po prostu większość ludzi w Polsce nie utrzymuje bliskiego, nieustannego kontaktu z ciociami, wujkami i kuzynami, i nagle - bo święta - trzeba pokazać, jaka to z nas jest rodzina, jak utrzymujemy więzi, jak się kochamy i szanujemy. a potem do zobaczenia za rok ;-) u mnie na szczęście wygląda to trochę inaczej, ale znam takie obrazki, jak Jerry przedstawił.
znakomity
tekst :D skrzący się taki, no ;) Jerry, mistrzostwo. szkoda tylko, że na końcu moralne przesłanie takie dobitne ;)taaa
powszechnie znane polskie umiłowanie świąt, tradycji i wartości rodzinnych ;)http://www.ciapek.pl/index.php?go=text&idt=108
Ja się zawsze zastanawiam, czy ta obłuda to immanenty, obiektywny, niezależny fakt objawiający się w relacjach rodzinnych i trzeba krakać tak jak reszta wron, klnąc w duchu siarczyście na ten debilny teatrzyk, czy jednak świat jest taki, jaki myślę że jest, czyli sporo zależy od mojego nastawienia...