[sekundę...] 


REKLAMA
Historia jednej katedry
Kseni [2009-08-12]
Ta książka jest zdecydowanie zbyt ciężka, by zabrać ją na plażę - i mam tu na myśli tylko jej rozmiary. Ale w letnie wieczory i upalne popołudnia z pewnością się sprawdzi. Fascynuje cię średniowiecze? A może po prostu lubisz wciągające perypetie książkowych bohaterów? Kolejny bestseller rodem z Hiszpanii.

Katedra w Barcelonie Ildefonsa Falconesa, nie jest Imieniem Róży Umberto Eco, a jedyne, co łączy obie powieści jest średniowiecze, które stanowi tło wydarzeń, ale też w dużym stopniu jest bohaterem powieści. Falcones też nie miał żadnych zapędów, by stworzyć wielowymiarowe dzieło. Ot, opowiada historię syna pańszczyźnianego chłopa, Arnaua Estanyola, żyjącego w średniowiecznej Barcelonie, która jest centrum handlowym, a nad której dachami średniowiecznych willi i domów w mniej zamożnych dzielnicach wyrastają monumentalne katedry.

Tytułowa katedra stawiana jest przez zwykłych mieszkańców Barcelony (jest to wielokrotnie przez bohaterów podkreślane) - za ich pieniądze i ich siłą - tragarze noszą na plecach olbrzymie kamienie z królewskich kamieniołomów na plac budowy. W jej wnętrzu znajduje się cudowna figurka Matki Boskiej od Morza, Marii de la Mar, którą za swoją matkę uważa bohater powieści. Życie Arnaua jest więc związane z dopiero co powstającą świątynią. Odczytałam to jako celowy zabieg pisarski - przedstawienie historii Arnaua na przestrzeni jego niemal całego życia jest umotywowane budowaniem katedry, a jak wiadomo, było ono bardzo rozciągnięte w czasie i trwało po kilkadziesiąt lat. Taka rozciągłość czasowa pozwoliła również pokazać autorowi panoramę średniowiecznego życia w Barcelonie. Mamy więc hołdy lenne, wyprawy pospolitych ruszeń na możnych, bitwy królewskie, ówczesny system bankowo-handlowy, poglądy na rolę kobiet i wiarę, ściganie czarownic, inkwizycję, palenie zdrajców na rynku, wydawanie córek za mąż w celu zdobycia pozycji społecznej, trudne życie pańszczyźnianych chłopów...
Oprócz katedry równie ważna w życiu Arnaua Estanyola jest wolność. To w imię wolności Arnau niejednokrotnie ryzykuje życie, przeciwstawia się możnym, zaciska pięści i zęby, by móc o sobie decydować. Wolność, o której marzył ojciec Arnaua, uciekający z maleńkim synem właśnie do Barcelony, nie jest tą, z którą boryka się Arnau. Okazuje się, że człowiek w średniowieczu, zwłaszcza chłopskiego pochodzenia zyskuje wolność pozorną. Zniewalają go miejskie stosunki społeczne, pochodzenie i prawa, którymi rządzi się miasto. Arnaua dodatkowo ściga zemsta możnych i ich intrygi, a z czasem także macki inkwizycji.

Historia Arnaua, wpisująca się w schemat od pucybuta do milionera, wciąga mimo wszystko. Nieustająco dziejąca się akcja, przeźroczysty język, którym powieść została napisana (nie znajdziecie tutaj ani błyskotliwych wypowiedzi bohaterów, poetyckich opisów, fragmentów mogących służyć za aforyzmy; często to język rodem z elementarza Falskiego, co jest zdecydowanym minusem tej powieści i trudno ocenić czy jest to "zasługa" tłumacza, czy pisarz, który z wykształcenia jest prawnikiem, takim właśnie językiem rzeczywiście się posługuje) zabiera czas, a czasem nawet sen. To bagatela, siedemset stron powieści. Mniej więcej w połowie zastanawiałam się, co jeszcze może się przydarzyć bohaterom, ile jeszcze ich perypetii, nim historia dobiegnie końca... po czym splot wydarzeń wciągnął mnie ponownie i "wypluł" po ostatnim zdaniu.

Jest to historia przyjaźni, miłości, zdrady, zemsty, ślepego zapatrzenia w naukę Kościoła, wierności swoim zasadom, dążenia do własnego szczęścia, często okrutna i przerażająca. Zastanawiałam się też wielokrotnie jakim bohaterem jest Arnau, bo trudno pozbyć się wrażenia, że to postać krystalicznie dobra, o czystych intencjach. Ale gdy mu się przyjrzymy, łatwo dostrzec dwuznaczność ludzkiej natury. Zdradza żonę z swoją młodzieńczą miłością, Aledis, po czym przysięga Matce Boskiej erotyczną powściągliwość, co jak się wiele lat później okaże zaważy na losach jego wychowanki, Mar. Przyjaźni się z Żydami i Maurem, ale jest nieświadomy, że jego bogactwo bierze się z handlu niewolnikami. W czasie pospolitego ruszenia nauczy się zabijać bez mrugnięcia okiem, ale sama świadomość tego, że palił pola biednym chłopom zawsze będzie mu towarzyszyła. A gdzieś nad nim zawsze postać Marii od Morza.

Nie mniej, nie więcej: solidne, wciągające wakacyjne czytadło, które zaangażuje emocjonalnie w historię bohatera, pozwoli oderwać się od rzeczywistości, ale pozostawi umysł wypoczętym :)
strona: 1 2
    dodaj do dodajdo

Komentarze

dodaj komentarz
wella [14.08.09/22:16]

cudo

jak dla mnie super aż brak słów
Kseni [13.08.09/13:58]

Re:

kozucha - nie takie średniowiecze mroczne, jak je malują, a i czytałam mroczniejsze historie, nie wspominając o tym tutaj z lewej strony banerze do własnej daty śmierci ;) Poza tym, jaki tam mrok, kiedy świeci piękne barcelońskie słońce...

Truskawka - tym bardziej się cieszę, że nie jest to szkolne wypracowanie z kluczem jedynie właściwych odpowiedzi ;)

met - książką wciąga, ale zastanawiam się czy dla wielbicielki pisarstwa Masłowskiej język tej powieści będzie do przejścia, banalnie prosty, aż do bólu :)
Kefka [12.08.09/23:08]

ja również polecam:)

Katedre przeczytałam w trzy dni w trakcie remontu i z malym ssakiem przy piersi. Może ten mrok średniowiecza, może dlatego, że jest w niej coś z Hrabiego Monte Christo... w każdym razie mnie wciągnęła totalnie... Dodatkowo polecam "Miasto poza czasem" -Enrique Moriel. Również o Barcelonie chociaż trochę bardziej fiction:)
Tulia [12.08.09/21:57]

ta recenzja całkiem

sympatycznie mnie zachęciła do przeczytania przedstawionej książki, no i dobrze, że się dużo dzieje, bo jak inaczej strawić 700 stron :))
ax [12.08.09/19:35]

...

jakoś przeważnie omijam tego typu książki, ale kto wie, może to błąd?
fajna recka. Może nawet przeczytam, jak mi w łapki wpadnie:)
VIS [12.08.09/16:48]

nonononono

absolwentka dyplomu z wyróżnieniem,niejaka truskawka znowu popełnia szkolne błędy typu "podknięcie" - ciekawe czy będzie się tłumaczyć dysleksją,czy angielską klawiaturą a może powinna raczej nieuctwem?
met [12.08.09/16:16]

o, a ja właśnie też

napisałam recenzję ksiązki:) a ta wydaje mi się interesująca, lubię czytać o takich perypetiach typu; cżłowiek jako igraszka losu.
Truskawka [12.08.09/12:00]

fajna

recenzja z malenkimi podknieciami :) poczulam sie jednak mocno zachecona wiec spelnila swoje zadanie. Przez jakis czas miala przesyt wszelkich historycznych czytadel ale moze czas wrocic do historii.
A.A. [12.08.09/11:59]

Już dwukrotnie

przymierzałam sie do przeczytania tej książki. Niestety poczatek jest za mało wciągający, by pójść za ciosem i przeczytać więcej, dlatego zawsze po przeczytaniu kilkudziesięciu stron rezygnowałam. Ale Twoja recenzja jest dośc przekonująca, więc następnym razem jak wezmę ją do ręki, to postaram sie już jej nie odkładać.
kozucha [12.08.09/09:21]

Kseni,

zastanawiam się, czy to rzeczywiście lektura w sam raz na wakacje. Mroki Średniowiecza, z ich wszystkimi negatywnymi odcieniami, jakoś wydają mi się przyciężkawe na kanikularne przeżycie czytelnicze. Ale artykuł przeczytałam z zainteresowaniem!

Pisz i twórz jedyny autorski serwis
dla ludzi, którym się chce!



Cafenews