[sekundę...] 


REKLAMA
Grzegorz Kopaczewski: Global nation. Obrazki z czasów popkultury.
martuuha [2008-05-10]
Londyn. Przełom wieków. Dworzec przesiadkowy. Tłumy turystów i miliony tymczasowych tubylców. Bo tu każdy może, choć na chwilę, być „u siebie”.

G.Kopaczewski - Global nationPoznali się w schronisku. Czworo dwudziestoparoletnich plecakowiczów z różnych stron. Są tu, bo przed czymś uciekają, lub za czymś gonią; wypełniają punkt po punkcie swój PLAN, albo robią wszystko, żeby odwlec ten moment, kiedy życie nieubłagalnie zacznie toczyć się zgonie z planem. Każdy ze swoją historią, swoim bagażem marzeń i doświadczeń – większym niż 85-litrowe plecaki. Vanessa i Carol – Hiszpanki, Amerykanin Brad i Daniel z Chorzowa. Wiadomo, że jeśli znajomość zaczyna się od pożyczenia szamponu, to musi to być coś więcej ;-) Kiedy wszystkim po kolei zaczyna przeszkadzać schroniskowa tymczasowość, brak minimalnej choćby intymności, czy niemożność zlokalizowania własnych ciuchów, decydują się wynająć mieszkanie. Tam dołączają do nich Maria i Chris.

Podtytuł – obrazki z czasów popkultury, to idealna charakterystyka tej książki. Coś więcej niż zdjęcie, ale krótsze niż filmowa wprawka. Sceny krótkie jak mrugnięcie okiem. Kopaczewski zatrzymuje dla nas takie ulotne chwile:
Te zwyczajne, kiedy bohaterowie zasiadają razem przed TV oglądając sex in the city, albo dawson’s creek.
Te imprezowe, ze strumieniami alkoholu w klubie, a kończące się w parku zabawami w crash-test wózków z marketu.
Te niecodzienne, kiedy wybierają się na weekend do Paryża, szukać na Montmarcie kawiarenki Amelii.
I te jak najbardziej codzienne, kiedy każdy ma już po dziurki w nosie mcjob’s, kiedy przestaje mieć różnicę, czy sprzedajesz kawę, kanapki czy książki („Szekspir – Dickens – Hornby – Szekspir – Dickens – Grisham – Szekspir – Dickens – Archer – Szekspir – cheeseburger – Dickens – big mac – Harry Potter – średnie frytki – shake truskawkowy – The Sun – itd. …”).

Mają swoje chwile radości, mają też swoja załamki – mniejsze, czy większe („Nawet nie zadzwonili. Powiedz mi, że jestem czymś więcej niż tylko CV”). Są wykształceni; toczą późno w noc dyskusje socjologiczne, polityczno-ekonomiczne i niemal filozoficzne, choć wydawać by się mogło, że filozofii już nie ma.
Kłócą się często; o niewyniesione śmieci, o pilota od telewizora, o podmienione soczewki kontaktowe, a nawet podejście do życia. Nie szafują słowem przyjaźń. Nie przypominam sobie, czy słowo to w ogóle pada w książce. Jednak mogą na siebie liczyć, zawsze – kiedy wali się ich mały świat i kiedy dopada tęsknota i trzeba z kimś w milczeniu wypić wino; kiedy trzeba przytulić i kiedy trzeba zaserwować motywującego kopniaka.

Książka napisana jest wartkim, nowoczesnym, potoczystym językiem. W tekst wpleciona jest korespondencja elektroniczna – po polsku i angielsku; z emotikonami, literówkami i skrótami, i tym wszystkim, co sprawia, że czujesz, że to dzieje się tu i teraz. Kolejne rozdziały poprzeplatane są krótkimi hasłami, dialogami, które nadają książce rytm, ale i dają chwile zawieszenia, kiedy Ty też zastanawiasz się: „Myślisz, że w czasach przed Durexem ludzie się częściej przytulali?”. Kilka z nich (moich ulubionych) wymienię poniżej, bo dobrze oddają charakter książki:
„- Nie podobały mi się dzisiejsze wiadomości.
- Ale efekty specjalne były świetne.”
„Collect moments and keep them for later”
“I don’t want to believe. I want to know”
“O czym marzyłeś, gdy miałeś 13 lat?”

Całość porusza problemy egzystencjalne (jakkolwiek trąci to niepotrzebnym patosem) i kulturowe. Samotność wśród tłumu, ale i te wszystkie relacje, rozmowy, spotkania i gesty, którymi ową samotność przełamujemy. W tle słychać rytmiczne MTV, a owe popokulturowe obrazki są trochę jak pokazywane w niej teledyski.

Na zachętę fragment o zmianach w popkulturze właśnie:
„Przyczyna zamieniła się miejscem ze skutkiem: kiedyś było tak, że paru kolesiów, wkurwionych tym, że nie ma pracy, nauczyciele traktują ich jak śmieci, politycy oszukują, zakładało zespół i o tym śpiewało; ktoś miał coś ważnego do powiedzenia, pisał więc piosenki, nagrywał płyty, nie dojadał, ale wreszcie podpisywał kontrakt. Zawsze była jakaś przyczyna i jakiś cel. Ze Spice girls było inaczej, one nie były skutkiem na przykład frustracji zakompleksionych nastolatek, nie miały celów artystycznych, one zostały stworzone z niczego przez bezosobową machinę show biznesu. Stworzono coś i powiedziano nam, że to lubimy, a my daliśmy się zrobić. Marketing jest wszystkim.


Patrzę na okładkę książki. Patroni medialni: merlin, trójka, aktivist, Cogito i inni. Gdyby Broszka istniała w 2004 roku, wierzę, że i ona zdobiłaby okładkę Global nation. 
strona: 1 2
    dodaj do dodajdo

Komentarze

dodaj komentarz
ax [12.05.08/07:40]

zgadzam sie z archeą

dlatego już niewiele więcej dodam od siebie :)
Ale prawda jest taka, że to właśnie nowe pokolenia wyznaczają nowe trendy , tworzą i wynajdują różnorodność...a starsze pokolenia zostają w tyle. I raczej na to, co wyszukają ma wpływ środowisko, niż dom. Nie zapominajmy o muzie z netu! MTV?...na pewno nie tylko...:))
A książka mnie zaciekawiła...muszę ja dodać do listy :)
Fajna recenzja, podoba mi się :))
archea [11.05.08/20:30]

do

PRL-u nawiązuję, bo jak sądzę do zbliżonych czasów odwołuje autor w przytoczonym cytacie (jak wywnioskowałam chodzi mu o czasy, kiedy marketing we współczesnym rozumieniu nie istniał lub dopiero się wykluwał).
Dlatego też pozwoliłam sobie z nim się nie zgodzić, na co argumenty przywoływałam w niniejszej dyskusji ;)))
archea [11.05.08/20:26]

no właśnie

niezależnie od czasów, większość ludzi wybiera to, co lekkie, łatwe i przyjemne. I można to uzasadniać różnymi machinami, które tych biednych ludków w takie wybory wkręcają, ale prawda jest taka, że po prostu leży to w naturze ludzkiej.
takamała [11.05.08/20:22]

archea

ja nie odwołuję się do czasów PRL, tylko do postaw ludzi, niezależnie od czasów w jakich żyjemy mamy wpływ na jakość rzeczywistości w której żyjemy. Ja tam ani w PRl nie chciałabym, ani dziś nie czuję się szczególnie na miejscu... Może jakieś lata dzieci - kwiatów??? :))))
archea [11.05.08/20:17]

no dziewczyny ja proszę Was

To teraz ci młodzi nieszczęśnicy są tak skazani na jeden rodzaj muzyki ala mtv i tak nie mają bladiofiołkowego pojęcia, że można sięgnąć po co innego?
A w PRL-u to było tak miodnie, i nikt nie był skazany na to, co w mediach i wszyscy żyli w pełnej świadomości wyboru i różnorodności? I tych wyborów tak świadomie, z pełnym przekonaniem, że to z ich duszami konweniuje dokonywali? I to wtedy żadnych maszynek do wyżymania ludziom mózgów nie było, a teraz to nagle ciemność nastała? Wtedy ta muza z serca płynąca nas zalewała, a teraz to tylko mamona nas omamia?
Nie wiem jak Wy, ale ja to jestem przeszczęśliwa, że urodziłam się teraz a nie w tamtych czasach. Wówczas moje szanse na poznanie muzyki, której słucham były minimalne (inna sprawa, że większość z niej nie istniała jeszcze), a na jej zdobycie żadne. Chwała niech będzie współczesności!

Nie starajmy się uszczęśliwiać ludzi na siłę. TVP zapłaciłaby tysiąckrotnie mniej za wyemitowanie "Noża w wodzie" niż za produkcję kolejnego odcinka gwiazd sadzących kocopoły na lodzie. Dlaczegóż więc tego nie robi, skoro ludzie by ten "Nóż w wodzie" z taką ulgą i radością powitali, że wreszcie koniec z tą beznadziejną komerchą i wreszcie zacna strawa dla ich wygłodniałych dusz nastała?
takamała [11.05.08/15:22]

czyli

oprócz możliwości wyboru musisz mieć też świadomośc róznorodności i istnienia czegoś więcej niż to co łatwo dostępne i pod ręką... Tak? Dobrze rozumiem..? Chyba tak :) i zgadzam się.
martuuha [11.05.08/14:45]

cd.

co do tego wyboru - Archea akcentuje, że są tysiące możliwości i dostępne jest wszystko. A mi przychodzi do głowy takie prozaiczne porównanie. Stoją przed Toba wielkie regałyz czymśtam - muzyką, książkami, filmami, czymkolwiek. Wybór jest ogromny. I wybierasz i nawet jesteś zadowolona, ze cośtam sobie wybrałaś co Ci odpowiada. I ok. Ale nie masz pojęcia, że jak w najbliższej alejce skręcisz w lewo, przejdziesz przez osiedle, potem w prawo koło warzywniaka, a dalej jeszcze gdzies tam, to znajdzieś regały, o któych istnieniu nie miałaś pojęcia. A przeciez wybór był i dostępnośc niby też, od początku.
Eeee...dooobra, chyba nie jestem dobra w obrazowych porównaniach ;-)
takamała [11.05.08/14:39]

też zostawiałabym tylko taniec

nie słucham tych pierdół, nie czytam kto z kim romansuje, patrzę na taniec. Właściwie się nie zamotałaś. Wpływ dzieciństwa i domu jest ważny, potem spotykasz mmniej lub bardziej ważnych ludzi, to są jakieś drogowskazy, nie gotowe recepty, poychanie na siłę w jakimś kierunku. Decyzję podejmujesz Ty... Ale żeby podejmować decyzje trzeba mieć wybór. I tu wracam do punktu wyjścia, bardzo młodzi ludzie skazani tylko na komercję w TV, prasie, czytający sms-y zamiast ksiązek, nie zawsze mają szanse wybierać...
martuuha [11.05.08/14:22]

Takamała

Z tańca z gwiazdami wywaliłabym słodkopierdzące jurry, prowadzących, widownię, bukiety i pluszaki i zostawiła tylko taniec, świetne aranżacje znanych i nieznanych kawałków i byłoby git :)

Wiesz, jak patrze na siebie, to to nie jest kwestia tylko tego "czym za młodu". No dobra, nadal jestem młoda, to co ja tam wiem ;-) aaaale, u mnie to ma miejsce na każdym etapie życia. I właśnie w przypadku muzyki szczególnie wiąże się to z różnymi osobami jakie pojawiają sie w moim życiu.
I wychodzi, że sama się miotam, bo w poprzednim komentarzu napisałam, że ...:::dużo zalezy od tego jakie dżwięki otaczały w dziecinstwie:::...
No to cofam ;-) Można się ograniczyć do tego, co w drugim akapicie, że są rejony, w które sama nigdy bym nie trafiła :D
takamała [11.05.08/14:15]

czym skorupka

za młodu nasiąknie... jaoś tak to szło:)
prawda jest gdzieś pośrodku. Kto będzie chciał szukać ten znajdzie, ale łatwiej jeśli ktoś pokazuje Ci drogę. W moim domu się czytało i czyta... namiętnie i dużo. I moje dziecko w odróżnieniu od większości rówoieśników też czyta, sam , dużo i chętnie. Ba! nawet coś tam sobie grafomani , tworzy jakieś dzieła... Ale katuje też gry komputerowe, Power Rangersów i inne Cartoon Network. I ja też rzucam okiem na "Taniec z gwiazdami" bo ludzie patrzeć na taniec w ogóle... Ale mam świadomośc wartości tych programów.
Chyba jest tak że wiele wynosimy z domu, tam się uczymy i czerpiemy wzorce, ale tak jak pisze archea do wielu wartości trzeba dojśc samodzielnie, mając jednakże jakieś podwaliny i system wartości...
martuuha [11.05.08/14:01]

Archea

a dla mnie dużo zależy od tych pierwszych lat, od tego jakie dźwięki otaczały w dzieciństwie. Przynajmniej w moim przypadku jestem przekonana, że to miało znaczenie. Gdyby nie Tata może nigdy nie poznałabym Kaczmarskiego, Niemena. Gdyby nie to, że zapisali mnie do szkoły muzycznej, pewnie nie umiałabym teraz znaleźć frajdy w słuchaniu Beethovena (ani wysłuchać w całości jakiegoś koncertu Chopina. a potrafię, choć nie sprawia mi to przyjemności ;P).
Gdyby nie Ciocia z gitarą i śpiewanie przy każdej okazji, pewnie nie poznałabym turystyczno-studenckich szlagierów i całego nurtu krainy łagodności. A gdyby nie brat, nie pomyślałabym, że mogę lubić grandżowe Smashing Pumkins, czy. Gdybym nie kochała się platonicznie w nauczycielu muzyki, nigdy nie przekonałabym się do jazzu (ups, tego może nie powinnam mówić ;-))I ja mogę tak długo....

Są takie rejony w muzyce, o których istnieniu nie miałabym pojęcia, więc nigdy bym po nie nie sięgnęła, gdyby ktoś mi palcem nie pokazał, że to może być coś fajnego.Bo tego nie ma w radio, nie ma w tv, nie jest jakoś promowane.

Nie mówię, że nie mam własnych odkryć (jak choćby Zaucha odkryty dopiero na studiach!), ale dużo zawdzięczam różnym ludziom spotykanym na różnym etapie. Na tej podstawie to by można nawet biografię napisac - kto, na jakim etapie życia i w jaki sposób wpłynął na moje muzyczne upodobania :D
archea [11.05.08/12:52]

nie martw się

wyrośnie z tego :) Ja w wieku 9 lat niczego nie słuchałam, bo u mnie w domu nie słuchało się muzyki, rodzice się tym nie interesowali, nie mieli żadnej wiedzy ani potrzeby w tym zakresie. Nie miałam nawet radia, nie wspominając o jakimkolwiek odtwarzaczu. Później koleżanka, której tata przywoził z Niemiec sprzęt audio, Bravo i kasety z "zagraniczną" muzyką, puściła mi Modern Talking i słuchałyśmy tego w kółko :) Tak więc ani rodzina, ani wczesne wpływy nie miały żadnego znaczenia dla mojej aktualnej miłości do muzyki.
Wszystkiego nauczyłam się poszukując sama :) Pamiętam jak pod kołdrą słuchałam audycji Tomka Beksińskiego, z uchem przy samym głośniku, żeby rodzice nie usłyszeli, bo przychodzili i mi zabierali radio (wybłagane gdzieś w okolicach drugiej połowy szkoły podstawowej)... I nikt mi znany, oprócz mnie, tego wówczas nie słuchał.
Albo się muzykę czuje, albo nie. Jasne, ze rodzice mogą pomóc albo zaszkodzić, ale nikt z piasku bicza nie ukręci ;)
takamała [11.05.08/12:27]

archea

właściwie to się z Tobą zgadzam, tak na 99,9 % :)))
Mam w domu dziewięciolatka, który słucha Kombii, Feel... cóż na to poradzę... mogło być gorzej:)) Ale dzięki mojej fiksacji na rzeczonego Michała B, Junior zna i lubi jego repertuar. Fałszując niemiłosiernie wyśpiewuje "Trochę chmur trochę słońca... " itd. Gdybym ja wielbiła np. tylko Dodę, nie poznałby takiego oblicza piesenki..
"Jozina z Bazin" też śpiewa... :))) Złoty środek... rozsądek, w tym rzecz.
archea [11.05.08/10:46]

martuuha

no i tu wracamy do pierwszego mojego komentarza. Właśnie o to chodzi - nie wszyscy chcą poszukiwać. Czują się dobrze ze Spice Girls i nie trzeba im tego wmawiać. Co więcej, jak im puścisz Bajora, po 2 minutach zaczną ziewać i pytać się, czy nie masz jakiejś normalnej muzyki, a kanał Mezzo uważają za szczyt geriatrycznej nudy i wywalili go na ostatnie miejsce w swoich plazmach (sorry Plazmo:). A jeśli masz w sobie potrzebę, to zaczniesz szukać bez względu na to, czy rodzice ci zaszczepili czy nie i czy twój telewizor odbiera wyłącznie mtv czy również inne stacje.

A tłumaczenia "oglądam to, bo jak wracam z pracy to nie dają nic innego" ni w ząb nie rozumiem. Można przecież tę Fridę wypożyczyć, można w tym czasie posłuchać Philipa Glassa albo Lakme Delibesa, można poczytać Walta Whitmana. Jak dla mnie to wszystkie te dzieła są znacznie bardziej relaksujące niż gwiazdy pierdzące na lodzie. Ale jeśli kogoś bardziej relaksują programy rozrywkowe to po co szukać jakiś dziwacznych usprawiedliwień? Przecież to żaden wstyd. Nie dajmy sobie tego wmówić :) Ja na przykład uwielbiam amerykańskie superprodukcje i bez żenady dokarmiam machinę kasą za bilet do kina :) Nikt mi nie musi wmawiać, że się dobrze na nich bawię i z rozdziawioną gębą podziwiam efekty specjalne :)
Truskawka [10.05.08/19:06]

marthuuha

Taaa narazie sama je musze rozgryz :))
martuuha [10.05.08/18:39]

Truskawko

bohaterowie sprawdzają się ze znajomości połączeń metra ;-) mogłabys się z nimi zmierzyć :)
martuuh [10.05.08/18:30]

no Truskawko :)

dla Ciebie to pewnie jeszcze ciekawsze będzie :-)
Ja niewiele pamiętam już z krótkiego pobytu z Lądku ;-)
Tyle, że to ksiązka, przynajmniej ja ją tak odbieram, jeszcze sprzed czasów "wielkiej emigracji". Dzisiaj może to już inaczej wyglada? nie wiem - Ty na pewno wiesz :)
Truskawka [10.05.08/18:16]

bardzo

fajna recka :) chetnie przeczytam ta ksiazke i porownam z tym co dookola :)
takamała [10.05.08/15:20]

żeby nie było

że ja tylko bułkę przez bibułkę i ambitne kino ukraińskie :) oglądam sobie komercje, a jak , rozrywka jest dla ludzi, ale dzięki Bogu wiem, że jest jescze coś więcej... Oglądam n-ty raz "Przjaciół" bo taką mam słabość, i do czekolady jescze...
Ale przerażenie mnie ogarnia, w sytuacjach, kiedy mniej więcej rok temu odbyłam taki dialog:
Dorosły poniekąd znajomy widząc słuchawki w moich uszach pyta "czego słuchasz?" odpowiadam "Michała" on na to "Wiśni???" że niby Wiśniewskiego... zadrżałam "Nie Michała Bajora" odopowiedziałam zachowując spokój. "Acha" - usłyszałam. "Szkoda, że facet nie żyje, nie" Powiało grozą, wszak miałam bilety na koncert za dwa tygodnie. "Że co?" spytałam inteligentnie bo mnie przytkało... "No umarł niedawno, w onecie było"
Na szczęscie umysł mi funkcjnuje sprawnie (czasami) więc zorientowałam się, że chodziło o wielką stratę jaką była śmierć Marka Grechuty...
Ale ręce opadają...
Facet prawie 30letni... świadomy... chyba
Tak sobie myślę, że klucz tkwi w tak zwanym złoty środku, a tego chyba po drodze zabrakło
Się rozpisałam :)
martuuha [10.05.08/15:18]

archea - MTV

chodzi mi o sytuacje, kiedy komuś rodzice nie pokazali kultury wyższej, o szkole to w ogóle nie warto wspominać w tym temacie. I taki dzieciak ogląda MTV, bo skąd ma wiedzieć, że można inaczej? Że jest też coś innego, i że to inne też może być fajne?
Jest wybór, tak w ogóle, ale żeby z niego skorzystać trzeba wiedzieć, czego się szuka, trzeba w ogóle wiedzieć, że CHCE się szukać.
archea [10.05.08/15:07]

mart

no i o tym właśnie mówiłam. że autor trochę naciągnął swoją teorię. Ale rozumiem jego cierpienie kiedy jest przeżuwany przez machinę i łączę się w bólu ;)

Natomiast nie zgodzę się, że biedne ludziki przed mtv to tak tylko z nieświadomości to mtv oglądają. Dostępność wszystkiego jest dzisiaj większa niż kiedykolwiek w dziejach ludzkości. Wybór jest przeogromny.

Telewizja Publiczna już też zauważyła, że nie da sie dalej funkcjonować udając, że kręcenie korbką machinki do produkcji pieniędzy ich nie interesuje i że nie interesuje jej odpływ widzów do stacji komercyjnych. Stąd też od kilku tygodni oficjalnie już tylko TVP1 ma misję a w TVP2 wszystko dozwolone :)
martuuha [10.05.08/14:57]

Archea

Zawsze było tak, że im coś prostsze, tym większe grono odbiorców. Im wyższa sztuka, tym bardziej elitarne (mniej liczne) grono odbiorców. Nie da się tego uniknąć.
Ale z drugiej strony - skąd ludzie, wychowani na mtv, znający tylko to, co jest dostępne, mają wiedzieć, że jest też coś więcej? Albo inaczej - skąd mają wiedzieć, że to się im może podobać? Chodzi mi o możliwość wyboru. I marzy mi się, żeby zysk nie był wyznacznikiem wszystkiego i zawsze. Zwłaszcza w tv publicznej, która podobno ma misję.
Z drugiej strony - zdarza się, jeśli po całym dniu pracy/nauki, czegokolwiek, padam zmęczona na fotel to oglądam co jest, bo nie ma nic innego. Pomijam fakt, że nie mam ani fotela, ani telewizora przed nim ;-) ale nie o to idzie.

takamała obejrzała wczoraj Fridę. Tez miałam ochotę. Nie dałam rady :(
archea [10.05.08/14:50]

aha

to ci wszyscy wysublimowani melomani i miłośnicy X muzy oglądają gwiazdy strzelające z biodra na lodzie tylko dlatego, ze nie chce się im sięgnąć trochę dalej? Jakoś nie klei mi się ten obrazek.
takamała [10.05.08/14:45]

archea

ale ogólnie dostępny jest chłam, brzydko mówiąc a ludzką rzeczą jest wyciągać rękę po to co bliżej... U mnie w domu stała kolekcja powieści Kirsta, więc ja w wieku 13-14 lat przeczytałam wszystko co było dostępne. Teraz do poczytania leży "Na żywo" a w TV sieczka, samo włazi w oczy i kształtuje ogląd i światopogląd.
Dziś padam na pysk, bo wczoraj do 1-30 oglądałam kolejny raz Fridę. Czemu tak późno , pytam...? Potem trzeba było z tatą mówić film, wdać się w żarliwą dyskusję i szast prast, 3 nad ranem...
A Gwiazdy tanczą z Dodą na lodzie o 20-00... No comments
archea [10.05.08/14:43]

mart

tv daje takie propozycje, które zapewnią jej największą oglądalność, a więc między innymi największe wpływy z reklam. Sądzisz, że ta oglądalność to bierze się stąd, że tym biednym ludzikom machina najpierw przemieliła mózgi a później wmówiła, że gwiazdy śpiewające na lodzie są fajniejsze niż kino moralnego niepokoju?
martuuha [10.05.08/14:36]

Archea

może proporcje nie odwróciły by się znacznie, ale zmiana byłaby zauważalna. Sama nie raz i nie dwa razy wściekam się, że chętnie bym to, czy tamto obejrzała, ale nie obejrzę, bo jest o nieludzkiej porze, kiedy padam na pysk ze zmęczenia. A jeśli nawet obejrzeć próbuję, to zasypiam w połowie. Zobacz sama jakie propozycje daje tv na piątkowe, sobotnie wieczory, kiedy (przynajmniej ja) mam trochę więcej czasu, na oddech, i czasami ochotę przyzwoitą rozrywkę.
archea [10.05.08/14:23]

takamała

jesteś pewna, że gdyby "Kocham kino" i "M jak miłość" było o tej samej, najbardziej ludzkiej porze, to nagle proporcje widowni by się odwróciły?

Skoro ludzie od wieków wybierają lekkie, łatwe i przyjemne, to skąd pomysł, że nagle powstał marketing, żeby im wmawiać, że to lubią?
takamała [10.05.08/14:16]

archea

i tu jest pies pogrzebany... kiedyś był to jakiś wybór, bo tzw. marketing nie istniał, a teraz tzw. "szołbiznes" niższych czy wyższych lotów staje się przemysłem, maszynką do zarabiania pieniędzy. I wbrew pozorom dokonać wyboru (zwłaszcza słusznego:))) nie jest łatwo, kiedy dobry film czy koncert jet o godz. 1-20 w nocy a o ludzkiej porze są seriale i gwiazdy tańczące i śpiewające na łyżwach...
Kiedy stacje informacyjne katują od rana do wieczora tym samym newsem, przejęci redaktorzy informują mnie przez 12 godzin ,że w Szczecinie nie ma prądu. Szczęście czy nieszcęscie , tragedia i radość wszystko jest newsem... Mam wybór, oczywiście... mogę wyłaczyć telewizor, radio.
archea [10.05.08/14:02]

ten akurat trend jest od wieków taki sam

zawsze była muzyka wysokich lotów lub z innych powodów niszowa, którą delektowali się nieliczni oraz miła, nieskomplikowana muzyczka do przytupasów, do której nadstawiała uszy większość. Kiedy autor kontestował w Jarocinie razem z punkowymi kapelami (nie wiem czy to robił, tak sobie strzeliłam), większość słuchała ABBY i Tercetu Egzotycznego. Dokonywali takich wyborów bez specjalych marketingowych zabiegów, jako że marketing w PRL-u słabo istniał. To nawet ktoś nazwał "muzyka utylitarna".

Tak samo "Kocham Kino" ogląda 500 tysięcy widzów a "M jak miłość" 5 milionów.

Teraz po prostu zarabia się na tym znacznie większą kasę to i bezwzględność w nakręcaniu machinki większa i większy niesmak budzi.
Ale generalnie nihil novi.

I tylko z tym bym się nie zgodziła, ale jak sądzę książka jest świetna i ma wiele bardzo trafnych i inspirujących do refleksji obserwacji
martuuha [10.05.08/11:01]

takamala

nie twierdzę, że taka jesteś, ani że ja. Ani nawet bohaterowie. Oni po prostu opisują świat dookoła siebie, nazywają trendy, charakteryzują zjawiska. Moga się z nimi przecież nie zgadzać.

cytat - przerażający, owszem.. Ale, czy nie prawdziwy?
Zresztą, w książce jest tez fragment o wymarzonych wiadomościach tv :-)
takamała [10.05.08/10:57]

na szczęście

jakoś nie wpisuję się w ten portret :) ale zainteresowałaś mnie, w celach poznawczych sięgnę :)
„- Nie podobały mi się dzisiejsze wiadomości.
- Ale efekty specjalne były świetne.”
Ten cytat trochę przerażający...
martuuha [10.05.08/10:11]

takamala

warto :-)
Nie jest to najświeższa pozycja z księgarskich półek, ale naprawde polecam. Sama 'sczytałam' ją chyba z 5 razy i ciągle lubię wracać, choćby do fragmentów, Gdzieś przeczytałam, że Daniel to taki Everyman naszych czasów - Ty, ja i ktokolwiek. A Londyn to miasto-wszędzie i miasto-nigdzie. Coś w tym jest....
Portret pokolenia może?
takamała [10.05.08/10:06]

martuuha

pewnie warto przeczytać... chociażby po to żeby mieć własne zdanie :)
martuuha [10.05.08/10:02]

takamala

między innymi o fastofoodyzacji życia jest ta książka, w najróżniejszych aspektach, niestety
takamała [10.05.08/09:50]

jestem "starej daty"

i wolę opcję z tymi oczekiwaniami odbiorcy, bardziej przemyślanymi i przemyślanym przekazem artysty :) Zwłaszcza że miałam okazję obejrzeć dokument o powstaniu ekipy rzeczonych Spicetek... i nie było w tym nic fajnego... komercja od założenia do końca, dziewczyny dobrane według szablonów, niezdrowa atmosfera od początku i wyścig, kto kogo wykiwa pierwszy. Pustką wiało od poczatku, taki muzyczny fast food...ale to moje zdanie :)
martuuha [10.05.08/09:33]

fakt

to dwie różne sprawy, które można by rozdzielić:
1) kwestia potrzeb ze strony odbiorców
2) kwestia wewnętrznych potrzeb i przekazu artysty.
I ja jako odbiorca mam potrzebę (1), żeby muzyka, twórczośc wynikała z potrzeby przekazu czegoś wartościowego, jaki ma w sobie artysta (2).
:-)
Chociaż fakt - nie dla wszystkich to samo musi być ważne :-)
archea [10.05.08/09:30]

rozumiem Twój przekaz

że fajniej, jak śpiew płynie z głębi duszy i potrzeby serca, a nie z maszynki marketingowej. Chodzi mi o to, że maszynka nie wykreowała sztucznej potrzeby i nie zbałamuciła biednych melomanów, pragnących artystycznej, wartościowej ekspresji. To nie maszynka wymyśliła, że ma być lekko i milucho, tylko sami ludzie.
martuuha [10.05.08/09:24]

archea

może i tak, ale dla mnie istotniejsze jest, że Spice girls nie powstały dlatego, że kilka dziewczyn postanowiło, że będą śpiewać, żeby było lekko, milutko i bezproblemowo. To była wielka machina, która wymyśliła, że ma być lekko, milutko, etc... i wtedy ruszyły castingi, stylizacja poszczególnych dziewczyn, produkcja muzyki pod nóżkę, koncerty i teledyski i cała reszta.
archea [10.05.08/08:26]

no z cytatem się chyba nie do końca zgodzę

Spice Girls jest jak najbardziej odpowiedzią na potrzeby. Nie wszyscy chcą bądź są w stanie roztrząsać problemy egzystencjalne i kontestować rzeczywistość. Część, nawet całkiem spora część, chce żeby było lekko, milutko i bezproblemowo, czuć w sobie "girl power" i podskokach iść przez życie. Taką mają potrzebę i nie trzeba im wmawiać, że lubią Spice Girls, bo tam widzą, jak fajne dziewczyny w odlotowych ciuszkach rozkręcają imprę i wyginają śmiało ciało. I to dla nich kwintesencja dobrego samopoczucia.

Pisz i twórz jedyny autorski serwis
dla ludzi, którym się chce!



Cafenews