[sekundę...] 

agata_1.jpg



Czytali ten artykuł:
met, sykstus, endo, rybcia58, galimat-ja, Plazma


REKLAMA
Czy święta mają sens?
met [2006-12-21]
DSCN31410545.JPGOd razu na wstępie zaznaczę: nie jestem entuzjastką świąt, np. Bożego Narodzenia. Kiedy się bliżej temu przyjrzałam, tej niechęci, to wyszło mi, że nie tyle w tym wina doprowadzenia coca- coli do statusu przedmiotu magicznego, pieśni merry christmas w tesco od listopada, ile tradycji świąt w mojej własnej rodzinie w dawnych latach. Za dużo dysonansów tam było, żebym mogła po latach, jako dorosły człowiek odbierać te opłatki, życzenia jako szczere i fajne.

Kiedy przychodzą święta, to pierwszy odruch, jaki się we mnie rodzi, to ucieczka. Ale tak jak na Wielkanoc, która w sumie jest świętem o mocniejszym akcencie,w aspekcie religijnym niż Boże Narodzenie, udaje się mi się ostatnimi laty „zbiec” z pola walki i rażenia tradycji, tak na Boże Narodzenie nie ma takich szans. A warto się zastanowić dlaczego. Ja uznałam, że warto, może jakiemuś czytelnikowi też? :-)

No bo tak, prawda jest taka, że w życiu dzień jest mniej więcej podobny do dnia. Wstaje się rano, coś tam zjada, ubiera, wychodzi do szkoły/pracy, żegna z mężem, żoną, dzieckiem, rodzicem, wraca, coś tam nadrabia, pokrząta i wieczór. Już piątek wieczór jest celebrowany u nas jako chwila wyjątkowa, bo wreszcie perspektywa dwu dni względnego spokoju i robienia tego, co się chce poza szkołą i pracą. Czekamy na weekendy jak na zbawienie, żeby odespać, coś porobić z rodziną, znajomymi albo zwyczajnie podyndać sobie nogą na krześle i nie musieć nic.
Więc w sumie weekendy też wpisują się w codzienność. Wakacje to znowu inna historia, bo urlop, ferie, wakacje służą temu, żeby zwyczajnie fizycznie i psychicznie odpocząć do pracy czy nauki, tego, co zabiera nam 70/80 % czasu w ciągu dnia.

Zatem święta. Czy w ogóle mają sens, czy lepiej, żeby ich w kalendarzu nie było? Ustawowo wykreślone i 25 grudnia byśmy szli do pracy i 26 też.

Połaziłam trochę po rozmaitych forach, stronach poświęconych świętowaniu i wszędzie nacisk był położony na zwrócenie uwagi, że święta to uroczysta, wyjątkowa chwila, bo jest to czas dla ducha, czas na to, żeby zrobić coś razem z kimś bliskim, na co na co dzień nie ma czasu.

I okazuje się, że ludzie są tak skonstruowani, że nie mogą żyć tylko codziennością, że potrzebują wspólnych momentów, dlatego święta kojarzą się z czasem spotkań w gronie rodziny i przyjaciół. To dlatego ludziom samotnym bywa tak nieswojo w ten czas.
Ale jakoś tak przywykliśmy, w tym i ja:D, narzekać na te rodzinne zjazdy, powitania, obcowania itd.

Postawię taką śmiała tezę (nawet jak dla mnie:D), że święta mają sens, tylko, że u  wielu z nas się on po drodze gdzieś zagubił. A zagubił się na skutek pewnych ostrych dysonansów, jakie można łatwo zaobserwować w przedświątecznej krzątaninie.
Np. święto jest czasem odpoczynku, czasem dla ducha, którego warunkiem jest spokój. A cała ta bieganina, przepychanie się w sklepach, wystawanie w kuchni po nocach, żeby tylko potrawy się udały przeczą temu spokojowi, zabierają go nam, powodują, że już w listopadzie dostajemy gęsiej skórki na sama myśl o świętach.
DSCN31330537.JPGŚwięta są czasem tolerancji, godzenia, się integracji z bliskimi a tymczasem mamy z nimi tyle niezałatwionych spraw, żalów i niesnasek, że odechciewa nam się uścisków przy wspólnym stole, bo wydaje nam się, że zalatuje to hipokryzją i zmuszaniem się do fałszywych uśmieszków. Ta nieszczerość wywodzi się w dużej mierze stąd, że od dziecka wielu z nas widziało dysonans w świętowaniu spokoju ducha z myciem podłóg i okiem, gotowaniem i pieczeniem dla całego batalionu wśród wrzasków czy utyskiwań na ciężki los zapracowanej pani domu. Nic dziwnego, że potem słabo czuło się autentyzm przekazywanych życzeń przy stole, kiedy wreszcie przygotowania były za nami.

Tak jak można posiedzieć w pokoju z zakurzonymi meblami, tak nie bardzo można posiedzieć w domu dwa czy trzy dni bez żadnego jedzenia i to różniącego się od codziennych obiadów. Zatem trzeba coś pogotować.

Jakie zatem jest wyjście?

Może jakoś tak nie spinać się z tym gotowaniem, zrobić tylko to, na co ma się chęć? Może też spojrzeć na tych domowników życzliwszym okiem, też bez spinania się. W końcu następna wizyta z okazji kolejnych świąt:D

Więc generalnie sposobem na udane święta jest to, żeby sobie odpuścić napięcie, chęć bycia idealnym, takim, co każdego zadowoli.
Mniej wymagać od innych, coś tam z siebie dać. No wiem, takie rady a la Poradnik Pani Domu, ale staram się znaleźć w tym jakiś sens. Np. wyobrazić sobie, że tych ludzi wszystkich wokół mnie by nie było. Czy czułabym się ja, Ty, ona on, my, lepiej?


strona: 1 2 3 4
    dodaj do dodajdo

Komentarze

dodaj komentarz
met [24.12.09/21:02]

właśnie galu

jak nie czuje się Boga...
gali [19.12.09/20:57]

myślę,

że fajnie jest zapytać bliskich co się lubi w ogóle ze sobą robić i to robić.
wbrew temu, że TRZEBA TO COŚ, bo tradyszn itp.

Rok temu napisałam na ten temat, i nadal uważam, że jeżeli nie czuje sie Boga w Święta to dobrze ten czas wypełnić sobą tak jak sie uważa.
barbara [06.12.08/19:54]

piękne dobro

Świeta Bozego Narodzenia muszą być i mają sens. Bo jakaż to cudowna i radosna chwila , to nic że jestm sama przy stole , ale całym duchem z bliskimi. Piękna i podniosła chwila, dziwię się jak ktoś może powiedzieć czy warto obchodzić Święta. To nasze bogactwo duszy i ciała. To dobroć , a człowiek dobry jest bogaty duchowo.Życzę wiary i zdrowia.
... [27.12.06/19:41]

met

pewnie miałaś na mysli, że nie chrześcijański portal
bo portal katolicki czyli powszechny to Broszka się kwalifikuje :)))
ml76 [26.12.06/19:32]

met

oczywiscie, że największym plusem jest to, że nie trwają dłużej :)
ml76 [24.12.06/00:15]

met

właśnie przeczytałam twojego arcia i wydaje mi się, że podobnie to odbieramy. inaczej ubrana w słowa jedna myśl.
nic, tylko się z tym znaleźć i zastosować. szczerze nam życzę, by każdy znalazł w świetach to coś, czego nie ma w całym roku.
jimmy [23.12.06/17:00]

.

do świąt mam stosunek specyficzny. Mam wrażenie, że nie dojrzałem do choinek, kolęd, bliskości w ogóle. Czy mi z tym dobrze?
To trudne pytanie;-)
met [23.12.06/14:08]

aseł

ja staram się pamiętać, po to wlokę się do kościoła, pasterke, te rzeczy.
na wigilii u świekry zawsze czyta się pismo św, spiewa koledy, itp. ale ja tam o tym nie wspominam, bo to nie jest katolicki portal:)
a akurat boze narodzenie ze swoja symbolika upowszechniło się chyba pod każdą szerokościa geograficzną i ma bardzij uniwersalny wymiar.
a czego ktos w nim szuka, to już jego indywidualna sprawa, aj fing soł:)
Aseł [23.12.06/13:05]

ja wiem?

No ja sobie zdaję sprawę, że w świętach zasadniczo nie chodzi o to, żeby się obeżreć, żeby dać sobie prezenty, ani nawet o to, żeby spotkać się z rodziną, z bliskimi. To nie jest żaden czas pojednań, ani nic takiego. To jest święto narodzin Boga w ludzkiej postaci. I to sie powinno czcić, a nie jedzenie i rodzinę.
Co nie zmienia faktu, że u nas (w sensie w mojej rodzinie) o nic innego nie chodzi. Zapominamy o narodzinach Jezusa, nawet mama i mój brat, którzy są najbardziej katoliccy z nas wszystkich.
met [23.12.06/12:21]

aseł:)

najsmieszniejsze jest to, że każdemu się wydaje, ze ma to najwłaściwsze:)
Aseł [23.12.06/12:09]

błąd

U ewusi.
met [23.12.06/12:01]

iksinska:)

fakt, akty męczeństwa lepsze są na wielkanoc:)
trzymaj się ciepło?:)*

ewusia. ekhm:D

aseł, co?gdzie? błąd jakiś?
Aseł [23.12.06/10:49]

litości

RZeczy.

Ale poza tym, to chyba jako jedyna masz właściwe podejscie do całej szopki :]
ewusia [23.12.06/09:26]

......

moje przygotowania do świąt wyglądały tak: po pierwsze chodziłam na rekolekcje, słuchałam uważnie tego co mówił ksiądz, trafił się nam akurat taki, który miał dużo ciekawych żeczy do powiedzenia między innymi dzięki jego kazaniom poszłam do spowiedzi i wywaliłam z siebie najgorsze brudy nosiłam to bagno w sobie koło roku i tak mi było wstyd, ale teraz to juz mi się tylko buzia śmieje.Mam to za sobą. A to wszystko po to żeby rodzący się Jezus mógł w te święta przyjść do mojego serduszka. Ito wszystko dla niego! Sprzątanie też dla niego żeby w tym roku nie miał tak jak 2000 lat temu BRUDNO, ŚMIERDZĄCO, ZIMNO...Bo przecież Pan Jezus narodził się w kompletnym bagnie.Bóg tego świata był tak poniżony. Więc wysprzątałam dla niego swoje serce, dom, nawet sąsiadce klatkę schodową pozamiatałam :D No i tu jeszcze jedno chcę dodać, odnośnie rodziny. Wiem że wiele z nas ma jakieś niesnaski ze swoją rodziną, ja też. Ale one są właśnie po to żeby się godzić, śmiać i cieszyć z tego,że możemy być razem, bo wiecie nigdy nie wiadomo kiedy nam się skończy. Ja właśnie tak postrzegam święta. U mnie w szkole, np. zrobili gazetkę na której na pierwszym planie był św. mikołaj było też pełno choinek, prezentów i innych pierdół. Dla mnie to wszystko się mija z celem, bo gdzie tam miejsce dla Jezusa???????
iksinska [22.12.06/23:00]

:)

się właściwie zgadzam ze wszystkim co meteo napisałaś
wszystko jest proste i oczywiste, ale trzeba do tego dojśc samemu
chyba dochodzę wreszcie ;)
ciśnienie mam mniejsze :)

jak dla mnie to mogłoby świąt nie byc, no ale skoro juz są, to nie ma się co katowac, to tylko 3 dni

a dysonanse nic a nic mnie nie rozśmieszyły, chyba za długo bujałam się na nich

w dzieciństwie bałam się zasiąśc z rodzicami przy jednym stole, bo to sie zdarzało tylko w wigilię i kończyło jakąś schizą
a świąteczne przygotowania były aktem męczeństwa

cieszę się, że udało mi sie wyrzucic na luz :)

Iga [22.12.06/22:36]

przyznam się...

no ten opłatek to ekhm... przez lata miałam nadzieję, że wybuchnie jakaś wojna i będzie specjalne wydanie wiadomości, które zdominuje wieczerzę i opłatek z tatą jakoś mnie ominie :D
met [22.12.06/22:09]

aseu

no. ja tez opłatkiem nie lubie dzielić sie z rodzicami:DDD
wstyd przyznac, ale tak jest.
no cóżżżżżżżżżżż
aseł wylogowany znuff [22.12.06/22:07]

heh

Gdybym miała jeździć do rodziny, to pewnie faktycznie bym cierpiała katusze. Ale my spędzamy święta - i Wigilię i śniadanie wielkanocne - z zaprzyjaźnioną rodziną, która - tak się przypadkowo składa - jest rodzina mojej przyjaciółki :)) I jest zawsze fajosko, bo to w zasadzie nie rodzina i nie trzeba się spinać. I mamy zawsze jaja i dużo śmiechu i masę różnych rzeczy. I swoje własne świeckie tradycje, jak to, że mama z ciotką co roku sie umawiają: ale Jolka, ale Ewka, w tym roku robimy MAŁO jedzenia, a i tak umieramy z przejedzenia; albo jak wszyscy są głodni i na początku zażerają się barszczem i nie mają miejsca na rybę, albo pokazywanie mokrego jedzenia, albo opowiadanie historii o mojej mamie na rondzie... No fajosko jest.
A opłatkiem nie lubię sie dzielić tylko z moja mamą. Całej reszcie zawsze życze szczerze i od serca :))
met [22.12.06/22:04]

iga:))

a moja też jest krzywa:DDD

anulka, no to fajnie masz:D
Iga [22.12.06/22:02]

meteo

myślę podobnie, kiedyś też nie lubiłam świąt, szczególnie, jak bardzo bolała mnie świadomość, że moja rodzina nie jest taka jaką sobie wymarzyłam, i w święta jakoś bardziej to czułam, ale teraz się nie spinam, gotuję na wigilię makaron ze szpinakiem, bo lubię, mniejsza z tym, że choinka troszkę krzywa i że bratowa działa mi na nerwy, wolę to wszystko mieć niż nie mieć
wesołych świąt, lasie;)
annnullla [22.12.06/21:59]

dla mnie

święta zawsze były czasem szczególnym.Nie od strony religijnej ale rodzinnej.90% wigili wspominam z wielkim sentymentem z racji tego ,że spędzałam je z najblizszymi osobami.A poza tym atmosfera tez była niesamowita.Babcia osoba z wyższym wykształceniem, humanistka wymyslała idiotyczne gry na zasadzie wylosuj sobie miejsce przy stole albo prezent,ewentualnie pisała na karteczkach wrózby i każdy z nas je losowało (żeby bylo ciekawiej to te wróżby się baaardzooo często sprawdzały:) ) Dziadek zblazowany matematyk,potrafił przesiedzieć pół godziny nie odzywając sie słowem po to żeby wyskoczyć do kogoś nagle z taka ripostą ,że wylismy ze smiechu do końca wieczoru.I cudowna rozmowa na poziomie o literaturze, sztuce i bardzo prozaicznym zyciu, w której brylowała moja ciotka cholerna erudytka,mająca współczesna literaturę amerykąńską w małym palcu.Teraz jak założyłam własną rodzinę co drugi rok jeździmy do moich rodziców.Bardzo się z tego cieszę, bo rodzina mojego męża spędza wigilię przy telewizorze i wogóle ze soba nie rozmawia. W zeszłym roku zrobiłam przewrót i wyniosłam stół do pokoju bez telewizora i musieli ze soba rozmawiac i okazało się,że takie święta tez sa fajne.W niedzielę jedziemy do moich rodziców,a babcia juz zapowiedziała,że wymyśliła grę ;)
to to zrobiłam sobie taką małą wycieczkę osobistą,ale generalnie chodziło mi o to,że dla mnie swięta maja sens i sa bardzo ważne i nie wyobrażam ich sobie bez rodziny i teraz zarówno mojej jak i męża
met [22.12.06/21:58]

fry

no to cieszę sie, że ten dystans jednak dostrzegłas jaki mam do tematu, jak i sposobu jego przedstawienia:] uff, ulzyło mje:D
a dysonanse, ze co? niesmieszne było?:>

majorka, nie no spoko. podziwiam ludzi, którzy z codzienności mają święto. ponoć to prawdziwa sztuka no i takie zen, jakby:]
ja niestety nie umiem. codzienność, powtarzalność, rutyna czasem mnie przygnębia, choć nie jest zła, ale dlatego, że powtarzalna.
a ciekawa jestem jak będzie u ciebie jak dziecko dorosnie i upomni się może o choinkę:D
też tylko będizecie to winko pić czy jakoś mu wytłumaczycie?;D

plazm, u mnie porządek jest do rana do śniadania:D
kobieta frywolna [22.12.06/21:37]

met

Rzeczywiście pod koniec się wkopałaś - prawie, jakbym czytała Panią Domu, ale przymrużyłam na to oko i od razu lepiej. ( te dysonanse też wyszły komicznie). ;-)
A co do Świąt, chyba najbardziej niezapomniame nam się wydają, kiedy się w kimś zakochamy. Wtedy od razu inaczej patrzymy na Gwiazdkę. Pozdawiam. ;)
majorka [22.12.06/21:33]

proszę Was

a ja świąt żadnych nie urządzam, trochę w odruchu buntu że taki ogólny przymus jest.Do rodziny nie jadę bo daleko a my z malutkim dzieckiem, więc wymówka jest.Z mężusiem se winko wypijemy, zrobię jakiś akcent typu upiekę pierniczki lub babkę majonezową i już.My święto mamy codzień, to kwestia atmosfery czy ja wiem...dużo by pisać.Osobny temat to przeżywanie religijne, ale to temat zupełnie osobny (wiem,nie zgodzicie się z tym,ale u mnie tak właśnie jest).Buziazki dla wszystkich, dla tych co obchodzą i dla tych co nie obchodzą .A tak bajdełej - czy ktoś jeszcze nie obchodzi oprócz mnie ???
Plazma [22.12.06/21:09]

no wiem, wiem

ale cóż, jakby nie te święta to bym chyba już żadnej motywacji do sprzątania nia miała, a tak mam teraz proszę ja Ciebie jak w hotelu:)
ciekawe na jak długo...
met [22.12.06/21:06]

oj bo Cranka:)

ty to dobra kobita jesteś a nie taka rozwydrzona baba jak ja:DDD

plamzita, e tam, świekra (hehehhe) to jeszcze małe piffko:) ja tak miałam na mysli generalnię:D te zabiegi świąteczne:]
Cran [22.12.06/21:03]

a ja lubię

święta i tą krzątaninę! coś tam pichcę w kuchni i wkładam w to odrobinę serca, dobrych myśli i potem wszystkim smakuje;-) czasem jeżdżę na Święta do Krakowa i tam dzielnie pomagam mojej ciotce w kuchni. to zbliża. panowie są gdzieś obok a kobitki mielą ser albo lepią uszka i gadają. i to jest super. teraz mam duże Wigilje - umawiamy się kto co zrobi albo kupi żeby się nie zatyrać! a Wigilia to wieczór dla mnie zawsze taki nieco wzniosły. niesie jakieś emocje. dobre życzenia i wspomnienia o tych, których nie ma już wśród nas, ale są w naszych myślach i sercach. zawsze w czasie łamania się opłatkiem mam nieco ściśnięte gardło. lubię tą podniosłą chwilę. może i jestem de mode i sentymentalna, ale zamierzam kultywowac taką tradycję!
Plazma [22.12.06/21:02]

oj, Metuś:)

że starasz się znaleźć sens, to przecież widzę:)
ja myślę, że stres ze świekrą konieczny jest:)
a dlaczego to kiedyś Ci opowiem:D
met [22.12.06/20:59]

plzm

perosze się nie śmaic z mych sęsów:>

wies zjak ja sie staram?:P :)
met [22.12.06/20:58]

no własnie palzmita

rodzina, jej posiadanie niesie ze sobą cały bagaż. dla jednych jest on znosny, fajny, dla innych wcale.
ale na tym się to jakby wszystko opiera.

ja własnie tak sobie pomyślałam, no dobra.
olewam ich wszystkim jade sobie gdzieś tma,udaję, że nie istnieja albo naprawdę ich nie ma i co?
bo ja wiem czy byłoby tak super ekstra? może przez moment, ale rok za rokiem?
no to stwarza się własną rodzine i tez ustala jakies zachowania, które nie każdemu pasują.

najlepiej albo nie przesadzac, albo popatrzec na to z boku, z dystnasu i se luza wrzucić:D wódeczki napic w kibelku cihaczem, jak teściowa razi:D
iwziąc świat na lekkim rauszu hehe
jak nie mozna tak całkiem po swojemu:D
Plazma [22.12.06/20:56]

ach i ten sens...:>

myślę, że to my sprawiamy, że mają sens lub nie
sami ten sens powinniśmy postarać się im nadać:)
Plazma [22.12.06/20:52]

no, trudne pytanie,

to na końcu:)
czy czułabym się lepiej bez rodziny?
myślę, że nie
natomiast na pewno masz rację - czułabym się lepiej bez tego stresu, bo święta przypominają taki spektakl, do którego bardzo nerwowo np. w moim otoczeniu, ludzie się przygotowują
i to zabija całą przyjemność, niestety..

Pisz i twórz jedyny autorski serwis
dla ludzi, którym się chce!





Cafenews