[sekundę...] 


REKLAMA
Cud na Boże Narodzenie (2)
Marianna [2009-12-29]
- Przybieżeli do Betlejem pasterze, grają skocznie Dzieciąteczku na lirze! Psze pani, kolędnicy, niech pani otworzy! Chwała na wysokości, chwała na wysokości! – Agata wśród śpiewów ledwo usłyszała komunikat skierowany najwyraźniej do niej. Nacisnęła przycisk domofonu i dopiero po chwili dotarło do niej, że wpuściła jakichś obcych ludzi. Ale to były dziecięce głosy – jeszcze zdążyła pomyśleć. Po chwili chwała na wysokości rozlegała się po całej klatce schodowej.

Otworzyła drzwi. Przed nią stała gromadka chłopaków poprzebieranych za kolędników. Kiedy zaśpiewali kolędę do końca, jeden z nich podał Agacie kopertę.
- To dla pani.
- Dla mnie? Od kogo? – Agata wzięła od niego niepewnie kopertę.
- Od jednego pana. Powiedział, że pani będzie wiedziała, jak pani przeczyta. To do widzenia. Chodźcie, chłopaki – zwrócił się już do reszty.
- Poczekajcie! Chyba za kolędę coś się należy? – tak dawno nie widziała kolędników, że nie wiedziała, czy dać im słodycze, czy pieniądze.
- A nie – odezwał się znowu ten sam chłopiec – nie trzeba nic. Już zapłacone – błysnął zębami w uśmiechu. A po klatce teraz roznosiło się „Dzisiaj w Betlejem, dzisiaj w Betlejem…”

Agata trzymała kopertę i czuła się totalnie ogłuszona.
- Mamo, co to jest? List? Od kogo? Dla nas? – pytania dzieci przywróciły ją do rzeczywistości.
- Poczekajcie, zaraz zobaczę. Tak, list. Do mnie. Chyba. – zaczęła rozrywać kopertę.
„Kochanie, przepraszam. Zachowałem się jak idiota. Wybacz mi, jeżeli możesz. J.”

Czytała ten list kilka razy i nic nie rozumiała. „Kochanie” – to miłe, nawet bardzo, nigdy wcześniej tak do niej nie powiedział. „Zachowałem się jak idiota” – no, może trochę. „Wybacz mi, jeżeli możesz” – Agata nie wiedziała, czy może, ale poczuła, że chce. Po takim liście jak nie wybaczyć? I kolędnicy, i ten list. Przecież wymagało to nie lada zaangażowania. Nie przypuszczała, że stać go na takie romantyczne zachowania. O matko! – jęknęła przyciskając kartkę papieru do piersi. Cud najprawdziwszy. Chwyciła za telefon i napisała „Mogę i wybaczam, kochanie :)”.
Spodziewała się, że za chwilę dostanie odpowiedź, a najprawdopodobniej Jarek zadzwoni. A może przyjedzie?

Jarek siedział w domu po powrocie z kolacji wigilijnej u siostry. Czuł się zmęczony wydarzeniami ostatnich dni. Najpierw telefon od Magdy. Potem jego rozmowa z Agatą. Przyjęła to całkiem spokojnie, ale w sumie przecież nic wielkiego ich nie łączyło. Parę spotkań trochę bardziej intymnych, żadnych obietnic, ani deklaracji. Tylko, że z kobietami nigdy nic nie wiadomo. Mogła tragizować. Na szczęście nic takiego nie robiła. Napisała jeszcze do niego ze dwa sms-y, ale bez żadnych rozpaczliwych tekstów. On też zresztą wysłał jej życzenia świąteczne. Życzył jej naprawdę dobrze. Znajdzie w końcu tego prawdziwego zdobywcę wieży.

No a z Magdą… Tak. Magda nic się nie zmieniła. Kiedyś to właśnie w niej go pociągało – pewność siebie, wiara w to, że można osiągnąć wszystko, czego się pragnie. A teraz?

Przyjechała do niego wieczorem tego dnia, kiedy zadzwoniła. Pociągająca, atrakcyjna, znajoma i nieznajoma jednocześnie. Została do rana, obydwoje tego chcieli. Odnajdywali się na nowo. Noc wydawała się zapowiedzią nowego początku. A rano – Magda niby ot tak zaproponowała, żeby wyjechał razem z nią. Najpierw zbył to żartem. Przecież powiedziała, że wróciła na stałe. W trakcie rozmowy okazało się jednak, że nie spaliła za sobą mostów, może wrócić i do orkiestry i do wspólnego mieszkania z Elką. Ale z nim będzie się tam czuła bezpieczniej, lepiej. Wynajmą mieszkanie, znajdą coś dla niego. Przecież chcą być razem, co za różnica – tu, czy tam?

Dla Jarka to była różnica. Nie zamierzał emigrować. Tu miał pracę, tu miał przyjaciół, znajomych, tu miał swoje miejsce, a przede wszystkim tu był Maciek. Mimo rozwodu z jego matką utrzymywał z synem dobry kontakt. Wiedział, co młody robi, czym się interesuje. Nie wyobrażał sobie, że kontakt z synem ograniczy się do rozmów na skypie albo do kilku telefonów w miesiącu. Nigdy zresztą nie marzył o wyjeździe z kraju. Podróże – tak. Zwiedzał Europę, był w Japonii. Marzył mu się Bliski Wschód. Ale wyjechać stąd na zawsze? Nie, to nigdy nie było jego celem.

Z rozmyślań wyrwał go dźwięk przychodzącego sms-a. „Mogę i wybaczam, kochanie :)” Cholera jasna, a to co ma znaczyć? Pomyliła się, czy upiła?
Już miał odpisać, że chyba za dużo wina, ale pomyślał, że da spokój. Może to jakaś gierka? Rany, z babami jednak nie dojdziesz do ładu.

Magda przewracała się z boku na bok w łóżku. Słyszała, jak zegar w pokoju mamy wybija drugą po północy. Nie mogła spać. Nie tak to wszystko miało wyglądać. Naprawdę chciała znowu być z Jarkiem. I lecąc do Polski poważnie myślała, żeby tu zostać. Ale… No właśnie – ale. Tam był większy świat. Ciągnęło ją tam. Bo to było wyzwanie a Magda zawsze uwielbiała wyzwania.

Nie chciała wracać jako pokonana. I gdyby Jarek chciał z nią wyjechać, być dla nie wsparciem. A on jak to odebrał? Że potrzebuje goryla, gospodarza domu i współfinansującego wynajęcie mieszkania. Ubodło ją to, chciała mu to wyjaśnić. Wtedy on zapytał, dlaczego, skoro jej tak zależy, nie odzywała się przez całe miesiące. A potem wyciągnął argument ostateczny – syn.

Magda zdawała sobie sprawę, że syn jest dla niego najważniejszą osobą, ale uważała, że szesnastoletni chłopak już sobie poradzi bez ojca na miejscu. W końcu zostaje z matką. Zresztą nikt nie mówi o zerwaniu kontaktów. Ale życie trzeba sobie ułożyć. Trzeba coś wybrać. To Magdę bolało najbardziej. Że Jarek wybrał, ale inaczej, niż ona chciała. Odebrała to bardzo osobiście – po prostu nie wybrał jej.

Agata nie doczekała się odwiedzin Jarka, ani telefonu, ani nawet sms-a. Nie rozumiała tego. Może?... No właśnie – co może? Ktoś, kto zorganizował taką akcję powinien czekać za rogiem na sygnał i lecieć do niej na skrzydłach. Zasnęła na kanapie w ubraniu kompletnie skołowana.

W Święta nie mogła sobie znaleźć miejsca. Napisała do niego jeszcze raz – „Dostałam Twój list” Nadal cisza. Czuła się wystawiona rufą do wiatru. Czyżby był to żart?

Dzień po Świętach Agata wyciągnęła odkurzacz i jak zwykle w sytuacji, kiedy chaos w jej życiu osiągał apogeum, postanowiła zacząć od porządków w domu. Odkurzała w sypialni, kiedy zajrzała do niej córka:
- Mamo! Mamo! Ktoś dzwoni do drzwi!

Dopiero po wyłączeniu odkurzacza usłyszała dzwonek. Poszła otworzyć przekonana, że to sąsiadka, która pożyczyła od niej przed Świętami duży półmisek.
Za drzwiami nie stała jednak sąsiadka, tylko nieznajomy mężczyzna. Brunet, zielone oczy, długi rozpięty płaszcz. Zapachniało dobrą wodą toaletową. Agata teraz sobie uświadomiła, jak wygląda: stare dżinsy pęknięte na kolanie, różowa koszulka kupiona dawno temu z króliczkiem niby to z playboya, zero makijażu.

- Dzień dobry – głos miał niski, bardzo przyjemny.
- Dzień dobry. Pan do kogo? – Agata miała nadzieję, że to nie żaden sprzedawca.
- Pozwoli pani, że najpierw się przedstawię. Nazywam się Janusz Milewski. I… w Wigilię nastąpiła pewna pomyłka. Z tego, co udało mi się dowiedzieć od tego smarkacza, do pani trafił pewien list. Czy tak?

Agacie poczuła, że robi jej się słabo.

- Tak, dostałam list. Jak pan powiedział? Janusz?
- Tak, Janusz Milewski. Bardzo panią przepraszam. To ogromne nieporozumienie. Widzi pani ten list miał trafić pod numer 3, ale w bloku obok. Dzieciaki pomyliły adresy. Strasznie panią przepraszam. Pewnie nie wiedziała pani, o co chodzi. Chciałem zatem wyjaśnić to osobiście, nie przez tych chłopaków, którzy wtedy kolędowali. Czy pani jest słabo? – nieznajomy patrzył z niepokojem na Agatę.
- Nie, wszystko w porządku. Absolutnie w porządku – Agata opierała się o futrynę i ogarniał ją nieopanowany śmiech. Nie mogła się powstrzymać, szczególnie jak pomyślała o swojej interpretacji. I jeszcze te imiona na „J”. Śmiała się tak, że łzy jej leciały, aż dostała z tego wszystkiego czkawki. Mężczyzna przyglądał jej się mieszaniną niepokoju i rozbawienia w oczach.
strona: 1 2 3 4
    dodaj do dodajdo

Komentarze

dodaj komentarz
Marianna [04.01.10/09:29]

Karp,

twój drugi wpis dotyczący mojego tekstu zawiera uwagi, które mogę ewentualnie rozważyć i takimi spostrzeżeniami, jak dla mnie, możesz się dzielić, a nawet powiem wprost: dziel się jak najczęściej. Pierwszy wpis, no cóż, zasygnalizowałeś, jak piszesz, odmienne zdanie, niech będzie. Choć mam taką fantazję, że był właśnie po to, żeby popsuć zabawę, która na bazie tego tekstu się zaczęła.
A co tekstu, jego formy i treści - tak, jest niedopracowany, powstawał na gorąco i od razu był tu wrzucany. Bo był napisany dla dwóch osób i musiał się akurat wtedy ukazać. Nie było czasu na szlifowanie. Spełnił poniekąd swoją rolę, a że przy tym parę osób dobrze się bawiło, to miłe, przynajmniej dla mnie.
Wuwulec [03.01.10/22:59]

A ja szczupaki wolę.

Choć ten Łuszczak Ościsty ma rację. Sam się często głowię, pisząc coś na Broszkę, czy to słowo znaczy to, co chciałbym przekazać, czy to zdanie jest potrzebne, itp? A potem, za jakiś czas, czytam co napisałem i widzę jak dałem ciała.
ax [03.01.10/22:54]

...

wolę łososie.
Karp [03.01.10/22:31]

Jak najbardziej

łuszczasty i ościsty, co chyba nie trudno zauważyć. Królestwo oddałem za konia, na grzbiecie którego zmykałem z wanny u pewnej sympatycznej (do czasu) rodziny. Po drodze zgubiłem kilka łusek, więc jeśli, Droga Tulio, jakieś znajdziesz, są twoje.
Naprawdę nie chciałem za poważnie, dlatego tak ogólnie tylko zasygnalizowałem odmienne zdanie, a do merytorycznych wywodów to już mnie Marianna chciała namówić i jak widać trochę się jej udało. Obiecuję, że więcej nie będę.
Tulia [03.01.10/22:25]

Karp, przecież to pisanie to nasza

wspólna zabawa, nie traktuj tego tak poważnie, piszemy tu rózne rzeczy: żeby przedyskutować jakis problem, czasem pochwalić się zawartością szafy (patrz konkursy broszkowe), opisać ostatnio widzianą sztukę, film, czy przeczytaną książkę, także jakąś podróż; myslę, ze nikt (no prawie nikt, bo np. świetnie pisze hayde - patrz blog czerwonaoranzada) tu nie ma specjalnych ambicji pisarskich, bo talent i warsztat to chyba nie jest warunek konieczny, by osmielić sie pisać o sobie i innych czy bawić się w pisanie takiego opowiadania jak to Marianny, więcej luzu i dystansu drogi Karpiu :)
a ty jesteś Królewski czy ten ościsty?, a i może zostały ci jakieś łuski?, bo nie mam żadnej na ten rok??? :))
Karp [03.01.10/18:33]

Przykro mi,

bo nie bardzo lubię psuć miłą atmosferę, a taka się pojawiła wraz z kolejnymi komentarzami pod kolejnymi odcinkami twojego serialu. Nie jestem krytykiem literackim, więc nie licz na merytoryczną analizę niedostatków twojego pisania. Mogę jedynie stwierdzić, że jest wiele fragmentów, które możnaby sobie darować. Zdania, które nie mówią nic, a czasami wręcz nie pasują, np: "Czuła się wystawiona rufą do wiatru."
Jest tego więcej. Poza tym, sposób budowania zdań też warto przemyśleć. Np. takie zdanie: "Agata teraz sobie uświadomiła, jak wygląda: stare dżinsy pęknięte na kolanie, różowa koszulka kupiona dawno temu z króliczkiem niby to z playboya, zero makijażu." Zwróć uwagę na słowo "teraz". Czy na pewno powinno być użyte w taki sposób, czy powinno w ogóle znaleźć się w tym zdaniu i czy w tym miejscu? Wbrew pozorom, to nie sa akademickie rozważania.
No i to tyle; i tak przesadziłem.
Marianna [03.01.10/15:33]

Karp,

tekst jest opublikowany, więc każdy może go ocenić wg swoich upodobań, nie musi Ci być z tego powodu przykro. Przykro mogłoby być mnie, a też nie jest, więc luz. Jakbyś chciał się podzielić bardziej merytorycznymi uwagami, a nie tylko oceną, pisz śmiało.
VIS [02.01.10/23:20]

wstrzymywałam

się przed komentarzem, z obawy przed linczem noworocznym :-P ale niestety mam podobne do mojego przedmówcy zdanie na temat serialu napisanego przez @Mariannę.
Karp [02.01.10/22:59]

Przykro mi to pisać,

ale ten cały serial, z większością komentarzy włącznie, jest żenujący. Nie dyskutuję z infantylną fabułą, bo to kwestia gustu, ale poziom pisaniny ( nie napiszę "poziom literacki", bo do tego jeszcze lata świetlne) jest tragiczny. Można by to, od biedy, uznać za nieporadne amatorskie pierwsze kroki i życzyć wytrwałości w doskonaleniu warsztatu, ale te peany, to duża przesada.
Marianna [02.01.10/18:29]

Marta,

dzięki :)
Marta [02.01.10/18:00]

Fajne opowiadanie

niezłe, bardzo wciągające!
Marianna [31.12.09/10:02]

Piaget,

dziękuję :). A ciąg dalszy już jest. Nie wiem, na ile zaskakujący, ale jest - w moim profilu :)
piaget [31.12.09/09:56]

świetne!

no dawno żadna książka mnie tak nie wciągnęła...
Marianno, pisz i zaskakuj, nawet jeśli to nie takie proste :))
Marianna [30.12.09/21:13]

Tulio,

Mam już chyba ciąg dalszy, do końca - opowieści, bo życie potoczy się dalej poza opowiadaniem :) A wersje i różne propozycje, jak najbardziej.
Tulia [30.12.09/20:25]

hahaha, widze, że juz broszki

dorzucają swoje wątki, fajne, Marianno, faktycznie poszalej, a może potem zrobimy różne wersje?, bo wiadomo, każdy ma jakieś swoje wyobrażenia i preferencje :))
koza [30.12.09/07:07]

No tak,

przez 265 odcinków w serialach, to się tylko partnerami wymieniają, a obsada zostaje wciąż ta sama. Tam chodzi o kasę, ale ty możesz poszaleć i wprowadzić nową postać, za darmo! Czemu Agata ma być lekiem na frustracje facetów "po przejściach"? To dalej, pisz,pisz, Marie, chcę wiedzieć, kim będzie ten balsam na kobiecą duszę? Rozczochranym matematykiem w powyciąganym swetrze? A może kierowcą TIR-a? Albo właścicielem sklepiku za rogiem?
Marianna [29.12.09/18:11]

Anhelo,

a dlaczego się doigrałam, skoro się wciągnęłaś w opowieść? :)
anhelo [29.12.09/18:05]

no to

się doigrałaś! wciągnęłam się jak w serial! :)
Marianna [29.12.09/18:02]

E tam,

Januszek najprawdopodobniej odpadnie i to w najbliższym odcinku w sposób wielce dla niego niekomfortowy. Już mam na niego pomysł. I czas będzie wprowadzić jakiegoś pozytywnego bohatera - jak to szło: kolega z liceum, zauroczony i nieśmiały? Może być mu i Krzysiek. Ale 264 odcinków nie będzie, nie ma bata, umarłabym z nudów jak (współ)autorka. Nowy serial się zacznie w międzyczasie :)))
J [29.12.09/17:55]

życiowo?

ok...to niech Januszek rozdarty jak ta sosna zakranża wokół Agaty...bo Jej w tej spranej koszulce całkiem ładnie było a śmiech ze łzami to dla nas prawdziwa pułapka...a w niej niech świadomośc babskiej mądrosci wzbiera, że my tacy pogięci jacyś...potem będzie 264odcinki i happy end ...z Krzyśkiem :))) pozdrawiam
martuu [29.12.09/17:21]

Mari

od dramatu, ale też bez dramatyzowania, nie? ;-)

J. - przedstaw nam się :) współadresacie sławy i chwały :)
Marianna [29.12.09/17:17]

Martuu,

za słodko to ja też nie chcę. bo to przecież od dramatu się zaczęło, co nie? :)

Rybcia - łatwo powiedzieć - zaskocz nas.

Kurczę, J. - jesteś tam jeszcze? Podrzucaj ciąg dalszy. W końcu kolędnicy to Twój pomysł :)
martuuha [29.12.09/17:15]

mari

ja bym wolało zyciowo, nie serialowo, jeśli mogę. i żeby nie za słodko, po świętach mam dość słodyczy ;-)
rybcia58 [29.12.09/17:14]

świetne ;)

skoro aż samo się nasuwa, że Agata zaprosi go na kawę i..., chyba lepiej będzie jak znowu nas czymś zaskoczysz
Marianna [29.12.09/17:10]

Martuu,

no co dalej? No co dalej? Ja to wymyślam na bieżąco, więc tego - ma go, tego Januszka znaczy, zaprosić na kawę? A on co? Przeprosił tę jakąś z bloku obok, czy zaczyna się kręcić koło Agaty?
Ja bardzo poproszę o sugestie, propozycje, bo póki co serial wymyka mi się zupełnie spod kontroli:)

Plazm - tylko w serialach, albo w komediach romantycznych zakończenia są szczęśliwsze, niż w życiu. Idziemy zatem "życiowo" czy "serialowo"?:)
Marianna [29.12.09/17:06]

J,

no, w końcu część chwały i sławy spada i na kogo? :)))
plzm [29.12.09/17:03]

samo życie

lepsze niż serial :)
martuuha [29.12.09/16:58]

o!

i co dalej? i co dalej? i co? i co??? :)
J [29.12.09/16:55]

BRAWO !

...brawo smoczyco ! niezła jesteś! :))))

Pisz i twórz jedyny autorski serwis
dla ludzi, którym się chce!



Cafenews