[sekundę...] 


REKLAMA
Ciało jak brudnopis
farfala [2010-02-07]
Jego miłość do wzorów na ciele nierozłącznie wiąże się ze wspomnieniem dziadkowego kowboja na lewym przedramieniu - pamiątką z przymusowej pracy w Niemczech w czasie wojny. Jako dzieciak interesował się dziwnym malunkiem „na dziadku”, zastanawiał się jak powstał i już kombinował jak zrobić sobie taki sam. Tak zaczęła się jego przygoda z tatuażem. Za pomocą szpilki i tuszu długopisowego, siedząc przed telewizorem wydziarał sobie... kropkę na przedramieniu. Nazywa się Jarosław Ś*****, dla przyjaciół - Siwy.
Pierwszą maszynkę zrobił jeszcze w podstawówce. Pomagał mu o kilka lat starszy kuzyn, nie mniej niż on zafascynowany tatuażami. Z uśmiechem wspominają materiały, jakie zgromadzili wtedy do swojej znakomitej konstrukcji: silniczek z Unitry, długopis, struna gitarowa, taśma izolacyjna i zasilacz do walkmana. Później zaczęło się testowanie na własnym ciele. Kolorowe kropki na kostkach i pęcinach - trochę bólu, trochę tuszu kreślarskiego i dużo radości.

Dopiero w technikum znalazł się pierwszy klient. Tribalowy smok wielkości paczki papierosów zajął Siwemu cyt.: „cholernie długie dwie godziny” i pożarł mnóstwo nerwów, ale w końcu powstał i autor był z niego dumny. W międzyczasie ćwiczył rękę na samym sobie, bo jak mówi: „Traktuję swoje ciało jak brudnopis”. Później pojawił się ochotnik, który z radością poddawał się pierwszym próbom poważnego tatuowania. 
Zawsze zgadzał się na wszystkie wzory i pomysły. W niedługim czasie zaprzyjaźnili się. Widoczny efekt tej przyjaźni to wydziarane ręce, łydki, uda i klatka piersiowa jednego z nich. Do dziś na ciele „pierwszego odważnego” nie pozostało wiele wolnego miejsca, a wzory, które go zdobią, w 90-ciu procentach są autorskimi projektami Siwego.
Kolejne lata upłynęły mu na tatuowaniu znajomych i znajomych znajomych, kompletowaniu sprzętu i zgłębianiu tajników tej, wiekowej przecież, sztuki. Wyszukiwał w internecie coraz to nowe wzory i inspiracje, marzył o profesjonalnym sprzęcie, fascynowały go różne style i różni „wielcy” światowej sceny tatuatorskiej. Ograniczenia finansowe sprawiały, że nie mógł sobie pozwolić na zaopatrzenie, jakiego pragnął. Dlatego kiedy tylko nadarzyła się okazja wyjechał do Belfastu, żeby zarobić na spełnianie swoich marzeń. Za irlandzkie funty kupił swoje „cacuszka”- maszynki, barwniki, sterylizatory i wszystkie te niezbędne rzeczy, których ja nie potrafię nawet nazwać.

Po powrocie do kraju zaczął jeszcze raz, tym razem z profesjonalnym sprzętem. Mówi, że: „to było jak przesiadka z malucha do ferrari”. Kilkoro znajomych czekało na niego ze swoimi pomysłami, polecali kolejne osoby i tak to się kręciło.
 
Po jakimś czasie, kiedy wciąż wzrastała liczba klientów, a wraz z nią rosło doświadczenie, zarzucił sprzęt wielokrotnego użytku, który trzeba było za każdym razem sterylizować, na rzecz jednorazówek, dzięki którym praca szła szybciej i nie wymagała uprzedniego czasochłonnego przygotowania. To był, ostatni, jak dotąd, przełom w jego ciągle ewoluującej karierze tatuatora.
We wrześniu 2009 roku otworzył własne studio tatuażu, co pozwoliło mu całkowicie poświęcić się temu, co kocha, a przy okazji zapewnia zwykły, powszedni chleb. Nadal się rozwija, a każdy kolejny klient i wzór daje mu mnóstwo satysfakcji i niezbędne w tej branży doświadczenie. Dąży do perfekcji, jaką osiągnęły podziwiane przez niego sławy, takie jak Uncle Allan, Sean Herman, Robert Hernandez, czy Bob Tyrrell. Nieprzerwanie projektuje, szuka inspiracji, ogląda i podziwia innych i kształci swój warsztat. Stara się nie traktować tego jak pracy. On żyje tatuażem, kocha go i potrzebuje, tak jak powietrza i snu.

/artykuł mojego autorstwa w nieco zmodyfikowanej formie po raz pierwszy ukazał się na portalu magiel.net.pl opatrzony tytułem: Ciało jak brudnopis
wszystkie zdjęcia użyte w artykule pochodzą z prywatnej kolekcji mojej i głównego zainteresowanego/

strona: 1 2 3
    dodaj do dodajdo

Komentarze

dodaj komentarz
piaget [11.02.10/14:14]

oj swędzi, swędzi

nie wierzyłam w to, dopóki nie spróbowałam :)
ja o swoim zamarzyłam jeszcze w podstawówce. dokładnie wiedziałam gdzie i jaki. i choć przed samym zrobieniem wahałam się, co do wzoru, pozostałam wierna marzeniu :) jest ze mną już paręnaście lat i chyba czas go odświeżyć i może coś do niego dodać...? :):
farfala [09.02.10/20:24]

laminat

może jakaś wiekopomnośc na ten temat lub w ogóle na jakis? bo nie moge znaleźc...
laminat [09.02.10/20:14]

O-O

dziary fajne czy nie...nieistotne,

to i tak jest kiepsko opisane. bez polotu...
farfala [09.02.10/20:01]

awaria

:) nie jest krzywy:) taki był na zdjęciu (ten żywy) i taki chciałam i taki mam:)- prawdziwy
jeremiasz
dlatego ja od maja mam juz trzy:)
tulia
na szczęście akurat tego nikt nam nie może narzucic. znam dużo ludzi (w tym moja pani dr od Pozytywizmu- pozdrawiam), którym tatuaż się podoba, ale sobie nie robią,bo się boją bólu, albo tego, że im się znudzi...:)
tmala
co do poczty pantoflowej to będąc naocznym świadkiem poświadczę, że do salonu najczęściej przychodzą ludzie, którym właśnie nas polecono- bo czysto, miło, bo doradzą, bo zaprojektują i w ogóle, że dobra robota. Zresztą z podobnych względów z polecenia chodzimy też do fryzjera, czy kosmetyczki, nie? tylko te szpitale niestety... ale już nic nie poradzimy na to:/
tmała [09.02.10/18:07]

nie no

bezwzględnie czystośc i sterylne warunki to podstawa. Ja byłam w salonie rano, pierwsza, facet odpakowywał jednorazowe urządzenia, rozkładał czyste folie itp. jak nie pasowała igła czy cos tam, to wyrzucił rękawiczki które miał na dłoniach, jeszcze raz rozkładał folie i ręczniki... kolejne rękawiczki i cały rytuał od początku
Spędziłam z Juniorem wiele czasu w szpitalach i niestety zdecydowanie mniej uwagi przykłada sie tam do bezpieczeństwa pacjenta i czystości
Wiesz Tulko to prawda, że gozrej sytuacja wyglada np. u fryzjera...
jeremiasz [09.02.10/17:14]

zwał jak zwał

to w takim razie sprawdzony i polecany przez znajomych,ponoć poczta pantoflowa działa najsprawniej:)
gali [09.02.10/14:24]

renoma,

to pojęcie mnie interesuje, bo własnie z nią a rzeczywistością - jak ze wszystkim. Nieufna jestem ;))

Aaaa, renoma mi się kojarzy z kanarami w eskaemce w Trójmieście ;)))))) nieciekawie, zapwewniam ;]
jeremiasz [09.02.10/14:06]

tulio

ja byłem wczesniej zaszczepiony na WZW B(ale to zrobiłem ogólnie dla zdrowia ) a tym wszystkim o czym piszesz że można sie zarazić a czego nie wymieniasz mozna złapać również w szpitalu (szczególnie naszych), u dentysty lub fryzjera.
Mam wrażenie ze salon tatuażu kojarzy ci sie z obskurnym brudnym lokalem a wcale tak być nie musi:)
jeremiasz [09.02.10/13:56]

tulia

Dlatego właśnie wybierasz renomowany salon, gdzie sprzet jest jednorazowego uzytku lub odpowiednio odkażany,można zrobić próbę czy nie jesteśmy uczuleni na barwnik , a skórę z tatuażem trzeba pielegnować odpowiednio(odżywiać , natłuszczać a latem stosować filtry żeby rysunek nie zbladł)
tulia [09.02.10/12:58]

tmała,

a ja sie nie boję bólu, ale, jako straszliwa panikara, zarażenia się wszystkim co tylko mozliwe i niemozliwe, alergii, swędzenia skóry po jakimś czasie, myślę, że zwyczajnie moja skóra się nie nadaje do tego i to też powinno brać sie pod uwagę, hmm, predyspozycje skóry do tatuażu.
Za to przekłucie uszu pod kolczyki owszem, owszem :))
tmała [09.02.10/01:07]

się wypowiem

chociaż rzadko to robię na Bro, od jakiegoś czasu... historia ciekawa z happy endem:) ale choć mam tatuaż ten "brudnopis" mi nie leży.
Ja podobnie jak Jeremiasz, musiałam znaleźć swój wzór, bo wytatuowanie sobie czegoś bez znaczenia nie wchodziło w grę...
Mój tatuaż jest już częścią mnie i "chodzi za mną" następny, rzeczywiście jest coś w tym że "skóra swędzi":)))
Tulka powiem Ci, ze przed zrobieniem tatuażu zawahałam się własnie z powodu tego "na zawsze", a nie ze strachu przed bólem... ale nie żałuję, że się zdecydowałam:)
gali [08.02.10/23:00]

z tatuażem

jak ze związkiem, po czasie dochodzi się do mądrości osocho i jak to powinno wyglądać ;]

w każdym przypadku trza identycznie uwazać.
tulia [08.02.10/21:54]

jeremiaszu, zebys wiedział

po ilu latach rozterek zdecydowałam się przekłuć uszy do kolczyków, to na tatuaż juz sie nie doczekam, a poza tym lubię bardzo częste zmiany, baaardzo :)
jeremiasz [08.02.10/21:35]

tulio

właśnie dlatego musi być to przemyślana decyzja a nie kapryś chwili, bo tatuaż będzie nam towarzyszył już do końca, potraktuj tatuaż jak biżuterię której nigdy nie zgubisz:)
tulia [08.02.10/21:19]

piękne są,

ale w zyciu bym sobie nie zrobiła tatuażu, panicznie sie boję, brrrr, a poza tym to takie nieodwołalne
jeremiasz [08.02.10/20:00]

popieram, ale...

Tatuaż przestał być kojarzony z półświatkiem, na dzień dzisiejszy to sztuka zdobienia ciała.Jestem za, zresztą sam mam jeden, ale pod warunkiem że decyzja jest przemyślana a wzór pasuje do właściciela! Robienie tatuażu bo taka moda, bo koleżanka też ma, i modne są różowe delfinki mija się z celem.
Dla mnie mój tatuaż to nieodłączna część mnie(zrobiłem go dopiero w wieku 30 lat i wiem że właśnie tego mi brakowało) długo szukałem odpowiedniego wzoru, który i tak został przerobiony i dopasowany do mnie-wydziarany na miarę:)
Tylko po jednym tatuażu "skóra swędzi" i ma się ochotę na następny:)
Awaria [08.02.10/16:03]

Tatuaże - to jest to!

Sama mam jeden, póki co i tylko jedna osoba będzie mnie dziabać. Mój znajomy nadal robi to chałupniczo, ale jest profesjonalistą, ma wszystkie papiery na to. W sumie to już 13 lat to robi i jest naprawdę genialny. Prawdziwy artysta. Kiedy zobaczyłam dwa jego tatuaże na swoich kumpelach, zdecydowałam, że tylko on może dotknąć igłą mojej skóry.
Któregoś dnia zrobię zdjęcie i pokażę wam mój tatuaż.
Co do Twojego motylka to trochę bym się przyczepiła, że krzywy, ale generalnie może być :).
Moira [08.02.10/14:40]

bardzo to fajne jest

jak człowiek robi to co uwielbia i jeszcze może dzięki temu pieniądze zarabiać! :)
Ja od 16 roku życia bardzo chciałam zrobić sobie tatuaż. :)
Pamiętam, że cały czas myślałam gdzie go zrobić, jaki wzór wybrać i czy bardzo będzie bolało?! :)
Aż po sześciu latach takiego obmyślania w końcu zdobyłam się na odwagę, poszłam do studio i dałam sobie zrobić takie jedno cuś :)
... i choć bolałooo! to nie żałuję!!!!! :)))
farfala [08.02.10/13:42]

martuu

wiesz, wszystkiego sie trzeba jakos nauczyc, nie? Rozumiem Twoje lęki, ale z drugiej strony, to fryzjerki zaczynają od czesania lalek, a kucharze od gotowania w domu, także... no taka profesja po prostu.
:)
W międzyczasie ćwiczył rękę na samym sobie, bo jak mówi: „Traktuję swoje ciało jak brudnopis”, stąd taki tytuł:) JEGO cialo:)
;) [08.02.10/13:31]

jedno mi tu nie pasuje

tytul. dlaczego brudnopis ?
bardziej ciał jako płótno, blejtram, miejscegdzie powstają dziela sztuki a nie zapiski olówkiem...

a co do tatuazu ot jest to jedna z rzeczy, ktore strasznie chciałem mieć ale nigdy nie starczylo mi odwagi ...cos małego , absolutnie nie kolorowego ...
tera to już raczej po ptokach
martuuha [08.02.10/13:29]

farfa

przeczytałam do końca. Motyl ładny. Tekst napisany fajny. Tylko tatuaże mnie nie nęcą, ot co.
Poza tym ZANIM kupił profesjonalny sprzęt i otworzył profesjonalne studio pracował chałupniczo, nie? Mnie to troche przeraża.
farfala [08.02.10/13:18]

hm

moze nie jestem obiektywna, ale wydaje mi sie, ze motyl zamieszczony w artykule, a znajdujący się na mojej nerce nie jest przerażający ani okropny. Poza tym, martucha, przeczytałas do konca? np. ten fragment o zakupionym profesjonalnym sprzęcie i otwartym już PROFESJONALNYM studiu?
koz [08.02.10/12:41]

taaa...

mój też nie. Obojętne - co, zawsze wygląda okropnie.
martuuha [08.02.10/11:50]

..

mnie tam zawsze tatuaże przerażały, a już takie homemade na własnoręcznie kleconym sprzęcie to brrrr...ciary mam i to niekoniecznie te z gatunku przyjemnych.
nie mój świat.

Pisz i twórz jedyny autorski serwis
dla ludzi, którym się chce!



Cafenews