
Zaczęła popadać w panikę. W poszukiwaniu kogolwiek przeszła na drugą stronę ulicy. Zatrzymała się na poboczu. Było jej zimno, a ona stała w przemokniętych butach po kolana w śniegu zastanawiając się, gdzie się podział Artur. Wokół ani jednej żywej duszy. I mgła. Straszliwa mgła, w której ledwo widziała swój czubek nosa.
Nagle pod butem poczuła coś twardego. Pomyślała, że to fałdy zamrożonego śniegu. Lecz po kilku sekundach znowu poczuła coś nieprzyjemnego dla jej, i tak już przemarzniętej stopy. Nie, to nie ona nerwowo trzęsła stopą. To ... Artur! Leżał cały zasypany śniegiem. Iwona była w takim szoku, że nie mogła nawet oddechu złapać. Dopiero po minucie niedowierzania zaczęła odkopywać śnieg wokół niego i pomogła mu się podnieść. Miał rozcięte czoło i był trochę poobijany. Z nosa leciała mu struga krwi. Podczas hamowania najprawdopodobniej wypadł przez boczne drzwi, przeturlał się przez jezdnię i wpadł w ogromne zaspy śniegu. Musiał stracić przytomność, bo nic nie pamiętał.
Na szczęście w porę ‘nadepnęła’ go Iwona.
- Nic ci się nie stało? – z przerażeniem zapytała.
- Nie, tylko głowa mnie strasznie boli.
- Krwawisz. Musimy jak najszybciej dostać się do szpitala. – stwierdziła i już miała mu zamiar pomóc w powstaniu i podejściu do auta, gdy on zapytał:
- A kim pani jest?
Pomimo dużego mrozu poczuła jak robi się jej gorąco. W tle natłoku myśli słyszała jeszcze tylko: „Przepraszam - czy my się znamy?”.
Komentarze
No nieźle, nieźle...
się porobiło :)))właściwie to tego się nie spodziewałam :)))
Co dalej???Łooo,
to się porobiło ;)a to dopiero, hihihi,
akcja zaczyna sie rozkręcać, oj, nabieram ochoty na c.d. :))...
no ciekawa jestem, co dalej...fajne:))