[sekundę...] 


REKLAMA
Błonnik, czyli fenomen afrykańskich kup
martuuha [2008-04-18]
A było to moi Drodzy tak:

Od połowy ubiegłego wieku naukowcy, ale przede wszystkim lekarze, z coraz większym niepokojem obserwowali wzrost zachorowań na miażdżycę, nadciśnienie, cukrzycę czy nowotwory… Niby nic dramatycznego się nie działo, ale jednak wykresy kreślone na podstawie badań epidemiologicznych i statystyk konsekwentnie, choć może nie zastraszająco szybko, pięły się w górę. Wciąż i wciąż w górę. Przeciętny lekarz rodzinny, czy kardiolog zupełnie nie zaprzątał sobie tym głowy. Leczył kolejne przypadki (rzadko który leczył pacjentów) jak umiał, a raczej jak nie umiał. Narzędzi w tej walce miał niewiele, bo statyny rozpoczęły swoją zawrotna karierę dopiero pod koniec lat 80-tych. Często więc rozkładał tylko ręce, a w akcie zgonu wypisywał – zaburzenia układu krążenia.

Nie będziemy się jednak zajmować lekarzami zwykłymi, skoro możemy zająć się tymi niezwykłymi. Tacy też się znaleźli. Mamy lata 70-te. Na świecie wybucha rewolucja obyczajowa pod znakiem „flower-power”, a dwóch poczciwych Brytyjczyków zamyka swe gabinety w Londynie i wyrusza w podróż. Nie jadą do San Francisco by wpiąć w swe włosy kwiaty. Ich celem jest Afryka.

Docierają do Ugandy, gdzie przez kilka lat prowadzą swoje badania. Z ich obserwacji wynika, ze tamtejsi mieszkańcy, choć żyjący nierzadko w biedzie i kiepskich warunkach, nie wpisują się w trend wzrostu zachorowań na grupę schorzeń, dziś nazywanych – chorobami cywilizacyjnymi. Im dłużej prowadzą swe badania, tym bardziej nie rozumieją, na czym polega ten fenomen.

Do rozwiązania zagadki doprowadziło ich odkrycie równie proste, co w swej prostocie zaskakujące. Odkrycia dokonano w… buszu, tylko dzięki temu, że w Afryce nie rozpowszechniono (jeszcze?) instytucji poczciwej sławojki. Pokrętną drogą dochodzimy do wyjaśnienia tytułu. I jeśli jeszcze się nie domyślacie, na czym ów fenomen polega, odpowiem wprost – na ilości, czy inaczej objętości. Mówiąc ściślej – 2-3-krotnie większej objętości.
Jeśli w tym miejscu roześmialiście się w głos, albo chociaż uśmiechnęliście pod nosem, to… zareagowaliście dokładnie tak jak wszyscy. W tym kryje się właśnie niezwykłość naszych bohaterów. Denis Burkitt i Hugo Trowell, bo w końcu przyszedł czas, by tych śmiałków przedstawić, odważyli się przełamać strach przed wyśmianiem, przed lekceważeniem, przed wykluczeniem z grona naukowców. Położyli na szali swoje nazwiska, swój autorytet. Geniusz i determinacja.

Tym sposobem w 1974 roku szerszemu gronu przedstawiono hipotezę, do dziś nazywana nazwiskami dwóch śmiałków. Sugerują oni związek między niedostateczną podażą błonnika pokarmowego, a występowaniem chorób cywilizacyjnych.

Czym jest więc ów błonnik - rozwiązanie zagadki? Słownik terminów żywieniowych podaje – nieodżywczy składnik pożywienia, obejmuje grupę związków występujących w produktach roślinnych o charakterze polisacharydowym oraz niesacharydowych, które nie są rozkładane przez enzymy trawienne człowieka.

A mówiąc prościej? Błonnik to coś, co zjadamy i wydalamy. Matematycznym okiem patrząc – nic z tego nie mamy. Taki pogląd był dość powszechny. Przemysł spożywczy dążył do tego, by „balastu” z żywności się zwyczajnie pozbyć. Stąd biały polerowany ryż, bułki paryskie, lekkie pszenne pieczywo. Przyzwyczailiśmy się do ich smaku, jako synonimu luksusu. Do dziś trudno przekonać starsze osoby do ciemnego pieczywa, bo nieodmiennie słyszymy – czarny chleb jadłam jak wojna była.

to nie tak trzeba, nie tak. Na śniadanie owsianka. Albo muesli z ziarnami, orzechami, owocami, paprochami, otrębami. Im więcej paprochów tym lepiej. Z mlekiem ciepłym/zimnym/gorącym, z jogurtem białym czy kolorowym, nawet sokiem pomarańczowym, jak ktoś lubi takie wynalazki.

Drugie śniadanie? Jabłko – surowe, ze skórką. Mogą być dwa jabłka. Jak ktoś ma fanaberię i czas na jej spełnienie, to może nawet sałatkę owocową.
Do obiadu – czymkolwiek by nie był – surówka. Kapusta, marchew, seler, pomidory, ogórki, por, sałata – w dowolnych kombinacjach i układach. Można posypać uprażonymi na suchej patelni ziarnami słonecznika (wróble lubią to i my możemy się skusić). Surówki powinno być tyle, ile ziemniaków i mięsa razem. A ziemniaki tez czasem można zastąpić – kaszą gryczaną, dzikim ryżem, makaronem razowym.

Kolacja - dwie kromki/pajdy/skibki (co kto uważa, wszak towarzystwo z całej Polski i nie tylko) razowca, najlepiej z ziarnami. I nie biadolić, że szczęką trzeba mielić – ano trzeba, trzeba. Kanapkę obkładamy zgodnie z fantazją i zasobami, ale na wierzch obowiązkowo kawał ogórka, papryki czy lodowej sałaty. Wyjątek można zrobić dla kanapki z dżemem, upierać się nie będę.

Myślisz sobie – ok., niech będzie, w głowie jednak kołacze się pytanie – po co?

Dla zdrowia!

* Z 30-procentową pewnością mogę powiedzieć, że jesteś jednym z nieszczęśników, którzy borykają się z problemem zaparć, a może już nawet hemoroidów. Błonnik, niczym szczotka wymiata z przewodu pokarmowego wszystkie zalegające „śmieci”. Nie działa, jak niektóre specyfiki, z „siłą wodospadu”, ale dyskretnie reguluje, co trzeba.
* Jeśli masz powyżej 40 lat, prowadzisz stresujący tryb życia (a któż go dzisiaj nie prowadzi?), a na dodatek jesteś mężczyzną, to pewnie, choć raz w życiu, miałeś badany poziom cholesterolu we krwi. Wyniki nie napawały dumą? Lekarz coś wspominał o diecie? Zakopałeś te wiadomości głęboko, by nie pamiętać… Błonnik obniża poziom cholesterolu ogólnego, poprawiając równocześnie profil lipidowy krwi. HDL rośnie, LDL maleje, TChol maleje, lekarz z uznaniem patrzy to na wyniki, to na Ciebie, a Ty uśmiechasz się do siebie myśląc: błonnik. Wizja zmian miażdżycowych, zawału, wylewu czy zakrzepu oddala się.

* Kimkolwiek jesteś istnieje duże prawdopodobieństwo (bo epidemia otyłości się rozszerza), że masz problemy z wagą, lub ich nie masz, ale wydaje Ci się, że masz. Niemal każdemu jednak byłoby dobrze zrzucić kilka kilogramów.
Błonnik Twoim sprzymierzeńcem! Wypełnia żołądek i stymuluje w podwzgórzu ośrodki sytości, dzięki czemu zjadasz mniej. Ponadto włókno pokarmowe zmniejsza przyswajanie substancji odżywczych z przewodu pokarmowego, więc z przyjętego pokarmu wykorzystujesz mniej kalorii.

* Żyjesz w XXI wieku i nie jest Ci obcy strach przed nowotworami. Niby lekarze radzą sobie z tym coraz lepiej, ale nadal często odbieramy hasło rak, jako wyrok. Błonnik pokarmowy uznawany jest za istotny czynnik prewencji raka dalszych części przewodu pokarmowego.

Przekonany? Przekonana?

Zmiany w diecie są możliwe do wprowadzenia i przecież wcale nie takie drastyczne. A skutki? – pozytywne, zauważalne i… dokładnie takie, jakich oczekiwałeś :)


/artykuł publikowany wcześniej na blogu: ekoblog.blox.pl, link do artykułu - tutaj/
strona: 1 2 3 4
    dodaj do dodajdo

Komentarze

dodaj komentarz
Marianna [19.04.08/10:59]

Martuuha

tekst świetny.
Niestety, mnie do ideału wiele brakuje. Jakoś czasu i chęci mi brakuje do prawidłowego kompnowania posiłków. W tygodniu na szczęście maluchy jedzą obiady w żlobku i przedszkolu, więc ja mogę pozostać na mojej ulubionej kawie (słodkiej i z mlekiem) oraz pieczywie i jakichś jogurtach. Dobrze, że chociaż ostatnio naszło mnie na grahamki :-)))

Postaram się jednak w wiosną wziąć pod uwagę, co napisałaś i bardziej się postarać, obiecuję :-)
Awaria [18.04.08/23:59]

Dzięki za te infromacje. Nie wątpię w twoje kompetencje, szczególnie, iż sama biologia nie jest w zakresie moich zainteresowań.

Opieram się jedynie na źródłach, a sama nie mam w sobie tyle samozaparcia, by zweryfikować to z przyjętymi odkryciami naukowymi. Sama jeszcze czegoś jutro poszukam, by ewentualnie zbić twoje argumenty :), a jeśli nic nie znajdę, skorzystam z twojej wiedzy i poddam pod wątpliwość pewne stwierdzenia pisząc do gazety, a konkretniej do jej autorów i zobaczę jaki będzie odzew, chociaż może być ciężko, bo często to zagraniczniacy, ale będzie to dla mnie motor działania, by szerzej zapoznać się z ich publikacjami i zmusić do wyciągnięcia własnych wniosków. Dzisiaj już nie mam na to siły :).
martuuha [18.04.08/23:45]

nikolajewno

Szczury od lat stosowane są jako zwierzęta laboratoryjne w badaniach żywieniowych. Wykazują podobne charakterystyki funkcjonowania przewodu pokarmowego, co człowiek. Z oczywistych względów niemożliwe jest prowadzenie takich badań na rozwijających się organizmach u ludzi. Badania na szczurach cieszą się dużą popularnością. Wyniki są powtarzalne, a ich ekstrapolowanie na grunt ludzki, wbrew pozorom, możliwe. Badania takie są powszechnie podstawą do poważnych rozpraw naukowych, publikacji na konferencjach naukowych, czy w branżowej prasie. Nigdy nie spotkałam się z zastrzeżeniem „te wyniki są do dupy, bo badania robiono na szczurach, a nie na ludziach”.
Pozycja białek pełno- i niepełno wartościowych jest w naukach żywnościowych jakby nie było ugruntowana i trudno mi teraz na podstawie takich przesłanek przekreślać to, czego przez lata mnie uczono, co czytałam w podręcznikach, etc…
Poza tym – białko nie jest najłatwiej dostępnym składnikiem pokarmowym. Najłatwiej dostępne są węglowodany, przede wszystkim proste, dalej skrobia. Przy czym dostępność to wcale nie dostępność składników niejako „fizyczna” w jedzeniu, ale biodostępność, możliwość wykorzystania danego składnika. Przy niedoborach węglowodanów białko nie zostaje wykorzystane, gdyż jak mówi stara przyśpiewka biochemików „białko spala się w ogniu węglowodanów”.
Białko powinno dostarczać w diecie 12-14% energii. Nie mniej, nie więcej. Problemy są zarówno przy niedożywieniu białkowym – w najostrzejszych przypadkach marasmus lub kwashiorkor, ale także przy nadpodaży białka – jak w diecie Kwaśniewskiego/Atkinsa. Trawienie i przemiany białek są procesami „męczącymi” dla organizmu przy ilościach nadmiernych – stąd efekty o których pisałaś, konieczność wzmożonej pracy nerek etc.

Witamina B12 – jedynym źródłem są pokarmy zwierzęce. Są suplementy. Ale…jest też błonnik w proszku, witaminy w kapsułkach, skrobie modyfikowane, hydrolizaty białkowe, etc… Czemu mimo wszystko nie z tych składników komponujemy dietę, a z tradycyjnych pokarmów? No właśnie… Suplementy nigdy nie wykazują tak dobrego wchłaniania, oraz identycznych szlaków metabolicznych. Suplementy to nie to samo..

Witamina D – fakt, w głównej mierze syntetyzowana w skórze dzięki promieniowaniu UV. W strefie klimatu umiarkowanego, przez około połowę roku ilość światła słonecznego jest za mała, aby skóra człowieka mogła sama wytworzyć dostateczną ilość witaminy. Kremy ochronne redukują jej produkcję o około 98%.

Żelazo – przyswajalność żelaza hemowego (z połączeń występujących w mięśniach oraz krwi) jest na poziomie kilkunastu-dwudziestu procent. Żelazo niehemowe przyswajane jest przez organizm w kilku (~5)zaledwie procentach. Fakt – można nieco zwiększyć tę wartość (witamina C i kwas foliowy mogą być pomocne), ale margines nie jest tak wielki, by można te wartości porównywać. Dodatkowo wchłanianie żelaza może poprawiać obecność w pożywieniu Zn, ale jego źródła to też raczej pokarmy zwierzęce. Równocześnie fityniany – w dużych ilościach obecne w pokarmach roślinnych mają zdolność obniżania przyswajalności Fe.

Jeśli chodzi o wegetariańskie nawyki matek przyszłych i karmiących – zaznaczałam, że chodzi mi przede wszystkim o radykalne formy jarstwa, do których nie zalicza się tych, wymienionych przez Ciebie. Ponadto – pojawia się warunek prawidłowego skomponowania diety. Co przy rezygnacji z pokarmów pochodzenia zwierzęcego, naprawdę nie jest łatwe. Z liczydłem w dłoni spędziłam długie godziny nad zbilansowaniem niejednej diety, wiem, co mówię ;-)
Awaria [18.04.08/22:35]

martuuho

Białko. Po pierwsze to bzdura o pełno- i niepełnowartościowym białku. W 1914 roku dwóch badaczy T.B. Osborne i L.B. Mendel badali zapotrzebowanie na białko u rosnących szczurów i odkryli, że rozwijały się lepiej na białku pochodzenia zwierzęcego. Na tej podstawie białko roślinne zostało sklasyfikowane jako niepełnowartościowe. Wyniki tych badań stały się podstawą oceny wartości badanych białek w odniesieniu do organizmu człowieka. Wymagania pokarmowe szczura są inne niż człowieka. Szczury rosną bardzo szybko. Osiągają dojrzałość po 6 miesiącach, człowiek po 18 latach. Nowo narodzony szczur potrzebuje o 1000% więcej białka niż niemowlę ludzkie. Niedobór białka nie jest problemem - czego dowodem są błędy popełniane przez świeżo upieczonych wegetarian, którzy wcinają dużo nabiału z obawy niedoboru, co się kończy problemami zdrowotnymi, tyciem (mój przypadek) - jest ono jednym z najłatwiej dostępnym składników pokarmowych, bo jak wiesz białko masz i w roślinach choćby. Poza tym organizm ludzki nie potrafi magazynować białka, więc jest rozkładane w wątrobie i wydalane przez nerki jako mocznik. Staje się to przyczyną nadmiernej pracy tych narządów, do tego przyczynia się do zmian destrukcyjnych tkanki nerkowej i pogorszenia funkcjonowania nerek. Z moczem wydalane są składniki mineralne, m.in. wapń, im więcej spożywamy białka tym bardziej narażamy się na powstanie i rozwój osteoporozy.
Witamina B12. Fakt, jedynym źródłem tej witaminy są produkty pochodzenia zwierzęcego, stąd faktycznie wegetarianie mogą być narażeni na jej niedobory. Są jednak suplementy (wersja dla ideowców) oraz produkty w nią wzbogacone, np. mleko sojowe, płatki śniadaniowe. Niewielkie ilości tej witaminy są produkowane przez bakterie jelitowe.
Witamina D3. Głównym jej źródłem jest synteza w skórze pod wpływem promieniowania słonecznego. Wystarczy 15 minut dziennie wystawiania się na słońce w umiarkowanym klimacie.
Żelazo w żywności pochodzenia roślinnego jest znacznie gorzej wchłaniane, ale to jest uzależnione od wielu czynników i można wpłynąć na ten proces - czyli łączenie produktów bogatych w żelazo z tymi, które zawierają duże ilości witaminy C lub kwasów organicznych ułatwiające jego wchłanianie.
Źródłem wapnia nie tylko jest mięcho. Weganie mogą spożywać rośliny ciemnozielone (jarmuż, kapusty, brokuły), produkty pełnoziarniste, wysokowapniowe wody mineralne oraz żywność wzbogaconą i nie znaczy to, że będziemy mieli jakiś uszczerbek na zdrowiu.
Co do diety wegetariańskiej dla kobiet ciężarnych i karmiących - mit o jej niewłaściwości dla nich został dawno obalony przez Amercian Association i Dietetic of Canada w 1993 roku. W rożnych publikacjach podkreśla się, że dieta ta może zaspokoić potrzeby pokarmowe człowieka pod warunkiem jej prawidłowego skomponowania: "prawidłowo zaplanowana dieta wegańska, lakto-owo-wegetariańska i lakto-wegetariańska jest odpowiednia na każdym etapie życia, włączając okres ciąży oraz karmienia piersią." Jest "ale", ale jednak :). Trzeba poszukać dobrego specjalistę i się nie bać.
Co do skórzanych butów, nie uważam, że to hipokryzja. To kwestia stosunku, czy bardziej szkodzę środowisku nosząc buty przy produkcji których bardziej zaszkodziłem ekosystemowi, czy buty które wykorzystały efekt uboczny koncernów mięsnych. Inaczej sprawa się ma do futer, kiedy zwierzęta są zabijane z premedytacją tylko po to, by zrobić sobie trendi wdzianko.
martuuha [18.04.08/22:21]

hehe :)

no to pomyślę, pomyślę :)
myślenie podobno nie szkodzi, ale nie ma na to dowodów ;-)
maura [18.04.08/22:18]

ja Ciebie

no coś Ty! serio mowie.
martuuha [18.04.08/22:17]

maura

podpuszczasz mnie? ;-)
maura [18.04.08/20:11]

no pewnie że chcę

a może kurcze zalozymy w końcu ten kącik dla bro-ciężarówek i zapodasz jakiś artykulik jako nasza broszkowa specjalistka w te klocki?;)
martuuha [18.04.08/19:01]

maura

Maura, jak chcesz to zerknę do notatek (bo tak na wyrywki to niestety nie jestem ready do odpowiedzi) i Ci parę wskazówek mogę podesłać, chcesz? :)
Ale to po weekendzie, bo wypoczywam na łonie rodziny, a notatki gdzies zakopane w P-niu
maurycja [18.04.08/18:40]

niesamowita jesteś

kobieto. ja jestem dyletantem w te klocki i najchętniej bym kogoś poprosila żeby mi rozpisal diete dla kobiety w ciąży, bo ciągle mi sie wydaje ze nie za dobrze sie odżywiam, choc zmiana jest znacząca w porowaniu z tym jak jadalam kiedys
martuuha [18.04.08/18:25]

...

mrt - ju łelkam, polecam się na przyszłość :D tłumaczenie jak krowie na rowie to moje przeznaczenie. chcąc nie chcąc skończy się tak, że wyląduję w szkole :D i będę stawiać pały, sasasa

Daguś, Piaget - bo czarny chleb jest naprawdę pycha. Jak się przestawiam na niego na dłużej, a potem się zdarza, że mi go brakuje i mam tylko białe pieczywo to...no to nie jest to.

Plazm - ja się jeszcze rozkręcę :D

Gali - hisotria jest z lat 70-tych, a i badania całkiem czego innego dotyczyły. Gdyby tak mieć czarodziejską różdżkę...i gdyby się spełniły te ciągle powtarzane slogany..."pokój na świecie"...gdyby przestały być sloganami.
martuuha [18.04.08/18:19]

Mixaiza

błonnik jest cool ;-)
a w razie by nie pomagało naturalne zwiększenie jego ilości, ciemny chleb, razowy makaron, owoce, warzywa, to polecam preparaty, w proszku, łyżeczka, czy dwie dodane do jogurty, popite szklanką wody - efekt murowany!

Historię zawdzięczam mojego ulubionemu promotorowi :) którego serdecznie z tego miejsca pozdrawiam :DDDD
martuuha [18.04.08/18:15]

niko

co jest w tych 30%? (oczywiście, uprzedzjąc - wartości moooocno orientacyjne ;-))
przede wszystkim - pełnowartościowe białko, witamina D, witamina B12 oraz żelazo, miedź, wapń. Niedobory tym większe, im bardziej restrykcyjna forma wegetarianizmu.
Jeśli wziąć pod uwagę semiwegtarianizm lub laktoowo- wtedy niedobory są zminimalizowane lub żadne :)

a hipokryzja jest denerwująca/rozbawiająca tak w ogóle, w wielu sytuacjach. Jak wegetarianie w skórzanych butach ;-) Przykładów na bezmyślność, czy wybiórcze przyjmowanie cudzych poglądów, przekonań.
Plazma [18.04.08/17:08]

kurczele bele :)))

nie dość, że temat aktualny, że mądry, to jeszcze jak fajnie napisany!
no no no, moja droga - mam do Ciebie żal, że piszesz tak rzadko!:)))

i teraz naprawde brakuje mi opcji "drukuj" pod arciem:) bo powinnam nosić w torebce i wyjmować zawsze, jak mijam np. cukiernię ;)
mrt [18.04.08/15:35]

Dziękuję

Wreszcie ktoś mi wytłumaczył jak krowie na rowie, o co lata z tym błonnikiem. Dziękuję :)
piaget [18.04.08/14:44]

ale fajny tekst

taki lekki, wiosenny i na czasie. a do tego przekonujący i logiczny :)
osobiście lubię błonnik, bo po bułeczkach mam baloniki w jelitach, chleb ciemny z ziarnem uwielbiam, i wszelkie surówki, mniam
a teraz menża przekonałam (wreszcie!) i też zajada się warzywkami i się dziwi, że wcześniej nie jadł :)
Daguniek [18.04.08/13:51]

Mniam

czarny chleb i sałatki, uwielbiam :)

Plus dla Marttuuhy, faktycznie cos innego na Bro, bardzo fajnie:)
gali [18.04.08/12:52]

będę

drastyczna...
szkoda, że ci "zdrowi" Afrykańczycy wraz z błonnikiem nie moga pozbyć się AIDS, i Tutsi, i Hutu, między innymi rzecz jasna...
dygresja może i ekstrawagancka, ale oparta na literaturze faktu, cóż ...
Po prostu, gdy czytam AFRYKA natychmiast widze krew i łzy, niestety...
Awaria [18.04.08/12:44]

Goyo, na szczeście nie mam tego problemu, bo mięso nigdy mnie nie pociągało.

Mnie chodzi o jakąś taką egzaltację strasznie w tej afirmacji miłości do zwierzątek. Skrajność.
Cóż, niektórzy wegetarianie twierdzą, że jedzenie mięsa to też nałóg :D.
mixaiza [18.04.08/12:18]

święta racja :)

też ostatnio odkrywam błonnik :) mamy te same problemy ze zdrowiem widzę :) ale rzeczywiście pomaga i będzie coraz lepiej :)
dzięki za art... przyznam się, że nie znałam tej historii :))
goya [18.04.08/11:56]

wiesz co

nika,ja jak miałam z 18 lat to byłam wegetarianką...nie hjadłam z 2 lata nic miesa. I fajne i smaczne gotowałam potrawy,ale...no brakowało mi mięsa. I teraz jem znowu...i naprawdę,lubie jeść mięso:)
Awaria [18.04.08/11:44]

To ja ci zadam pytanie, co dostarcza organizmowi te 30% zawartości talerza, czego nie dostarcza 70?

Wiesz, ja Ciebie o nic nie oskarżam, ani nie sugerowałam, że jesteś jakimś fanatykiem :).
Po prostu bawią mnie ludzie, którzy np. tak szalenie kochają zwierzątka, ślimaczka z drogi usuną, ale opychają się mięskiem, bo takie smaczne, nie myślą o tym czy zdrowe czy nie :) - tutaj też niczego nie sugeruję, bo to moje własne zdanie (jako wegetarianki).
Ja sama też popełniam wiele błędów, czasami nie patrzę na rozpiskę składników danego produktu, żrę dużo przetworzonej żywności itd. A co najważniejsze i najgorsze - palę :). Staram się nie oceniać, tylko tolerować i brać poprawkę na Wegetarianizm.
ax [18.04.08/11:44]

met...

jak nie możesz surowizny, to chociaż gotowanizny ;)
Art fajny. Z tej okazji śmigam do sklepu po warzywa i dziś na obiad zupa buraczkowa będzie, wszystko utarte i ugotowane :))A nie miałam pojęcia, co na obiad dziś wymyślić. U mnie mniej więcej ok ze spożywaniem, surówki zawsze wielka fura :))...no, chyba, że zupa. ale ciemnego pieczywa powinno być częściej.
Fajne wnioski na podstawie wielkości ...hm...kupy...hehe :)
met [18.04.08/11:33]

bardzo fajny tekst!

mało tu u nas takich, pro zdrowotnych, lajfstajlowych a takie zapotrzebowanie jest.

ja np. odzywiam się kiepsko, a powinnam starannie. jadam białe buły, ciasta;-] surowizny jeśc nie mogę, więc ten, dzemiksy i bułeczki. czyli srednio to wygląda;/
martuuha [18.04.08/11:23]

:)

Cran - no to przyjm gratulejszyn i ode mnie :))) wiosną to te wszystkie warzywa aż łapki do człowieka wyciągają, nie?

Goya - chipsy, bleee :P ale wiesz, dla małego to może wybieraj chociaż te smażone na słonecznikowym, reklamowane silnie :) zawsze to "mniejsze zło". A czekolada z orzechami...mmmm :))

Niko - wiesz, nie jestem w ortodoksyjnej frakcji mięsożerców, która paliłaby na stosie wszystkich wegetarian - od wegan po semi- ;-) Szanuję tych, którzy potrafią sobie dietę wege ułożyć rozsądnie, bez fundowania sobie niedoborów witamin, białka, czy minerałów.
natomiast są konkretne przypadki, w których jestem absolutnie przeciw. Chodzi mi o restrykcyjne formy wege w przypadku dzieciaków, kobiet w ciąży, czy karmiących. Bo to naprawdę do krzywdy prowadzić może.
Zgodzę się, co do kolorowego talerza, na którym 70% powierzchni nie zajmuje schabowy w panierce, a własnie warzywne frykasy, a te 30% to może pierś kurczaka z rusztu? :)))
Awaria [18.04.08/11:13]

Pudło jeśli chodzi o interpretację mojej wypowiedzi.

Wiedziałam, że jesteś przeciwna. Nie wiem skąd, musiałam gdzieś wyczytać.
Poza tym, ludzie którzy są negatywnie nastawieni do Wege często pojęcia o tym nie mają. Ja jestem laktoowowegetarianką i spożywam jaja oraz nabiał. Nie tykam tylko mięsa. Chociaż i nad tym mam zamiar popracować.
Generalnie nikogo nie namawiam do bycia Wege i staram się o tym nie rozmawiać, bo przeważnie dyskutuje się z tymi, którzy są bardzo na NIE i wiem, że nic nie wskóram :).
Chodziło mi tylko o to, że cieszę się, iż nawiązałaś do kwestii błonnika, bo być może ludzie wreszcie zaczerpną coś dobrego dla siebie z tej filozofii i nie będą zapychać sobie gęby tylko mięsem przy minimum warzyw, owoców itd, bo to najzdrowsze nie jest.
goya [18.04.08/11:11]

ano właśnie

czipsy....bllleeee
ja niestety kupuje małemu tylko wtedy,gdy jesteśmy w tesco bo tam tego tyle wisi i maly woła...
sama nie jadam...
a warzywa wielbie...ale czekoladke też..jak myślisz,czy jak jest taka z orzechami to można ja pod błonnik podciągnąć??to bym miejsze wyrzuty sumienia miała..
Cran [18.04.08/11:11]

no to moge sobie pogratulować;-)

zdrowo się odżywiam...
martuuha [18.04.08/10:58]

goya

pestki słonecznika rulezzz ;-) tylko paskudnie waniają podczas prażenia, wietrzenie niezbędne ;-)
W stanach jak sie komu mówi o potrzebie zwiększonego spożycia warzyw, to chętnie sięgają po porcję XXL frytek, albo chipsów ;-)
martuuha [18.04.08/10:55]

niko

pudło ;-)
akurat co do wege jestem raczej przeciw niż za ;-)
mięso, mleko, jaja są potrzebne, serio. Nie mówię, że schabowy na sniadanie obiad i kolację, ale jednak...
Natomiast jednego nie można odmówić jaroszom - błonnika im raczej ie brakuje ;-)
goya [18.04.08/10:53]

wymiatasz

kochana wymiatasz!
lubię takie jedzenie z dużą zawartością błonnika-dzisiaj mam nawet sałątke z tymi pestkami słonecznika sprażonymi na patelni:)
ale wiesz,dla niektórych warzywo to...ziemniaki:)
a buły wcinają ile wlezie...ja tam kocham chleb co by chrupały ziarna...im wiecej,tym lepiej:)
bosko,bosko... z tą kupą:)
Awaria [18.04.08/10:50]

Dzięki za ten artykuł.

Teraz może więcej osób zrozumie politykę Wegetarianizmu :). Tutaj nadzwyczajnie dużo jest błonnika, bo żywisz sie głownie warzywami, owocami i różnymi ziarnami, pestkami, czy orzechami. Stąd też wniosek, że Wege są zdrowsi, rzadziej chorują, bo pozbywają się toksyn z organizmu, nie przeciążają układu trawiennego i rzadko kiedy chorują na poważne choroby związane z układem krwionośnym itp. Ci którzy nie potrafią zrezygnować z mięsa, może zmienią proporcje, bo rozumiem, może dla mięsożerców mięcho zdrowe jest, ale nie w takim stosunku do pozostałych pokarmów :).

Pisz i twórz jedyny autorski serwis
dla ludzi, którym się chce!



Cafenews