
Lubię powieści Olgi Tokarczuk, autorki książki o tajemniczym tytule
"Bieguni". Ogromne wrażenie zrobił na mnie "Prawiek i inne czasy", choć mówią, że to podróbka Marqueza, podobał mi się "Dom dzienny i dom nocny", i "Podróż ludzi księgi".
Proza Tokarczuk wpisuje się w mój gust, bo kiedy chcę się tak pouwznioślać, to sięgam po jej twórczość i to uwznioślenie się dzieje. Autorka potrafi takim zwykłym czynnościom nadać nadrzędny sens, a przecież ludzie czasem poszukują sublimacji.
Na tę książkę kazała czekać długo, bo aż 3 lata,
ale mogę powiedzieć w swoim imieniu, że choć książka była długo wyczekiwana, to niestety rozczarowała mnie.
Nie przeszkadza mi fakt, że
książka nie ma fabuły, jednego bohatera, do którego można się przywiązać. Bo czytałam wiele opowiadań O. Tokarczuk, w których ciągle przecież zmienia się świat przedstawiony, a była to lektura wciągająca.
W "Biegunach"
mamy do czynienia z odrębnymi historiami, które są nagle urywane, powraca do nich narrator w momentach niespodziewanych. To jakby z kimś się zaprzyjaźnić i nagle go stracić. Czyli trochę niefajnie.
Mamy tu historię małżeństwa na wakacjach w Chorwacji, kiedy żona z synkiem nagle gdzieś znika w tajemniczych okolicznościach, mamy rosyjską matkę Rosjankę, która umęczona codziennością, teściową, mężem, chorym dzieckiem wybiera życie kloszardki w metrze, mamy historie XVIII wiecznych anatomów i wiele innych.
W związku z tym
można tę książkę czytać miesiącami bez wrażenia, że coś umknęło, bo nie ma w niej ciągłości. To może przeszkadzać, ale może być też atutem, bo ludzie czasem lubią takie zaskoczenia. Ja np. niekoniecznie.
Mówimy:podróże kształcą i zanim wyjedziemy z domu czujemy przyjemną ekscytację przed nowym, którego oczekujemy w zamian za rutynę nudnej codzienności.
Zapewne niektórzy z nas podróżujących zastanawiają się czasem, po co jadą, jaki to ma sens i czy to coś daje. Każdy z nas ma zapewne swoje ulubione rodzaje wojażowania. Jeden woli przemierzać drogi autem, inny szybko samolotem, jedni lubią pooglądać jak pięknie skonstruowany jest świat gdzie indziej, a inni preferują tkwienie w jednym miejscu w basenie z drynkiem. Są też tacy, którzy czują mus ciągłego opuszczania domu, jakby rzeczywiście bali się, że dosięgnie ich złe, jeśli tylko przysiądą w swoim fotelu na dłużej. A inni wyjeżdżają często po to, żeby czuć radość z powrotu i posiadania swojego domu.
Różnie to bywa.
Ja osobiście lubię podróże, bo lubię zmianę, która nie niesie ze sobą innych konsekwencji niż te poznawcze. Zobaczę jak żyją inni i szybko wrócę w bezpieczne miejsce. Otworzę na chwilę szerzej oczy, żebym potem mogła to opisać i komuś polecić. Chowam podróżne obrazy tak samo jak kolekcjonują książki na półkach.
To są moje ślady na poszczególnych etapach mojego życia z napisem:tu byłam.
Czasem myślę sobie, ze życie jest okropne, bo świat jest taki wielki, ekscytujący, piękny, czasem przerażająco inny a ja nie będę mogła nigdy tego wszystkiego zobaczyć i jest mi żal. Ale potem wędruję sobie swoją ulicą do znienawidzonego tesco na osiedlu i cieszę się, że jestem tu gdzie jestem.
Ale teraz znowu jestem w podróży, zobaczę lotniska, bagaże, podróżnych, tablice informacyjne z lotami i
będę się zastanawiać dokąd ci ludzie tak jeżdżą i po co;]
Czy książka Tokarczuk daje taką odpowiedź? Być może, ale ja jej nie znalazłam. Może komuś z was się uda, albo poprzestaniemy na pewności, że każdy z nas wie najlepiej, dlaczego ponosi trudy podróży, żeby 1 dzień pobyć gdzieś tam daleko od domu i jeszcze się tym ekscytować.
Komentarze
po 10 miesiącach
mamy dla tej powieści NIKE, a ja jestem wielką admiratorką tego konkursu i autorów przez tę nagrodę promowanych.Met, przeczytałam wówczas tę powieść, podobała mi się bardzo, zadziałała na moją wyobraźnię, jakaś taka bardzo plastyczna mi się wydała.
Fajny pomysł do "POLECANYCH" wrzucić - przy okazji nagród NIKE - same recenzje.
właśnie
wypożyczyłam sobie tę książkę, będę czytać i porównam Twoje wrażenia z moimi.Kubuś
chyba wiem co masz na myśli;]ale najbardziej uroczym jest to, że rozmyślasz o tym w tramwaju;D
met
myślałem o tym dzisiaj w tramwaju :) bo nie wiem tak naprawdę do końca skąd się to u mnie bierze. Może chodzi o to, że niektóre wydarzenia za sprawą tej poetyki są w specyficzny sposób celebrowane, czasami zwykłe czynności są uświęcane, umagiczniane, a niepokój bierze się stąd, że jakie piękne i niesamowite by nie były, po jakimś czasie giną w otchłani przeszłości. To mnie chyba ciśnie jak czytam powieści tego pokroju. :)ash
może jednak sięgnij?:)Met
jak zwykle pięknie puentujesz:) tez lubię Tokarczuk i Ci powiem, ze chyba włąsnie odradziłaś mi czytanie tej książki...chociaz...moze jednak znajdę odpowiedź???pozdrówkaekhm
drodzy moi:)świeżo po pełnej niespodzianek podróży mogę stwierdzić, że p[odróż to jest inspirujące zdarzenie w życiu, jeśli się wie, jak na to zjawisko swojego własnego podróżowania spojrzy:) temat rzeka:)
truskawciu, może napiszesz nam cos o swojej koncepcji podróżowania? bo to, o czym nadmieniasz brzmi bardzo interesująco;)
syks, no że sublimacja to takie widzenie zwykłości w sposób niezwykły;]
szym, dzięks:D
Cran, spoko, jesli nawet to się nie przyzna hihi
plaz, na mnie też Prawiek wywarł ogromne wrażenie, jest to jedna z wazniejszych dla mnie książek
maura, no mamy nieco odmienne klymaty, ale wg mnie to dobrze;)
Kubuś, a dlaczego niepokój?
yy
oczywiście chodziło mi o "nietrudno przesmażyć" :)Ja czytałem
"Prawiek" tylko i podobało mi się, ale realizm magiczny w jej wydaniu wzbudza we mnie jakiś dziwny niepokój.Byłem na spotkaniu z Olgą Tokarczuk na Wrocławskich Promocjach Dobrych Książek, mówiła o swojej koncepcji pisania, którą teraz realizuje, nazywa to "powieścią konstelacyjną". Na widowni była pani specjalistka czy też profesorka od teorii literatury i wywiązała się "mocnoprzeintelektualizowana" dyskusja, a w zasadzie wykład na temat "czy to jest jeszcze powieść?". Dużo skomplikowanych słów padało! Stanęło na tym, że jest to powieść, jak najbardziej, czyli słusznie uważałem. :)
Ja osobiście jestem zwolennikiem epizodycznej konstrukcji dzieła, ale tylko z sensem i w jakimś celu. Przy takiej zabawie niełatwo przesmażyć, a z tego co tu piszesz, wnioskuję, że mogło tak być w przypadku "Biegunów".
jestem
z tego samego obozu co yamot. choc nie odmawiam Tokarczuk talentu, z pewnością wielką pisarką jest - ale to nie mój klimat.a ja z przekory,
tym chętniej przeczytam :)nie odpuściłam sobie dotąd nic Tokarczuk, i generalnie, mogę powiedzieć, że mnie ukształtowała... więc tego.
hmmm
Tokarczuk czytałam tylko Dom dzienny..., a ksiązke Bieguni kupiłam siostrze na gwiazdkę... kurczę, a jak będzie nad nią przysypiała???interesująca recenzja
gratuluję.a jednak
mnie zachecilas :)) nie przepadam za Tokarczuk i jesli mam ochote na cos wyzszych lotow wole Marqueza lub Eco ale tym razem dzieki tobie sie skusze :))Podrozowac uwielbiam do szalenstwa bo lubie zmiany i monotonne siedzenie na miejscu by mnie wykonczylo :)im dalej tym lepiej ale lubie tez wracac do domu naladowac baterie i odpoczac :)))
Podoba mi sie angielska spontanicznosc w tym wzgledzie oni z dnia na dzien moga sie spakowac i zlapac najblizszy samolot do...gdziekolwiek :) ostatnio kolega nie mial pomyslu na urodziny wiec zapakowal nas wszystkich i wywiozl do hiszpanii :))Bez wielkich przygotowan, zastanawiania sie gdzie i jak, wielkiego pakowania itd :))
jakos
Tokarczuk mi nie wchodzi.probowalam jej dwie ksiazki przecztac i po prostu mnie nudza... :)
nie jestem wcale przekonany,
ze kazdy z nas najlepiej wie po co.. (w tym wypadku) ponosi trudy podrozy.ksiazki nie czytalem, ale recenzja jest fajna. i jednak zacheca
/ co to z ta sublimacja bylo?.. ;)