[sekundę...] 


REKLAMA
Aksamitny Królik w Polsce!
maurycja [2009-11-23]
Nie uwierzycie w to, ale "Aksamitny Królik" (czyli Velveeten Rabbit) znany już od 1922 roku ukazuje się w Polsce po raz pierwszy. Jest to książka dla dzieci tak ważna jak "Mały Książę", czy "Kubuś Puchatek"... na szczęście doczekaliśmy się polskiego wydania.
Posłuchajcie o Aksamitnym Króliku...

W bożonarodzeniowy poranek Chłopiec dostaje wiele prezentów. Jest wśród nich Aksamitny Królik, który w dziecięcym pokoju spotka dużo innych zabawek i zaprzyjaźni się ze starym, mądrym Zamszowym Koniem, który wie, co to znaczy być Prawdziwym, a to jest największe marzenie Aksamitnego Królika.

Pogodna, klasyczna już opowieść dla dzieci i dla dorosłych (po prostu „literatura każdego wieku”) o magicznej mocy miłości, która sprawia, że "staniesz się PRAWDZIWY, jeśli dziecko pokocha cię tak bardzo, że nie tylko będzie się Tobą bawić, ale też NAPRAWDĘ cię kochać". Wtedy nie liczy się wygląd, wiek, ani to "jak jesteś zrobiony".

Jacqueline Wilson, znana autorka książek dla dzieci i młodzieży, umieściła "Aksamitnego Królika" na swojej liście dziesięciu najważniejszych książek do głośnego czytania.

Po raz pierwszy w Polsce, choć w Stanach Zjednoczonych i Anglii "Aksamitny Królik" Margery Williams (tytuł oryginalny: "The Velveteen Rabbit") znany jest od 1922 r. i doczekał się już ponad 150 wydań.

MARGERY WILLIAMS
Urodziła się w Londynie w 1881 roku. Kiedy miała dziewięć lat, wraz z rodzicami przeniosła się do Stanów Zjednoczonych i od tej pory mieszkała Stanach i w Anglii. „Aksamitny Królik”, napisany przez Margery w 1922 roku, był jej pierwszą z trzydziestu książek dla dzieci i przyniósł jej ogromny sukces. Zmarła w Greenwich Village w 1944 roku.

WILLIAM NICHOLSON
Urodził się w Newark-on-Trent (Anglia) w 1872 roku. Zilustrował wiele książek dla dzieci, znany był również jako malarz portretów. W 1936 roku królowa brytyjska nadała mu tytuł szlachecki. Zmarł w 1949 roku.

20 listopada 2009 r. nakładem Wydawnictwa Auditus ukazało  się premierowe wydanie w twardej oprawie książki Margery Williams "Aksamitny Królik" z oryginalnymi rysunkami Williama Nicholsona. Premiera książki audio w znakomitej interpretacji Piotra Fronczewskiego z przepiękną piosenką i muzyką Barry’ego Gibsona już 1 listopada 2009 r. w księgarni internetowej audiobook.pl (pliki mp3). Wydanie w miękkiej oprawie i audiobook na CD planowane są na rok 2010.



Tłumaczenia dokonała Barbara Grabowska przy współpracy Doroty Koman.

Patronami medialnymi wydania są: TVP1 i program „Moliki książkowe”, Radio VOX FM, Portal Medialny MediaFM.net, broszka.pl, dziecko.pl, qlturka.pl, senior.pl.

Nowej książce będzie poświęcony w całości program "Moliki książkowe" (TVP1), którego premierowy odcinek zostanie wyemitowany 27 listopada br.

Od 23 listopada do 27 listopada br. w Radiu VOX FM trwać będzie kampania promocyjna połączona z konkursami, w których słuchacze stacji będą mogli zdobyć egzemplarze książki.

Wydawnictwo zaplanowało "Niedzielne Aksamitne Poranki" dla dzieci, czyli premierowe spotkania z Aksamitnym Królikiem w warszawskich księgarniach "Badet" (2 grudnia, godz. 11.00 – Wilanów, ul. St.Lentza 35A) i "Tarabuk" (6 grudnia, godz. 12.30 – Powiśle, ul. Browarna 6).

Ogólnopolska promocja w sieci księgarń Świata Książki potrwa od 10 do 24 grudnia 2009 r.

A teraz coś dla Broszek...

Dla 5 czytelników, którzy w komentarzach (lub jeśli chcą w formie osobnego artykułu) najciekawiej napiszą jakie mieli marzenia w dzieciństwie, o czym fantazje swoje dziecinne snuli lub opiszą historię swojej ukochanej zabawki z dzieciństwa - mamy 5 egzemplarzy "Aksamitnego Królika".Czas do 4 grudnia. Warto zawalczyć:)
strona: 1
    dodaj do dodajdo

Komentarze

dodaj komentarz
Matylda [03.12.09/21:21]

Zatem i ja spróbuję :)

U mnie chyba nie było żadnej zabawki, która by mi na tyle zapadła w pamięć...
Ale było jednak coś co od dziecka kochałam, uwielbiałam i marzyłam by to mieć!
Było to pianino :)
Samo stukanie w klawisze i wydobywające się z niego brzmienie przyprawiało mnie o ciarki :)
Śniłam, że je mam, że sama zapisuję nuty i cierpliwie uczę się na nim grać, i występuję przed publicznością, i tworzę swoje króciutkie melodyjki :)
A gdy nie śniłam, to przy okazji zasłyszenia jakiejkolwiek muzyki, czy to z radia, czy z TV, czy po prostu nucąc, uderzałam paluszkami w biurko, komodę, stolik albo własne nogi! :) w cokolwiek byle by tylko ''grać''! Odgrywałam nieme koncerty dla naszych psiaków, albo podśpiewując la la la udawałam, że gram :)

Potem, w szkole podstawowej miałam koleżankę, która była szczęśliwą posiadaczką pianina i okazało się, że mieszka jakieś 500m. ode mnie!!! Chyba nie muszę mówić jak bardzo jej zazdrościłam, a przy tym się jej naprzykrzałam (po czasie to do mnie dotarło), codziennie prosząc ją bym mogła troszkę pobrzdąkać :) Była świetną koleżanką! Godziła się na to i nawet mnie coś tam uczyła :)

Rodzice widzieli, że już tylko tym pianinem żyję, tylko nim oddycham, o nim mówię, zachwycam się i cały czas nadaję jak katarynka, że gdybym je miała, to by było spełnienie moich marzeń, i że już nigdy w życiu bym ich o nic nie poprosiła! :)
No i kupili mi .... keyboard Yamaha PSR-18! I zapisali mnie na naukę gry na organach!!!
I chodziłam... uczyłam się... cieszyłam się, że mogę stukać w klawisze, że mam na czym gamę wygrywać, że dźwięki można sobie zmieniać, że rytmów tam było tyle że łomatko!
Przez całą podstawówkę nie opuściłam żadnej lekcji!
A to wszystko nie dlatego, że pokochałam organy, ale dlatego, że na tychże lekcjach grałam właśnie na pianinie!!! :))) a w domu ćwiczyłam na organach :)

Posiadanie pianina jest dalej moim największym i niespełnionym marzeniem!
Ale może kiedyś... chociaż dla ozdoby i przypadkowego muśnięcia klawiszy... uda mi się je zdobyć :)
ax [02.12.09/10:15]

...

Klocki. Takie jak lego, ale nie lego. To był mój świat, jak byłam dzieckiem:) Najczęściej budowałam z nich domy...ale nie takie z dachem (choć takie też czasem), ale takie otwarte z góry. Takie jakby makiety nie zamknięte bez dachów, żeby mogło toczyć się życie. Miałam takie maluteńkie kaczory, które w tych domach mieszkały i wykonywały przeróżne czynności. Godzinami tak mogłam:))
Układanie puzzle...To też mogłam robić całymi godzinami, po kilka razy tę samą układankę...w końcu z zegarkiem w ręku, na czas:) I jakże mnie cieszyło bicie własnych rekordów:))
Oczywiście w życiu dorosłym Wielką Artystką miałam być. Tylko nie mogłam się zdecydować, w jakiej dziedzinie. Dużo rysowałam, pisałam wierszyki i opowiadanka. Hehe...pamiętam, że ustawiałam na krześle taką płytę z czegoś, na tym opierałam karton...to stawało się sztalugami...a ja jakoś dziwacznie przebrana z dużą ilością korali na szyi malowałam, jako wielka artystka oczywiście;))
Scena też nie była mi obca, bo jak już pisałam, nie mogłam się zdecydować na rodzaj sławy;) pakowałam się wtedy do szafy, po to, żeby z niej wyjść na tę scenę i tańczyłam...albo umierałam...babcia mi biła brawo...i od nowa;)) Albo włączałam muzykę, zdejmowałam z takiej stojącej lampy abażur, odkrywając żarówkę...i śpiewałam do mikrofonu, oczywiście w odpowiedniej kreacji i w ogóle;) A lampa była super, stała na trzech metalowych nogach i można było regulować jej wysokość oraz kąt nachylenia. Mówię wam, idealna jako mikrofon! :))
I pamiętam jak babia uszyła mi kiedyś taką zabawkę...zresztą nie jedną...ale ta, o której chce napisać to był Bąbel. Był to taki niewielki stożek o okrągłej podstawie, miał wyhaftowane oczy, uśmiech i włosy z nitek na czubku. Był genialny!! Wszyscy chcieli mieć takie bąble, jak mój. Któregoś razu bawiłam się z dziećmi, Mojego Bąbla wsadziłam za klapę ogrodniczek...i go zgubiłam. I nie znalazłam już nigdy, pomimo kilkudniowych poszukiwań. I nie mogę go odżałować aż do dziś...:(
truck lady [01.12.09/21:51]

. bajka . ksążka. konik wydawniczy

Chciałam napisać jakieś wspomnienie - może mi wyjdzie, chociaż wątpię....
Gdy przeczytałam to co Maurycja napisała, przy myciu garnków zastanawiałam się kim chciałam być, co chciałam osiągnąć jako małe dziecko.....

Jako mały bachorek kochałam zwierzęta do granic, których nie dałoby się mierzyć normalną miarą.
Kochałam im pomagać, troszczyć sie dokarmiać, opatrywać... latałam po blokowisku z torebką wypełnioną bandażami, plastrami, jedzeniem. Chciałam być weterynarzem.
Niekiedy zastanawiałam się jakby to było gdybym była bogata do obrzydzenia - kasy u nas było jak na lekarstwo - czy w tedy by sie ze mna bawili jakby była niesamowicie bogatym dzieckiem?
Później nachodziła mnie myśl aby być policjantem na zmianę bycia złodziejem (chociaż teraz gdy dorosłam czytajac gazety słuchając radia lub oglądając TV wynika że policja to to samo co bycie złodziejem "p.s. to nei moja opinia tylko mediów").
Dlaczego akurat tak? Bo udajac, że jestem glina lub złodziejem jeżdżąć swoim wypasionym BMX-em inni się nawet ze mna bawili.
W przerwach chciałam być akrobatom, gimnastyczką - dlatego to trenowałam - wszyscy w tedy by na mnie patrzyli, podziwiali, szanowali i byłoby super......................................

opuściłam talerz i zrozumiałam jedno...... chciałam być kimkolwiek tylko aby czuć że ktos mnie kocha.....

no i się rozryczałam, bo nikt za bycia małym dzieckiem nie powiedział, ze wystarczy być dobrym człowiekiem i nie trzeba na siłę byc kimś aby znaleźć miłość

koniec.
p.s. a zwierzeta to jedyne w tedy istoty,któtre mnie słuchały i nie spierdzielały gdzie pieprz rośnie jak mnie widzialy....
Tulia [30.11.09/20:53]

no dobra,

coś napiszę, bo nie ma innych chętnych;
jako osoba dojrzała, miałam kiedyś dzieciństwo inne niż obecne dzieciaki, zabawek niewiele, jakaś lalka, miś, za to książki były, więc moje marzenia to były fantazje związane z książkami, każdą z nich przeżywałam powtórnie wieczorami przed zaśnięciem, byłam tam oczywiście główną bohaterką, mądrą, dzielną, cudną nad podziw, pierwszą fascynację, prawie miłosną przygodę, zaliczyłam w ten sposób w wieku 8-9 lat po przeczytaniu Timura i jego drużyny.
Wieczorami, leżąc w łóżku, przeżywałam niesamowite przygody w towarzystwie dzielnego, prawego, i z pewnością ślicznego Timura, no i z pewnością zakochanego we mnie.
Dziecinada, ale w sumie piękny okres, a po przeczytaniu całej serii o Winnetou były zabawy w Indian, budowanie szałasów, oj, kto to teraz buduje szałasy? :))
maura [24.11.09/12:55]

tulio

nie pitol, tylko pisz;)
tulia [24.11.09/11:36]

mi to juz nawet

nie wypada pisać, bo nawet jak to co napiszę będzie sensowne, to wyjdę na najbardziej pazerną na książki Broszkę :))
met [23.11.09/21:46]

trudny temat

ale coś mi się przypomniało:)
Wuwulec [23.11.09/20:41]

O zabawce

to chyba nie napiszę, ale mam jeden tekst o marzeniach z dzieciństwa i nie tylko. Muszę się tylko zastanowić, czy nie zanadto osobisty i poważny. Do 4 grudnia jest kilka dni.
sykstus [23.11.09/20:04]

a to nie jest

ten sam co Peter Rabbit? - Petera znam dobrze)
Daguniek [23.11.09/15:26]

Świetnie.

Dopiero, kiedy zobaczyłam okładkę z Królikiem, skojarzyłam, ze słyszałam o nim :) Velveeten Rabbit, no przecież!

Konkurs też bardzo ciekawy, mam nadzieję, ze będzie wiele tekstów i to nie tylko w komentarzach, ale w artykułach właśnie :)

Pisz i twórz jedyny autorski serwis
dla ludzi, którym się chce!



Cafenews