[sekundę...] 

z Broszką od: 2009-03-22

opis: za dużo gadam

blog: agrado.broszka.pl

status: brak opisu

wyślij wiadomość

aby wysłać wiadomość musisz się najpierw zalogować

Artykuły

Historia pewnego rozstania [2009-03-27]
Stres podczas rozmowy rekrutacyjnej [2009-03-22]

Komentarze

Thiller moralny Olgi Tokarczuk

... [28.01.10/22:04]

Pierwszy akapit 12 rozdziału:

"Pod koniec czerwca rozpadało się na dobre. Tak tu się często dzieje latem. Wtedy słychać, jak we wszechobecnej wilgoci rosną z szelestem trawy, jak bluszcze wspinają się po murach, jak pod ziemią rozpiera się grzybnia. Po deszczu, gdy Słońce na chwilę przebije się przez chmury, wszystko nabiera takiej głębi, że oczy napełniają się łzami".

Przeciętny człowiek, widząc za oknem ulewę, wkurza się, że do pracy dotrze cały mokry, że będzie ślisko na drogach, że musi wziąć parasol i ubrać się cieplej, no i co to w ogóle jest, że w czerwcu pada. myślę, że ktoś, kto pogodził się z drobnymi przeciwnościami losu ("tak tu się często dzieje latem") i w dodatku dostrzegł w nich coś pięknego ("...że oczy napełniają się łzami"), jest najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. chciałabym właśnie w ten sposób patrzeć na świat.

Dla mnie w książkach Tokarczuk nie jest specjalnie ważna fabuła. skupiam się na wyławianiu pojedynczych zdań czy akapitów, w których tkwi niesamowita (dla mnie) mądrość życiowa albo po prostu są ładne (np. "Poranki zimowe zrobione są ze stali, mają metaliczny smak i ostre krawędzie" - czy to zdanie nie oddaje idealnie charakteru zimowego poranka?). właśnie to miałam na myśli krytykując tu kiedyś Coelho: lubię książki, w których sens jest ukryty, w które trzeba się wczytać, a nie mieć wszystko podane na tacy. mimo że i Tokarczuk, i Coelho piszą o tej drugiej stronie życia, która tkwi w naszych umysłach i sercach, to robią to na dwa różne sposoby i kompletnie nie rozumiem, czemu to książki Coelho są na szczytach "list przebojów".
Uwaga, klient!

o jezu [31.07.09/17:13]

skąd ja znam takich upierdliwych klientów! ludzie naprawdę potrafią być przedziwni. ale widzę, że umiesz się opanować, mnie się parę razy niestety nie udało... ;))
Najlepsze filmy

Ale pytasz o takie, które w kinie lecą [25.07.09/23:05]

czy np. do ściągnięcia? bo co tam w kinie leci, to ja się nie orientuję, ale jeśli lubisz kino niekonwencjonalne, to wejdź sobie na stronę festiwalu Era Nowe Horyzonty (www.enh.pl), przejrzyj jakie filmy pokazują i spróbuj coś pościągać. ja tak na wiele super filmów trafiłam np. "Jabłka Adama" Andersa Thomasa Jensena.
Moje podwórko

Mieszkałam w identycznych blokach. [25.07.09/22:55]

Czteropiętrowych, wybudowanych w latach'60. obecnie moje osiedle też jest zamieszkane głównie przez emerytów. dzieci nie widać w ogóle, zlikwidowano piaskownicę i wielki plac zabaw za blokami na rzecz dwupasmówki - nikt się jakoś nie awanturował, bo i po co ten plac, dla kogo. myślę jednak, że za jakieś 10-20 lat osiedle odżyje. obecnych emerytów już nie będzie, wprowadzą się młodzi. i tak to się będzie kręcić dopóki bloki same się nie posypią lub ktoś nie wybuduje nowych.
Alchemik. P. Coelho

... [09.06.09/11:27]

Widzę, że hasło "filozofia dla kucharek" wywołało niemałe emocje. cieszy mnie to bardzo, hłe hłe:)) swoją drogą osoby, którym się tak bardzo nie spodobało to wyrażenie w późniejszych komentarzach same piszą o tym, że np. Czesia z Klanu pisze książkę - dlaczego Czesia? autorka z tego, co wiem, nazywa się Anna Powierza. tak się niektórzy oburzają na moje deprecjonowanie kucharek, a sami z ironią piszą o bohaterach seriali.

Natomiast jeżeli chodzi o postulowane poniżej opiniowanie bez wartościowania, to ja się jeszcze z czymś takim nie spotkałam. bo jeżeli mówić o książce bez wartościowania, to chyba tylko ją streszczać. chociaż nie wiem, może komuś taka sztuczka wychodzi.

Kolejna rzecz: nikt tu nie wygłasza prawd absolutnych. nawet jak się nie zaczyna zdania od "moim zdaniem", to chyba rozumie się samo przez się, że wygłasza się swoją opinię. myślę, że ludzie na broszce są na tyle normalni, żeby zdawać sobie sprawę, że ich osądy nie są prawdami absolutnymi i nie muszą na wstępie każdej wypowiedzi pisać, że to ich zdanie, że nie chcą nikogo obrażać i w ogóle przepraszają, że żyją i mają swoje poglądy. poza tym zaczynanie każdego komentarza od "moim zdaniem" byłoby po prostu nudne.

Snobowanie? no nie mówcie, że się czasem nie snobujecie, bo nie uwierzę;) ja myślę, że jak już się snobować np. czytaniem, to wśród ludzi, którzy też czytają i też mogą się czymś pochwalić (posnobować?;)) a nie kosztem osób, które wiadomo, że nie lubią czytać. bo to już jest chamstwo.

Czytanie od czasu do czasu lit pop (bardzo mi się podoba to określenie:P)? też czytałam szminkę w wielkim mieście czy pierwszą książkę Grocholi. poza tym z wielką przyjemnością obejrzałam wszystkie sezony Seksu w wielkim mieście i lubię se od czasu do czasu zapuścić Beyonce (no to się wygadałam, pięknie). ale zdaję sobie sprawę, że nie są to jakieś wyżyny sztuki i nie czerpię z tych książek/filmów/piosenek inspiracji w życiu codziennym. mam za to na swoim koncie wiele książek z zakresu literatury pięknej i to one są dla mnie najważniejsze. tak jak napisała Met (tak myślę, że Met, nie mogę teraz tego znaleźć w tym gąszczu komentarzy;)): nie ma niczego złego w czytaniu beletrystyki, ale trzeba pamiętać, że nie jest to specjalnie wzniosła literatura.

Co do oceniania ludzi po tym, czy i jakie książki czytają. mam koleżankę, która studiuje wychowanie fizyczne. generalnie nawet z nią nie rozmawiam o książkach czy kinie, bo ją to kompletnie nie interesuje. ale za to podziwiam ją patrząc jak świetnie prowadzi aerobik i jak 30 babek jest wpatrzonych w nią jak w obraz. nauczyła mnie jeździć na snowboardzie. całą zimę spędza na stoku ucząc jazdy na nartach. jak nadwerężyłam bark, to tak mi go wymasowała, że ból od razu minął. a ile o dietach się można od niej dowiedzieć. tak więc owszem, UWAŻAM SIĘ ZA LEPSZĄ od niej w dziedzinie książek/filmów i jeszcze parę innych. tak samo przyjmuję na klatę to, ze ONA JEST ODE MNIE LEPSZA w swojej dziedzinie. natomiast nie uważam, że ogólnie, jako człowiek, jedna z nas jest lepsza czy gorsza. każdy chyba ma jakąś dziedzinę, w które wie więcej, no i umówmy się: skoro czyta dużo na ten temat, to obiektywnie rzecz biorąc JEST LEPSZY. ale tylko w tym zakresie.

Mam nadzieję, że nikogo moimi komentarzami nie uraziłam. jednocześnie cieszę się, że jest parę osób, które się ze mną zgadzają (tak myślę): yamot, madmua, met:)
Alchemik. P. Coelho

... [08.06.09/14:33]

Coelho wypłynął jak byłam w liceum. podekscytowana opiniami koleżanek kupiłam Alchemika. po 20 stronach nie mogłam... takie banały, że szkoda gadać. niczego takiego tam nie było na co bym wcześniej sama nie wpadła. próbowałam jeszcze "Na brzegu rzeki Piedry usiadłam i płakałam" - kompletna porażka. być może są ludzie, którzy znajdują tam odpowiedzi na swoje pytania dotyczące życia. nie chciałabym tu nikogo obrazić, ale dla mnie ktoś, kto czerpie mądrości życiowe od Coelho jest w jakimś sensie ubogi... no tylko spójrzcie na cytaty podane przez Met. jak to powiedziała o Alchemiku moja mama: filozofia dla kucharek;)
Dlaczego poszłam na wojnę

czytałam, widziałam [06.06.09/10:35]

książka bardzo mi się podobała, więc na film musiałam iść. jest to jeden z nielicznych filmów jakie widziałam, który tak wiernie trzyma się książki. w ogóle brawa dla Szyca: wydaje mi się, że wcielenie się w takiego bohatera jak Silny jest dla normalnego (w sensie niemenelskiego) człowieka bardzo trudne. Szycowi się udało. chylę czoła.
Co do wulgaryzmów. no cóż, w języku polskim są zarówno takie słowa jak, nie wiem, onomatopeja, jak i dupa czy kurwa. rzecz w tym, żeby umiejętnie obu używać. nie ma co skreślać filmu za wulgaryzmy. niektóre przekazy bez przekleństwa tracą na wyrazistości. ten film jest o marginesie społecznym. jak nakręcić taki film bez przekleństw? przecież taki język jest typowy dla tej grupy społecznej.
Met, świetna recenzja:) czytałam wiele recenzji "Wojny...", ale pod Twoją mogę się śmiało podpisać.
Miałbym może pewien pomysł...

świetny tekst [27.05.09/22:05]

ja zauważyłam na studiach, że kobiety mniej w siebie wierzą. dziewczyny w mojej grupie zawsze miały notatki, przeczytane teksty. faceci? hmm, kserowali od nas 2 minuty przed zajęciami. mimo że nie zdążyli nawet tego przeczytać i tak wypadali lepiej: byli aktywni, śmiało wygłaszali swoje opinie, dyskutowali. a my? jak już, to wydukałyśmy jakąś definicję. oczywiście od pierwszego roku wiele się zmieniło, ale nadal widać różnicę. ja się cieszę, że szybko sobie to uświadomiłam. od paru lat z tym walczę i pierwsze efekty są.

Dorissima, masz rację z tym podcinaniem skrzydeł. ja cały czas robię o to afery mojemu facetowi. dla niego mój kurs językowy czy praktyki, to jakaś fanaberia, strata czasu i pieniędzy. nauczyłam się olewać to, co mówi, ale przykro mi, że nie mam wsparcia od najbliższej mi osoby. no trudno, może kiedyś się nauczy.
Prosto z hamaka III - List Rozwarty ( na cztery palce )

... [19.05.09/18:17]

zgadzam się w 100% z jerrym. w liceum interesowałam się polityką, chciałam zostać dziennikarzem politycznym, więc się wybrałam na politologię. jednak odkąd na scenie politycznej pojawili się Kaczyńscy, Lepper, Giertych, to mam dość... z drugiej strony zaczęłam dostrzegać nierzetelność dziennikarzy, zrozumiałam, że dziennikarz to przede wszystkim zawód i nikt nie będzie nadstawiał własnej dupy, żeby narodowi prawdę powiedzieć. w sumie to ja bym chyba też nie nadstawiła. no. więc mi przeszło totalnie z polityką;)
Oko

jak to dobrze, [09.05.09/18:59]

że ja nie muszę póki co chodzić do lekarzy. tyle, co do dentysty: po jednej jedynej wizycie u dentysty w przychodni mam taki uraz, że nawet do głowy mi nie przyjdzie, żeby tam wrócić. płacę za prywatnego jak za zboże, ale przynajmniej mnie nie boli:P
Brokuły zapiekane w sosie carbonara

w imieniu swoim [05.05.09/15:46]

i mojego faceta chciałabym bardzo podziękować za ten niesamowity przepis:)) właśnie przyjęłam zapiekaneczkę i normalnie boska jest! a mojemu facetowi to już w ogóle oczy wylazły jak zamiast schabowego z ziemniakami zobaczył takie cudo na swym talerzu:P
Użyłam do zapiekanki śmietany 18% i dobra była. nie wiem wprawdzie jak smakuje z 30%, bo nigdy wcześniej nie używałam, ale z 18% dawała radę także bez obaw:))
Niech się święci pierwszy maja! Zawody wczoraj, dziś i jutro.

Miałam te same obawy [04.05.09/20:01]

co Kozucha, a tu miła niespodzianka. bardzo mi się tekst podoba, ale mam jedno pytanko: wydaje mi się, że istnieje już zawód "biotechnologa zajmującego się inżynierią genetyczną w kontekście hodowli roślin"? czy nie? no bo chyba biotechnolodzy zajmują się tymi wszystkimi GMO?
Idealna kobieta dla mojego mężczyzny

Maga [03.05.09/21:16]

ja wiem, że to nie Ty siebie opisujesz tylko tę "idealną kobietę". nie zrozumiałyśmy się:)
A tak w ogóle to teraz dopiero przeczytałam poprzednie komentarze i odnoszę wrażenie, że Ty sama dokładnie wiesz co robić: zdajesz sobie sprawę, że masz zakodowane przez mamę, że Twoje potrzeby są mniej ważne od potrzeb mężczyzny. wiesz, że nie umiesz powiedzieć facetowi czego chcesz. ale jesteś zdecydowana, żeby z tym walczyć. masz przed sobą tę dodatkową trudność, że Twój chłopak jest w swoim pierwszym związku i faktycznie może wielu rzeczy nie wiedzieć. ja wiem, że by się chciało, żeby on wszystko sam wiedział, ale z facetami tak niestety nie jest. z kobietami zresztą też nie. dlatego trzeba nauczyć się mówić o swoich potrzebach, żeby sobie ogólnie relacje z ludźmi ułożyć, nie tylko z facetami. życzę Ci powodzenia:)
Idealna kobieta dla mojego mężczyzny

... [03.05.09/12:12]

kiedyś byłam dziewczyną, jaką opisałaś: bez swojego zdania, bez potrzeb, wszystko podporządkowane jemu. zrezygnowałam ze znajomych, bo on ich nie lubił, z kina i teatru, bo on tego nie znosił, z rozmów o książkach i polityce, bo on nic na ten temat nie wiedział. zawsze pomalowana, ładnie ubrana, uczesana, uśmiechnięta. nigdy nie bolała mnie głowa. wydawało mi się, że gdy będę właśnie taka, on ze mną będzie. nie zauważałam, gdy on czasem zirytowany pytał, czy ja w ogóle mam jakieś zdanie. związek trwał rok. rzucił mnie. nie wiedziałam dlaczego. przecież byłam idealna, w ogóle się nie kłóciliśmy. teraz już wiem, że nikt nie chce być na dłuższą metę z kimś tak bezbarwnym. w moim obecnym związku jestem sobą i widzę, że to podoba się mojemu chłopakowi. ja też czuję się o wiele lepiej niż w poprzednim, mam większe poczucie wartości, bo ktoś kocha mnie taką, jaką jestem, nie muszę udawać. chyba mogę zaryzykować stwierdzenie, że jestem idealną kobietą - idealną dla MOJEGO mężczyzny:))
Berlin, Berlin

Ja też nigdy nie marzyłam o wycieczce do Berlina [25.04.09/17:24]

Do Paryża, Wiednia, Rzymu - owszem, ale Berlin...? jednak Twój artykuł zachęcił mnie do zobaczenia tego miejsca. w dobrym momencie się pojawił, bo mam ochotę na jakiś weekendowy wypad, nie miałam jednak pomysłu dokąd. teraz już wiem - dzięki śliczne:)
Vicky, Christina, Barcelona

... [20.04.09/17:40]

Jakoś nie chce mi się wierzyć, że istnieją ludzie tacy jak Juan Antonio, że człowiek jest w stanie wmówić sobie, że życie nie ma żadnego znaczenia. chyba tylko skrzywieni emocjonalnie mogą na dłuższą metę żyć wedle tej zasady.

Jakoś nie mogę zgodzić się też z tym, że "problemy ludzi biorą się stąd, że ludzie nadają znaczenie zbyt wielu rzeczom, zdarzeniom i ludziom". dzięki temu, że tak wiele różnych rzeczy się dla nich liczy, łatwiej jest osiągnąć to, o czym się marzy. gdyby natomiast cenne były dla nas 2-3 rzeczy, to pewnie 99% ludzi czułaby się niespełniona. natomiast ten 1%, który osiągnął to, co zaplanował, czułby się wypalony. no nie wiem, ja to tak rozumiem. może nie skumałam sensu tego zdania, bo widzę, że większość się pod nim podpisuje;)

Acha, recenzja świetna. podoba mi się jak opisałaś Marię Elenę: faktycznie, kiedy wygląda się jak Penelope, to chyba trudno nie być pewnym siebie;) muszę koniecznie wybrać się na ten film: Allen+Almodovar, Penelope i Johannson - muszę to zobaczyć:P
Restauracja... od kuchni

znam to [18.04.09/19:45]

pracowałam w knajpie i u mnie było bardzo podobnie. dodam jeszcze parę rzeczy: u nas na przykład byłajedna ścierka, którą myło się zarówno stoły dla klientów jak i kosz na śmieci w kuchni, który naprawdę potrafił być usyfiony. albo myję kibel na zapleczu (w sensie dla pracowników), nagle przychodzi klient, więc leję mu browara/robię kawę bez mycia rąk.a to wszystko przez to, że byłam tam sama. knajpka była mała, więc właściciele stwierdzili, że jedna osoba wystarczy. niestety, klientów jest dużo. no i obowiązki:nie tylko obsługa klientów (napoje, odgrzewane żarcie), ale też sprzątanie całego baru, przyjmowanie i rozkładanie towarów. pracowałam tam tylko dlatego, że miałam naprawdę spore jak na pracę w knajpie zarobki. po tym, co tam zobaczyłam, omijam takie małe knajpki na uboczu szerokim kołem.
Jak się miewa klasa robotnicza w UK.

Podoba mi się [15.04.09/10:25]

mimo że krótkie.

Nie wyobrażam sobie takiej pracy na dłużej. nie mam nic przeciwko pracy biurowej, ale niech ma jakiś sens. nie może być mechaniczna. chciałabym poczuć się w pracy jak osoba, a nie jak malutka cząstka czegoś, czego nie ogarniam.

Kiedyś dziwiłam się, że moja znajoma odrzuciła ofertę pracy w dużej korporacji na rzecz małej firmy. teraz już mnie to nie dziwi: koleżanka jest zadowolona, bo nie jest jednym z tysiąca pracowników. w firmie panuje prawie rodzinna atmosfera. zarobki są mniejsze niż w korporacji, ale i tak nieźle sobie żyje. nigdy nie żałowała swojego wyboru.

Zgadzam się z Truskawką: wszystko zależy od nas. wkurza mnie jak ludzie mówią, że bez znajomości ani rusz. jak ktoś nic nie robi, żeby mieć wymarzoną pracę, to faktycznie. ale nie wierzę, że ktoś, kto naprawdę się stara, inwestuje w siebie, jest wytrwały, nie odniesie sukcesu.
SĄSIEDZI

taaa [08.04.09/12:39]

znam to. moi rodzice kupili domek na wsi. mieszkają w mieście, tam jeżdżą w weekendy i wakacje. tubylcy są okropni: non stop narąbani, gdy zleci im się jakąś pracę, to nie dość, że trzeba ich pilnować, to jeszcze zapłacić jakąś bajońską sumę, a jak Cię nie ma, to Ci chałupę obrobią. myślą, że jak człowiek jest z miasta, to ma na koncie jakieś petrodolary...
Starbucks w Polsce

czekam z utęsknieniem [07.04.09/18:25]

mogliby zdradzić, gdzie powstanie pierwszy Starbucks, żebym się nie napaliła na darmo;)

Pisz i twórz jedyny autorski serwis
dla ludzi, którym się chce!



Cafenews